Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Nie słyszałam o podcinaniu czy podgalaniu sierści na jakiejkolwiek części ciała u węgra. Widziałam tylko trymowanie :evil_lol: Suczka krótkowłosa była trochę... szorstkowłosa. Ale poza tym bardzo piękna, no i to raczej odosobniony przypadek.
W ogóle u wyżłów z tą okrywą to jest różnie. Mam w domu dwa i oba z różnym włosem. Bazyl ma bardzo błyszczącą gładką sierść, przylegającą do skóry. Włos jest gładki i sprężysty. Tina ma sierść dużo gęstszą, szczególnie na karku. W dotyku bardziej aksamitną i miękką. Mniej błyszczącą i taką jakby puchatą, o ile można mówić o puchatym krótkowłosym psie :roll: Chodzi o to, że jakby ochlapać kroplami wody, to z Bazyla część spłynie jak z kaczki, a w Tinę wsiąknie.
Długość włosa tez jest różna u różnych osobników i nie mam na myśli długowłosych, które rodzą się w miotach krótkowłosych i szorstkowłosych, ale mówię o wystawowych psach.
Tak wygląda na przykład mokry Baz (ten w zielonej obroży oczywiście, to drugie to rhodesian):
http://i251.photobucket.com/albums/gg316/szkielko21/wielkanoc%202009%20II/DSCF7984.jpg
A tutaj inne węgry z dłuższym włosem (jedna z nich o ile się nie mylę, to bardzo piękna suczka, która jest z resztą JWW z Paryża plus 3 lokata na JBOG w Paryżu, więc to żaden dziwoląg ;)):
http://a2.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/221736_1737455880989_1376377998_31570713_7819898_n.jpg

Posted

Amber napisał(a):
Nie zazdroszczę weimarom twojego wujka, to nie są psy do mieszkania na dworze cały czas :roll:


To nie jest prawda :)

Chociaż nie jest też prawdą, że psy polujące powinny mieszkać na zewnątrz :P

Posted

[quote name='FredziaFredzia']Eris też na ogonie ma dłuższą - i falowaną! :diabloti:
No ale Erisa trudno nazwać krótkowłosym :D

[quote name='Unbelievable']u niego to są psy z pragujących linii, po pracujących rodzicach, do polowań, mają porządny kojec, ocieplaną budę i codzienny kontakt z ludźmi ;) im na prawdę nie jest źle, a nie wyobrażam sobie żeby myśliwi trzymali swoje psy w domach :)
Aha, nie wiedziałam, że to myśliwy. Fakt, te pracujące są bardziej odporne, choć i tak uważam, że trzymanie psa bez podszerstka w budzie skraca mu życie.

[quote name='omry']Iwanowi co chwila odrasta 'pędzelek' na końcówce pozostałości ogona :D Ucinamy mu, bo śmiesznie to wygląda :)
No bo rottki mają dłuższą sierść. Ja Jariemu nic nie obcinam, tj. przy ogonie, za to podcinam mu włosy na uszach, w miejscu cięcia :)

A tak w ogóle to coraz bardziej rozkminiam kłopoty żołądkowe Jariego... Wpływ na jego kupkę ma niewątpliwie też stres. Je cały czas tę samą karmę, wczoraj kupa piękna, a dziś jak musiałam szybko wyjść z domu i pies został sam na pół dnia, duże pogorszenie... Wyszłam z nim też wcześniej na spacer z tego powodu. Jak przyszłam i nakarmiłam to zaczął sadzić straszne bąki, kupa luźna i teraz też ledwo oddycham jak to pisze ;). On jest bardzo pobudliwy, łatwo się stresuje. Szczerze to się zastanawiam nawet nad kastracją, jeżeli miałoby go to choć trochę przystopować. Bynajmniej nie przez to, że mi to przeszkadza w sensie behawioralnym, tylko co ma stres od razu widać to po kupie. Pewnie gdyby miał zdrowy żołądek to nawet bym tego nie zauważyła ale nie ma :roll: Na razie zastanawiam się nad kupnem czegoś takiego http://fionka.pl/produkt-10336.html tylko czy to w ogóle działa? ;) Miał ktoś do czynienia z feromonami? Pytanie tylko czy on ma to nosić cały czas i czy go to nie ogłupi w jakiś sposób... Do kastracji też szczerze mówiąc jestem bardzo sceptycznie nastawiona, ale im dłużej na to wszystko patrze tym bardziej jestem przekonana, że te kłopoty żołądkowe mają silny związek z poziomem stresu. Coś jak u ludzi - jak egzamin to od razu do kibelka :evil_lol:

Posted

Ja Cię doskonale rozumiem jeśli chodzi o zakręcenie na punkcie jakieś rasy. Z tym drobnym szczegółem, że ja mam hopla na punkcie ONów a ty dobków.
I choć nie wiadomo co działoby się to i tak ciągle porównuje się do tej rasy każdą inną.

