Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 11/17/17 in all areas
-
2 points
-
Wizyta dla Tosi w niedzielę. Poczekajmy zatem cierpliwie. Jutro Tosia wędruje na kontrolę ranki do weta. Apetyt dopisuje, humorek też, dzisiaj nawet szczeknęła, jak wchodziłam w odwiedziny. Tosia zostaje sama w domu, nie protestuje, po prostu kładzie się i śpi. Bardzo nie lubi podniesionego głosu, nagłych ruchów czy klaskania.... Zastyga wtedy, opuszcza ogonek i powolutku odchodzi na posłanko...Serce się kraje, jak się patrzy wtedy na to maleństwo....Tosia potrzebuje bardzo spokojnego domku, dlatego tak marudzę..... Gwar uliczny, ludzie, rowery nie robią na Tosi żadnego wrażenia.2 points
-
1 point
-
Dla tej suni wszystko było pod górkę. Wyłapana gdzieś na działkach, prawie roczny pobyt w Radysach, potem problem z jej wyciągnięciem ze schronu i gdy nagle przyszła informacja, że można ją zabrać ja już miałam zarezerwowanego innego psa Dandysa (a już nie mogłam się z niego wycofać). Cały dzień biłam się myślami co robić, czy na razie z niej zrezygnować i zabrać dopiero po adopcji Dandysa. Z drugiej strony myśli, że jak jej teraz nie zabiorę to znowu zniknie wśród 3500 psów i szansa może się nie powtórzyć. I wtedy pomyślałam, że założę wątek, taką ostatnią deskę ratunku chociaż miałam nikłą nadzieję że się uda. Jednak ktoś gdzieś czuwa nad tą sunią, jakiś dobry anioł. Tyle osób pochyliło się nad tą istotą, że mam łzy w oczach jak o tym myślę. Ta bezdomna sunia dostała tak dużo wsparcia, tyle ciepłych słów, deklaracje tu na Dogo i kilka deklaracji od ludzi na FB, został zorganizowany bazarek imienny przez kochaną Havankę gdzie sunia otrzyma swoje własne imię oraz wsparcie finansowe, cieszę się że tak wiele osób bierze udział w bazarku <3. Dziękuję WAM KOCHANI w imieniu swoim i tej bezimiennej suni. Dzięki Wam ta sunia za chwilę rozpocznie nowe życie, dobre życie. I na to nowe życie sunia otrzymała w dniu dzisiejszym 500 zł od kochanej memory. Ja jestem jeszcze w szoku ale też niezmiernie szczęśliwa, że wszystko tak dobrze się układa i sunia będzie na start tak dobrze zabezpieczona finansowo. Memory, naprawdę nie wiem co powiedzieć i jak podziękować , żadne słowa chyba nie wyrażą jak jestem wdzięczna <3. D Z I Ę K U J Ę W S Z Y S T K I M !1 point
-
1 point
-
Tosia przyjechała do mnie w lipcu 2015 r. Przywiozla mi ja ewu wraz ze swoimi przyjaciółmi i ich psiakami. Grafi dołączył do nas w sierpniu 2016 r. Grafisia adoptowalam ze Schroniska w Przyborowku kolo Szamotul pod Poznaniem. Pojechałam po malego pieska, a przywiozlam oto takie cudo. Grafi, podobnie jak Tosia na początku miał lęk separacyjny. Objawialo się to już w schronisku. Trafił tam ze suczka. Nie wiadomo czy to byla jego mama czy siostra czy zupełnie obca psina. Tak je znaleziono razem na jakiejś wsi. I tak wrzucono do jednej klatku. Suczka dość szybko została adoptowana, a Grafi został. Podobno cały czas wyl i mało jadl. Trwalo to wiele tygodni. On po prostu tęsknił. Kiedy go zobaczyłam, to stwierdziłam, ze wiem co to lek separacyjby i skoro okielznalam małą zolze, to z Grafim tez sobie poradzę. Ale tak naprawde to on wybrał mnie. Grafi tak patrzyl mi śmiało