Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 05/29/20 in all areas
-
Dzień dobry :) U mnie na szczęście jest pięknie i słonecznie, a przede wszystkim miałam idealną pogodę na ślub. :) Parę dni deszczowo, typowo jak w zimną zośkę, a w sobotę... piękne słońce :) Nie wiem czy tutaj mogę, ale wiem że tutaj są różne pogaduszki... i ludzie zaglądają, więc chyba nie znajdę właściwszego miejsca... chciałabym mocno podziękować Wam wszystkim za życzenia (za te na Forum i w smsach) <3 Wyszło tak jak chcieliśmy pierwotnie: surowo, skromnie i cicho, w gronie najbliższych... również w towarzystwie mojego psiego seniora, który pierwszy usadzał się przy mojej nodze do pozowania. Ot, wychowałam sobie od maleńkiego psiego modela :) Jest na wszystkich zdjęciach rodzinnych, sam tak zdecydował :) To tylko część miłych słów oczywiście... Jesteście cudowni <3 DZIĘKUJĘ. A żeby nie być gołosłowną... to pokażę tylko dwa zdjęcia z głównym gościem :) Fajnie :) W dobrym czasie mieliśmy swój dzień, dużo dużo dał mi sił na kolejne trudności. Dziękuję za Waszą pamięć i życzenia :) Wszystkiego dobrego!5 points
-
Tycia już nie jest taka tycia. Niepostrzeżenie przybrała do 4,300 kg. Mała kluseczka się zrobiła. Jadła karmę na odpowiednią wagę , ale jednak ma za mało ruchu. Może po rtg , na które jesteśmy umówione na czwartek , będzie mogła więcej biegać i zaczniemy wychodzić na spacery do parku. Łapcia wygojona , ale jeszcze chodzi w woreczku , bo się obawiam , że mogłaby rozlizać świeże blizny. Ostatnią noc spała na legowisku , a nie z nami w łóżku. Podjęłam taką decyzję , bo rano posikuje na kołdrę , gdy ją chcę wziąć na ręce, żeby nie zeskakiwała. W ogóle przy braniu na ręce posikuje gdzie popadnie. Nie wiem jak temu zaradzić. Mam wrażenie , że ona boi się brania na ręce. Ale na razie jest to konieczne. Gdy wypuszczam ją na ogródek , muszę założyć jej na łapcię folię. , bo zamoczyłaby woreczek. Gdy idę na piętro , muszę ją wnieść , a potem znieść. Mam wrażenie , że to siusianie jest ze strachu , a Tycia się poddaje. Dopieszczanie przez pańcia.3 points
-
ROZLICZENIE JEST W POŚCIE 6tym. Eh....jak ktoś powiedział- nie chce ale musze.. Oj musze. Kto ma fb może widziała już ok. tydzięń temu posty o starutkiej zaglodzonej i skrajnie odwodnionej suni którą zabrałyśmy z łaki w jednej z wsi naszej gminy. Zgłoszenie samo w sobie było mocno mylące tzn. Pan który zadzwonił podał informacje że na łace przed jego domem od ok. tygodniea znajduje się pies, który co jakiś czas mocno wyje/ ujada. Pan próbował podejść, bo chociaż chociaż kromke chleba mu dać, ale pies jest agresywny, rzuca się z zębami i Pan się boi. Pies podobno taki średni. Telefon w gminie odebrała moja koleżanka, była już 15ta więc pracownik z gminy był już niedostępny. Uznałyśmy, że mamy do czynienia z psem powypadkowym, więc sprawa jest pilna. Po pracy udałyśmy się tam zaopatrzone w koce, rękawice, ja nawet wzięłam gaz na wypadek gdyby jednak pies próbował nas ugryść... NO cóż...trawa po kolana jak wzrokiem siegnąć psa nie widać, ale koleżanka jakoś zagwizdała czy zawołał i usłyszałyśmy ten skowyt. SZybko pobiegłyśmy i