Jump to content
Dogomania
dog_master

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]

Recommended Posts

Pamiętam taką scenę, jak jechałam podczas wakacji SKM w obrębie Trójmiasta (już nie pamiętam gdzie dokładnie) z mamą, siostrą i moimi psami - Fifi, która wtedy miała jakies 7-8 lat i Felkiem, który miał chyba ze dwa lata. Generalnie tak wyszło, że w przedziale było chyba siedmioro dzieci, w tym chłopiec z zespołem Dwona. Dzieciaki zaczęły koło nas delikatnie krązyć pytając, czy mogą Fiśkę pogłasakać. Zanim cokoliwek odowpiedziałyśmy, Fiśka wepchnęła się między dzieciaki, uwaliła na boczku i wystawiła podwozie do miziania, a Felicjan wpakował się zaraz chłopcu z Downem na kolana. Wszyscy byli szczęsliwi - rodzice, bo dzieciaki z głowy, my, bo psy z głowy, psy, bo miziane na wszystkie strony, a dzieciaki, bo mogły miziać dwa miękkie, miłe, przytulasne psy :D Tylko kontroler był średnio zadowolony, bo musiał skakać nad tą watahą, ale też pomiział Fiskę. Niestety latem ona pomimo codziennego wyczesywania działała jak dmuchawiec - jak się dotknęło, to sierść latała wszędzie. Zreszta ona by się nadawała na dogoterapeutę - była serdeczna, baaardzo cierpliwa, pozwalała się dzieciakom przy sobie kłaść, tulić się. Jak miała dosć, delikatnie się odsuwała. Felek natomiast z wiekiem stracił cierpliwosć. Tzn lubi się bawić z małymi dziećmi, turlać z nimi po ziemi, a najbardziej ubóstwia ich plastikowe i gumowe zabawki, ale np. na ulicy nie lubi być nagabywany, bo kładzie się na brzuchu, ale pokazuje zęby (generalnie panikuje). No, a Filipa nie puszczamy do dzieci, bo nie mamy takich zaprzyjaźnionych cywilizowanych dzieci - jak już, to takie, które sama mam ochotę udusić :|

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='awaria']Dusiek, przyzwyczaiłam się :evil_lol: Moje psy, według przeciętnej matki, żywią się tylko i wyłącznie dziećmi :cool3:[/QUOTE]

My podobnie. Częściej jednak panikują właściciele psów, niż rodzice.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[URL]http://allegro.pl/show_item.php?item=1654148378[/URL]

[SIZE=4][COLOR=Red][B]UWAGA[/B][/COLOR][/SIZE]!
[COLOR=Red][B]Shila błaga o pomoc!!!
Leczenie suczki jest bardzo kosztowne, ma ogromny dług a leczenie w trakcie!!!
POMOCY!!![/B][/COLOR]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pisałam jakiś czas temu od pani od jamnika, która przywłaszczyła sobie chodnik... Otóż okazało się, że nie tylko jeden.

Byłam z Melą na spacerze, sam początek, więc pełnia sił, szalejemy. Widzę ową panią, więc złapałam Melę na smycz. Chciałam skręcić obok tej pani co by broń Boże na jej Chodnik nie wchodzić, ale dochodzę do zakrętu a ta do mnie "no idź z tym pieskiem, no idź!!"!!! Oks, więc idę, prosto przed siebie (czyt. na tą panią i jej jamniczątko:diabloti:) z Melą przy prawej nodze (pani była z lewej) a to bydle dalej się drze jak baba na targu. Zatrzymałam się i pytam, czemu mam sobie iść. To ona "a bo on się będzie rzucał.". Odpowiedziałam, że to on się rzuca, a nie moja, więc nie rozumiem w czym problem... Psy się obwąchały, zawołałam Melę i poszłyśmy dalej, nikt się nie rzucał...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='merrickmayfair']A najbardziej dobijają mnie ludzie, którzy idąc z dziećmi widząć psa mówią " uważaj ! pies idzie ' i odciagają dzieci :roll:potem te dzieci wyrastają na dorosłych z psią fobią . [/QUOTE]
No ja właśnie dziś rano przed szkołą schodząc z Nuką na dwór szła ta głupia sąsiadka, która mi często Nukę denerwuje :/ no i szła z tym dzieciakiem, co jej jakaś babka pod opieką zostawia, no to idę sobie tak z tą Nuką, a sąsiadka jak mnie zobaczyła to dzieciaka tak pociągnęła, ze prawie się przewróciło i z tekstem do niego "odsuń się bo cię pies pogryzie!", a Nuka jak to Nuka, dzieci uwielbia i zaczęła się cieszyć i merdać ogonem, no ale trudno, nie ja będę miała psychicznego dzieciaka, który na widok każdego psa będzie się darł ze strachu :/