w oczy, tak ufnie. A gdy na spacerze przy schronisku jechał ktoś na rowerze, to tak się we mnie wtulil. Byl śmiały i ufny. Grafi po wyjściu ze schronu pierwsze dwa tygodnie spędził z moją Tosia w hoteliku. Tam został nauczony, ze ma swoje imię, ze miska położona przed legowisko oznacza jedzenie, i nigdy nie stoi pusta, że człowiek nie bije. I wreszcie miał swoją suczka. Pan z hoteliku obserwując moje skarby stwierdził, ze Grafi traktuje Tosie jak swoją psią mamę. Do domu dostalam dwa psiaki, ktore się już znały. Ot taka historia moich skarbów.1 point
-
1 point
-
ja to nazywam łóżkowym tetrisem :D u nas do tego jeszcze koty dochodzą...choć Sol od kiedy ma nową budkę, to woli w niej spać niż się z takim plebsem (psami) w łóżku gnieździć :)1 point
-
Obiecałam Tysi, że coś napiszę to napiszę...będzie długo :P ale z przerywnikami zdjęć. Nusia trafiła do nowego domu pod koniec sierpnia. W domu pies anioł, na dworze aktywna, mieli zacząć jeździć z nią rowerem. Z tego, co wiem ma się dobrze. Pewnie na święta zadzwonię i spytam, jak się rodzina ma :) Lalka, zanim jeszcze była Lalką, wpadła mi w oko i w serce i nie chciała wyjść...był koniec sierpnia, Nusia pojechała do siebie, a nam...no zrobiło się pusto - nadal były w domu 4 psy...nadal to dużo...ale serce nie wybiera, a skoro odłożyliśmy na bok wszelkie plany z przeprowadzkami na czas dalej nieokreślony...to czemu nie? W końcu nikt nie będzie mu mówił, co mam ze swoim życiem robić :P. Mogę się poświęcić dla tych futer, no nie? Chyba inaczej już nie potrafię... Lalka teraz ma około 11 miesięcy...w schronisku spędziła 3, może 4 tygodnie...jak ją zobaczyłam pomyślałam...Borze Wiecznie Zielony, to chyba przeznaczenie jakieś. Nie wiem czemu...podobnie czułam, jak poszłam prawie 9 lat temu do schroniska i zabierałam Cosia - Holi...I w jednym i w drugim przypadku to działanie nie przyszło mi bez strat własnych - ale o tym to później :P Nie...sunia nie jest owczarkiem belgijskim, o którym skrycie mniej bądź bardziej marzę, nie jest bullterierem, jakiego chciałby mieć Patryk...nie jest nawet corgi ! Którego już byłam w stanie kiedyś kupić z rodowodem... Nie...jest sobą...młodym potworem, Panią Chaosu i Zniszczenia...wielkim strachulcem, psem nieufnym...bojącym się ludzi, wycofanym i...i powoli to już przeszłość, choć idealnie nigdy pewnie nie będzie. To, że sunia zostanie nazwana Lalką przyszło po kilku dniach od adopcji...nie wiedzieliśmy, jak mamy się do niej zwracać...jak w ogóle mówić do niej, skoro ona nie chciała nas znać? I tak od słowa do słowa zaczęłam zwracać się do niej laleczko, bo ona była jak taka porcelanowa lalka...krucha, bezwładna w swoim strachu. Zamknięta w sobie na człowieka i świat, który ją przerażał. Trafiła do nas kilka dni po sterylizacji, co też nie pomagało w naszych stosunkach, ale sunia była w ciąży..musiała w nią zajść w trakcie pierwszej cieczki i wyjścia nie było. Większość czasu sunia spędziła między łóżkiem, a ścianą...albo na legowisku w kącie pokoju. Miała za uszami takie dredy, że nożyczki ledwo dały sobie z nimi rady...jakby jej w życiu nikt nie czesał! No i pewnie tak było... Załatwianie się na dworze? Nie był o tym mowy....