Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Content Count

    2,501
  • Joined

  • Last visited

2 Followers

About Sybel

  • Rank
    Advanced Member

Converted

  • Location
    Łódź

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Sybel

    Doberman blue?

    Szukałam dziś czegoś w sieci i wpadło mi to ogłoszenie: http://alegratka.pl/ogloszenie/doberman-szczeniaki-29326688.html Ileś tam szczeniaków, w tym kilka blue. U dobermana się zdarza takie umaszczenie?
  2. Sybel

    Pies niszczyciel mnie chyba przerosnie

    Po pierwsze wiem, co przechodzisz. Mama 4.11 adoptowała dwie suki z Radys i też demolują. Mama ma ten plus, że może je odizolować w jednym pokoju, zabezpieczonym przed zniszczeniami i jest w miarę ok. Co proponuję: 1. Na porannym spacerze wybiegaj go, zmęcz na maksa. SIku, kupa, a potem choćby pół godziny intensywnego aportu, biegu, niech się zmęczy. 2. Kup klatkę kenelową. Wiem, klatka. Sęk w tym, że dobrze wprowadzona klatka kenelowa może rozwiązać problem i stać się dla psa milym miejscem wypoczynku i relaksu. Poczytaj tu o klatkowaniu, generalnie założenia są takie: -> kupujesz i składasz klatkę w miejscu, które pies lubi do wypoczynku, wkładasz tam jego kocyk, legowisko - niech sobie wącha. -> wsadzasz tam zabawkę (może być kong pełen smaczków lub wypełniony suchą karmą zamiast śniadania w misce), wodę, wszystko stopniowo, dostosowując tempo do tego, jak pies się oswaja z klatką -> pies ma się oswajać, aż zacznie tam spać. Wtedy zaczynasz go zamykać, jak wychodzisz - najpierw na troszkę i sprawdzasz, jak to znosi, potem na cały dzień. -> pies ma odpoczywać w klatce po wysiłku, stąd od rana powinien być intensywny spacer, żeby się wyżył, wymęczył, potem w klatce zadanie intelektualne w postaci konga, czy nawet dwóch różnych, gryzaka, sznurka, a potem znowu mega aktywny spacer. Klatkę warto czymś osłonić z trzech stron, zrobić psu kryjówkę. Myślę, że może się to sprawdzić u Ciebie, tylko o tym najpierw poczytaj.
  3. Sybel

