Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

A tak właściwie jak te obroty mają się do dostawiania? Bo widziałam na filmiku motyleqq, że wygląda to dość prosto, tylko jak to później wykorzystać? Kładzie się książkę (w przypadku Jariego księgę :evil_lol:) i klika jak pies na nią stanie przednimi łapami, a później, obraca się razem z tobą stojąc łapami wciąż na książce. No i tyle zapamiętałam z wykładu ;)

Posted

evel napisał(a):
Tia... W teorii. W praktyce, zależy, na jakiego psa trafisz. Ja mam psa, który nie pracuje na naprowadzanie, bo jest foch i ch... :diabloti: Zresztą, ja lubię kształtowanie :eviltong: szczególnie przez to, że można je ćwiczyć w ciepłym domku :loveu: :evil_lol: oraz przez to, że męczy psa i mu później nie wali na dekiel.

Jari musi się chyba nauczyć, jak być dżentelmenem :lol:

Zgadza się, metodę dobierasz do psa, jednak kształtowanie to nie jest złota metoda na wszystko. Mojej suce wali w dekiel po kształtowaniu. Jest na maxa pobudzona, nakręcona, zestresowana i z tego powodu choruje jej układ pokarmowy. Z tego też powodu wywaliłam kliker do kosza - bo niestety ale nie jest dla każdego (ani psa, ani człowieka). Kliker zamiast ją zmęczyć, nakręcał ją jeszcze bardziej i bardziej, że latała po ścianach - dosłownie. A wyciszenie jej trwało bardzo długo.

Posted

[quote name='Amber']A tak właściwie jak te obroty mają się do dostawiania? Bo widziałam na filmiku motyleqq, że wygląda to dość prosto, tylko jak to później wykorzystać? Kładzie się książkę (w przypadku Jariego księgę :evil_lol:) i klika jak pies na nią stanie przednimi łapami, a później, obraca się razem z tobą stojąc łapami wciąż na książce. No i tyle zapamiętałam z wykładu ;)

Powiem Ci, jak to było u nas - Zu, dzięki temu, że zaczaiła obroty, wpadła na to, że oprócz głowy i dwóch przednich łap ma coś jeszcze :evil_lol: i może tym sterować. Jak już wpadła na to, że może ruszać świadomie nie tylko przodem, ale i tyłem ciała, uwielbia się dostawiać, uwielbia cofać zamiast się obrócić i wrócić gdzieś tam, gdzie powinna, a oprócz tego coraz lepiej panuje nad ciałem podczas np. frisbee.

Pies się obraca załóżmy na misce/słowniku i nagradzasz go na odpowiednim etapie w momencie, w którym dotyka bokiem Twojej nogi, później robisz generalizacje - miska/książka jest coraz mniejsza, przestajesz chodzić dookoła a robisz krok w bok/przód/tył a pies za Tobą podąża, potem wywalasz całkiem to coś, wokół czego pies się kręci i robisz dostawianie "na sucho".

Zielonego pojęcia nie mam, czy to się sprawdzi u dobermana, bo nigdy nie widziałam jakiegoś bardzo pozytywnie prowadzonego :eviltong: Zresztą, wiesz sama - pozytywnie to sobie można takie pierdy poćwiczyć właśnie, realne życie nie jest ani bezstresowe, ani jakoś super pozytywne ;) Mimo wszystko ja lubię kształtowanie właśnie dlatego, że kocham patrzeć na psa w momencie, kiedy mu w głowie jakaś zapadka przeskakuje i robi "aaaa, to ja już wiem!" :lol:


[quote name='Migori']Zgadza się, metodę dobierasz do psa, jednak kształtowanie to nie jest złota metoda na wszystko. Mojej suce wali w dekiel po kształtowaniu. Jest na maxa pobudzona, nakręcona, zestresowana i z tego powodu choruje jej układ pokarmowy. Z tego też powodu wywaliłam kliker do kosza - bo niestety ale nie jest dla każdego (ani psa, ani człowieka). Kliker zamiast ją zmęczyć, nakręcał ją jeszcze bardziej i bardziej, że latała po ścianach - dosłownie. A wyciszenie jej trwało bardzo długo.

