Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 02/10/20 in all areas

  1. Jesteśmy po jednym dniu spędzonym samotnie (piątek, 6 godzin) i po weekendzie na wsi. Jak na razie nie ma zniszczeń, a maty zapełnione potrzebami. Wirujący ogonek i dupcia na mój widok. Wejście do auta na rękach, jak na razie nie ma opcji, żeby sama weszła do wnętrza potwora. W podróży przytulona i spokojna, bez oznak choroby lokomocyjnej. Na miejscu zwiedzanie i towarzystwo Zoki (suni syna). W czasie jedzenia wymiana misek, jak na razie nie broni swojej michy. Potrzeby w zasadzie wykonane na zewnątrz domu, albo w ogródku, albo na spacerze na zewnątrz, oczywiście na smyczy. Generalnie, jest jej wszystko jedno gdzie przykucnie, byle by był spokój i cisza. Jak cokolwiek zachwieje równowagą w przestrzeni (obcy, auto, hałas spadającego śniegu z dachu), to histeria i paniczna ucieczka na oślep. Najgorsze są jadące auta, strach jest tak ogromny, że pomaga tylko wzięcie na ręce i przytulenie. Dźwięki wydawane przez auta są dla niej nie do przeżycia. Woli kobiety, z synową i moją mamą akceptacja. Z mężczyznami jest zdecydowanie gorzej, zwłaszcza jeśli są to mężczyźni ekspresyjni. Widok kija lub czegoś podobnego w ręku powoduje paniczną ucieczkę na oślep. Dzieci ją trochę przerażają, chociaż dała się pogłaskać. Jest to strachulec na maksa, ale nie wiadomo, czy nie wynika to z jej poprzedniego życia i przeżyć. Z Zoką przepychanki i zapasy, ale potrafi jasno wyrazić sprzeciw. Nie słyszałam jeszcze jej szczekania, tylko warkocik i piszczenie. Po powrocie do domu wyluzowała, wzięła misia i zaczęła się nim bawić zachęcając mnie do udziału. Bardzo ładnie biega za rzucanym misiem i go przynosi. Spacery po miejskim podwórku nadal przygniatające, ale pracujemy nad tym i przyzwyczajamy. Za mną chodzi krok w krok, muszę bardzo uważać, żeby jej nie podeptać. Dzisiaj niestety spędza sama 8 godzin i tak będzie cały tydzień. Nie wiem, co zastanę po powrocie.
    3 points
  2. Czy pamiętacie malutką szylkretkę Fantazję, była znaleziona w bardzo złym stanie, malutka, chudziutka, była intensywnie leczona w Izbicy. W pażdzierniku pojechała do nowego domu w Warszawie - do rodziny, która w sierpniu 2018 adoptowała od nas równie malutką wtedy czarną Jeżynkę. Dostałam zdjęcia; chcę abyście też zobaczyli szczęscie koteczek:)
    3 points
  3. Udało mi się dziś dojechać do hotelu, chociaż akurat była niezła ulewa i gooowno było widać w tej miejscowości, gdzie jest ten hotel :DDD Psiaczek jest na razie w domu, pani obserwuje czy wszystko z nim ok, w przyszłym tygodniu będzie zaszczepiony i wtedy zapozna się z pozostałymi psiakami. Na początku się mnie bał, nie chciał podejść, wręcz chciał uciec z domu. Ale po chwili kiedy trochę do niego poprzemawiałam, podszedł i wsunął łepek mi pod rękę!! A potem to już było tak: No i próba wchodzenia na kolana!
    2 points
  4. Folia do izolacji budynków się nie nada, rozpada się pod wpływem promieni UV. Nie mówiąc o tym, że nagrzana potrafi strasznie śmierdzieć. Najlepsze byłyły stare banery reklamowe (wyborcze), lub nawet blacha dachowa - hurtowniom zostają odpady, które można kupić za cenę złomu. Mogę też spytać mojego tatę o inne rozwiązania, ale muszę mieć dobre zdjęcie budy.
