Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Na początku czerwca 2 lata temu adoptowaliśmy ttb ze schronu. W sierpniu tego samego roku zabraliśmy go ze sobą na wakacje na łódkę. Nie było łatwo, ale po kilku dniach wszyscy się ogarnęliśmy. Pies chodził z nami do knajp, leżał pod stołem na kocyku, który zawsze zabierałam, bawił się z dziećmi (obcymi). Spacerowaliśmy z nim po Giżycku. Fakt, ludzie czasem dziwnie reagują na ttb, ale pies wrzucony na "głęboką wodę" przy pewnym siebie człowieku był spokojny. Taka metoda wymaga odporności i cierpliwości, ale przy takim psie się sprawdziła.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='zmierzchnica']Demonizujecie psy[/QUOTE]
Chyba nie. Raczej psiarze nie doceniają kagańców ;)
Jak pies ma wyskoki na koncie, to między ludzi wyłazi w kagańcu - i on jest zabezpieczony, i ludzie widząc kaganiec są ostrożniejsi.
To trochę jak z jazdą samochodem - wiemy, że czasem za kierownicą zdarza się świr, ale jednak opcja domyślna jest taka, że każdy się trzyma prawej strony, uznaje zasady pierwszeństwa itp. Podobnie jak ktoś widzi psa bez kagańca, to jednak zakłada, że jest niegroźny. Inna rzecz, że oczywiście niektórzy przesadzają z zaprzyjaźnianiem się na siłę z cudzym psem - no ale to też trzeba odróżnić realne zagrożenie, które stwarza pies, od jego ewentualnego dyskomfortu. I to jest zadanie właściciela psa, nie przechodniów.

Posted

[quote name='ajeczka'] pies wrzucony na "głęboką wodę" przy pewnym siebie człowieku był spokojny. [/QUOTE]
czy gdyby rzucał się na ludzi i zwierzęta to też rzucałabyś go na głęboką wodę?

Posted

Nie można też przeginać w drugą stronę - ja jestem zdania, że pogryźć może każdy pies, który ma zęby. Chyba, że o czymś nie wiem i są rasy, którym uzębienie nie wyrasta. Pies to tylko pies. Trzeba uważać, jasne, właścicielom bardzo, bardzo często brakuje [B]obiektywnej[/B] oceny zachowań pupilka, ale czy to oznacza, że wszystkie psy powinny chodzić "na miasto" w kagańcach? Ostatnio była na ten temat dyskusja w pewnej stacji radiowej. Głosy podzielone.

Posted

Mój chodzi bez kagańca. Nigdy nie próbował gryźć. Jest raczej neutralnie nastawiony do ludzi, ani z tych, które lecą się bratać ze wszystkimi, ani z tych, żeby kogoś obszczekać, czy tym bardziej obwarczeć. Potrafi się wystraszyć, szczególnie dużych mężczyzn, którzy próbują się z nim szybko i energicznie zaprzyjaźnić, tak "po męsku" - wtedy odskakuje. Dobrze reaguje na dzieci, więc to jest plus, bo to dzieci najczęściej wycinają nieobliczalne numery. Ale i tak staram się mieć oko na wszystko.
Wydaje mi się, że kaganiec w miejscach publicznych bezwzględnie powinny nosić te psy, o których już wiadomo, że potrafią dziabnąć człowieka.

Posted

Moja nigdy nie chodziła w kagańcu. Inna sprawa że to nie jest pies który gryzie, jest nieufna, ale prędzej zwieje i groźnie histerycznie oszczeka niż chapnie, choć wiadomo- nigdy nie mów nigdy ;) prowadze ją jednak nawet w tłocznych miejscach bez kagańca, jak jest duży tłok to biorę ją na ręce żeby mi jej nikt nie zdeptał.

Szczerze mówiąc to po podróżach pociągiem stwierdziłam, że osoby których psy nieznoszą był dotykane przez obcych ludzi i bardzo nerwowo na to reagują muszą mieć sporo problem własnie w pociągu czy autobusie. Ja za każdym razem jak z rudą podróżuje spotykam ludzi którzy bez pytania ją głaszczą, na szczęście ona to toleruje.

