Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

nie, skądże,już u siebie:p
malowanie skończone,wrócił w zeszły pon. Wszedł,ucieszył się,ale normalnie, jakby wyszedł tylko na spacer i grzecznie położył na swojej kołderce.Znajomy twierdzi,że Kanguś zachowuje się jakby miał rodziców po rozwodzie i dwa domy, w obu czuje się świetnie;)
Kołderka zaś jest wożona z nim wszędzie i robi furorę. Nie daje się z niej przesadzić.Wczoraj miałam dostawę narożnika i Kango za chiny nie chciał ustąpić ekipie transportowej. Dopiero raczył się ciut usunąć,jak zabrałam kołderkę. Ale o tym,żeby na chwilę wyjść na balkon,gdzie oddelegowane były wszystkie zwierzaki nie było mowy. Do łazienki też nie. Zaparł się,a jak pociągnęłam za obrożę, położył i rób co chcesz. Wie,że to zwykle działa,bo nie mam siły przesunąć jego prawie 40kg :diabloti:. A chodziło tylko o to,by wyszedł z pokoju na chwilkę ,coby móc wymanewrować meblem. Był biedny,nie wiedział kompletnie o co chodzi :roll: Choć chętnie asystował ekipie,bo on uwielbia każdego, a wnoszącym był też jego ulubiony Wujek. No to teraz juz kompletnie nie mamy jak się ruszać,takeśmy sobie porawili ;)

Posted

agat21 napisał(a):
posłałam właśnie lipcową deklarcję dla Kangulca Uparciucha ;)



bardzo dziękujemy:loveu:

ps.tyle się ostatnio znów naczytałam o oszustkach na dogo,że :crazyeye::eek2: . Jeżeli któraś z wiernych Ciotek i Wujek też:razz: mielibyście ochotę odwiedzić Kangusia i sprawdzić jak się ma w realu w W-wie to zapraszamy. My nie mamy nic do ukrycia.
Zdjęcia i opisy,a nawet tożsamość i ściąganie kasy pod pozorem pomocy-wszystko okazuje się można tak zmanipulować,że do głowy by mi nie przyszło! Do tego usypianie zwierząt i życie za kasę braną za dt. Mam nadzieję,że tacy oszuści zdechną w pierdlu :angryy: lub będą choć mieli mocno zorane doopska :pissed:

Posted

Kanguś pewnie chciał dopilnować co by wszystko poszło sprawnie i żeby narożnik ustawili w odpowiednim miejscu :diabloti: a jak był ulubiony Wujek to jeszcze koniecznie trzeba było się przywitać :evil_lol:.

Ja to bym z chęcią poznała Kangulca, ale nie wiem czy mnie TZ puści :cool3:, pewnie będzie się bał, że nie wrócę sama :evil_lol:


Jeśli chodzi o resztę wpisu.... Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, żeby zabijać, kaleczyć, okradać zwierzaki.... :mad::mad::mad: Mój mózg tego nie ogarnia :shake:

Posted (edited)

[FONT=Verdana]Wczoraj mieliśmy,jakby to nazwać,epizod adopcyjny[/FONT]:roll:

[FONT=Verdana]W pt.zadzwonił telefon w sprawie Kangusia! Baaardzo miła Pani ogromnie zainteresowana Kangusiem rozpytywała co i jak ,a ja mimo,że byłam tą rozmową już mocno spóźniona do pracy cierpliwie odpowiadałam i chwaliłam,zgodnie z prawdą moje cudo. Po czym poszłam spokojnie do pracy i z niej wróciłam,nie licząc na nic więcej. Jakież było moje zdumienie,gdy telefon zadzwonił wieczorem ponownie. Pani martwiła się jedynie,że piesek starszy i co ,jak się mała córeczka przyzwyczai ,a on odejdzie. No na to gwarancji już z oczywistych względów dać nie mogłam. Zwróciłam jedynie uwagę,że coś za coś.Wprawdzie nie jest szczeniakiem,ale za to dostaną w pakiecie absolutnego gotowca- łagodny,cierpliwy,nie brudzi w domu,nie demoluje,nie niszczy rzeczy,załatwia się tylko na dworzu, łagodny dla dzieci i kotów,prawdziwy anioł,do tego full wypas przebadany,aktualna książeczka zdrowia itd.Zaprosiłam też do poznania osobistego pieska,do wpadnięcia na herbatę i zobaczenia go na własne oczy. Bez zobowiązań.Nikt nikogo do adopcji zmuszał absolutnie nie będzie.[/FONT]
[FONT=Verdana]I spotkaliśmy się w sobotę. Rodzina młoda,córeczka 6-letnia,w domu kot i Babcia.Mieli już psy,aktualnie u teściowej jest jeden z Palucha już 10 lat. Pani pracuje tylko kilka godzin,dużo przebywają na dworzu latem,weekendy na działce.Mieszają w sąsiedniej dzielnicy,warunki mają,ich kotka zna psy.Poinformowałam o stanie zdrowia Kangusia i o wszystkim istotnym,co mi się wydawało mogło być.Wszystko szło cudownie.Prosiłam o przemyślenie jeszcze decyzji i "przespanie"się z nią oraz o telefon jak już zapadnie ostatecznie. Posiedzieliśmy 1.5h,potem jeszcze wspólny spacer i zahaczenie o plac zabaw. Kanguś leżał grzecznie koło nas pod bramą i czekaliśmy aż mała się wyszaleje na huśtawkach.Było bardzo sympatycznie.[/FONT]
[FONT=Verdana]Już tego samego wieczoru telefon zabrzmiał ponownie.Państwo byli na tak,zdecydowali się ostatecznie,mimo,że Kanguś jest dojrzały,bo psiak faktycznie jest super. Pytali czy oni spełniają warunki.Umówiliśmy się,że tym razem spotkamy się u nich i jeśli wszystko okaże się ok. podpiszemy umowę adopcyjną.[/FONT]
[FONT=Verdana]Nie mogłam spać z wrażenia,rano się poryczałam na dobre i nie mogłam nawet umalować rzęs.W efekcie nie jadłam prawie cały weekend z emocji (na zdrowie mi to wyjdzie zapewne[/FONT];-)[FONT=Verdana]).Zacałowywałam zdezorientowanego psa non stop "naśmierć" paląc z nerwów papierosa jednego za drugim.[/FONT]
[FONT=Verdana]Państwo zgłosili się punktualnie. Wszyscy podekscytowani pojechaliśmy do ewentualnego przyszłego ds. Nawet ulubiony Wujek Kangusia się zgłosił do asysty,gdyby trzeba było chłopaka pierwszy raz np.zataszczyć na górę np.w połowie 2go piętra[/FONT];-)[FONT=Verdana]).Jedyne czego się obawiałam,to ,że Kanguś nie będzie chciał wejść sam na 2 piętro po schodach.Moje obawy jednak prysły jak po lekkim oporze,dał się namówić i wszedł. Mieszkanko skromne,ale wystarczające. Wszystko ok. Państwo naprawdę przemili i wrażliwi. Z babcią zamieniłam kurtuazyjnie parę zdań na powitanie, o upale i takie tam zagadujące ble,ble,ble. (o naiwności[/FONT]:angryy: moja,wkrótce ukarana!).[FONT=Verdana] Kanguś dostał ciasteczka psie w prezencie i nową smyczkę. W efekcie podpisaliśmy papiery. Kanguś ułożył się na swojej zatarganej z nami również kołderce.[/FONT]
[FONT=Verdana]Wierzyć mi się nie chciało,że idzie nam tak dobrze.[/FONT]
[FONT=Verdana]Wymknęliśmy się jak zajęty był wcinaniem ulubionych suszonych jelit wołowych. Mimo kupy dobrze wykonanej roboty,czułam się jak zbity pies.Miotałam się jak przetrącona.Nie umiałam się jeszcze naprawdę cieszyć. Martwiłam się jak beze mnie da radę na schodach,czy nie tęskni.Brakowało mi go w mieszkaniu,jego westchnień i nochala,do którego można się przytulać. Chodziłam z przylepionym wręcz do ręki telefonem-bo obiecałam być dostępna przez 24h na dobę,w razie gdyby co.[/FONT]
[FONT=Verdana]O 19 zadzwonił telefon. Pani bardzo płakała.[/FONT]
[FONT=Verdana]Nogi mi się ugięły.Pomyślałam o najgorszym-wpadł pod samochód,uciekł,jakimś cudem zagryzł kota,albo kot wydrapał mu oczy.Zanim Pani udało się opanować łzy i mówić,miałam już prawie stan przedzawałowy[/FONT]:nerwy:.
[FONT=Verdana]Okazało się,że kotka cały czas siedzi na szafie i się okropnie trzęsie(a przecież uprzedzałam,że adaptacja może potrwać,nawet miesiąc),a w dodatku się na szafie zsikała (na a gdzie miała jak bała się zejść do kuwety[/FONT]:roll:[FONT=Verdana]).Zaproponowałam,żeby odseparować kotkę od psa na jakiś czas w drugim pokoju,by mogła go spokojnie obserwować ze swego azylu.To okazało się niemożliwe,bo jak się okazało 80-letnia babcia przestraszyła się psa i zagroziła,że wszystkich wyrzuci z jej mieszkania jak się gonie pozbędą. No takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam.Zaproponowałam,żeby spróbować wyciszyć emocje i dać sobie trochę czasu na przyzwyczajenie,ale jak usłyszałam,że 80-letnia babcia odpycha Kangusia patykiem[/FONT]:mad::crazyeye: i wywiera taką presję... A Pani płacze i jest naprawdę załamana sytuacją.

