Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/11/16 in all areas
-
Bazarek książkowy dla Ergo jeszcze trwa do niedzieli. Zapraszam. I zapraszam też na nowy Ergusiowy bazarek4 points
-
Dodaję potwierdzenia nowych wpłat z ostatnich dni: Yoana stała za czerwiec 15 ewkar bazarek 55 zł terra bazarek 33 zł kinga.kr 30 zł bardzo dziękuję za wszystkie wpłaty. Ergo ma dziś 596 zł.3 points
-
2 points
-
Dołączę się do dyskusji. Wyadoptowałam już sama nie wiem czy 30 czy 35 psów , które były u nas w DT. Utrzymuję kontakt prawie ze wszystkimi 1 - 2 razy w roku. Tuż po wydaniu psa dzwonię przez pierwsze dni co najmniej raz dziennie.Potem mam coraz rzadszy kontakt. Powiem szczerze,że częstszych nawet bym nie chciała. Życia i czasu by nie starczyło na stałe kontakty ze wszystkimi DS. Są DS. , które piszą dość często , ja się cieszę informacjami o futrzaku ,ale czasem już nie chce mi się odpowiadać ,ale robię to z przyzwoitości. Każda z nas ma zazwyczaj życie zawodowe, rodzinę i pomoc bieżącą psom.Doba musiałaby mieć 60 godzin ,a my musiałybyśmy być cyborgami.2 points
-
Coś mi wszystkich zdjęć nie załadowało, to dorzucam:2 points
-
Teraz jest Henia czas na grymaszenie :D doczekał sie :)2 points
-
Ja się w niej zakochałam jak tylko ja zobaczyłam, czyli to miłość od pierwszego spojrzenia :-) koledzy chyba szybciej zaakceptują koleżankę niż kolegę, tak mi się przynajmniej wydaje. I myślę że wkrótce to ona będzie rządzić dużymi psami, jak to kobieta :-) jedno jest pewne, że będziemy kochać, dbać i się o nią troszczyc2 points
-
Właściwie to Alaskan napisała wszystko, co najważniejsze; ja dodam tylko, ze pani Ewa planuje z Auris również spacerować - las tuż za ogrodzeniem :) Bardzo denerwowałam się tą wizytą, ale mamy obie nadzieję, że wszytko będzie dobrze i sunia znajdzie wreszcie swoje miejsce u boku kochających ją ludzi. Oczywiście kciuki nadal potrzebne na te pierwsze dni i tygodnie - Auris jedzie prawdopodobnie w sobotę - p. Ewa ma dzwonić do Murki. Pani była już w hoteliku u Auris - umówiliśmy się, ze sunię zawiezie Kasia lub jej TZ - myślę, ze będzie to mniejszy stres dla Auris, gdy przez te pierwsze chwile w nowym domu będzie miała towarzystwo kogoś bliskiego.2 points
-
Misiu opuścił schronisko można powiedzieć przez przypadek. AgniesiulkaK zaoferowała BDT Okruszkowi - maleńkiemu, niewidomemu staruszkowi, którego wypatrzyłam na stronie chorzowskiego schroniska. W dniu, kiedy byłam umówiona na odbiór maluszka otrzymałam telefon od wolontariuszki p. Ewy, że rano biedak przekroczył TM. Jak wiadomo o BDT bardzo trudno, więc p. Ewa zapytała, czy Agnieszka przyjmie innego pieska? Agnieszka się zgodziła i z trzech proponowanych piesków wybrała właśnie Misia. Misiu był znaleziony w tragicznym stanie, zagłodzony, przerażony i pogryziony przez pchły, których miał setki. Wczoraj pracownik nie mógł znaleźć Misia, tak się biedak zakamuflował. Pani Prezes TOZ-u poszła po Misia osobiście. Przyprowadziła takie małe cudo. Misiu był wystraszony, przywarł do podłogi. Jak wyszliśmy z biura dziarskim krokiem skierował się w kierunku bramy. Za bramą, w momencie nastąpiła metamorfoza Misia. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdzki. To chyba najcudowniejsze uczucie na świecie, wychodzić z psiakiem ze schroniska, by zaczął nowe, lepsze życie. Misio załatwił swoje potrzeby, zadowolony, uśmiechnięty, kręcąc dupką z radości i merdając ogonem wsiadł do samochodu. I tak rozpoczął się nowy rozdział w życiu Misia. Tu zdjęcie Misia ze schroniskowej galerii, to już przeszłość Misiunio czekał u mnie przez tydzień na wyjazd do AgniesiulkiK, Okazał się kochanym grzecznym pieskiem. Niestety u Agniesiulki bał się psiaków, ujadał, zupełnie sobie nie radził. Podjęłam decyzję, by wrócił do mnie na BDT. Odebrałam go z parkingu, cieszył się, jak szalony i tak ciągnął do klatki schodowej, że aż się biedak przewrócił na schodach. Misio to cudny, kochany piesio, wpatrzony we mnie i w moją Kajunię, jak w obrazek. Niestety nie mogę sobie pozwolić na przygarnięcie Misiunia na stałe.1 point
-
Robię wszystko, żeby Emilka jednak została, obiecałam podjechać kilka razy zobaczyć w czym tkwi problem i zaradzić, albo skonsultować z behawiorystą. A Bulisia bryka z konikami, niestety chwile radości przeplatane są dniami z wymotami, tak było wczoraj, dlatego dziś prawie nic nie jadła, karmiłam ją z ręki. Jeszcze w tym miesiącu badania kontrolne1 point
-
To może tak dwa ostanie to Bulimka i chłopcy, wcześniej jest Emilka https://www.facebook.com/media/set/?set=vb.100001540758872&type=21 point
-
Hejka laseczki ;) miałam dzisiaj wolne a dopiero co usiadłam :/ masakra :/ troche przez siebie bo mi się napoleonka zachciało i dopiero skonczyłam go ryrac :D1 point
-
Z angielska Weekend - znam osobiście :D No to super, że jest gitarowo i miłośnie :) Ovolina zeżarła kable kablówki i po tym przez bardzo długi czas przed wyjściem odłączaliśmy wszystko z gniazdek :)1 point
-
Smutne w tym wszystkim jest to,że dopiero strach, nieszczęście wyzwoliły w Goście to, co nam jest oczywiste :( smutne, ale jakże powszechne ....1 point
-
Laki od rana nie miał biegunki,dużo spał a po południu poczuł się zdecydowanie lepiej. Apetyt wraca powoli, zjadł troszkę ryżu z kurczakiem, mus z łososia dla kotów:-) nawet parę granulek suchej karmy schrupał i właśnie spałaszował 2 całkiem spore gryzaki. Jutro mam mu podłączyć kroplówkę ale nie wiem czy wenflon wytrzyma bo już zaczyna Lakusia denerwować:-/1 point
-
Miłe moje, nie namówicie mnie na bycie DS. dla Gigi.Oczywiście,że będzie u nas dopóki taki się nie znajdzie. Wiem o tym ,że lęki mogą w niej pozostać obojętnie czy u nas czy będą w DS. Jak już kiedyś pisałam ona u nas nie zrobi postępów. Tak żyć jak żyje u nas po pewnym czasie będzie w innym domku. Pisałam też o Braszce , której DS czekał 3 !!! lata ,żeby nauczyła się okazywać uczucia. Są więc cierpliwi ludzie i mam nadzieję ,że i Giga trafi do takich.1 point
-
1 point
-
Ja bym jednak domku nie skreślała - jak nie Cypis to może jakaś inna bida znajdzie swoją przystań ...... Trzeba z panią porozmawiać, powiedzieć to o czym pisze Agnieszka (podkreślić wady) i dać czas do zastanowienia ..... ew. zaproponować jej pomoc przy szukaniu innego psiaka. Skoro nie mają doświadczenia to po prostu z wielu spraw nie zdają sobie sprawy. Jeśli będą mądrze podchodzić do adopcji to z chęcią powinni przyjąć taką pomoc - jeśli nie ... cóż na to wpływu nie mamy..... A jak wyjdą ogłoszenia to pewnie wiele domków się odezwie bo urokliwy jest wyjątkowo.1 point
-
