Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 07/02/19 in all areas
-
U Trevorka wszystko ok, aklimatyzuje się w nowym miejscu, chociaż to dopiero jego drugi dzień tam. Widać, że tęskni trochę za Agnieszką. Przywitał mnie pięknie, radośnie, pobawił się ochoczo, popodgryzał mi ręce, a potem poszedł do ogródka, wykopał sobie jamę pod trampoliną dla dzieci i tam zaległ na dobre. I nie był już zainteresowany wychodzeniem. Ten ogródek, choć maciupeńki, to chyba jego taka oaza spokoju, jak chce odpocząć czy uronić kilka łez za hotelem, to chyba tam właśnie idzie. W domu cały parter jest jego, na piętro nie wchodzi. Najchętniej kładzie się przy ludziach oczywiście, upodobał sobie pana, chyba czuje, że to głowa rodziny. I w sumie wydaje mi się, że pan jest osobą, która najbardziej chciała psa w domu :) Ewidentnie dobrze się z Trevorem rozumieją. Pan pracuje w domu, tylko 2 lub 3 razy wieczorami jeździ do poradni, gdzie pracuje, chyba potrzebował psiego przyjaciela :) Trevor wczoraj dostał surowe mięso i dzisiaj rano przywitał wszystkich rozwolnieniem, ale najstarszy syn państwa z dumą powiedział mi, że wychodził z nim 4 razy rano, bo Trevor potrzebował :) Druga w kolejności dziewczynka na razie podchodzi do Trevora z rezerwą, chyba boi się jego trochę prostackich zabaw z łapaniem zębami za ręce. Faktycznie Trevor zachowuje się jak szczeniak, jeszcze nie czuje siły swoich szczęk, chyba nigdy nie bawił się ludźmi.. Nikt go nie nauczył, że ludzkie ręce nie są tak odporne, jak inne gryzaki. Najmłodsze dzieci lubią się od czasu do czasu przytulić to Trevora, ale podobno nie za bardzo go absorbują sobą. Piszę podobno, bo jak przyjechałam, to były jeszcze w przedszkolu. W ogóle całkiem cicho i spokojnie u nich. Dzieci starsze raczej zajmują się same sobą. W nocy Trevor obgryzł nogę od krzesła. Znowu tak zareagował, jak w hotelu, gdy miał sam spać na dole, a wszyscy byli na górze. Ale nikt nie ma do niego pretensji. Łapka całkiem nieźle, na spacerach nawet troszkę podbiega. Zabieg być może będzie w pobliskiej lecznicy, pan zasięgnął opinii, i okoliczni psiarze twierdzą, że dobra. Jeśli doktor prowadzący Trevora potwierdzi dobrą opinię o tej lecznicy i wyrazi zgodę, Trevor nie będzie musiał po zabiegu takiego dystansu pokonywać w upalnym samochodzie i w razie potrzeby opieki pooperacyjnej też będzie blisko. To tyle na razie. Będę w kontakcie z domem Trevora przez dłuższy czas - coś tak czuję ;)1 point
-
1 point
-
Faktycznie jest śliczna. Ogłoszenie na Kraków zrobię. Przed chwilą podesłałam zdjęcia Jasminki i rudaska, pani, która była zainteresowana adopcją maluszka. Może wybierze któregoś.1 point
-
Przykro mi z powodu Twojego pieska, ale to dopiero wstępna diagnoza, więc nic pewnego, być może to zupełnie niegroźna zmiana. Trzymaj się i bądź dobrej myśli. Wracając do Tofika, czy on atakował podczas sprzątania przez opiekunkę? Najpierw tarczą opiekunki była miotła, teraz mop, nie często się zdarza, żeby mieć je koło siebie akurat kiedy psiak atakuje, może on dostawał z miotły albo mopem kiedyś i te przedmioty w rękach człowieka budzą w nim agresję.1 point
