kahoona Posted March 5, 2010 Posted March 5, 2010 EMIR zrobił i tak to, co było prawie niemożliwe. Nie pozostawiliśmy tych 4 biedaków z wyboru. Wszystko było przeciw nam - na największe potępienie zasługuje wójt i sekretarz gminy. Ludzie pozbawieni wiedzy, umiejętności, o empatii nie wspomnę. Mam nadzieję, że mieszkańcy tej gminy ocenią właściwie takie postępowanie, bo dzięki wójtowi wychodzą na ciemniaków i prymitywów. Piękny wizerunek w XXI wieku.... No ale w telewizji młodzieniec wystąpił, raz w życiu mu się udało, to zaprezentował się jako obrońca umysłowo niepełnosprawnej mieszkanki. A może tu chodziło o coś innego - gadał pierdoły przed kamerą, żeby ukryć swoją indolencję np w sprawach opieki społecznej? Co to za władza, która pozwala ludziom żyć w takich warunkach? Pewnie coś zaniedbał i chciał się pokazać w TV jako dobry włodarz. Żenada, panie wójt, taki młody i taki byle jaki.... Strach pomyśleć jak na tym rządzeniu gmina wychodzi mając takiego władcę z mentalnością średniowiecznego chłopa... O psach wyrażali się per "gadzina" - ale poziom.... Quote
Zofia.Sasza Posted March 5, 2010 Posted March 5, 2010 PISZE GAGATA: Nie moge pisac z własnego nicku ale,że nie mam bana, Zofia uzyczyła mi swojego konta: Ta interwencja od samego początku była szokująca. Pozwolcie,że szczegółowa realcje wraz fotami zdamy Wam jutro. To było 700 km, masa nerwów na miejscu, walka o kazdego psa o potem koszmar w klinice.Emocje dopiero z nas opadaja, a - uwierzcie nam - lepiej o tym wszystkim pisac na chlodno,opierając sie wyłącznie na suchych faktach... Chcę jeszcze dodac, że o tych czterech psiulach i krowie na pewno nie zapomnimy... Quote
zachary Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Oczywistym jest,że Emir nie zostawił tych 4 psów z wyboru.Wiem, że musiał walczyć o każdego psa, a jednego to "wielkoduszne" osoby wyrwały mu z powrotem z samochodu do tego "psiego raju". To jest straszne, że przybyła realna pomoc do miejsca i ludzi, gdzie psy nie powinny przebywać w ogóle, a decydenci potraktowali sprawę powierzchownie.Te cztery psy nie wyglądały na zaniedbane, więc nie ma podstaw, aby je odbierać....Ale te psy przebywały u ludzi, którzy okrutnie zaniedbywali inne i to powinno wystarczyć do podjęcia decyzji o odebraniu wszystkich! Nie tak powinna wyglądać dogoterapia!!!...Psy dogoterapeuci pomagają osobom chorym nie tylko fizycznie, ale faktycznie pozostają pod opieką swoich odpowiedzialnych, zdrowych psychicznie włascicieli. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 TERAZ BĘDZIEMY WRZUCAĆ FOTKI. b.PROSIMY O NIEDODAWANIE NOWYCH WPISÓW, PÓKI NIE SKOŃCZYMY :) Quote
Asior Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 [quote name='GAGATA'] Nie moge pisac z własnego nicku ale,że nie mam bana, Zofia uzyczyła mi swojego konta: Ta interwencja od samego początku była szokująca. Pozwolcie,że szczegółowa realcje wraz fotami zdamy Wam jutro. To było 700 km, masa nerwów na miejscu, walka o kazdego psa o potem koszmar w klinice.Emocje dopiero z nas opadaja, a - uwierzcie nam - lepiej o tym wszystkim pisac na chlodno,opierając sie wyłącznie na suchych faktach... Chcę jeszcze dodac, że o tych czterech psiulach i krowie na pewno nie zapomnimy... gagato.. czy jest jakakolwiek szansa, żeby te 4 co tam zostały też jej zabrać?? jakie to wszystko chore.... Tamte kilkanaście psów było w tak złym stanie, ze można je było zabrać, to dali a te ze są w lepszym to już nie?? A co ona nie doprowadzi ich do takiego stanu za chwile???? A może by po prostu w nocy podjechać i siłą wykraść :roll: Nie no chore to prawo nasze... chore.... Trzeba RZECZYWIŚCIE pisać jakieś pisma, gdzie się da.. żeby ten "wspaniały" wójt od siedmiu boleści poniósł konsekwencje.... Quote
