Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 filodendron napisał(a):Może przez chwilę nie generalizujmy, tylko wróćmy do tej konkretnej sytuacji, która wywołała dyskusję. 1. Nie wierzę, że 6-cio miesięczny szczeniak stanowi dla dziecka zagrożenie, które w pełni uzasadnia gwałtowną reakcję, potem spadek adrenaliny i dla ulżenia małą erupcję epitetów na forum. 2. Nie wierzę, że dziecko stanowi uzasadniające w/w zachowanie zagrożenie dla 6-cio miesięcznego szczeniaka w sytuacji stacjonarnej, w której między dzieckiem a szczeniakiem stoi dorosły mężczyzna. 3. Nie wierzę, że takie historie spotykają Cię raz na tydzień. 4. Moja córka jest już dorosła i gdybym zobaczyła jak ona albo jej chłopak ryczy na dziecko, które biegnie do szczeniaka, zamiast je po prostu zatrzymać albo wziąć szczeniaka na ręce, to byłoby mi wstyd. Nie zarzuciłam Ci nadmiernej troski o cudze dzieci ale ochoczy język jakim przyklasnąłeś stwierdzeniu, jakoby po ulicach przewalała się plaga dzieci, które należałoby powiązać, bo to jest nonsens grubymi nićmi szyty. Ale rozumiem - jak ktoś wejdzie między wrony i tak dalej. Wpadłeś, zobaczyłeś, że ktoś coś napisał, przytaknąłeś w niewybredny sposób. Wyszło chyba trochę nie tak, jak chciałeś, więc teraz stopniujesz zagrożenie. Jezioro. No jasne ;) Nie musisz w nic wierzyć. Kolejny raz odkręcasz kota ogonem i nie odpowiadasz na pytanie - ale widać to już pewna norma. 1. Uwierz, że 6 miesięczny szczeniak może zrobić krzywdę dziecku. 2. Tak samo kilkuletnie dziecko może wyrządzić krzywdę szczeniakowi. Chociaż w sumie to nie kwestia żadnej wiary a wyłącznie zdrowego rozsądku - tego jak widać masz spory deficyt. 3. Nie musisz. Natomiast powinnaś co nieco poczytać na temat zdań warunkowych - to zdecydowanie bardziej będzie przydatne dla zrozumienia wypowiedzi innych osób. 4. Kolejny raz uczepiłaś się tej plagi... Idea cytowania czyjejś wypowiedzi służy wskazaniu do czego się odnosimy - to, że cytuję czyjąś wypowiedź nie oznacza, że bezkrytycznie ją przyjmuję do wiadomości i potwierdzam. Potwierdziłem, że istnieje taka grupa dzieci. Nigdzie nie pisałem, że jest to plaga. Może w końcu, zamiast dalej się miotać i próbować wkładać innym w usta cudze wypowiedzi, zdecyduj się na odpowiedź na jasno postawione pytanie. Quote
PaulinaBemol Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 (edited) "To może ja odpowiem na twoje pytanie. Wolałabym by wybrano opcję trzecią bo dla mnie to dziwne że widzisz tylko opcję krzyku albo przesadnej kultury (która jest ironiczna w tym przypadku). można zastąpić mu drogę, złapać za rękę i spokojnie powiedzieć dlaczego.... I w dalszym ciągu bieg do psa przy właścicielu nie jest tym samym co wybiegnięcie na ulicę. Dziecko nie rozwija prędkości samochodu więc mamy więcej czasu na reakcję. Co do pkt. 1 i 2 nie zrobią krzywdy jeśli jest przy tym właściciel, osoba dorosła. Dlaczego uznajesz że jak dziecko podejdzie to masz mu pozwolić na co żywnie mu się podoba?Czy naprawdę istnieją tylko dwa wyjścia spotkanie to krzywda więc lepiej w ogóle do tego nie dopuścić i najlepiej jak najostrzej tak na wszelki wypadek jakby łagodniejsza perswazja mogła nie poskutkować Edited January 17, 2014 by PaulinaBemol Quote
Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Sowroneczka napisał(a):Pamiętam z dzieciństwa taką sytuację: po szkole, z bandą koleżanek i kolegów, biegliśmy ile sił w nogach do parku. Ja biegłam w czołówce i galopem przeleciałam przez ulicę. Nie zauważyłam, że jechało auto, a kierowca musiał hamować z piskiem opon. Wysiadł z samochodu i tak nas opieprzył, że do końca życia tego nie zapomnę. I zadziałało to milion razy lepiej, niż powtarzane przez mamę "patrz w lewo, prawo i lewo". Dodam, że nie mam i nie miałam z tego powodu traumy, ale nauczkę dostałam solidną i w pełni zasłużoną. Sama mam 3-letnią córkę. I 4-miesięcznego szczeniaka. Aktualnie uczą się siebie nawzajem, ale uwierzcie, nawet we własnym domu, z ogarniętym dzieckiem i ogarnianym psem, czasami muszę krzyknąć albo na jedną, albo na drugą. Żadna nie jest lękliwa ;) ale zdarza się, że nie ma czasu na tłumaczenie, a i emocje dokładają swoje. I gdyby zdarzyło mi się, że ktoś leci na psa z wrzaskiem, też bym pewnie krzyknęła. Niekoniecznie piękną soczystą wiązanką, ale jednak. Zarówno na córkę lecącą do obcego psa, jak i na obce dziecko lecące do mojego. Mam nadzieję, że nie masz na myśli wykrzyczanego do dziecka "Stój!" albo "Zostaw!" To już przecież "erupcja epitetów"... Quote
Soko Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 No przepraszam. Ja w jednej ręce trzymam smycz, w drugiej smaczki, no niech mi trzecia wyrośnie do zatrzymania dziecka. Jak to kikopup na swojej płycie rzecze: "you have to be an asshole". Na spacerze z psem, który się boi/może zacząć się bać, tylko on się liczy, a nie to, czy komuś się podoba moje krzyczenie, czy nie. W takich sytuacjach cel uświęca środki właśnie takie jak krzyknięcie :) Quote
Dardamell Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 PaulinaBemol, jak ja ryknę to cała okolica nagle reaguje dziwną ciszą. Po pierwsze: rzadko się to zdarza, po drugie: nikt się nie spodziewa, że w ciele osoby 1,55 cm znajduje się takie głosisko z bardzo pewną siebie i nie pozostawiającą nikomu decyzji nutą. To właśnie m.in. dzieki tej umiejętności dzieci mogą sobie przy suce przebiegać i się wywalać a małe pieski mogą sobie ją oszczekiwać, bo wie, że wrazie czego ma mnie i ja sprawę załatwię - w odróznieniu od psów, które muszą swoich właścicieli bronić przed każdą muchą, bo Ci już się boją jej soptkania z ich psem. Ja nie potrzebuję i raczej nie jest funkcją ryknięcia stała zmiana zachowania ale reakcja tu i teraz. A po takim ryknięciu mogę już sobie zacząć coś dziecku tłumaczyć jak tylko obydwoje mamy na to chęci. Tak, zostało ustalone, że bachory są sporadyczne. Też nie lubię dzieci i drażni mnie ich zachowanie ale każdy wiek ma swoje prawa a dziecięcy ma akurat takie. Quote
Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 PaulinaBemol napisał(a):To może ja odpowiem na twoje pytanie. Wolałabym by wybrano opcję trzecią bo dla mnie to dziwne że widzisz tylko opcję krzyku albo przesadnej kultury (która jest ironiczna w tym przypadku). można zastąpić mu drogę, złapać za rękę i spokojnie powiedzieć dlaczego.... I w dalszym ciągu bieg do psa przy właścicielu nie jest tym samym co wybiegnięcie na ulicę. Dziecko nie rozwija prędkości samochodu więc mamy więcej czasu na reakcję. Z tym, że niekoniecznie. To nie dziecko jednoznacznie jest tu "samochodem" lecz może nim być także ewentualna reakcja psa. Ne zawsze jest również czas na reakcję, dzieci biegają