Ogólnie jestem nieodpowiedzialna i nie przestrzegam przepisów bo puszczam ją codziennie luzem bez kagańca w parkach, lesie, nawet w "rezerwacie" który jest w pobliżu. Malo tego- bardzo często lata luzem u mnie na osiedlu. Nie pozwalam nikomu jej głaskać, a już zwłaszcza uważam na dzieci bo do nich kompletnie nie mam zaufania. I raczej wynika to nie z tego że się boję że ona im coś zrobi, ale boję się że one zniszczą moją pracę i spowodują że znowu będę musiała sukę uczyć olewania skaczących, piszczących, kopiących piłkę itd brzdąców.

Inna sprawa, że zycie z reaktywnym (histerycznym, lękliwym itd) psem w mieście do łatwych nie nalezy, na pewno o wiele przyjemniej wychodzi się na spacery z jakąś psią ciapą olewającą albo wielbiącą cały świat

Posted

Niewdawno szłam po chodniku jednej z okolicznych ulic z Hadarem. Nagle Hadar spojrzał do tyłu. Wiem juz ze nie mozna takich spojrzen zbagatelizowac i tez spojrzałam. Okazało sie ze za mna na chodniku jechał w moja strone facet na rowerze trzymajac wyzła (jak sie pózniej okazało tez samca) na smyczy a przed nim jego syn na hulajnodze. Byli ode mnie jakies 15 metrów a chodnik tam szeroki nie jest.

Posted

to co Ty masz za psa, ze od 15 metrów już trzeba do Ciebie wołać żebyś go ogarnęła? pewnie jakby podjechał bliżej to by zawołał. a jak pies nie lubi rowerów (w domyśle rzuca się na nie) to niech chodzi na krótkiej smyczy przy nodze.

Posted

Zgadzam się z Filodendronem - jak mieszkam w mieście, to muszę się liczyć z rytmem tego miejsca. Z karetkami na sygnale, z tłokiem na chodniku, z innymi psami idącymi naprzeciwko na napiętej smyczy, przechodzącymi 5 centymetrów od nas, z wrzeszczącym dzieciakiem jadącym rowerkiem po parku itd. I niestety trzeba tolerować wszystko, co leży w granicach prawa. Natomiast co do ludzi bezmyślnych lub niewychowanych..nie widzę problemu - przecież zawsze można się odezwać, zwrócić uwagę, zasłonić psa.. Jak widzę,że biegnący ku mnie zwierzak ma niezbyt przyjemne zamiary, albo jest zbyt natrętny i suka szuka pomocy, to staję przed młodą i blokuję, rozdzielam, prosząc właściciela o zapięcie pupila na smycz. Na ogół wystarczy, bo jak właściciel psa nie zabiera po mojej prośbie, to sam spycham go w tył. Wtedy przybiega swojemu pieskowi na ratunek ;) A jak i to nie działa, to łapię psa za obrożę i dzwonię na straż miejską - a zdarzyło mi się to aż raz przez trzy lata. I pomogło jeszcze zanim usłyszałem pierwszy sygnał w słuchawce.
O dzieciach w ogóle nie wspominam - jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie zareagowały na moje "stop" i nie dostosowały się do instrukcji jak psa głaskać.

Mam o tyle komfortową sytuację, że sunia jest spokojna i spolegliwa, a ja jestem facetem - pewnie też trochę inaczej się mnie traktuje niż kobietę do której chyba jakoś tak łatwiej zagaić. Natomiast jak miałem na tymczasie czy szkoleniu psy bardziej reaktywne, agresywne czy nerwowe, to stopniowaliśmy bodźce wychodząc sobie wieczorami w spokojne, ciche miejsca, powolutku zwiększając utrudnienia.. To ja się muszę dostosować do społeczeństwa, nie społeczeństwo do mnie.. No i zawsze mieliśmy kaganiec i szelki coby się nie wyślizgnął. Psa to nie boli a i odbiór jest zupełnie inny, i bezpieczeństwo większe.
Fajne są też kamizelki z napisem "pracuję, nie dotykaj mnie" czy podobne :)