czarok Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Z forum Fundacji Emir: "Otrzymaliśmy alarmujące informacje o horrorze, jaki panuje w miejscowości Laszczyny gm. Grodzisko Dolne . Otrzymaliśmy także ze Stowarzyszenia NADZIEJA pisemną prośbę o ratowanie ok. 15 psów znajdujących się w fatalnym stanie,utrzymywanych przez osobę chorą psychicznie. Na podstawie otrzymanej dokumentacji oraz ikonografii złożyliśmy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 35.1 ustawy o ochronie zwierząt, przez właścicielkę. Jednocześnie wystąpiliśmy z wnioskiem o wydanie prokuratorskiego nakazu przeszukania i odebranie zwierząt. Dzięki operatywności Prokuratury Rejonowej w Leżajsku taki nakaz otrzymaliśmy. Wykonałam telefon do wójta gminy Grodzisko Dolne powiadamiając go o otrzymanym nakazie prokuratorskim i o tym, że 4.03 przyjeżdżamy żeby zabrać psy; w sprawie krowy obligowałam wójta, aby znalazł gospodarza, który zadba o zwierzę, odkarmi je, a potem gmina podejmie decyzję co do dalszych jej losów . W rozmowie ze mną wójt nie kryl oburzenia z tego powodu, że: 1) fundacja ma nakaz prokuratorski 2) fundacja chce odebrać psy; On zna sprawę od lat i uważa, że psom nie dzieje się krzywda, bowiem ta chora kobieta je kocha, zaś odebranie psów pogorszy jej stan zdrowia. Moje argumenty, że nasza fundacja zajmuje się przestrzeganiem ustawy o ochronie zwierząt ,a obowiązek opieki nad osobami niewydolnymi życiowo, czy chorymi spoczywa na rodzinie i ew. należy do obowiązków do służb gminnych trafiały w próżnię. Niestety wójt był szczelny na logiczne argumenty i stał na stanowisku, że działamy z niskich pobudek, aby dokuczyć choremu człowiekowi. Prowadzenie dalszej rozmowy było, moim zdaniem pozbawione sensu. 4.03 o godz. 5 rano trzy samochody z inspektorami fundacji i niezbędnym sprzętem udały się w trzystukilometrową trasę. Po przyjeździe do Leżajska zgłosiliśmy się na policje celem otrzymania ekipy dochodzeniowo-śledczej mającej wykonać nakaz przeszukania. I tu również podczas rozmowy z naczelnikiem usłyszeliśmy stwierdzenia, które wprawiły nas w osłupienie i były sygnałem, że nikt, tak naprawdę , nie ma pojęcia co to jest prawo zwierzęcia do godnego życia; i nikt również nie uznaje potrzeby tej interwencji podjętej w obronie życia zwierząt.. Prezentowane poglądy wskazywały wyraźnie, że tutaj psy traktuje się przedmiotowo. TV Rzeszów nam towarzyszyła z kamerą. Po przyjeździe na miejsce ( odludne i chyba zapomniane przez Boga) mieliśmy wątpliwą przyjemność zostać powitani przez szpaler bojówki zorganizowanej przez wójta, a składającej się z podległych mu urzędników. Wiało jadem z każdego ich spojrzenia. I....zaczęło się. Psy porozmieszczane w jakichś ruinach - resztkach czegoś, co być może było przed laty budynkami gospodarskimi. Widać jednak było „rękę wójta”, który na nasze przybycie wykonał piękna scenografię okolicznościową. Tu i ówdzie pięknie porozrzucane było siano; 2 psy przypięte nawet do bud( Poprzednio stały pod gołym niebem przyczepione łańcuchami do złomu, który kiedyś był zapewne sprzętem rolniuczym. Policja z mozołem usiłowała wykonywać swoje czynności; sprawne kadry wójtowe krzykami