Dokładnie, efektownie wygląda człowiek z psem, który jest już sporej wielkości. Jak byłam mała i do dzisiaj mi zostało, że to jest super uczucie jak idzie się z takim większym psem. To jest też inna perspektywa patrzenia na samego psa. Małe psy też są fajne bo patrzę na Ciapę to taka mała sierotka, którą Sonia broni. Po prostu w moim punkcie patrzenia to duży pies wygląda dostojniej, groźniej, a człowiek czuje się pewniejszy. I jak idę z Ciapkiem to każdy ciumka i jaki słodki pies (Ciap nie lubi obcych ludzi i nie cieszy się z kontaktu z nimi) a jak idę z Sonią to nikt nawet się nie odezwie, często idą po drugiej stronie itp. Mimo, że ona o dziwo lubi ludzi i to nawet obcych.
I psa można pogłaskać bez wielkiego skłaniania. Ty przy Jarim to już w ogóle marzenie pod tym względem :loveu: bomoja suka to ponad 12 cm mniejsza :lol:

Posted

bazylowa napisał(a):
To nie jest prawda :)

Chociaż nie jest też prawdą, że psy polujące powinny mieszkać na zewnątrz :P


miałam na myśli to, że jak myśliwy ma tych psów kilka-kilkanaście to ciężko je wszystkie w domu trzymać, albo w ogrzewanych pomieszczeniach ;)

Amber, ukochana suczka mojego wujka w kojcu dożyła bodajże 12 lat
a jeżeli chodzi o feromony, to ja kiedyś czytałam o DAP, podobno sa super, ale zrezygnowałam z nich w końcu

Posted

kalyna napisał(a):
I jak idę z Ciapkiem to każdy ciumka i jaki słodki pies (Ciap nie lubi obcych ludzi i nie cieszy się z kontaktu z nimi) a jak idę z Sonią to nikt nawet się nie odezwie, często idą po drugiej stronie itp.


Dokładnie. Właśnie to mi się podoba.
Ja tam uwielbiam wiele ras, dogi niemieckie, asty, dogo canario.. ale rottweiler ponad wszystko.
Jednak jak patrzę na dział 'psy do adopcji' to serce mi pęka. Dziś na przykład znalazłam dwa idealne psy dla mnie - Duszkę i Azora. Gdybym tylko mogła dać im dom.. :shake:
Sama do niedawna myślałam, że wezmę rottka z hodowli (nawet już mam wybraną :lol: ) za te dwa lata, ale jednak nie. Taką Dusię wezmę. Albo Azorka :)

Posted

jak byłam ostatnio u weterynarza to właśnie panie rozmawiały o jakimś niespokojnym piesku.Wtedy właśnie pierwszy raz usłyszałam o takich preparatach z feromonami dla psów na uspokojenie.Z wszystkich pani wet polecała właśnie obróżki, mówiła że działają i przede wszystkim są na naturalnych składnikach (nie wiem czy wszystkie).
Także wydaje mi się, że możesz spróbować.

Posted (edited)

[quote name='kalyna']Ja Cię doskonale rozumiem jeśli chodzi o zakręcenie na punkcie jakieś rasy. Z tym drobnym szczegółem, że ja mam hopla na punkcie ONów a ty dobków.
I choć nie wiadomo co działoby się to i tak ciągle porównuje się do tej rasy każdą inną.

Dokładnie, efektownie wygląda człowiek z psem, który jest już sporej wielkości. Jak byłam mała i do dzisiaj mi zostało, że to jest super uczucie jak idzie się z takim większym psem. To jest też inna perspektywa patrzenia na samego psa. Małe psy też są fajne bo patrzę na Ciapę to taka mała sierotka, którą Sonia broni. Po prostu w moim punkcie patrzenia to duży pies wygląda dostojniej, groźniej, a człowiek czuje się pewniejszy. I jak idę z Ciapkiem to każdy ciumka i jaki słodki pies (Ciap nie lubi obcych ludzi i nie cieszy się z kontaktu z nimi) a jak idę z Sonią to nikt nawet się nie odezwie, często idą po drugiej stronie itp. Mimo, że ona o dziwo lubi ludzi i to nawet obcych.
I psa można pogłaskać bez wielkiego skłaniania. Ty przy Jarim to już w ogóle marzenie pod tym względem :loveu: bomoja suka to ponad 12 cm mniejsza :lol:
I to jest właśnie to, dlaczego kocham duże psy :). Inna perspektywa, inna dynamika, inna energia. Jak idę z jamnicami to się czuję jakbym nic nie wyprowadzała ;) Jak idę z Jarim to jestem na nim 100% skupiona i naprawdę mogę powiedzieć, że spaceruję z psem. Dla mnie pies się zaczyna od kolana wzwyż :evil_lol: Oczywiście to takie żarty, nie mam nic przeciwko małym psom jak ktoś lubi, bo one mają swoje niewątpliwe zalety, ale ja po prostu wielbię duże. Może to też kwestia samego charakteru, gdybym miała dużego ale miśka, to byłoby mniej fajnie, natomiast mały i wariat bardziej przypomina mi wściekłego szczura na sznurku :evil_lol:

Gdyby ktoś zarzucił mi hipokryzję, to przecież mam i małe i dużego psa w domu, natomiast nie trudno chyba zauważyć, który pies jest przeze mnie bardziej wynoszony na piedestał ;). Nie jest to kwestia, tego kocham mniej lub więcej, bo jamnicom nawet więcej wolno w domu z racji tego, że 1. są jamnikami, a więc samo przez się ;) 2. doberman to doberman i trzeba z nim krótko i konkretnie 3. jamnice są małymi karyplami, które nic nikomu nie zrobią jak się im pobłaża, doberman natomiast nie. Ja piszę o tym, że taki typ psa mi odpowiada, takiego sobie wymarzyłam i przy takim pozostanę.

