Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 10/27/15 in all areas
-
Ferox - to nie jest tak.... jak do mnie miał przyjechac 18 letni jamnik znaleziony w rowie ze schroniska - Fundacja błagała aby ktoś dał mu dom żeby umarł w domu - walczyliśmy o niego pół roku....nie odchodził sam w betonowym boksie tylko w domu kochany... tak samo jak z Twoimi kociakami - nie umierają w kartonie ale godnie w domu przy ludziach otoczone miłością... niestety nie zawsze na wszystko mamy wpływ - musimy opierać się na wiedzy wetów nie swojej więc nie możemy mieć do siebie pretensji jak coś pójdzie nie tak... widocznie tak miało być - bardzo mi przykro i przytulam Cię ciepło - i trzymam kciuki za pozostałe kociaki2 points
-
Wysłałam 100 zł na poczet długu Filona.2 points
-
2 points
-
2 points
-
2 points
-
Nawet nie wiem jak to napisać.... wczoraj przegrałem walkę o Sandiego.... Cały czas byłem przy nim... do ostatniej chwili... Nic nie pomagało, ani kroplówki, ani żadne leki. Gorączka nie ustępowała, co jakiś czas Sandiś miał drgawki, coraz płytszy oddech, później dostał silnego ataku padaczki, godzinę potem odszedł... Do dziś nie wiem tak na prawdę dlaczego umarł... no i dlaczego w ogóle stanął na mojej drodze :( Byłem tak przerażony i bezradny, że postanowiłem od razu jechać do Kielc do weterynarza z Elikiem i Fenixem... Elik też przecież jest słabiutki. Elik dostał kolejną dawkę antybiotyków a Fenix miał zrobiony test na panleukopenię, którego wynik jest negatywny. Jest szansa iż Fenix może mieć większą odporność, gdyż jest duże prawdopodobieństwo że mógł już wcześniej mieć kontakt z chorobą w swoim życiu. (o ile to panleukopenia) Zostawiłem też próbki kału zbierane przez trzy dni. Za wczorajszą wizytę wyszło niestety aż 150zł... Pani Doktor obiecała fakturę zbiorczą z kilku wizyt. W tym miejscu muszę podziękować Siostrze Mortes która umożliwiła mi szybkie dotarcie do Kielc do weterynarza... Dziś na polecenie Pani Doktor zawiozłem ciałko Sandiego do Zakładu Higieny Weterynaryjnej, aby zrobić sekcję, gdyż Pani Doktor podejrzewa u kociaków FIP. Jutro mają być wyniki. Czekam jak na szpilkach... zapłaciłem niestety 43,87 zł Fenix i Melania na razie czują się dobrze. Całkiem nieźle czuje się o dziwo też Kleksik, ale jeżeli o niego chodzi to cieszę się ostrożnie, jest bardzo delikatny i malutki... Od dziś oprócz Lakcidu i immunodolu podaję kociakom interferon. Znam już też wynik badania kału. Wykazało tylko (albo aż) glisty... Dziś musiałem znowu jechać z Elikiem do Kielc do weterynarza. Pani Doktor chciała go zobaczyć i podać kolejne leki. Elik jest niestety bardzo słaby, boli go brzuszek, ma czkawkę, prawdopodobnie jakiś płyn w jelitach. Dostał kolejne kroplówki + duphylate, antybiotyki, przeciwgorączkowy (mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałem) Rokowania bardzo złe, prawdopodobnie Elik może nie przeżyć dzisiejszej nocy...... Jestem załamany tym ogromem tragedii która spada na te biedne kociaki, nie wiem co im jest, co jeszcze mogłem dla nich zrobić i czy to moja wina że odchodzą... Niepotrzebnie je ( w moim mniemaniu) ratowałem... nie wyszło im to na dobre... Tylko co do diabła robić jak w rowie czy w doniczce spotykasz bezradne maleństwa??? Mam ominąć i pójść dalej???2 points