Wiesz, każdy pies jest inny. Dlatego ja nie jestem jakaś fanatycznie tradycyjna ani fanatycznie pozytywna, odkąd mam do czynienia z jakimiś podstawami szkolenia w normalnym życiu, a nie tylko na papierze czy na forum.

Zu dobitnie mi pokazała, że ona potrzebuje wysiłku fizycznego,a le także umysłowego. Inaczej nasilają jej się durne pomysły w domu, zaczyna piłować japę do psów i takie tam. W jej przypadku działa i kształtowanie czegoś nowego (chociaż łatwo się frustruje i pierwsze sesje trwają kilkadziesiąt sekund zwykle) i np. "tropienie", szukanie zabawek, żarcia czy "zgubionego" przedmiotu. Po godzinnym treningu w rozproszeniach (inne psy, ludzie, rowery) śpi jak zabita do końca dnia, zapominając nawet o rzyganiu w samochodzie ;)

A bawicie się z Borą w tropienie na przykład? I jeśli tak - jest OK? W ogóle słyszałam, że dobermany są całkiem niezłe w te klocki :cool3:

Posted

[quote name='evel']Wiesz, każdy pies jest inny. Dlatego ja nie jestem jakaś fanatycznie tradycyjna ani fanatycznie pozytywna, odkąd mam do czynienia z jakimiś podstawami szkolenia w normalnym życiu, a nie tylko na papierze czy na forum.

Zu dobitnie mi pokazała, że ona potrzebuje wysiłku fizycznego,a le także umysłowego. Inaczej nasilają jej się durne pomysły w domu, zaczyna piłować japę do psów i takie tam. W jej przypadku działa i kształtowanie czegoś nowego (chociaż łatwo się frustruje i pierwsze sesje trwają kilkadziesiąt sekund zwykle) i np. "tropienie", szukanie zabawek, żarcia czy "zgubionego" przedmiotu. Po godzinnym treningu w rozproszeniach (inne psy, ludzie, rowery) śpi jak zabita do końca dnia, zapominając nawet o rzyganiu w samochodzie ;)

A bawicie się z Borą w tropienie na przykład? I jeśli tak - jest OK? W ogóle słyszałam, że dobermany są całkiem niezłe w te klocki :cool3:
Ufff ;) Bo myślałam że należysz do tych osób, które wyznają zasadę "klikerek dobry na wszystko. Na katarek. Na kaszelek".

Pisałam wcześniej, że moją nakręca dosłownie wszystko, a potem to sra dalej niż widzi. :roll: Także w jej przypadku nauka wymagająca myślenia (inwencji twórczej) odpada, bo suka mi po prostu schizuje. W jej przypadku zwykłe wyjście na pola i bieganie luzem załatwiają sprawę - pies jest dętka do wieczora - ale nie dlatego że jest zmęczona fizycznie, a dlatego że takie wyjście to dla niej ogromne przeżycie.

"Tropienie" jest fajne, ale u nas to w wykonaniu bardziej amatorskim, np. szukanie rękawiczki gdzieś w wysokiej trawie.

Amber, klikałaś Jariemu ?

Posted

Powiem Ci, jak to było u nas - Zu, dzięki temu, że zaczaiła obroty, wpadła na to, że oprócz głowy i dwóch przednich łap ma coś jeszcze :evil_lol: i może tym sterować. Jak już wpadła na to, że może ruszać świadomie nie tylko przodem, ale i tyłem ciała, uwielbia się dostawiać, uwielbia cofać zamiast się obrócić i wrócić gdzieś tam, gdzie powinna, a oprócz tego coraz lepiej panuje nad ciałem podczas np. frisbee.

O to by się przydało, bo ten głupek wiecznie na wszystko wpada. Zachowuje się jak słoń w składzie porcelany ;)

Pies się obraca załóżmy na misce/słowniku i nagradzasz go na odpowiednim etapie w momencie, w którym dotyka bokiem Twojej nogi, później robisz generalizacje - miska/książka jest coraz mniejsza, przestajesz chodzić dookoła a robisz krok w bok/przód/tył a pies za Tobą podąża, potem wywalasz całkiem to coś, wokół czego pies się kręci i robisz dostawianie "na sucho".