[quote name='bazylowa']Nie słyszałam o podcinaniu czy podgalaniu sierści na jakiejkolwiek części ciała u węgra. Widziałam tylko trymowanie :evil_lol: Suczka krótkowłosa była trochę... szorstkowłosa. Ale poza tym bardzo piękna, no i to raczej odosobniony przypadek.
W ogóle u wyżłów z tą okrywą to jest różnie. Mam w domu dwa i oba z różnym włosem. Bazyl ma bardzo błyszczącą gładką sierść, przylegającą do skóry. Włos jest gładki i sprężysty. Tina ma sierść dużo gęstszą, szczególnie na karku. W dotyku bardziej aksamitną i miękką. Mniej błyszczącą i taką jakby puchatą, o ile można mówić o puchatym krótkowłosym psie :roll: Chodzi o to, że jakby ochlapać kroplami wody, to z Bazyla część spłynie jak z kaczki, a w Tinę wsiąknie.
Długość włosa tez jest różna u różnych osobników i nie mam na myśli długowłosych, które rodzą się w miotach krótkowłosych i szorstkowłosych, ale mówię o wystawowych psach.
Tak wygląda na przykład mokry Baz (ten w zielonej obroży oczywiście, to drugie to rhodesian):
http://i251.photobucket.com/albums/gg316/szkielko21/wielkanoc%202009%20II/DSCF7984.jpg
A tutaj inne węgry z dłuższym włosem (jedna z nich o ile się nie mylę, to bardzo piękna suczka, która jest z resztą JWW z Paryża plus 3 lokata na JBOG w Paryżu, więc to żaden dziwoląg ;)):
http://a2.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/221736_1737455880989_1376377998_31570713_7819898_n.jpg
To widzę, że u Wegrów podobnie jak u dobków, też różna sierść się trafia. Jari ma np. trochę dłuższą od innych psów i nie wiem czy u niego to akurat wada, ale ogólnie włos ma być jak najkrótszy. Niektóre dobki, które głaskałam miały sierść króciutką jak jamniki, taką lubię najbardziej. Jari nie dość, że ma dłuższą, to jeszcze totalnie beznadzieją :eviltong: No ale mister universum to on i tak nie będzie :lol:

[quote name='Unbelievable']miałam na myśli to, że jak myśliwy ma tych psów kilka-kilkanaście to ciężko je wszystkie w domu trzymać, albo w ogrzewanych pomieszczeniach ;)

Amber, ukochana suczka mojego wujka w kojcu dożyła bodajże 12 lat
a jeżeli chodzi o feromony, to ja kiedyś czytałam o DAP, podobno sa super, ale zrezygnowałam z nich w końcu
No ja to wszystko rozumiem, ale gdyby trzymanie psów bez podszerstka w budach było takie zdrowe, to robiliby tak wszyscy, a dziwnym trafem nie robi tego prawie nikt.

[quote name='omry']Dokładnie. Właśnie to mi się podoba.
Ja tam uwielbiam wiele ras, dogi niemieckie, asty, dogo canario.. ale rottweiler ponad wszystko.
Jednak jak patrzę na dział 'psy do adopcji' to serce mi pęka. Dziś na przykład znalazłam dwa idealne psy dla mnie - Duszkę i Azora. Gdybym tylko mogła dać im dom.. :shake:
Sama do niedawna myślałam, że wezmę rottka z hodowli (nawet już mam wybraną :lol: ) za te dwa lata, ale jednak nie. Taką Dusię wezmę. Albo Azorka :)
Ja mam odwrotnie - mam fioła na punkcie rasowców ;). W schroniskach to już wcześniej pisałam, widok jamnika zza kratami mnie doprowadza do rozpaczy i jak będę miała warunki to pewnie przygarnę jakąś parówę, bo wiem, że żaden pies nie powinien siedzieć w schronie, ale najmniej odpowiednią rasą ze wszystkich jest jak dla mnie jamnik właśnie. Kto ma lub miał, ten wie dlaczego... :-(

[quote name='WATACHA']jak byłam ostatnio u weterynarza to właśnie panie rozmawiały o jakimś niespokojnym piesku.Wtedy właśnie pierwszy raz usłyszałam o takich preparatach z feromonami dla psów na uspokojenie.Z wszystkich pani wet polecała właśnie obróżki, mówiła że działają i przede wszystkim są na naturalnych składnikach (nie wiem czy wszystkie).
Także wydaje mi się, że możesz spróbować.
Dzięki za opinię, myślę, że zakupię jedną na spróbowanie i zobaczymy.

