Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
Koryna

Jak się bronić przed dużymi psami?

Recommended Posts

Natomiast ja nie wyobrażam sobie puscić psa w kagańcu bo co by było gdyby się wystraszył czegoś i uciekł, pogonił za zwierzyna, suka w cieczce itp. a potem się zgubił i nie umiał trafic zpowrotem do domu? Takie sytuacje moga się zdarzyć wtedy jeśli pies sam nie zdejmie kagańca to gedzie głodował. Oczywiście w przypadku psów agresywnych kaganiec jest jednak obowiązkowy, choc nie jest to najskuteczniejsza ochrona, bo duże psy kagańcm potrafią czasem wyrządzić większa krzywdę niz zębami. Szczegolnie mniejszym pobratymcom. Ja mam psa który kocha wszystkich ludzio i psy więc nie ma ryzyka ataku, ale jeśli zostanie zaatakowany to moze się bronić pozaty w kagańcu niedośc że jst strasznie spiety ze względy na świadomośc że jest bezbronny, to jeszcze przyjmuje pozycje prowokujące inne psy do konfrontacji więc wolę go puszczać bez kagańca, tym bardziej że jest odwoływalny.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Może komuś się przyda zanim będzie za późno.
Opis sytuacji:
OK. 20-tej wieczorem (a więc dość ciemno) suka w typie ON (6 lat) zaatakowała sukę w typie teriera (niecały rok).
ON-ka była przed bramą swojej posesji (włąściciel wprowadzał auto), terier na smyczy właściciela.
Wg. właściciela teriera ON od razu atakował (dobiegł warcząc w niskiej pozycji). Próbował schować swojego psa za siebie ale to nic nie dało. Na brak reakcji na kopnięcie użył noża.
Właściciel ON nie widział początku zdarzenia wprowadzając auto na posesję, widział szczepione już psy z odległości ok. 30m
Sprawa na szczęście zakończyła się polubownie, ale pewien niesmak pozostał. ON ma ranę po nożu, terier powierzchowne drapnięcie.
Jak w podobnym przypadku osądzać ew. winę (ta sprawa jak pisałem już jest zakończona). Czy można nosić przy sobie nóż? Czy atak psa na drugiego psa usprawiedliwia w ogóle użycie noża?

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='JPL']Może komuś się przyda zanim będzie za późno.
Opis sytuacji:
OK. 20-tej wieczorem (a więc dość ciemno) suka w typie ON (6 lat) zaatakowała sukę w typie teriera (niecały rok).
ON-ka była przed bramą swojej posesji (włąściciel wprowadzał auto), terier na smyczy właściciela.
Wg. właściciela teriera ON od razu atakował (dobiegł warcząc w niskiej pozycji). Próbował schować swojego psa za siebie ale to nic nie dało. Na brak reakcji na kopnięcie użył noża.
Właściciel ON nie widział początku zdarzenia wprowadzając auto na posesję, widział szczepione już psy z odległości ok. 30m
Sprawa na szczęście zakończyła się polubownie, ale pewien niesmak pozostał. ON ma ranę po nożu, terier powierzchowne drapnięcie.
Jak w podobnym przypadku osądzać ew. winę (ta sprawa jak pisałem już jest zakończona). Czy można nosić przy sobie nóż? Czy atak psa na drugiego psa usprawiedliwia w ogóle użycie noża?[/QUOTE]
Oczywiste dla mnie , ze wina jest po stronie wlasciciela ON .
I tak ma szczescie , ze tylko zostala drasnieta jego suka , bo ja bym skrecila tej suce kark gdyby zaatakowala mojego psa .
Prawo chyba nie zabrania noszenia noza , mozna z nozem kupionym wracac ze sklepu przeciez , a co do uzycia to mysle ze dobrze , ze wlasciciel teriera go mial przy sobie , bo mogolby byc z nim cienko.
Chyba nikt nie bedzie uwazal , ze powinien psa zaatakowac adekwatnie do sytuacji czyli tez rzucic sie na niego z zebami;)
W razie sądu to jednak jestem zdania , ze roznie mogloby sie to skonczyc .