-
Masz rację Elu, czasem same łzy nie wystarczają :( Dlatego, może zbyt szczegółowo, dzieliłam się z Wami nadzieją i smutkiem płynącym z bardzo smutnej historii Migotka :( Jego bezsensowna śmierć, choć znałam go tak bardzo krótko, uderzyła mnie nie mniej niż śmierć Teosia, czy Iwa. Jeszcze chwilę potrwa, zanim pozbieram się do kupy. Dziękuję Eluniu za ciepłe słowa i współczucie dla Migotka.1 point
-
Bardzo dobra riposta :) Tekst jak w kabarecie, a to przecież żywe stworzenie. Co ci ludzie maja w głowach, bo na pewno nie rozum.1 point
-
1 point
-
Noo to dobrze, że zastanowienie przyszło przed adopcją, a nie po. Ale myślę, że wizyta wystarczająco by to im uświadomiła. Ale dobrze, że i przed spotkaniem, bo przynajmniej zaoszczędzili Ci czas :) Ja mam jednak nadzieję, że jest gdzieś taki drugi dom, jak u Ciebie, który zaakceptuje Mimiśkę taką, jaka jest i Mimiśka zaaklimatyzuje się w tym domu.1 point
-
Bardzo bym chciała pomóc, ale nie mam jak, w domu już nie mam ani grama miejsca , a do spiżarki na ponad tydzień Tofika nie zamknę, umarłby z żalu. Mogę wspomóc grosikiem.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Doskonały pomysł, potrzebne imię o zupełnie innym brzmieniu, nie zaczynające się na AL W rehabilitacji zaczęłabym od dania psu możliwości, aby w zamkniętym pomieszczeniu, z luźno puszczoną smyczą, sam podchodził do siedzącej na podłodze kobiety trzymającej jedzenie w ręce. Żeby tak uczył się bezpiecznego dystansu. Znajoma doskonała trenerka Aneta (Centrum Szkolenia Gregoria) rehabilitowała pekińczyka bitego i trzymanego na łańcuchu przez kobietę przez wiele lat, odkręcenie zajęło trzy miesiące. Ja nie jestem na facebooku, może znajdziesz u niej filmy z pracy z tym pekińczykiem - doskonała ilustracja do na śladowania.1 point
-
Tysiu, to chyba także kwestia dystansu. To tak, jakby pies nie chciał wchodzić w walkę przy bezpośrednim kontakcie, ale gdy baba (czytaj - zagrożenie) - dopiero przekracza dystans, w którym on czuje się bezpiecznie - pies chce przegonić. Kontroluje chwyt, czyli ma własne hamulce, nie chce gryźć na full, ostrzega. Moim zdaniem do odpracowania. Na pewno nie pomyliłaś oceny co do tego niskiego tonu. Był bity przy piskliwych wrzaskach, niski ton jest dla niego sygnałem uspokajającym.1 point
-
Doskonale rozpoznaje płeć. Byłam w spodniach, tak jak reszta kobiet: moja znajoma i sąsiadka. Znajomy stał przy psie i jego misce. Ja po wstaniu z kucków stanęłam nieco dalej, ale jakby chciał to mógłby mnie pacnąć - i omal raz tego nie zrobił. Potem ciut się cofnelam. I za każdym razem jak się rzucał (raz zirytował go ptak, raz sąsiadka się ruszyła, raz za bardzo emocjonalnie kobiety rozmawiały, raz znajoma coś mówiła do Aleksa i prowokująco patrzyła mu się w oczy), podbiegał do kobiet, zazwyczaj do mnie (bo byłam najbliżej, one stały daleko, bo się bały) i próbował pacnąć. Jak sąsiadka zaczęła chodzić w zasięgu łańcucha to ja śledził i podbiegał do niej. Nawet jak stał blisko znajomego. Dwa razy próbowałam odpowiedzieć