    HeparsWirus u szczeniat

    Może od początku: jaki wirus, czy weterynarz widział miot, jak wyglądało leczenie? Jeśli parowiroza, to dzieci się nie zarażą.
  4. Plus coś z Witka, bo wieki go tu nie było: [IMG]http://i57.tinypic.com/6dwria.jpg [/IMG] [IMG]http://i62.tinypic.com/2yvjaxs.jpg[/IMG]
  5. Czuję się, jakbym o mojej teściowej czytała. Idzie pies, a najlepiej szczeniak, a ona małpiego rozumu dostaje, ciucia, leci z łapami, od razu daje rady wychowawcze, a ma najbardziej niewychowanego psa, jakiego znam :| Mnie krew zalewa, bo wiem, ze ludzie nie lubią, jak się bez pytania do psó startuje, sama do tego grona należę, a ta w ogóle bez pytania, bez niczego, tylko łapy pcha. Zawsze zaklinam, zeby w końcu coś ją ugryzło...
  6. Wit od piątku miał problem z ropiejącym okiem, pojechaliśmy do pediatry, dostał kropelki (okazało się, że nie ma ich w hurtowniach, więc o 20.40 mieliśmy drugą wizytę u innej pediatry, żeby dała lek w zamian), do tego zyrtec w kroplach, kilka syropów (wapno, lipomal, witaminowy, antyalergiczny), nasivin... Dziś miał już taki kaszel, ze mąż poleciał do apteki po mucosolwan, bo dzieciak strasznie się dusił. Tak więc leczymy dalej, a ja się martwię, jak to będzie z Zosią, która lada moment ma wyjść, oby nic nie załapała, teraz to zaklinam, zeby do soboty nie urodzić, trafić do szpitala, tam ze 2-3 dni przeczekać i dopiero rodzić. Wtedy może by była szansa, ze Młoda nie trafi od razu w infekcję. A najlepsze, ze Wit od kwietnia zeszłego roku, od zapalenia płuc w Wielkanoc, nie chorował. Akurat teraz... Eh, mamy pecha z przełomem marca i kwietnia.
  7. U mnie dziś się chyba nawarstwił kolejny z rzędu dzień z pobudką o 5 rano (bo Młody ma takie widzimisię), zatrucie, przez które bite 4h chodziłam po ścianach (w życiu tak mnie żołądek nie bolał, rozważałam nawet opcję wycieczki do szpitala), osłabienie i generalne zmęczenie. Na szczęście udało mi się w różnych momentach dnia troszkę odespać, potem dłuuuuga kąpiel i nie jest już tak bardzo źle, po prostu chciałabym mieć moją córeczkę już przy sobie, obok, a nie w sobie, chciałabym zobaczyć, ze jest zdrowa, bezpieczna, że wszystko jest ok. No i mieć za sobą poród, pamiętam poprzedni, wiem, ze nie jest to jakieś hiper dramatyczne, choć przez ciągłe porównywanie pierwszej i drugiej ciąży boję się, ze tym razem będzie ciężej, dłużej, bardziej boleśnie, skoro cała ciąża przebiega właśnie tak i trwa dłużej od tej z Witkiem. Jakoś dziś chyba mam doła, do tego po zatruciu mam głowę, jak na kacu, taką otumanioną, lekko bolącą. I tak dobrze, że nie miałam typowej u mnie gorączki, bo zwykle przy tego typu historiach dobijam do 40-41 stopni i kończę pod lodowatym prysznicem. Widać chociaż tego mi ciąża oszczędziła, gdyby do tego doszło, od razu leciałabym do szpitala.
  8. Swoją drogą tutaj: [url]http://www.gdzierodzic.info/[/url] jest fajna ankieta dla tych, które już rodziły i pomoc dla tych, które rodzić dopiero będą, więc zapraszam. U nas jest masówka w Matce Polce, zależy podobno, an którą z trzech porodówek się trafi, a może być albo fajnie, albo niefajnie. W Rydygierze mi pomylono grupę krwi w karcie, ale generalnie szpital fajny, kameralny, a niektóre połozne to osoby naprawdę stworzone do tej roli. Jasne, nie wszystkie, ale wiele, generalnie fajny, ciepły, przyjazny szpital.
  9. Sybel

    Uwaga floric!!!

