Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 12/17/17 in Posts

  1. Jak zapewne większość z Was wie,Morisek w listopadzie jeździł w daleką trasę do Ustronia na poszukiwania Likuni. Niestety nie udało się nam nawet jej namierzyć...Wracaliśmy wszyscy bardzo smutni,a wiązaliśmy wielkie nadzieje co do zapachów Moriska znajomych Likuni. Ewidentnie nie dotarliśmy w okolice, gdzie Lika przebywa. Cały wyjazd był Moriskowi dużym wyzwaniem, ale jestem z niego bardzo dumna! Był dzielny i spisał się (jak dla mnie ) na szóstkę! Ze względu na Morisa pojechaliśmy moim samochodem,ponieważ jest mu dobrze znany,jednak już bagaże z tyłu, wzbudziły Moriskowy niepokój.Czuł,że nie jest to jak zawsze wypad na łąki, tylko coś nowego się szykuje. Był trochę zestresowany do Warszawy i musieliśmy często robić przystanki dla niego na relaks i odprężenie.Później przekonał się,że nic złego się nie dzieje i bardziej spokojnie znosił już jazdę. W Ustroniu z Morisem przemierzaliśmy codziennie dużo km i choć oboje niby jesteśmy zaprawieni, to nawet Moris padał "na nosek". Do zmęczenia fizycznego u Morisa dochodził duży wysiłek psychiczny związany z otaczającymi go nowościami, a co za tym idzie stresem, a ten jest nawet bardziej męczący. Prawie zawsze obok nas byli mu obcy ludzie,często szli razem przy nim/za nim.Starałam się prowadzić go ze swej lewej strony (wówczas bardziej komfortowo się czuje),żeby nie był pośrodku wśród nieznajomych, jednak nie zawsze to wychodziło i różne kombinacje musiał niestety znosić. A znosił dzielnie,nie szarpał,nie panikował tylko spuściwszy ogonek i główkę, grzecznie podążał za mną.No, czasem próbował się ociągać i chciał zostawać lekko z tyłu (bezpieczniej wtedy się czuje),jednak większych oporów nie robił na słowo "idziemy". Wypracowaliśmy dotychczas jako taki kontakt z obcym człowiekiem.Morisek bez większego strachu sam z siebie podejdzie blisko,obwącha,weźmie smaczek,pozwoli się pogłaskać,jednak zaufania do ludzi nie ma,nie wie do końca czego się może po nich spodziewać i woli później cofnąć się na bezpieczną odległość.Zwłaszcza jak kilka osób ma wokół siebie.Nie panikuje co prawda jak kiedyś,dzielnie znosi ich bliskość,jednak zdecydowanie woli nie być centrum zainteresowania. Przy obcych Moris swoim zwyczajem przybiera pozę "sierotki",która godzi się na wszystko.Chcą mnie pogłaskać,to niech pogłaszczą,chcą żebym szedł z nimi,to pójdę.Nie jest wtedy szczęśliwy, ogonek tak nie wiruje jak idzie tylko ze mną. Jak mówili mi kiedyś szkoleniowcy i nasza behawiorystka.. każdy psiak radzi sobie różnie w nowych sytuacjach, także tych stresowych,zwłaszcza jak nie ma drogi ucieczki.Jeden szczeka chcąc odstraszyć,drugi szczerzy ząbki,inny może od razu atakować przy najmniejszej próbie zbliżenia,a jeszcze inny poddaje się,znosi wszystko i jakby się wyłącza,.. póki mu krzywda się nie dzieje, niech robią co chcą. Morisek należy do tej ostatniej grupy.I całe szczęście,bo z agresorkiem nie poradziłabym sobie,a tu łaską i powoli umiem docierać do Morisa. W każdym razie,Morisek w Ustroniu uchodził za smutaska i niektórzy mnie nawet o to pytali, jednak czasu nie było na głębsze opowieści. Mając Morisa od początku i widząc ile trudu go kosztował każdy krok najpierw w naszą stronę,a później do innych,to jego obecne zachowanie jest nam milowym krokiem w porównaniu do tego co było jeszcze kilka miesięcy temu.Dla mnie się liczy,że ja nie tracę zaufania u Morisa,a powolutku ciągle zdobywam je coraz bardziej(co było moim priorytetem od początku). Szczerze powiem,że nie wożę go teraz w zatłoczone miejsca,nie ćwiczymy już przebywania wśród większej grupy,nie chodzimy ciągle pod sklepy jak kiedyś by ludzi poznawał.Do obcych zaufania mieć nie musi, (tak uważam) ważne,że nie reaguje już panicznym lękiem na ulicy,nie wyrywa,nie sztywnieje w przerażeniu jak kiedyś.Chodzi po ulicach mniej lub bardziej