na niego niskim tonem, nie wiem na ile to przypadek, ale wtedy przerywał gardłowe szczekanie i skakania w stronę kostek. Po tym jak już stanął na moment, wysyłałam mu sporo CSów i on tracił mną zainteresowanie. Odwracał się, podbiegał do znajomego, wywracał mu się do góry brzuchem i zaczepiał, aby głaskać. Kiedy mówiłam normalnie, a jeszcze kobiety w emocjach komentowały to bardziej i on był nakręcony. Sąsiadka powiedziała, że zawsze był bity przy wiazance od kobiety jaki on jest zły. Do mężczyzn naprawdę posłuszny i uległy, z nimi nie ma złych wspomnień. Jak miałam jedzenie to mogłam go przytrzymać do wycięcia największych kułtunów, zajrzeć do pyska. Był wyluzowany, pełny "wdziecznosci". Chwilę potem, no już wiecie co. Spodziewa się najgorszego. Według mnie, pies z ogromnym potencjałem. Rafał już wie i będzie werbować płeć piękną do pracy. Aleks jest pojetny, kojarzy mi się z mini owczarkiem australijskim. Wzrok i zachowanie - 100% mojego psa. Będzie dobrze. Aleks juz dojechał. O 8 opuścił łańcuch. Oaza spokoju: dał się odpiac i włożyć do transportera bez siłowania się z nim. Znajomy w ubiegłą sobotę sam dał mu drugi zastrzyk, nie miał nikogo do pomocy. I już zaczyna lepsze życie. Bardzo dziękuję hoteliku za przyjęcie, bo awaryjnie trafiły do niego dwa inne psy wczoraj i stracił kojce. Ale powiedział że da radę i niech gryzoń przyjeżdża :) dziękuję też Ani. Napisala, że ledwo dojechala. Smród nie z tej ziemi. Nie dość, że Aleks pachnie to jeszcze zrobił dwupak i wymiotował. Aniu, dziękuję!1 point
-
1 point
-
Dzisiaj opłaciłam pobyt za VII - Kessi,Czika i Bezika.Za Bezika opłaciłam 14 dni,ponieważ szykuje się domek we Wrocławiu dla maluszka.Bogusik jest po wstępnej rozmowie z P.Patrycją.Także jest poproszona o przeprowadzenie wizyty Poker.Jeżeli wszystko przebiegnie pomyślnie to Bezik zamieszka u młodych ludzi w mieszkaniu 60m na Stabłowicach,gdzie jest sporo zielonych terenów spacerowych.P.Patrycja jest nauczycielką,pracuje na 1/2 etatu a więc Bezik będzie krótko sam przebywał w domku,natomiast pan pracuje do 17-18.Państwo sporo czasu wykorzystują w wolnych chwilach na wyjazdy poza Wrocław,a więc Bezik będzie podróżniczkiem.1 point
-
Teraz, gdy Tofik jest na etapie zmian, nie ma możliwości wprowadzania farmakologii. W obecnym miejscu nie może zostać i nie powinien. Aktualnie potrzebna jest pomoc finansowa, a nie dyskusje i oceny.1 point
-
Gdybym była stabilna zdrowotnie, nie miała jedenastu kotów niewychodzących i czterech psów, pewnie bym przyjęła na tymczas.1 point
-
Jest odpowiedź Pani Behawiorystki. jednak Pani też wzięła pod uwagę mozliwość szkolenia Koriego w grupie, zobaczcie sami: Tu nawet nie chodzi o brak kolegow a o przyzwyczajenie psa do tego, że drugi pies zawsze oznacza zabawę. Nauczyl się to wymuszac swoim zachowaniem bo w hoteliku to najwidoczniej działało. Zas tu nie ma takiej możliwości. Ale stopniową pracą da się to wyeliminować. To czy bedzie potrzebne kolejne spotkanie zalezy wszystko od efektow ich pracy. Zalecenia powinny pomóc. Czasami organizuję spacery socjalizacyjne dla psiaków i przekazałam im aby sledzili informacje na fb zeby sie zapisać bo maksymalnie grupa liczy 10 psow. Na takim spacerze Kori może potrenować spokojne mijanie innego psiaka.1 point