    Pies mojej siostry po czymkolwiek surowym ma rozwolnienie i wymioty, bo ma rozwalony za młoduy układ pokarmowy. Musi dostawać delikatną karmę fabryczną, bo po niej moze funkcjonować - nie ma gorączki, nie ma historii brzusznych. Kwestia organizmu. I tak mi się przypomniało, mam teściową z róznymi teoriami żywieniowymi. Jjej ojciec był operowany, bo ma raka jelita, więc ona ze swoją mamą zarządziły mu dietę z surowych soków warzywnych. Ależ było ich zdziwienie, jak w jednej rozmowie sąsiad, lekarz, nie znając sytuacji i diety dziadka, rzucił, że teraz jest taka moda na te surowe soki, a one zabijają mu tak wielu pacjentów onkologicznych, bo ludzie myślą, ze to zdrowe, a akurat w takich przypadkach to bardzo obciąża organizm. I tak samo z innymi teoriami dietowymi, raz wiatr zawieje, to moje dziecko ma jeść głównie pieczywo, byle nie białko, bo niezdrowe. Innym razem wiatr zawieje, moje dziecko ma nie jeśc pieczywa, a samo białko. Bo tak gdzieś wyczytała. Tym czasem moje dziecko je to, co mu służy, po czym się dobrze czuje, a co gwarantuje pełnowartościową dietę. Tak samo psy. Także każdy żywi tak, jak mu pasuje. Nie ma nic gorszego, niż wmawianie komuś bez poznania jego lub jego podopoiecznych stanu zdrowia i diety, że choćby nie wiem co, ta dieta jest zła, bo jest inna, niż nasza.
  10. Moja siostra miała ostatnio USG dowcipne, takie kontrolne, bo w ciązy nie jest. W prywatnej klinice, gdzie moja firma, w której młoda również pracuje, ma wykupiony pełen pakiet usług. Młoda ma tyłozgięcie, to było jej pierwsze takie USG i... wyszła zapłakana. Ma złożyć skargę na lekarza, który najpierw powiedział, ze przy TAKIM tyłozgięciu to on badania nie przeprowadzi, po czym jednak je wykonał twierdząc, ze jest na tyle wybtnym specjalistą, ze on to sobie poradzi. W miedzyczasie opieprzył siostrę, że nie jest na czczo (badanie o 13.30...), że się nie przygotowała (o żadnym specjalnym przygotowaniu nikt jej nie informował, ani gin zlecająca, ani panie w recepcji, no nikt). Przebadał ją pomimo tego, ze mówiła, że bardzo ją boli, zrobił to na siłę, młoda się potem popłakała, że nie wie, czy jej czegoś nie uszkodził. Ja u tego dziada miałam USG ciążowe, nie te najistotniejsze, bo na te chodziłam odpłatnie do najlepszego specjalisty w mieście, żeby mieć pewność i spokój (facet robi badania doskonale, szybko, sprawnie, bardzo spokojnie i precyzyjnie). Ten doktor z naszej kliniki raz mi ciągle powtarzał, ze zła wizualizacja (przez 40 minut badania...), raz zapytał, jakie dziecko miało wymiary przy ostatnim badaniu, po czym dodał "albo nie, ja sam zgadnę!". Ręce opadają, a niby powinno być lepiej, bo to jest wizyta prywatna, poza NFZ, a ci ludzie tam nieźle zarabiają. A z njusów, dziś w nocy miałam takie skurcze, ze myślałam, ze rodzę - a tu guzik. Tak wiec muszę do wyżej wspomnianej kliniki jechać na kontrolę, którą mam na dziś wyznaczoną, a piekielnie mi się nie chce turlać, to już 38, 5 tc.
  11. Martens, ja na osiedlu mam taką kobitkę, która chodzi z kundelkiem do kolan, baaardzo spokojnym, który to kundelek też zawsze ciągnie za szelkami smycz. Kobita go zostawia tak pod sklepem - pies "przywiązany" do płyty chodnikowej, tak z nim chodzi po terenach zielonych, a moja wyobraźnia mnoży ciekaw zjawiska czepiające się uchwytu smyczy. Po co to robi? Nie mam bladego pojęcia...
  12. Panna Cotta, ja obstawiam, ze w tym tygodniu urodzę i możesz mi wierzyć, że te ostatnie chwile są najgorsze, jak skurcze powoli się nasilają, ale jeszcze to nie to. Przynajmniej u mnie tak jest, że machina się powoli rozgrzewa, a jak juz ruszy, to być moze znowu 2-3h i człowiek na swiecie będzie. Ja własnie mam lęki, zeby mi się dziecko na Prima Aprilis nie przesunęło, już teściową mam z tego dnia :P
  13. U nas niby nie wpadka, a pamiętam, jak pryzszłam do domu ze szpitala i się potwornie popłakałam, ze nie wiem, co ja mam z dzieciakiem w sumie zrobić, jak się nim opiekować itd. A okazało się to proste - karmić, przewijać, tulić. Nowe umiejętności przychodzą po kolei, więc dasz radę ;)
  14. Ja w dwóch ciążach zawsze zapinam się pasem, można go ułożyć nisko pod brzuchem. Z dwojga złego wolę w razie wypadku tak, niż np. przelecieć przez szybę. Adapterów nie kupowały również moje koleżanki, a też się przypinały.
  15. Jeszcze nie rodzę :D 13 dni do terminu, dziś prawdę mówiąc myślałam, ze się zaczyna, może wieczorem, czy jutro się ruszy, bo mam straszne mdłości i inne takie historie, plus skurcze, ale nieregularne. No i stawy mi się rozlazły, najgorzej w dłoniach - mam wrażenie, jakbym miała galaretkę między paliczkami. Monia, szczepiłam Witka 6 w 1 i nie było żadnych powikłań. Dzieciak ma rok i 9 miesięcy, jest zdrowy, silny, nie ma problemów, tuż po szczepieniu raz był marudny - po pierwszej dawce. Roztaczano przede mną też wizje, jak to dziecko źle zniesie jednorazowe zaszczepienie 6 w 1 i pneumokokami. Nic się nie stało, leciutko ramię spuchło i tyle, następnego dnia śladu nie było. A pneumokoki dlatego, ze on chodzi do żłobka, a Zosia w drodze, więc lepiej zabezpieczyć fąfla - drugiego czeka to samo.
×