[quote name='evel']Co do feremonów - podobno DAP jest niezły, ale cena mnie zabiła, więc radzimy sobie inaczej ;-)
Mnie ceny już coraz mniej zabijają jeśli idzie o Jariego :eviltong: A z wydatków psich jeszcze w trybie pilnym muszę zakupić pokrowiec na siedzenia do samochodu, bo aktualnie jeżdżą hatchbackiem i autko zamienia się w piaskownicę ;)

W ogóle dziś z drżeniem serca wyszłam na spacer, bo po bąkowej nocy spodziewałam się luźnej kupy, ale całe szczęście była okej. No i jak tu nie wierzyć w podłoże psychiczne? :roll: Kurcze, byłoby się dobrze zapytać jakiegoś dobrego weta o to wszystko, tylko skąd wziąć dobrego weta i do tego behawiorystę? :razz: Kupiłam też piersi kurczaka, ugotowałam i zrobiłam smaczki. Chciałam dziś potrenować, ale po wczorajszym dniu już sama nie wiem... Zwariować idzie z tym psem (a raczej z jego żołądkiem ;-) ).

Edited by Amber
Posted (edited)

Mój sąsiad, mieszkający w bloku obok, ma dwa polujące regularnie psy. Gończą gaskońską i płochacza niemieckiego. Także chyba nie ma reguły w tej materii.


[quote name='Amber']A tak w ogóle to coraz bardziej rozkminiam kłopoty żołądkowe Jariego... Wpływ na jego kupkę ma niewątpliwie też stres. Je cały czas tę samą karmę, wczoraj kupa piękna, a dziś jak musiałam szybko wyjść z domu i pies został sam na pół dnia, duże pogorszenie... Wyszłam z nim też wcześniej na spacer z tego powodu. Jak przyszłam i nakarmiłam to zaczął sadzić straszne bąki, kupa luźna i teraz też ledwo oddycham jak to pisze ;). On jest bardzo pobudliwy, łatwo się stresuje. Szczerze to się zastanawiam nawet nad kastracją, jeżeli miałoby go to choć trochę przystopować. Bynajmniej nie przez to, że mi to przeszkadza w sensie behawioralnym, tylko co ma stres od razu widać to po kupie. Pewnie gdyby miał zdrowy żołądek to nawet bym tego nie zauważyła ale nie ma :roll: Na razie zastanawiam się nad kupnem czegoś takiego http://fionka.pl/produkt-10336.html tylko czy to w ogóle działa? ;) Miał ktoś do czynienia z feromonami? Pytanie tylko czy on ma to nosić cały czas i czy go to nie ogłupi w jakiś sposób... Do kastracji też szczerze mówiąc jestem bardzo sceptycznie nastawiona, ale im dłużej na to wszystko patrze tym bardziej jestem przekonana, że te kłopoty żołądkowe mają silny związek z poziomem stresu. Coś jak u ludzi - jak egzamin to od razu do kibelka :evil_lol:
U mojej jest identycznie. Wczorajszy spacer do parku o innej porze dnia (było więcej psów i ludzi) zaowocował sensacją żołądkową. Na to chyba nie ma rady, bo nie zamkniemy psów w mieszkaniach - będzie jeszcze gorzej. Kontaktowałam się w tej sprawie ze szkoleniowcem, obserwował Borę, analizował jej zachowanie. Okazuje się, że ją stresuje niemal wszystko, każde wyjście na spacer -nawet na siku, jedzenie lub niewielkie opóźnienie pory karmienia (bo akurat nie było mnie w domu) wizyty ludzi, mijanie ludzi na ulicy, o psach nie wspomnę. Wiatr ją też stresuje,śnieg. Musiałabym ją zamknąć w szklanej kuli.
Szkoleniowiec zalecił przez miesiąc wychodzenie na dwór tylko na siku, na 10min , dwa razy dziennie, przed blok. Wychodziłam tak tydzień. Miało to psa wyciszyć. Miało, bo zrobiło z niej dzicz totalną. Musiałam to potem odkręcać wiele miesięcy, zabierając ją co jakiś czas w nowe/stare miejsce.
Ja moją szprycuję hydroxyzyną kiedy wiem że coś sie kroi - tak jak dziś - wizyta księdza na kolędę. To ją dość mocno wycisza, ale też usypia, wtedy faktycznie nie chce wychodzić z domu, wychodzi jedynie siknąć i chce wracać.
Miałam feromony, w spraju DAP. Psikałam mieszkanie, posłanie, samochód itd. To może działa na psa który jest lekko podniecony wizytą gości ale nie na mojego psychola.
Poza tym na op. DAP wyraźnie piszą aby np. szmatka nasączona zapachem nie była wieszana na szyi psa.