-
I u nas upał zelżał, ale to dopiero poranek, więc co dale to wielka niewiadoma. Deszcz noooo...był, był, ale co to za deszcz, cieszę się jednak i z tego, bo rośliny dostały po kilka kropel dla orzeźwienia. Burze to widziałam tak jak Ty Nesiu, z daleka. A wokoło nas, ulewy, grad i burze. Za grad dziękuję, ale malutką ulewę przyjęłabym z radością. Radku, mam nadzieję że kilka dni oddechu przyroda nam podaruje, zanim znowu zacznie nas grillować Dla mnie te upały to horror. Mimisię też pogoda trochę spacyfikowała, jakaś spokojniejsza i cichsza, nawet na Połówka mniej szczeka, ale dzisiaj przywożę mamę na te kilka "podobno" chłodniejszych dni, więc poziom decybeli z pewnością się zwiększy ;). Dobrego dnia Wam życzę, przyjemnego chłodu, odpoczynku, a tym co muszą do pracy, żeby dniówka minęła jak oka mgnienie ;)1 point
-
Czarny księciuniu - wreszcie można normalnie oddychać! Wprawdzie nadal sucho, ale temperatura powala na normalne funkcjonowanie. Możesz z kumplami spokojnie bawić się, bez wysiłku. Tylko gdzie jest ten Twój człowiek? Horyzont zupełnie czysty...1 point
-
Dziś cudny poranek - choć suchy i słoneczny. Nareszcie jest chłodniej, jest czym oddychać. Szkoda tylko, że ani śladu deszczu. Blondynku - możesz spokojnie , bez żadnych obaw "urzędować" w ogródku. Korzystaj z dobrodziejstw pogody.1 point
-
Bardzo dziękuję za Waszą obecność. Dziękuję za dobre słowa, deklaracje, bazarki - całość zbiorę jak dorwe komputer. Na telefonie, zwłaszcza zastępczym ciężko mi się pisze. Chyba że elficzkowa znajdzie chwilę i poprzesyła Wam nr konta, ja u rodziców nie mam jak. Ale wiem ze czekacie na wieści. W skrócie, co się działo przez ostatnie dni, bo działo się wiele: Przez cały tydzień znajomy próbował skontaktować się ze spadkobiercami domu, jak i przyjacielem domu Bezskutecznie. Dzisiaj więc poszłam do miejskiego przytuliska i miejskich urzędów dopytać o sytuację psa. Tam dostałam takie informacje, jakich nie chciałam: sytuacja psa znana jest od bardzo dawna, ale jest tak skomplikowana, że na tym etapie nic nie da się zrobić. Nikt nie może dojść do właścicielki, a zabranie psa nam odradzają, bo wszyscy znają już nas i na bank bedziemy mieć problemy. I z takimi wieściami i nosem na kwintę, uzbrojona w surowe kosteczki poszłam do Aleksa. Tam byłam umówiona ze znajomymi, postanowiliśmy dzisiaj jeszcze raz coś wykombinować, a jak się nie uda, to jutrzejszy transport odwołany i będziemy pomagać doraźnie. I pierwsze co mnie spotkało oprócz szczekajacego z pobudzenia Aleksa to to, że z takich warunków interwencja nie będzie realna. Żadna fundacja się jej nie podejmie. Pies zadbany dzięki znajomym, najedzony również dzięki nim. Ma czysto, bo sąsiadka zaczęła mu sprzatac. Poddałam się w tym momencie. Znajomy z Aleksem się przywitał, ja za chwile w kuckach, wysyłając psu masę sygnałów że nie robię krzywdy podawałam