Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/30/19 in all areas
-
4 points
-
Tofik nie jest psem chorym psychicznie, jest psem rozpuszczonym do granic możliwości, on wprowadza swoje rządy kiedy poczuje się pewnie i wie że może sobie pozwolić bo człowiek nie jest dla niego przewodnikiem, nie szanuje swoich opiekunów, bo Ci najzwyczajniej się go boją i on to wie. Nie wszystkie psy dogadają się z innymi, więc i to że atakuje inne psiaki nie jest nowością.3 points
-
Nie jestem zwolennikiem podawania psychotropów zdrowym zwierzakom, ale jak najbardziej jestem za ciężką pracą z psem. Z Tofikiem nikt nie pracował, a opiekunowie traktowali go jak świętą krowę, naprawdę oczekiwałyście,że po tym zostanie cudownie odmieniony? Oczywiście, że jeśli są wątpliwości nie zaszkodzi skonsultować go ze specjalistą... Tofik nie zmieni się jeśli nikt się za niego porządnie nie weźmie, mu nie wystarczy zapewnić opiekę, mu trzeba porządnej szkoły życia bez ciućkania się, bo się piesek zdenerwuje...Musi wziąć się za niego profesjonalista, który w razie czego wesprze DS.2 points
-
Pozostaje mieć tylko nadzieję, że niektórych nawyków mały się nie nauczy. Na razie psiska żyją w zgodzie. Nie ma rywalizacji o nas, nie ma rywalizacji o miskę. Nawet łakomczuszek Gaja nie protestuje, gdy mały dostaje smaki. Jedyne problemy są z nadmiarem energii u Igusia. Gajula nie zawsze ma ochotę na natarczywość i go goni:) Labek zawitał do nas na stałe. Ma pracować z Asią. Oczywiście Gajka w dalszym ciągu będzie miała swoje aktywności. Dzisiaj po zajęciach Asia pomknęła z małą mordką na łąki. Ogólnie łatwo na razie nie jest, bo pierwszy raz mamy dwa psy na stanie;)2 points
-
Sowa z całym szacunkiem, ale na jakiej podstawie postawiłaś diagnozę, że pies jest chory psychicznie? Chyba nie jesteś specjalistą weterynarii w tym zakresie... Szanuję twoją wiedzę, ale myślę że tu się troszkę zagalopowałaś, może jednak takie oceny zostawmy specjalistą. Nie widziałaś go na oczy na żywo, nie widziałaś sytuacji w jakich atakuje, jakie sygnały wysyła i tak zaocznie stawiasz diagnozę? Nie rozumiem, po co gdybać psychiczny, nie psychiczny zamiast po prostu iść z nim na konsultacje i będzie wiadomo....1 point
-
I takie Twoje prawo. Zauważ jednak że w przypadku Tofika nawet nie podjęto takiej próby, być może na początku jego problemów emocjonalnych (bo wcale nie musi to być choroba stricte psychiczna), może wystarczyłyby lżejsze specyfiki, niekoniecznie otumaniające. Teraz niestety chyba od takich trzeba by zacząć. Jak można stwierdzić po kilku dniach że psu wsparcie farmakologiczne nie jest potrzebne a po czasie larum, zabierać psa bo się rzuca i gryzie. Z tego co wyczytałam to taki był scenariusz jego pobytu u trenerki. Do domu tymczasowego do którego teraz trafił powinien był iść już z zapasem leków na wyciszenie. Zabić zawsze się zdąży, a nie ładniej brzmi eutanazja. Iluż ludzi należałoby poddać eutanazji z powodu nieleczonej agresji. Trzeba chociaż spróbować a nie od razu skreślić, wiem że jest dużo psów w schroniskach i nie ma się co "szczypać" z jednym psim życiem, ja jednak tak nie potrafię, chcę wiedzieć że wykorzystałąm wszystkie możliwości. I nie, nie męczę swoich zwierząt, troje usypiałam, zabijałam za pomocą weta, na własnych rękach, chore, cierpiące, umierające. Tofik jednak jest świrusem ale zdrowym fizycznie i jest dla niego szansa życia, na prochach. I tak jak napisała powyżej Ilona, nie każde leki psycho robią z pacjenta zombi.1 point
-
1 point
-