tam.....to co zaraz zobaczycie na zdjęciach. Zobaczyłyśmy sunie, która już nawet nie miała siły wstać. BYło ok. 19tej jak dojechałyśmy do przytuliska, dałyśmy jej karme i wode i od razu telefon do weta, Kazał przywieśc następnego dnia na kroplówki Sunia pod kroplówkami spędziła 5 czy 6 dni w lecznicy. Młodsza Pani wet (córka tego naszego gminnego weta) opiekowała się nią, karmiła, podłaczała kroplówki, wymieniała podkłady, wyprowadzała na trawe, okrywała kocykami. Po tych kilku dniach jej decyzja była jedna- sunia już może wyjść z lecznicy, ale NIE do schroniska, nie wróci tam do formy, a jej życie może byc w niebezpieczeństwie, musicie znaleść tymczas cdn2 points
-
Dzisiaj miałam dwa telefony o Amika. Pierwszy. Wioska śląska. Hm, to... był spacer po ciemnych zaułkach świadomości, że tacy ludzie w ogole szukają psa. Nie dość, że wczoraj wysłali mi smsa o 22 że są zainteresowani Amikiem i to nie wystarczyło, aby przeczytać ogłoszenie do dzisiaj ... to jeszcze okazało się, że musiałam mówić do nich powoli, prostymi zdaniami, akcentując ważne zdania i stale powtarzać na te same pytania swoje odpowiedzi. Ledwo skończyłam opisywać im problemowe zachowania Amika, dłuuugo to po sekundzie po tym padło "ale co to znaczy, że jest trudny?". I znowu mówię to samo... a państwo przerywają mi w pół zdania i pada: "ahaaaa.... to jak Amik jest trudny to my nie chcemy. Do widzenia" . Aaaa, na Amika zwrócili uwagę "bo jest śliczny, mieliśmy identycznego". Tak zaczęli ze mną rozmowę. Po tej rozmowie, słowo daję, usiadłam na krześle i poprosilam o szklankę wody. Chwilę trwało zanim ochłonęłam i mogłam rozmawiać z kimkolwiek. No dawno takiej rozmowy nie miałam ;) Drugi telefon. Pan odpowiedział na ogłoszenie z Wrocławia, gdzie tymczasowo mieszka. Niedługo wraca do rodziców pod Kłodzko (pan podawał nazwę, ale niestety mam dziurawą głowę). Brzmi bardzo, bardzo obiecująco. Państwo mieli przez 17lat niemal identycznego psa (tylko miał więcej kolorów na grzbiecie), odszedł im jakiś rok temu. Do tej pory mieli żałobę, ale jak Pan zobaczył Amika... zadzwonił. Dość długo z panem rozmawiałam. W domu nie ma zwierząt ani malych dzieci, dom z ogrodem, podobno szczelnie ogrodzony. Poprzednik Amika był pełnoprawnym członkiem rodziny (to słowa pana), spał w domu na poduszkach, jadł suchą karmę i miał wszystko zapewnione. Był kochany przez wszystkich, jak odszedł to nagle taka pustka w sercach... Pan wie że Amika nie można rozpuszczać. Wie o spacerach, o trudnościach. Brzmi... dość fajnie. Ale pan ma jeszcze porozmawiać z rodzicami, powiedzieć o Amika problemach, przedyskutować z nimi. Wtedy umówimy się na wizytę. Pan zgodził się na partycypowanie w kosztach transportu. Zgodził się na rozmowę z Rafałem i umowę. Uff, oby coś z tego wyniknęło. Kciuki potrzebne... chyba?2 points
-
