Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 04/22/15 in all areas

  1. Jejku, odpuśćmy emocje. Pa-tti jak na razie nie prowadzi szkółki, tylko zadaje pytania. Pa-ttti, moim zdaniem, jeśli nauczysz jakiegokolwiek zdrowego na umyśle psa reagowania na siad i na wróć - to ze spokojnym chodzeniem połowa roboty za Tobą. Zaczniesz w domu - z żarełkiem w ręce - pies siedzi przy nodze, przemieszczasz się o pół kroku naprowadzając żarciem w siad przy nodze. Bez słowa - przez całe mieszkanie. Co pół-ćwierć kroku naprowadzasz w siad kiedy się zatrzymujesz. Potem to samo, ale z hasłem "noga', gdy naprowadzasz w siad przy nodze. W chwili, w której pies zrozumie, że "noga" znaczy - usiądż przy nodze kiedy się zatrzymam, to dostaniesz smaka - będzie sam starał się trzymać blisko, aby usiąść, gdy się zatrzymasz. Zatrzymuj go na siad przed drzwiami, za drzwiami, na klatce schodowej. I już smaki nieregularnie, nie za każdym razem. Przerobisz to na klatce schodowej, spróbujesz pięć metrów przed domem. Dopiero potem praca przy rozproszeniach. Halti masz ze sobą jako zabezpieczenie, póki nie będziesz pewna reakcji. Na luźnej smyczy ćwicz "wróć", ale musisz wyegzekwować to wróć - zanim pies napnie smycz. Potem, jak wróci - nagroda i hasło "idziemy" i co parę kroków znowu "wróć" - po smakol oczywiście. Czyli inne hasło na bliskie chodzenie, inne na większy luz. Sprobuj, próba nie strzelba, jak mawia jeden z moich znajomych.
    2 points
  2. Wszystkie szczylki w ds:) Ostatni ma nawet w rodzinie weta:)
    2 points
  3. Tak czysto teoretycznie, pelham jest wedzidlem, dziala na zasadzie dzwigni, to prawda, ale na bezzebna czesc dziasel konia. Najblizej kantara psiego jest albo zwykly kantar albo ostry kantar sznurkowy, z wezlami w miejsach specjlanie dobranych. Maja naciskac na duze nerwy na glowie konia. Oczywisnie, analogicznie jest ukochanym narzedziem "pozytywnych" szkolek jazdy, typu pat parelli.
    2 points
  4. A więc Texas powędrował do domu :D Szczegółów nie znam. Jak na razie wiem tylko tyle, że został adoptowany przez starszą panią do domu z ogrodem. Według P. Ani trafił fajnie :) Oby chłopak się tam sprawował i nie zjadł kota, z którym będzie mieszkał :P a w czwartek wezmę numer telefonu i będę dzwonić ;)
    2 points
  5. Noooo więc tak. Od początku. Renia adoptowana została tydzień temu w czwartek. W piątek zadzwoniłam pod wskazany numer telefonu, jednak pan, który odebrał twierdził, że nie jest tym o kogo pytam i nic nie wie o adopcji psa. Pomyślałam, że dostałam zły namiar. Okazało się, że w dokumentach taki właśnie numer został podany. Nie pozostało nic innego, jak pojechać pod wskazany adres i dowiedzieć się co i jak. W sobotę pojechałyśmy z Ewes i jej bratem Kamilem do Jaworzna, jednak odbiliśmy się od drzwi... Psa nie było słychać. Po rozmowach z sąsiadami z pionu zrobiło się słabo. Jednogłośnie stwierdzili, że sytuacja tam jest nieciekawa, a mieszkanie przypomina bardziej melinę. Co więcej, według sąsiadki mieszkającej drzwi w drzwi z owym panem, był on na miejscu ale nie chciał nam otworzyć... Żaden sąsiad psa w każdym razie na oczy nie widział. Lokatorzy wspomnieli też, że pan miał małego pieska jakiś czas temu, ale tylko przez pewien czas. Wszystkie te informacje sprawiły, że mocno się martwiliśmy o Renię... Odwiedziliśmy schronisko w Chełmku, do którego wywożone są psy z Jaworzna. Później poinformowane zostały wszystkie schroniska, oraz Jaworznicki Dom Tymczasowy. W tym miejscu