Oby zadzwonił ktoś sensowny.1 point
-
jest:) suuuper wygląda:)1 point
-
I widzisz, Ayame, w zasadniczych sprawach dot. Huzara, zgadzamy się ze sobą, jest tylko mała różnica w naszych poglądach dot. utrzymywania w miarę ciągłego kontaktu z domem stałym psiaka, budowania relacji i dialogu między ludźmi, właśnie dla dobra psa. Pisząc wyżej, że „przyjmuję częściowo Twoje argumenty” miałam na myśli opisy wyglądu stanu skóry, grzyb w uszach i dopuszczenie przez Państwo do nadwagi Huzara. Tutaj zgadzam się w całej okazałości. Popieram także Wasze działania tuż zaraz po wydaniu Huzara do adopcji mającej miejsce 31 maja 2014, gdy już 08 czerwca pojechałyście (wcale nie blisko, i nie na krótko) na wizytę, w reakcji na informacje o problemach w zachowaniu Huzara. Była rozmowa z Państwem, a także „korepetycje” w zakresie właściwego postępowania z psiakiem problematycznym. Podoba mi się także to, że 08 lipca była rozmowa telefoniczna z domem Huzara by pozyskać wieści o jego postępowaniu. Do tego momentu, w mojej opinii, jest to przykład prawidłowego postępowania Dogomaniaka wydającego psiaka do adopcji. To, co wg mnie, mogło potoczyć się lepiej i z korzyścią dla Huzara to dalsze podtrzymywanie kontaktu telefonicznego z domem stałym po lipcu 2014 r., (a i wizyta w DS pod koniec roku byłaby dobrze widziana) tym bardziej, że było wiadomo o przeszłych problemach emocjonalnych Huzara. Kolejna wizyta była w marcu 2015 r. i potwierdzone zostało, że Państwo nie radzą sobie z problemami Huzara. Wg mnie, w tym momencie, zabrakło konstruktywnego dialogu z Państwem i uświadomienia im, że te problemy nie tylko nie znikną, ale że mogą się bardzo nasilać. I że podpisując umowę adopcyjną (pewnie takowa podpisali) przyjęli na siebie zobowiązanie do dbałości o psa pod każdym względem. I jeśli Państwo nie dają sobie rady z lękami Huzara, a on przez to cierpi, to może warto spróbować zastanowić się nad oddaniem psiaka, gdyż takie sytuacje zwyczajnie zdarzają się, i ostatecznie jest to dla psiaka zdecydowanie lepsze niż pogłębianie jego lęków. Dlaczego o tym piszę? żebyśmy wszyscy (łącznie ze mną), na przykładzie sytuacji Huzara, spróbowali wciąż uczyć się. Żebyśmy nie popadli w „rutynę” w naszych adopcyjnych działaniach, żebyśmy odpowiednio reagowali na sytuacje problemowe (telefony działają w dwie strony i też możemy dzwonić), żeby psiak nie odczuwał skutków braku dialogu między ludźmi bo wszystkim chodzi przecież o zdrowie i dobre samopoczucie psa. Uważam także, że jeśli będziemy o takich sytuacjach otwarcie dyskutować to może nam to tylko pomóc. Ayame, bardzo dziękuję, za konstruktywną wymianę opinii bo widać - można na Dogo spokojnie rozmawiać o trudnych sprawach. :) Podsumuję to wszystko tak - teraz trzeba nam skupić się na pomocy Huzarowi i co do tego jesteśmy wszyscy zgodni, więc działajmy :)1 point
-
Info o domku brzmi wręcz bajkowo i życzę Auris aby odnalazła swoje miejsce w tej bajce i żyła długo i szczęśliwie1 point
-
I ja podpisałam i też mocno zaciskam kciuki, nie wiem tylko co piszecie w mejlach? czy jest jakiś krótki apel? czy wystarczy w każdym mejly tylko napisać : ... zwracam się z prośbą o pozostawienie przytuliska w Buku i pod opieką Iwony, Pawła i Animalii. Nie zamykajcie tego przytuliska!!!!1 point
-