To piękne, kiedy Dobre Dusze wyciągają pomocną dłoń <3 Napisała do mnie uxmal, że może pomóc mi w odbieraniu telefonów w sprawie Amika. Dla jego dobra bardzo ucieszyłam się na tę propozycję i na nią przystałam, ponieważ faktycznie ostatnio psy zeszły na dalszy plan, a mnie zależy na wspaniałej adopcji, a nie byle jakiej... Dlatego od dzisiaj w ogłoszeniach widnieją dwa numery telefonu: uxmal i mój, za co BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ. Uxmal i Rafał też mają do siebie numery telefonu, tak w razie potrzeby, na przykład gdy będzie trzeba o coś dopytać... to żeby nie powstał głuchy telefon to najlepiej od razu dzwonić do Rafała. Dodam, że On również pokazuje Amika, gdzie się da i go ogłasza, więc bardzo cieszę się, że Amik nie zostaje sam :) uxmal, jeszcze raz dziękuję Ci mocno za odciążenie mnie w rozmowach, za wsparcie <3 W podziękowaniu podsyłam Ci mój bukiet ślubny, oczywiście wirtualnie bo w obecnej sytuacji nawet nie mam jak Cię wyściskać.2 points
-
Dobre miejsce wybrałaś Tysiu na te wiadomości :) Pięknie wyglądałaś w tym najszczęśliwszym dniu. Bądź zawsze taka szczęśliwa i promienna, jak na zdjęciu z Twoim psiurkiem <3>2 points
-
I trzy tygodnie minęły. https://images89.fotosik.pl/374/4f763573b7ea527agen.jpg2 points
-
Trzymamy rękę na pulsie :) DS nie został sam z tym problemem. Majki jest pod stałą kontrolą lekarzy, powtarzane są badania i na razie wszystko zmierza w dobrym kierunku, m.in. zmiany skórne ustępują.2 points
-
Skoro Binio wybywa do domu - ja również przeniosę swoją mizerną dyszkę.2 points
-
Ja tez mogę dać po 30 zł przez 5 miesięcy. Mogę wpłacić od razu całość.2 points
-
Jeżeli są jakieś pieniążki wpłacone na Fundację ZEA przeznaczone dla Bixi(szczeniaczka) to bardzo proszę o przekazanie ich na operację kici.2 points
-
Lara, na drugie: łobuzica. Ma sporo za uszami i sporo pomysłów na sekundę... ale Rodzina jest zadowolona, bo dzięki pandemii mieli sporo czasu, aby zacząć pracować z Larą. Sunia jest bardzo pojętną uczennicą i błyskawicznie się uczy (nie tylko dobrych rzeczy ;) ), teraz czeka ją najtrudniejsza lekcja: zostawania samej w mieszkaniu, bo ma nieco z tym kłopot. Lara trochę szczeka na inne psy i stróżuje, ale Państwo są dobrej myśli co do jej wychowania, bo jak to określili, "Lara jest bardzo mądrym pieskiem". Za naukę trzymam mocno kciuki, bo naprawdę trafiła rewelacyjnie.2 points
-
Hahaha :D Moje ogłoszenie Pieni na Warszawę też ciągle aktywne i odświeżane, może wypatrzy ją w końcu jakiś koneser...1 point
-
jestem i ja, uzupelniam braki po 3 m-ch nieobecnosci /praca/ pozdrawiam Wszystkie Ciocie,ktore sa na watku :)1 point
-
Od wczoraj sunia u ANety i jestem wreszcie spokojna, bo wiem, że ANeta kocha pieski, a zwłaszcza ma słabość do taki bid. Jak sama ANeta powiedziała, na widok tej małej same łzy się cisną, to bida nad bidy.... Na razie Aneta musi ją karmić 4 razy dziennie i okrywac kocykami gdyby marzła. Potem trzeba będzie powtórzyć badania krwi. Szczepienia i cokolwiek innego odpada w tym stanie. Szukam jej domu, ale- nie będę ukrywać- SZUKAM POMOCY FINANSOWEJ. Nie planowałam tej suni. Myślałayśmy z koleżanka że wróci do nas na kojce...ale ...nie mogłyśmy pozwolić by przez nas nie dostała szansy. Zakładam ten wątek z nadzieje...może na jakieś deklaracje, jeśli nie- to na fanty na bazarek...Musze uzbierać 350 zł na miesiąc plus wet....(reszte za hotelik dokłada tutaj osoba z gminy)....Wczorajszy transport opłace sama....ale na więcej będzie mi po prostu cięzko bez pomocy..... a tak śpi u Anety1 point