zatłoczonych i w różnych sytuacjach radzi sobie obecnie całkiem nieźle jak na dzikuska. Prawie wzorowo,prawie - jak normalny pies zachowuje się na spacerach na naszej dzielnicy idąc tylko ze mną (z mężem trochę gorzej).Mija przechodniów i jest wyluzowany,czasem podejdzie blisko do kogoś zaciekawiony czy smaka ten ktoś nie ma (tak się oswajaliśmy z obcymi),ogólnie chodzi dosyć swobodnie i z wirującym ogonkiem, a co najważniejsze uznaje mnie już trochę za swego przewodnika.Rozumie dużo poleceń typu "czekaj","spokojnie","idziemy", to nam wystarcza by spacery obojgu były już przyjemnością.W każdym razie,Moriskowi sprawiają ogromną radość od dosyć dawna. Od początku wszyscy mądrzy Ludzie mówili mi,że dzikusek nigdy do końca nie będzie taki jak nasze psy od zawsze domowe i to jest prawdą.Na widok nieznajomych mu osób,(nawet z pętem kiełbasy na szyi) nigdy nie będzie się zachowywał jak psiak normalny,nie będzie się przymilał,podskakiwał czy szukał bliskości.Nie miał w dzieciństwie bliskiego kontaktu i nie czuje potrzeby mieć go teraz,jedynie może zaakceptować ich przebywanie obok. Skłamałabym pisząc, że u nas jest wszystko różowo,a mnie udało się Morisa zupełnie oswoić.Tak nie jest niestety.Morisek miewa swoje gorsze dni nawet z tym co doskonale już zna,zdarzają się cofki,miewa swoje humorki,ale udało się nam obojgu złapać nić porozumienia i w miarę dobrze razem funkcjonować na co dzień zarówno w domu jak i na spacerach,a to chyba najważniejsze. Mam jednak cichą nadzieję,że nie zatrzymamy się na obecnym etapie i uda się zdziałać z Morisonkiem jeszcze troszkę coś więcej dla jego lepszego komfortu życia w każdym aspekcie. Pomimo, iż na wyjeździe łatwo Moriskowi nie było,to wyjazd na pewno był dobrym, nowym doświadczeniem dla Niego. Nie wyobrażacie sobie jaki Morisek był szczęśliwy jak wróciliśmy do domu!! Jak się ucieszył na widok Amiczka!..w korytarzu Obaj! w podskokach się przywitali, nawet kilka śmigów w piruetach Morisek !! zrobił,...buźki sobie dawali,o ogonku nie wspomnę...Widok był cudny! Aż mnie zacisnęło w środku....Cudownie było móc widzieć Morisa tak szczęśliwego! Nigdy wcześniej,ale i teraz takiej otwartości w relacjach z Amikiem nie ma,w dalszym ciągu Morisek trzyma lekki dystans do niego. Mam jednak ogromną nadzieję,że kiedyś doczekam i dane mi będzie oglądać na co dzień tak wyluzowanego i tryskającego szczęściem Moriska jak te chwile po przyjeździe. Ciągle mam je przed oczami i póki co marzenia ogromne,by na dobre tak się otworzył... Reasumując, Morisek spisał się na medal w zupełnie nowym mu środowisku! Jesteśmy z niego bardzo,bardzo dumni i kochamy tego dzikuska Ogromnie!
    3 points
  2. Anula podała mi watek tego biedaka,więc też się melduję z gotowością do wspomożenia finansowego. Wiele osób napisało już to, co i ja bym napisała i może jedynie nie trzymając nerwów na wodzy, padło by tu z mojej strony wiele niecenzuralnych słów...Zastanawia mnie jeszcze to,że przecież pan nie mieszka na jakimś bezludziu tylko wśród sąsiadów i innych ludzi.Czy oni widząc tego pieska po ileś razy tygodniowo na to nie zareagowali i tak po prostu przyjęli do siebie tłumaczenie pana,że nie ma pieniędzy na leczenie? Nikt z nich nawet nie spróbował gdzieś szukać pomocy i interweniować? To tylko ukazuje obraz części społeczeństwa,które jest bezduszne,egoistyczne i pozbawione wrażliwości na krzywdę żywych istot :( Aniu kochana,chwała za to,że zajęłaś się pomocą dla tego pieska!. Mam nadzieję,że wspólnymi siłami i zaangażowaniu w sprawę wielu osób uda się temu biedakowi skutecznie pomóc
    3 points
  3. Ja również wczoraj rozmawiałam z Joanną z Tozu wrocławskiego nie wiedząc ,że już to zrobiła Bgra. P.Joanna zapewniła mnie ,że TOZ podejmie interwecję. Nie wiem jaki jest efekt rozmowy pań wczoraj. anica, dziś wieczorem mogłabym pójść z Tobą do domu psiaka , tak ok. 20. Może obie coś byśmy wskórały.