usiłowały zdyskredytować i paraliżować nasze działania i za wszelką cenę nie dopuścić do zabierania psów. Odcinaliśmy z łańcuchów i musieliśmy przywiązywać je na powrót, bo sekretarz mełł ozorem, wygłaszał tyrady w obronie p. Stanisławy i poważał nasze kompetencje. Wisiał nam dosłownie na plecach, podsłuchiwał, o czym mówimy i wtrącał swoje mądrości na każdym kroku. a wójtowa fotografka „dokumentowała” nasze ruchy skrupulatnie. Atmosfera gęstniała z każdą godziną; policjanci co i rusz wydzwaniali po instrukcje do kogoś; Pow. Lekarz Weterynarii – jedyny trzeźwo myślący człowiek, po zapoznaniu się z nakazem prokuratorskim, wydal decyzje o zabieraniu psów. Niestety jego autorytet był nie wystarczający dla policji a sekretarz gminy zażądał sprowadzenia lekarza weterynarii wskazanego przez wójta. Byliśmy bezradni; bojówkowa pani wyposażona w aparat fotograficzny miała za zadanie szukać kompromitujących fundacje ujęć ,fotografować nas i nasze działania, i szukać „haka” na „ EMIRA. Wreszcie nadjechał ó pomazaniec wójtowy – lek.wet; przyodział się w foliowe mokasyny i równie gustowny fartuch i zaczął zarządzać. On również twierdził, że nasze działania są nie trafione, bo dobrostan psów jest zachowany : są one zdrowe i zaszczepione. Przedzieraliśmy się przez kolejne kryjówki – ruiny, ślizgając się po..wszystkim: psich g.., resztkach z jakiejś jadłodajni i czegoś tam jeszcze; wszechobecnych śmieciach, owiani smrodem zgnilizny i... „zdrowych psów” ( a był mróz).Widok kolejnych znajdowanych w najrozmaitszych cholernych zakamarkach, psów, a raczej psich kłębków struchlałych z zimna i strachu, przytwierdzonych łańcuszyskami wyzwalał w nas zaciekłość i determinację. Siedziały jak skazańcy w śmierdzącej komórce bez światła, męczone przez robactwo, zimno, głód i pragnienie Widok p. Satnisławy wzbudzal w nich strach!!!.W jednej z komór leżał cały wielki zwój nowego łańcucha , a obok karabinki – pewno atrybuty miłości właścicielki do wyłapywanych w całej okolicy psów.. Walczyliśmy o każdego psa; odcinając je z łańcuchów. Jednego psa na polecenie owego weta wyjęto nam z samochodu. Wszytkowiedzący lekarz wet. kazał wpisać do protokołu policyjnego, że psy są w stanie dobrym .Tego zaś nawpół zamarzniętego białego , łysego nieszczęśnika, z dziurą w głowie i niewidzącymi oczyma , kazał opisać jako: „ pies w stanie dobrym z alergią pokarmową” Moje protesty nie zostały uwzględnione przez policjanta sporządzającego protokół, bo fachowcem jest wet.i wyłącznie jego zdanie i jego decyzja się liczy. Rwaliśmy te psy jak opętani, byle szybciej, ale niestety ów wszechwładny wet Antoni typował bezwzględnie psy, które z jego rozkazu muszą pozostać, aby pani Stanisława czuła się dobrze. Nasze argumenty, wreszcie błagania i targowanie się – pozostawiły go niewzruszonym. Mało tego, stawał się coraz bardzie bezwzględny i argumentował; „te psy zostają, bo ja tak powiedziałem i koniec gadania! „ Próbowałam zmiękczyć go prośbami o najmniejszą białą psinkę przypiętą do krowiego łańcucha, ewidentnie chorą, drżącą z zimna, czy może gorączki- nie dał się ubłagać ! ON miał w d.. psy! ON MIAŁ WŁADZĘ - i to nam demonstrował. Pani Stanisława ma mieć psy, dla dobrego samopoczucia, ( w podtekście – a los psów się nie liczy). Potem usiłowaliśmy zadbać o los krowy – gmina nie jest zainteresowana czy ona przeżyje, czy też nie – podobno jakaś rodzina ma ją zabrać w bliżej nieokreślonym terminie. Chodziliśmy po tych