chciałabym docenić zaangażowanie wolontariuszy z innych schronisk, którzy szukali rozwiązania wspierali nas w działaniach. W niedzielę wraz z Ewes, Anetą i Andżelą pojechałyśmy znów pod podany adres i zanim zdołałyśmy wejść na klatkę schodową, zdążyłyśmy usłyszeć, że trwa tam impreza i słychać było kilku mężczyzn. Jeden nawet wyszedł, Reni ani widać, ani słychać nie było... Przyznam szczerze że wszystkie że się tak wyrażę "spękałyśmy" i postanowiłyśmy się tam nie pchać. Nie chciałyśmy w ciemno ze strażą tam wchodzić, bo psa na miejscu przecież nie było, więc co nam po tym. Chyba tylko to, że facet by się wkurzył i kto wie co wtedy zrobił... Dzięki znajomościom Andżeli, sprawdziliśmy jeszcze jeden adres, gdzie Renia mogła przebywać. Niestetyz nic... Trochę zrezygnowane wróciłyśmy do Katowic z konkretnym już planem. Postanowiłyśmy ostatecznie spróbować porozumieć się i dowiedzieć na spokojnie gdzie jest Renia. Czy uciekła? czy trzyma ją gdzieś indziej i ma ją w nosie? Tak więc dziś pojechaliśmy z Ewes, Panią Anią i jej mężem na miejsce, jednak kolejny raz odbiliśmy się od drzwi. Po wcześniejszym kontakcie telefonicznym z policją, zostawiłam panu kartkę z informacją o kilkudniowych próbach kontaktu z nim i złożonym przez nas zawiadomieniu o możliwiści popełnienia przestępstwa. Dodałam, że jeśli jednak zechce się z nami porozumieć, jesteśmy w stanie je wycofać. Prosto stamtąd, pojechaliśmy na komendę główną policji w Jaworznie. Policjant wysłuchał nas i skontaktował się z dzielnicowym, który gdy usłyszał ulicę i numer domu, spytał tylko czy chodzi o taki a taki numer drzwi i o taką osobę. Niestety, zbyt dobrych rzeczy powiedzieć nam nie mógł... W każdym razie zna tego pana dobrze i wie gdzie będzie przebywać, jeśli nie pod podanym adresem. Umówiliśmy się na jutro rano, Pani Ania miała zadzwonić i spytać co ustalił, a następnie mieliśmy się spotkać. Tyle co wyszliśmy z komendy w kierunku samochodu, zadzwonił mój telefon, numer obcy. Pani przedstawiła się i powiedziała, że dzwoni w sprawie Reni, że partner wrócił do domu i zobaczył naszą kartkę w drzwiach, więc ją poinformował. Według pani, Renia przebywa z nią, w jej mieszkaniu i dla niej została adoptowana. Umowę sporządzono na dane pana, ponieważ ona zmieniała meldunek i czeka na nowy dowód. Wytłumaczyłam jej w jakiej sytuacji się znajdujemy i spytałam jak wytłumaczy zły numer telefonu. Jedyne co była w stanie powiedzieć to że doszło do nieporozumienia. Podała nam adres i pojechaliśmy na miejsce. Renia, która na imię ma Sonia, przywitała nas baaaaardzo hucznie i z uczuciem. Była zachwycona i wariowała! :) Na temat Pani Ani nie mogę powiedzieć złego słowa. Renia jest bardzo zadbana, ma mięciutką i pachnącą sierść, obróżkę przeciw kleszczom, zabawki, gryzaki. Miałam wrażenie że popisywała się przed nami, jak dobrze się miewa :D Pani Ania ma małego synka, który za Renią/Sonią bardzo przepada, z wzajemnością. Renia kocha dzieci! Jest również i kotek - rezydent. Raczej zdystansowany, ale akceptują się wzajemnie. Raz tylko Renia zwana Sonią capnęła go, gdy ten próbował dobrać się do jej miski. ;) Możecie mi wierzyć, że zastaliśmy zadowolonego i zadbanego psa. Wytuliłyśmy się i dostałam multum buziaków renatkowych. Po przeprowadzonej z Panią Anią rozmowie ustalone zostało, że Renia zostaje. Gdybyśmy zastali ją pod adresem podanym w umowie, została by odebrana w mig. Jednak jest pod opieką Pani Ani, w jej mieszkaniu i ma się dobrze. Spiszemy nową umowę, z jej