A jak on się obraca patrząc mi w oczy to skąd ma nagle znaleźć się w pozycji bocznej, dotykając mojej nogi? Za tępa jestem na to :evil_lol:

Zielonego pojęcia nie mam, czy to się sprawdzi u dobermana, bo nigdy nie widziałam jakiegoś bardzo pozytywnie prowadzonego :eviltong: Zresztą, wiesz sama - pozytywnie to sobie można takie pierdy poćwiczyć właśnie, realne życie nie jest ani bezstresowe, ani jakoś super pozytywne ;-) Mimo wszystko ja lubię kształtowanie właśnie dlatego, że kocham patrzeć na psa w momencie, kiedy mu w głowie jakaś zapadka przeskakuje i robi "aaaa, to ja już wiem!" :lol:

A te wszystkie rzeczy których uczymy to nie są pierdy? W sumie psu one nie potrzebne ;). Ja tam mogę klikać mając psa na kolcach równie dobrze :diabloti: Ale powiem szczerze nie lubię klikera z trywialnej przyczyny - zawadza mi w ręku, wypada, zapominam klikać tak szybko jak powinnam. Jeszcze w domu pół biedy jak mam do ogarnięcia tylko kliker i smaki, ale na dworze jak jest jeszcze smycz to się gubię. Dlatego wolę tradycyjne metody.

W ogóle słyszałam, że dobermany są całkiem niezłe w te klocki :cool3:

W tropieniu? Jak najbardziej. Ale nie mam o tym zielonego pojęcia ;) Trochę z jamnicami próbowałam robić i szło im dobrze, ale potem weszłam w środowisko jamnicze i mi się wszystkiego odechciało :diabloti:

Amber, klikałaś Jariemu ?

Klikałam podał łapę :evil_lol: I chyba się udało, bo podaje (czasem nie wtedy gdy trzeba, ale zawsze :evil_lol:). On jak pracuje ze mną to jest OK, choć nie zauważyłam, żeby go to męczyło mniej lub bardziej - jego mało co jest w stanie zmęczyć w ogóle :eviltong:

Posted

[quote name='Migori']Ufff ;) Bo myślałam że należysz do tych osób, które wyznają zasadę "klikerek dobry na wszystko. Na katarek. Na kaszelek".

Panie uchowaj :evil_lol: Absolutnie nie :lol:

[quote name='Migori']Pisałam wcześniej, że moją nakręca dosłownie wszystko, a potem to sra dalej niż widzi. :roll: Także w jej przypadku nauka wymagająca myślenia (inwencji twórczej) odpada, bo suka mi po prostu schizuje. W jej przypadku zwykłe wyjście na pola i bieganie luzem załatwiają sprawę - pies jest dętka do wieczora - ale nie dlatego że jest zmęczona fizycznie, a dlatego że takie wyjście to dla niej ogromne przeżycie.

"Tropienie" jest fajne, ale u nas to w wykonaniu bardziej amatorskim, np. szukanie rękawiczki gdzieś w wysokiej trawie.

To rzeczywiście niezły masz zgryz, żeby jej nie ekscytować za bardzo. Czytałam wcześniej o poradzie "pana behawiorysty", że jak się pies ekscytuje to należy go izolować a spacery tylko na siku :wallbash: Moja by chyba wybuchła wreszcie i się przekopała przez ścianę albo zaczęła śmigać po suficie :roll:

[quote name='Amber']
A jak on się obraca patrząc mi w oczy to skąd ma nagle znaleźć się w pozycji bocznej, dotykając mojej nogi? Za tępa jestem na to :evil_lol:

W teorii pies się obraca koncentrując się na zadaniu a nie gapiąc się w przewodnika, ale jeśli Jari pracuje na intensywnym kontakcie z Tobą to ja nie wiem jak to wytłumaczyć, musiałabym zobaczyć :evil_lol:

[quote name='Amber']A te wszystkie rzeczy których uczymy to nie są pierdy? W sumie psu one nie potrzebne ;-). Ja tam mogę klikać mając psa na kolcach równie dobrze :diabloti: Ale powiem szczerze nie lubię klikera z trywialnej przyczyny - zawadza mi w ręku, wypada, zapominam klikać tak szybko jak powinnam. Jeszcze w domu pół biedy jak mam do ogarnięcia tylko kliker i smaki, ale na dworze jak jest jeszcze smycz to się gubię. Dlatego wolę tradycyjne metody.