-
Koleżanka błagała wszystkich psiolubów których znamy w okolicy, chociaż o kilka dni tymczasu dla tej kruszyny. Odsyłano nas np. do ADY do Przemyśla, bo tam może przyjmą, albo w inne dziwne miejsca. Na fb zgłosiły się jakies tymczasy, ale u osób które ja raczej uznaje za zbieraczy tzn. osoby które mają po 40 psów i jeszcze babinke by wzięły.... NIe zgodziłam się. Załamana już do reszty zadzwoniłam do Anecik. Jej decyzja była natychmiastowa, da schronienie. Arek wczoraj umówił się ze mną w połowie drogi na przekazanie suni. Z Lecznicy zabrałam ja o 8 rano, ok. 12tej już była u ANety. Bida nad bidy- tam mozna by ją określić. Nie widać może tego tak na zdjęćiach, ale sunia nadal wygląda jak szkielet, waży teraz 4,5 kg. Nasz wet mówił, że może mieć powyżej 10 lat, nawet do 13cie. Ma wykrzywione łapki, wyłysienia w sierści, w chwili znalezienia miała na sobie wiele wyschniętych kleszczy (tzn kleszczy które nie miały już czego z niej wyssać). Pani Gosia ją wykąpała. Tu sa jej wyniki badań cdn1 point
-
Przecież bez tej persony nic nie mogłoby się udać!1 point
-
Psiak ma domek, więcej informacji nie mam, bo niestety Polcia jest ostatnim psiakiem przytuliskowym, którego ogłaszam. Tak po prostu wyszło :( Wiem tylko tyle, że obecnie poza Polcią jest tam jeszcze kilka innych bezdomniaków i czekają na dobre domki, ale jakie i od kiedy - tego już nie. Niemniej jednak jak uporam się ze swoimi sprawami to mam plan zaangażować się w gminne przytulisko w miejscu, gdzie teraz mieszkam (gmina średzka), a internetowo nadal będę starała się działać na rzecz bezdomniaków z mojego miasta rodzinnego... jak ktoś mi jakieś zgłosi. Częściowo serce zostało właśnie tam, na Lubelszczyźnie graniczącej z Podkarpaciem i Ukrainą... ale wtedy założę nowy wątek, we właściwym dziale. Ten pozostaje tylko na wieści adopcyjne byłych podopiecznych. Dziękuję, że tak długo byliście ze mną i bezdomniakami tutejszymi, jesteście kochani, a Wasza pomoc jest nieoceniona <31 point
-
Niestety to prawda. Takich wycofanych psów nikt nie zauważa :( Jeśli Binuś pojedzie w ten weekend do DS, to przeniosę swoją deklarację na Tolusia - 20,0 zł.1 point
-
1 point
-
O rany, jak przykro :( Dopiero doczytałam...1 point
-
Tak, przeczytałam postaram się i ja zrobić bazarek, pewnie przydałaby się też zrzutka1 point
-
1 point
-
1 point
-
Jestem na chwilę, ale trochę żałuję, że weszłam na wątek... Kiyoshi, ja naprawdę cenię to co robisz, ale w Twoich postach... eh... bardzo Cię proszę, na przyszłość... upewnij się co zostało napisane na wątku oraz co ustalałaś z kimkolwiek i co dowiedziałaś się od kogo... bo możesz swoimi wypowiedziami skrzywdzić tych, którzy realnie pomagają. Dobrze znasz wątek zbiorczy bezdomniaków lokalnych, a przynajmniej wiesz jak do niego dotrzeć, bo dotarłaś kiedy mnie tu nie było. Przejrzyj proszę ten wątek, zobacz kto realnie psy ogłasza z przytuliska i dlaczego w przytulisku miejskim wywozu praktycznie nie było w ubiegłym roku, a było tyle adopcji. Przejrzyj, ile było ogłoszeń i kto te psy ogłaszał, wyróżniał... Myślisz, czyja