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gaz.

Tupanie, krzyki, czy branie psa na ręce może doprowadzić do nieszczęścia.
Jeśli drugi pies zdecyduje się zaatakować, to trudno będzie go odpędzić, czy odciągnąć.

Pozostaje tylko potraktowanie go gazem i telefon na straż miejską, albo policję.

Moją Mamę wczoraj zaatakowała suka sąsiadów, jej pies przejął sukę na siebie, a Mama potraktowała ją gazem i suka uciekła. Gdyby nie miała gazu, to boję się myśleć, jak całe zajście mogło się skończyć :roll:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Odnawiam temat, chociaż ja jestem z dużym psem i mamy problem głównie ze szczekającymi maluchami, które prowokują i utrudniają nam pracę nad "powściągliwością" psa. Zwyczajnie wyprowadzają mojego psa z równowagi. Pracuję nad tym ale inne psy, puszczane luzem i koniecznie chcące się przywitać nie ułatwiają nam tego. Ja do gazu się nie przymierzałam ale mam inną metodę. Zawsze na spacer biorę smaczki dla mojego psa. Kiedy inny pies podbiego od razu rzucam garść w jego stonę. Nie zawsze działa (zależy od smaczków). Czasami działa na właścicieli wtedy sobie przypominają że mają psiaki. Nie przejmuję się właścicielem. Jeśli nie panuje nad psem i nie jest w stanie go przywołać to niech się naje.
Na pewnym spacerze ( byliśmy na smyczy) podbiegł mały pies, zatrzymał się najpierw w sporej odległości. Więc zawołałam do jego pani żeby go przywłała i pani mnie olała. Wściekłam się strasznie bo widziałam że już się mój psiak nakręca. Przeczytałam regulamin miasta i wymyśliłam. Zamiast dzwonić do SM, zróbmy zdjęcie telefonem psa i opiekuna w jedym kadrze. Wtedy można zadzwonic z dowodem w ręku. Jeśli właściciel nie panuje nad psem, nie ważne czy małym czy dużym, to wlepianie mandatów przez SM w końcu na coś się przyda.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Te zdjęcia to dobry pomysł. My mamy problem głównie z małymi jazgotami, na które wystarczy tupnąć lub rzucić w ich stronę kamieniem (albo udawać że coś się rzuca). W razie niezamierzonego efektu mój pies poradzi sobie (ja mu w tym pomogę), ale raz spotkaliśmy dużego psa w typie labradora... Właściciela nie było widać, pies stał na środku drogi w pozycji bojowej, na szczęści wystarczyło wysłać odpowiednie sygnały (swojego schowałam za sobą i obeszliśmy tamtego sporym łukiem). Jednak jak czytam wasze wypowiedzi to również zastanawiam się nad kupnem gazu... zwłaszcza, że jest jeszcze pewna krowa, która zawsze za nami leci z rogami, raz już miałam nogi z waty i łzy w oczach, ale na szczęście właściciel ją zabrał.

Ps. Orion jest łagodnym psem i wiem, że nikomu nic nie zrobi, aczkolwiek nie wiem co by zrobił, gdyby został zaatakowany, m.in. dlatego nie zakładam mu kagańca. Po prostu się boję, w razie ataku mam jeszcze pomoc z jego strony (oczywiście zakładam mu kaganiec w miejscach publicznych, kiedy nie jest na smyczy, chyba że ćwiczymy z aportem).

