Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 07/01/19 in all areas

  1. Guccio nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek obwiniał Cię za sytuację z Tofikiem. Nie zrobiłaś nic złego, bardzo mi przykro z powodu tego co Cię spotkało :( Natomiast zastanawia mnie ta miotła...Czy Tofik przypadkiem nie stał się agresywny dopiero w momencie kiedy opiekunka wzięła miotłę do ręki? Nie jestem ekspertem, ale staram się zrozumieć co wyzwoliło w nim złość, może był bity miotłą, kijem i atak był formą obrony. Wiem, że to głupie, ale on nie miał normalnego życia, człowiek nie był jego przyjacielem tylko oprawcą. Myślałam, też trochę o sytuacji z guccio...Tak myślę, że może Tofik wybrał sobie syna guccio, a jego pokój to był święty teren, guccio naruszyła terytorium, być może dodatkowo doszło do naruszenia przestrzeni osobistej i tykania rzeczy należących do syna i Tofik doszedł do wniosku, że czas pokazać kto tu rządzi i ustawić odpowiednio guccio coby znała swoje miejsce, a że jego relacje z człowiekiem były jakie były to i reakcja przesadna ...
    3 points
  2. Bardzo dziękuję za Waszą obecność. Dziękuję za dobre słowa, deklaracje, bazarki - całość zbiorę jak dorwe komputer. Na telefonie, zwłaszcza zastępczym ciężko mi się pisze. Chyba że elficzkowa znajdzie chwilę i poprzesyła Wam nr konta, ja u rodziców nie mam jak. Ale wiem ze czekacie na wieści. W skrócie, co się działo przez ostatnie dni, bo działo się wiele: Przez cały tydzień znajomy próbował skontaktować się ze spadkobiercami domu, jak i przyjacielem domu Bezskutecznie. Dzisiaj więc poszłam do miejskiego przytuliska i miejskich urzędów dopytać o sytuację psa. Tam dostałam takie informacje, jakich nie chciałam: sytuacja psa znana jest od bardzo dawna, ale jest tak skomplikowana, że na tym etapie nic nie da się zrobić. Nikt nie może dojść do właścicielki, a zabranie psa nam odradzają, bo wszyscy znają już nas i na bank bedziemy mieć problemy. I z takimi wieściami i nosem na kwintę, uzbrojona w surowe kosteczki poszłam do Aleksa. Tam byłam umówiona ze znajomymi, postanowiliśmy dzisiaj jeszcze raz coś wykombinować, a jak się nie uda, to jutrzejszy transport odwołany i będziemy pomagać doraźnie. I pierwsze co mnie spotkało oprócz szczekajacego z pobudzenia Aleksa to to, że z takich warunków interwencja nie będzie realna. Żadna fundacja się jej nie podejmie. Pies zadbany dzięki znajomym, najedzony również dzięki nim. Ma czysto, bo sąsiadka zaczęła mu sprzatac. Poddałam się w tym momencie. Znajomy z Aleksem się przywitał, ja za chwile w kuckach, wysyłając psu masę sygnałów że nie robię krzywdy podawałam surowe rarytasy. Coraz bliżej. Jedzenie brał delikatnie, z czasem pozwolił się pogłaskać, podotykac, dał mi buziaka. Wszedł łapami na mnie i się witał :) podobno z kobiet jestem pierwsza :) Ale jak wstałam i akurat przyszła sąsiadka rzucił się na moje kostki. Mam refleks. Nogi całe. Ale niestety, Aleks już mi nie dał do siebie podejść. Szanowałam go, trzymałam się tej odległości jakiej chciał. Myślę, że to podgryzanie to bardziej frustracja i silne pobudzenie i niepewność, a nie agresja. No ale problem jest. Kobiety go pobudzają. Przy tym ma migdałowate oczy i dość długie wargi (choć jak