Też na początku nie cierpiałam klikera, ale jak chorowałam dłuższy czas na gardło i marker głosowy był nieczynny ;) to jakoś przywykłam do klikania.


[quote name='Amber']W tropieniu? Jak najbardziej. Ale nie mam o tym zielonego pojęcia ;-) Trochę z jamnicami próbowałam robić i szło im dobrze, ale potem weszłam w środowisko jamnicze i mi się wszystkiego odechciało :diabloti:

Bo to tak zazwyczaj jest :evil_lol: Ja jak się zorientowałam mniej więcej w lubelskim światku szkoleniowym, to mi się odechciało egzaminów wszelakich pod szyldem ZK :evil_lol: A tropienie jest bardzo fajne, psa męczy psychicznie a przy tym wycisza, co jest przynajmniej dla mnie niebywałą zaletą. Fajnie jest się spotkać z kimś raz czy dwa na warsztacie tropieniowym, żeby załapać podstawy i dostosować je do konkretnego psa, a później można samemu działać :)

Posted

Amber, musisz po prostu spróbować i wtedy się przekonasz, jak to działa. też mi się to dziwne wydawało i w ogóle jak to tak:lol: aktualnie jak stoję nad Etną i nie wie o co mi chodzi, to próbuje się dostawić przekonana, że to to :evil_lol: tylko jakoś krzywo jej wychodzi... :lol:

Posted

Siemka :)
Fajnie że waga poszła w górę, jedynie dla Ciebie gorzej jeśli chodzi o kolanka ..

Jeśli chodzi o nogę, to ja akurat uczyłam na doskakiwanie
Na początku z zamiarem do "dosuwania" zadu do nogi,
ale Lenie spodobało się doskakiwanie i tak zostało,
co nie zawsze jest dobre, bo rożnie sobie skoczy - jest krzywo i musimy poprawiać,
co widać na załączonym obrazku .

http://img828.imageshack.us/img828/9528/14xng5f1.jpg

Lena od małego u miała obchodzić mnie i siadać przy nodze, ale zmieniliśmy to na obkręcanie do nogi i szybko sobie wbiła do główki, a obchodzenie mamy jako "tył" do np rzucania frisbee czy czegoś.
Uczyłam na kliker, na początku pokazywałam, targetowałam palcem, potem jakoś "samo sie" krzałtowało, to akurat szybko zakumała.

Posted

evel napisał(a):
Panie uchowaj :evil_lol: Absolutnie nie :lol:


Hahaha całe szczęście.
evel napisał(a):
To rzeczywiście niezły masz zgryz, żeby jej nie ekscytować za bardzo. Czytałam wcześniej o poradzie "pana behawiorysty", że jak się pies ekscytuje to należy go izolować a spacery tylko na siku :wallbash: Moja by chyba wybuchła wreszcie i się przekopała przez ścianę albo zaczęła śmigać po suficie :roll:

Wiesz co? po prostu z każdym dniem irytowała mnie coraz bardziej i bardziej. Marudziła, wydziwiała, zrobiła się nieznośna - kradła, niszczyła. Ten sam behawiorysta zalecił dużo wąchania na spacerze - okej to mogłam jeszcze przełknąć, ale teraz mam psa który ma mnie w d... Ona sobie idzie i wącha, prawo, lewo, zawraca, oplątuje mnie smyczą itd. a jakoś wcale spokojniejsza nie jest.

Amber napisał(a):
Klikałam podał łapę :evil_lol: I chyba się udało, bo podaje (czasem nie wtedy gdy trzeba, ale zawsze :evil_lol:). On jak pracuje ze mną to jest OK, choć nie zauważyłam, żeby go to męczyło mniej lub bardziej - jego mało co jest w stanie zmęczyć w ogóle :eviltong:

Fajnie , że go to nie nakręca dodatkowo, pobawiłabym się w klikanie, np. w domu, jakieś bzdurne sztuczki. Jestem ciekawa jak szybko łapie takie rzeczy.