-
Focus i jego mała pańcia Pilnuje.....najlepszy, najkochańszy stróż i obrońca.2 points
-
Pozdrawiamy dostojnie, przystojnie:) Trudno Krabeuszowi zrobic inne zdjęcie:) On uwielbia tą pozycję:) Zawsze się tak wyleguje. U Krabika wszystko ok, wczoraj pojechała do swojego domku jego ulubiona kolezanka Nikita, mamy nadzieje ze Krabikowi też szczęście dopisze i w końcu ktoś wypatrzy chłopaka.2 points
-
Kamo, pewnie masz rację, ale... wzmocniony się nie czuję, wręcz przeciwnie...1 point
-
To jak tlumaczysz to, ze Krzysiek miał od poczatku lipca małe kociaki i akurat teraz po 4 miesiącach zachorowały? Choroba się rozwija do 2 tygodni od kontaktu z wirusem. Lecznice tez powinny sie zamknąc na rok? Ja nic nie lekcewazę, wiem, jakie to świnstwo, ale Ty przesadzasz, np." PP nie wytępisz. Koty, małe zwłaszcza, nie przeżyją." U dziewczyn w fundacji JOKOT przezywa zwykle 100% kociaków, bo dziewczyny maja doswiadczenie w leczeniu, maja surowice i dobrego weta. Jest jeszcze odkażanie, szczepienia itp. Przez ten rok ostroznosci zginełyby bez pomocy setki czy tysiące kotów. Pomagam w adopcjach pani osamotnionej w swojej okolicy w pomaganiu zwierzetom. Tez prawie krzyczalam na nią, ze po pp w domu nie moze brac do siebie kolejnych kociaków. Przestalam krzyczec, bo co ma zrobic jak znajduje malucha, ktory bez natychmiastowej pomocy nie przezyje, a nikt inny oprocz niej nie weźmie. I tak mnie nie poslucha, tylko sprobuje ratowac. Osiagnelam jedno - interwencyjne szczepienia "na wejściu". Tak jak radzą dziewczyny z Jokota. Działa. Zaszczepiony od razu kot zwykle przezyje, nawet jesli zachoruje.1 point
-
Aniu Pan pisał głównie w środku nocy jak wychodził z Napoleonem na mały spacer,albo rano,dzisiaj już po spacerku całego stadka ,pisał zanim do Ciebie zadzwonił . Nie mogę się powstrzymać,wkleję dzisiejszą rozmowę :) witam serdecznie -jesteśmy po pierwszej nocce-wszystko było ok !Lonieczka spała ze mną bo Milenka z Napoleonem jak zwykle z Panią Pościeliłem Jej kocyk po lewej stronie profilaktycznie,żeby w nocy M. i N . nie miały do niej dostępu,gdyby rozpoczęła się "wędrówka ludów".Przytuliła się do mojej ręki,drugą Ją gładziłem po główce i o 21,00 zasnęla.Wcześniej dałem Jej trochę wody.Obudziła się o 2.15 i poszłaa ze mną do łazienki i bardzo dużo się napiła i znowu wróciliśmy do spanka.Obudziliśmy się o 5.15 -ona leżała w kocyku,ja toaleta poranna a potem jak zwykle wyniosłem Napoleona po schodach na dwór,Milenka sama wybiegła ,kotka Pchełka za nimi a ja ubrałem Lonieczkę w uprząż i kubraczek/było 2 stopnie/ i wyniosłem Ją na ogródek-pięknie się dwa razy załatwiła /tak myślałem ,że będzie bo dużo piła/ i cała czwórka łacznie z kotką wróciliśmy do domku.Potem Napi z Lonią dostali małe śniadanko -zjedli i teraz Lonieczka śpi na fotelu w swoim kocyku,Napek koło mnie na kozetce,Mila na górze u Pani a Pchełka zajęla po jedzeniu i mleczku moje łózko!A ja mam czas,żeby pisać!Wczoraj był mały incydent jak Lonia próbowała podgryżć wszystkich czworonogów/Jeszcze była Pani Ania/ to Napoleon Ją zdyscyplinował jak go zaatakowała i kłapnąl Ją po mordusi-pokazało