surowe rarytasy. Coraz bliżej. Jedzenie brał delikatnie, z czasem pozwolił się pogłaskać, podotykac, dał mi buziaka. Wszedł łapami na mnie i się witał :) podobno z kobiet jestem pierwsza :) Ale jak wstałam i akurat przyszła sąsiadka rzucił się na moje kostki. Mam refleks. Nogi całe. Ale niestety, Aleks już mi nie dał do siebie podejść. Szanowałam go, trzymałam się tej odległości jakiej chciał. Myślę, że to podgryzanie to bardziej frustracja i silne pobudzenie i niepewność, a nie agresja. No ale problem jest. Kobiety go pobudzają. Przy tym ma migdałowate oczy i dość długie wargi (choć jak kobieta jest bliżej to się skracaja i sam Aleks jest spiety, ogon na linii grzbietu). Tam jest atak mimo wszystko, ale myślę że parę sesji z kobietami i będzie ok. Aleksa pobudzają szybko ruszające się obiekty: atakuje rowerzystów, poluje na piłki, siatki z zakupami, uciekające kostki. Odgania ptaki. Jego ataki zawsze były na kobiety i to na zasadzie podgryzien, kontroluje ucisk, nie jest to dotkliwe. Ale pies był dwa razy pod obserwacja. Do mężczyzn spolegliwy, słucha się. Dlaczego nie znosi kobiet? O tym niżej. Dowiedziałam się też ile naprawdę ma lat. Dokładnie: trzy (staruszek!). Od dwóch lat ogranicza go krótki łańcuch. Suchej nie je, je jedynie mokra i ochłapy że stołu. Jest bardzo pobudzony. Do mnie "rzucał się", ale to taki pies na silnych emocjach niczym na zawodach sportowych. Myślę że byłby skłonny podgryzc, ale tylko po to aby np coś wymusić. Był rozpuszczany za szczeniaka. Wszyscy go w okolicy kochali. Przychodziły dzieci, bawiły się z nim. On ślicznie je czytał i uważał aby nie rozdeptać. I nagle trafił na łańcuch. Zanim to, właścicielka porządnie go zdzieliła z miotla aż się posikał. To było po pierwszym ataku na kobietę (na rowerze). Od tamtej pory na kobiety reaguje silnymi emocjami. W czasie rozmowy kobieta podała nam adres przyjaciela rodziny, do tej pory tak nieosiągalny :) hurra! Razem ze znajomymi tam się udaliśmy gotowi do walki o psa. Okazało się, że to jest zbyteczne. Pan zasugerował, żebyśmy już zabierali psa, że to problem (w sensie pies), że nikt nas nie będzie gonił za psem. Ale na naszą prośbę ma załatwić zrzeczenie. Jeszcze przy nas zadzwonił do rodziny właścicielki, którzy kilka razy nam mówili "zabierajcie psa". Zrzeczenie załatwią, ale możemy już zabierać psa. Aleks jutro rano rusza po nowe życie... Uff. A przez Aleksa nie spalam od paru dni i myślałam, że przyniosę Wam dzisiaj złe wieści. Już nie wiedziałam, gdzie iść w jego sprawie. Aaa Aleks ma aktualne szczepienie na wscieklizne Mam zdjęcia i film, ale nie wchodzą.1 point
-
Ludzie to nic się nie znają, Kaj jest przepiękny :) A ja dziś jeszcze raz popatrzyłam na nieszczęsne suczki i powiem, że im dłużej patrzę tym bardziej na urodzie zyskują, nawet te bure bardziej mi w oko wpadły niż ich rudawe siostrzyczki. Te rudaski to podobne do mamy tylko uszka mniej puchate. Może z czasem się ofutrzą na uszkach? Tak jeszcze myślę, że czasem z brzydszego pisklaczka piękny łabędź wyrasta. A nawet jak wyrosną na psiaki przeciętnej urody to myślę, że piękno zewnętrzne cieszy przede wszystkim oczy, ale już fajny charakter i piękno ze środka cieszy serce, a to chyba najważniejsze :)1 point