    3 points
  4. Zły kontakt dotykowy, stresujący psa, jest ogromnym, podstawowym problemem. Psy nie rozumieją przecież słów tak jak ludzie, zły kontakt dotykowy uniemożliwia prawidłowe odbieranie sygnałów od człowieka. Na pewno Sonia nie chce takiego dotyku, dla niej to zagrożenie, podobnie jak podejście człowieka ze smakolem - ona odwraca głowę sygnalizując "nie dotykaj mnie, boję się". Są psy, jak najlepiej od szczeniaka socjalizowane, które także nie lubią kontaktu dotykowego, nie tolerują przytulania, brania na ręce tym bardziej. Moja poprzednia najbardziej życzliwa ludziom psica, wzorowo socjalizowana w hodowli, dobrze wyszkolona przeze mnie, nie podeszłaby drugi raz dobrowolnie do człowieka, który tak by ją pogłaskał. Trening na przymus - chyba nie ta droga. Lepiej ograniczać smaczki i karmić z ręki - nie podchodząc, czekając aż sama podejdzie. Dzikie i półdzikie zwierzaki nieźle reagują na kliker - bez dotykania, bez przymusu. Wydaje mi się, że warsztaty na temat pracy z psami z problemami są potrzebne przede wszystkim opiekunom psów, dla poszerzania własnej wiedzy, że prowadzący DT powinni szybko rezerwować sobie miejsca na własny koszt, traktując to w pewnym sensie jako inwestycję w siebie. I uczestniczyć bez psa - więcej widzi się gdy jest się bez psa. Spacer z człowiekiem stanie się przyjemnością dla psa dopiero wtedy, gdy nie obawia się towarzyszącego człowieka, gdy obdarza człowieka pełnym zaufaniem, gdy podczas spaceru może dzielić się z człowiekiem wrażeniami, bawić się, robić cokolwiek razem - wycofany pies nie zaoferuje takich zachowań sam z siebie. Cierpliwa praca opiekuna może sprawić, że spacer stanie się przyjemnością. Ale tylko może, nie na pewno, bo nie każdy półdziki pies będzie w stanie zaufać. To, że Sonia woli towarzystwo psów, jest oczywiste - może się z nimi porozumieć, z człowiekiem to ona jeszcze porozumiewać się nie potrafi. I sama się tego nie nauczy. Czemu Sonia zatrzymała się czy wycofała w kontaktach - tego nie wiadomo i raczej nie da się doszukać powodów. Jest faktem, że obecnie dotyk człowieka sprawia jej przykrość. Więc sądzę, że lepiej byłoby wrócić do nauki zaufania od początku - bez dotykania, bez głaskania, bez patrzenia na psa - żeby na nowo zrozumiała, że bliskość człowieka oznacza jedzenie, że warto podejść samej. Jeszcze o roli sygnałów ciałem - ostatnio miałam do czynienia z psem niechętnie aportującym, uciekającym z aportem, podgryzającym aport. Starczyło, że właściciel przestał pochylać się nad psem, podając mu aport. Gdy zaczął podawać aport trzymając plecy prosto, problemy znikły. Więc są psy wyjątkowo uwrażliwione na mowę ciała - być może Sonia też jest taka.
    3 points
  5. Z opisu wynika,że Pan się boi kosztów,może pomyślał,że obietnice słowne to tylko obietnice a zostanie z kosztami sam na głowie.Może idź do Państwa wieczorem dzisiaj i porozmawiaj konkretnie,że np.mamy pieniądze na operację pieska i operacja będzie całkowicie sfinansowana przez Ciebie( przez nas).Tym sposobem może da się jednak termin wizyty z Kiełbowiczem utrzymać na jutro.To jest ogromna szansa dla psa i dla nas.Nie łatwo jest go złapać na Klinikach.Jeżeli trzeba zapłacić jutro za konsultację to załóż jeżeli możesz a ja zaraz przeleję pieniążki Tobie i tym samym zapłacę za tą konsultację.Będzie jeden duży krok zrobiony do przodu. Na Klinikach można płacić kartą,także wystawiają rachunek,że nie ma problemu.
    3 points
  6. I stało się. Bilet pojechał do DS. Trzymajcie kciuki, aby się pięknie zaaklimatyzował w nowym domu i nie chciał za bardzo rządzić.
    2 points
  7. Przy Gościach w pokoju Morisek swoim zwyczajem leżał na łóżku,czekał zapewne,żeby szybciej sobie już poszli...hehe Po wyjściu sprawdzał miejsca gdzie siedzieli,nie wykazywał jednak zupełnie zainteresowania Mikusią -sunią MikAga ,nawet po wyjściu Ludzi (może stres go jeszcze trzymał po całym dniu?).Mikusia nie była mu dłużna i traktowała Moriska jak "powietrze",..chodziła sobie swobodnie,zmierzyła lekko wzrokiem i tyle, jakby Morisa w pokoju nie było...no ale Mikunia,to prawdziwa Dama ,serio-zachowanie godne podziwu! ( moje ogonki przy niej to wieśniaki- sorry,ale i tak Was kocham!). Pewnie stwierdziła ,że taki "chłopek"- Morisek nie dla niej...hihi.Próbowałam ciastkami zachęcić ich do kontaktu,ale było totalne wzajemne olewanie,nawet chęci zbliżenia wzajemnego powąchania nie było w ogóle.
