Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 12/30/17 in all areas
-
Byłam dzisiaj. Widziałam porozwieszane plakaty wydrukowane w kolorze. Namierzyliśmy las który jest za ich domem. Byłam tam tuż za ogrodzeniem. Dzisiaj padał mokry śnieg więc nie było ciekawie w lesie. Wołałam Zorkę. Są też miejsca suche pod świerkami więc pomyślałam ,że może siedzi gdzieś w takim miejscu. Zostawiłam plakaty u sąsiadów i u ludzi którzy mieszkają przy drodze prowadzącej do lasu. Dzisiaj piątek więc chyba wszyscy byli w pracy. Tylko jedna kobieta wyszła z domu. Niektóre domy były zamknięte a klucz był na zewnątrz. Tak myślę, że jeszcze trzeba pochodzić po domach i poroznosić plakaty. Jeśli Zorka jest tam gdzieś to pomimo tego, że jest nieufna wreszcie głód ją wygoni w pobliże domów. Odezwała sie jedna osoba z ff która podobno gdzieś tam mieszka.5 points
-
4 points
-
taki mały off popełnię, a może i nie. Tekst przy każdym psie z Radys jest nadzwyczajny i nietuzinkowy. Ktoś kto opisuje psy z Radys robi kawał dobrej roboty. Przy każdym tekscie mam ochotę zaklaskać tak jak po dobrej sztuce w teatrze. Chylę czoła za talent i chęci do tak trudnej roboty. Tak ze swojej strony chciałbym mu/jej/im z całego serca życzyć w Nowym Roku samych pomyślnych dni i spełnienia wszystkich marzeń.3 points
-
Onek nowe życie zawdzięcza w pierwszej kolejności Gajowej która go wypatrzyła i pokazała Agnieszce. Potem konsultacje z Tola za moim skromnym pośrednictwem i decyzja Gajowej i Agnieszki ze jedzie. Będzie na dt u Gajowej . A Agnieszka z Burki Kocurki będzie sie nim opiekować w ramach fundacji. A moja skromna osoba pomoże fizycznie przy transportach do weta czy fryzjera :). Dzieki Marta, Jarek i Asia ze rzucaliście wszystko i pojechaliście do schronu żeby chłopaka zabrac. Dzieki tez za deklaracje pomocy dla psiaka. To był cudowny dzień :)3 points
-
3 points
-
Super, zaraz pobiegnę. Chcę się podzielić wspaniałą informacją - w ostatni dzień roku tez zdarzają się cuda - jest ratunek dla tego starego owczarka! Gajowa zgodziła się go przyjąć od zaraz, potrzebny tylko transport. Fb to jednak siła, Tyś - dziękujemy za pokazania tam owczusia! Beka - bardzo, bardzo dziękuję za pomoc! Trzymajcie kciuki! Tz pojechał właśnie z Alaskan do schronu (mnie zachciało się umyć głowę, nie wiedziałam, ze psa można będzie zabrać na już)!3 points
-
Ja od maleńkości chowałam się z psami, krowami i swinkami i żyje :) Henio ma swoją kanape a my z Michałem tylko sie tam goscilismy na czas wietrzenia w salonie :) Michał oparl glowe o glowe Henia i ten dzielnie ja trzymal mimo niewygody tylko nie widac tego ma zdjeciu za bardzo. Nawet jesli Heniek by nie zaakceptowal dziecka ( a liczylismy sie z tym, bo ma juz swoje lata i nie mial z dziecmi do czynienia plus od juz takich biegajacuch raczej stroni) to w zyciu Henio by kanapy nie stracil. Wszystko jest do wypracowania tylko trzeba chciec i szanowac tez uczucia psa i jeho dotychczasowe przyzwyczajenia. Henio jest na kanape zapraszany zeby nie lezal na ziemi :P takze u nas skrzywienie w druga strone :) A Michalek ma sie chowac z psami zeby je kochal, szanowal i sie nie bal zwierzat jak juz zacznie rozumniej patrzec na swiat.3 points
-
Ponieważ moim skromnym zdaniem Jagusia już jest zadomowiona, a obie strony ( Jaga i Rodzinka) zadowolone z tej adopcji przejdę do podziękowań. Z całego serca dziękuję: - Toli i Alaskan Malamutte za to, że jeżdżą do schroniska i pokazują światu psiaki - Alaskan Malamutte za zarezerwowanie Kamusi - Fundacji ZEA za karmę - Piotrkowi (TZ-owi szafirki) za transport w przystępnej cenie - Oli z Dąbrowy Górniczej za sesję zdjęciową - kiyoshi za przycinanie fotek niezliczoną ilość razy oraz ogłoszenia - anecik i TZ-owi anecik za wspaniałą opiekę i za całokształt - togusi za przeprowadzenie wizyty przedadopcyjnej, - wszystkim, którzy wsparli Kamę/ Jagę finansowo, - wszystkim, wspierającym duchowo, kibicującym i obecnym na wątku - nowej Rodzince Jagi za to, że wybrali właśnie Jagusię, dając jej super dom2 points