wolniej ale też sporo mniej czasu i "przestrzeni" mamy na ewentualną reakcję. Zastąpienie drogi jest wyjściem o ile znajdujemy się pomiędzy, będąc obok, nawet te kilka metrów, najczęściej nie jesteśmy w stanie zareagować poza ostrzeżeniem w formie krzyku i o taki przypadek dokłądnie tu idzie. Czytam te teksty w stylu "krzyk nigdy nie jest rozwiązaniem" stąd też pojawia się moje pytanie co w sytuacji, w której nic innego nie ma szans zadziałać? Nie dobiegniemy, nie złapiemy za rękę, krzyczeć przecież nie wolno... to ja pytam co? Mam popatrzeć jak dziecko sobie lub innemu stworzeniu krzywdę robi bo "krzyk nie jest rozwiązaniem"? Kolejny element to wróżenie ze szklanej kuli, "ryknąć" oznacza krzyknąć doniosłym głosem - skąd wam się w głowach urodziło "gnojenie dzieci" czy jakieś "wiązanki"? Quote
PaulinaBemol Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Soko z tego co wiem to kolega stał przed sklepem a nie akurat coś ćwiczył, w oddaleniu od wejścia z którego wybiegło dziecko.... Dobra kończę temat na moje szczęście u mnie codziennie nie spotykam się z rozwrzeszczanymi potworami i z innych wypowiedzi wnioskuję że "bachory" na które trzeba się drzeć nie są takie nagminne to mi wystarczy jako wyjaśnienie ;) Ani razu nie napisałam że "krzyk nigdy nie jest rozwiązaniem" , powtarzam się non stop że mogą się ZDARZYĆ POJEDYNCZE PRZYPADKI. O "gnojeniu" i "wiązankach" nic też nie pisałam. Quote
Soko Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Nie każdy pies potrafi też jeszcze np. siedzieć w miejscu, gdy właściciel interweniuje, a wtedy chwycenie dziecka za rękę jest równoznaczne ze zbliżeniem się prawie bezpośrednim do psa, który może i ma prawo nie być na to gotowy. I wtedy krzyk jest idealny. Quote
badmasi Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Golson napisał(a):Z tym, że niekoniecznie. To nie dziecko jednoznacznie jest tu "samochodem" lecz może nim być także ewentualna reakcja psa. Ne zawsze jest również czas na reakcję, dzieci biegają wolniej ale też sporo mniej czasu i "przestrzeni" mamy na ewentualną reakcję. Zastąpienie drogi jest wyjściem o ile znajdujemy się pomiędzy, będąc obok, nawet te kilka metrów, najczęściej nie jesteśmy w stanie zareagować poza ostrzeżeniem w formie krzyku i o taki przypadek dokłądnie tu idzie. Czytam te teksty w stylu "krzyk nigdy nie jest rozwiązaniem" stąd też pojawia się moje pytanie co w sytuacji, w której nic innego nie ma szans zadziałać? Nie dobiegniemy, nie złapiemy za rękę, krzyczeć przecież nie wolno... to ja pytam co? Mam popatrzeć jak dziecko sobie lub innemu stworzeniu krzywdę robi bo "krzyk nie jest rozwiązaniem"? Kolejny element to wróżenie ze szklanej kuli, "ryknąć" oznacza krzyknąć doniosłym głosem - skąd wam się w głowach urodziło "gnojenie dzieci" czy jakieś "wiązanki"? No wiesz, jak krzykniesz na dziecko to skończy się to traumą do końca życia no i potem jak to dziecko będzie się drzeć na rówieśników, rodziców etc. to będzie Twoja wina:diabloti: Quote
Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 badmasi napisał(a):No wiesz, jak krzykniesz na dziecko to skończy się to traumą do końca życia no i potem jak to dziecko będzie się drzeć na rówieśników, rodziców etc. to będzie Twoja wina:diabloti: Wiesz, kiedyś na temat podobnych problemów funkcjonowało powiedzenie - "lepsze bite jak zdechłe" - i dzieci na ludzi wyrosły. Kto nie dostał w dzieciństwie klapsa albo klasycznej "zjebki" od rodziców/opiekunów? Znajdzie się chociaż jedna taka osoba? :diabloti: Quote