Edit: Stosowałam też stresnal, ale dawkowanie jest zabójcze, do tego cena nie zachęca. Buteleczka ok 35zł starczała nam na 3 dni. Długotrwałe podawanie nie ma sensu. Można skomponować np. z ludzkich ziołowych specyfików uspokajacz - na wzór stresnalu - u nas odpada bo w większości tych ziołowych kapsułek jest laktoza.

Aha... i tak sobie myślę, że nie ma też co rezygnować z ćwiczeń, bo one może i zakończą się sraczuchą, ale z czasem pies przestanie je traktować jak coś stresującego.
Ja postąpiłam źle bo posłuchałam szkoleniowca i "izolowałam" sukę przez jakiś czas - problem narastał i narastał bo z czasem to nawet założenie obroży ją stresowało.

a teraz idę na stresujący spacer ;)

Edited by Migori
Posted

Ach, Migori normalnie kocham cię za to, że masz nienormalnego psa podobnego do Jariego, choć zdaje sobie sprawę, że ta miłość jest nieźle spaczona :evil_lol: Cały czas mam się poza tym ciebie o to zapytać - czy Bora na galerię? Bo w postach linka nie widzę :razz:

Mi się wydaje, że mamy 2 problemy nakładające się na siebie. Psy z chorymi żołądkami + stresującymi się bardziej niż inne, co skutkuje nieoczekiwanymi sraczkami, jeszcze pogarszającymi ich stan. Ilość wypróbowanych przez ciebie specyfików jest imponująca. Jari jak przychodzą goście też fiksuje, kończy się to zwykle ciężkim dyszeniem (mocny stres) i oczywiście biegunką. No chyba, że zamknę się z nim razem w pokoju wtedy trochę pojęczy, ale się uspokaja. No mam nerwowego psa, nie będę ukrywać. Całe szczęście fajerwerki, burze itp. nie robią na nim wrażenia, tyle dobrego. Ogólnie jak z nim jestem, to jest okej - jak mnie nie ma, wtedy zaczynają się problemy. On nawet nie ma lęku separacyjnego, że niszczy pół mieszkania, choć zdarza mu się np. pogryźć butelkę albo wymiąć skarpetkę, są to jednak zniszczenia nikczemne ;), ale widać, że zostawanie jest dla niego jakimś rodzajem stresu.

Na spacerach też jest reaktywny, np. jedziemy samochodem z TŻ i jamicami na jakiś spacerek na pola albo do lasu, to jak dojeżdżamy on zaczyna fiksować, piszczy, kręci się, a jak już wyjdziemy, to oczywiście kupa jest luźniejsza niż jak wychodzę z nim sama na spacerek po okolicy. Nie są to jakieś totalne odpały i gdyby nie kupa to bym nawet nie zwracała na nie uwagi, w końcu to dobek, ale w tej sytuacji chyba coś przydałoby się zrobić. Naprawdę coraz mocniej zastanawiam się nad kastracją jak skończy 2 lata.

Posted (edited)

Ach, Migori normalnie kocham cię za to, że masz nienormalnego psa podobnego do Jariego, choć zdaje sobie sprawę, że ta miłość jest nieźle spaczona :evil_lol: Cały czas mam się poza tym ciebie o to zapytać - czy Bora na galerię? Bo w postach linka nie widzę :razz:
Hehe toksyczna miłość. Wiesz co, mnie podnosi na duchu to, że jest ktoś to ma podobne problemy z psem i rozumie mnie bardzo dobrze, wie co to znaczy luźna kupa i z czym to sie wiąże, przeżywa podobne cyrki z żarciem czy ćwiczeniami.
Mam, ale dość mocno zakurzoną. http://www.dogomania.pl/threads/143987-Bora-Czarna-Diablica?p=18466241&viewfull=1#post18466241 Większości zdjęć nie ma, bo zostały usunięte z serwera, ale coś tam na ostatnich stronach wrzuciłam.

Mi się wydaje, że mamy 2 problemy nakładające się na siebie. Psy z chorymi żołądkami + stresującymi się bardziej niż inne, co skutkuje nieoczekiwanymi sraczkami, jeszcze pogarszającymi ich stan.
Wiesz co? mam wrażenie że jedno idzie w parze z drugim... jedno wywołuje drugie... coś w ten deseń.Patrząc na ludzi i stresujące sytuacje to przed egzaminem goni cie do kibelka ale jak już jest po wszystkim to wsio sie normuje. U naszych psów sie nie normuje tak jak powinno, problem narasta i narasta i bez wspomagaczy kupa do normy nie wróci - w każdym razie u mojej.