Moje też na początku jadły suchą karmę bo tylko taką karmią w hodowlach. Teraz okropnie grymaszą :)1 point
-
Asiu kochana, to p. Basi i Jej Rodzinie należą się podziękowania :) Oni bardzo kochają Nutelcie. Wszędzie ja z sobą zabierają i są z niej dumni, że jest taka piękna i mądra. Oni nam dziękują za Nutelcię :) Wczoraj też miałam dobry dzień :) Dodtałam zdjęcia koteczki Kiki o której wspominałam w ubiegłym roku - mamuśki 6 kociaczków :) Też ma wspaniałych, kochających opiekunów. Mieszka na sąsiedniej ulicy, a wkrótce będzie naszym gościem, bo z państwem i swoimi dwiema koleżankami jedzie, jak co roku, na 3 miesięczny pobyt w domu rodziców pana w Limanowej. Wpadną do nas w drodze na letnisko :) Już się cieszę na to spotkanie i ciekawa jestem zachowania Kikuni. Ostatnio, jak odwiedzaliśmy ją, to wyraźnie dała znać, że mnie pamięta i wyróżnia :) Zdjęcie na balkonie. Balkon zabezpieczony - dołem poliwęglan, górą siatka. Na poniższych zdjęciach Kika, to ta kotka z lewej strony.1 point
-
Usiata: tak, zwykle jest tak, że wina jest po obu stronach sporu. Jako prawnik masz w tym temacie super doświadczenie. Jest tylko jedno ale. Nie da się fizycznie odwiedzać każdego psa 4 razy do roku, zaglądnąć mu do uszu, zauważyć każdy problem. Huzar został wyadoptowany 31 maja 2014. Już 8 czerwca była wizyta, bo pies sprawiał problemy. (i to nie była wizyta na zasadzie blok obok. Specjalnie pojechałyśmy do państwa, specjalnie we dwie, reakcja na problem była niemal natychmiastowa: Kilka godzin rozmów, demonstracji i ćwiczeń. Akcja z obcięciem drugiemu psu pazurów zrobiła wrażenie i otworzyła państwu oczy.) Później podobno się poprawiło. 2 lipca był telefon, żeby sprawdzić jak się pies sprawuje, państwo powiedzieli że wszystko jest super. Kolejna wizyta była dopiero 16 marca. Czy Ania dzwoniła jakoś pomiędzy nie wiem, tu trzeba ją zapytać. (Ja od połowy października byłam wyłączona planując przeprowadzkę i pakując całe swoje życie w Polsce do jednej walizki i nie miałam czasu na inicjowanie kontaktów z nowymi właścicielami psów). Zaskakujące jest dla mnie coś innego: Ania była z państwem już niemal na "ty" kiedy byłyśmy tam razem. Nikt nie spodziewał się, że Huzar dalej będzie rozrabiał. 16 marca, Ania napisała, że dalej są problemy z niszczeniem i że pies kradnie jedzenie, byłam szczerze zaskoczona. Ale jeśli były problemy, to dlaczego państwo nie zadzwonili wcześniej? Przecież kiedy uznali, że mają psa dość, nie mieli problemu, by się skontaktować. Telefon wciąż działał. Pomiędzy lipcem i marcem też działał. I o 3 w nocy też był włączony. Odczytuję z Twojej wypowiedzi, że zarzucasz nam, że olałyśmy psa. Z tym się zgodzić nie mogę. Owszem, gdybyśmy drążyły, pewnie dowiedziałybyśmy się o problemach wcześniej. I tu mogę powiedzieć "żałuję, że nie sprawdziłyśmy, że nie zadałyśmy konkretnych pytań z odpowiedzią "Tak" lub "nie". Żałuję ze względu na Huzara. Tylko że wiesz co? Po to dajemy psom nowe domy stałe, żeby ktoś je pokochał i o nie dbał. Nawet dzwoniąc do państwa co dwa miesiące i odwiedzając psa dwa razy do roku, nie jesteś w stanie zauważyć każdej rzeczy, która jest nie tak, bo widzisz psa w szczególnej sytuacji, w szczególnym kontekście. Ale jeśli to TY masz psa, bierzesz za niego odpowiedzialność i