    2 points
  8. dzisiaj byłam u psiaków , Dieselek wolał w pokoju siedzieć bo zimno na zewnątrz a on taki ciepłolubny się zrobił razem z Ralfikiem tak się przytulali do mnie i nadstawiali do głaskania, że smutno było stamtąd wychodzić szkoda, że nie można z Dieselkiem iść na spacerek ale on w swoim tempie ostrożnie z rozwagą drepcze po ogródku , kochany puchatek , szkoda że nie mam warunków żeby go do siebie zabrać
    2 points
  9. Dzwoniłam do DS Nutki. Wszystko jest dobrze, Nutka jeszcze trochę zestresowana ale już i tak jest lepiej niż wczoraj. Już chodzi po mieszkaniu, podchodzi do domowników, bardzo ładnie zjada. Jedynie co to ma problem z załatwianiem, chyba jeszcze była zestresowana i na dworze się nie załatwiła tylko potem w domu. Ale to nie problem, wszyscy się liczyli z tym że przez jakiś czas może się to zdarzać. Ładnie chodzi na smyczy ale boi się obcych psów i trochę miejskiego hałasu ale na pewno z każdym dniem będzie coraz lepiej. Dzisiaj Nuteczka została na pół godzinki sama i wszystko było w porządku a po przyjściu do domu podbiegła do drzwi powitać wchodzących do domku. Jutro Nuteczka zostanie sama na ok.3 godziny, mam nadzieję że będzie grzeczna. Cała rodzina zauroczona Nutką. Pani Marta (włascicielka Nutki) powiedziała, że jak niedługo przeniosą się do nowego mieszkania to pomyślą o drugim psiaczki, towarzyszu dla Nutki, żeby jej było raźniej. U Kasi zauroczyli się Rosą kiyoshi, pani Marta mówiła że gdyby już mieszkała w nowym mieszkaniu to by się już starała również o adopcję Rosy, aby była towarzyszką dla Nutki, wtedy Nutce byłoby raźniej i miałaby z kim się bawić :).
    2 points
  10. Kto robił ogłoszenia Idze? Czy mogę poprosić o pełne zestawienie ogłoszeń? Chciałaby mieć pełny obraz tego, gdzie Igunia jest, a gdzie jej nie ma. Zadeklarowałam wcześniej, że pomogę z ogłoszeniami, toteż chcę dotrzymać słowa.
    2 points
  11. U nas też pilnowała na początku przed psami, ale potem jej przeszło:) A ja dostałam w dniu przyjazdu suni MMSy:
    2 points
  12. Z powyższej wypowiedzi można odnieść wrażenie, że zamiast być zadowoloną, że Sonia budzi zainteresowanie i są osoby, które współczują psu i z życzliwości dla psa i opiekuna chcą coś doradzić, Ty jesteś, jakby zirytowana i bombardujesz każdą wypowiedź, nawet powiedziałabym sarkastycznie. Ktoś głaszcze psa po głowie przez cały czas trwania filmu. Jest to niezaprzeczalnie zły, nieprzyjemny kontakt, z punktu widzenia psa tym bardziej psa wycofanego i niema tu znaczenia czy ten pies taki się urodził, czy ktoś zaniedbał jego socjalizację. Że jest głaskana wszędzie, to może i dobrze, choć nie wiem, czy należy na siłę robić to, co psu sprawia dyskomfort, ale na pewno nie należy głaskać psa po głowie, zwłaszcza, gdy wyraźnie nie ma na to ochoty. A może z tym głaskaniem po reszcie ciała trzeba poczekać, aż Sonia sama o to poprosi ? Może to głaskanie na siłę odnosi efekt przeciwny od zamierzonego? Oczywiście, że głaskanie po głowie nie jest najważniejszym problemem, ale w ogóle nie powinno mieć miejsca, bo żaden pies za tym nie przepada, a u psa wycofanego może budzić strach i niechęć przed jakimkolwiek kontaktem z człowiekiem, który wchodzi w jego przestrzeń i robi coś, co jest dla psa przykre.
    2 points
  13. A czy mimo wszystko nie jest to akt znęcania się nad tym biednym psem. Przecież trwa to już prawie rok. Przez ten czas pan mógł jakoś ulżyć jego cierpieniu, a teraz jak jest szansa, to jakoś dziwnie lawiruje. Ja bym raczej świąt nie wyprawiała, a psa ratowała. Nie rozumię, jak można nie rozumieć cierpienia tego zwierzęcia patrząc na niego. Skoro anica nie zdołała tego panu wytłumaczyć, to rzeczywiście musi zrobić to osoba z urzędu. Dołożę się, jak będzie coś wiadomo - pisz na pw.
    2 points
  14. 2 points
  15. Eluś, nastąpi ! Póki co, sprawdzają się nawzajem, na ile można sobie pozwolić względem własnego "odbicia lustrzanego." Odległość maleje, wiec są coraz bliżej zawarcia paktu o nieagresji. Obie sunieczki cuuuudne ! Mogłabym długo oglądać ich zdjecia i czytać o nich. Figuniu, fajnie to wykombinowałaś ! Podobne do siebie jak dwie KROPLE wody !