kobieta jest bliżej to się skracaja i sam Aleks jest spiety, ogon na linii grzbietu). Tam jest atak mimo wszystko, ale myślę że parę sesji z kobietami i będzie ok. Aleksa pobudzają szybko ruszające się obiekty: atakuje rowerzystów, poluje na piłki, siatki z zakupami, uciekające kostki. Odgania ptaki. Jego ataki zawsze były na kobiety i to na zasadzie podgryzien, kontroluje ucisk, nie jest to dotkliwe. Ale pies był dwa razy pod obserwacja. Do mężczyzn spolegliwy, słucha się. Dlaczego nie znosi kobiet? O tym niżej. Dowiedziałam się też ile naprawdę ma lat. Dokładnie: trzy (staruszek!). Od dwóch lat ogranicza go krótki łańcuch. Suchej nie je, je jedynie mokra i ochłapy że stołu. Jest bardzo pobudzony. Do mnie "rzucał się", ale to taki pies na silnych emocjach niczym na zawodach sportowych. Myślę że byłby skłonny podgryzc, ale tylko po to aby np coś wymusić. Był rozpuszczany za szczeniaka. Wszyscy go w okolicy kochali. Przychodziły dzieci, bawiły się z nim. On ślicznie je czytał i uważał aby nie rozdeptać. I nagle trafił na łańcuch. Zanim to, właścicielka porządnie go zdzieliła z miotla aż się posikał. To było po pierwszym ataku na kobietę (na rowerze). Od tamtej pory na kobiety reaguje silnymi emocjami. W czasie rozmowy kobieta podała nam adres przyjaciela rodziny, do tej pory tak nieosiągalny :) hurra! Razem ze znajomymi tam się udaliśmy gotowi do walki o psa. Okazało się, że to jest zbyteczne. Pan zasugerował, żebyśmy już zabierali psa, że to problem (w sensie pies), że nikt nas nie będzie gonił za psem. Ale na naszą prośbę ma załatwić zrzeczenie. Jeszcze przy nas zadzwonił do rodziny właścicielki, którzy kilka razy nam mówili "zabierajcie psa". Zrzeczenie załatwią, ale możemy już zabierać psa. Aleks jutro rano rusza po nowe życie... Uff. A przez Aleksa nie spalam od paru dni i myślałam, że przyniosę Wam dzisiaj złe wieści. Już nie wiedziałam, gdzie iść w jego sprawie. Aaa Aleks ma aktualne szczepienie na wscieklizne Mam zdjęcia i film, ale nie wchodzą.
    2 points
  3. Super :) wspaniałe wieści i rodzinka bardzo pozytywnie zaskoczyła wszystkich:) ludzie na medal! i oby tak dalej Wiedziałam, że wspólne spotkanie rozwije wątpliwości (w jedną lub drugą strone) teraz trzymam kciuki za aklimatyzacje Trevorka! Ps. uważam, że powinno się pomóc w pokryciu kosztów operacji...także popieram inicjatywe Pani Agnieszki
    2 points
  4. Ja mam mieszane uczucia, bo czy tak restrykcyjne prawo jest dobre? Niewątpliwie psów w schroniskach jest mniej, ale czy świadomość ludzi i odpowiedzialność większa? Chyba nie, po prostu masa zwierząt, które się znudziły i nie znalazły domu na czas jest usypiana, utylizowana niczym zepsute zabawki. Mnie to osobiście bardzo smuci. Nasze schroniska też dalekie są od ideału i pewnie w co niektórych śmierć jest wybawieniem zwierząt od cierpienia. To ludzie muszą się zmienić i ich podejście do zwierząt, bezsensowne rozmnażanie zwierząt, ale niestety jeszcze sporo lat upłynie aż do tego dorośniemy :(
    2 points
  5. Ja ostatnio wydalam sunie do Kluczborka Wizyte przedadopcyjna robil behawiorysta ktory rzy okazji powiedzial Panstwu ze w razie problemow po adopcji udzieli im porad za darmo! Wspanialy czlowiek. Bylam w ogromnym szoku!