Share this post


Link to post
Share on other sites
ja mam 2 małe psy,ale traktuje je tak jak traktowałam swego owczarka niemieckiego-lataja luzem jak ludzi nie ma,jak ktos idzie ś a w parlku zapinane-nie każdy lubi psy i ktos może nie życzyc sobie żeby obcy pies podlatywał do niego.Luna jest cicha-ma 3 psy na które musi!zaszczekać,Lili kocha szczekać-walczę z tym cały czas;co do podlatywania do innych psów-dziwię się,że masz taka sytuację,bo ja np.bałabym się żeby moje 2,7kg lub 4,7kg podleciało do obcego psa wagi powyżej20kg-dla mnie to nieodpowiedzialni właściciele...rozumię Cię-ja wyciagam telefon kręce filmik i groże policją-jak to nie pomaga to dzwonie i dowód mam nakręcony.Mój ON nie lubiał innych psów,więc często kłóciłam się z jakims psiarzem żeby zapiął swego psa na smycz,bo nie ręczę za swojego-który był na smyczy i np. jeszcze w kagańcu...ludzie są bezmyślni.....dlatego zawsze mam ze soba kom.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Byłam z mężęm i znajomymi na pizzy i nagle słyszymy z ulicy krzyki i skowyt psa,myślałam,że samochód go potrącił i wybiegłam i....pittbul miał w szczękach małego kundelka,przechodnie kopali psa-właścicielka mówiła żeby nie przestawać to wtedy on puści....było pełno krwi,w końcu pies puścił ofiarę-w kagańcu poszkodowany był,chwyciłam kom i zadzwoniłam na policję-bo panią poznałam -w parku pies bez smyczy,bez kagańca i jak mnie widzi to zawsze"idz przywitać sie z pieskami,no idz,popatrz jakie ładne-idz daj buzi"itp.a na moje"prosze zabrac psa.słyszę od niej ,że mam się nie bać bo jej pies jest przyjazny,a ja boję się,bo Luna boji sie wiekszych od siebie obcych psów i róznie to może być.....pani jak usłyszała,że dzwonię"niech panie tego nie robi"i"pani chyba żartuje",ale jak usłyszała,że rozmawiam z policjantem i mówię o tej sytuacji-kaganiec szybko znalazł sie i to na pysku psa-powiedziałam,że mam kilkunastu świadków,że pies był bez kaganca i nigdy go nie ma.pani zatrzeła iśc-uciekać,ja rozmawiając z policjantem mówiłm tej pani,ze ja będę sżła za nią i mówiła policji gdzie obecnie jesteśmy,że jej ucieczka nie ma sensu.zatrzymała się,policja przyjechała w ciągu 3 minut,właściciele poszkodowanego psa uciekli(ludzie ci bardzo są biedni i wystraszyli się,ktoś pobiegł za nimi,żeby w razie w udzielic pomocy psu)-pani i jej znajomi naskoczyli na mnie,że tamten mały pies zatrzął,bo jak mijali się to zaszczekał,a ja na to,że mnie to nie obchodzi-miał kaganiec i szedł na smyczy krótkiej,a ta pani-brak kaganca i odpowiedzialnosci i powiedziałam policji,że w parku zawsze jest tak.Pani-znajoma właściciela pittbula-skoczyła do mnie zdenerwowana,że tamten zastrzekał i tym sprowokował tego psa,policjant poprosił tą panią z drugiej strony radowiozu i tłumaczył jej,że mandat nie jest za "bójkę"tylko brak kagańca-200zł.
Ucieszyłam się bardzo,że poważnie potraktowali sprawę-może ta pani nauczy się,że nigdy nie należy ufać swemu psu do końca.