[quote name='Amber']
Do Jariego jak dzieci się pchają to są zabierane z prędkością światła nierzadko z tekstem "nie podchodź bo cię ugryzie" albo "to nie jest łagodny piesek" ciekawe skąd to wiedzą? ;) [/QUOTE]
Jak to skąd? Z filmów o Beethovenie, gdzie dwa dobermany pod koniec filmu goniły dwóch facetów z zębami na wierzchu :diabloti:

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='kavala']Tak się zastanawiam czy w takiej sytuacji psy same nie dadzą sobie do zrozumienia, czy chcą się przywitać czy nie, czy nawiążą kontakt czy nie. Przecież one też potrafią dać sobie wiele do zrozumienia i nie zawsze muszą ich właściciele wyręczać. Oczywiście wyjątkiem są tu psy agresywne.[/QUOTE]Myślę, że w większości przypadków psy same by sobie poradziły ;). Nawet jeśli by sobie wyrwały parę kudłów albo jeden z drugim by uszczypnął zębami, to jeszcze żadna tragedia. Czasem mam wrażenie, że traktujemy psy jak krwiożercze, niezrównoważone psychicznie bestie, które wykorzystają każdą okazję, by rozerwać gardło pobratymcowi ;)

Naturalnie, w przypadku, gdyby sprzeczka miała się przerodzić w prawdziwą awanturę, kontrola i interwencja jest konieczna... ale nadmiar kontroli też chyba nie służy dobrze psim relacjom społecznym ;)

PS. Nie, nie pozwalam mojemu psu dogadywać się spontanicznie ze wszystkim dookoła. Nie pozwalam gnębić i zaczepiać. Ale zawsze, gdy to możliwe (= opiekun nie zgłasza zastrzeżeń, a drugi pies jakoś mniej więcej czyta mowę ciała), zostawiam wolną łapę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[QUOTE] [IMG]http://www.dogomania.pl/images/misc/quote_icon.png[/IMG] Napisał [B]merrickmayfair[/B] [URL="http://www.dogomania.pl/showthread.php?p=17011400#post17011400"][IMG]http://www.dogomania.pl/images/buttons/viewpost-right.png[/IMG][/URL]
A najbardziej dobijają mnie ludzie, którzy idąc z dziećmi widząć psa mówią " uważaj ! pies idzie ' i odciagają dzieci :roll:potem te dzieci wyrastają na dorosłych z psią fobią .
[/QUOTE]

Na widok mój i Tazza który był zmęczony i wlekł się łapa za lapa ledwo co za mną Pan idacy z dzieckiem naprzeciwko poderwał dziecko do góry posadził sobie "na baranach" i stwierdził Uważaj pies idzie. Nalezy dodac, ze dziecko nie spodziewające się nagłego podniesie się wystraszyło i krzykneło.

A ja byłam na tyle miła, ze się zatrzymałam i grzecznie zwróciłam Panu uwagę, że nie ma co dziecko psem straszyć. Zwłaszcza, ze pies jest na smyczy i widac, że ledwo lezie. I takie tam pogadałam. Pan wysłuchał podziękował i powiedział ze przemysli "hmmmm"

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='behemotka']Myślę, że w większości przypadków psy same by sobie poradziły ;). Nawet jeśli by sobie wyrwały parę kudłów albo jeden z drugim by uszczypnął zębami, to jeszcze żadna tragedia. Czasem mam wrażenie, że traktujemy psy jak krwiożercze, niezrównoważone psychicznie bestie, które wykorzystają każdą okazję, by rozerwać gardło pobratymcowi ;)
[/QUOTE]