Posted

W teorii pies się obraca koncentrując się na zadaniu a nie gapiąc się w przewodnika, ale jeśli Jari pracuje na intensywnym kontakcie z Tobą to ja nie wiem jak to wytłumaczyć, musiałabym zobaczyć :evil_lol:

A to da się pracować bez kontaktu? ;) Zobaczyć nie zobaczysz, bo właśnie jest tak, że ja wolę czegoś nie robić niż robić to źle, więc zostaniemy przy sprawdzonych ćwiczeniach w takim razie ;)

Też na początku nie cierpiałam klikera, ale jak chorowałam dłuższy czas na gardło i marker głosowy był nieczynny ;-) to jakoś przywykłam do klikania.

Ja nawet za dużo nie mówię przy szkoleniu, komendy oczywiście i czasem się ucieszę jak zrobi coś lepiej niż zwykle ;)

Bo to tak zazwyczaj jest :evil_lol: Ja jak się zorientowałam mniej więcej w lubelskim światku szkoleniowym, to mi się odechciało egzaminów wszelakich pod szyldem ZK :evil_lol: A tropienie jest bardzo fajne, psa męczy psychicznie a przy tym wycisza, co jest przynajmniej dla mnie niebywałą zaletą. Fajnie jest się spotkać z kimś raz czy dwa na warsztacie tropieniowym, żeby załapać podstawy i dostosować je do konkretnego psa, a później można samemu działać :smile:

Z pewnością, mogłabym przyjść z dwoma psami nawet ;). Tylko jak się cieplej zrobi, bo w taką pogodę nie mam ochoty absolutnie na nic ;)



Amber, musisz po prostu spróbować i wtedy się przekonasz, jak to działa. też mi się to dziwne wydawało i w ogóle jak to tak:lol: aktualnie jak stoję nad Etną i nie wie o co mi chodzi, to próbuje się dostawić przekonana, że to to :evil_lol: tylko jakoś krzywo jej wychodzi... :lol:

No ale ja jakoś wolę nie próbować niż zrobić coś źle, a potem to odkręcać. Tym bardziej, że nam to tak naprawdę do niczego nie potrzebne. Może obchodzić nogę, zamiast się dostawiać.

Siemka :smile:
Fajnie że waga poszła w górę, jedynie dla Ciebie gorzej jeśli chodzi o kolanka ..

Jeśli chodzi o nogę, to ja akurat uczyłam na doskakiwanie
Na początku z zamiarem do "dosuwania" zadu do nogi,
ale Lenie spodobało się doskakiwanie i tak zostało,
co nie zawsze jest dobre, bo rożnie sobie skoczy - jest krzywo i musimy poprawiać,
co widać na załączonym obrazku .

http://img828.imageshack.us/img828/9528/14xng5f1.jpg

Lena od małego u miała obchodzić mnie i siadać przy nodze, ale zmieniliśmy to na obkręcanie do nogi i szybko sobie wbiła do główki, a obchodzenie mamy jako "tył" do np rzucania frisbee czy czegoś.
Uczyłam na kliker, na początku pokazywałam, targetowałam palcem, potem jakoś "samo sie" krzałtowało, to akurat szybko zakumała.



Widać kto co lubi, mi się jakoś obchodzenie bardziej podoba ;)

Wiesz co? po prostu z każdym dniem irytowała mnie coraz bardziej i bardziej. Marudziła, wydziwiała, zrobiła się nieznośna - kradła, niszczyła. Ten sam behawiorysta zalecił dużo wąchania na spacerze - okej to mogłam jeszcze przełknąć, ale teraz mam psa który ma mnie w d... Ona sobie idzie i wącha, prawo, lewo, zawraca, oplątuje mnie smyczą itd. a jakoś wcale spokojniejsza nie jest.

Ludzie od jamników mi pisali, żebym nie uczyła tropienia na smaki bo potem pies będzie zbierał wszystko z ziemi na spacerach :razz: (i tak zbierają :evil_lol:) Nie wiem ile w tym prawdy, ale w ogóle zaniechałam po tym zabaw tropieniowych...

Fajnie , że go to nie nakręca dodatkowo, pobawiłabym się w klikanie, np. w domu, jakieś bzdurne sztuczki. Jestem ciekawa jak szybko łapie takie rzeczy.