to zasługa? W gwoli wyjaśnienia w przytulisku jest tylko jedna opiekunka psia, a druga osoba z którą rozmawiałaś... to nie jest pracownik przytuliska ani wolontariusz, bo wolontariat tam nie działa - ja wiem kto to bo tę osobę dobrze znam, ale nie jest opiekunką przytuliskową, tego jestem pewna. Pisałam Ci w kwietniu, jakie są warunki w przytulisku i dlaczegozdjęcia mogą zrobić tylko pracownicy zakładu. To wszystko zresztą jest podane jak na tacy, wystarczy wejść na wątek zbiorczy i poczytać jak ta cała współpraca przebiegała moja i moich znajomych z przytuliskiem od paru lat, a tutaj czytam, że może powinnam się zaangażować w pomoc przytuliskowym psom, trochę takie to... zabawne. Pisałam też o tym zupełnie uczciwie i sama przyznałaś rację, że Pola więcej postępów w przytulisku, w takich warunkach nie zrobi i sama zaproponowałaś, aby umieścić ją w hotelu (i zmienić tytuł wątku na wywozowy). I teraz dla wyjaśnienia nieprawdziwych informacji, które tutaj padły czuję się zobowiązana powyjaśniać parę kwestii. Choć naprawdę robię to z bólem i przykrością :( Nie spodziewałam się, że będę musiała w ogóle coś takiego robić... Z kiyoshi wymieniałyśmy się na priv od 23. kwietnia, na podparcie czego mam (niestety) screeny wiadomości, gdyby ktoś chciał zarzucić mi kłamstwo. I choć naprawdę nie chcę tego robić, co teraz robię..., to nie lubię strasznie pomówień i niejasności, więc pogrzebałam sobie w naszych wiadomościach i tak... 04.05 - napisałam kiyoshi coś, zupełnie szczerze i uczciwie o warunkach tam panujących, o tym jak wygląda MOJA współpraca z przytuliskiem i dlaczego obecnie wygląda inaczej niż chwilę wcześniej. 07.05 - zapytałam kiyoshi czy Kasia ma kennel klatkę, aby izolować Polę od innych psow. Nieprawdą jest więc to, że kiyoshi nie wiedziała, że sunia nie lubi innych psów, bo o tym, ze sunia nie toleruje innych psow napisałam na priv, pisałam również od samego poczatku na jej watku, a jeszcze wiecej na watku zbiorczym pomocowym. Może po prostu nie doczytała, ale sama pisałam o tym problemie, który zaczął narastać z miesiąca na miesiąc, bo takie informacje dostawałam z przytuliska (tutaj prawda, nie wiem do końca jaka jest Pola, bo nie mam z nią kontaktu na co dzień, opieram swoje opisy na tym, jakie informacje do mnie dotrą od opiekunki). I tak faktycznie w lutym pisałam, że Pola się boi psów i na nie szczeka, potem że jest trochę zaborcza, ale w kwietniu pisałam już, że sunia zaczyna odganiać psiaki od ludzi i raczej na wybiegu jest sama (ale co ciekawe, wczoraj otrzymałam zdjęcia Poli jak leży na wybiegu z innym psem). Pisałam tylko to, czego się dowiedziałam bezpośrednio od opiekunów, bo wolontariatu tam nie ma i nie ma jak odwiedzić sobie po prostu piesków i popatrzeć na nie. 10.05 - podaję kiyoshi numer do siebie oraz do przytuliska, ten do przytuliska w wiadomości wyróżniłam aby się nie zagubił (napisałam też w jakich godzinach należy dzwonić, napisałam też co ma powiedzieć, aby wskazać na Polę... i kogo poprosić do telefonu!), nr podany jest też w moich ogłoszeniach, które kiyoshi skomentowała już na początku tego wątku i