cuchnących ruinach i resztkach pomyj wylewanych bezpośrednio na ziemię jako pokarm dla psów. Niestety psy uwiązane na krótkich łańcuchach za żadne skarby nie mogły skosztować tych „delikatesów’. Za to ich woń, dla zawsze spragnionych wygłodniałych więźniów chorej miłości właścicielki – była dodatkową udręką. Za to miały rzucone połówki buraków cukrowych; miski, które widzieliśmy to dar Stowarzyszenia Nadzieja – przedtem nie było naczyń, w których psom dawano by cokolwiek do jedzenia. Wody nie było przed żadnym psem; misek na wodę również. Pani Stanisława w rozmowie oznajmiła nam, że psom gotuje raz dziennie kawę ! W obejściu był jeszcze jej brat – człowiek ubezwłasnowolniony ze wzgl. na chorobę psychiczną i jego opiekun prawny., panicznie bojący się psów. Dary, jakie przywoziły osoby pragnące pomóc i jej i psom – stały w workach nietknięte. Godziny mijały. Policjanci oddawali się działaniom operacyjnym i dyktatowi weta Antoniego. Ekipa wójtowa zachowywała czujność i bacznie śledziła każdy nasz ruch, a sekretarz gminy był ciągle „ na nasłuchu” . Po ostrej wymianie zdań z jakąś nawiedzoną sąsiadką i moich protestach, co do skreśleń w protokole policyjnym, których żądał wszechwładny wójtowy wet – podpisałam protokół i ruszyliśmy w drogę powrotną. Dla 8 wyrwanych z piekła psów była to droga ocalenia. Spały spokojnie w nieznanym dla siebie cieple i miękkościach. 5 w najcięższym (naszym zdaniem) stanie pojechało od razu do kliniki, gdzie lekarze udzielili im pierwszej pomocy. Potem nakarmione pierwszym od lat, a może pierwszym w życiu przyzwoitym posiłkiem ( ale w ilościach b. umiarkowanych) zasnęły spokojne i bezpieczne. Resumee: wszystkie zabrane psy są chore wszystkie mają zmiany skórne od 15-90% powierzchni ciala w najcięższym stanie jest biały prawie łysy pies z dziurą w głowie ( jego stan wójtowy wet określił jako dobry). Lekarz w klinice określił stan jako bardzo poważny, a rokowanie niepewne wszystkie psy miały kleszcze ( rekord ponad 40 u starego psa z ciemnej komórki) wszystkie miały wszoly i pchły w ilościach hurtowych z powodu b. silnego łojotoku cuchną b. mocno wszystkie maja zmiany spowodowane brakiem odpowiedniego żywienia wykazują objawy silnego lęku przy kontakcie z człowiekiem mają uporczywy świąd Podjęto badania diagnostyczne i leczenie: Psy dostały antybiotyk ( Shotapen)i lek przeciwzapalny i przeciwbólowy (Tolfedine) bombę witaminową - Combivit; zostały odrobaczone,odpchlone i nawodnione. Pobrano zeskrobiny ( podejrzenie nużycy) oraz otrzymały Imizol ( podejrzenie babeszjozy) Dodatkowo dostają: Scanomune ( podniesienie odporności) do karmy Caniviton oraz Omegan ( odbudowa okrywy). Są żywione 2 x dziennie - dieta lekkostrawna( kurczak + ryż + marchewka) do picia dostają wodę z glukozą ( pija niechętnie) Głownie śpią. W najbliższych dniach muszą zostać wykąpane w kąpieli odkażająco- wysuszającej. Psa z zamartwicą ogona czeka operacja jego usunięcia; drugi biały pies ma wynicowany odbyt. Sunia ONka jest szczenna Sunia w biało - rude łaty prawdopodobnie też. Nie wykonano jeszcze im usg, aby nie powiększać stresu .Usg oraz badania krwi wszystkich zostaną wykonane w przyszłym tygodniu. Szczegółowe opinie lekarsko-weterynaryjne otrzymam ok. środy. To co podałam powyżej nie jest diagnozą lekarską sensu stricto tylko informacją „ na gorąco”. Istnieje podejrzenie, graniczące z pewnością, że psy, których nie pozwolono nam zabrać są w równie złym stanie, a ich życie