danymi. Ja będę z Panią Anią w kontakcie, z czym nie ma żadnego problemu. Ah! Numer telefonu adoptującego różnił się z numerem pod który wydzwanialiśmy, o jedną cyfrę! Jedną cyfrę! Nie wiem czy celowo czy doszło do pomyłki. Teraz już mało istotne. Kilka zdjęć udało się zrobić, ale raz, że na szybko, dwa, że w emkcjach i trzy, że moim słabym telefonem. Mimo to, widać na nich szczęśliwą Renię. Niestety nie mam jak ich wrzucić, ponieważ działam na telefonie, ale Ewes wstawi w wolnej chwili. No i może doda coś od siebie, jeśli coś pominęłam lub ma jakieś uwagi od siebie :) Jeśli to wszystko brzmi chaotycznie to przepraszam, ale mam mętlik w głowie i starałam się jakoś to wszystko do kupy złożyć. Bardzo dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków, za zaangażowanie. Zwłaszcza Ewes, za poświęcenie również czasu i paliwa. I nadwyrężenie GPSa :D Kochana Reniu, żyj sobie długo i szczęśliwie. Do zobaczenia niedługo <3
    1 point
  6. To jeszcze moje ulubione zdjęcie - Lilu na spacerku - małe tarzanko ze szczęścia :)
    1 point
  7. Feluś, nie Ty pierwszy i nie ostatni :)
    1 point
  8. Mariusz_pp ma podrzucił fanty na bazar, ale tworzyć będę dopiero po weekendzie. Juz się szykujcie ;)
    1 point
  9. Pokerku do tego pierwszego domu może nadałby się "mój" Rudzik (http://www.dogomania.com/forum/topic/145022-rudzik-m%C5%82odzik-spod-balkonu-uczy-si%C4%99-by%C4%87-psem-domowym-i-szuka-ds/). Aczkolwiek do teriera to mu daleko... A w którymś z domów z dziećmi myślę, że fajnie odnalazłaby się Pianka (raczej w tym drugim bo do tego trzeciego to ona trochę za duża): http://www.dogomania.com/forum/topic/144885-pianka-z-radys-radosny-ufny-kontaktowy-lisek-szuka-ds/ A w jakim wieku są dzieci w tym drugim domu?
    1 point
  10. Piękna posesja to dla ludzi, okazały dom, zadbane trawniki, klomby. Baseny, złote klamki to też dla ludzi. Wspaniały dom - dla ludzi. Dla psa wspaniały dom to odpowiednia opieka, troska i bycie członkiem rodziny. Bycie dla kogoś ważnym i potrzebnym. Oby ten nowy dom Tiffany był takim dobrym domem dla psa w naszym sensie rozumienia tego słowa. Wielkość i okazałość posesji to tu nie ma większego znaczenia dla psa.
    1 point
  11. super darczyńca:) a Selmunia skradła widać komuś serduszko:)
    1 point
  12. Pamiętajmy, że pa-ttti ma cziłki i bulwy. pewnie nigdy nie pracowała z psami o dużych popędach. Nigdy w życiu nie podchodziła do żadnego egzaminu z psem, choć na pewno masę ich wystawiała na wystawach. Nie brała udziału w żadnych zawodach, nawet w rally, choć akurat cziłki miałyby tu niezłe pole do popisu. Jej zdaniem pies po prostu powinien być dobrze wychowany, miły dla ludzi, umiejący spokojnie chodzić na smyczy, umiejący : siad, waruj, na miejsce oraz bawiący się z obcymi dziećmi. I na tym właściwie koniec. Czy dałaby sobie radę z kaukazem, którego cała rodzina trzyma przy siatce, a wet szczepi go przez dziurę w tej siatce (wypadek autentyczny). Czy da sobie radę ze schizowanym belgiem, który kłapie zębami na każdego ? Ma pewno nie, pewnie wystarczy jej papierek, bo do hoteliku raczej przyjmuje małe bezproblemowe psy, których jest większość. Jeśli będzie na tyle mądra, ze pozostanie przy tym co robi dotychczas raczej jakiemuś psu specjalnie nie zaszkodzi, problem pojawi się tylko wówczas, gdy będzie chciała spróbować czegoś więcej, bo ja za pracę z psami lękliwymi czy agresywnymi, zdobywszy wiedzę z takiego kursu bym się nie brała. A ja chyba do tego bardzo ciągnie.