Problem jest też taki, że dzięki działalności człowieka dysproporcje wagowe i siłowe pomiędzy osobnikami tego samego gatunku to w skrajnych przypadkach 80 deko do 80 kilo. W takiej sytuacji "uszczypnięcie zębami" może się skończyć wypadnięciem bebechów ;) więc nie jest to takie proste. Do tego choćby psy bojowe; chyba najgorsze co można zrobić, gdy wejdą w sprzeczkę, to popatrzeć i poczekać aż się dogadają. Na tyle wpłynęliśmy już i na wygląd i psychikę psów, że nie da się po prostu nie ingerować w ogóle w ich relacje.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale przecież nie chodzi tu o patrzenie jak psy zaczynają się gryźć.
Chodziło raczej o to, żeby pozwolić psom poznać swoje zamiary, a nie widząc jakiegoś psa robić w tył zwrot i oddalać się. ;)
Jak zawsze trzeba zachować odpowiednie proporcje i wyczucie w którym momencie mamy wkroczyć w relacje między psami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dzisiaj mieliśmy bardzo fajną i bardzo niefajną przygodę... Zacznę od tej przyjemnej ;) W okolicy mamy jednego sensownego bigla! :multi: Zu się z nim, a właściwie z nią, bo to roczna dzieweczka, gania aż furczy, tłuką się, ale jak tamta przegina (bądź co bądź pewnie jest trochę cięższa, no taka zwalista ciut :evil_lol:) to Zuz wyraża swoje niezadowolenie w bardzo określony i głośny sposób i koleżanka dla rozładowania atmosfery glizduje po ziemi i udaje malutkiego szczeniaczka ;) Co ciekawe, bigielka jest układana dość rozsądnie, ludzie uczą jej przywołania na gwizdek, noszą ze sobą kiełbaski na spacer, zapinają psa na smycz na osiedlowych uliczkach bez problemu, no aż miło popatrzeć na kogoś spoza dogo, kto jest ogarnięty :cool3:

Niemiła kwestia to wypuszczanie pięciorga dzieci w młodszym wieku szkolnym tak na oko, z dzieckiem labradorowym, tak na oko 4-5 miesięcznym. Gdy tylko zobaczyłam wesołą gromadkę to zwialiśmy z suczą na bok, a pewne niezbyt rezolutne dziewczątko wskazało na nas paluchem i rzekło: Chodźmy tam! Więc pełnym przekonania głosem odkrzyknęłam, żeby dzieci sobie łaskawie poszły gdziekolwiek ale nie TUTAJ. Były chyba nieco zawiedzione :evil_lol: Jezu, jak pomyślę, że ten pies zaraz dorośnie i będzie ważył 40 kilo to robi mi się autentycznie słabo... Ciekawe kiedy rodzice się zorientują, że piesek radośnie targa dziećmi po krzakach albo przeciąga je twarzą po asfalcie :hmmmm:

Share this post


Link to post
Share on other sites
O ile w ogóle się zorientują :shake:
Jakoś mam przeczucie, że psiak będzie rósł a dzieciaczki dalej te same będą wychodzić. Mam to samo u siebie na osiedlu i to nie jeden przypadek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A moje dzieci w wieku szkolnym i wczesnoszkolnym czasem same wychodzą z psem na spacer. Ale muszę przyznać, że przeszły szkolenie w psim przedszkolu jak prowadzić psa, żeby nie ciągnął. Czasami to z daleka wygląda jak niezła przepychanka dzieci z psem, bo jak Frodo ciągnie to trzeba zrobić kilka kroków tył. Pozwalam im jednak, niech też się trochę pomęczą przy wychowaniu psiaka a nie wejdą na gotowe gdy ten już będzie wszystko umiał i chodził przy nodze ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja bym się bała wypuszczać dziecko z psem na spacer, nawet jeśli pies jest dobrze ułożony i dzieci przygotowane. Bałabym się, że może dojść do konfrontacji z innym psem, podbiegaczem, agresywnym. Co jakiś czas słyszę, że czyjś pies został pogryziony w takiej sytuacji. Nie wiem, jak dziecko mogłoby zareagować, czy próbowało by rozdzielić psy, czy nie odniosłoby obrażeń, czy nie próbowałoby wcale, ale pies zostałby poraniony i to zostałoby w dziecku na zawsze. Miałam z psem trochę nieprzyjemnych sytuacji, ale jestem duża (w sensie wymiarów), dorosła, mogę go wziąć na ręce, mogę się wydrzeć, pogrozić policją, gazem - trochę mogę w porównaniu z dzieckiem, które jak trafi na chama, to nic nie może.
Sama mam już dużą córkę i małego psa - trudno im odmówić wspólnych spacerów. Ale to nie jest komfortowe dla mnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Filodendron, też mam takie dylematy, takie i inne, czy puścić same dziecko do szkoły, a czy na rower, a jak daleko od domu... Muszę ostrożnie dawkować im dorosłość, ale nie mogę też trzymać pod kloszem za długo. Młodsze więc wychodzi tuż koło domu, do ogrodu, starsza, 12 letnia córka na ulicę (nieruchliwą) troszkę dalej od domu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wiem, ale jak dziecko rozwali rower to mały pikuś, a jak dziecko będzie świadkiem dramatu ukochanego psa? Ja się czasem tego boję, ale ja mam małego psa - nie ma szans w konfrontacji z niektórymi podbiegaczami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dla mnie totalną głupotą jest puszczanie samego dziecka z psem na spacer.... (ale to oczywiście moje zdanie i szanuję zdanie innych)

W razie ataku agresywnego i dużego psa dzieciak jest narażony na niebezpieczeństwo. Ze względu na niski wzrost nawet i (odpukać) śmierć. Rozjuszony agresywny pies może zmienić obiekt ataku na płaczące, krzyczące czy uciekające dziecko.

Owszem uczyć dziecko wychodzenia z psem ale pod opieką. Ale nigdy samo... Już była sytuacja, jak właśnie około 11 letnie dziecko wyszło ze swoim pupilem. Ale jak zaatakował inny pies to dzieciak znalazł się pomiędzy własnym psem i agresorem. Dziewczynka w efekcie została poturbowana przez własnego psa, który uciekając wywrócił ją (złamana ręka, stłuczony kręgosłup), musiała zostać poddana bolesnym zastrzykom bo agresywny pies uciekł (więc nie wiadome było czy pies szczepiony). Ludzie na ulicy przerażeni. Nikt nie pomógł w momencie ataku psa i jak dziecko leżało a ten obcy pies był tuż przy nim. Dziewczynka została ugryziona w rękę (prawdopodobnie zasłoniła nią twarz).

Dlatego dla mnie uczenie dziecka dorosłości to nie wystawianie go na niebezpieczeństwa... a wpajanie zachowań.

Sama pamiętam jak wychodziłam z moim psem (ale miałam więcej niż 15 lat) i podleciał jakiś astopodobny pies i zaczął się rzucać do mojego... A mój zwiał mi między nogi.... A ja nie miałam pojęcia co robić. Uciekać, stać, krzyczeć czy brać psa na ręce (co może być najgorszym rozwiązaniem).

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Martens']Problem jest też taki, że dzięki działalności człowieka dysproporcje wagowe i siłowe pomiędzy osobnikami tego samego gatunku to w skrajnych przypadkach 80 deko do 80 kilo. W takiej sytuacji "uszczypnięcie zębami" może się skończyć wypadnięciem bebechów ;) więc nie jest to takie proste. Do tego choćby psy bojowe; chyba najgorsze co można zrobić, gdy wejdą w sprzeczkę, to popatrzeć i poczekać aż się dogadają. Na tyle wpłynęliśmy już i na wygląd i psychikę psów, że [B]nie da się po prostu nie ingerować w ogóle w ich relacje[/B].[/QUOTE]Toż przecież nie mówię, żeby nie reagować w ogóle - tylko tak mało, jak to możliwe bez narażania na niebezpieczeństwo lub stłamszenie :)