w tych warunkach jest zagrożone, Fundacja składa do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie , znęcania się nad tymi 4 psami poprzez cyniczne narażenie ich życia przez lekarza wet. dr Antoniego K. oraz o niewykonanie nakazu prokuratorskiego . O dalszych losach psów będziemy informować na bieżąco; w najbliższych dniach zostaną także zamieszczone zdjęcia, które robiły tam na miejscu nasze inspektorki. Zdjęcia dokumentujące przerażające warunki bytowania 15 psów; a wszystko to działo się od lat za wiedzą i błogosławieństwem wójta i urzędników gminy Grodzisko Dolne." Quote
Plicha Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Brak słów. Jakim prawem jakiś weterynarzyna wyniósł sie ponad pow. lekarza weterynarii i prokuratora? Mam nadzieję że zapłaci za swoje zachowanie i okrucieństwo. A tak na marginiesie nikt się nie interesuje że ta pani żyje w takim syfie? Jej zdrowie też jest zagrożone w kontakcie z zapchlonymi, zarobaczonymi zwierzętami. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Gdy o 12.20 dotarliśmy do Laszczyn, przywitał nas szpaler urzędników, gotowych własną piersią bronić p. Stasi i jej zwierzątek przed ekoterrorystami. W grupie tej prym wiedli sekretarz gminy Grzegorz Potaczała i redaktorka naczelna miejscowej gazety: Państwo postawili sobie za punkt honoru nagrać na video każdy nasz krok... Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Psy, które udało się odebrać: Dwie suki przetrzymywane w rozwalającej się stodole. O tyle miały szczęście, że nie siedziały po ciemku - przez dziury w ścianach wpadało całkiem sporo światła... Pierwsza to onkowata suka, najprawdopodobniej ciężarna: Druga - mniejsza z widocznymi zmianami skórnymi po wewnętrznej stronie ud i w pachwinach oraz otarciem od obroży. Sunia była bardzo wystraszona. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Średniej wielkości suczka, uwiązana przy budzie na podwórzu. Nasz inspektor odcina łacuch - za chwilę psina będzie wolna! Zobaczcie, jaka jest wdzięczna. Wyciągnięte sutki świadczą, że rodziła wielokrotnie. W lecznicy okazało się, że na sutkach są ropnie, otarcia, być może zmiany nowotworowe. Doświadczony lekarz weterynarii stwierdził, że sutków w takim stanie nigdy jeszcze nie widział. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 W zupełnie ciemnej obórce znajdujemy kolejne psy. Tak jak poprzednie nie mają wody w miskach. Są przerażone ale cieszą się na widok człowieka. W obórce za ściółkę służy siano - gdy wchodzimy, uderza nas odór zgnilizny. Starszy wychudzony pies oblepiony kleszczami leży osłabiony przy pustej misce. Pies zostaje wyprowadzony na zewnątrz, aby wezwany przez gminnych urzędników lekarz weterynarii mógł ocenić jego stan. To on ma decydować o życiu i śmierci zwierząt z tego gospodarstwa :( Widoczne zmiany skórne i wychudzenie sprawiają, że weterynarz zezwala na zabranie psa. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Ten widok nas zaszokował. Maleńki kudłaczek z olbrzymią raną na głowie i zmianami skórnymi obejmującymi całe ciało leżał nieruchomo w brudnym sianie. Był wychłodzony. Dla niego ratunek nadszedł w ostatniej chwili... Gdy wynieśliśmy go na zewnątrz, jego widok wstrząsnął nawet nieprzychylnymi gminnymi urzędnikami. Kilka osób miało łzy w oczach. Ufnie przytulił się do naszego inspektora. Grzbiet pieska był pozbawiony sierści, pokryty ropą i strupami. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 W lecznicy opadły nam ręce. Wet wątpił, czy pies przeżyje noc. Wystrzyżono sierść wokół rany na głowie... ...ukazała się ziejąca dziura do samej kości. Wokół ogniska martwicy. Koniec ogona również był martwy. Lekarz odciął fragment. Reszta ogonka także jest do amputacji, jednak w obecnym stanie piesek nie przezyłby narkozy. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Towarzysz (brat?) poprzedniego pieska miał nieco więcej szczęścia. Na pierwszy rzut oka był tylko na wpół łysy. Poszarpane uszka to najprawdopodobniej efekt pogryzień, lub ludzkiego okrucieństwa. Wyprowadzony na zewnątrz był wystraszony, ale dzielnie machał kompletnie pozbawionym sierści ogonkiem Na grzbiecie, zadzie i ogonie liczne, zaognione zmiany skórne. Quote
Becia66 Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Masakra...... czy wet w Laszczynach który orzekł że z pieskami jest dobrze - jest bezkarny ? :angryy: Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Ropne zapalenie spojówek to najprawdopodobniej wynik przebywania w ciemnościach. Jak bardzo musiała boleć zaogniona skóra na szyjce białaska... Był przykuty do ściany ciężkim, krowim łańcuchem. Wet usuwa kleszcze, które wczepiły się w skórę nawet w odbycie. U białaska stwierdzono też ropne zapalenie gruczołów okołoodbytniczych. Ropa lała się strumieniem. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 W ciemnicy bytowały także te dwie maleńkie suczki-staruszki. Na łapkach jednej z nich, między paluszkami zaognione zmiany skórne. Beżową suczkę oszołomiła dawno nie oglądana jasność dnia. W skórę suczki wpiły się niezliczone kleszcze. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Szczególnie dużo pasożytów usadowiło się w uszach obu suczek. Także i te suczki miały poważne zmiany skórne. Wet miał pełne ręce roboty... Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Nie wszystkie psy odało nam się odebrać. Lekarz weterynarii zdecydował, że cztery moga pozostać pod "opieką" p. Stasi. Powiedział do jednej z naszych inspektorek: "Za cztery psy nie płaci się podatku". Opinie o stanie ich zdrowia wydał bez wyprowadzenia psów z ciemnej komórki. Małego buraska ukrytego w budzie także nie zdołał z niej wyciągnąć do oględzin. Jednak najbardziej dramatyczna była historia małego rudaska przebywającego w szopie... To tu przebywał piesek. Uwiązany na łańcuchu wśród gratów i śmieci. Oczywiście miski z wodą i jedzeniem - nieobecne. Tu miał już nie wrócić :( Jego stan nie był lepszy niż poprzednich psów. Spoglądał na nas z lękiem, ale i z nadzieją. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Niestety, po godzinie piesek cudownie ozdrowiał. "Pan doktor" osobiście wyrwał go z fundacyjnego samochodu. Na próżno rudasek bronił się i wyrywał :( Już po chwili trafił do rąk swojej "opiekunki" i wrócił do swojego dotychczasowego więzienia. Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Mały, liskowaty burasek z początku dziarsko obszczekiwał naszych inspektorów. Gdy usłyszał głos swojej "pani" ukrył się w budzie. Nawet weterynarz nie zdołał go z niej wywlec. Mimo to orzekł, że pies jest zdrowy. Lisek pozostał w Laszczynach. Ta suczka była "badana" w ciemności w wątłym świetle latarki... Podobno jest zdrowa. Nie mogła jechać z nami. Ten białasek na ciężkim, krowim łańcuchu miał mniej szczęścia niż jego bracia. Zdaniem "lekarza" był zbyt mało chory, by pojechać po lepsze życie. Pozostał tam, w ciemności i zimnie... W oborze powinno