Jari jak przychodzą goście też fiksuje, kończy się to zwykle ciężkim dyszeniem (mocny stres) i oczywiście biegunką. No chyba, że zamknę się z nim razem w pokoju wtedy trochę pojęczy, ale się uspokaja. No mam nerwowego psa, nie będę ukrywać. Całe szczęście fajerwerki, burze itp. nie robią na nim wrażenia, tyle dobrego. Ogólnie jak z nim jestem, to jest okej - jak mnie nie ma, wtedy zaczynają się problemy. On nawet nie ma lęku separacyjnego, że niszczy pół mieszkania, choć zdarza mu się np. pogryźć butelkę albo wymiąć skarpetkę, są to jednak zniszczenia nikczemne ;-), ale widać, że zostawanie jest dla niego jakimś rodzajem stresu.
Moja podczas wizyty gości jest zamykana u mnie w pokoju, dobrze jej to robi. Z tym, że jak zostaje z moim dziadkiem sama,a on niestety nie potrafi nad nią zapanować to gości wita w progu. Wtedy szaleje, biega, skacze, piszczy, nie daje spokojnie usiąść i wypić kawy, ładuje sie na kolana. Zwykle taką ją zastaję jak wracam do domu. Wtedy wystarczy że pstryknę palcami (jak Cesar Millan) i ona zasuwa do pokoju, kładzie się i wzdycha tak głośno - z ogromną ulgą - że ktoś wreszcie zabrał ją z tej okropnej sytuacji z którą sobie nie radzi. Zauważyłam że ona wręcz chce żeby za nią myśleć, decydować, wymaga dość ostrego postępowania. Zwykle jest ostra krótka komenda, jak nie działa to korekta i mózg ponownie się włącza - tak jakby mówiła "a tak tak, już jestem z Tobą".
Teraz wróciłam z polany gdzie był pies - znajomy Jasiu - mogłam nagrać co wyczynia, totalny obłęd w oczach, lata, kopie, liże, trąca, gryzie i ani na chwile się nie położy. Totalnie nakręcona, głucha, ślepa. Nienawidzę jej takiej.

Na spacerach też jest reaktywny, np. jedziemy samochodem z TŻ i jamicami na jakiś spacerek na pola albo do lasu, to jak dojeżdżamy on zaczyna fiksować, piszczy, kręci się, a jak już wyjdziemy, to oczywiście kupa jest luźniejsza niż jak wychodzę z nim sama na spacerek po okolicy. Nie są to jakieś totalne odpały i gdyby nie kupa to bym nawet nie zwracała na nie uwagi, w końcu to dobek, ale w tej sytuacji chyba coś przydałoby się zrobić. Naprawdę coraz mocniej zastanawiam się nad kastracją jak skończy 2 lata.
Moja ślini się jak biorę plecak czy kluczyki od auta, ziaje i się ślini. Wtedy wiem, że jak tylko wyjdę z domu, będzie fontanna. Ją nakręcają nawet rzeczy, przedmioty wywołują biegunkę.
Nie wiem czy kastracja coś da, ona może zahamuje popęd seksualny ale czy wyciszy ? Moja jest po sterylizacji 4 rok, jest równie potłuczona jak była przed sterylką.

edt: Przypomniało mi się coś... W sierpniu 2011 był u nas w rodzinie ślub i wesele (mojej siostry), ogrom stresujących sytuacji dla Bory. Przeżyła chyba tylko dzięki hydroxyzynie i to w dość sporych dawkach. Po prostu najgorszy czas przespała. Jak przyjechali wszyscy do nas - fotograf, kamerzysta, teściowie itd - zamknęłam ją u siebie i nawet tam nie wchodziłam. Kiedy wszyscy wyjechali do kościoła, wychodząc jako ostatnia otworzyłam tylko drzwi od pokoju, kątem oka widziałam zaspaną mordę ulokowaną na kanapie. Więc da się to wszystko jakoś dograć żeby psa nie wykończyć psychicznie.

Edited by Migori
Posted

Powiem tak, u nas nie jest tak źle jak u ciebie, nie podaje uspokajaczy, na sterydach też w końcu nie stanęło. Jakoś sobie dajemy radę. Irytuje mnie natomiast kilka rzeczy. Na tym RC Low Fat przytył do 38 kg ale stanął w miejscu i ile bym mu tej karmy nie sypała, on jej więcej nie przyswoi, a wydali w postaci odpowiednio większej kupy. Karma ma po prostu lepszą strawność i Jari mam wrażenie osiągnął właśnie limit tej strawności - więcej z niej nie wycisnę. Całe szczęście 38 kg to nie jest taka zła waga, jeszcze 2 kg więcej i było by fajnie. Pies jest szczupły, nie chudy, ale też nie idealny. Problem polega na tym, że muszę bardzo pilnować, żeby z niej nie zszedł. Powiedzmy 2 kg w dół i już widać żebra, a boki się zapadają. A do tego wystarczy kilka luźniejszych kup, albo niezjedzenie kolacji.

Druga sprawa to ten omawiany stres. Ja też mam 2 suki wysterylizowane, i u Finki wręcz odnotowuje zwiększenie agresji, ale u psów kastracja działa nieco inaczej niż u suk. Może zmniejszenie napięcia seksualnego jednak go wyciszy?

mogłam nagrać co wyczynia, totalny obłęd w oczach, lata, kopie, liże, trąca, gryzie i ani na chwile się nie położy. Totalnie nakręcona, głucha, ślepa. Nienawidzę jej takiej.
O, tak się mniej więcej zachowywał Jari jak ja leżałam po operacji, a psem zajmowała się mama, która kompletnie nie dawała sobie z nim rady. Pies wziął w posiadanie cały dom i był z tego powodu przerażony, bo nikt nie mówił mu co ma robić. Teraz też tak potrafi robić, ale wystarczy moja korekta i jest spokój. Dobrze to robi każdemu z nas.