    2 points
  16. Sąsiadka mówiła ,że bardzo dbają o psa. Noszą go po schodach na 4. piętro poniemieckiej kamienicy, bo piesek ma bardzo chore serduszko. Podobno jakiś wet im powiedział ,że pies nie przeżyje operacji. Być może stąd wynika lęk właścicieli przed naszymi działaniami, bo maja poczucie ,że pies może umrzeć . I może dlatego pan mówił o smutku w święta. Trzeba brać pod uwagę ,że faktycznie z powodu stanu serca operacja nie będzie możliwa. Ale może chociaż w inny sposób da się pomóc psu. Trzymajmy kciuki,żeby anica udało się jutro coś zdziałać.
    1 point
  17. Kciuki potrzebne są nadal, plan jest taki ,że jeszcze jutro będę przed 7 rano, spróbować pod domem złapać pana jak będzie wychodził z pieskiem na spacer, może wtedy udałoby się jeszcze 'uratować' ten jutrzejszy termin u lekarza? niestety dzisiaj nie udało nam się zastać nikogo w domu, dość długo pukałyśmy, potem chwilę jeszcze postałyśmy na dworze, nic nie wskórałyśmy za wyjątkiem zainteresowania sąsiadów, mamy nadzieję z Poker ,że sąsiedzi poinformują pana/panią że byłyśmy i przekażą ,że byłyśmy tylko po to ,że naprawdę chcemy pomóc! że na razie lekarz ma tylko postawić diagnozę ,że jak zbada pieska to będziemy zastanawiać się co dalej, żeby się nie obawiali ,że piesek będzie operowany bez badań!... mam nadzieję ,że jutro jeśli nawet nie uda mi się pana 'złapać' to sam przyjdzie, spytać dlaczego byłyśmy? zobaczymy?
    1 point
  18. takie dzisiaj były przytulanki, Ralfik pokazał mi "swój" pokoik na piętrze, który sobie wybrał na sypialnię i śpi na takiej dużej kanapie w betach , czasami sam a czasami razem z Rudzikiem , większość towarzystwa ta mniej mobilna śpi w salonie w tym nasz Dieselek. Ralf ,Rudzik i mała Mimi są najbardziej sprawne z całej gromadki rezydentów. Ralf i Dieselek dzisiaj bardzo się do mnie tuliły i miło bylo bardzo je poprzytulać , takie wielkie pluszaczki dermatoza przy ogonku ładnie się goi, już nie widać przerzedzenia sierści , ma podawany : lek - KEFAVET VAT - leczenie infekcji skóry powodowanych przez bakterie wrażliwe. maść do smarowania:-PANA VEYXAL PANAZYM NA TRUDNO GOJĄCE RANY Pana Veyxal Panazym maść – preparat do stosowania miejscowego, zawierający kombinację odpowiednio dobranych enzymów proteolitycznych i witamin A i E
    1 point
  19. Oj to kciuki mocno zaciśnięte, żeby wszystko przebiegło jak najlepiej i żeby nasza Lalunia wreszcie wyszła na prostą i mogła się już tylko cieszyć swoją pańcią:)
    1 point
  20. Mój Dyzio na przed śmiercią też nosił pieluszki. Podkłady po mieszkaniu rozkładaliśmy prawie wszędzie. Lekarstwa + suplementy, badania + pieluszki +podkłady kosztowały ok 700 zł. a może i więcej bo wolałam tego nie liczyć. Nawet jeśli kocha się bardzo psa w pewnym momencie bez wsparcia finansowego i takiego ludzkiego ręce i siły opadają. Podtrzymuję zatem swoją deklarację - razem damy radę.
    1 point
  21. Wiosenko, jestem bardzo dumna z Ciebie i Moriska, jesteście super tandem, może czasami pedał się poplącze, ale cały czas do przodu :) Ja osobiście najbardziej bałam się o Rudaska i gdyby nie Ty, chyba by się nie otworzył, dla mnie jesteście The Best
    1 point
  22. Odpoczynek po ciężkim dniu w Ustroniu, poduszeczki zdecydowanie są dla pieska właściwym posłankiem , podczas długiego spaceru ścieżkami wzdłuż Wisły ,
    1 point
  23. Super odpowiedzialne podejście!! Malamuty to moja miłość od zawsze!!! Polecam książkę pt; "Psy z piekła rodem" Joanny Sędzikowskiej. Malamut to wyzwanie....
    1 point
  24. Tak, szukali swoich psów. W przypadku adopcji odległość nie ma znaczenia. Wcześniej jednak będziemy go szczepić i kastrować więc o adopcji jeszcze nie myślimy. Jak się pojawi ktoś chętny I przejdzie naszą rozmowę kwalifikacyjną to pojedziemy zobaczyć warunki. Wiemy, że fundacja zajmuje się tym wszystkim, ale my sami musimy też sprawdzić.