    2 points
  6. Ludzie to nic się nie znają, Kaj jest przepiękny :) A ja dziś jeszcze raz popatrzyłam na nieszczęsne suczki i powiem, że im dłużej patrzę tym bardziej na urodzie zyskują, nawet te bure bardziej mi w oko wpadły niż ich rudawe siostrzyczki. Te rudaski to podobne do mamy tylko uszka mniej puchate. Może z czasem się ofutrzą na uszkach? Tak jeszcze myślę, że czasem z brzydszego pisklaczka piękny łabędź wyrasta. A nawet jak wyrosną na psiaki przeciętnej urody to myślę, że piękno zewnętrzne cieszy przede wszystkim oczy, ale już fajny charakter i piękno ze środka cieszy serce, a to chyba najważniejsze :)
    2 points
  7. Przyszły stałe wpłaty od Uxmal, Begry, Jolanty 08 i Guccio . Obecnie na koncie Toffik ma 65zł . Pełne rozliczenie na str 35
    2 points
  8. Zwykle po 4 tygodniach mają być efekty, ale czeka się dłużej z nadzieją na lepsze. Niestety, z efektami jest różnie. A ile po drodze przejściowych skutków ubocznych, jakie problemy przy odstawianiu... Gdyby samo podawanie leków rozwiązywało problemy, byłoby łatwo i prosto. Niestety, tak nie jest. Terapia farmakologiczna nie może być podstawą, może być dodatkowym wsparciem.
    2 points
  9. Cieszę się, że błysnęło światełko w tym tunelu! Maluszki po ogarnięciu, też nabiorą blasku i zaczną się podobać zwykłym ludziom, nie tylko dogomaniakom. Zaczną mieć w sobie to coś, co ma każdy szczęśliwy i bezpieczny szczeniak :)
    2 points
  10. A mi się umaszczenie Lukrecji bardzo podoba, śliczne są te czarne łatki na białym tle. Dla mnie ze wszystkich szczeniaków z tego miotu jest najładniejsza :) Niestety te cztery bidy faktycznie nie prezentują się najlepiej, no nie zachwycają, ale czy zawsze trzeba zachwycać? Może nie znajdą domu błyskawicznie, ale ktoś je pokocha nie dlatego, że są bardzo ładne tylko dostrzeże w nich coś więcej.
    2 points
  11. właśnie rozmawiałam z domkiem Nelci :) i choć parę minut minęło, wciąż się uśmiecham... i spieszę podzielić się z Wami radością :) Dzwoniłam oczywiście w ptasiej sprawie ;)) ale o Nelci rzecz jasna najwięcej rozmawialiśmy :) Nelcia na dobre jako miejsce dziennego pobytu zagospodarowała sobie ocieniony, chłodny taras. Za to w nocy pierwsza jest w sypialni i śpi tak grzecznie, że to nie ona, a państwo wstają pierwsi :) państwo mówią, że o takim piesiu marzyli, a właściwie - to nawet nie marzyli, że takie cudowne stworzenie będą mieli :) Nelcia jest grzeczna i kochana, do tego spokojna, nie niszczy i nie rozrabia, choć czasem trzeba jej powtórzyć, że "nie wolno", bo uparciucha próbuje przedostać się do sąsiadów. Nawet przez chwilę pomyśleli, że może sprawić jej psie towarzystwo, skoro tak chce do psiaków. W najbliższym czasie wybieram się do państwa, nie, nie na wizytę poadopcyjną, po prostu po zeberki :)
    2 points
  12. Hurrraa! Tak bardzo się cieszę! Widzisz Tysiu - wszystko Ci się udało :) Wierzyłam w to od początku, bo komu jak nie Tobie? ;))
    1 point
  13. Bardzo pięknie Wam dziękuję za odwiedziny u pierwsze wrażenia :) Dziś rano dostałam wiadomość, że Trevor przespał noc spokojnie, a raniutko poszedł z panem na leśny spacer :) Zdjęć oczywiście znowu nie można wstawić! Wrrr.. A mam tyle nowych fajnych :( Między innymi jak Trevor rano wita się ze swoim nowym "bratem" ;)) Albo jak leży na tarasie i pilnuje domu ;) Jutro jadę na wizytę do nich po pracy. Zobaczę jak Trevor zamieszkał. W sprawie dzieci jeszcze taka wiadomość, że najmłodsze chodzą do wakacyjnego przedszkola na kilka godzin dzienne, więc nie siedzą cały dzień z Trevorem. Co do zabiegu, to zobaczę jak uda się z tym zbieraniem pieniędzy przez fundację, Kiyoshi masz rację, pewnie się dorzucimy ;) Teresa, bardzo pięknie dziękuję za wpłatę, zaraz uzupełnię rozliczenie, dziś zapłaciłam też za czerwiec za hotel.