PaulinaBemol Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 o traumie to pisałam że nie uważam by wystąpiła :eviltong: więc to nie do mnie. Ja po prostu staram:cool3: się być kulturalna, jak obie strony zaczynają ryczeć jak bydło to wiele z tego nie wynika i tyle. ale odbiegamy od tematu :) Z ciekawostek ostatnio spotkałam osobę ze szczeniakiem która autentycznie nie wiedziała jak się blokuje flexi :multi: jak pokazałam to nawet podziękowała ciekawe czy będzie używać tej skomplikowanej opcji. PS: ja nie dostałam klapsa. Za to musiałam przemyśleć swoje zachowanie i jeszcze powiedzieć co zrobiłam źle nie znosiłam tego Quote
badmasi Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Golson napisał(a):Wiesz, kiedyś na temat podobnych problemów funkcjonowało powiedzenie - "lepsze bite jak zdechłe" - i dzieci na ludzi wyrosły. Kto nie dostał w dzieciństwie klapsa albo klasycznej "zjebki" od rodziców/opiekunów? Znajdzie się chociaż jedna taka osoba? :diabloti: Wiesz co klapsów to mam odmienne zdanie. Permanentne darcie się na dzieciaka też nie przyniesie efektów w wychowaniu. Rozmawiamy tu o trochę innej sytuacj, gdy podniesiony głos może zapobiec pewnej sytuacji i nie ma innego wyjścia. Quote
Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 badmasi napisał(a):Wiesz co klapsów to mam odmienne zdanie. Permanentne darcie się na dzieciaka też nie przyniesie efektów w wychowaniu. Rozmawiamy tu o trochę innej sytuacj, gdy podniesiony głos może zapobiec pewnej sytuacji i nie ma innego wyjścia. Ale nie twierdzę inaczej. Dążę raczej do tego, że nawet jeśli dziecko spotyka taka sytuacja to, jeżeli nie jest to nagminne, nie powoduje to od razu urazu. Nasze pokolenie zapewne w zdecydowanej większości wychowywało się wedle tej przytoczonej przeze mnie zasady i raczej nie zanotowano w nim wyższego odsetku zachowań skrajnie niebezpiecznych lub urazów natury psychicznej. Dlatego też nie rozumiem dlaczego obecnie funkcjonuje bezwzględny zakaz podnoszenia głosu w stosunku do dziecka. W moim przekonaniu są sytuacje, w których jest to jedyny sposób by dziecko zatrzymać lub spowodować natychmiastowe przerwanie czynności niebezpiecznej. Wychodzenie z założenia, że zawsze jest czas na podbiegnięcie, rozmowę, tłumaczenie jest, zwyczajnie, obieraniem złych warunków brzegowych przy szukaniu rozwiązania problemu. Za dużo "super niani" się naród naoglądał i rozpoczął wielki wyścig pod tytułem "Kto bardziej delikatnie i bezstresowo wychowa dziecko" zapominając, że efekt tegoz wychowywania powinien być równie istotny jak przedsięwzięte w tym celu środki... Quote
filodendron Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Golson, Ty już teraz improwizujesz. Nigdzie nie napisałeś, co wykrzyczałeś do dziecka. Coś musiałeś, skoro dostałeś "zjebkę" i przyszedłeś wyżalić się w wątku o chamstwie do tego stopnia, że aż "paniusia z bachorem", "przyparcie do muru", "ryknąć na bachora", "obowiązek kagańców" dla dzieci? To dziecko próbowało Ci pogryźć tego psa, czy po prostu masz kłopot z panowaniem nad emocjami? Odnoszę się do tego, co napisałeś tutaj na temat konkretnej sytuacji. Dlaczego