    1 point
  25. Ładne ogłoszenie. Dorobię mu inne jak będą nowe zdjęcia. Postaraj się o takie przy człowieku :)
    1 point
  26. Jesteście wspaniałymi ludźmi :) Zostańcie na dogomanii na dłużej :). Trzymam kciuki za domek dla Logana! Albo ten pierwotny, albo ten nowy...
    1 point
  27. Przepraszam za pytania, po prostu nie było to dla mnie jasne. Do wczoraj myślałam, że Iga po prostu u anecik już jest, "tylko" kwestia finansów... Jeśli potrzebna pomoc w prowadzeniu jednego wątku MALWA, to ja mogę jakoś pomóc - jak się zdam: może to być wątek Igi, Figi albo Nelki - mnie to nie robi różnicy. Jednak odpowiedzialności za adopcję nie chcę brać. Mogę nadzorować jeden wątek jednego podopiecznego MALWA, pilnować kwestii ogłoszeń itp, ale nie pomogę w wyadoptowaniu tzn rozmowach z chętnymi i weryfikowaniu domków, bo i sama doświadczenia wielkiego nie mam, i obecnie mam wątek "swoich" bezdomniaków: Kawy i Fanty.
    1 point
  28. Bardzo lubię ten wątek :) Wieści domkowe z pierwszej ręki... i te zdjęcia :) No slicznie. Plamka to cudne imię.
    1 point
  29. Tak myślałam ,że Malwa ma poważny problem. Przede wszystkim dużo zdrowia dla niej.
    1 point
  30. Fantastyczne sunie. Jak zobaczyłam Kropeczkę , to zrozumiałam dlaczego chcieliście Plamkę łącznie z jej imieniem. Cudne dwie KroPlamki
    1 point
  31. Pojechał Foksik. Oczywiście że się cieszę ale......... Teraz czekamy na Państwa do Kamusi i Tigry.
    1 point
  32. Aniu, bardzo podobnie myślę, dzisiaj jak będę wieczorem na spacerku z Tasią ,będę pilnowała okolicy gdzie spotykałam pana z psem, najgorsze jest to ,że umówieni byliśmy z lekarzem na poniedziałek 8rano, Krzysiu nawet przestawił spotkanie ,żeby ze mną się zamienić w pracy, w niedzielę nie chcę niepokoić p doktora w poniedziałek jeśli nic się nie zmieni ,będę musiała wyjaśnić dlaczego nie stawiliśmy się rano :( do tego jeszcze następna smutna historia :( napiszę później i już Romciu ,się denerwuje... mówię Ci.... Dziękuję Tysiu... wszystko opada :( Dzisiaj spróbuję przypilnować, wieczorem na spacerku z Tasią bo mamy gości i muszę 'jakoś' zorganizować spotkanie Anulko jesteś nieoceniona! ...ale to już mówiłam, zawsze! Buziak, :) Przepraszam, wczoraj nie zajrzałam! miałam następną smutną historię o której chcę opowiedzieć ale może jutro, goście, święta i jeszcze nie wiem co:) jeśli to nie problem to pozwolę sobie jutro zadzwonić, w niedzielę nie niepokoję ludzi z zasady;) nie jest to uważam '';nadużycie'' ja uważam ,że skoro zwracam się z prośbą o pomoc na dogo to każda osoba ,która tutaj się udziela ma prawo mieć swoje zdanie i na swój sposób szukać pomocy czy rozwiązania? nie zawsze to przecież musi być, pomoc finansowa, każda forma pomocy jest cenna! czasem różnimy się zdaniem ale po to się tutaj spotykamy ,żeby znaleźć to najlepsze! Dziękuję za wszystko :) mam nadzieję ,że rozmawiałaś z p Joanną, adres może podam sklepu ,ponieważ ja i tak pracuję po 10godź ,a w przerwach latam zrobić zupkę dla mężusia i ''czynić świat lepszym" a przynajmniej wokół siebie! widzę ,że jutro jak mi się uda fajnie ,będzie jak zrobię takie "podsumowanie" a przynajmniej z mojego punktu widzenia ,żebyście miały jaśniejszy obraz sytuacji :) Witaj ,kochana Nadziejko, Buziak :) Witaj ,Brzosiu :) ja też bym wolała ratować swoje i nie-swoje futerko! widać to taka, nasza dogomaniacka uroda nie rozumiem, decyzji pana! i im dłużej o tym myślę.. tym bardziej, nie rozumiem?? chodzi mi po głowie ,taka myśl.. żeby iść jutro do nich do mieszkania i porozmawiać?? .. obawiam się tylko, żeby mnie nie 'spuścili' z tego czwartego piętra/ wspominał ,że tak wysoko mieszkają i kto będzie pieska nosił, pan jest.."utykający" ma problem z nogami?kręgosłupem?