Teraz już wiem co to za pies-potrafi zaatakować,więc jakbym w przesżłości pozwoliła mu na podejście do Luny a ta wystraszona zawarczałaby to byłaby juz za TM.Taki to przyjacielski pies.Pan policjant powiedział,że jak w parku widzę psa bez kagańca,luzem i właścieciel go na moją prośbe nie zabiera-mam odrazu do nich dzwonić.
żal mi jej psa-bo na pewno musiało go boleć jak tak obrywał od przechodniów i moim zdaniem to ,że zaatakował to nie wina tego kunedlka ,ze 1 raz szczeknął ani tego psa tylko jego właścicielki-luzno puszczona smycz,brak kagańca,ogromne zaufanie do swego psa i ogromna głupota.Ofiara-2 psy:kundelek pogryziony(głowa,ucho)i jej pies skopany i w szoku.
Ludzie to idioci!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczęscie, że pit za to kopanie nie rzucił sie na ludzi. Każdy pies może to zrobić - przekierowanie agresji. Ludzie bez wyobraźni to najgorszy typ psiarzy na świecie!. Ja swoje suki, mam zawsze na smyczy, w publicznych miejscach nawet w kagańcach. Wiem, że są przyjaźnie nastawione, ale pies to pies, zawsze może mu coś nie przypasować i się wkurzy.
Mamy na osiedlu Dwie suki, strasznie agresywne, do ludzi i psów. Są w ogóle niesocjalizowane - ich jedyne spacery to wyprowadzanie 3 razy dziennie, do ogrodu za domem. (który wcale duzy nie jest) Nie zapomne jak kiedyś jedna z nich zerwała się ze smyczy. Suka w ogóle nieodwoływalna. Miałam kaganiec w ręku, gdy suki się do siebie dorwały, swoją ściągnęłam a agresorkę zdziliłam kagańcem. Na szczęscie poskutkowało. Moja była wtedy młoda, mogło się to fatalnie skończyć. Teraz gdy widze agresora, unikam, po cholere stresować siebie i psa ? wolę zawrócić i iść w drugą strone, niż ryzykować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ja znam shih tzu które kocha inne psy,ale ostatnio rzucił się na małego yorka....więc-nigdy nie należy ufac do końca swemu psu.
żal mi tego psa-że ludzie go kopali,żeby popuścił tamtego...mam nadzieję,że jego właścicielka chociaż na tyle odpowiedzialna była/jest,że swego bullka wzieła do weta-żeby oglądnął go czy nie ma jakiś obrażen no i może jakies leki p/bólowe i na uspokojenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='JPL']Może komuś się przyda zanim będzie za późno.
Opis sytuacji:
OK. 20-tej wieczorem (a więc dość ciemno) suka w typie ON (6 lat) zaatakowała sukę w typie teriera (niecały rok).
ON-ka była przed bramą swojej posesji (włąściciel wprowadzał auto), terier na smyczy właściciela.
Wg. właściciela teriera ON od razu atakował (dobiegł warcząc w niskiej pozycji). Próbował schować swojego psa za siebie ale to nic nie dało. Na brak reakcji na kopnięcie użył noża.
Właściciel ON nie widział początku zdarzenia wprowadzając auto na posesję, widział szczepione już psy z odległości ok. 30m
Sprawa na szczęście zakończyła się polubownie, ale pewien niesmak pozostał. ON ma ranę po nożu, terier powierzchowne drapnięcie.
Jak w podobnym przypadku osądzać ew. winę (ta sprawa jak pisałem już jest zakończona). Czy można nosić przy sobie nóż? Czy atak psa na drugiego psa usprawiedliwia w ogóle użycie noża?[/QUOTE]