zasugerowała zmianę opisu. To nieprawda więc, że numeru kiyoshi nie mogła się doprosić. Tego dnia napisałam też uczciwie, że na razie jestem troche zajeta (slub, choroba), ale w razie potrzeby niech dzwoni. Tego samego dnia kiyoshi napisała do mnie, że skontaktujemy sie ZA DWA TYGODNIE (patrząc teraz na kalendarz widzę, że po 24.05), teraz mam zajac sie swoimi sprawami. jeszcze 10.05 - Odpisalam ze w razie jednak pytan niech kiyoshi pisze tez do dogomanki ktore jest praktycznie na miejscu i zna przytulisko, podałam konkretny nick na dogo. Zapytalam tez czego ona ode mnie oczekuje i czy chce, zebym rozmawiala z przytuliskiem mimo ze obecnie obawiam się, że mogę bardziej przeszkodzic niz pomoc. kiyoshi odpisala wówczas, ze nie mam co sie denerwowac, odkladamy pomoc Poli na ZA DWA TYGODNIE i na razie nie chce mi zawracac glowy, wiec skrobnie do Dogomanki, której namiary podałam. Sprawa nie dawala mi spokoju, wiec 11.05 podeslalam kiyoshi namiary do mojej znajomej, z ktora oglaszamy psy z przytuliska i do tej pory robilysmy zdjecia (do momentu kiedy mozna bylo to robic) oraz rozmawialysmy z opiekunka przytuliskowa (obie mamy do opiekunki przytuliskowej prywatny numer, ale nie mam zgody na podsyłanie go osobom trzecim, a pytałam też w sprawie Polci o to - więc go nie podałam, ale nr do przytuliska oficjalny kiyoshi już miała). Gosia od tego dnia czeka na telefon. 15.05. kiyoshi pisze na Forum ze rozmawiala z moją znajomą, poznala realia przytuliskowe - ma wiec tez namiary do osob, ktore na zywo znaja wszystko i od lat dzialaja w tym miejscu…. Od tego dnia czekam na zielone światło od kiyoshi abym mogła porozmawiać z przytuliskiem, ale sama na wątku pisze że: “Ale jak pisałam Tysiu możemy ten Twój telefon przełożyć:) nie pali się chyba” - skoro się nie pali i pomoc dopiero po moim czasie wyjazdowym to spałam spokojnie, bo przecież mamy do siebie namiary. I tutaj nie wiem czemu, ale kiyoshi ani razu nie próbowała się ze mną skontaktować, mimo że mój numer dobrze zna i wypisuje na wątku prośbę o nr do przytuliska, a ja tylko czekam aby skrobnac do opiekunki przytuliskowej… I mimo, że odbieram telefony adopcyjne w czasie, kiedy nie ma mnie na forum, m.in. w dniu slubu toczy sie rozmowa adopcyjna w sprawie Amika… to kiyoshi nie dzwoni… ani do mnie, ani do mojej znajomej, z którą rozmawiała przed 15.05. Dopiero w piatek 22.05, w rzekomy dzien wyjazdu moja znajoma dostaje telefon od kiyoshi z prosba, czy moze podjechac do przytuliska, ale ona jest w pracy i nie ma jak się wyrwać…. Tego dnia dostaje tez wiadomosci od Dogomanek, ze niby nie podalam nigdy numeru kiyoshi do przytuliska… a to nieprawda. Od razu jak się dowiedziałam od nich tego to napisałam Im z jakimi dogomankami może się kiyoshi jeszcze skontaktować i skontaktowałam się z opiekunką przytuliskową. Była 8 rano, kiedy działałam w tej sprawie... kiyoshi, powiedz mi proszę dlaczego nie napisałaś do mnie nawet SMSa, że potrzebujesz namiarów, bo chcesz wyciągnąć już Polę? za to... masz czas pisać na forum, na wątku zbiorczym i tutaj, że nie masz namiarów do schroniska? Naprawdę nie rozumiem czemu w tym wszystkim mnie