Łapie szybko, tylko czy zechce je wykonać wtedy ty kiedy chcesz to zupełnie co innego ;). Z tego powodu dobermany nie są, aż tak popularne na zawodach, przez swoje kombinatorstwo. Ludzie wolą maszyny jak belgi czy ONki, dob też oczywiście jest extra do szkolenia, tylko dodatkowo stara się wszystko zrobić po swojemu, a nuż właściciel nie zauważy :eviltong: Pobawiłabym się w jakieś sztuczki, ale nie znam żadnych ;).

Dziś słoneczko, można by było zrobić fotki, ale wybaczcie, przy -9 jestem nieczynna :lol: Przez minusowe temperatury zawieszam galerię do odwołania ;)

Posted

Oj i tego nie znoszę - wszędobylskie wąchanie..
Dlatego też np dla mnie dyskwalifikujące są do posiadania niektóre wyżły, które mi się podobają choćby z wyglądu.


Moja suka okropnie uwielbia węszyć, na łąkach "wertuje" pole jak rasowy seter,
w galopie z nochalem przy ziemi.
Robiłam z nią ślad sportowy i taki luźny jedynie dlatego że uwielbiała/ uwielbia to i na prawde jest w tym dobra
Wreszcie stwierdziłam że basta, bo ja po prostu nie lubię tego, i nie będę się męczyć.
Na spacerach może gdybym od szczeniaka bardziej uświadomiona tym,
"męczyła" ją że ja jestem fajniejsza od węszenia może by coś z tego wyszło.
Teraz i tak jest lepiej, mam jasne zasady, że po prostu z ziemi się nic nie zjada, jedynie z mojej ręki czy miski ( także nagradzanie przy szkoleniu ograniczam do plucia z buzi wprost do pyska, czy tam dawaniu z ręki, nie na ziemie, jak to różnie ludzie robią)
No i ograniczam się do zabaw w stylu znajdź zabawkę, nic z jedzeniem.

Obcując z Omarem, kompletnie innym psem niż Lena, miałam o tyle fajny komfort, ze on na spacerach właśnie mało co niuchał, bardziej sobie człapał , a jak nie to skupiał się na mnie.

A Lena automatycznie kopara przy ziemi i nie jest tak że ona nie potrafi się na mnie skupić,
ona po prostu to uwielbia i taki ma tryb.

Posted

No cześć w końcu! :) Słuchajcie moi mili wszyscy, stwierdziłam, że na dogo dobków jak na lekarstwo i z forum dobermaniego ściągnęłam tu Tynę z Piotrkiem i Vato :grins: Każdy promuje rasę na swój sposób, niektórzy na zamkniętym forum użalają się nad kanapowymi dobkami i ich wyrodnymi właścicielami :diabloti:, ja stwierdziłam, że trzeba po prostu pokazać nasze dobermany szerszej publiczności, a dogo jest idealnym odbiorcą :). Myślę, że jak Jari się podoba, to i Vato też na pewno ;). Chłop(c)y są w podobnym wieku, Jari trochę starszy, ale nie widać tego wcale :lol: Tak więc zapraszam wszystkich do odwiedzania :)

U nas natomiast trochę mało się dzieje, bo w chwili obecnej złapało mnie jakieś choróbsko wstrętne, gardło boli jak... No i idę do lekarza za chwilę. Pewnie angina i tydz. bez wychodzenia z domu. Z drugiej strony pogoda jest tak cudowna, że nie ma co żałować :eviltong:

Posted

Dalmatyńczyków jeszcze mniej od dobków to i to chyba też jeszcze dłużej. A szkoda, bo to są piękne psy i mogłabym bez mrugnięcia oka zaopiekować się takim ;) Mają ciekawy charakter z tego co czytałam, bo nie są to do końca psy myśliwskie tylko i wyłącznie, posiadają werwę, bo przez długi okres czasu wykorzystywane były jako psy stróżujące. Są dość nieufne do obcych i nie zawahają się stanąć w obronie właściciela. To mi się bardzo podoba. Jednak tyle ze wzorca, z tego co czytam to dzisiejsze dalmaty mają cały czas problem ze stabilnością i większość z nich bywa nerwowa i tchórzliwa. Nie znam żadnego psa tej rasy bliżej, ale jak pisze, wydają mi się b. interesującą rasą. No i są piękne - szczególnie brązowo cętkowane :loveu:

Posted

drzalka napisał(a):

Obcując z Omarem, kompletnie innym psem niż Lena, miałam o tyle fajny komfort, ze on na spacerach właśnie mało co niuchał, bardziej sobie człapał , a jak nie to skupiał się na mnie.