    2 points
  5. Bardzo dobrze się dzieje no i bardzo dobrze, że dobrze :) Mamy korespondencję od Albinka :) Dobry wieczór, dzisiaj znalazłem sobie kolegę. Zabawa była przednia. Poszalałem na dworze, bo piękne słońce i goniłem w lesie ptaszyska :) Potem ściągnąłem Pani polar z wieszaka, spało się smacznie, ale Pancia zadowolona nie była, nie wiem dlaczego przecież tylko go pożyczyłem :) Życzę dobrej nocki Albinek
    2 points
  6. sądze, ze juz ktoś się na nią szykuje ... taka malizna nigdy długo nie czeka
    2 points
  7. .. i kulturalnych, obytych, co to i podyskutować z nimi można - na przykład o sztuce, zadbać o ducha... a po dyskusji zadbać też o ciało i posportować się :)
    2 points
  8. Zaniedbałam wątek panienki :( Muszę nadrobić ,) Roxi jest zabezpieczona od kleszczy ( luty )..., na kolejny miesiąc też mam pipetę. Stado dostało w prezencie :)
    2 points
  9. Piesek pojawił się koło mojego podwórka na początku stycznia. Usłyszał szczekanie mojej suni i próbował się dostać na podwórko. Z początku nie widziałam jego nogi ale gdy odwrócił się i biegał wzdłuż siatki to zobaczyłam, że ma coś z nóżką. Pomyślałam, ze pies musi być po wypadku bo ta noga była nienaturalnie wygięta do tyłu. No i klops, bo ja w tym temacie laik ale wiedziałam, że pies potrzebuje pomocy. Zabrałam swoją sunię do domu otworzyłam furtkę aby pies wszedł na podwórko. Wszedł a ja z obawą czy mnie nie pogryzie obejrzałam mu nogę czy nie ma ran. Noga była bez ran i to widocznie musi być stare złamanie? Dałam mu miskę jedzenia które praktycznie w mgnieniu oka zjadł ale jeszcze wcześniej gdy chciałam mu zaraz po postawieniu troszkę przestawić miskę to praktycznie chciał mi rękę odgryźć pokazując swoje kły. :( Zadzwoniłam do koleżanki która ma podobnej wielkości psa aby przyniosła mi kaganiec i smycz bo się go bałam niestety. Potem okazało się, że nie ma problemu założenia mu uprzęży choć z trudem bo bawić się chciał. Tak piesek wyglądał na początku Miałam dwa wyjścia, zadzwonić do gminy na interwencję albo schronisko Wojtyszki. Szukając dla niego pomocy z przejęciem pieska każdy tylko radził, ze pies natychmiast powinien trafić do lekarza, jakbym tego nie wiedziała. Okey, skoro fundacje nie chciały w inny sposób pomoc to zdecydowałam się sama zająć się pieskiem, choć ja od długich lat zajmuję się tylko potrzebującymi kotami. Zadzwoniłam do sprawdzonego super lekarza i uzgodniłam termin wizyty. Podczas wizyty po prześwietleniu okazało się, że to nie złamanie... https://web.facebook.com/CentrumVetHouse/ Piesek został w szpitalu i czekał na bardzo poważną operację a właściwie kilka w jednej aby uratować nogę. Koszt to 5 tysięcy razem z tomografią komputerową. Operacja odbyła się 13 stycznia i piesek tak wygląda :) Założyłam mu wątek na miau i tam można filmiki obejrzeć przez fb. https://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=196820 Ostatecznie szukając w akcie desperacji pomocy dla tego pieska znalazła się fundacja która zgodziła się mi pomóc i założyła zrzutkę dla Cyganka bo tak psiaczek dostał na imię. Zapraszam serdecznie do pomocy w opłaceniu faktury za uratowanie Cygankowi