    1 point
  14. Uff, jak się cieszę z wieści! Dzielna Roxanka. Dzisiaj wraz ze stałą shoto na konto Roxi poleciało 200zł ze skarbonki "naszych" psiaków, podopiecznych strony Tomaszów Lubelski - Adopcje. Dziękuję, kochani! :)
    1 point
  15. Ale super wieści, widziałam, że agat podejmie właściwą decyzję. Trochę się tu wszystkie "nakręciłysmy", jak widać niepotrzebnie. Powodzenia cudny Trevorku. Tak sobie myślę, iż fakt, że dzieci wybrały psiaka po przejściach wspaniale świadczy o tej Rodzinie. Przecież o wiele prościej byłoby kupić jakiegoś pseudo-rasowca, zgodnie z obowiązującą "modą".
    1 point
  16. Na pewno nie jest dobre. My - ludzie - popadamy w skrajności. U nas z kolei toleruje się często i psy udręczające ludzi, i ludzi udręczających psy. Tylko ograniczenie rozrodu, aby pies stał się dobrem trudno dostępnym, mogłoby zmienić sytuację. Wracając do Toffika - rzeczywiście zapach lęku jest prowokujący dla wielu psów. Każdy pies wie po zapachu, w jakich emocjach jest człowiek. No i kogoś, kto się boi, można łatwo zmusić do ucieczki - pies, który we własnym przekonaniu przepędził człowieka, rozwiązuje w ten sposób jakiś swój problem, a to jest samonagradzalne niestety.
    1 point
  17. Jejku, Jaguska... Ostatnio do znajomej trenerki przyjechał pies z Francji. Był tylko podejrzewany o agresję, bo złapał zębami znajomą osobę bez kaleczenia -- został "naprawiony" po sześciu tygodniach - nie był agresywny, bał się. Ludzie przyjechali tu, żeby nie przyznawać się na miejscu, że pies chwycił zębami. Bo pies zostałby zabrany i zabity. Naprawdę w bardzo wielu krajach ugryzienie lekkie, nawet tylko chwycenie zębami, nie takie mocne jak to, co Toffik już zademonstrował, kończy się nieodwołalnie igłą. W Kanadzie znajomy trener z trudem uratował psa, który, uwiązany w publicznym miejscu, chwycił zębami bez kaleczenia obce dziecko, głaszczące go po głowie. Psa dało się było wybronić, bo był w trakcie leczenie uszu, ale dostał "czerwoną kartę" - przy najmniejszym podejrzeniu o agresję pójdzie pod igłę. W tej samej Kanadzie obserwowałam testowanie psa wydawanego z azylu. Był zagrożony zabiciem tylko za żywiołowość - testujący wahał się, czy trudniejszego, lecz radosnego psa można wydać. Tam nawet czas szczekania psa w dzień we własnym ogrodzie, jesli dom nie stoi na uboczu, jest dokładnie limitowany. Pies szczeka za długo, to albo nakaz pozbycia sie psa, albo wyprowadzka. A gdyby u nas stosowano obyczaje krajów na zachód od nas, to nie byłoby tylu psów w schroniskach. Jest termin dość krótki - nikt nie adoptował, to igła. W Stanach zabija się średnio 4 miliony psów rocznie, bo nie spełniły ludzkich oczekiwań.
    1 point
  18. Gabrysiu, na TAKi domek właśnie Sarunia czekała!! Zdjęcia cudne, sunia spokojna, szczęśliwa!!Aż miło patrzeć!!
    1 point
  19. Cześć Neśka! Ja mniej futrzata jestem od Ciebie a się wykładam w najchłodniejszych miejscach podłogi. Wyobrażam sobie jak Tobie gorąco :( Pozdrówki.