chcesz go mieć, to powinnaś zauważyć, że za często się drapie Powinnaś dostrzec, że jego sierść wygląda źle, że należy mu się kąpiel. (Problem z uszami był na tyle łagodny, że w hotelu też nie zauważyli go od razu. Wyszedł podczas badania.) Ale do jasnej anielki: u swojego psa, z którym spędzasz pół dnia, codziennie, powinnaś być w stanie zauwazyć, że coś jest nie tak.) I też sobie myślę, że jest pewnie prawdopodobieństwo, że przy swoich 155 wyadoptowanych psach możesz nie wiedzieć o jakimś problemie któregoś z nich. To wynik tego, że jesteśmy ludźmi, nie wróżkami i jeśli nikt nam nie powie, że jest jakiś problem, możemy nie mieć szans go zauważyć. Do czego zmierzam? Do stwierdzenia, że podział owej "winy" nie jest równy. Ocena poprzedniego psiaka wypadła bardzo pozytywnie. Państwo mówili i Huzarze w bardzo ciepły sposób Bawili się z nim rzucając piłkę. Wydawało się, że pies ma idealne warunki. Jeszcze raz podkreślam: ja nie obwiniam państwa Huzara o to, że chcieli go skrzywdzić. Jedynie stwierdzam fakt jego zaniedbania. Pies kąpany zbyt długo i pewnie nie był czesany. Został spasiony i nie zauważono, że ma grzyb w uszach. I wiesz, właściwie to są bzdury. To nie jest to samo, co znęcanie się, uwiązanie na łańcuchu, za które natychmiast psa odbierasz. Huzar kochał swoich państwa. Oni pewnie kochali jego. Ale niestety brakło im wiedzy jak się z nim obchodzić. Kiedy matka rodzi dziecko uczy się je przewijać i karmić, a nie zostawia w kupach, bo nie wie jak je umyć. Kiedy masz psa, dbasz o niego, a jeśli czegoś nie wiesz, to pytasz o rady. I tu dochodzimy do problemów behawioralnych: Jeśli pies takie ma, to naturalnym wydaje mi się, że państwo powinni spróbować je rozwiązać. (Zwłaszcza, że juz tydzień po adopcji pojawiły się takie problemy, a po mojej wizycie, kiedy trochę zmienili podejście do psa, znikły. To chyba powinna być wskazówka, że potrzebna jest zmiana własnego zachowania, że psu można pomóc.) Czy naprawdę można nie zobaczyć, ze pies z lękiem separacyjnym cierpi? Zmartwiło mnie, że państwo próbowali ograniczyć szkody materialne, ale nie pomyśleli, by pomóc psu. I to mi się nie spodobało. Państwo oddając Huzara radośnie oświadczyli, że adoptują innego pieska. I wiesz, ja wiem, że oni chcą dać jakiemuś psu dom, że są gotowi ponieść koszty, że chcą jakiegoś psa pokochać. Ale jeśli mają go zaniedbać, nawet nie celowo a z niewiedzy, to naprawdę lepiej, żeby mieli pluszowego. I tylko w tym kontekście to napisałam. Tak sobie myślę, że może zafunduję im jakąś książkę o podstawach pielęgnacji i dbania o psa... dla nich samych i tego następnego psiaka, którego adoptują. Może będzie im się chciało poczytać. Ja wciąż uważam, że to dobrzy ludzie. A tak w ramach offtopa: Im więcej uczę się o zachowaniach psów, tym bardziej mam wrażenie, że sama źle traktuję swoją Kaori. W ogóle przestałam ja przytulać (choć wcześniej robiłam to rzadko, bo wiedziałam, że niekiedy jej się to nie podoba), Znacznie rzadziej do niej podchodzę i znacznie ostrzej reaguję kiedy inni ludzie zachowują się niewłaściwie. Ostatnio "skorygowałam" nawet zachowanie swojego szefa, który kocha psy, ma swojego pasiaka, ale nachylił się nad Kaori powodując jej dyskomfort.1 point
-
1 point
-
1 point
-