miałabym rozważać hipotetyczną sytuację, skoro każda jest inna? Jakby ktoś krzyknął "stój" do dziecka, które wkłada palec psu do pyska przez kaganiec a ono by zareagowało cofnięciem, to pewnie bym westchnęła z ulgą. Jakbym zobaczyła, że ktoś wrzeszczy na dziecko biegnące z zachwytem do szczeniaka zanim cokolwiek zrobiło, ryczy zawczasu, to uznałabym że to gruba przesada i straszenie dzieci. Nie wiem, co w tym jest skomplikowanego. Gdyby w każdym Twoim poście gościła retoryka z pierwszego, uznałabym - ot, środowisko, tak gość ma. Ale tak niej jest, czyli albo ta "zjebka" była solidna i uzasadniona i Ci nerwy puściły, albo bez uzasadnienia, tak rozrywkowo, chciałeś się wpasować w stylistykę tego wątku, czyli "świat jest zły i czyha na mojego psa" :) Bo że masz 6-cio miesięcznego potwora i odstawiłeś tam Reytana, żeby ratować cudze dziecko, zapobiec traumie i niebezpieczeństwu, to jakoś nie, jednak nie uwierzę ;) Quote
Sowroneczka Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Jak w wielu dyskusjach na forum, wszyscy częściowo mają rację, tylko jakoś nie umiemy znaleźć wspólnego mianownika... No bo: 1. w sytuacjach niebezpiecznych można (lub dopuszcza się) podniesienie głosu. 2. powinniśmy panować nad tymi, nad którymi mamy pieczę (tu z czystym sumieniem wrzucam dzieci, psy, koty i samochody ;) ) 3. powinniśmy być wobec siebie uprzejmi i kulturalni, ale nikt (chyba) nie będzie uprawiał wersalskich konwersacji, jeżeli zostanie sprowokowany lub zaatakowany, ale 4. powinniśmy też mieć w sobie na tyle empatii, aby zrozumieć, że każdemu mogą czasem puścić nerwy i nie na każdą negatywną reakcję reagować jak źle zsocjalizowany pies :D I ostatnia sprawa - psi forumowicze są specyficzną grupą właścicieli. Psy są dla nas na tyle ważne, że poświęcamy im dużo swojego czasu i uwagi. Ale nie każdy właściciel psa, który nie ma pojęcia o behawioryzmie, psich sportach czy metodach szkoleniowych jest debilem bez serca. Moim zdaniem na przykład puszczanie bez smyczy częściej wynika z bezmyślności, a nie wdupiemania. Bo przecież "wszyscy tak robią". Ale jak poproszę, to smycz się znajduje. W moim przypadku, a psy mam całe życie, nie spotkałam się z tym, że na moją prośbę ktoś mnie obraził lub wyśmiał. Quote
Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 filodendron napisał(a):Golson, Ty już teraz improwizujesz. Nigdzie nie napisałeś, co wykrzyczałeś do dziecka. Coś musiałeś, skoro dostałeś "zjebkę" i przyszedłeś wyżalić się w wątku o chamstwie do tego stopnia, że aż "paniusia z bachorem", "przyparcie do muru", "ryknąć na bachora", "obowiązek kagańców" dla dzieci? Co Ty masz z tym "przyparciem do muru"? Kolejne urojenie? Wróć do pierwszego posta i czytaj, jak się nie uda to kolejny raz, i kolejny. Może za piątym czy dziesiątym zrozumiesz i dostrzeżesz bo tam bardzo wyraźnie jest napisane za co owa "paniusia" się obruszyła. Myślenie nie boli, naprawdę, uwierz na słowo... Quote