    1 point
  13. Ja chyba wiem kto Ci sprzątnął ostatnią truskawkę z karuska :D wczoraj nam ją wysłali :P
    1 point
  14. Tyle, że przyznanie im racji byłoby równoznaczne z wyzbyciem się złudzeń ... np. o łatwej ścieżce szybkiej kariery w nowym zawodzie.
    1 point
  15. Eluś ja myślę że może ona nawet nie ma złych skojarzeń z człowiekiem tylko go po prostu może nie znać. Może urodziła się na wolności i stąd ta niepewność i strach przed człowiekiem. Tego się już nie dowiemy.
    1 point
  16. Chyba nas nie stac na operację... :( Najważniejsze, żeby Szarik żył bez bólu i miał jeszcze jakieś przyjemności w życiu. Nie myślę oczywiście o czekoladzie. ;)
    1 point
  17. Nie twierdzę, że nie bywa przerażona, ale na tych zdjęciach jest raczej smutna, poważna, zamyślona, niż przerażona.
    1 point
  18. Zastanawiam się nad kupnem flexi, ale nie bardzo się orientuję w temacie. Myślę, że chciałabym taśmową, czarną do 35kg (lub 50), min.5m. A do tego w promocyjnej cenie :D Możecie polecić jakąś konkretną ofertę? Ile +/- zapłacę za taką smycz? To by mi pasowało: https://www.mall.pl/zwierzeta-smycze/flexi-smycz-new-classic-m-l-5m-35kg-niestety w tym sklepie niedostępna :(
    1 point
  19. Trzymiesięczny urlop - gratuluję i nie ukrywam, że zazdroszczę, co nie zmienia faktu, że jeśli ktoś się podejmuje bycia skarbnikiem jakiegoś psa, to tym samym rezygnuje z urlopu. Ma obowiązek na bieżąco uzupełniać dane finansowe. Wnioskuję, że moje pieniądze nie trafiają na konto Cejlonka, więc nie ma sensu ich wysyłać. Zawieszam więc moje wpłaty dla Cejlonka (naprawdę z bólem serca, bo bardzo mi ten psiak jest bliski) do czasu powrotu Skarbnika z urlopu i wyprowadzenia na bieżąco stanu finansów.
    1 point
  20. Pusia i Mały trafiły do miłej rodziny.W zeszłym roku Mały poszedł za suczką i został u tych ludzi a w tym roku trafiła do nich też Pusia.Nie mam pojecia jak ona się tam znalazła ale z tego co wiem to sama tam poszła.Nie wiem może Mały po nią przyszedł bo był bardzo zżyty z Pusią.Ja chodziłam szukałam jej po lesie a ona w jak najlepsze mieszkała już w domu razem z nastoletnią dziewczynką.Jak się dowiedziałam gdzie ona jest to pojechałam po nią ale ta dziewczynka tak płakała i prosiła żebym ją zostawiła i w końcu została tam.Jakiś czas temu byłam zobaczyć jak się Pusia sprawuje i czy wszystko jest ok,ale ma dobrą opieke i dbają o nią tak samo jak o Małego i o sunie którą mieli wcześniej.
    1 point
  21. Ja bym się zastanowiła dlaczego konie chodzą w ręku na zwykłych kantarach, a nie na czymś co przypomina psie kantarki - no chyba, że mamy niedobrego ogiera, któremu trzeba zapakować kolec(chociaż kolcowi sensem działania bliżej do kolczatki). A przecież konie są bez wątpienia duże i silne. Odpowiednikiem działania gentle leader byłby osławiony rollkur - czyli doginanie brody do szyi. Teoretycznie zakazane... BTW: nie lubię jak ktoś pisze, że pies "się ciągnie". Pies ciągnie człowieka. Ciągnąć się może stary sweter, albo pies ciągnąć się za człowiekiem(w sensie iść wolno). No ale to już moje odchylenie.