pominęłaś, ale zdążyłaś napisać na forum, że nie dałam Ci namiarów. Tuaj nie ma uszczypliwości, po prostu nie rozumiem tego. Inna sprawa, że padła tutaj sugestia jakobym nie podawała prawdziwych informacji o Poli. Ale... co miałabym to na celu, skoro od lat ogłaszam psiaki z tego miejsca najrzetelniej jak się da? NIGDZIE NIE PISAŁAM: - że sunia jest mikroskopijna, podawalam wage, ale w ogłoszeniu padało określenie "nieduża, pod kolano", a nie "maleńka sunia" (nie wiem skąd się wzięło przekonanie że to mikruska), - że jest lagodna do psow, ba! już w poście informacyjnym pisałam, że sunia nie przepada za innymi psami, a na watku toczyla sie rozmowa ze jej problemem jest relacja do psow… (miala chetne domy i fundacje ktora chciala ja przejac, ale ze wzgledu na awersje do psow nie pojechala tam - o tym też pisałam), - że jest łatwym psem, ba! pisałam że kolejny trudny pies mnie przerasta i nie mogę wziąć Poli na siebie, bo dla mnie jest mało adopcyjna. Oczywiście rozumiem, że po przemyśleniu kiyoshi podjęłaś taką decyzję, a nie inną. Rozumiem i szanuję. Ja tylko wiem, że Pola nie zostanie na stałe w przytulisku, że może spotkać ją los co Bezy czy Szoguna, które rok temu miały nie być wywiezione bez naszej wiedzy, a były... i dowiedzieliśmy się parę dni po tym. Szogun przepłacił to traumą do psów, Beza życiem... (tak btw zerknijcie na wątki psów z przytuliska... w jakiej kondycji były te psy jak trafiały do DT/hotelu?) Wiem też, że wybieg jest mały, a kojec może nie najmniejszy, ale też nie jakiś wielki... Fakt, kojce są czyste, zadbane, psy mają dobrą podstawową opiekę... ale jednocześnie spacerów nie ma, opieka weterynaryjna jest, ale taka podstawowa. - czy w takim warunkach Pola się otworzy? Mimo najszczerszych chęci pracowników tamtejszych, którzy dbają o to, aby Pola jak na warunki przytuliskowe miała naprawdę niezle warunki, zdecydowanie lepsze niż schronisko.. to nie jest dom, to zwykły zakład pracy i to w mieście, gdzie ludzie takich psów jak ona nie chcą. Weryfikacji domów też nie ma takich standardów dogomaniackich, jest wyłącznie wywiad (rozmowa) i to wszystko. Przytulisko nie podpisuje umów, nie robi wizyt przed- i poadopcyjnych. No i Pola jest w przytulisku od grudnia, wiele psów przez ten czas się przewinęło... chętnych też, nikogo nie zachwyciła. To zwyczajny kundelek. Jakie ona ma tutaj szanse, ale tak naprawdę? Ogłoszenia od początku są wyróżniane. Wątek założyłam, bo może ktoś chciałby jej odmienić los. To wszystko. Rozumiem to, że Pola wielu ludzi przerasta i chwała za to, że inne psiaki dostają szansę... ale nie zgodzę się na te informacje, które padły tutaj, bo są po prostu nieprawdziwe i mnie osobiście uderzają. Po prostu poczułam się nieswojo jak to czytałam. I zanim ktoś napisze czemu ja nie wezmę suni na siebie, bo przecież jej los leży mi na sercu, znam realia przytuliska i szanse adopcyjne, a deklaracje są zebrane... Są rzeczy, których pisać publicznie nie chcę, ale chyba muszę... zmagam się z chorobą, która miała wpłynąć tylko na moje zdrowie i funkcjonowanie, a obecnie jest walką o życie. Tylko tyle i aż tyle, bardziej aż po