Posted

[quote name='Evodish']Zgadzam się z Filodendronem - jak mieszkam w mieście, to muszę się liczyć z rytmem tego miejsca. Z karetkami na sygnale, z tłokiem na chodniku, z innymi psami idącymi naprzeciwko na napiętej smyczy, przechodzącymi 5 centymetrów od nas, z wrzeszczącym dzieciakiem jadącym rowerkiem po parku itd. I niestety trzeba tolerować wszystko, co leży w granicach prawa. Natomiast co do ludzi bezmyślnych lub niewychowanych..nie widzę problemu - przecież zawsze można się odezwać, zwrócić uwagę, zasłonić psa.. Jak widzę,że biegnący ku mnie zwierzak ma niezbyt przyjemne zamiary, albo jest zbyt natrętny i suka szuka pomocy, to staję przed młodą i blokuję, rozdzielam, prosząc właściciela o zapięcie pupila na smycz. Na ogół wystarczy, bo jak właściciel psa nie zabiera po mojej prośbie, to sam spycham go w tył. Wtedy przybiega swojemu pieskowi na ratunek ;) A jak i to nie działa, to łapię psa za obrożę i dzwonię na straż miejską - a zdarzyło mi się to aż raz przez trzy lata. I pomogło jeszcze zanim usłyszałem pierwszy sygnał w słuchawce.
O dzieciach w ogóle nie wspominam - jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie zareagowały na moje "stop" i nie dostosowały się do instrukcji jak psa głaskać.

Mam o tyle komfortową sytuację, że sunia jest spokojna i spolegliwa, a ja jestem facetem - pewnie też trochę inaczej się mnie traktuje niż kobietę do której chyba jakoś tak łatwiej zagaić. Natomiast jak miałem na tymczasie czy szkoleniu psy bardziej reaktywne, agresywne czy nerwowe, to stopniowaliśmy bodźce wychodząc sobie wieczorami w spokojne, ciche miejsca, powolutku zwiększając utrudnienia.. To ja się muszę dostosować do społeczeństwa, nie społeczeństwo do mnie.. No i zawsze mieliśmy kaganiec i szelki coby się nie wyślizgnął. Psa to nie boli a i odbiór jest zupełnie inny, i bezpieczeństwo większe.
Fajne są też kamizelki z napisem "pracuję, nie dotykaj mnie" czy podobne :)[/QUOTE]

Zgodzę się z tym, że mężczyzn raczej się nie zaczepia. Mój TZ nie wierzył mi naprawdę długo, że ja codziennie słyszę komentarze i zaczepki (mam 4 psy, wychodzę zwykle po dwa, czasem z całym stadkiem). Jak on ze mną szedł to jakoś ludzie się nie odzywali. Miałam tak skrajne sytuacje, że szkoda gadać - kiedyś facet chciał mi wyrwać psa i sobie wziąć, nie mówię już o opieprzaniu za to, że chodzę z psami, że mam psy itd. Zdarzyło się, że koleś szedł obok mojego psa, usadzonego na waruj, kopnął go i poszedł dalej - pies wpatrzony w żarcie w mojej ręce, pisnął zdziwiony, bo nawet nie zauważył tego człowieka, nie wiedział co się stało. Już pisałam, jak mnie ostatnio facet wyszarpał i wytrącił komórkę z ręki. A moje cielaki nawet nie zareagowały, dobrze zsocjalizowane pieski pańci nie bronią :diabloti: Gwizdanie, cmokanie, wyzywanie, pokazywanie palcami i wrzask dzieci na porządku dziennym (swoją drogą, wstyd by mi było, jakby moje dziecko na całą ulicę zaczęło wrzeszczeć "PSYYY! psyyy! mama zobacz psyyyy!" - rozumiem dziecko, bo to się zdarza, ale mamusia wtórowała mu równo, czułam się jak cyrk obwoźny). Mieszkam w małym mieście, pewnie w dużym wzięliby mnie za wyprowadzaczkę psów, a tutaj po prostu jestem dziwadłem :evil_lol:

Zgadzam się z filodendron, że pies który uwalił człowieka, wśród ludzi powinien chodzić w kagańcu- właśnie ze względu na nieobliczalnych ludzi, którzy po prostu podchodzą do psa i go kopią, albo zaczynają szarpać i wrzeszczeć na właścicielkę. Miałabym reaktywne, agresywne psy to pewnie teraz miałabym ogromny problem. A że się przeraziły agresywnego faceta (ewidentnie prowokował je do ataku), to moje szczęście... Szkoda psa, który dostaje łatkę agresora za głupotę ludzką. Może też inaczej bym na to patrzyła, gdybym miała dzieci? Ale jak na razie osobiście spotykam się ciągle z ludzką agresją albo głupotą, i to mnie bardziej martwi niż niewychowane psy... To akurat pewnie kwestia indywidualnych doświadczeń.

PS. Muszę się poskarżyć - nie zdążyłam ze zgłoszeniem na interwencję. Dowiedziałam się wczoraj o psie, który był bity i katowany prętem, na krótkim łańcuchu, karmiony chlebem z wodą. Dziś "dorwałam" panią, która jest sąsiadką właściciela psa i psu próbowała pomagać - jej mąż się z nim pokłócił, więc sąsiad złapał psa, wrzucił do bagażnika i go gdzieś wywiózł.. Podejrzewam, że wywalił go po drodze albo zatłukł. Kobieta nie chce mieć problemów, przeciwko sąsiadowi-wariatowi zeznawać nie będzie. Psa nie ma, nie ma żadnego dowodu. Policja sprawy psie ma głęboko w czterech literach. Chce mi się wyć po prostu, mamy tu co chwilę takie zgłoszenia. Podobno psina taka zastraszona, przerażona, ciągle się trzęsła :-( Chyba przez to, że ciągle mam do czynienia z czymś takim, mam spaczony pogląd na gatunek ludzki i psi, pewnie zbyt bardzo idealizuję psy, bo porównuję z czymś takim i jakoś... Słów brak.

Posted (edited)

[B]Zmierzchnica[/B], uwierz mi, nie tylko Ty jestes dziwadlem. Ja mam trzy psy i to nie male, wychodze z nimi wszystkimi na raz. Ludzie patrza na mnie, jak na ufo. ;)

Slyszesz i widziec psa tak strasznie przestraszonego, ktory niczym nie zawinil, i skonczyl jak wyzej opisujesz. Wyc sie chce :placz:

Edited by Diana S
Posted

[quote name='Evodish']Zgadzam się z Filodendronem - jak mieszkam w mieście, to muszę się liczyć z rytmem tego miejsca. Z karetkami na sygnale, z tłokiem na chodniku, z innymi psami idącymi naprzeciwko na napiętej smyczy, przechodzącymi 5 centymetrów od nas, z wrzeszczącym dzieciakiem jadącym rowerkiem po parku itd. I niestety trzeba tolerować wszystko, co leży w granicach prawa. Natomiast co do ludzi bezmyślnych lub niewychowanych..nie widzę problemu - przecież zawsze można się odezwać, zwrócić uwagę, zasłonić psa.. Jak widzę,że biegnący ku mnie zwierzak ma niezbyt przyjemne zamiary, albo jest zbyt natrętny i suka szuka pomocy, to staję przed młodą i blokuję, rozdzielam, prosząc właściciela o zapięcie pupila na smycz. Na ogół wystarczy, bo jak właściciel psa nie zabiera po mojej prośbie, to sam spycham go w tył. Wtedy przybiega swojemu pieskowi na ratunek ;) A jak i to nie działa, to łapię psa za obrożę i dzwonię na straż miejską - a zdarzyło mi się to aż raz przez trzy lata. I pomogło jeszcze zanim usłyszałem pierwszy sygnał w słuchawce.
O dzieciach w ogóle nie wspominam - jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie zareagowały na moje "stop" i nie dostosowały się do instrukcji jak psa głaskać.