nóżki https://zrzutka.pl/457zwk Piesek jest cały czas u mnie bo nikt jak do tej pory nie chce go przejąć. Ja naprawdę mam sytuację fatalną bo stado kotów ale i ogrom dodatkowej pracy dla nas jako niepełnosprawnych. Oczywiście mogłam się pozbyć problemu, ale na pewno już Cyganek nie miałby już nogi i byłby w Wojtyszkach. Nie wiadomo też czy nie będzie potrzebna kolejna operacja korekcyjna aby ta noga nie uciekała mu na zewnątrz o czym wspominał już doktor po operacji. Przepraszam, jeśli coś źle napisalam czy niezgodnie z regulaminem, uczę się tutaj dopiero i rady mile widziane. Wpłaty na opłacenie faktury 2100 złotych za kolejną operację Cyganka. Dogo 90zł.-Agnieszka-znajoma elik 100zł.- OD ALEXOWEJ WATAHY 795zł.- bazarek Havanki (745+50) 145zł.- elik 20zł.- dwbem 100zł.- OD ALEXOWEJ WATAHY 570zł.-bazarek elik Miau 225zł.+10zł.=235zł.-bazarek kocka 50zł.-Barbara A. 30zł.-Anonim 345zł.-bazarek mój (Alvenka) .
    1 point
  10. Tak, są obie bardzo podobne i rzeczywiście może być tak właśnie, jak piszesz. Tu wszyscy pamiętają Bezę biedusię szkielecika, ja jestem z nią na co dzień, więc też nie patrzę obiektywnie, ale widząc ją na zdjęciach, ludzie mogą naprawdę omijać ją i szukać bardziej "suczych" suczek. Ja też zawsze preferowałam suczki, a Beza jest jak samiec i to z wyglądu i charakteru.
    1 point
  11. U fanni też wszystko bardzo dobrze.Jest spokojna i sporo uczy się od rudego psiaka.Bidulka pierwszy raz na otwartej przestrzeni nawet nie umiała biegnąć tylko podskakiwała jak sarenka.Ale po obserwacji innych psiaków szybko załapała w czym rzecz :) Pomału poznaje gryzaki i zabawki ale to jeszcze potrwa zanim i tego się nauczy.Pani Marta mi powiedziała,że nie pojmuje,jak można było tak kochanego i bezproblemowego psa oddać do schroniska...Fanni już się zaaklimatyzowała i czuje się w swojej rodzinie bardzo dobrze, bezpiecznie :) Była też u weta i otrzymała tabletki na zewnętrzne i wewnętrzne robaki.Czip zarejestrowany.
    1 point
  12. Masz rację i tu na razie pies pogrzebany. Na razie kto nie zadzwoni to chwali się dużym podwórkiem, a jak pytam co jest w stanie zaoferować psu to nie rozumie :( Orion jest stworzony do robienia czegoś z człowiekiem - to nie jest mój kaprys, ale on naprawdę potrzebuje tego, aby miał porządek w główce. Inaczej zaczyna kombinować. A na razie ludzie nie rozumieją tego, nawet od paru osób, które znają historię Oriona usłyszałam, że przesadzam, że temu psiakowi starczy kawałek ogrodu do stróżowania, a nie jakieś spacery i zajęcia umysłowe. No nie wiem, mnie się wydaje że to dobra droga do problemów, do tego że kogoś ugryzie, zacznie uciekać itd. - poznałam go jako psa mocno rozemocjonowanego i sfrustrowanego, i jestem w stanie uwierzyć, że w poprzednim domu zwiewał i był nieznośny, i z tego powodu wylądował na łańcuchu. Teraz ma uskuteczniane spacery z jakimiś ćwiczeniami, totalnie banalnymi, ale ćwiczeniami i bardzo dobrze to na niego działa: może biegać na wybiegu z psimi samcami, już tak nie szczeka jak nakręcony. To fajne psisko, ale nie dla kogoś, kto szuka tylko miłego towarzysza rodzinnego, ale dla kogoś, kto też da coś od siebie.