-
Elficzkowa, myśli moje przekazujesz już nie pierwszy raz2 points
-
Ciężko znaleźć dobry dom dużemu psu i to jeszcze w typie specyficznej rasy. Na pewno większe jest zainteresowanie małymi psami, a w przypadku podobieństwa do modnych ras trzeba się przygotować na szaleństwo. Dzwonią debile nad debilami. Każda adopcja jest ryzykowna, przy każdej trzeba uważać, sprawdzać co się da, dobierać odpowiedni dom do danego psa. Małe, średnie, czy duże psy tak samo potrzebują pomocy. Biorąc pod opiekę małego psa też może być różnie. Może okazać się tak chory lub problematyczny, że z adopcją będzie ciężko. Nie słyszałam, żeby jakiś pies z gminnej przechowalni w Kozienicach znalazł dobry dom w tej miejscowości. Facet zrobił dobre wrażenie, pojechał zobaczyć Kaśkę i wszystko miało być pięknie. Wydaje mi się, że powód zwrotu z adopcji był zupełnie inny. Sam fakt, że nie odwiózł suczki do hotelu już źle o nim świadczy. Nieodpowiedzialny człowiek i tyle.2 points
-
Beniu - wracaj do świata normalnych psów i ciesz się nim.2 points
-
2 points
-
Szarutek ___________________________________________________ 4 listopada 2017 r. opuścił nas poczciwy owczarek Szaruś, nie doczekawszy własnego domu. O tym, jak wyglądał i jak zachowywał się gdy trafił do schroniska, świadczy poniższy gotowy tekst (jakby „kartka z pamiętnika”), ułożony w intencji nakłonienia dobrych ludzi do adoptowania go. Opisane w nim czynności, dziś niestety wyrażam już tylko w czasie przeszłym: Szaruś - Nr rejestru 206/2016 Ten pies namierzany był kilkakrotnie i od początku przywoływany jako SZARI (K). Problematyczna decyzja o objęciu go regularną opieką spowodowana była obawą o dalsze jego samotne funkcjonowanie w obliczu podeszłego wieku, braku stałego schronienia, braku codziennych posiłków, oraz wobec grożących mu niebezpiecznych schorzeń. SZARUSIEM został nazwany dla odróżnienia od innego Szarika, rezydującego wówczas w olsztyńskim schronisku. Dla uniknięcia zmiękczenia, bywał przeze mnie nazywany SZARUTKIEM (choć zdrobnienie zostało). Dostarczony został do Schroniska Olsztyn w dniu 6 stycznia 2016 z bezludnych okolic, gdzie wiódł samotnicze życie włóczęgi. Szaruś to spory, dobrze zbudowany owczarek w sile wieku (ok. 12 lat). Był psem masywnym, gęsto owłosionym, o dostojnym, szlachetnym wyglądzie. Głowa i szyja jasnobrązowe. Uszy odstające, zakończone owalnie. Oczy duże, brązowe, wyraziste. Ryj kształtny, smukły. Szyja i tors pokryte kołnierzem z okazałego futra. Boki i grzbiet przybierały barwę czarniawą, która ku spodowi rozjaśniała się, wybielając się na łapach. Ogon długi, obfity, „w przekroju” trójgraniasty, zwieszający się prawie do ziemi, z ciemną „struną” na wierzchu. Nie wiadomo ile czasu ten pies przebywał na odkrytym terenie bez budy, wiadomo jednak, że z tego powodu był zahartowany do ekstremalnych warunków pogodowych. Na pewno musiał być bardzo zaradny. Przyzwyczajony był do swobodnych, niczym nieskrępowanych wędrówek. W schronisku, na każdą możliwość wyjścia z boksu reagował spontanicznie – bardzo ożywiał się i autentycznie się cieszył. Poruszał się spokojnie, najczęściej człapał – w tym tempie mógł pokonywać nawet spore odległości; chwilami kłusował (ale tylko „w porywach”). Przez pewien czas obawiał się i nie wchodził do otwartych wód (chyba miał jakiś uraz). Lecz mu to przeszło. Niedowidział