Ja cały czas żyje w stresie jaka będzie ta następna kupa. U nas jest średnio 2x dziennie. Ja czasem zrobi 3x to już mam doła, szczególnie, że ta trzecia prawie nigdy nie jest dobra. Najlepsze jest też to, że Jari nie ma teraz za dużo ruchu, a i tak nie tyje. Wyobrażam sobie tylko co by było gdyby był nieco bardziej aktywny, jak np. wtedy latem jak bawił się prawie codziennie z Julkiem. Chodzący szkielet. Zastanawiam się też czy to "cudowne" przytycie nie jest właśnie tylko zasługą mniejszej aktywności. Ogólnie jestem chora, tym bardziej, że nie rozumiem niektórych mechanizmów. Ostatnio wlewam mu trochę oliwy do karmy, podaję też omegę, tran, olej z wiesiołka itp. na tę sierść i pogorszenia w kupie nie ma. Natomiast po jajku na twardo czy odrobinie wołowiny miał sraczkę i gazy. Czasem mam wrażenie, że te jego biegunki są zależne od faz księżyca albo prędkości wiatru tudzież temperatury wody w Bałtyku, po prostu kompletnie nie jarze już co i jak :shake:

Posted

Powiem tak, u nas nie jest tak źle jak u ciebie, nie podaje uspokajaczy, na sterydach też w końcu nie stanęło. Jakoś sobie dajemy radę.

Oby tak dalej. Ja też długo walczyłam bez "dodatków" (jakieś 2,5roku) ale potem przestało już cokolwiek pomagać.
O, tak się mniej więcej zachowywał Jari jak ja leżałam po operacji, a psem zajmowała się mama, która kompletnie nie dawała sobie z nim rady. Pies wziął w posiadanie cały dom i był z tego powodu przerażony, bo nikt nie mówił mu co ma robić. Teraz też tak potrafi robić, ale wystarczy moja korekta i jest spokój. Dobrze to robi każdemu z nas.

Mnie ubiegły tydzień dopadło przeziębienie, suka miała miej spacerów, myślałam że z nią w domu oszaleję. Do tego jeszcze ojciec, który ją nakręca.

Ja cały czas żyje w stresie jaka będzie ta następna kupa. U nas jest średnio 2x dziennie. Ja czasem zrobi 3x to już mam doła, szczególnie, że ta trzecia prawie nigdy nie jest dobra. Najlepsze jest też to, że Jari nie ma teraz za dużo ruchu, a i tak nie tyje. Wyobrażam sobie tylko co by było gdyby był nieco bardziej aktywny, jak np. wtedy latem jak bawił się prawie codziennie z Julkiem. Chodzący szkielet. Zastanawiam się też czy to "cudowne" przytycie nie jest właśnie tylko zasługą mniejszej aktywności. Ogólnie jestem chora, tym bardziej, że nie rozumiem niektórych mechanizmów. Ostatnio wlewam mu trochę oliwy do karmy, podaję też omegę, tran, olej z wiesiołka itp. na tę sierść i pogorszenia w kupie nie ma. Natomiast po jajku na twardo czy odrobinie wołowiny miał sraczkę i gazy. Czasem mam wrażenie, że te jego biegunki są zależne od faz księżyca albo prędkości wiatru tudzież temperatury wody w Bałtyku, po prostu kompletnie nie jarze już co i jak :shake:

Hehe to widzę że identycznie jak u mnie.
Wstrzymuję oddech jak moja robi kupę, jak zrobi złą zaraz mam doła i jestem wściekła. Moja też robi średnio dwie do trzech kup na dobę. Jak tylko widzę że jest podejrzanie nerwowa, szuka miejsca i lata jak durna, piszczy, ziaje to już wiem że będzie nieciekawie - jednym słowem sraczycho.
Czasem nie mam pojęcia od czego to! Bo wszystko jest tak jak zawsze a tu laksa. Nie wiem.. może fazy księżyca czy inne abstrakcyjne rzeczy.

Uważam że wzrost wagi to wynik normalizacji kup i większej strawności karmy.
Nawet gdybyś go zamknęła w klatce na całe dnie, a srałby tak jak srał - fontanną to waga spadłaby.

U mojej podanie czegokolwiek innego powoduje sensacje, wystarczy że poliże podłogę w kuchni! Dosłownie. (dlatego ma zakaz wchodzenia). Co ciekawe jeśli powoli wprowadzę leki to mogę je podawać np. te preparaty na sierść czy probiotyki i nie wpływają jakoś znacząco na pogorszenie wydalania.