żeby wyjść z nią na dwór, trza było w domu robić podchody, łapać psa na ręce ( tylko RAZ próbowała mnie ugryźć, agresji w niej nie było, był tylko paniczny strach) i wystawiać do ogródka za drzwi...Smycz? smycz ją paraliżowała, żeby Lala cokolwiek zrobiła na dworze musiała iść luzem...nie było mowy nawet o żadnej lince, czymkolwiek...bo cokolwiek przypięte czy do szelek, czy do obroży sprawiało paraliż psa...No to po ogródku chodziła luzem...a potem znów trza było dobrym słowem i sposobem ją łapać i zabrać do domu. Nie było to dobre podejście, ale przez pierwsze kilka dni nic innego nie wchodziło w rachubę...tak to przynajmniej część siku i qupy trafiało na zewnątrz, a nie wszystko w nasze podłogi... W tych pierwszych dniach bardzo pomagały nam psy...później też - bo to od nich Lala nauczyła się najwięcej, to je obserwowała i widziała nasze relacje z nimi - że żadna krzywda im się nie dzieje. Pierwsze wyjścia na ogródek...cicha obserwacja I tak wszystkie dni mijały tak samo...Rano pobudka, karmienie psów, wyjście na siku, zabranie części stada na spacer - Lalka miała wtedy chwilę wytchnienia, zostawała z Pestką i kotami w domu. Potem albo do pracy, albo w dzień wolny czas spędzony na podłodze z psami - bo gdy tak siedziałam na podłodze i gadałam bzdury do moich pozostałych psów (albo o zgrozo śpiewałam ! jak już nie było tematów do rozmów :P ) Lalka coraz bardziej się otwierała....nie było mowy o kontakcie fizycznym, ale już nie uciekała wzrokiem, nie chowała się za meble...potrafiła stać na środku pokoju, patrzeć się na nas i słuchać...oczywiście w ruch szła też z tona smaczków...bo wiadomo przez żołądek do serca. W domu Lala czasem chodziła już ze smyczą przypiętą do szelek i powoli przyzwyczajała się do jej obecności, choć gdy tylko czuła opór smyczy zaczynała panikować - tylko już nie stała, jak sparaliżowana, ale wierzgała jak mały narowisty kucyk... Zaczęła też nie tylko obserwować nasze psy i koty, ale zachęcać je do zabawy ! Gdy myślała, że nie widzimy coraz bardziej się nakręcała na psie harce. W końcu to był jeszcze szczeniak...miała jakieś 8-9 miesięcy. Dom przestał ją tak przerażać...miotła już nie byłą narzędziem zła, progi, drzwi i schody przestały być przejściem w piekielne czeluści, a stały się zwykłą przeszkodą terenową. Z psa który boi się własnego cienia, a człowieka uważa za wszelkie zło świata, powoli zmieniała się w radosnego szczeniaka...jakieś 10 dni po adopcji Lalka zaczęła się nawet po psiemu uśmiechać ...o ile człowiek utrzymywał dystans ;) ach te wspomnienie lata...ciepło...sucho...przyjemnie. Lalka Pestkę upodobała sobie, jako swoją mentorke i strażniczkę...czy przez jej wiek? czy wielkość? O ile z Licho i Maszą uwielbiała się bawić (niestety nadal nie zna umiaru w gryzionym berku i czasem Liszka z Maszką mają przez nią siniaki...), to Pestkę mam wrażenie, że traktowała jako ...Przywódczynię? Lizała ją po pyszczku, pokazywała pełną uległość, ale też bawiła się z nią, a w chwilach "zagrożenia" trzymała się blisko...a nawet za Pestką...do teraz jej to zostało ;) Relacji Lalka kontra Holusia chyba nie muszę opisywać :D Holi, jak to Holi...choć trochę lepiej przyjęła Lalkę do stada niż inne psy, to i tak zazdrosna menda potrafiła Lalę ustawić w miejscu...no ale cóż...w każdym domu musi być jakiś "zły" a u nas nie może "złym" być tylko Sol :D1 point