Myślę, że największe znaczenie ma tu nie różnica rozmiarów - choć też jest bardzo istotna, to jasne - albo rasa psa, tylko znajomość reakcji własnego futra przez każdego z opiekunów. Przykładowo mojego kundla nie boję się puścić "do dogadania" ani z małymi psami o dowolnym nastawieniu (nauczył się traktować je delikatnie, a ew. jazgoty olewa sikiem parabolicznym, bo nie przejmuje się, czy mu coś szczeka koło kostek :evil_lol:), ani z jednostkami umiarkowanie społecznymi (jeżeli chcą się tylko obwąchać, nie nawiązując żadnego bliższego kontaktu, spokojnie wącha i idzie w swoją stronę), ani z agresorami (odchodzi). Natomiast wiem, że muszę uważać z lękliwymi psami porównywalnych gabarytów, bo czasem nie wiedzieć dlaczego bierze ich dystans za zaproszenie do zabawy :roll:. Wtedy rzeczywiście muszę interweniować i odwołać cymbała.

Chodzi mi tylko o to, aby nie przesadzać, nie trzymać zwierzaka pod kloszem ani nie traktować go z założenia jak mordercę ;). Tym niemniej mieć go na oku trzeba, a w razie czego przywołać do porządku - co do tego się chyba zasadniczo zgadzamy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='filodendron']Wiem, ale jak dziecko rozwali rower to mały pikuś, [/QUOTE]

Tu też ryzyko jest większe niż rozwalenie rowera. Np wypadek samochodowy, pogryzienie przez psa podbiegającego do rowera, porwanie itp. Można by długo wyliczać.

[quote name='Franca81']Dla mnie totalną głupotą jest puszczanie samego dziecka z psem na spacer.... (ale to oczywiście moje zdanie i szanuję zdanie innych)

W razie ataku agresywnego i dużego psa dzieciak jest narażony na niebezpieczeństwo. Ze względu na niski wzrost nawet i (odpukać) śmierć. Rozjuszony agresywny pies może zmienić obiekt ataku na płaczące, krzyczące czy uciekające dziecko.

[/QUOTE]

Doskonale cie rozumiem, tylko problem jest w wyznaczeniu wieku w którym to dziecko będzie mogło w końcu wyjść samodzielnie z psem. Czekać aż osiągnie osiemnastkę? Raczej niewykonalne. (Kto ma dzieci wie, jaki jest pęd do samodzielności). Ja więc pozwalam na krótki spacer 12 latce. Wiem że może i trochę ryzykuję, ale dla mnie to jest podobne ryzyko z wypuszczeniem samego dziecka do szkoły. Przykład z który podałaś jest naprawdę przerażający i w takiej sytuacji, ja też pewno bym sobie nie poradziła. Może mój mąż tak. Czy więc i ja mam zrezygnować ze spacerów z psem? Oczywiście gdy zobaczę, że córka sobie już z nim w jakiś sposób nie radzi, nie pozwolę jej samej wyprowadzać go. Ostatnio zresztą mam i ten dylemat z głowy, bo nie wiem dlaczego, ale Frodo nie bardzo z dzieckiem chce iść dalej niż poza ogród i jak się wysika to ciągnie do domu ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
a co powiecie na zawzięte PROPAGOWANIE przez "zielonych oszołomów" - zwanych przez prawo Greenpeace - puszczanie psa na miasto bez smyczy, "bo to instynkt"?
Więcej na ten temat: [url]http://piekielni.pl/11118[/url]

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='ewunian']a co powiecie na zawzięte PROPAGOWANIE przez "zielonych oszołomów" - zwanych przez prawo Greenpeace - puszczanie psa na miasto bez smyczy, "bo to instynkt"?
Więcej na ten temat: [url]http://piekielni.pl/11118[/url][/QUOTE]