Dopiero teraz zauważyłam, że piszesz o Omarze w czasie przeszłym! No i podpis...
Co się stało? Przecież on nie był chyba staruszkiem :shake:
Tak mi przykro :-(

Posted

Przyszłam dokładniej obejrzeć Twojego "potwora" :diabloti: Mimo mojego uwielbienia do "charcich" sylwetek stwierdzam, że Jari jest bardzo ładnym psem :cool3: ;) W moim ulubionym kolorze :loveu: Przy okazji, świetne zdjęcia, przyjemnie przegląda się Waszą galerię ;)

Posted

cockermaister napisał(a):
http://img36.imageshack.us/img36/5338/img0247lm.jpg ale zajada
też mamy takie pudło na karmę,ale moje do niego nie dostają

Wyobrażam sobie co by było gdyby jamnice dosięgały :mdleje: :evil_lol:

FredziaFredzia napisał(a):
O widzisz, ja też wolę te w brązowe plamki!

Znalazłam ładne zdjęcie
http://farm2.staticflickr.com/1141/1064044295_13afe63d2b_z.jpg

Ja znalazłam kilka ładnych :loveu:





Szkoda, że dobek nie brązowy i nie kopiowany :roll: (i dalmat nie kopiowany :diabloti: :WTF: :stupid: :evil_lol:)

I jeszcze jedno :)



I koniec bo ktoś powie, że zdradzam rasę ;).
drzalka napisał(a):
Prawdopodobnie skręt żołądka.

Strasznie mi przykro i współczuję :-( Skręt to jest słowo które mrozi mi serce :shake:

BBeta napisał(a):
Przyszłam dokładniej obejrzeć Twojego "potwora" Mimo mojego uwielbienia do "charcich" sylwetek stwierdzam, że Jari jest bardzo ładnym psem W moim ulubionym kolorze Przy okazji, świetne zdjęcia, przyjemnie przegląda się Waszą galerię

Dobra, dobra... na wazelinę już za późno :evil_lol: Hihi dla mnie lepiej jakby był rudy, a najlepiej biało-rudy w plamy... Ale ja mam swój własny świat z łaciatymi dobkami i kopiowanymi dalmatyńczykami jak widać, więc proszę się nie przejmować :evil_lol:

Co do zdjęć, to nie bluźnij... Każdy chyba na dogo widział twoje :diabloti: Z drugiej strony nie powiem, komplementa mi zarzuciłaś, że chyba dziś nie zasnę :lol: Były by pewnie lepsze, gdybym jak ty, wiedziała jak się obsługuje PS... A ja tylko umiem nałożyć filtr wyostrzający i skadrować ;)

Zdjęć nie mam, mam za to anginę ropną i -15 ma dworze :eviltong: Dziś jest pierwszy dzień, jak cokolwiek lepiej kontaktuje. W ogóle poszłam do lekarza idioty :diabloti: i mu mówię, że mój brat był wcześniej chory na anginę i pewnie od niego podłapałam, a co on, że na pewno nie, bo przy anginie nie ma kataru i gardło też ok. Nie chciał mi wypisać antybiotyku, ale się uparłam, bo siebie znam. Każdą infekcję przechodzę dokładnie identiko. Zaczyna się od koszmarnego bólu gardła, potem katar jak... :diabloti: głowa odpada i czuje się jakby mnie ktoś otruł. Nie inaczej było tym razem. Wstaję na drugi dzień, i czuje, że jakieś farfocle odkrztuszam. Otwieram buzię przed lustrem, a tam wszędzie biało... Klasyczna angina :p Normalnie poszłabym do tego konowała i mu to pokazała... jakbym miała siłę oczywiście :eviltong: Anginy się bez antybiotyku nie wyleczy więc biorę już prawie 3 dzień Augumentin i trochę mi lepiej, przynajmniej gardło... Jeszcze 2 dni i będę myśleć jak wcześniej ;).

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...