pandemia pokrzyżowała szyki w leczeniu. I naprawdę wyciągnie kolejnych psów na siebie w tym momencie jest dla mnie sprawą drugorzędną. Nawet za bardzo nie mogę pozbierać myśli, kiedy ktoś dzwoni w sprawie Amika. Fizycznie i psychicznie słabo to znoszę. A teraz weszłam na wątek i przeczytałam sprzeczne informacje z tym, co wiem o tym miejscu. Przepraszam, to naprawdę nie na moje siły. Żałuję, że założyłam ten wątek. To ostatni post mój tutaj i w tej sprawie. Mamy do siebie telefony i wydawało mi się do tej pory, że pewne nieporozumienia wyjaśnia się bezpośrednio, a nie od razu wali się publicznie na forum. No ale ja może jakaś inna jestem. W ogłoszeniach Poli dodałam nowe zdjęcia tej agresorki i dzikiej suni ;) - i ogłoszenia wróciły do okolic miasta. Tyle mogę dla niej zrobić, więcej ode mnie nie oczekujcie - jak ktoś chce pomóc suni to może konytunować wątek, jak nie to wątek jest do zamknięcia. To tyle z mojej strony. Przepraszam jeśli kogokolwiek uraziłam swoim postem, chciałam tylko jak najuczciwiej przedstawić to wszystko, co wiem... z mojej strony. Naprawdę nie chcę trzymać urazy do nikogo ani się kłócić. Bardzo Ci kiyoshi dziękuje, że chciałaś pomóc, tylko... tylko wyprostowałam pewne rzeczy, to wszystko. Nie gniewaj się na mnie. Naprawdę Cię lubię. PS: U nas są dwa przytuliska. To, w którym jest Pola jest miejskie i to z nim udało się współpracować. To drugie jest gminne (w nim był dogomaniacki podhalan Puniek [*]), niewiele osób o nim wie i faktycznie z niego właściwie psy od razu wyjeżdżają. Tutaj udawało się do niedawna zapobiegać wywozom, ale dzięki współpracy i solidnym ogłoszeniom z mojej (i moich znajomych) strony. W tej chwili już moich (naszych) ogłoszeń nie ma, Pola jest ostatnim psem, którego ogłaszam z tego miejsca, z różnych względów, o których pisać nie chcę.1 point
-
Inka vel Pola... heh, ma najlepszy dom na Ziemi. Cóż mogę więcej napisać :) Sami zobaczcie... Obiecałam jej znaleźć taki dom... i taki dom dostała.1 point
-
1 point
-
ŚCINEK, KANSAN, MIGOTKA, NIEMEN, GAPCIO, GREY, GRAF, HAGA, KIKA, KORDONEK, SANTIAGO - rozpoczęły nowe życie poza schroniskiem :)1 point
-
1 point
-
Nie wiedziałam nic wczesniej, bo zaglądałam tylko na ogólny zamojski wątek, bardzo mi żal dzieciaka. Czasem pomagając dokonujemy wyborów, za które potem winimy się, ale tego nikt z góry nie przewidzi. Konsekwencją może być, że nastepnym razem nie pomoże sie wcale i tez się to źle skończy. Niestety, całe życie składa się z wyborów, które nie zawsze kończą się tak, jak sobie wymarzymy. Trzymajcie się, opiekunki i Szafirki. Jesli to parwo, to pół roku może sie utrzymać. Warto poszukac firmy zajmującej się dezynfekcja i zrobic ozonowanie domu. Tylko niczego żywego nie może być wtedy przez kilka godzin w pomieszczeniach, nawet roslin. Dobrze, że kupiłyście od razu Virkon. Mozna tez używać lampy biobójczej.1 point
-
Cale niebo placze malenki malenki Anulko rozliczam kramik dla tutusia malusiego1 point
-
Pies o skłonnościach do zajęcia pierwszego miejsca w hierarchii nie potrzebuje rozeznawać terenu. Gdyby chodziło tylko o mocnego przewodnika, sprawa byłaby prosta.1 point