badmasi Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Golson napisał(a):Ale nie twierdzę inaczej. Dążę raczej do tego, że nawet jeśli dziecko spotyka taka sytuacja to, jeżeli nie jest to nagminne, nie powoduje to od razu urazu. Nasze pokolenie zapewne w zdecydowanej większości wychowywało się wedle tej przytoczonej przeze mnie zasady i raczej nie zanotowano w nim wyższego odsetku zachowań skrajnie niebezpiecznych lub urazów natury psychicznej. Dlatego też nie rozumiem dlaczego obecnie funkcjonuje bezwzględny zakaz podnoszenia głosu w stosunku do dziecka. W moim przekonaniu są sytuacje, w których jest to jedyny sposób by dziecko zatrzymać lub spowodować natychmiastowe przerwanie czynności niebezpiecznej. Wychodzenie z założenia, że zawsze jest czas na podbiegnięcie, rozmowę, tłumaczenie jest, zwyczajnie, obieraniem złych warunków brzegowych przy szukaniu rozwiązania problemu. Za dużo "super niani" się naród naoglądał i rozpoczął wielki wyścig pod tytułem "Kto bardziej delikatnie i bezstresowo wychowa dziecko" zapominając, że efekt tegoz wychowywania powinien być równie istotny jak przedsięwzięte w tym celu środki... Wiesz co do tych urazów na skutek bicia pewno są jakieś publikacje ale ja nie mam do tego teraz głowy żeby się przekopać. Ja nie pamiętam żebym była bita więc na własnym przykładzie nie mogę stwierdzić jak to jest. No ale nie o tym dyskusja. Quote
PaulinaBemol Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 W moim przypadku, a psy mam całe życie, nie spotkałam się z tym, że na moją prośbę ktoś mnie obraził lub wyśmiał. jakbyś poczytała posty wstecz to są tu bardzo często opisywane takie sytuacje :evil_lol: i przyznam że jak miałam dużego psa i atakował go mały paradoksalnie ludzi nie chcieli go zapinac widząc że ja nad moim dużym panuję bo przecieczże taki knypek nie zrobi mu krzywdy i się czepiam.i to urocze jaki mały odważny blabla na szczęście to również nieczęste sytuacje i raczej u mnie a nie w większym mieście. Ludzie tu są przyzwyczajeni że psy się same wyprowadzają. hmmm może dlatego dzieci są ogarnięte? Quote
Sowroneczka Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 U mnie też nie jest idealnie, ale jakoś daję radę. Wcześniej miałam ON i Westie, teraz springera, więc były i małe i duże. Na szczęście mieszkam koło rzeki i jest to teren właściwie tylko psi, bo dla zwykłych spacerowiczów mało atrakcyjny. A psiarze się znają i szanują, więc jest ok. Yorko-podbiegacze chodzą tylko wokół bloków, więc na spacerniaku ich nie ma. Za to mam inny, wkurzający mnie problem: ŚMIECI. Jest tego tyle, że aż płakać się chce... Quote
PaulinaBemol Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 tak u mnie to też są Yorko-podobne. A najciekawsze jest to że żyje w bardzo dobrych stosunkach z właścicielami wrogów mojego psa. Nasze psy nie małe, chciały się zeżreć nie na żarty a nam to wcale nie przeszkadzało. Samoistnie utworzył się system zachowań byśmy sobie nie przeszkadzali na spacerach, i panowali nad kundlami. Śmieci w lesie....znam, na szczęście u mnie nie ma tragedii chociaż mogłoby być lepiej zdecydowanie. Quote
Sowroneczka Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Moje osiedle na pozór jest czyste, ale idąc z psem, a zwłaszcza z ciekawskim szczeniakiem, widać jak jest naprawdę. A najbardziej mnie "wzruszają" psie worki z kupami poukrywane w krzakach - nie mogę tego pojąć! Choć muszę przyznać, że kosze na śmieci są rzadkością i trzeba być upartym, żeby przez godzinę spacerować z kupą w ręku :/ Na szczęście w parkach jest czysto :) Quote
Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 Sowroneczka napisał(a):Moje osiedle na pozór jest czyste, ale idąc z psem, a zwłaszcza z ciekawskim szczeniakiem, widać jak jest naprawdę. A najbardziej mnie "wzruszają" psie worki z kupami poukrywane w krzakach - nie mogę tego pojąć! Choć muszę przyznać, że kosze na śmieci są rzadkością i trzeba być upartym, żeby przez godzinę spacerować z kupą w ręku :/ Na szczęście w parkach jest czysto :) W Kielcach naród nawet pozorów sprzątania nie stwarza... mieszkam tu prawie rok i widziałem tylko jedną (!) osobę, która sprząta oprócz mnie po swoim psie... Kosz stoi 10m od wejścia do klatki, a wszystkie trawniki dookoła są zupełnie obsrane. Quote
omry Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 A mnie ciekawi co się temu dziecku strasznego stanie jak się na nie ryknie? Koło psa mogą przebiegać, drzeć się a nawet więcej według wielu mamusiek (ja dla zwykłego bezpieczeństwa dziecka nie pozwoliłabym mu biec obok psa i się drzeć, bo kto mojemu dziecku je zagwarantuje, jeśli nie ja?), ale na dziecko już nie. A oburzanie się za bachora jest dla śmieszne bardzo. Od tygodnia mieszkam na wielkim osiedlu i pewnie jeszcze niejedno mnie zdziwi, ale póki co ludzie wydają się tu być w znacznej większości tak cholernie wyluzowani, że aż przyjemnie wyjść z domu. Niemal na każdym spacerze ktoś mnie zaczepia i zagaduje, wszystkie dzieci najpierw pytają mamę, a później mnie czy można pieski pogłaskać, ludzie uśmiechnięci, nikt mi Iwana złośliwie nie komentuje, no baja :lol: Raz tylko jedna pani chciała nam dać do zrozumienia, że nie chce z nami jechać w windzie mówiąc, że wszyscy teraz boją się z nami jeździć (dziwne, że wszyscy, bo mieszkaliśmy tam wtedy drugi dzień i niewiele osób zdążyło nas w ogóle zobaczyć), ale jak ją uspokoiliśmy, że zawsze czekamy i jedziemy sami, to nawet potitała do dziewczyn. Najlepsze są starsze panie ze swoimi spasionymi pieskami, jak taki piesek do nas leci czy drze się z daleka to nie ma żadnej komendy, tylko biadolenie jaki to pies durny i niepoważny, bo przecież TAKIE STADO (:evil_lol:) rozszarpie go na strzępy, a on się jeszcze rzuca. Jedyna chyba przykra rzecz, jak szedł z naprzeciwka facet z psem w typie pita i Avril na niego zaburczała (wsiura jedna mi zdziczała po roku mieszkania na końcu świata), ten zaczął się rzucać i w zamian dostał od pańcia porządny delikatnie mówiąc wpierdziel, czego oczywiście nie pozostawiliśmy bez komentarza i chyba się nawet trochę głupio zrobiło faciowi. Quote
Furie Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 W mieście macie "upstrzone" trawniki publiczne, a ja, na wsi czasami, nieczęsto na szczęście natykam się na miny tuż pod własnym płotem :shake: Bo jak już pisałam wczesniej - pieski wyprowadzają się same - przez dziury w płotach i bramach .... Na szczęście w pobliskim lesie i w najbliższym powiatowym miasteczku mam czysto, wręcz super czysto. Niestety już na rodzinnym poznańskim blokowisku jest gorzej. Pierwszy trawnik niepoobstawiany tabliczkami typu "zakaz wyprowadzania psów" i już kupa na kupie. Jedna jedyna łąka za blokami - zamiast się skupić na zabawie z psem, człowiek tylko patrzy, żeby w coś nie wdepnąć. Quote
Golson Posted January 17, 2014 Posted January 17, 2014 [quote name='omry']A mnie ciekawi co się temu dziecku strasznego stanie jak się na nie ryknie? Baby w maglu gadajom, że może uciec prosto w szpony Dżendera. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.