    1 point
  13. Rudzinka była u mnie tymczasowo - i wczoraj pojechała zająć zwolnioną przez Dumkę miejscówkę u Ewy - z Wielką Nadzieją, że może i ona znajdzie swój dom :)
    1 point
  14. Pół roku brzmi naprawdę dobrze. Nie oczekuję szybkich rezultatów, to może być pół roku, ale równie dobrze może być dużo dużo więcej.
    1 point
  15. 1 point
  16. No proszę, Trek ma naprawdę świetny gust:) Super fotki! Rozmawiałam o nim z Magdą w zeszłym tygodniu i Magda powiedziała, że trudno zrobić Trekowi zdjęcie, na którym nie patrzy w obiektyw, bo generalnie jak ona idzie, to i Trek idzie (trzymając się jej najbliżej jak się da:)), a jak ona się zatrzymuje, to i Trek się zatrzymuje, siada i patrzy na nią - i takie właśnie są jego zdjęcia. A tutaj widać wyraźnie, ze zainteresował się koleżanką na tyle, ze stracił Magdę z oczu chociaż na chwilę:) Dowiedziałam się o Treku samych dobrych rzeczy, powierdziło się to, co już wszyscy wiemy - że jest bardzo nastawiony na człowieka. Kiedy Magda zabiera na spacer inną grupę piesków, a on zostaje w kojcu, to popiskuje i tęskni. Miewa problem z przebywaniem w wewnętrzym kojcu (chyba ze w towarzystwie człowieka), chociaż też nie za każdym razem. Nie przepada za nakręcającymi się psami, więc wskazane jest towarzystwo spokojnych piesków, najlepiej suczek. Poza tym, nie ma właściwie żadnych wad. Zajada wszystko ze smakiem, nie jest specjalnie aktywnym psem, nie potrzebuje dużo ruchu. To wszystko postarałam się umieścić w ogłoszeniach, które przesłałam Magdzie. Magda ma tez swój tekst, więc razem mamy trzy nowe teksty. Może ktoś wypatrzy Treka, trzymajcie kciuki:)
    1 point
  17. Dzięki, że jesteście :) Bruno miał wczoraj sesję zdjęciową. Jak dostanę fotki to wstawię i wspólnie wybierzemy do ogłoszeń :) Bruno ponoć jest taki kontaktowy i do psów, i do ludzi. Strasznie miziasty :) i zawsze się uśmiecha :)
    1 point
  18. Niech dobrze służy.
    1 point
  19. Wybaczcie cioteczki, że tak długo to trwało, ale miałam trochę wątpliwości odnośnie finansów i musiałam to wszystko wyjaśnić z Sylwią, Agatą i panią weterynarz. W końcu wszystko mi się zgadza i w związku z tym przedstawiam końcowe rozliczenie finansów Kamyczka. Wpłaty: Olena84 - 30 zł p. Anna - 50 zł Aga76 - 10 zł teresaa118 - 100 zł mama Oleny84 - 50 zł Wydatki: łączny rachunek za pobyt w lecznicy w listopadzie + badania + steryd + eutanazja + utylizacja = 432 zł Wyjaśnienie Pani weterynarz wystawia Sylwii rachunki okresowo. Nie dostałam rachunku za leczenie Kamyka w listopadzie ani za podany steryd, więc musiałam to wyjaśnić. Oczywiście każdy psiak ma indywidualną kartę i bez problemu udało się te dane ustalić, ale trzeba było to jeszcze przerobić formalnie i stąd zbiorczy rachunek już po odejściu Kamyka. Za te kilka dni w styczniu zapłaciła Agata. Tak więc na kamykowym koncie zostało 315,26 zł Jeśli macie pomysł na jaką bidę te pieniądze przekazać, to napiszcie. I jeszcze na pożegnanie z Kamyczkiem kilka zdjęć... Tak było w schronisku w Sochaczewie Rok temu u Sylwii Latem po kąpieli I ostatnie, z listopada...