W moim mieście kiedyś była podobna sytuacja. Nie pamiętam dokładnie jakie to były razy, w każdym razie duży agresor latający luzem zaatakował małego psa. Ponieważ było to pod oknami właścicielki malucha, ktoś z jej rodziny rzucił jej przez okno nóż. Ta dźgnęła agresora, uwalniając w ten sposób swojego psa. Mały i tak ucierpiał bardzo, ale przeżył- agresor nie :( Dlatego potem było spore zamieszanie i dyskusja. Z tego co pamiętam to pani miała kłopoty. Ja tam podziwiałam ją za odwagę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Swego czasu widziałam taki wypadek na wystawie psów. Ludzie z młodym na oko jakieś 3-4 miesiące buldożkiem francuskim , stali obok stoiska z art. dla psów, w pewnej chwili słyszę straszny pisk, odwracam się i okazuje się ,że malec przed chwilą został złapany i na szczescie puszczony przez dorosłego psa akitę japońską, psiak był cały obolały, trząsł się jak galareta, nie dał dotknąć do tylnej cześci grzbietu i piszczał z bólu , straszne!!! właścicielka akity nawet przepraszam nie powiedziała, jedyne tłumaczenie to ,że buldożek chrząknął na jej psa, normalnie no comments!!! dziwię się ,że poszkodowani jej nie spisali ale byli w szoku biegiem zawieźli psiaka do weta, ale z tego co się potem dowiedziałam, nic to nie dało za pewne były zbyt rozległe obrażenia we. i do tego koszmarny stres-serce i piesek nie przeżył, przerażające jak nie odpowiedzialni sa właściciele psów, mam znajomą która ma duże japońskie psy, jeden z nich jest agresywny do psów, toleruje jedynie suki z cieczką, ale zawsze jest na smyczy i w kagańcu i pod kontrolą, jak ktos z innym psem podchodzi to jest ostrzegany by się odsunał.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja po raz pierwszy w życiu zostałam ugryziona przez psa - a dokładnie przez akitę inu...
Pan, z którym pies był na spacerze (a nie był to właściciel psa), psa poprostu nie dał rady utrzymać.
Wracałam ze spaceru z pól z moim burkiem, bylo coś ok. 22:00, mój pies wymęczony i zapięty na smyczy, widzę z daleka, że pan skraca smycz, więc swojego też prowadziłam przy nodze i dodatkowo próbowałam pana i jego psa obejść szerokim łukiem...
Niestety nie udało się: pies, jak już wspomiałam, wyrwał się panu ze smyczą, dziabnął mnie w nogę, wywrócił na ziemię i przy okazji ugryzł również Sajana.
Pies mierzył w mojego, ale że nie trafił, to oberwałam ja.
Mijają 2 miesiące od zajścia, a rana po ugryzieniu dopiero się zagoiła, będzie paskudna blizna...
Szczęście w nieszczęściu, postronna osoba wezwała natychmiast policję, pogotowie...
Właściciel psa również nie migał się od odpowiedzialności, dostał spory mandat, pokrył koszty leczenia, "Przepraszam" również uslyszałam...
Ale najgorsze jest to, że zaczęłam się bać dużych psów, natomiast Sajan zaczął przejawiać agresję lękową... Pracujemy nad sobą, ale takiej sytuacji nie życzę nawet wrogowi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hmm..ja mam dużego kundelka i powiem wam że jeżeli widzę malucha BEZ smyczy to moją też spuszczam ...i sądzę że wiele właścieli małych psów przesadza własnie w drugą strone...ich rozszeczekane i nie posłuszne psy wszędzie biegają bez smyczy i potem czepiaja się o psa większego który np. został spuszczony w lesie...