się trochę krwi,ale wziąłem ją na ręce od Ani-opatrzyłem i nastał spokój .Teraz już nikogo nie atakuje tylko patrzy jak Milenka do Niej zagląda!Rano sprawdzałem nosek ma mokry i zimny więc jest ok !Tak spokojnie pozwoliła się rano ubierać -bez mruczenia i zero agresji- Ona taka była ekspansywna przy Pani Ani-czuła się bardzo pewnie,a jak zostaliśmy całą Rodzinką sami to co chwila biegała do nowej Panci do kuchni i patrzyła czy Jej coś nie skapnie.Ja poprzednią noc wstałem o 2,30 nowego czasu bo tak przeżywałem Jej przyjazd.Dzisiejsza noc była na zasadzie"zająca" bo każdy ruch Loni był "kontrolowany" ale najważniejsze,że już jest dobrze,że czuje ,że jest kochana i wszystko co w życiu Ją złego spotkało jest już za Nią! Dzwoniłem wieczorem do Pani Ani ,że wszystko jest ok. a dzisiaj rano postaram się zadzwonić też między 8-9 ,żeby Jej nie obudzić.Wiem,że strasznie przeżywa to rozstanie -absolutnie się temu nie dziwię ale Lonia będzie u Nas tak samo kochana bo swoim ciężkim życiem na to zasłużyła! Moja piękniejsza połowa porobiła zdjęcia to je wczyta bo Ja na tych komputerowych sprawach to się za bardzo nie znam-mogę wszystko opisywać-pozdrawiam i miłego dzionka życzę ! Jak mi się jeszcze coś przypomni /my seniorzy mamy dobrą pamięć tylko krótką ! /to jeszcze dopiszę. Cudowny Człowiek :) na koniec Pan napisał,że wczoraj z tych emocji zjadł tylko śniadanie,zapomniał o reszcie posiłów :)1 point
-
Zgadzam się z tym co napisałeś... Aiszuniu słodka i pięknooka sunieczko.... :(1 point
-
Krzysiu, nie możesz się załamywać, obwiniać i myśleć co by było gdyby... To do niczego nie prowadzi. Każdy z nas, albo prawie każdy, przeżył odejście przyjaciela, bliskiej istoty. Niektórzy przeżyli to raz, inni już kilka razy. Śmierć jest wpisana w nasze życie. Żal zawsze jest taki sam, chociaż każdy przeżywa go inaczej. Jedno wiem na pewno - nie chciałabym odchodzić na drugą stronę będąc sama, bez nikogo bliskiego. One też nie chciałyby umierać w rowie, pozbawione tej odrobiny miłości i współczucia, które im ofiarowałeś. Te wszystkie "koty w potrzebie, które stanęły na Twojej drodze" nie znalazły się tam przypadkiem, bo nie ma przypadków. Ponoć sami wybieramy sobie drogę życia jeszcze przed urodzeniem. Twoja droga jest bardzo trudna, ale skoro ją wybrałeś, to znaczy, że dasz radę. Nutusia napisała bardzo ważną rzecz: "Teraz najważniejsze, by dojść z jakiego powodu kotki odeszły, by wiedzieć co grozi tym pozostałym i czy będziesz mógł bezpiecznie pomóc kolejnym". Maleństwa odeszły, ale może dzięki temu dowiesz się czegoś, nauczysz się jak pomóc innym w przyszłości.1 point
-
Ja się cieszę, że ten lekarz też nie odsyła mnie z kwitkiem, tylko jednak próbuje znaleźć przyczynę ;)1 point
-
Chodziło mi o info z DT Wiem, że łatwo nie będzie jednak wierzę że znajdzie się taki domek.1 point
-
Nie no, moja to osioł jedynie :D No i śmierdziel :lol: Wiecznie sié w czymś wytarza :)1 point
-
Właśnie obawiam się, że są za długie. Więc jakby co to można użyć tego fragmentu:1 point
-
Bardzo prosze o podpisanie petycji, mielecki UM chce zabrac czesc terenu schroniska na smietnisko !! http://www.petycjeonline.com/nie_dla_mietniska_w_schronisku_dla_bezdomnych_zwierzt_w_mielcu Nie dajmy im tej mozliwosci !1 point