    1 point
  20. Na razie nie dzwonię i nie pytam. Mam wrażenie, że lepiej dać im czas, niż sprawiać wrażenie, że "wisi" im się nad głową. Nie chcę powtarzać panu po raz setny tego samego.
    1 point
  21. Zaglądam tutaj, chociaż bardzo rzadko piszę, ale cóż pisać przy takim porażającym cierpieniu tylu psów:( Wszystkie powinny mieć domy, własne rodziny, mają tyle cierpienia, bólu, przerażenia w oczach:( Masaj, Dolores, Salwador, Popiolek i malutka Tonia, tak bardzo chciałabym im pomóc... Mam ich wszystkie przed oczami, tak jak te zamojskie:(
    1 point
  22. Miejsca w hoteliku to podstawa, rozumiem, tym bardziej, że transport sporo kosztuje, dobrze, jak jedzie parę psiaków:( Ustaliłyśmy, że jak tylko będą miejsca w hoteliku, to Bogusik da mi znać i wtedy podjadę do schroniska.
    1 point
  23. Na razie nadal cisza, a dziś Freya tak ładnie bawiła się z Kajem. Co prawda to oddarty kawałek koca ściągniętego ze sznura do suszenia, ale to juz sprawka Kaja i Bezy.
    1 point
  24. Bardzo, ale to bardzo dziękujemy Nadziejko za okazane serduszko dla Cyganiątka. Dziękuję też kupującym jak i za cegiełki dla pieska.
    1 point
  25. Bajka w domu a rozdzwonił się telefon o nią. Wczoraj byłam na wizycie i zaproponowałam jedną z tych małych mamuś , które są w innym hoteliku i Lotka już jest u siebie:)
    1 point
  26. 1 point
  27. Pani Kasia napisała... "Noc super, cała przespana na spokojnie. Rano była radość, że wstałyśmy. Spacerek, śniadanie. Teraz trochę popiskuje" Pani Kasia dorzuciła do transportu Gucia..., 200 zł. Dziękujemy :)
    1 point
  28. Ale się zadziało, fantastycznie się małej trafiło:). Teraz tylko potrzeba czasu i wszystko będzie dobrze:)
    1 point
  29. Jestem. Po dwóch nocach i jednym dniu z Nuną. Najpierw pozytywy. Malusia, drobniusia, bardzo bardzo szczupła, je znakomicie, właściwie to wciąga jak odkurzacz. Jarzyny są be, ale mięsko z ryżem w każdej ilości. Otwarcie lodówki i jakakolwiek aktywność w kuchni wywołuje piękny uśmiech od ucha do ucha i wirujący helikopterek z ogonka. Kanapę uznała za super miejscówkę, tam wskakuje i odpoczywa, tam gromadzi zabawki. Nie bawi się nimi na razie, tylko składa w jednym miejscu na kanapie. Pierwszą noc przespała tam, a drugą przy mnie pod kołderką :) Z sunią syna, roczną Zoką odrobinę większą od Nuni, od razu wielka zabawa. Spotkane na spacerze psiaki wita bardzo poprawnie i traktuje z wielkim spokojem. Zostaje sama bez problemu, co prawda zostawiałam ją na krótko, najdłużej na godzinę, ale nie było słychać płaczu. Nie wygląda na to że niszczy, chyba że się rozwinie w czasie dłuższej nieobecności domowników, bo pracujemy po 8 godzin. Teraz trochę gorszych informacji. Jest przerażona zmianą otoczenia i dźwiękami wielkiego miasta. Mieszkam w dość ruchliwym rejonie, jest spory ruch uliczny, więc jest dość głośno, na pewno dla Nuni. Kuli się albo podskakuje na każdy głośniejszy dźwięk, hałas uliczny paraliżuje jej psychikę i zwieracze. W związku z tym wszystko załatwia w domu. Nawet jeśli, tak jak dzisiaj raniutko, pognałam z nią na podwórko, to i tak siku jest na podłodze w mieszkaniu. Wychodzę z nią na