Jednak patrząc na całą historię Tofika nie potrzeba specjalisty by widzieć że potrzebuje wsparcia farmakologicznego, którego boicie się nie wiem czemu, i wolicie brać pod uwagę eutanazję niż tabletki uspokajające. Popatrzcie na swojego ukochanego psa, gdyby się nagle zmienił w Tofika, eutanazja czy jednak tabletki? Nie trzeba dr.Irackiej i konsultacji żeby wypisać psychotropy, każdy wet po przedstawieniu historii Tofika wypisze receptę, każdy normalny wet, nie trzeba cudować z klinikami i innymi instytutami itp, to jest Tofika być albo nie być, więc każdy wet będzie dobry.1 point
-
To trzymam kciuki za Jogiego, żeby jak najszybciej wypatrzył go jego własny domek.1 point
-
Ale chłopak urósł, uroczy jest i wygląda na to , że ma super DS.1 point
-
W obu można się zakochać1 point
-
Nadziejko, może nie doczytałaś, że znajoma zwróciła mi 200,00 zł, ale jeśli mimo to chcesz mi pomóc, to pomoc przyjmuję i serdecznie Ci dziękuję bo nie ładnie jest odrzucać pomoc. Jeśli mogę, to bardzo proszę wpłać ile zechcesz na konto staruszka Oro, który jest pod moja opieką. W ten sposób pomożesz mi, a zarazem psiaczkowi :) Nr konta przyślę Ci na PW.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Dlatego, że ludzi realnie zagrażających otoczeniu trzyma się w szpitalach psychiatrycznych, pod profesjonalną opieką, i tam daje te psychotropy, żeby nie pozabijali innych pacjentów i personelu. Nie wypuszcza się ich do domu z paczką lekarstw. Dlatego, że chora głowa jest niebezpieczna, w odróżnieniu od trzustki. Kiedy lek na trzustkę z jakiejś przyczyny przestaje działać, to zwierzątko czuje się źle, albo umiera. Kiedy lek na głowę z jakiejś przyczyny przestaje działać, to pies może nagle zagryźć innego, albo okaleczyć człowieka.1 point
-
Tulinkam sciskuniam za wszytkie lapenki kocie tygrysie i psiaczkowe przecudne tygrysiatka za Lindunie stokrosci stokrosci a Kajunio jaki wielkuski juz hoho cudowny morusineczek1 point
-
Najpiekniejszego Wam! hura dwa serducka skarbunki teraz w Gajunkowie alez sie raduje Bardzo bardzo sercem calem tulinkam za wszystko wujenku Asia zorgabnizowala hihi ...jak porwalla czy ze schronku maluszek labuszek?1 point
-
Może i ja wtrącę swoje trzy grosze, ludzi agresywnych i zagrażających otoczeniu trzyma się na psychotropach, dlaczego pies nie miałby na nich egzystować. Moim zdaniem powrót Tofika do schroniska równa się zagryzieniu go przez inne psy w krótkim czasie, wystarczy że fiknie nie do tego kogo trzeba i to będzie jego koniec, jak wielu innych psów w schronach. Ja bym wybrała silnie wyciszające psychotropy. Psy z chorym sercem, trzustką itp, trzymamy do końca życia na lekach, dlaczego z chorą głową tak nie robimy???1 point
-
Relaksowej niedzieli dla wszystkich - trzymajcie się zdrowo i unikajcie ze wszech miar wyjść z domu. Słońce świecie jak diabli i już nieźle przygrzewa. Oby tylko dziś. Wczoraj wieczorem moje psiaki dostały chrupki zalane drobiowym rosołkiem i, o dziwo, wszystkie jadły bez problemu. Tym razem Lala nie miała żadnych oporów. Dziś rano gotowane jedzenie tez zniknęło w tempie iście kosmicznym. Nawet Łala wyczyściła miskę. To chyba w tej chwili jedyny sposób na karmienie psiaków. Trudno - trzeba gotować, bo w innym przypadku przyjdzie mi klęczeć i zapraszać małego rudzielca do zjedzenia czegokolwiek (bo puszki też nie są "jadalne").1 point
-
Spokojnej, cienistej niedzieli psi dżentelmenie. Ta kuchnia to najbardziej odpowiednie miejsce dla psa na dzisiejszy dzień.1 point
-