Mam o tyle komfortową sytuację, że sunia jest spokojna i spolegliwa, a ja jestem facetem - pewnie też trochę inaczej się mnie traktuje niż kobietę do której chyba jakoś tak łatwiej zagaić. Natomiast jak miałem na tymczasie czy szkoleniu psy bardziej reaktywne, agresywne czy nerwowe, to stopniowaliśmy bodźce wychodząc sobie wieczorami w spokojne, ciche miejsca, powolutku zwiększając utrudnienia.. To ja się muszę dostosować do społeczeństwa, nie społeczeństwo do mnie.. No i zawsze mieliśmy kaganiec i szelki coby się nie wyślizgnął. Psa to nie boli a i odbiór jest zupełnie inny, i bezpieczeństwo większe.
Fajne są też kamizelki z napisem "pracuję, nie dotykaj mnie" czy podobne :)[/QUOTE]
Mi się od dwóch miesięcy nader często zdarza, że ludzie w poważaniu mają moje STOP. Instrukcje również. Może właśnie dlatego, iż jestem płci żeńskiej i nie wyglądam na swoje lata. A że mam zaledwie dwukilowe, trzymiesięczne szczenię, to niestety chyba takiej fajnej kamizelki o której wspominasz nie znajdę. Czasem czuję tak bardzo bezradna. Nie chcę robić z psa kaleki mimo jego małych rozmiarów, lecz czasem nie obejdzie się bez ratowania psa poprzez wzięcie na ręce :c

Posted

[quote name='Diana S'][B]Zmierzchnica[/B], uwierz mi, nie tylko Ty jestes dziwadlem. Ja mam trzy psy i to nie male, wychodze z nimi wszystkimi na raz. Ludzie patrza na mnie, jak na ufo. ;)

Slyszesz i widziec psa tak strasznie przestraszonego, ktory niczym nie zawinil, i skonczyl jak wyzej opisujesz. Wyc sie chce :placz:[/QUOTE]

Ja bym tam chciała, żeby oni tylko na mnie patrzeli i powstrzymywali się od komentarza ;) Dziś przechodziłam przez ulicę z psami w miejscu bez pasów, a w drugą stronę szli ludzie też przez ulicę i zaczęli mi cmokać i gwizdać na psy. Nie wiem, może koniecznie chcieli, żeby zaczęły do nich ciągnąć, wyjechałoby auto i nas wszystkich zabiło? :diabloti: Po prostu głupota mnie dobija. Za to pełnooo psów na spacerze i ani jednego niemiłego spotkania, podbiegania, ataku, normalnie własnego miasta nie poznaję :loveu:

O tym piesku nie mam ochoty nawet myśleć. Czuję, że zawaliłam, mimo że nic nie mogłam zrobić, za późno cynk dostałam. Szkoda, że go nie ukradli :(

[B]tobilife[/B] - oj tak, jeśli ludzie myślą, że jesteś młodsza niż wyglądasz to masz przekichane. Ja może stara nie jestem, ale wyglądam na nastolatkę niestety, szczególnie w sportowych ciuchach i z psami - non stop jestem gówniarą, bachorem, dzieciakiem, dziewczynką i innymi takimi. Chyba sobie dowód na czole przykleję.

Posted

Z wiekiem/płcią faktycznie jest coś na rzeczy. Z wiekiem jakoś coraz łatwiej funkcjonuje się w społeczeństwie - jeden z nielicznych plusów starzenia się, choć też do czasu, bo staruszkowie mają często nie mniej przechlapane niż nastolatki.
Co do płci, to nawet SM chętniej, szybciej i bez popędzania wlepia mandaty starszej pani z jamniczkiem bez smyczy, niż dresowi z astem bez tejże :diabloti:

Posted

Jak byłam dużo młodsza miałam dalmana, agresywne bydle. Mieszkałam na takim sobie osiedlu i wracałam z wieczornego spaceru z psem na smyczy. Wyskoczył na mnie facet z nożem i pies go zaatakował. W tej sytuacji chwaliłam sobie jego charakter. Obecny pies też pokazuje zęby jak ktoś zachowuje się wobec nas agresywnie, ale jego wygląd raczej odstrasza. Na szaleńców noszę gaz. Nie pozwolę atakować ani siebie ani moich "pieseczków".