dlatego też robię tak jak pisalam po wyzel bo mój pies jest delikatny do małych psów i posłuszny...no rzecz jasna jak sobie ten właściel nie życzy aby się witały to nie pozwalam jej podchodzić... no ale jak York może bez smyczy to i moja kundlica też:p

Share this post


Link to post
Share on other sites
To ja mam chyba jeszcze większego pecha, bo złych sytuacji doświadczyłam nadto. Miałam już 4 duże pogryzienia kończące się szyciem całego psa... Tylko w jednym wypadku właściciel pokrył koszty i przeprosił. W innych przypadkach było dużo gorzej - odwrotnie. Mi się jeszcze obrywało od właścicieli psa, które pogryzły mojego co jest już w ogóle szczytem szczytów. Tylko w jednym wypadku mój pies nie był na smyczy i to akurat był pan, który zawiózł mnie do weta, wykazał szczepienia i zapłacił za szycie. Po prostu człowiek na poziomie!!
Co do odganiania psów, to zdarzyła mi się sytuacja, że zaatakował nas duży pies ciężkich gabarytowo typu mastif. Ja zaczęłam przepędzać psa "stój" , "nie wolno", "idź!" , a właścicielka idiotka do mnie z daleka, że jak tknę jej psa to mi tak wpierd..., że będę zęby z ziemi zbierać. HOŁOTA!!
Bardzo często zdarzają mi się sytuacje, gdzie duże psy wskakują na mnie łapami, a właściciel cały ubawiony i zero reakcji... Ostatnio zostałam przewrócona przez psa, uderzyłam ramieniem w drzewo i do domu wróciłam z zakrwawionym rękawem, po prostu straciłam równowagę pod gdzieś 40 kilowym bydlakiem, który stał na mnie łapami, drapał i miażdżył mojego 5 kilowego psa, którego szybko wzięłam na ręce ze strachu. Właścicielka tępaczka do mnie "bo on chce się bawić". Czujecie to? Prawie rozbił mi głowę bo "tylko" chciał się pobawić....
Co do straży miejskiej i policji. Zimą tego roku byłam świadkiem pogryzienia dziecka przez amstafa spuszczonego ze smyczy. Pies po prostu doleciał do dziecka, które szło z tornistrem z 5 metrów dalej. Było wielu świadków, ale nikt poza jednym panem nie zareagował. Facet do właściciela zaczął się drzeć, a ten do niego podleciał i zaczęli się bić! Dzieciak pogryziony po prostu uciekł bo był w szoku. Ja zadzwoniłam na policję i zgłosiłam pogryzienie oraz pobicie. Słuchajcie teraz ten numer bo kur..cy można dostać. Policja przyjechała sobie po niecałych 40 minutach!!!! Ja zdążyłam w tym czasie zamarznąć na kość stojąc w śnieżycy. Jak kolesie skończyli się bić to śledziłam właściciela aż pod sam dom i tylko dzięki temu przygłupawa policja w ogóle wiedziała gdzie ma iść. Ale to jeszcze nie wszystko. Powiedzieli mi, że mogą tylko dać pouczenie właścicielowi, ponieważ oni nie widzieli zajścia, a mogą taką osobę ukarać tylko jeśli policjant był świadkiem pogryzienia i pobicia!!! Pouczenie... śmiech na sali! Zapytali czy JA chcę zgłosić sprawę do sądu i poprosili o MOJE dane[B] aby przekazać mój adres, moje imię i nazwisko temu psychopacie od amstafa[/B]!!! Oczywiście odmówiłam i całe szczęście bo nie wiem co by z kolei było ze mną i moją rodziną. Ten psychol z amstafem mieszka 3 ulice dalej i jest typowym kryminalistą, łysy, morda zakazana i agresja. Tak to u nas wygląda. Kiedyś też była jedna sytuacja, że właścicielka psa mnie uderzyła bo poprosiłam o zapięcie psa i wywiązała się wymiana zdań. Ona zaczęła się ze mnie śmiać i po chwili podeszła i po prostu dała mi w twarz....
W tej chwili nauczona doświadczeniem staram się w ogóle nie zwracać uwagi, nie odzywać, widząc dużego psa przechodzę na drugą stronę ulicy lub zawracam bo po prostu zbyt wiele nerwów mnie to wszystko już kosztowało. Naprawdę każde pogryzienie moich psów i inne wyżej wymienione akcje wiele zdrowia psychicznego mnie kosztowały. Na samą myśl o tym trzęsą mi się ręce i bierze mnie straszna złość. Nie czuję się z tym dobrze, czuję się z tym źle ponieważ moje psy i ja też chcemy mieć prawo do spokojnego spacerowania, a nie mamy bo parki są sterroryzowane przez pospólstwo. Ja, która trzymam psy na smyczy mimo że są łagodne muszą robić uniki, schodzić innym z drogi by unikać nieprzyjemnych konfrontacji. A margines i patologia żyją dalej i hulaj dusza. Z hołotą się nie da , do hołoty po prostu nie dociera, to są ludzie ograniczeni.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Myślałam o tym.
Wiem, że to głupie, ale nie wiem czy bym się odważyła tego użyć. Na pewno jeśli już to w sytuacji ostatecznej, gdzie albo życie mojego psa (lub moje), albo gaz. Czyli rozwiązanie najlepsze z możliwych.
Mimo wszystko lepiej mieć niż niemieć. Racja.