/ uszę to przemyśleć... ... jest to akt znęcania się nad psem! w dobrej? czy złej? wierze?? pies cierpii :( tak jak pisałam wcześniej, muszę napisać "podsumowanie'' żeby każda z was mogła wyrobić sobie ,jakieś własne zdanie, może wtedy łatwiej będzie nam znaleźć wyjście, mam tylko obawy... że jak będę opisywać mogę kogoś urazić a tego bym naprawdę Nie chciała!!! pan jest osobą z którą kontakt, przynajmniej ja mam trudny.. ja zadaję pytanie? a pan ,mówi o czym innym? umawiamy się we wtorek o 15 a pan przychodzi w środę o 12? prosiłam żeby przyszedł w sobotę z żoną to porozmawiamy .. to przyleciał wyraźnie zdenerwowany z odmową!...kiedy wcześniej/ jak jeszcze nie wiedziałam ,że będzie taka możliwa, ze tyle wspaniałych osób pochyli się nad cierpieniem jego ,pieska/ jak powiedziałam ,że ...pomyślę? spróbuję jakoś pomóc?.. spytał kiedy może pani pomóc? nie wiem? odpowiedziałam, może po Nowym Roku? może wcześniej? może później? nie chciała bym panu Nic obiecywać,żeby nie robić złudnych nadziei :( tak długo!!! odpowiedział! wyraźnie zawiedziony , Buziaki serdeczne, dziękuję, jesteś, jak zawsze! Berni , są to prości tzn poznałam tylko pana, ludzie? przynajmniej takie jest moje wrażenie i ja rozmawiając , odnoszę wrażenie, że pan mnie NIE rozumie! jednego jestem pewna na stówkę!!! nie odpuścimy!!! ale popatrz jaka 'ironia losu' ja najbardziej obawiałam się finansów... a problem leży ,gdzie indziej! i potwierdza się stara prawda PIENIĄDZE TO NIE WSZYSTKO! Wiedzą! jak pan był u mnie w piątek/ chyba ? a może inny dzień?/ własnie przyleciał z zapytaniem, czy może liczyć na pomoc.. odparłam ,że może liczyć na wsparcie ,znalazł się wiele wspaniałych osób ,który nie jest obojętne cierpienie jego pieska, ale najpierw musi zobaczyć go lekarz ,musi to być jednak lekarz okulista, ponieważ to oko i po konsultacjach, będziemy się zastanawiać co dalej? spytałam jeszcze czy gdyby, operacja była konieczna, to są wstanie zapewnić mu opiekę? martwił się również ,że piesek już tak dalego nie chodzi /akurat jest kawałek do tramwaju / uspokoiłam go ,że proszę się nie martwić tylko być o 7,30 w umówionym miejscu a ja transport autem załatwię, tylko ,żeby był punktualnie, ponieważ p doktor zaznaczył ,że prosi o punktualność, później operuje... dla jasności o żadnych kwotach? czy proszę się nie martwić wszystko będzie zapłacone ,nie było mowy! ... chciałam najpierw poznać diagnozę i koszty leczenia a przecież później rekonwalescencja ,jest tak samo ważna, prawda? :)
    1 point
  33. Może ja zbiorę w jeden post zadeklarowaną pomoc. 1.Poker - 30,00zł + pomoc przy transporcie po operacji 2.Gabi79 - 10,00zł 3.anecik - 20,00zł 4.NikaEla - 40,00zł 5.mila-ada - 50,00zł 6.Anula - około 100,00zł zależnie od potrzeby 7.brzośka - ? 8.kikou - ? 9.Kama202 - 200,00zł z bazarku 10.Bgra - Skarpeta Plaskatych - 200,00zł 11.IlonaS - 30,00zł 12.Bogusik - ? 13.Nadziejka - 5,00zł 14.Sarunia-Niunia - ? Na dzień dzisiejszy tj.17.12.17 taka jest pomoc zaoferowana.
    1 point
  34. Parametry wątrobowe się poprawiły, ALT był 237 a jest 187, AST też trochę lepszy. Białko się unormowało. Więc kuracja działa i nie zmieniamy jej. Apsik nadal przyjmuje Esseliv i Hemovet - za miesiąc powinno być jeszcze lepiej. Psiak był bardzo wyniszczony i "naprawa" musi trochę potrwać.
    1 point
  35. znam sie trochę na ludzkich wynikach ;) niskie płytki krwi to może oznaczać zarówno zakażenie wirusowe jak i niestety nowotwór, ale wtedy miałby bardzo wysokie leukocyty a tak nie jest.
    1 point
  36. Ja miałam ten problem. Mój pies jest nadal bardzo "towarzyski", ale potrafi zrezygnować z kontaktu z obcymi. Pomogły szkolenia w grupie, smaczki i zabawki w kieszeni (jak tylko zbliżał się moment zagrożenia wyciągałam z kieszeni coś MEGA atrakcyjnego i robiąc z siebie głupka zachęcałam psa do wspólnej zabawy) oraz prośby aby osoby obce całkowicie ignorowały psa. Nie pozwalałam na żadne cmokania, ciamciania, głaskanie itp. Efekt jest zadowalający, chociaż zdarzają się wpadki, ktorych powodem są ludzie inicjujący kontakt z psem.
