Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

łooo kurna, jakie wieści nieciekawe
bardzo mi przykro, trzymam kciuki za Pepkowe zdrówko :calus:

kurna co to za paskudna seria tych psich kłopotów ze zdrowiem :shake:

Posted

malawaszka napisał(a):
Dzięki, że jesteście... staram się w domu nie płakać, ale nie jest mi łatwo, chodzę z małymi albo z puszczykiem na spacery i tam się wypłakuję - ja się kompletnie nie spodziewałam - ostatnio wynikły problemy z lekiem na cushinga i zrobiłam zapasy chyba na rok, jak dostałam leki to tak mi ulżyło, że niczego nam nie zabraknie i Pepa jest bezpieczna pod kątem leczenia, a tu nagle to... to cholerstwo musiało się rozwijać już jakiś czas bo wiem juz, że jak jakiś czas temu myślałam, że Pepa ma wzdęcia takie silne to to już były te bóle :( i cierpiało moje maleństwo... nie mogę no... podły świat... mimo, że wiem, ze ona jest stara, schorowana to nie spodziewałam się... przecież dopiero co koty mi po domu ganiała...

Okropne to wszystko :(

Posted

Cholera :angryy:, czas chyba pogonić tego kosiarza, bo limit na ten rok już mu się wyczerpał :mad:

Moni :calus: i trzymam kciuki za zdrowie Pepy .

Posted

Moniko, jestem z Tobą myslami i łzami. Płacz przynosi ociupinkę ulgi, ale na duszy nadal ciężko. Ale nie trać nadziei, może jednak udałoby się jej z tą jedną nerką? Jeżeli bylaby jakakolwiek szansa....... Oby chociaż Wam się udało
Trzymajcie się mocno a ja ściskam mono kciuki.

Posted

Co za seria :-( Wczoraj Bonuś, dzisiaj Pepula ["]. Pewnie się spotkali w drodze na swoją łąkę za TM.
Malawaszko mocno przytulam i ściskam. Trzymaj się dzielnie :glaszcze::calus:

Posted

Przeczytałam u Bonusia :( Poszli sobie prawie razem... może im raźniej... Bardzo mi przykro. Słowa wiele tu nie znaczą ale jestem z Tobą, z Wami myślami.

Posted

nie mogę się pozbierać... w domu płaczę, na spacerach z psami jedynie mi ciut łatwiej bo trzeba się nimi zajmować, ale powrót do domu i znowu... tak ciężko mi w to uwierzyć, że nie będzie już na mnie szczekać jak wracam do domu z wyrzutem, czemu tak długo mnie nie było, że nie przyjdzie i nie powie, że nie ma wody w misce, albo że już pora kolacji :( nikt tak jak Ona nie potrafił... dane nam były niespełna 4 lata razem, ale to był mój najwierniejszy pies, w ogień by za mną poszła... sznupsiaki teraz cudują, przymilają się, zwracają na siebie uwagę, ale to wszystko jest niepełne bez Pepy... chciałabym zasnąć i obudzić się za jakiś czas, kiedy w głowie będzie spokojniej... kocham tego małego starego pieska bardzo...

Posted

Dokładnie to samo czuję. Amiga wciąż podchodzi do mnie, przymila się, przynosi piłeczkę, zaprasza do zabawy, ale jak płaczę to wskakuje mi na kolana i zlizuje mi łzy. A ja wciąż mam wrazenie, że Bonusia nie ma w domu bo tupta gdzieś sobie po działce, w nocy boję się ruszyć, żeby go nie zrzucić z wersalki, bo przecież taka okruszynka jak się rozwaliła w nocy, to mnie pozostawało spanie na ścianie.
Trzymaj się Moniko, bo nic innego nam nie pozostało. Podobno czas leczy rany, ale niestety, chyba to musi trochę potrwać :calus::calus::calus:

Posted

ja po smierci Tamisia miałam wrażenie, że nadal jest w domu... słyszałam jego kroki na panelach... jego urywany oddech... :shake: ja przychodziłam do domu wieczorem jak mama już spała to słyszałam jak ogonem uderzał o łózko jak zawsze zakopany w pościeli ciesząc się, ze wróciłam... :(

Będzie lepiej Monika tylko trzeba czasu... :calus:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...