Share this post


Link to post
Share on other sites
tak czytam i ciarki mnie przechodzą. Ja mam psa dużego spotykam się raczej z atakami ze strony małych rozwrzeszczanych potworów którym wszystko wolno a fakt że mojego po łapach gryzą właścicielom wydaje się uroczy. Ale jak widać właściciele z zanikiem mięśnia mózgowego nie są determinowani przez rozmiar psa.

Dubli matko święta gdzie ty mieszkasz, historie przerażające.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A mnie denerwują i małe i duże psy bez smyczy ganiające o osiedlu. Bo mam już dość tego, że nie mogę spokojnie iść na spacer bo pieski podbiegają i chcą się przywitać. Mój jest agresywny i wiem o tym, ale to moja sprawa. Chodzi na smyczy, panuję nad nim, biorę go na ręce widząc innego psa luzem, tylko po to ,żeby nie ogryzł wesołego podbiegacza. A tak naprawdę mogłabym mieć to gdzieś i pozwolić mu gryźć inne psy...I jeszcze głupie komentarze właścicieli wolno biegających psów ,którzy twierdzą ,że traktuję psa jak zabawkę bo biorę go na ręce, żeby nie pogryzł ich pupila. Uważam ,że każdy powinien mieć prawo do spokojnego spaceru i ja,właścicielka agresywnego yorka i ktoś inny, właściciel łagodnego labka. Dlatego psy powinny chodzić na smyczy w miejscach publicznych a jak ktoś chce puścić pupilka na jakiejś miejskiej łączce czy coś to niech nad nim panuje. Takie jest moje zdanie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja mam 3 małe psiaki (1kg, 1,5kg 1,7kg) i boję się sama chodzić z nimi na spacery, bo przeżyłam już 4 ataki dużych 'łagodnych' psów. Po ostatniej sytuacji, gdzie labek miał jedną z naszych suniek w pysku, a ja musiałam mu dokopać by łaskawie puścił nerwy mi puściły i o mało nie doskoczyłam do durnej baby, która spuszczając psa zdjęła mu nawet obrożę, więc nie miałam szans nad nim zapanować!
Moje psy na widok innego psa zawsze są na smyczy, idę bokiem i do momentu aż pies się nimi nie zainteresuje są całkowicie cicho. Jak widzą, że pies ciągnie do nas i właściciel średnio nad nim panuje to 2 chowają się za mną, a najmniejsza zaczyna szczekać.
Niestety moja kultura na nic się zdaje, bo mądrale, których wyobraźnia chyba jest znikoma nie zdają sobie sprawy, że ich łagodny psiak może mojemu 1kg psu łapą zrobić krzywdę! Więc jak słyszę taki tekst to od razu dzwonię do SM i do tej pory zanim zdążyłam jeszcze wykręcić numer to nagle dało się psa zapiąć.
Ja rozumie, że ktoś ma dużego łagodnego psa, ale moja maleńka ma równo 1kg i miała 6 operacji, bo była zakatowanym psem, ma w nogach śruby by mogła chodzić, więc jedno walnięcie łapą dużego psa mogłoby jej przestawić całe nóżki - ale niestety mało kto to rozumie!
I teksty o paniusi która bierze na ręce psa są moim zdaniem wyolbrzymione, bo moje psy mają większych kolegów, ale takich którzy na pewno nie zrobią im krzywdy. Kto nie miał tak małego psa nie zdaje sobie sprawy co tzn mieć 1kg psa.
Sama zastanawiam się nad zakupem gazu, ale nie miło jest robić krzywdę psu, nawet agresywnemu. Po tym jak musiałam potraktować tego labka było mi bardzo przykro. To nie jego wina, że ma takiego właściciela..