-
tak, to dokłądnie taki schemat chyba na każdej Polskiej wsi...piękne psy w typie ras, najpierw rozpieszcone a potem zamykane w kojcach albo na łańcuchach wyobrażam sobie zdziwienie lokalnych !! Twoja opowieść mi z kolei kojarzy się z tym co przeżywam co tydzień gdy nasze psy z przytuliska wyprowadzam NA SMYCZY na spacer. To jest tak egzotyczne zjawisko dla wszystkich. Na tej wsi nie ma chyba ani jednej osoby która szłaby z psem na spacer... Kiedyś nawet miałysmy taką sytuacje, że jechałyśmy do przytuliska bo umówiłyśmy się z Panią z Wrocławia na adopcje Karmelka. No i przejeżdżamy przez wieś do przytuliska, patrzymy a po chodniku spaceruje para z małym pieskiem na smyczy. Moja koleżanka mówi- " Ty, to muszą być oni, przeciez tutaj nikt z psem na smyczy nie chodzi!" ale ja myśle- Pani miała przyjechać sama...hmm... No i podjechałyśmy pod kojcem, czekamy, czekamy, w końcu dzwonimy i co? tak, to była nasza Pani adopcyjna, która niespodziewanie przyjechała z przyjacielem i jego psem... Taka wieś .... Czekam na wejście nowelizacji Ustawy i wprowadzenia zakazu trzymania psó na łańcuchach, to będzie moja najszczęśliwsza chwila... Wiem, że musimy do tego czasu mocno powiększyć przytulisko, ale ważne, żeby wreszcie uwolnić te wszystkie biedaki... Ciekawe co u Reksia? <31 point
-
Tak, Lala, to prawdziwa laleczka. A jaka skupiona na swojej zdobyczy - piłeczce... Nie dziwię się, ze nie chce jej oddać nikomu.1 point
-
Jak nie jest agresywna, to głaszcz na dwie ręce. Ja często muszę głaskać 4 futrzaki naraz i daje radę.1 point
-
1 point
-
Te cztery dni trzeba jakoś przeżyć to prawda! stres związany z całym zabiegiem operacyjnym, czasem bardziej jest trudny do zniesienia, niż sam zabieg! .. i chyba nie ma na to sposobu?!...ale ciepłymi będziemy wspierać, jesteśmy z wami1 point
-
Z tymi filmikami ciągle mam drobne problemy :) i czatuje na corkę żeby mi wkleiła. Na razie jakoś nie możemy się spotkać ale może w weekend się uda. Aramek bez większych zmian, radzi sobie na razie chodzi na tych swoich łapinkach i grzeje doopkę w domku :)1 point
-
Gratulacje. Ciesze sie ze juz po wszystkim I niech Michalek zdrowo rosnie :)1 point
-
Gratuluję . Piękną datę urodzin Michałek będzie miał Słodkiego życia Michałku Heniuś zostałeś wujkiem.1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Bylysmy w odwiedzinach u Izy - u Aramka i innych psiaczków. Będę się starala wkleic filmiki -1 point
-
1 point
-
Po co brać psa, skoro nie ma się na niego pieniędzy? Podjęłaś się opieki nad psem, ale wnioskuję po twoich wypowiedziach że zainwestowałaś w rasowe pieski i już schroniskowiec nie jest taki ważny, ba - stał się problemem. Odłóż szkolenie posłuszeństwa, i zajmij się tym co naprawdę jest problemem, posłuszeństwo nie ucieknie. Najpierw pies, potem remont jak pies zostanie "naprawiony". Nie życzę twoim psom problemów behawioralnych, bo pewnie skończą podobnie. Pieski są fajne dopóki nie zaczynają się schody, na szczęście wynaleziono schroniska!1 point