    1 point
  20. 1 point
  21. Mnostwo pozdrowionek i tuloneczek dla lapeczek
    1 point
  22. Udanego poniedziałku Tobisiu - może dziś będzie można trochę odpocząć po upiornej niedzieli? W każdym bądź razie - tego Ci życzymy.
    1 point
  23. Jeszcze jedno mi teraz przypomniało się: Trevor nie może być aż tak starszym psem, jak wet go ocenił po stanie organizmu. Dzisiaj był tak rozbawiony i pełen energii mimo upału, że nie wierzyłam własnym oczom :) Stale zaczepiał wszystkich do zabawy, podgryzał ręce, dokazywał jak naprawdę młody pies. Myślę, że po zabiegu, jak będzie sprawniej i bez bólu chodził, jak jeszcze się "odpasie" po Radysach, to okaże się, że to pies raczej w średnim wieku, a nie starszym :) I jak porównywałam dzieci, z którymi do tej pory mieszkał w hotelu i dzieci, do których pojechał, to powiem Wam, że "nie ilość a jakość stanowi" ;). Sama Agnieszka była pełna podziwu, jak fajne i spokojne w zabawie z jej dzieciakami byli mali goście. i jeszcze smsa dostałam niedawno, że Tevor na razie gardzi wszelkimi posłaniami, kojcami, jakie w domu do odpoczynku ku przygotowali i najchętniej leży przy nogach pana lub pani. Nie widać po nim stresu czy napięcia. Apetyt ma aż miło.
    1 point
  24. No to drodzy moi, Trevor jest już u siebie w domu! :) Długo i szczerze rozmawialiśmy, ludzie młodzi, ale rozsądni. Co do dzieci, to mam wrażenie, że wszyscy tutaj (poza Konfirm :) ) ulegliśmy pewnym stereotypom. Wydaje się nam się, że małe dziecko to sajgon i rozpierducha, a czworo dzieci?...!! Tymczasem zacytuję Wam to co powiedzieli rodzice: "Mając czwórkę dzieci nie można sobie pozwolić na brak wychowania i dyscypliny, bo byśmy zwariowali". I chyba coś w tym jest. Mając jedno dziecko czy dwoje cały świat kręci się wokół tych dzieci czy dziecka, mając czworo - taka konstelacja nie ma prawa bytu. Dzieci przyjechały wszystkie, bardzo fajne i naprawdę grzeczne. Spędziłam z rodziną 2 godziny, obserwowałam, dzieci są w porządku, na słowa rodziców reagują, nie ma histerii, nie ma roszczeniowych tonów. Do Trevora bardzo spokojnie i delikatnie podchodziły (te młodsze), najstarszy syn natomiast powiedział, że od dzisiaj będzie miał psiego brata. Rozmawiałam i z nim sama, bardzo fajny i rzeczowy chłopiec. Wie, że pies to obowiązek do końca jego życia. Nie można mieć gorszych dni i się psem nie zająć. Mama spokojna, bez egzaltacji i "trzesięnia" się nad dziećmi, twierdzi, że ma już życie z rodziną tak zorganizowane, że pies będzie po prostu piątym dzieckiem, a to jej niestraszne. Oboje rodzice w pierwszych słowach zresztą mnie zapewniali, że nie chodzi im o zabawkę dla dzieci, zawsze mieli psy i przyszła pora, że chcą do tego wrócić, chcą dzieci też wychowywać ze zwierzęciem. Po mojej ostatniej rozmowie telefonicznej z panem (dość stanowczej), chyba państwo przemyśleli wszystko jeszcze kilka razy, i dzisiaj zaproponowali, że zaopiekują się Trevorem od razu. Chyba wyczuli, że