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Chiquita&DeeDee']
Sama zastanawiam się nad zakupem gazu, ale nie miło jest robić krzywdę psu, nawet agresywnemu. Po tym jak musiałam potraktować tego labka było mi bardzo przykro. To nie jego wina, że ma takiego właściciela..[/QUOTE]
Kupuj gaz i się nie zastanawiaj. Dwa tygodnie temu na moim osiedlu został zagryziny york, kilka godzin później amstaff mix zagryzł 13 letnią sukę (mini kundelka) sąsiadki. Obydwa zagryzione pieski były na smyczy. Również właściciele psów zostali pogryzieni. Moje suki przeżyły atak rotteweilera od tego czasu bez łańcucha i gazu się nie ruszam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jako właścicielka dwóch dużych psów jestem przerażona historiami, które tu przeczytałam:( Moje suki też nie lubią małych psów, głównie dlatego, że najczęściej zostają przez nie "zajazgotane" na powitanie, ale nigdy nie zdarzyło mi się, by ich niechęć przeniosła się z psa na właściciela. Mam co prawda ten komfort, że 500 m od mojego domu zaczynają się już polne drogi i tam mogę je spuścić ze smyczy, by się wybiegały, ale i wówczas mam oczy dookoła głowy. Z tego pola korzystać mogą przecież wszyscy. Wśród ludzi, na ulicy suki chodzą zawsze w kantarkach i na krótkiej smyczy. Gdy małe psy są spokojne moje zupełnie je lekceważą, ale gdy zaczynają szczekać i rzucać się na swoich 5 metrowych smyczach linkach, co oznacza dla mojego psa, że są same (bo dlaczego nie słychać głosu właściciela, który kazałby im się uspokoić?) i "podskakują", żarty się kończą. Przykro mi to mówić, ale jestem pewna, że gdybym dała im okazję, to taki szczekacz marnie by skończył. Nie uważam, że jest to moja wina - psy wychowane jako obronne i stróżujące po prostu nie znoszą takich akcji i bez nadzoru właściciela mogą nawet zabić takiego awanturnika. Nie jest to sprawiedliwe, że ode mnie oczekuje się psa idealnie wychowanego, który najlepiej gdyby w ogóle zapomniał jak się szczeka o bieganiu i skakaniu nawet nie wspominając, a wszystkie pieski mniejsze od kota zupełnie się do zasad tresury stosować nie muszą. Dla odparcia ataku, który zaraz zapewne spadnie na moją głowę: psy są po szkoleniu z posłuszeństwa, nauczone nie ujadać w nocy, codziennie wyprowadzane na spacer i kochane - nie wychowałam potworów! Nie twierdzę tu również, że wszystkie małe psy są fatalnie wychowane, ale z moich doświadczeń wynika, że niestety zdecydowanie więcej niż powinno.
Aha, i jeszcze jedno - gdy duży pies atakuje, absolutnie nie bierzcie małego psa na ręce! Nie krzyczcie na psa ani na właściciela! A od wyprowadzania psów są dorośli a nie dzieci! Wiem, że łatwo mówić - ale skoro pytacie to mówię...
Aha, w przypadku moich psów najlepszą metodą na rozładowanie potencjalnej agresji jest ignor - tj. obrócenie się bokiem lub tyłem i zupełne lekceważenie. Działa w przypadku listonosza i kuriera. Już się nauczyli, że po zadzwonieniu do mojej furtki najlepiej stanąć sobie lekko boczkiem i wtedy pies cichnie. A już na pewno nie jest dobrym sposobem patrzenie psu w oczy z uśmiechem - tak agresji nie rozładujecie, a spotkałam się już z takimi próbami, nie wiedzieć czemu podejmowane były przez właścicielki małych piesków...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zgadzam się, psiak czy duży czy mały powinien być wychowany. I nie dziwię się większym psiakom, że się denerwują, kiedy takie małe biegają wokół i się drą, dlatego ja moje zawsze zapinam na smycz i uciszam w wypadku gdyby coś zaczęły (a w zasadzie 1 ) pyskować. Niestety bardzo rzadko spotykam kulturę z drugiej strony...
Z mojego doświadczenia większość psiarzy to chamy, a szkoda, bo można by było fajnie socjalizować psiaki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

Announcements

×
×
  • Create New...