-
1 point
-
Opis 2: (wykorzystałam fragment poprzedniego). "Moja droga rodzino! Pamiętam, jak obiecywaliście mi wieczną miłość. Pamiętam Wasz dotyk, Wasze miłe słowa i Wasze oddanie. Byłem Wam wierny, oddałem Wam całe swoje psie serce. Byłem gotów wskoczyć za Was w ogień. Przepraszam, że Was zawiodłem. Przepraszam, że nagle się postarzałem i przestałem być małym, słodkim szczeniaczkiem. Przepraszam, że zsiwiałem, że zbrzydniałem, że zacząłem potrzebować troskliwszej opieki. Przepraszam, że stałem się staruszkiem. Jednak jest coś, co zostało takie samo: moje serce i moje oddanie. A jednak przestałem zasługiwać na Waszą miłość. Pozbyliście się mnie. Wyrzuciliście na bruk, czyniąc mnie psem bezdomnym. Skazaliście mnie na powolną śmierć w osamotnieniu. Długo się błąkałem po okolicy i byłem niewidzialny. Nikt się mną nie przejmował, nikt mi nawet nie podał kawałka chleba. Bo któż by się przejmował jakimś starym psem? Przecież kiedyś zniknie. Raz na zawsze... Wierzyłem, że po mnie wrócicie, że ten koszmar się skończy. Bo przecież pamiętam jeszcze Wasze słowa "Kochamy Cię, Franiu". W końcu zrozumiałem, że mnie oszukaliście. Nie chciałem już żyć. Byłem jedynie starym szkieletem, ze złamanym serduszkiem, nikomu niepotrzebnym. Nie zasługiwałem na życie. Aż tu nagle pojawiła się Dobra Dusza. Dała mi jeść i zawiozła do psiego lekarza. Tam w końcu ktoś się mną zainteresował, w końcu na nowo czuję, że jestem dla kogoś ważny... ale czy to prawda? Czy może sen na jawie? Powiedz mi, moja rodzino? To ja, wiecznie kochający Was Franek" Franek oceniony jest przez weterynarza na 15lat. Jest średniej wielkości. Nie wiadomo ile się błąkał, ile dokładnie ma lat i jaki bagaż doświadczeń niesie ze sobą. Wiadomo, że na ulicy mieszkał wystarczająco długo, by Dobre Dusze znalazły go w stanie skrajnego wycieńczenia. Wetka określiła go jako żywy szkielecik sponiewierany przez los: stany zapalne dziąseł, tragiczny stan uzębienia, miejscowe wyłysienia... Jednak Franio to pies z ogromną wolą życia, całym sobą krzyczy "chcę żyć, tylko mnie pokochajcie!". Niestety, nie ma gdzie się podziać. Do pełnej diagnostyki brakuje nam pieniędzy, Dobrych Dusz oraz przede wszystkim lokum... Bo Franio nie może zamieszkać w lecznicy... Szukamy mu DT lub DS, gdzie będzie mógł zostać spokojnie zdiagnozowany i poczuć się wreszcie prawdziwie kochanym. Przy pełnej misce, ciepłym kąciku i kochającym go sercu na pewno nabierze sił oraz straci te parę lat. To poczciwy, kochany pies. Mimo, że ludzie strasznie go oszukali to wierzy, że jeszcze pozna czym jest prawdziwa miłość, czym jest człowieczeństwo... Czy pomożesz nam mu je pokazać? Potrzebujemy przede wszystkim Domu Tymczasowego, ale również pieniędzy na leczenie, diagnostykę i pobyt Frania w szpitaliku... bo dług rośnie... a Franio nie jest jedynym naszym podopiecznym, sami nie damy rady mu pomóc. A on ufa, że w końcu znajdzie swoją przystań. Jeśli nie jesteś obojętny na krzywdę zwierząt i chciałbyś odpowiedzieć na list Frania, skontaktuj się z nami. Razem możemy odmienić jego los.1 point
-