i niedosłyszał, czasem zdarzało mu się z lekka potknąć, lecz w żaden sposób nie był przez to niepełnosprawny. Nieomylnie prowadził go węch – absolutny król zmysłów. Mimo dosyć pokaźnej postury, był bardzo spokojny i nadzwyczaj spolegliwy. Jego charakter można było określić w dwóch słowach: „Łagodny olbrzym”. Miał bardzo przyjacielski (choć nie pozbawiony pewnej dozy obojętności) stosunek do ludzi. W relacjach z innymi psami wykazywał stoicki spokój i dystans, nawet gdy te jazgotały na niego. Dla kogo był ten pies? Szaruś nie był łasy na pieszczoty czy zabawy, „nie czuł tego”. Nie był skoczny ani stróżujący. On takich rzeczy nie potrafił, bo nie był do nich przysposobiony. Jednak lgnął do człowieka i pragnął jego towarzystwa. Więc to taki kompan do stałego obcowania, a co pewien czas do dłuższych wędrówek, gdzie razem spacerując, można było sobie spokojnie pomilczeć. Wskazania adopcyjne. Chyba dobrze by się czuł mając do swojej dyspozycji jakąś sporą działkę, którą mógłby na bieżąco doglądać. A na działce buda odpowiedniej wielkości z suchą słomą wewnątrz. Ta buda z pewnością mu się należała, bo on przedtem nie miał swojego domku (żył „pod chmurką”). Z tego właśnie względu nie mógłby przebywać w ciepłym i ciasnym mieszkaniu w bloku – to byłoby dla niego zabójcze! Poza tym bardzo wskazane byłyby spacery, to przedłużenie jego zwyczajów - echo samotniczych wędrówek. On je uwielbiał, to do nich z pewnością wciąż tęsknił! Tyle o przeszłości. Bo tekst ten, podobnie jak w przypadku wielu innych futrzanych istnień, nie spełnił pokładanej w nim nadziei. Dziś jest to już tylko świadectwo tamtego dobrodusznego bytu, pamiątka godna naszego wspomnienia. Niestety, z upływem czasu Szarutek mizerniał a jego główna przypadłość objawiała się w postępującej niemocy tylnych kończyn. Dolegliwości podeszłego wieku w końcu zmogły poczciwca. W schronisku przeżył prawie dwa lata. Już nic mu nie dokucza. Liczę na spotkanie z nim, gdy i mnie już nic nie będzie uwierać.1 point
-
Nigdy tego nie zapomnę jak chyba 2 lata temu też po świętach robiłam wizytę przedadopcyjną tu u nas w Szczecinie dla suni od Szafirki. I tego, jak bardzo mi się spodobało podejście państwa, że pojadą po psiaka po Sylwestrze bo to specyficzny dzień i lepiej dla psiaka żeby był w tą "wystrzałową" noc w znanym mu otoczeniu i ze znanymi mu ludźmi. Dobrze się skończyło bo państwo pojechali w Nowy Rok i zabrali dwie sunie żeby tej wybranej nie rozdzielać z siostrą czy matka z którą była bardzo zżyta :-).1 point
-
Ja nie Malagos, ale śledzę losy zamojskiego Freda i bardzo mu kibicuję https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=10212102783497978&id=10268430111 point
-
Kaśka demoluje i rozrabia kiedy zostaje sama. Dlatego tak się cieszyliśmy kiedy znalazła dom w rodzinie wielopokoleniowej (ds, z którego wróciła wcześniej), miała tam nie zostawać sama. Okazało się jednak, że czasem zostawała i niszczyła, podrapała drzwi, skakała do okien. Nawet towarzystwo buldożki nie pomogło. Ludzie ją potem - jak się okazało - zostawiali przywiązaną na lince w ogrodzie... U nas w boksie Kaśka też trochę rozrabia, ale nie bardzo ma co tam niszczyć; obślinia okno i parapet, brudzi łapami ściany, rozlewa wodę, wędruje z legowiskiem, gryzie koc. Dla nas nie jest to jakiś straszny problem, ale przekładając takie zachowanie na warunki domowe to można sobie tylko wyobrazić co zastałby opiekun po powrocie np. po 8 godzinach do domu... Dodatkowo Kaśka boi się burzy i strzałów, nie panicznie, ale niepokoi się. Szuka wtedy bezpiecznego schronienia, chce się dostać do boksu lub chowa się za mną:) Parę fotek nibyzimowych:1 point
-