Posłałam umowę , przepraszam w pierwszym mailu zły załącznik, w drugim ta właściwa:)1 point
-
Ja w zeszłym tygodniu przejęłam szczeniaka z Dnietropietrowska, czekałam na nią trzy tygodnie, umierałam z niepokoju. Cudna sunia o imieniu Zlata. Wyobraźcie sobie ,że w dniu przyjazdu znalazła cudowny dom. Czasem cuda się zdarzają.1 point
-
Myślę ,że domek w Nakle jest w porządku. Młodzi ludzie mieszkają w jednym rodzinnym domu z teściami i bratem Pana. Każda rodzina ma swoje niezależne mieszkanie. Pani jest właściwie ciągle w domu. Mama Pana ma sunię shi tzu, Suzi ma 9 lat i jest bardzo zadbana i wesoła. W książeczce wszystkie szczepienia co roku powtarzane, teraz jest na antbiotykach bo ma jakiś stan zapalny wiązadeł w łapce. Sunia mega przyjazna, brama zabezpieczona dodatkowymi siatkami. Ogromy ogród do biegania. Wydaje mi się że to będzie właściwy dom dla Lukrecji. Byłam też w Katowicach, Państwo zrobili na mnie świetne wrażenie , natomiast ruchliwe osiedle w Katowicach nie jest tak fajne jak ten wielki ogród i psiak do towarzystwa. Bardzo się cieszę bo Państwo z Katowic pojechali do schroniska i adoptowali pięciomiesięcznego chłopczyka , takiego zwykłego , czarnego chudziaszka. Uważam ,że Lukrecja będzie szczęśliwsza majac wielki ogród i Suzi do zabawy.1 point
-
Dopiero mogłam teraz wejść zobaczyć te maluchy. Bardzo smutny widok przedstawia mamusia na tym ciężkim łańcuchu. Nie wyobrażam sobie takiego życia, co krok wlec za sobą kilogramy obciążajace kręgosłup. Tolu, może udałoby Ci się przekonać ludzi, żeby ją też wydali, bo po co im pies, jak nawet nie mają ogrodzenia. Ona moim zdaniem jest najładniejsza z nich i pewnie młodziutka jeszcze. Straszna perspektywa życia. Sprawdzałaś jaka jest w kontakcie z człowiekiem? Teraz sporo osób dzwoni do mnie o mniejsze suczki, mogę mówić o niej. gdyby udało jej się zrobić zdjecia bez łańcucha, to mogę poogłaszać na FB. Mamusia ma urodę, która ludziom podoba się. Sunie bure dla mnie cudne, bo przypominają mi moją Sarę. Jedna nawet ma takie same zmarszczki na czole. Myślę, że jakaś super obróżka czy chusteczka na szyi i sunie pozbyłyby się swojego wiejskiego "burkowatego" wyglądu. Może Pani od Coli przyjęłaby jedną lub dwie? Tylko znowu problem transportu na takiej trasie. One chyba będą większe, niż mama czy na zdjeciach tak wychodzą? Wiek przy okazji sprawdz po zębach, na początku 4 mies. wymieniają siekacze. Tak samo żył mój Ciapciak, było 9 maluchów latających za matką. Najpierw trzymały się gospodarstwa. Ciapciak został zabrany 4-mies. z dwojgiem rodzeństwa, potem nikt już nie chciał reszty i wszystkie prawdopodobnie zginęły. Jeden wiem, że wpadł pod auto, reszta do następnego miotu się wykruszyła, bo niestety ludzie dopuścili do kolejnej ciąży. Takie po cichu dziejące się tragedie, na które na wsi nikt nawet nie zwraca uwagi.1 point
-
Na szczęście trafiły się dwa dni wytchnienia od żaru. Dzisiaj Gajulka była u fryzjera. Oczywiście frędzle na ogonku zostały:) Proszę nie patrzeć na fałdy;) Od kilku dni Gajula nie jest jedynym psiakiem w domu. Towarzyszem Gajki jest malutki labrador, którego zorganizowała Lepsza Połowa. Mała mordka znosi towarzystwo całkiem nieźle. Oczywiście drze czasem paszczę, ale są też momenty gdy razem się bawią. Kiedy mały zaczyna być za bardzo natarczywy zostaje ustawiony do pionu. Teraz (na szczęście) obie mordki śpią i mogę wrzucić zdjęcia. Pozdrawiamy fanów Gajki.1 point
-