Posted

Cos w tym jest jesli chodzi o plec...duze znaczenie tez ma rasa psa.... ja jak ide na spacer z pseudo mastiffem ktory mieszka z moim bratem to ludzie nic nie mowia, nie rzucaja komentarzy...natomiast bratowa jak z nim wychodzi to czesto miewa akcje opisywane przez was, ktos rzuca chamskie komentarze albo szczuje swojego psa itd

Posted

[quote name='kol.mak']Cos w tym jest jesli chodzi o plec...duze znaczenie tez ma rasa psa.... ja jak ide na spacer z pseudo mastiffem ktory mieszka z moim bratem to ludzie nic nie mowia, nie rzucaja komentarzy...natomiast bratowa jak z nim wychodzi to czesto miewa akcje opisywane przez was, ktos rzuca chamskie komentarze albo szczuje swojego psa itd[/QUOTE]
Kurczę, a ja wierzyłem, że jest odwrotnie.. Jak wybierałem psa, to gdzieś tam na dalszych miejscach listy ras preferowanych siedział sobie rottek - głównie ze względu na wygląd pyska i budowę. I przyznam, że byłem przekonany, że partnerka, gdyby kiedyś jej się zdarzyło wyjść z takim psem samotnie, mogłaby się czuć bezpiecznie..A tu widzę, że społeczeństwo zamiast czuć jakiś respekt przed rasami z twardym charakterem (i szczękami;) ) czuje się zobowiązane do pokazania, że ich pies jest jednak bardziej "macho"? I jeszcze obrażanie kobiet bo panują nad czterema psami?
Skąd te kompleksy w ludziach..?

A z dziećmi to niemal pewne, że kwestia płci. Nawet jak ich mamy je zachęcają do podejścia, to na ogół nie muszę nawet nic robić, żeby nie miały na to ochoty ;) Z natury widocznie odstręczający jestem :D

Posted

no ja tez bylem w szoku, ale raz miala taka akcje ze nie uwierzylbym gdyby nie nagrala tego na telefon. Koles szczul na Samiego (tak sie zwie mastiff) swojego na prawde agresywnego pseudo amstaffa, w pewnym momencie nawet podbiegl do psa i zaczal mu machac rekoma przed morda zeby go sprowokowac. Sammi jest bardzo zrownowazonym psem, faceta olał gdy go prowokował ale w momencie gdy przegial tj podlecial do bratowej i probowal jej wyszarpnac z reki telefon ktorym nagrywala cala sytuacje, pies nie wytrzymal i rzucil sie na niego. Nie dziabnal go ani nic, typowy atak straszak z na prawde przerazajacym warczeniem.

do faceta zreszta pozniej sie z bratem przeszlismy, pokazalismy mu nagrany film i powiedzielismy ze jeszcze jedna taka akcja, ze wystarczy ze wyjdzie ze swoim psem bez smyczy i kaganca i ktorys z nas to zauwazy- i tak go udupimy ze sie nie pozbiera. Podzialalo.



Ale co do tego ze bratowa czuje sie z tym psem pewniej to akurat prawda. Nikt jej po zmroku nie zaczepia jak idzie z psem, wczesniej miala cos a la pudel i raz wiele lat temu miala nieprzyjemna sytuacje- koles ja zaatakowal, chcial zabrac komorke i portfel, a pudel co na to? zwial do domu nawet sie za siebie nie ogladajac jak facet na niego tupnal :D

Posted

[quote name='Evodish'](...) I przyznam, że byłem przekonany, że partnerka, gdyby kiedyś jej się zdarzyło wyjść z takim psem samotnie, mogłaby się czuć bezpiecznie..A tu widzę, że społeczeństwo zamiast czuć jakiś respekt przed rasami z twardym charakterem (i szczękami;) ) czuje się zobowiązane do pokazania, że ich pies jest jednak bardziej "macho"? (...)
[/QUOTE]
Mnie by od razu korciło, żeby poszczuć swoim psem. Oczywiście nie zrobiłabym tego, ale tak w wyobraźni można sobie poszaleć :evil_lol:


Ja nie wiem...
Jak widzę kogoś kto panuje nad swoim stadkiem to bardzo cieszy moje oczy, ponieważ widać, że ten ktoś wie co robi, psy są zadowolone, itd. Na osiedlu mieszka parka, która ma dwa "staffowate" psy (zabijcie mnie, nie znam się i nie jestem pewna czy to staffy czy co :lol: ). Często wychodzi z nimi właśnie pani...a nie pan. Z dwoma na raz. I świetnie sobie radzi. Aż miło popatrzeć.