Nie mam "weny", ciężko mi dzisiaj szło i nie osiągnęłam tego, czego chciałam, ale może Wam podpasuje. Możecie zmieniać, skracać, manipulować opisem wg własnego uznania. Opis nr 1 Franio jeszcze nie tak dawno był małą, słodką kuleczką, która rozczulała każdego swoim zabawnym sposobem poruszania oraz infantylnością. Nic więc dziwnego, że miał swoich ludzi - bo któż by nie uległ puchatemu szczeniaczkowi? Wszyscy kochają szczeniaczki, więc mały Franio też miał swoją rodzinę, czuł się kochany i ważny. Ale kuleczka rosła i rosła, minął rok, drugi, trzeci... Franio zaczął tracić siły, a pyszczek siwieć, niewiele zostało ze szczenięcego uroku... To było za wiele dla rodziny, która go kochała. Postanowiła się go pozbyć... Bo któż by chciał starego psa? Starość to problem. Starość to choroby. Starość to brzydota. Starość to obowiązki. Starość to problem, a problemów należy unikać. Dlatego Franio został porzucony przez swoją rodzinę. Przez rodzinę, która przez wiele lat go podobno kochała, a której on sam oddał całe swoje serduszko... Zamieszkał na ulicy. Niechciany i niezauważany przez ludzi. Bo któż by się przejmował jakimś starym, niedołężnym psem? Przecież niedługo odejdzie... Przecież na pewno ktoś inny mu pomoże, ale nie ja... Bo po co mi jakiś stary pies? Nie wiadomo ile się błąkał, ile dokładnie ma lat i jaki bagaż doświadczeń niesie ze sobą. Wiadomo, że na ulicy mieszkał wystarczająco długo, by Dobre Dusze znalazły go w stanie skrajnego wycieńczenia. Wetka określiła go jako żywy szkielecik sponiewierany przez los: stany zapalne dziąseł, tragiczny stan uzębienia, miejscowe wyłysienia... Jednak Franio to pies z ogromną wolą życia, całym sobą krzyczy "chcę żyć, tylko mnie pokochajcie!". Niestety, nie ma gdzie się podziać. Do pełnej diagnostyki brakuje nam pieniędzy, Dobrych Dusz oraz przede wszystkim lokum... Bo Franio nie może zamieszkać w lecznicy... Szukamy mu DT lub DS, gdzie będzie mógł zostać spokojnie zdiagnozowany i poczuć się wreszcie prawdziwie kochanym. Przy pełnej misce, ciepłym kąciku i kochającym go sercu na pewno nabierze sił i ukaże swoje piękno. To poczciwy, kochany pies. Jest średniej wielkości, ma ok 15lat. Mimo, że ludzie strasznie go oszukali to wierzy, że jeszcze pozna czym jest prawdziwa miłość, czym jest człowieczeństwo... Czy pomożesz nam mu je pokazać? Potrzebujemy przede wszystkim Domu Tymczasowego, ale również pieniędzy na leczenie, diagnostykę i pobyt Frania w szpitaliku... bo dług rośnie... a Franio nie jest jedynym naszym podopiecznym, sami nie damy rady mu pomóc. A on ufa, że w końcu znajdzie swoją przystań.1 point
-
1 point
-
Ergo zakołnierzowany musi być aż do ściągnięcia szwów (10 dni po zabiegu). Szwy nienaruszone, ładnie sie goją, Ergo jest bardzo grzeczny przy smarowaniu rivanolem - może mu to przynosi ulgę, bo żel chłodny. Antybiotyk ma do jutra, a przeciwbólowy jeszcze na dwa dni.1 point
-