Migotku, czy bezpiecznie dotarłeś już do Krainy Wiecznych Łowów? Czujesz to nieskazitelne powietrze, które dociera do Twoich płuc? Dobrze jest oddychać bez problemu, bez bólu i cierpienia, prawda? Wiem, że przez ostatnie dni zaznałeś ciepła i dobra, jakiego nie miałeś dawno... jeżeli w ogóle... Pomrucz w czasie snu do uszka, elik... daj Jej ukojenie... Pokochała Cię jak własnego kota - całym swoim sercem.... I jak możesz, poszukaj TAM mojej Zdrapci... będzie Ci raźniej... I powiedz jej, że nadal o niej myślę, mimo że niedługo minie dwa lata jak musiałam ją potrzymać za łapkę i patrzeć jej w ufne, ale pełne bólu oczy... i widzieć jak zasypia coraz głębiej i głębiej... Wierzę, że razem ze Zdrapką znajdziecie wspólny "język" i razem będziecie spędzać czas: Ty będziesz łapał jej myszki na łąkach Krainy Wiecznych Łowów, a ona będzie Ci mruczeć głośno i dumnie do ucha. Już razem. Na zawsze. Szczęśliwie i bez bólu. Ty i mój Draputek... PS: Migotku, podsyłam Ci na wszelki wypadek zdjęcie Zdrapci: chociaż poznasz ją po zapachu Mądrości i Miłości... Ale proszę, to ONA: elik, przytulam... Jesteś bardzo, bardzo dzielna. Dziękuję, że pomogłaś Migotkowi.1 point
-
Bardzo Ci dziękuję kochana za długiego posta i tyle zaangażowania w sytuację Trevora. :) Mam bardzo dużo podobnych obaw, oczywiście znam również mnóstwo takich sytuacji, że mimo najlepszych rokowań dom okazywał się strasznym niewypałem. Dlatego bardzo poważnie podchodzę do adopcji Trevora. On już tyle złego w życiu zaznał, że nie chcę, aby znowu musiał cierpieć psychicznie czy fizycznie z powodu ludzkiej głupoty czy lekkomyślności. Na pewno nie podejmę decyzji pochopnie. Dlatego też właśnie proszę Was wszystkich o opinie, żeby mieć jak najszerszy obraz sytuacji. To, co usłyszałam o suni oddanej do rodziny po narodzinach najmłodszej córki, też mnie nie usposobiło dobrze, ale nie znam dokładnie sytuacji i przy spotkaniu w niedzielę dopytam i to. Nie mogę też od razu przyjąć, że ta rodzina na pewno nie dla Trevora, bo znam też sytuacje, że dom na początku nie sprawiający super wrażenia, okazywał się być dla zwierzaka wspaniałym. Trevor jest bardzo proludzki i towarzyski, bardzo lubi przebywać przy człowieku, i też niespecjalnie chciałabym, aby na przykład trafił w miejsce, gdzie miałby super spokój, ale dlatego, że godzinami byłby sam i czekał na powrót ludzi do domu, co w wielu rodzinach teraz niestety jest standardem (u mnie niestety też) i w sumie byłby nieszczęśliwy. Muszę na spokojnie ocenić sytuację, porozmawiać z całą rodziną, a potem podejmę decyzję. Na pewno dobro Trevora jest dla mnie najważniejsze. Kejciu, dzięki za propozycję towarzyszenia w ewentualnej PA, państwo są ze Starej Miłosnej.1 point
-
Kochani ja napiszę jak to wygląda dla mnie z boku bo emocjonalnie nie jestem zaangażowana w sprawę ( nie znam osobiście ani Państwa ani Trevora ). Mam takie pytanie które może warto by było zadać Panu jakoś w delikatny sposób podczas rozmowy - aby podpytać czy coś i ewentualnie co zrobili aby walczyć z agresją poprzedniego psa jak pojawiło się najmłodsze dziecko. Koszty behawiorysty są bardzo wysokie, potrzeba włożyć też sporo pracy od siebie - czy wogóle cokolwiek zostało zrobione ? Koszty rehabilitacji ( jako opiekunka psa znalezionego z Paulą w rowie ze złamanym kęgosłupem i po kilku operacjach ) wiem jakie są, wiem ile czasu i pieniędzy to wszystko kosztuje, jazda do lekarzy, czekanie w kolejkach, zabiegi itp... Trevor to starszy Pan, ktoś kto ma stare psy jest tego świadomy ale czy rodzina z 4 małych jeszcze dzieci wie na co się pisze ? Piszę ten post ponieważ dawno temu razem z Ziutką miałyśmy