"Jestem w domu, w każdej chwili możecie go Państwo przywieźć" powiedziałam.


[FONT=Verdana]No i znów jesteśmy razem. Naprawdę się stęskniłam za moim kochanym cielątkiem.Wyściskałam na przywitanie,a on biegł do nas z uśmiechniętym pyskiem witając mnie i mego psa. Myślał,że był na wycieczce ,było fajnie,miał długi 3h spacer i dużo smakołyków i głasków.Pomieszkał całe 6h gdzie indziej. Dobrze,że dokładnie nie wie co zaszło w jego sprawie...[/FONT]
[FONT=Verdana]Pani i córeczka żegnały go naprawdę szczerymi łzami. Pan też miał smutną minę. Poprosiłam jedynie,żeby,jeśli to możliwe, pomogli w szukaniu ds dla Kangusia wśród swoich znajomych,rozsyłając maile itp. Zapewnili,że pomogą. Okaże się...[/FONT]
[FONT=Verdana]A ja. Odetchnęłam z ulgą,że się nie muszę już martwić,bo Kanguś znów jest obok[/FONT]:loveu:[FONT=Verdana]Nie wiem jak dam radę emocjonalnie,gdy kiedyś jego adopcja się uda.[/FONT]
[FONT=Verdana]Wiem tylko,że do umowy adopcyjnej muszę wpisać kolejny punkt,którego będę surowo przestrzegać,coś w stylu:[/FONT]
[FONT=Verdana]1.Oświadczam,że wszyscy domownicy/osoby współzamieszkujące zostały poinformowane o adopcji psa i świadomie się na nią zgadzają/zgadzają się,by zamieszkał we wspólnym mieszkaniu.[/FONT]

[FONT=Verdana]A Kanguś? Śpi obok ciągle tak samo grzecznie jak aniołek. Kocham tego psa. No kocham go.[/FONT]

Edited by gosia7
literówki
Posted

O mój Boże, ale Ty umiesz stopniować emocje !
Co jest z tymi babciami ? To już kolejny przypadek, o którym słyszę, kiedy babcia każe sie pozbyć psa, odstrasza go laską itp.
Kolejny warunek umowy: żadnych staruszek i staruszków w domu!

Posted (edited)

Aż mnie zmroziło gdy zobaczyłam ten długaśny wpis cioteczki gosia7 .Czytałam z zapartym tchem i czułam,że będzie coś nie tak..
Trudno,może znajdzie się dom dla Kangusia bez babci :)

Edited by Ada-Vebby
Posted

Ale się wystraszyłam !!! Trudno najwidoczniej to nie był ten domek. Dobrze, że Kangulec się nie stresował, kochane Cielątko :loveu:. A laską to niech się sama szturcha......

Posted

przez baaaardzo miłe zamieszanie u Lety z mojego podpisu zapomniałam o Kangusiu. Ale tylko wirtualnie, w realu to jego kochany nochal i ciesząca się najdroższa morda mi natychmiast przypominają :shiny:

Posted (edited)

dziś nasze cielątko miało gości,moja była tymczasowiczka Linda nas odwiedziła:multi: i mieliśmy długi spacerek i miłe popołudnie. A Kanguś tyle wrażeń,że teraz śpi jak zabity;)





Edited by gosia7
Posted

Noo,wielki:cool3: waży prawie 40kg,a jak się położy w moim jedynym małym pokoju to przejść się nie da:roll:. Ale kochany i grzeczny jak nie wiem co:loveu:

Posted

cudnie opisałaś tę adopcyjna historię!
I tego wujka od mebli do zalizania! :loveu:
Nasz boksereczka też tak uwielbiała ludzi, a już najbardziej pana, który na kolanach sedes przepychał - radość, ze jego twarz była na poziomie psiej twarzy i języka :diabloti:

Posted

Ale historia z tą "adopcją" - dopiero teraz przeczytałam. Biedny Kanguś stał się chyba niechcący rywalem niedopieszczonej babci. Takie osoby często uważają, że cały świat powinien się wokół nich kręcić, bo stare, schorowane, biedne itp... I co to za porządki, żeby uwagę poświęcać psu zamiast im i tylko im. Szkoda.

Posted

Przeczytałam z zapartym tchem:)
Gosiu jak kiedyś Pani , która chciała adoptować Pączka zadzwoniła i powiedziała obrażonym tonem,że ma już psa bez łaski( czyli wizyty pa...), to ja jej tak dziękowałam jakby mnie powiadomiła,że wygrałam milion...
Pączek znalazł ds bez pa.... u mnie:)

  • 2 weeks later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...