To pierwszy opis :) Cześć! Jestem Hugo! - mam 2lata, - jestem wiecznym optymistą, - uwielbiam się bawić, - kocham ludzi, - dogaduję się z innymi psami, - chodzę na smyczy, - zachowuję czystość w domu, - jestem ogromnym przytulasem. Podobno jestem nieoszlifowaną perełką, więc jeśli szukasz niedużego przyjaciela na dobre i złe oraz antydepresantu na jesienną pogodę - zadzwoń do mojej Opiekunki, wniosę do Twojego domu wiele radości :). Zostałem znaleziony na ulicy, długo błąkałem się po okolicy, a obecnie przebywam w psim hoteliku w woj. lubelskim i czekam na Swoją Rodzinę. W razie potrzeby, moje "Ciocie" pomogą w transporcie. Jestem zaszczepiony i odrobaczony. Przed adopcją zostanę wykastrowany.1 point
-
jaki piękny pies ! i te uszyska sterczące ... mogę przeslac fanty dla Beat na bazarek dla Niego..bo niestety nie pracuje i nie bardzo stala mogę dac...1 point
-
Bierz przykład z Tiny,ona ma pozytywne myślenie :)1 point
-
28.04.15- "Test na Panleukopenie wyszedł dodatni... Tak więc Adolfi mieszka w drugim pokoju, nie w tym samym co Daisy (aby się od niego nie zaraziła.)" mar.gajko pisała, tłumaczyła że wirus i jakie środki ostrożności należy zachować Nie obwiniajcie lekarzy. Nie traktujcie ludzi na wątku jak wrogów szukających dziury w całym.1 point
-
Sławek zabił wczoraj wyżarty fragment drzwi panelami podłogowymi - tylko to mieliśmy pod ręką, a trzeba było działać, bo Lili nie odpuszcza :( Za to Czetka robi postępy! Wczoraj odbyłyśmy pierwszy spacerek poza ogród. Ponieważ było już ciemno, wzięłam ją na ręce i wyniosłam na ulicę tam, gdzie jest latarnia. W pierwszej chwili panika - przywarła do podłoża i ani drgnęła. Ale smaczki mają cudowną moc, szczególnie dla takiego łakomczucha, jakim jest Czetuchna ;) Gdy się upewniłam, że nie szarpie się na smyczy, przeniosłam ją na naszą ciemną uliczkę. I powolutku, powolutku, zaczęłyśmy iść w stronę domu. Weszłyśmy do ogrodu, obeszłyśmy dom i wyszłyśmy z powrotem na zewnątrz. Poziomką doszłyśmy do asfaltu i asfaltem przeszłyśmy spory kawałek. Gdy się płoszyła na dźwięk przejeżdżającego samochodu albo innego odgłosu, od razu szedł kolejny smaczek, po który podbiegała bardzo chętnie. Dalej nie mogłyśmy iść, bo dalej za każdym płotem jest dziamgający wściekle pies i tego było dla Czetki za wiele. Ale i to opanujemy, myślę. Jak na pierwszy raz poszło nam znakomicie i dziś powtórzymy wyprawę :) Kolejny postęp to taki, że Czetka przestała dziurkować w nocy i teraz śpi spokojnie do rana (tzn. dopóki budzik nie zadzwoni ;)). Gdy biega luzem po domu trzeba ją jednak mieć na oku. Tym bardziej, że wczoraj chyba postanowiła poprawić swoje notowania w stadzie i w tym celu zapewne, walnęła kupę w tym wielkim wspólnym posłaniu, żeby jej było na wierzchu ;)1 point
-
Jakby nie patrzeć,to dług do hoteliku musimy spłacić. Doda,rzuca się na wszystkie strony,straszy sądami itd.,ale jakby miała honor,to wyrównałaby swoje wpłaty.Jeszcze jak ona była skarbnikiem,to już przestała na niego wpłacać.Ostatnia wpłata(przez nią zaksięgowana)była we wrześniu 2014. Doda,wyrownaj swoje deklaracje od października 2014.! Filonowi przydadzą się na spłatę długu.Wziełaś odpowiedzialność za psa,zadeklarowałaś stałą 10zł i honorowo zakończ sprawę i zapłać za siebie. Co będzie jak my zrobimy,tak jak ty? Przestaniemy płacić i co?Zostaniesz z psem i długiem u Dexterki,która ma z tobą umowę na hotelowanie Filona.Co wówczas? Podstawę do podania cię do sądu ma właśnie Dexterka i ciekawe czy wówczas będziesz taka mądra? My patrzymy na dobro psa,zawierzyłyśmy tobie,deklarując się jakimiś kwotami a ty co? Zastanow się nad tym co robisz!1 point