Posted

Na spacerku była kupka niestety... Nawet niezła, ale wygląda na to, że i dziś wyczerpiemy limit 3 kup :shake: Jeszcze na dodatek dziś kupiłam mu 14 kg worek RC Moderate Calorie, zamiast Low Fata no i będzie jadł tylko ją. Zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Jak cudownie by było potem przestawić go na zwykłe gastro :roll:

A tak poza tym karma chyba smakuje :lol:

Posted

Gdzie jest jedzenie, zawsze czają się też jamnice - to prawda prosta i oczywista ;). Mimo nikczemnego wzrostu nauczyły się wspinać na miskę ze stojakiem, tak więc zazwyczaj i tak muszę nadzorować karmienie :p

Dziś poszliśmy się trochę poszkolić. Pluję sobie w brodę, że przez całe lato przez te kłopoty żołądkowe prawie nic nie robiliśmy, a teraz zimową aurą jest trudniej. Jak zwykle cała zadowolona stwierdziłam, że Jari wszystko umie :evil_lol: Chociaż nie umie połowy tego co wasze psy, ale bardzo się stara ;). Z nim jest tak, że jest bardzo skupiony na ćwiczeniach, nawet jeśli nie wykonuje ich 100% dokładnie to ma się wrażenie wytężonej pracy. I może to trochę mydli oczy. Na gotowanego kurczaka trenuje się świetnie... Oby tak samo świetnie wyglądała później kupa :p

Mam pytanko w jaki sposób uczyliście siadu z obchodzeniem nogi? Bo ja uczę jak mi wcześniej pokazał szkoleniowiec, ale może są jeszcze jakieś inne metody. Może być na kliker.

Posted

Można naprowadzać, albo uczyć zawijania zadkiem, chociaż chyba to pierwsze Cię bardziej zainteresuje ;) Jeśli jednak chciałabyś go nauczyć zawijać, zaczyna się od kształtowania świadomości ciała i uczenia obrotów np. na misce, książce. Ja uczyłam też obiegania mnie (to potrzebne do frisbee) i w trakcie obiegania czasem wrzeszczałam STOP!!! i sucz hamował przy nodze :evil_lol: co też solennie nagradzałam ;)

Posted

[quote name='evel']Można naprowadzać, albo uczyć zawijania zadkiem, chociaż chyba to pierwsze Cię bardziej zainteresuje ;) Jeśli jednak chciałabyś go nauczyć zawijać, zaczyna się od kształtowania świadomości ciała i uczenia obrotów np. na misce, książce. Ja uczyłam też obiegania mnie (to potrzebne do frisbee) i w trakcie obiegania czasem wrzeszczałam STOP!!! i sucz hamował przy nodze :evil_lol: co też solennie nagradzałam ;)
Ja nauczyłam moją zawijania zadkiem bez tych wszystkich cyrków na świadomość zadu. Obecnie zawija zadkiem jak sie patrzy, więc uważam że to nie jest konieczne aby pies przy nodze się znalazł. Uczyłam poprzez naprowadzanie i już. Na początku klikałam żeby załapała o które konkretnie miejsce mi chodzi - przy nodze - a potem to już nagradzałam normalnie, smakołykiem.

Posted

Dzięki za rady, spróbuję z naprowadzaniem smakołykiem, choć i tak nam nieźle idzie. Evel akurat mi się tam nie chce go uczyć nie wiadomo czego, na zawody się nie wybieramy, tak se ćwiczę, żeby mu nie odbijało raczej ;). No i ta zimowa aura nie nastraja, zaraz mi z nosa leci, palce zimne, twarzy nie czuje. Do bani z taką pogodą :eviltong:

Ale ogólnie jestem zadowolona. To czego uczyliśmy się prawie rok temu szybko sobie przypomniał. Szczególnie zostawanie nam dobrze idzie. Ćwiczyłam na sralniku i oczywiście każdy wywalał gały jakiego mądrego mam psa :diabloti: Podbiegła do nas też spanielka, coś jak Finka 10 lat temu ;). Jari na smyczy... Obwąchują się, spanielka tyłkiem zamiata po ziemi tak się cieszy, a ja tylko liczę w myślach kiedy będzie pisk rozpaczy... raz... dwa... piiiiks, spanielka dostała "łapką" po grzbiecie... Uciekła do pana. Tylko Jari stał smutny, bo jak zwykle nie wiedział co źle zrobił :evil_lol:

Posted

[quote name='Migori']Ja nauczyłam moją zawijania zadkiem bez tych wszystkich cyrków na świadomość zadu. Obecnie zawija zadkiem jak sie patrzy, więc uważam że to nie jest konieczne aby pies przy nodze się znalazł. Uczyłam poprzez naprowadzanie i już. Na początku klikałam żeby załapała o które konkretnie miejsce mi chodzi - przy nodze - a potem to już nagradzałam normalnie, smakołykiem.

Tia... W teorii. W praktyce, zależy, na jakiego psa trafisz. Ja mam psa, który nie pracuje na naprowadzanie, bo jest foch i ch... :diabloti: Zresztą, ja lubię kształtowanie :eviltong: szczególnie przez to, że można je ćwiczyć w ciepłym domku :loveu: :evil_lol: oraz przez to, że męczy psa i mu później nie wali na dekiel.

Jari musi się chyba nauczyć, jak być dżentelmenem :lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...