    1 point
  22. trzy miesiące urlopu ...... na innych wątkach jakoś się pojawia
    1 point
  23. Pamiętam jak jakieś 8-10 lat temu czytałam Fishera i jak bardzo ubolewałam nad tym, że nie wolno się z psem bawić w zabawy siłowe, przeciąganie, szarpanie etc. Na szczęście w międzyczasie teoria się zmieniła, a ja nauczyłam się że wszystko trzeba przesiać, podejść otwarcie, ale nie bezkrytycznie. Dzisiaj czasami mam styczność z domorosłym trenerem, który nie potrafi zrozumieć że dla mojego psa głaskanie NIE JEST nagrodą i że jedyna nagroda socjalna jaka go ewentualnie interesuje to dzikie wygłupy ze mną. Tak samo facet nie rozumie, że tym czym dla jego psów jest głaskanie tym dla mojego chwila swobodnej eksploracji. I w sumie on mi uświadomił jak ważne jest dobranie metod do psa - szczególnie na tak podstawowym etapie jak motywacja. Jeśli zdajemy sobie sprawę z cudzych błędów to takie nieudane szkolenie też może nas czegoś nauczyć.
    1 point
  24. Dopisałam do skarbonki stałą od Mattilu, bardzo dziękujemy!
    1 point
  25. Pa-tti, ale niestety to jak u księdza Tischnera: jest prawda i g...* prawda. Naprawdę to wszystko nie działa tak jak się to usiłuje ogłupiałym ludziskom wmawiać, że w zasadzie wszystkie drogi są równocenne, że od każdego można się czegoś nauczyć i tak dalej. Psy są gatunkiem który działa w określony sposób - i piętrowe konstrukcje myślowe tworzone we współczesnym świecie PR-u tego nie zmienią. Twoim problemem jest właśnie brak praktyki - dlatego można Ci sprzedać wszystko, każdą teorię i każde ćwiczenie, byleby opakowane w odpowiednio świętojebliwą filozofię (przepraszam za wyrażenie). Ludziom się nieco pomerdało że demokracja jest dobra na wszystko. Zagłosujmy na tezę że psy to takie ludziki, tylko w futrzanych kombinezonikach - jak z głosowania wyjdzie więcej niż 50% na "tak", to jest to od dziś oficjalnie funkcjonująca prawda. Absurd, prawda? No ale dokładnie na takiej zasadzie można wypisywać różne głupstwa, twierdząc, że "niektórzy tak twierdzą". Na prawa natury niestety demokracja i statystyka NIE działa.
    1 point
  26. Rudzik ma łeb na karku - i tyle. Dlatego go wszystkie kochamy. Gdybym miała kupę kasy, i duży dom z ogrodem (też dużym, a co ;) i dobrze ogrodzonym, bo dookoła pola, łąki i lasy), zaraz bym zaadoptowała Piankę, Rudzika i Pomi . Bym miała trzy rudaski, jedną maleńką orzechówkę laskową i jedną dużą czarną podpalaną. Jeszcze tylko dropiatek, lub dropiatka..........pomarzyć , piękna sprawa :)
    1 point
  27. eh...na pewno domek dla Kłapcia gdzieś jest:( Obiecuje że w wolnej chwili zrobię dla niego nowy pakiecik...na dniach...ktoś go w końcu musi wypatrzeć- KTOŚ NORMALNY!
    1 point
  28. Myślałam o tym, żeby się tym NIE zajmować. Bo np. nie spełniam wymagań ZKwP. Skoro ktoś takie ustalił, to czemuś to ma slużyć. Szkolenie psów to naprawdę dużo więcej niż siad-waruj-podaj łapę. Dziwię się, że ludziom tak ciężko to pojąć.
