Za to wieczorem w sadzie nie zdążyłam zapobiec ptasiej tragedii - ale to winna była sroka. Widać, wyciągnęła z gniazda pisklaka drozda, takiego już wpół opierzonego, i go niosła swoim dzieciom. Wypadł jej koło porzeczek, ale jak wzięłam go w dłonie, oczki zamgliły się, łepek opadł i umarł :( No cóż, to matka, i ta pani drozdowa, co krzykiem chciała srokę odgonić, tez matka...
W pracy mam trochę luzu, wznowiłam ogłoszenia Amiśki na Gumtree, OLX i Alegroatka. Przesłałam także plakacik, taki skromny samoróbkę mojej Ani, powisi u siebie na osiedlu na Broniewskiego.
Jest nadzieja, że niedługo pojadę do sanatorum. Uaktualniłam badania i wysłałam do NFZ. Czekam już 20 miesięcy, ponoć jeszcze dwa i wio, na 3 tygodnie na różne masaże i baseny!