-
Krzysiu, absolutnie nie masz prawa się obwiniać! Nie skazałeś tych kociaków na zagładę, na śmierć w męczarniach, na niebezpieczeństwo związane z życiem na ulicy, na bezdomność. Podobnie jak nikt nie jest winny temu, że pieniądze nie rosną na drzewach i nie spadają jak jesienne liście. I często trudny jest wybór pomiędzy karmić/szczepić/leczyć/wozić do weta\kupić żwirek, zabawki... Ty robiłeś wszystko, co MOGŁEŚ. WSZYSTKO! Teraz najważniejsze, by dojść z jakiego powodu kotki odeszły, by wiedzieć co grozi tym pozostałym i czy będziesz mógł bezpiecznie pomóc kolejnym.1 point
-
Zaglądam z serdecznościami1 point
-
Aisza to jedna z psinek która mocno złapała za serce chociaż nie dane było mi jej poznać.1 point
-
1 point
-
Żegnaj Kochana Tosieńko[*]... na zawsze pozostaniesz w naszych sercach...1 point
-
Dzięki Ewciu :) Franek sam od siebie wlazł dziś do otwartej klatki, szukał suchej karmy którą mu tam rzucałam jak go zamykałam. Jak nic nie znalazł, położył się na kocyku, podziumdział go troszkę i SIĘ WYLEGIWAŁ :D W tej klatce rzecz jasna1 point
-
Figuniu, na taki domek dla Loni czekałaś. Można się tylko cieszyć!1 point
-
1 point
-
Dzisiaj na cotygodniowej wyprawie do weta w celu kroplówkowania, towarzyszył Miciusiowi Norek. Niepokoił nas jego nosek - ten pusty placek na pyszczku. Wet twierdzi, ze to nic, ze być może kolec czy źdżbło wbiło się pod skórę i dlatego tak wygląda. Jest płaskie, suche, ale łyse. Natomiast coraz gorzej jest z psychiką Norka u weta - boi się coraz bardziej, w poczekalni schizuje, w ogóle nie chce wejść do środka, mimo że tak naprawdę nic złego do tej pory go nie spotkało - nie miał żadnego poważnego zabiegu. W czasie kroplówki Miciusia (z 10-15 min to trwało) schował się pod biurko w najdalszy kącik i udawał że go nie ma. Miciuś mniej się boi; dziś syczał i straszył nie tylko weta, ale i TZ-ta, który go trzymał. ;) Pan Kot był bardzo zainteresowany cziłałą, która też czekała w poczekalni: "17 lat żyję, ale czegos takiego jeszcze nie widziałem! I mówicie, że to pies?" a takie cudo wczoraj widzieliśmy na spacerze1 point
-
1 point
-
Ayame, ja jestem zła i goopia i ogólnie pasożytem jestem. Dexterki też mi żal-raz, bo została z psem na lodzie (ok, może nie całkiem, ale jednak), dwa-za chwilę właścicielce nie spodoba się układ piegów na nosie dexterki i oberwie po tyłku. Powód się zawsze znajdzie-a to,że pies nie wiadomo kiedy był badany (i co z tego,że nie ma kasy na jedzenie np?), a to,że nie jest jedynym psem pod opieką, a to,że na wsi/w mieście, że powinien jeść co innego niż je, kolor miski może być nie pasujący do niego. A koleżanka w oczętach wyczyta,że nieszczęśliwy. Dlatego Doda_ musi się określić-albo pies jest jej (w świetle prawa jest i choćby za porzucenie można ją pociągnąć do odpowiedzialności. ), albo nie jest i nie na dogo, ale na papierze przekazuje prawo własności. Dopiero wtedy można będzie myśleć realnie o pomocy jej (w tej chwili) psu. Bo nie ma czegoś takiego,jak "ja już nie chcę" to znaczy-jest, w realu być może do lasu by go wywiozła. A być może nie. Jedno jest pewne-jeśli