To wspaniale. DzieKuje ci bardzo. Wierzę, że Rufinio znajdzie swój dom i swojego jedynego człowieka, ze bedzie kochany i w końcu czyiś , oprócz nas oczywiście, bonasz to on zawsze już bedzie.1 point
-
Teraz ma suche mieszane z mięskiem i puszki juz nie podchodzą:P suchą kame ma drobną i bogatą w skłaniki takze zawsze nawet jakby nie chciał to sie z mięsem przemyci :) moze tez ze wzgledu na zębiska woli miękkie ale puszki mu już nie smakują. Dałam mu ostatnio na próbe troche,bo kupowałam w promocji dla jednej fundacji i nie podeszlo Henrykowi :P1 point
-
Karolciu, musi się udać - tyle Dobrych Aniołów wokół ciebie :)1 point
-
Rozumiem. Masz rację wizytę PA się zorganizuje to nie problem. Kontakt do kierownika się nie sprawdzi bo wyda byle komu. Mogę podać do ciebie? Ps. Mama maluchów jest średnia czy duża? Jak wolisz napisz mi wszystko na pw.1 point
-
1 point
-
Ayame, przyjmuję Twoje argumenty, ale jednak cześciowo... wg mnie, nie powinnyśmy obarczać nikogo całkowitą odpowiedzialnością za tę obecną sytuację Huzara bo, wg mnie, jej przyczyny leżą po obu stronach... Po raz kolejny widzę - duże znaczenie wizyty przedadopcyjnej i utrzymywanie w miarę ciągłego kontaktu z domem stałym psiaka - wówczas jest miejsce na ewentualne korygowanie zachowań - i psiaka, i adoptujących. Nikt nie jest doskonały... Jeśli tego stałego kontaktu (wg mnie, przez conajmniej pół roku od adopcji) między ludźmi nie ma to bywa różnie, w zależności od świadomości adoptujących...a jak zwykle, cierpi na tym psiak. I to jest bezsprzeczne? Nie jest moim zamiarem jakiekolwiek krytykowanie Dogomaniaków, ale uważam, ze każda adopcja psiaka powinna być BARDZO przemyślana. Najpierw ankieta przedadopcyjna, potem wizyta, potem adopcja i co najmniej półroczne WSPARCIE i kontakt z DS; wówczas jest sukces - dla psiaka... i dla nas... Do dziś, w ciągu mojego "psiowego" działania wydałam do adopcji ok. 155 psiaków. Z żadnym wielkich problemów nie było, poza zdrowotnymi, które pojawiły się wraz z upływem czasu. Ale też, każda adopcja była bardzo przemyślana, i z każdym DS utrzymywałam / utrzymuję kontakt. I każdy DS wie, że w razie nawet najmniejszych problemów z psiakiem - dzwonią najpierw do mnie, np. o 3-ciej w nocy, i że nie zostaną bez pomocy, bo jeśli ja nie znam się na problemie to szukamy rozwiązania dalej .. Coś za coś, ale psiaki mają dobrze. Trzymam kciuki za Huzara, że dojdzie do równowagi psychicznej i emocjonalnej w hotelu, i że nam uda się znaleźć mu DOBRY dom stały, taki z prawdziwego zdarzenia :)1 point
-
No ! na pewno i w ramach tej dyskryminacji mam obecnie 5 psów i ani jednej suni... :)1 point
-
1 point
-
taaaa... a gdyby był żółty w fioletowe kropeczki to byłby mój... :-) CIOTKI czy nie uważacie, że stosujecie dyskryminację ze względu na płeć ?1 point
-
1 point
-
Bulimka rozdaje buziaki cioci Marcie1 point
-
to wspaniale. Pogłaszcz Ergusia ode mnie i powiedz mu, że gdyby był malutką suczką pewnie już dawno byłby mój :)1 point
-
Wspaniałe wieści!! ^_^ Teraz jeszcze ten dom wymarzony niech się znajdzie :)1 point
-