kotkę na DT - znalazła dom - ludzie super, był rezydent i po pierwszym starciu kotów ( mimo że byli uświadamiani jak je zapoznawać zgodnie z zasadami.... ) zadzwonili że kota chcą oddać bo rezydent atakuje Koko.... Zabrałam ją do siebie..... potem Ziutki znajomi którzy okazali się kompletnymi palantami wzięli Koko i też wszystko było super przez rok....do czasu aż urodziło się drugie dziecko.... w dniu przyjazdu dziecka ze szpitala " pan "napisał do mnie na facebook ( strach pomyśleć co by było jakbym się nie zalogowała ) o 22 do mnie że albo w godzine jestem i kota zabieram albo wynosi ją na ŚMIETNIK!!!!! i wtedy wlasnie Ziutka wystawiła się na mnie bo powiedziała że to jej bardzo dobrzy znajomi i ona ze mną po kota nie pojedzie bo nie chce się z nimi kłócić....w nocy pojechała ze mną Nutusia którą wyrwałam ze snu bo cała zapłakana się trzęsłam ( miałam w domu wtedy 4 koty ) ale do czego zmierzam - oddali ją ja rzecz, ani pierwsi nie chcieli słyszeć o Feliway, obrożach,. behawioryście mimo że na PA wszystko wypadło super i kontakt cały czas z nami był., mówili że są świadomi, że są leki uspokajające, obroże, feromony .. i drudzy którzy po roku czasu chcieli kota wyrzucić na śmiernik! ( nie wpuścili nas na klatkę tylko przez otwarte drzwi rzucili Koko - dobrze że w międzyczasie przyjaciele dotarli wcześniej i Mariusz rzucił kocem bo Koko by uciekła... ) Nie zrobili nic aby zawalczyć o zwierzę które było u nich tyle czasu ( w pierwszym domu 2 tyg w drugim ponad rok ) nie podjęli próby bo nie mieli kasy i chęci ... skreślili ją jak zwykłego śmiecia... Większość z Was wie jacy okrutni potrafią być ludzie, jak potrafią grać i zrobić dobre wrażenie - w moich oczach jeśli ktoś raz nie podjął próby a poszedł na łatwiznę - nie zawaha się aby zrobić to ponownie. Wiem że okoliczności się zmieniają, ale to starszy pies - sama mam same staruszki w domu - i wiem jak one się przywiązują....przy 4 dzieci napewno mają mnóstwo wydatków ale muszą liczyć się z tym że Trevor do końca życia będzie potrzebował leków i suplementacji....to są koszta.... zgodzę się z tym że jak adoptują młodszego psa to nikt nie zagwarantuje że pies nie będzie chory i leczenie nie pochłonie kilku tyś złotych.... Sorry ale każdy mój adoptowany pies czy kot - był przemyślany - za każdym razem liczyłam się z tym że mogą być potrzebne nakłady finansowe - jeśli miałam gorszą sytuację finansową nie brałam kolejnego zwierzaka. Kolejny przykład kot z dt u Kwiaciarenki która mieszka niedaleko mnie - zachorował na pęcherz - zawiozłam go kilka razy do lekarza bo Marzena nie miała ani kasy ani możliwości aby to zrobić a trzeba było ratować mu życie - pokryłam koszty wizyty ale one ciągle pochłaniały coraz więcej - kot nie mógł wyzdrowieć i jest po 3 operacjach na które wydałam z własnych środków ponad 7 tyś złotych.... Pytanie co zrobiliby Państwo gdyby nie daj Boże okazało się że Trevor takich nakładów będzie potrzebował ? Nie chcę ich skreślać bo ich nie znam - i proszę nie odbierajcie mojego postu jako czarnowidztwo.. opisałam swoje doświadczenia - cenię ich za szczerość ale w mojej ocenie jeśli już wiedzą że nie będą mogli sprostać finansowo zadaniu utrzymania psa z problemem, przed zabiegiem i w starczym wieku - powinni również z uwagi na dzieci zastanowić się nad młodszym zwierzakiem aby dłużej z nimi był. Nie wiem jaki temperament ma Trevor ale on będzie potrzebował z każdym rokiem więcej spokoju - tylko czy Państwo będą w stanie mu to zapewnić ? z całego serca trzymam kciuki za Trevora i za domek dla niego :) Agat z jakich okolic są Państwo ?może jakieś moje tereny ? jeśli tak to gdybyś potrzebowała wsparcia na wizycie PA to może mogłabym podjechać z Tobą :)1 point