To my dziękujemy! Razem zawsze łatwiej;) Czekamy na dobre wieści o chłopaku:)1 point
-
Oneczek sierść ma nieciekawą na grzbiecie, na klatce jakby mniej, może czymś oblany? Za to zęby jak u młodzika. Powodzenia psiaczku edit. biały psiaczek taki trochę w typie border collie1 point
-
1 point
-
1 point
-
Szczesliwego Nowego Roku!!! Moje zyczenie na Nowy Rok 2018 to, zeby jak najwiecej psow znalazlo super domy, zeby nie cierpialy, zeby ludzie byli lepsi bo niestety cala psia krzywda pochodzi od ludzi.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Podobną sytuację miała niedawno znajoma z Kalisza. Nieufna, mała suczka po krótkim pobycie w DT trafiła do domu w małej miejscowości w woj. łódzkim. Dom miał być super, z polecenia. Dzień po adopcji nowy opiekun wypuścił suczkę bez opieki do ogródka. Suczka zniknęła. Dom miał wszystko gdzieś, nie pomagał w poszukiwaniach. Niestety, nie udało się odnaleźć suczki, ślad po niej zaginął... Bez pomocy ludzi, którzy są na miejscu, jest ciężko. Trzymam kciuki za odnalezienie Zorki. Może jakimś cudem się uda.1 point
-
Też chciałam zapytać o imię suni:) U niej wszystko ok, nie widać, aby tęskniła za maluchami. Bardzo fajnie natomiast dogaduje się z innymi psami. Trochę się boi w pierwszym kontakie, ale nie reaguje agresją, tylko płaszczy się dosłownie. Jest bardzo uległa. Wobec człowieka jest bardzo przyjazna, trochę się boi, ale ogonkiem wciąż majta:) Ma tendencje do wciskania się w różne zakamarki, więc wychodzi na smyczy (już się petardy zaczęły). Pięknie zachowuje czystość i ogólnie jest bardzo grzeczna. Nasz wet zaleca sterylizację za ok. miesiąc (3,5 miesiąca od porodu), wcześniej wykonany zabieg to ryzyko m.in. ciąż urojonych. Można ją w między czasie zaszczepić, bo nie była szczepiona jeszcze ze względu na karmienie szczeniąt. Nie wiem w takim wypadku czy będzie już ogłaszana i czy robić jakieś fotki pod ogłoszenia?1 point
-
Jako jego "opiekunka" powiem - nie dziwię się;)1 point
-
Jedna wielka cisza :( pisalam tu chyba, ze Diuna - czarna pitka jedzie do Krakowa, a Pippin do Zielonki ma jechać. Diuna czeka na dobre samopoczucie po sterylce 27.12, a dla Pippina będziemy szukać transportu. Poza tym nic się nie dzieje pozytywnego :(1 point
-
U Igi ok. Tak jak myślałam zakolegowała się z Blekusiem. Nie jest to jakaś wielka miłość raczej szorstka przyjaźń ale od czegoś trzeba zacząć. Głodem nie przymiera ale miskę plastikową poźarła. Zabawki ją nie interesują, raczej sobie dumnie chadza po ogrodzie.1 point
-
Fb moim zdaniem, już rozwalił dogomanię. Wielu moich znajomych zupełnie wycofało się z dogo, cały klimat tego forum bezpowrotnie zniknął. :(1 point
-
Chyba każdej z nas popłynęły łzy gdy przeczytały psi testament, Życzę ci Maleńka aby Pani z Twojego powodu już nie mogła spać ;)1 point
-
Jak TOZ nie da rady to może policję nasłać z pogróżką ukarania za znęcanie się nad psem bo to bezduszni ludzie, pewnie ksiądz im powiedział, że zwierzę nie ma duszy i nie cierpi to czekasją aż sam umrze w męczarniasch. Co za ludzie - bez serc i wyobraźni, aż chciałoby się im wydłubać oko, żeby poczuli jak to boli. Bestyie nie ludzie.1 point
-
Też mi łezka popłynęla jak przeczytałam ten testament. Ja już przeżyłam wiele odejść ale zawsze w domu pozostaje jeden lub nawet kilka innych psiaków i pomagają jakoś przeżyć te straty. Pamięc o nich zawsze pozostaje w sercu. Może ta pani się zdecyduje na wzięcie maleńkiej bo śliczna.1 point
-
Prawda, brakuje Ewy, chociaż zaniedbywałem znajomość, ostatni raz byłem w Markach, jak woziłem Kacperka. Chętnie się spotkam w styczniu1 point
-
A i tutaj ślad mojej dzisiejszej bytności zostawię, ku pokrzepieniu niektórych serc ;)1 point
-
1 point
-
1 point