podwórko, bo tam jest stosunkowo spokojnie, ale i tak czai się na nią wszędzie, poza mieszkaniem, wielkie zło. Na smyczy chodzi wystarczająco dobrze, ale może to jest druga przyczyna, że nie potrafi się załatwić poza mieszkaniem, może musi być wolna, nie na uwięzi. Ale nie spuszczę jej ze smyczy, bo się boję, że pod wpływem jakiegoś dźwięku pogna przed siebie i wpadnie pod auto albo przepadnie. Już jest trochę lepiej, bo nie szoruje na spacerze brzuchem po ziemi, tylko idzie na lekko ugiętych nogach i wącha. W mieszkaniu rozłożyłam podkłady i jakby częściej na nie trafia:) Tak więc jakieś światełko w tunelu jest. W aucie przerażona i wtulona we mnie, popiskuje cichutko. Tak było na krótkich trasach, dzisiaj test dwugodzinnej podróży. Będzie się działo :) Jedziemy w góry do naszego domu, więc znowu zmiana otoczenia, ale za to bezpośrednie wyjście na ogród. Na razie nie wychodzi mi wstawianie fotek, ale postaram się opanować tą sztukę.
    1 point
  30. Fado to bardzo skrzywdzony kaleki pies, w tamtym swoim dawnym świecie prawdopodobnie każdego dnia musiał walczyć o przetrwanie. Teraz ma swój malutki, ale bezpieczny świat i trzeba wierzyć, że przyjdzie taki dzień, ze zechce wpuścić do niego człowieka.
    1 point
  31. Tatankasiu kochany, dzięki ogromne za wspaniałe zdjęcia kochanych boksiów. Emir też uwielbiał wodę. Wyławianie z wody różnych przedmiotów, głównie z dna, to była jego ulubiona zabawa. Super macie miejsce do takich psich zabaw w wodzie Zazdraczczam tych wspaniałych przeżyć.
    1 point
  32. A na deser dobre wieści zadziałało "Szkło kontaktowe" i Dumka wczoraj pojechała do swojego domu :) Huraaaa
    1 point
  33. Tyle lat minęło .... Ząbek - może jeszcze ktoś pamięta? - trafił do nas w 2009 roku jako rozwrzeszczany, pięcioletni awanturnik, najmniejszy mieszkaniec schroniska w Obornikach Wielkopolskich. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak Ana wolontariuszka przekazywała go w umówionym miejscu w nasze ręce. Zapakowaliśmy do samochodu i odjechaliśmy - wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że spędzimy ze sobą kolejne 10 lat... - Ząbek przyjechał na DT a co się stało potem, wiedzą wszyscy którzy śledzili Ząbkowe losy -po długich poszukiwaniach własnego domu został z nami na stałe - i tak minęło ponad 10 lat... Kiedy minęły? Co się z nimi stało? - Jeszcze niedawno awanturował się i był w ciągłym pędzie za byle czym i z byle powodu. Zmiany przychodziły powoli, niemal niezauważalnie, krok po kroku, przyzwyczajając nas do Ząbka w innej odsłonie, Ząbka staruszka, Ząbka, któremu nóżki odmawiają posłuszeństwa rozjeżdżając się coraz częściej podczas zwykłego dreptania, Bąbla, który niedowidzi i niedosłyszy, który wiele m-cy temu ucichł niemal zupełnie, a który jeszcze "przed chwilą" był jednym z najgłośniejszych futerek w stadzie. Trudno było uwierzyć w tę przemianę, Ząbek którym był jeszcze niedawno - Ząbek nerwosolek, mały wojownik, który z kilkoma zębami - jedynymi jakie posiadał od czasów młodości, startował do każdego psiego rywala, niezależnie od rozmiarów tego drugiego, Ząbek, który nie oszczędzał ludzkich rąk i