-
Dostojny Blondynku masz teraz spokój, pełną miskę i jeszcze oborowe towarzystwo. Czegóż więcej można Ci życzyć? Jedynie aby trwało to jak najdłużej i żebyś mógł pocieszać wszystkich zadowoleniem z życia. Niechaj zdrówko nie opuszcza Cię i pozwala na korzystanie (wreszcie) z wspaniałego psiego życia.1 point
-
Kochane bardzo Wam dziękuję za ciepłe słowa i współczucie dla Migotka :( Pożegnałam dzisiaj kochanego Migotka. Było mi ciężko i smutno. Od wczoraj przygotowywałam się na tą chwilę :( Dzisiaj musiałam jechać do Krakowa, sprawa zaplanowana od jakiegoś czasu i nie dało się przełożyć. Cały czas myślałam o biedaku. Wetka powiedziała, że prawdopodobną przyczyną takiego stanu Migotka był nieleczony długo trwający koci katar. Migotek był prawdopodobnie urodzony zeszłej jesieni już po naszym wyjeździe do Krakowa. Inaczej na pewno wypatrzyłabym go i jak zwykle złapała, oswoiła i szukała domu. Dwa, czy trzy lata temu wiosenny miot 6 kociaków z bardzo zaawansowanym k.k. koteczka przyprowadziła na sąsiednia działkę. Wyłapałam całą szóstkę i pomimo obaw weta o to czy uda się je uratować, leczyłam i nie pozostał ślad po k.k. Wyrosły na piękne wesołe kocięta. Gdybyśmy w tym roku przyjechali jak zwykle w kwietniu, a nie z końcem maja, to może jeszcze dałoby się uratować Migotka. Ponad miesiąc, to kawał czasu Pochowaliśmy go koło koteczki naszej znajomej, która spoczęła tu kilka lat wcześniej. Musiałam go zobaczyć. Wyglądał tak, jakby spokojnie spał :( Śpij maleńki koteczku. Tysiu rozwaliłaś mnie swoim pięknym pożegnaniem Migotka. Dziękuję. Ps. Piękna, mądra Zdrapciu zaopiekuj się moim Migotkiem. Oprowadź go po Krainie Wielkich Łowów i pokaż mu najsmaczniejsze kocie bary. On tak bardzo lubi jeść.1 point
-
Migotku, czy bezpiecznie dotarłeś już do Krainy Wiecznych Łowów? Czujesz to nieskazitelne powietrze, które dociera do Twoich płuc? Dobrze jest oddychać bez problemu, bez bólu i cierpienia, prawda? Wiem, że przez ostatnie dni zaznałeś ciepła i dobra, jakiego nie miałeś dawno... jeżeli w ogóle... Pomrucz w czasie snu do uszka, elik... daj Jej ukojenie... Pokochała Cię jak własnego kota - całym swoim sercem.... I jak możesz, poszukaj TAM mojej Zdrapci... będzie Ci raźniej... I powiedz jej, że nadal o niej myślę, mimo że niedługo minie dwa lata jak musiałam ją potrzymać za łapkę i patrzeć jej w ufne, ale pełne bólu oczy... i widzieć jak zasypia coraz głębiej i głębiej... Wierzę, że razem ze Zdrapką znajdziecie wspólny "język" i razem będziecie spędzać czas: Ty będziesz łapał jej myszki na łąkach Krainy Wiecznych Łowów, a ona będzie Ci mruczeć głośno i dumnie do ucha. Już razem. Na zawsze. Szczęśliwie i bez bólu. Ty i mój Draputek... PS: Migotku, podsyłam Ci na wszelki wypadek zdjęcie Zdrapci: chociaż poznasz ją po zapachu Mądrości i Miłości... Ale proszę, to ONA: elik, przytulam... Jesteś bardzo, bardzo dzielna. Dziękuję, że pomogłaś Migotkowi.1 point