Tym razem niedużo bo 20 zł, ale wcześniej brałam dla niej leki jakieś 2 tygodnie temu to wyszło chyba 110, teraz byłam z Leosiem na kastracji chemicznej i malutkiej tylko za leki zapłaciła, , cała wizyta kosztowała mnie 280 zł. Po wystawie jak się troszkę ogarnę, to robimy badania kontrolne żeby wiedzieć co dalej, Malutka miewa czasami wymioty, w niedzielę kiepsko się czuła, wymiotowała i nie miała apetytu, ale w poniedziałek już było ok. Teraz jest ok. tylko coś apetyt ma mniejszy, może dlatego, że ranka ją piecze albo nawet pobolewa, przemywam rywanolem i smaruję Synoluxem, lekarz stwierdził, ze chyba się czymś ukłuła, a że o w fałdzie skórnym w okolicy intymnej i pogoda też sprzyja infekcjom, to zrobił mały stan zapalny wygląda to jak maleńka nadżerka albo odparzenie i chyba ja szczypie jak siusia.1 point
-
Cześć :) Jestem właścicielką 2-letniej suczki - mieszańca pudla. Jakiś czas temu postanowiliśmy z mężem, że kupimy drugiego psa, bo nasza Lola jest bardzo towarzyskim zwierzątkiem i bardzo lubi kontakt z innymi psami, obojętnie jakiej wielkości. Mieszkamy na parterze w niedużym bloku, mamy niewielki ogródek i dosłownie 3 minuty spacerkiem do ogromnego parku, w którym spotykają się psiarze. W okolicy są też pola i łąki, w jakieś 20 minut możemy się przedostać na przedmieścia, gdzie jest więcej terenu do swobodnego biegania. Pracujemy na pełen etat, nie ma nas w domu przez ok. 8-9 godzin dziennie, a Lola średnio znosi samotność, ograniczamy jej na wszelki wypadek przestrzeń, bo na początku strasznie niszczyła. Wydaje nam się, że będzie jej zdecydowanie raźniej, jak będzie zostawała w towarzystwie, co potwierdził behawiorysta mówiąc, że mamy wyjątkowo towarzyskiego psa, który ma silną potrzebę kontaktu ze swoim gatunkiem. Od dwóch lat to się nie zmienia, więc zaczęlismy poszukiwania i mamy problem - tyle tych ras i większość nam się podoba :) Prowadzimy dość aktywny tryb życia, ja codziennie rano wcześnie wstaję, żeby wyjść z Lolą na godzinny spacer, porzucać jej piłkę i wymęczyć ją przed naszym wyjściem. Mój mąż wraca pierwszy, więc on wychodzi z psinką na szybkie siku, a potem jak wrócę ja to po południu/wieczorem idę z nią na kolejny długi (godzina-dwie) spacer. Głównie chodzimy na psią łączkę, bo Lola ma tam wielu kumpli, z którymi bardzo lubi się bawić. Z kolei w weekendy urządzamy sobie dalsze wypady - na jezioro, rzekę, trwające często cały dzień. Niestety, ale nie mieszkamy w wybitnie bezpiecznej okolicy, a z pudelkiem nie czuję się bezpiecznie, zwłaszcza wcześnie rano, więc zależałoby nam na psie, który jest duży/wzbudza respekt swoim wyglądem. Sierść, kwestia linienia czy jego braku nas nie interesuje. Zdążyłam już tu przeczytać, że lepiej nie kupować sobie rasy stróżującej/obronnej, jeśli chce się psa przyjaznego dla gości. My jesteśmy bardzo towarzyscy, ciągle ktoś do nas wpada, organizujemy jakieś imprezy i tym podobne i zależałoby nam na psie, którego nie trzeba będzie izolować od gości...czy są rasy, które w razie zagrożenia na spacerze ze strony obcego człowieka potrafią zareagować, a wobec gości, którzy przychodzą w odwiedziny są raczej przyjacielskie albo po prostu obojętne? Czy to wszystko kwestia wychowania, czy może istotny jest też wybór rasy, uwzględnienie jej specyfiki? Jesteśmy doświadczonymi psiarzami, Lola to nie nasz pierwszy pies, mąż miał wcześniej dobermany, ja z kolei różne kundelki. Nie mamy póki co dzieci, ale planujemy je w przyszłości (za jakieś 3-4 lata). Pozdrawiam-1 points