innych części ciała przed podgryzieniem, kiedy coś nie było po jego myśli, nasz Bąbuś i jego nieobliczalny temperament przeszli drogę wielkiej przemiany i kazali pogodzić się z bezpowrotnym przemijaniem. Październik 2019: Starość i choroby całkowicie uzależniły Ząbka od człowieka. Jeszcze m-c wcześniej Ząbuś wspomagany kroplówkami zbierał siły i podnosił się samodzielnie, nie zawsze z taką samą mocą, ale starał się ze wszystkich sił zrobić do przodu kilka kroczków i pokręcić się w kółeczko za swoim własnym ogonem. Potem Ząbkowy ogon podnosił się ze swoim panem jedynie na ludzkich rękach, było go coraz mniej, nie chodził już w ogóle. Większość doby z przerwami na jedzenie, zmianę podkładów, mycie i głaskanie, spędzał na spaniu, ale Był, ciągle był z nami jak przez ostatnie 10 lat... Styczeń 2020 - odszedł nasz mały dzielny wojownik Dla mnie Bąbuś, dla M. - Bąbel , dla Nas - Ząbek . Już tylko w myślach i we wspomnieniach będzie odbijał się dźwięk Twojego imienia . Odszedłeś na zawsze , wybrałeś noc z 7 na 8 stycznia 2020 r. Jeszcze wieczorem marudziłeś, bo byłeś głodny a kolacja się spóźniała, zjadłeś z apetytem całą zawartość miski. Umyłam Cię pod prysznicem, nawlekłam świeżą poszewkę na kołderkę , zmieniłam kocyki i tak czyściutki ,najedzony i opatulony kołderką poszedłeś spać... Kolejny poranek taki jak zwykle- nie nadszedł, nie domagałeś się człowieka, zainteresowania, miski z wodą, suchych kocyków czy przeniesienia z legowiska na kanapę żeby patrzeć na świat z innej perspektywy. Po 10,5 roku wspólnego życia , odszedłeś tam, skąd się nie wraca. Ostatnie miesiące miałam Cię nieustannie na wyciągnięcie ręki, wymagałeś szczególnej opieki , gwarantowałeś mnóstwo nieprzespanych nocy bo jak tylko miałeś mokro, chciałeś pić albo było Ci niewygodnie , wyraźnie to komunikowałeś i "szedłeś", chociaż chyba sam nie wiedziałeś gdzie... Nie ruszałam się nigdzie bez Ciebie , byłeś w ostatnim okresie ,najbardziej wymagającym i najważniejszym istnieniem w naszym domu, życiem zmierzającym ku końcowi i chociaż tak dzielnie trzymałeś się go niesprawnymi od dawna łapami, to tej nocy zabrakło sił na więcej, odszedłeś po cichutku, nikt nie miał szansy się zorientować a rano.... a rano kolejny raz zatrzymał się świat... Zawsze będziesz z Nami, gdziekolwiek nie podziejemy się w życiu, będziesz przy Nas, tak jak zawsze byłeś, mój dzielny mały wojowniku. Ząbuś żegna się ze wszystkimi którym był bliski w jakikolwiek sposób, z tymi którzy go wspierali, których obchodził jego los, którzy wpadali do niego na chwilę i tymi, którzy towarzyszyli mu w tym wirtualnym życiu stale. Nie wiem czy jest obecna na dogomanii Ana , ale jeśli jesteś , to bardzo Ci dziękujemy za to uratowane życie, ponad 10 lat temu cieniutka linia dzieliła malutkiego pieska starającego się przetrwać w schronisku w stadzie dużych psów, od przegranej - dzięki Tobie zwyciężył -dostał szanse i wygrał życie. I mam nadzieję, że był z nami szczęśliwy.
    1 point
  34. A czy ktoś zrobi jeszcze jakieś ogłoszenie Trekusiowi używając na ten przykład tych pięknych nowych portretów?? Proszęęę.. ;))
    1 point
×
×
  • Create New...