    1 point
  29. Saldo na dzien 09.02: 872 zł - wplacone za hotel luty: 200 zł Saldo na dzien 03.03: 672 zł - wplacone za hotel za marzec: 200 zl Saldo na dzien 08.04: 472 zł Jak mam rozumieć taki wpis z postu rozliczeniowego? Jako informację, że moje stałe wpłaty dla Cejlonka nie dochodzą, skoro saldo tylko się zmniejsza? To gdzie się podziewają moje pieniądze? To nie jest dużo, ale za te 3 miesiące wpłaciłam 60,00 zł, które nie są policzone, za chwilę będę robić kolejny przelew, gdzie on trafi? Wieści od Cejlonka są, bardzo fajne, szczegółowe, przyjemnie się je czyta. Nie chcę pozbawiać psa tego drobnego wsparcia, ale takie podejście do spraw finansowych jest nie do przyjęcia, jak dla mnie. Może, jeśli Doda_ nie chce, nie może, nie potrafi (wybrać pasujące) zajmować się finansami Cejlonka, ktoś inny, uczciwszy, się tym zajmie?
    1 point
  30. KRABELLO POZDRAWIA:) SKÓRA KRABA WYDAJE SIĘ NIECO LEPIEJ, NIE MA ŚWIEŻYCH ZMIAN, STARE RANY ŁADNIE POPRZYSYCHAŁY, NIE ODNAWIAJĄ SIĘ, NIE KRWAWIĄ. NADAL DOSTAJE ANTYBIOTYK.
    1 point
  31. Wczoraj poszliśmy - jak zawsze - na spacer nad Wisłę. Nie zdziwiło mnie, ze idziemy w stronę miasta, bo czasem tak chodzimy, ale kiedy zamiast iść w stronę statków, wyszliśmy po schodach na ulicę, cos mnie tknęło. Na Starowiślnej byłem już pewien (chociaż nie byłem tam kilka lat, bo zwykle jeździmy gdzie indziej), na Wawrzyńca cała ulica patrzyła z potępieniem na moją pancię, jak ciągnie za sobą małego, biednego, rudego, kulejącego pieska, jakbym był cielaczkiem, prowadzonym do rzeźni. Robiłem, co mogłem, aby zaprzeć się wszystkimi 4 łapkami i ogonkiem najpierw w bramie, potem w drzwiach, ale się nie udało! Weszliśmy do gabinetu uśmiechniętego oprawcy, który próbował przekupić mnie chrupką (niech się wypcha!). Oprawca ważył mnie i wydziwiał, że niby przytyłem 1 kilogram (no i co? pobiegam na letnisku i po kłopocie), a potem postawił na stole, obmacywał (nie odzywałem się, ale trząsłem się tak że - niestety - było widać), wreszcie wziął cążki i obciął mi bardzo szybko i bardzo krótko pazury na kciukach (których sobie nie ścieram) i dodatkowo 1 na łapce. Potem jeszcze coś notował na swoim kompie, a ja szczekałem do panci "chodźmy!!! chodźmy już!". Wyszliśmy i teraz wszystko było odwrotnie - to ja ciągnąłem pancię, która nawet biegła, i cała ulica mogłą zobaczyć, że jestem mały, ale dzielny!!! Hauuuuu! :) Norek
    1 point
  32. byliśmy dzisiaj z Cejlonkiem na badaniach, nereczki i wątroba w porządku (aż się trochę zdziwiłam bo on juz taki sędziwy dziaduszek jest - w książeczce mu wpisali rok ur.2000), podniesione wartości trzustkowe , wiec chłopak dostał leki i od teraz bedzie musiał jeść enzymy trzustkowe do jedzonka (+ jedzenie bardzo chude ale taką dietkę to my w sumie cały czas trzymamy bo u nas same starszaki - aż 9 z chorą wątrobą) morfologia też ok, minimalnie leukocyty podniesione - najprawdopodobniej od tej trzustki, serduszko bije mocno i równo, żadnych szmerów... czyli ogólnie nasz kłapouszek trzyma się chociaż jest już bardzo sędziwy Bardzo się denerwował na badaniach, on jest taki delikatny, taki wrazliwy i subtelny. Ale najbardziej zdegustowany to był w trakcie jedzonka, bo musiał być na czczo do badań więc nie dostał śniadanka, jak chodził biedulek zaglądał do miseczek kolegów, patrzył z takim wyrzutem na mnie... po wizycie dostał swoją porcyjkę i świat wrócił do normy :)
    1 point
×
×
  • Create New...