adoptowała, znaczy się wzięła odpowiedzialność nie za pluszaka, tylko za żywe stworzenie. I musi, jako właściciel zapewnić psu choćby podstawy-karmę, szczepienia i odrobaczenia. Fochać to się może i tupać nóżką. Pies jest jej-jak Kajko i koniec. Spłacisz dług w hotelu-pojedzie i zabierze-bo TAK, bo może. I jeśli wątek zniknie (oby nie), to dowiesz się,że nie udzieli info, bo nie ma gdzie. Bo nagle zapomniała jak się wątki zakłada. Sorki, ale wściekam się, bo takiego chamstwa i bezmyślności już dawno nie widziałam. Niby tylko nie zwierzoluby zwierzęta porzucają, nie dbają olewają. Deklarowiczką Filona nie jestem i nie byłam, więc nie do mnie nalezy decyzja co dalej. Dziewczyny zrobią jak uważają. Dexterka też się powinna wypowiedzieć, w końcu jakby nie było-to ona musi główkować za co zaszczepić,odrobaczyć i ewentualnie leczyć. Ps. wracajcie moderatorzy, bo już wystarczy tej samowolki1 point
-
Dzięki Marmosiu za ten wpis :D i za zakupy na naszych bazarkach :D1 point
-
A tam niehumanitarna... Ja nie mówię ze przeleciała przez pokój i odbila się od sciany, co to to nie. A to by było niehumanitarne. Ona ledwo w lepek dostała bardziej w ramach przypomnienia co wolno A co nie. Rzekłabym ze metoda Nie idąca z trendami o pozytywnym szkoleniu i bezdotykowym wychowaniu ot co ;) ale skuteczności nie można jej odmówić ????1 point
-
Topi, wkurzyłaś mnie na maks. Jakie psy uratowane przez ewu znikają ? Co, ona je zjada czy na smalec przerabia? Czy za pukt honoru masz cel wykończenia ewu na dogo ? A chociaż ją znasz? Zamieniłaś z nią parę słów osobiście? Spójrz jej prosto w oczy i powiedz to co tu wypisujesz. Nie należę do żadnego TWA tylko nienawidzę niesprawiedliwości . Dotychczas pisałaś o tym ,że makila itd, itp ,a teraz obciążasz ewu wydumanymi oskarżeniami? Dodatkowo mnie wkurzyłaś, bo ja mam 2. psa w BDT przywiezionego przez ewu. I co ? z tego też powodu niedługo mnie oskarżysz ,że nie wiadomo co robię z psami i jeszcze może zarabiam na nich? Nie potrafisz przyjąć do wiadomości ,że nie wszystkie DS. mają dostęp do internetu , a nawet komórki? Poza tym nie wszyscy właściciele chcą nachodzenia ich . Psy są ich i jeżeli stosują się do umowy i zgodzili się na wizytę poadopcyjną, to nie znaczy ,że co chwilę można ich nachodzić i robić zdjęcia. Jedną sunię ewu zawiozła do MALWA i co? Też będziesz ją posądzać o niecne zamiary i żądać zdjęć? Pochwal się może co Ty w ostatnim miesiącu zrobiłaś dla zwierząt. Żądań masz wiele, więc ja mam tylko tę małą prośbę. Zastanawiam się skąd tyle w Tobie jadu i złej woli? Nie szkoda Ci energii ? Można ją naprawdę lepiej spożytkować .1 point
-
Śliczne zdjęcia :) Mamy nowego sąsiada...śliczny biało łaciaty szczylek, dogomaniak ;) mała krówka jak mówi pan ;) Państwo zachwyceni pieskiem...mądry, inteligentny, odważny już biega góra dól po schodach. Kwarantanna, na spacery nie jest wyprowadzany. Świetny dom, rodzina psiarzy...ma chłopak szczęście. Nazywa się Feliks :)1 point
-
Jest październik. Tkas wracaj do nas bo jesteś Najlepsza! Ja mogę zapłacić za materiał użyty do moich w przyszłości wylicytowanych rzeczy :) Taks wracaj, bo mi wyprawkowe obróżki i smyczki dla moich smarków potrzebne ;)1 point