    1 point
  37. No i pojechała Nutka do swojego domku do Częstochowy. Kasia mówiła,ze Nutka chyba coś czuła że dzisiaj się coś wydarzy bo była cały dzień poddenerwowana. Ale przyjęła swoich ludziów całkiem dobrze:). Nowi Państwo przyjechali już ze specjalnie zamówioną dla niej smyczą z wygrawerowanym imieniem i nr telefonu, smyczą, smaczkami, sunia ma zakupiony zapas zabawek, w aucie specjalna mata do przewożenia piesków. Państwo zostali poinstruowani przez Kasię jak należy postępować z Nutką a wcześniej przeze mnie. Teraz pozostaje trzymać kciuki. Nutce na pewno nie jest łatwo, już prawie rok była u Kasi więc to ją pokochała i uważała za swoją panią a tu znowu rewolucja w jej życiu. Na pewno pierwsze dwa tygodnie będą dla mnie stresujące, oby wszystko dobrze się ułożyło. Okazało się że Nutkę trzeba było jeszcze zaszczepić , Kasia wklei później paragon. Koszt to 35 zł. Ja ze swojej strony zarejestruję czip Nutki w bazie Safe Animal, koszt to 39zł. I za hotelik do zapłacenia za grudzień będzie 160zł.
    1 point
  38. Ktoś w wyczuciem,w razie odmowy zwykle kara pieniężna skutkuje. anica jak to nie nadużycie to o 21 jestem umówiona na rozmowę z Panią z Toz-u wrocławskiego. Tylko powiedz czy rozmawiać i zgłosić interwencję,co po krótce już nadmieniłam pani Joannie.Jeżeli tak podaj adres psa,podaj mi na priv swój,bo może sama pociągniesz dalej. mój nr tel 605 989 789
    1 point
  39. Pewnie Aniu masz racje. Metoda "na ostro" tez moze nie przyniesc oczekiwanego rezultatu, wrecz przeciwnie. Zalezy, jacy to sa ludzie... Mnie dobija fakt, ze pies cierpi. I kazda godzina, czy minuta, to bol, ktory musi znosic...dlatego od razu otwiera mi sie noz w kieszeni. Ale tak nie mozna (niestety...). A jesliby polaczyc obie rady, czyli idzie ktos z TOZ-u i tlumaczy i zacheca, uswiadamiajac to, ze nikt nie powinien tak dlugo cierpiec, nawet pies... Mam tez (chyba) perfidne mysli, by powiedziec im, ze zdjecia psa ukaza sie w mediach i o ich niefrasobliwym podejsciu, dowie sie mnostwo ludzi... Moze beda bali sie wstydu, wytykania palcami. Jesli pisze glupoty, to wybaczcie mi, ale emocje biora gore nad rozsadkiem. :(
    1 point
  40. No i nowina - Lala podjada kukurydzę, którą łuskam dla kur. Nauczyła się od Neski. która jest w tym ekspertem. Ja mam tylko zajęcie ze sprzątaniem resztek. Średnio zabawne, ale prawdziwe. Jedna lepsza od drugiej.
    1 point
  41. Suńka została przez moje dziecię nazwana Iwka:) Pewnie niedługo to imię będzie nosić, bo kolejki się będą po nią ustawiać. Sunia waży 5,5 kg. Wet ocenił ją na ok. 2 lata. Jest fajniutka. Na razie uczy się chodzenia na smyczy, wczoraj była tragedia, kładła się i ciągnęła do domu... Nie załatwiła się, mimo, że wynosiłam ją przed nocą trzy razy. Dziś rano było podobnie. Dopiero w południe wyniosłam ją w towarzystwie innych psów i było dużo lepiej, trochę pochodziła i w końcu zrobiła długie siooo. Do domu wchodzi sama z machającym ogonkiem:) Ma miejscówkę w kennelu w kuchni, mam ją na oku prawie cały czas; nie chcę jej już stresować kołnierzem, na razie w ogóle nie interesuje się brzuszkiem. Apetyt ma i broni miski przed zaglądającymi do niej futrzakami. Poza kennelem natomiast żadnego problemu w kontaktach z innymi zwierzakami nie ma. Jeszcze jest trochę wystraszona, ale coraz bardziej się ośmiela i ogonek już często w ruchu:) Parę fotek z wczoraj:
    1 point
  42. Dziekujemy Kochani za miłe słowa! Elu, tak. My zżylismy się z Morisem bardzo mocno,on z nami również,pokochaliśmy tę jego "inność" i jego samego,jednak kilka kwestii powstrzymywało wciąż od adopcji.Nasz domek ma plusy i minusy i nie jest idealny.Dawaliśmy czas sobie i losowi,co czas pokaże.I tak jak elik pisze,....Sytuacja Liki spowodowała podjęcie ostatecznej decyzji,że Moris zostaje!....Ludzi nie prześwietlisz,drżałabym każdego dnia o niego i nie darowalibyśmy sobie do końca życia gdyby Moriska taki los spotkał co Likunię.Patrzę mu w te cudne oczy codziennie i nie przeżyłabym....
    1 point
×
×
  • Create New...