nie podoba mi się takie podejście, że poczekamy co zabieg przyniesie. Jeśli się chce zaopiekowac psem, to w każdej sytuacji. Na zabieg przywiozą go oczywiście do Żyrardowa, nie będą zmieniać lecznicy, i potem po zabiegu też otoczą go opieką. Zrezygnowali z wyjazdu wakacyjnego. Chcą poświęcić wakacje Trevorowi, aby się spokojnie u nich zadomowił. Zabranie go już teraz pozwoli mu się poczuć lepiej i pewniej u nich, a jak dojdzie do zabiegu (za ok. 2 - 3 tygodnie), wróci już do siebie i nie będzie miał nagromadzenia stresów związanych z zabiegiem i z nowym miejscem. Zresztą całkiem fajną relację już teraz z nimi nawiązał, zwłaszcza z panem. Dużo czasu państwo spędzają w domu, bo oboje mają takie prace, że pracują głównie w domu. Pan jest psychologiem terapeutą. Tak więc Trevor rzadko będzie zostawał sam w domu. Będzie oczywiście mieszkał w domu, będzie też miał sporo miejsc, w których w razie potrzeby będzie mógł się zaszyć w potrzebie samotności czy odpoczynku. Do domu pojechał spokojnie, obok najstarszego chłopca. W domu dostał jeść i spokojnie poszedł spać :) Potem zaczął zwiedzać nowe kąty i .. zaczepiać do zabawy. :)) W tym tygodniu mam do nich jechać na wizytę po-adopcyjną. W poniesieniu kosztów za zabieg Agnieszka zaproponowała państwu pomoc fundacji, która zorganizuje jeszcze jedną zbiórkę na Trevora. Tak chciała - tak zaproponowała, więc mnie już nie wypadało mówić, że sami powinni ten koszt ponieść. Sorry, że tak chaotycznie dość piszę, pewnie jeszcze różne rzeczy będę dopisywać, jak mi się przypomną, no i relacja po wizycie będzie też. Na razie pierwsze zdjęcia, jakie dostała po przyjeździe Trevora do domu
    1 point
  25. I takie Twoje prawo. Zauważ jednak że w przypadku Tofika nawet nie podjęto takiej próby, być może na początku jego problemów emocjonalnych (bo wcale nie musi to być choroba stricte psychiczna), może wystarczyłyby lżejsze specyfiki, niekoniecznie otumaniające. Teraz niestety chyba od takich trzeba by zacząć. Jak można stwierdzić po kilku dniach że psu wsparcie farmakologiczne nie jest potrzebne a po czasie larum, zabierać psa bo się rzuca i gryzie. Z tego co wyczytałam to taki był scenariusz jego pobytu u trenerki. Do domu tymczasowego do którego teraz trafił powinien był iść już z zapasem leków na wyciszenie. Zabić zawsze się zdąży, a nie ładniej brzmi eutanazja. Iluż ludzi należałoby poddać eutanazji z powodu nieleczonej agresji. Trzeba chociaż spróbować a nie od razu skreślić, wiem że jest dużo psów w schroniskach i nie ma się co "szczypać" z jednym psim życiem, ja jednak tak nie potrafię, chcę wiedzieć że wykorzystałąm wszystkie możliwości. I nie, nie męczę swoich zwierząt, troje usypiałam, zabijałam za pomocą weta, na własnych rękach, chore, cierpiące, umierające. Tofik jednak jest świrusem ale zdrowym fizycznie i jest dla niego szansa życia, na prochach. I tak jak napisała powyżej Ilona, nie każde leki psycho robią z pacjenta zombi.