-
Agat21, przepraszam, źe się wtrącę - juz tu dziewczyny wlasciwie wszystko napisaly, ale nie zauważyłem jednej informacji - jak do tej adopcji odnosi się Pani tego domu? Tak jak tu powiedziano - chyba Pani jest w tej sytuacji najbardziej istotna. Bo napisałaś, że dzieci ustaliły już grafik spacerów itd , ale czy dzieci są świadome, że Trevor może nie będzie mógł biegać i bawic się jak mlody pies, tylko wyłącznie spacerować, a nawet tego nie można zagwarantować? Jeśli chodzi o dzieci to trzeba podchodzić do ich zapewnień z rezerwą, tym bardziej, że Trevor będzie wymagał opieki i nie będzie tylko towarzyszem zabawy jak młody, zdrowy pies. Nie mozna przeciez Trevora męczyc. Czego oczekują dzieci od psa? Bo to chyba dzieci "cisną" rodziców o psa. Czy Państwo mieszkają w domu z ogrodem i Trevor byłby na parterze czy musiałby chodzić po schodach? itd... Kurczę. Jakbyś jednak może mogła do nich pojechać.. . I może jeśli nie Trevor , to moźe jakiś inny biedak... Może warto "wciągnąć państwa do bazy"? Sceptycznie ta moja wypowiedź zabrzmiała.. A może jednak są to tak wspaniali, mądrzy ludzie i wyjątkowe dzieci...1 point
-
Wygląda na to ,że dla niektórych ludzi -Tak! może streszczę przebieg wizyty.. Trochę pobłądziliśmy, ponieważ okazało się że ta ulica, to prawie? chyba koniec? Leśnicy, kolega ,który mieszkał kiedyś tam , twierdzi że były tam kiedyś łąki, i sam las-park? jeśli chodzi o tereny spacerowe to pięknie, naprawdę mi się podobało, musiałam zadzwonić do pana, żeby poprosić o pomoc i wykazać się punktualnością ;) po Dzień dobrry! było zaraz... proszę nic ,jej nie dawać do jedzenia! nie skomentowałam, tego , poprosiłam o spacer i obejrzeniu książeczki Milki czy są kolejne badania na Lamblie, komplet szczepień Mileczka już miała zrobione/ prosiłam wcześniej o przygotowanie/ w czasie spacerku starałam się robić suni zdjęcia, ponieważ telefon mam taki ... średni a do tego ,słoneczko paliło okrutnie ,pomimo godź 20 ,strzelałam fotę za fotą, pan w którymś momencie zapytał.. Dlaczego robi pani tyle zdjęć? czy chcecie zabrać psa? byłam tak zaskoczona, ponieważ wypowiedział to takim tonem, jakby w to wierzył naprawdę! .... co to jest za pomysł? absolutnie NIE! wszystkie cioteczki, które ratowały sunię ,pomagały jej od wyjścia ze schroniska, chciały by zobaczyć co u suni, jak wygląda , po prostu cieszyć się jej szczęściem! odpowiedziałam, pomyślałam ,że może tutaj jest problem? nie wiem? / chociaż wcześniej już to panu tłumaczyłam/ jakby po chwili zaczął już sam opowiadać ... jaka Milka jest wyjątkowa, jak akceptuje wszystkie zwierzęta, koty, kury, jak pojadą do rodziców żony, to wszyscy się zachwycają ,jaka jest mądra, że jednak nie korzystali ze szkolenia, ponieważ sami sobie dają radę! / faktycznie Milusia ,wykonywała każdą komendę, jaką usłyszała, siad ,leżeć, do mnie / po skończonej wizycie pan podał mi rękę i usłyszałam .... no to, powodzenia w ratowaniu innych piesków.... Wygląda ,że sunia jest wpatrzona w swojego pana.1 point
-
Tu napiszę, więcej osób zajrzy. Są w schronach psy długowłose. Się plączą, zadredzają, skóra choruje, wdaje się robactwo. Zrobiłabym bazarek na dobrą maszynkę bezprzewodową, jeśli gdzieś, w którymś bidulu, wolontariusze podjęliby się ostrzyżenia piesków. Mamy początek czerwca, to dobry moment. .1 point