Cóż, z kretynami się nie wygra... Słyszałam już wiele o różnych działaniach eko-terrorystów, nie wiem, co gorsze...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='kavala']
Doskonale cie rozumiem, tylko problem jest w wyznaczeniu wieku w którym to dziecko będzie mogło w końcu wyjść samodzielnie z psem. Czekać aż osiągnie osiemnastkę? Raczej niewykonalne. (Kto ma dzieci wie, jaki jest pęd do samodzielności). Ja więc pozwalam na krótki spacer 12 latce. Wiem że może i trochę ryzykuję, ale dla mnie to jest podobne ryzyko z wypuszczeniem samego dziecka do szkoły. Przykład z który podałaś jest naprawdę przerażający i w takiej sytuacji, ja też pewno bym sobie nie poradziła. Może mój mąż tak. Czy więc i ja mam zrezygnować ze spacerów z psem? [/QUOTE]
W czasach, kiedy moje dzieci były małe (a było to jakieś 15-18 lat temu), nie było jeszcze psychozy groźnych psów-morderców dzieci. Moje dzieci wychodziły z naszym psem (wyżeł niemiecki szorstkowłosy) we wczesnej podstawówce, czyli w wieku ok 10 lat. Pies był wyłącznie na smyczy, bo spuszczony dostawał amoku i nie dało się go odwołać (nie to, żeby się nie słuchał, on po prostu nie słyszał :) ) i nigdy nie było żadnych problemów ani z nim, ani z innymi psami. Zastanawiam się, czy psy były wtedy grzeczniejsze, czy ludzie mądrzejsi...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='kavala']Tu też ryzyko jest większe niż rozwalenie rowera. Np wypadek samochodowy, pogryzienie przez psa podbiegającego do rowera, porwanie itp. Można by długo wyliczać.



Doskonale cie rozumiem, tylko problem jest w wyznaczeniu wieku w którym to dziecko będzie mogło w końcu wyjść samodzielnie z psem. Czekać aż osiągnie osiemnastkę? Raczej niewykonalne. (Kto ma dzieci wie, jaki jest pęd do samodzielności). Ja więc pozwalam na krótki spacer 12 latce. Wiem że może i trochę ryzykuję, ale dla mnie to jest podobne ryzyko z wypuszczeniem samego dziecka do szkoły. Przykład z który podałaś jest naprawdę przerażający i w takiej sytuacji, ja też pewno bym sobie nie poradziła. Może mój mąż tak. Czy więc i ja mam zrezygnować ze spacerów z psem? Oczywiście gdy zobaczę, że córka sobie już z nim w jakiś sposób nie radzi, nie pozwolę jej samej wyprowadzać go. Ostatnio zresztą mam i ten dylemat z głowy, bo nie wiem dlaczego, ale Frodo nie bardzo z dzieckiem chce iść dalej niż poza ogród i jak się wysika to ciągnie do domu ;)[/QUOTE]

Też racja.


Kiedyś było chyba "spokojniej" na dworze. Bo nie było "mody" na psy astowate itp... A teraz niestety byłe Jasio czy Zdzisio na targu może sobie "asta" kupić i nie układając go totalnie chwalić się posiadaniem groźnego psa....

Raz na osiedlu opierdzieliłam gówniarza co chyba dla zabawy szczuł swojego właśnie astowatego na kolegę. Ten dzieciak miał z 13 lat.... I już dla niego dobrą zabawą było szczucie psa i śmianie się, że kolega się boi.... A biedna rasa na tym traci.... Bo mimo opinii to są wspaniałe psy (w odpowiednich rękach).

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='hecia13']W czasach, kiedy moje dzieci były małe (a było to jakieś 15-18 lat temu), nie było jeszcze psychozy groźnych psów-morderców dzieci. Moje dzieci wychodziły z naszym psem (wyżeł niemiecki szorstkowłosy) we wczesnej podstawówce, czyli w wieku ok 10 lat. Pies był wyłącznie na smyczy, bo spuszczony dostawał amoku i nie dało się go odwołać (nie to, żeby się nie słuchał, on po prostu nie słyszał :) ) i nigdy nie było żadnych problemów ani z nim, ani z innymi psami. Zastanawiam się, czy psy były wtedy grzeczniejsze, czy ludzie mądrzejsi...[/QUOTE]

Pewnie uznane to dzisiaj zostałoby jako skrajna nieodpowiedzialność, ale ja w wieku około 10 lat wychodziłam z dobermanką, zakagańcowaną... Tyle tylko, że psów rzeczywiście było niewiele, przynajmniej w tamtej okolicy, większość dobrze się znała, a dobermanka reagowała na drgnięcie powieki ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

Announcements

×
×
  • Create New...