    1 point
  26. Ufff! Jak gorąco... Ale dajemy radę w bezpiecznym, cienistym, domowym schronieniu.
    1 point
  27. Moja córka zakochana w Lukrecji. Ten maluch zdobywa serca wszystkich.
    1 point
  28. w taki upał tylko domowe pieszczoty :) Maks na brak miłości narzekać nie może :) Milusiek zresztą też :) choć zapytany, może by narzekał - spragniony czułości miziaczek nigdy nie ma dość przytulania, głaskania.... łakomczuszek dostał dzisiaj NexGard Spectra - w przeciwieństwie do swojego ogromnego, czarnego kolegi zamojszczaka exCzarusia czyli Maksa - połknął sporą, mięsną tabletę chyba nawet nie rozgryzając ;)
    1 point
  29. Beza całkiem jest zżyta. Dziś popołudniu, kiedy upał zelżał wyszła z psami do ogrodu i dopiero teraz wróciła. Pilnuje terenu, kontroluje rowerzystów, spacerowiczów, samochody. Kiedy potencjalne "zagrożenie" mija, wraca razem z chłopakami koło domu, jak coś niepokojącego się pojawia na horyzoncie, to znowu jest czujna i przy ogrodzeniu. W międzyczasie szaleje z Kajem. Jedynie nie podziela jego miłości do wody. Kiedy od się pluska, to odskakuje, żeby jej nie ochlapał. Fajnie, jakby ktoś w końcu znalazł się na Lukrecję, bo Beza przestaje się nią interesować i Luki musi bawić się głównie z kociakiem Alexikiem.
    1 point
  30. Tak, ona ma 2 mies., a Kaj 5. Mała z każdym psem potrafi się dogadać i każdemu coś podkrada. O dziwo, wszystko uchodzi jej na sucho. Na zdjęciu zwinęła kość naszej mopsicy i jak już obiegła z nią cały ogród, to wspinała się po schodach do domu, żeby tylko gdzieś ukryć i nie dac sobie jej odebrać. Nawet Nadia ją zaakceptowała i ani razu na nią nie warknęła. Dziś zrobię Lukrecji jeszcze ogłoszenie, wczoraj nie miałam żadnego telefonu. Państwo nią początkowo zainteresowani, napisali, że będą w kontakcie i tyle. Druga pani chciała, ale docelowo malutką i musi porozmawiać, czy mąż zgodzi się na średnią. Może nie jestem obiektywna w przypadku Luki, ale gdybym chciała psa, to malutka dla mnie jest idealnym szczeniakiem i w nosie miałabym te kilka cm w którąś ze stron, zwłaszcza że obie rodziny mają domy z ogrodami. Zresztą naiwne jest oczekiwanie, że ktoś dokładnie określi docelowo wielkość 2-mies. kundelka.
    1 point
  31. Już nie ma misski Lukrecji, za to była szkoła życia wg Kaja i poszła spać wymęczona mała wieśniaczka. Najpierw Kaj wypanierował się u ptaków, potem bawił się z Luki, potem zmywał błoto w baseniku, i znowu bawił. Spryciula ukradła mu jego laleczkę i długo nie dała sobie jej odebrać. W konsekwencji, jesli szybko nie znajdzie domu, to nabierze jego nawyków. Jeszcze tylko kradzież jaj przed nią, choć po akcji z laleczką, to myślę, że dałaby radę. Wygląda już podobnie. Z trudem udało się ją złapać, żeby zabrac do domu, tak jej przypadły do gustu wiejskie atrakcje.
    1 point
  32. Tu wczorajsze zdjęcie, gdzie widać, że jeszcze tylne łapki nie całkiem odbudowane. Chodzi na takich troszkę jakby przygietych, bo mięśnie dopiero się odbudowują. Za to trzeba było już szelki poluzowac, ba zrobiły się za ciasne w klatce :) Luki nie potrafię zrobić zdjeć, bo stale z nosem przy ziemi czegoś szuka.
    1 point
  33. Chyba tak ;) Dzięki za ogłoszenie i prosiłabym tylko o dopisanie, że to kundelek (bo każdy dzwoniący pyta, jakiej Lukrecja jest rasy), jako dorosła będzie mniejsza lub średnio/mniejsza. I nie zostanie wydana do domu z małymi dziećmi. Po moich ostatnich przykrych doświadczeniach wolę nie prowokować losu. I jeszcze uśmiech Bezy, trochę niewyraźny, ale ona wręcz chce się przykleić człowiekowi do twarzy, więc trudno o lepsze zdjecie z bliska.
    1 point
  34. Dziadzio ma nową uratowaną koleżankę: Patrzcie jaka fajna:
    1 point
  35. Muszka już rozpoczęła sezon letni :) Jak jej wytłumaczyć, że jeszcze za zimno ;)
    1 point
×
×
  • Create New...