być - zgodnie z normami UE - oświtlenie min. 40 luksów. Tu było ZERO. Niestety pan weterynarz, specjalista z dziedziny chowu bydła mlecznego zadecydował, że Mućka może pozostać w takich warunkach. Co więcej, po interwencji pani redaktor naczelnej miejscowej gazety zabronił naszej inspektorce podania zwierzęciu wody. Motywował to brakiem odzieży ochronnej koniecznej przy wejściu do obory. Do pomieszczenia wchodziło wcześniej w jego obecności kilkakrotnie kilkanaście osób, a warunki higieniczne pozostawiamy Waszej ocenie. Krówka jest wychudzona i ma przerośnięte racice. Wiek określono na 4 lata, a sąsiedzi nie pamiętają, by widzieli ją pasącą się na zewnątrz. Zresztą wyprowadzenie jej z pomieszczenia byłoby trudne - wejście jest zastawione stosami gratów... Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Laszczyny opuszczalismy z rozterka w duszy. Pozostawialismy tam nie do końca wydolną społecznie kobietę-klasyczną zbieraczkę otoczoną dziwnie pojmowaną "opieką" gminy...Kobietę, która nie potrafi nawet wykorzystać udzielonej jej pomocy, bo nie ma takiej potrzeby... Budy, które zobili dla psów jakis czas temu miejscowi strazacy stoja puste Zmarnowane jedzenie dla psów, którym pani Stasia woli ugotować kawy (sic!) Nie brak tylko jednego ....zupełnie nowych łańcuchów , które pani Stasiia zdaje sie posiadac w ilosciach hurtowych....Jak myslicie, dla kogo je przygotowała??? Quote
GuniaP Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Tak żal tych co zostały... tak niewiele brakowało żeby im zycie uratowac... Krowy nie pozwolił wet napoić... Quote
Zofia.Sasza Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Mówi gagata: Gwoli jasności, wizerunki gminnych urzedników umieszczamy zgodnie w wszelkimi kanonami - to bli urzednicy podczas wykonywania obowiazków słuzbowych... Wielu fot nie umiescilismy, bo te ,które tu juz sa daja wystarczający obraz sytuacji. Szokujące były rozmowy z przedstawicielami gminy oraz z pania Stasia, którą najpierw gdzies wywiezli,żeby "nie umarła z rozpaczy" a potem, w środku interwecji nagle z powrotem przywieżli - nie wiem , bo lepiej sie poczuła CZY MOŻE BY NAS ZASTRASZYC....Pani Stasia nie wykazywała żadnych objawów sercowych czy innych, bardzo spokojnie opowiadała, jak to psom kawę gotuje i co robi ze szczeniakami.... ( dusi je i zakopuje) Bardzo cierpliwie chodziła za każdym i dopytywała sie,dlaczego zabieraja jej psy i kiedy do niej wrócą, dopraszała sie o adresy i numery telefonów. W Laszczynach od niedawna działa ośrodek rehabilitacyjny dla osób niesprawnych inteletualnie, maja więc gdzie zasiegnąc informacji na temat zbieractwa...Pani Stasia to taki klasyczny przypadek.... Zbiera złom, szmaty, wszystko. No i psy. Tyle ,że jej zainteresowanie zwierzetami kończy sie w momencie uczepienia psa na łańcuchu. TO NAPRAWDE NIE JEST MILOSC. Wydaje sie, zwlaszcza z wywiadu pana wójta,że gmina będzie teraz miala kłopoty z ta kobietą, bo pewnie będzie ich nachodzic , by odzyskac psy I że bardzo im sie ta perspektywa nie podoba. Ale Ludzie! Oni za to biora tam pieniadze...W końcu to ich praca... A najlepsze na koniec: Laszczyny leża na terenie podobno najlepszej gminy na Podkarpaciu.... Quote
halcia Posted March 6, 2010 Posted March 6, 2010 Mam nadzieje,ze jest jakas władza nad miejscowym wetem i bezmyslnym wójtem.Ich decyzje nie moga byc wyrocznią.XXI wiek,Polska rzeczywistosć.Lokalni guru! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.