Ja też mogę uchodzić za "dziewczynkę" czy "gówniarę", ale osobiście nie spotkałam się z negatywnym komentarzem na swój temat... Chyba by mnie zatkało jakby ktoś się w taki sposób do mnie odezwał :-? Zazwyczaj jest coś w stylu: "A ten pani pies to silny jeeest!" (Komentarz, gdy się bawię z Bestią).

Ludzie chyba szukają ofiar, żeby podbudować swoje ego. Bo co innego? Może lepiej się czują jak kogoś prowokują? :stupid:

Posted

[quote name='kol.mak'] a pudel co na to? zwial do domu nawet sie za siebie nie ogladajac jak facet na niego tupnal :D[/QUOTE]

Bruti pewnie by go jeszcze wylizał :evil_lol:

Posted

Przez kilka lat mieszkałam w blokach, na obrzeżach miasta, jednak mimo położenia w mojej okolicy panował dość duży ruch - krajowa "piątka", różnego rodzaju przychodnie itd. Większość sąsiadów posiadała psy i zdecydowana większość chodziła z nimi na spacery. Nie były to jednak spacery polegające na obejściu bloku, a długie spacery - do pobliskiego mini-lasku czy też na oddalone o dość spory kawałek drogi pola. Dodatkowo nie spotkałam się tam z żadnym chamstwem psiarzy, albo zwykłych ludzi - to samo moi rodzice. Przez pierwsze kilka dni nasza suczka chodziła bez smyczy, obroży i nie zaliczyliśmy, ani jednego spięcia. Psy witały się, albo miały się w czterech literach. Właściciele także nie mieli pretensji.
Teraz mieszkam razem z rodziną w domu jednorodzinnym. Wolnym spacerkiem w 10-15 minut można dojść na pola, gdzie spokojnie pies może się wybiegać, bez obaw, że ktoś będzie miał pretensje. Jednak jest tu, jakby zupełnie inne działanie. Zamiast powoli, spacerkiem przejść się na pola, wszyscy chodzą po chodnikach. Gdyby ich psy robiły chociaż w krzaki... :roll: Bez bicia przyznam się, że po poprzednim psie nie sprzątałam, ale suczka nie robiła centralnie na środku chodnika, ale w krzaki. I nikt nie miał możliwości, by w to wdepnąć. Czasami nawet zastajemy wielką k... przed samą furtką/bramą. Na spacery mimo, że wychodziłam na smyczy to spotkało nas kilka niemiłych sytuacji. Zawsze starałam się, by była przy mojej nodze, na krótkiej smyczy (była agresywna, więc wolałam unikać spotkań z innymi czworonogami), ale i tak mądra babcinka musiała podejść ze swoim kochanym pieseczkiem - "niech się pieseczki przywitają, mój grzeczny"... Bo przecież nie widać, że wyginam się, jak mogę, żeby powstrzymać swoją suczkę, zasłonić ją nogą, żeby czasem tego "kochanego" i upierdliwego pieseczka nie przegryzła na pół. Nic nikomu nigdy się nie stało, ale nie pojmuję, jak można być tak głupim - odsuwam się na bok, suczka siada przy nodze, a mądry "psiarz" spuszcza swojego czworonoga ze smyczy.
Może moja suczka nie była ideałem pod względem behawioralnym, tak jak wspomniałam była agresywna w stosunku do innych psów, dlatego starałam się unikać jakichkolwiek spotkań, starć - żeby nikt z jej powodu nie ucierpiał. ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...