Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Amber napisał(a):
Dobra, dobra... na wazelinę już za późno :evil_lol: Hihi dla mnie lepiej jakby był rudy, a najlepiej biało-rudy w plamy... Ale ja mam swój własny świat z łaciatymi dobkami i kopiowanymi dalmatyńczykami jak widać, więc proszę się nie przejmować :evil_lol:

Co do zdjęć, to nie bluźnij... Każdy chyba na dogo widział twoje :diabloti: Z drugiej strony nie powiem, komplementa mi zarzuciłaś, że chyba dziś nie zasnę :lol: Były by pewnie lepsze, gdybym jak ty, wiedziała jak się obsługuje PS... A ja tylko umiem nałożyć filtr wyostrzający i skadrować ;)

Oj tam zaraz wazelinę :diabloti: Nadal wolałabym tego drobniejszego pseudodobka co nie znaczy, że Jari mi się nie podoba, wręcz przeciwnie :cool3:

A zdjęcia naprawdę bardzo fajne i przyjemne dla oka ;) Szczególnie te w ruchu. Obsługi PSa lub innego programu graficznego możesz nauczyć się w każdej chwili, masz dobry "materiał wyjściowy", a to najważniejsze ;)

Szybkiego powrotu do zdrowia życzę :)

Posted

Zdjęcia fajne, bo sprzęt mam :evil_lol: Lustrzanką każdy w sumie może cykać ostre fotki, to nie filozofia. A tego PSa to się już kilka lat tak uczę i bez skutku ;). Co go otworzę i zacznę coś próbować to mi nie wychodzi, wkurzam się i wyłączam :eviltong: Miałam nawet jakiś netowy przewodnik, ale PS ma tyle funkcji, że nauka wszystkich zajęła by mi chyba kilka lat, a z drugiej strony wiem, że nie używa się wszystkich tylko kilku wybranych... trzeba tylko umieć je znaleźć i zacząć się nimi posługiwać :eviltong:

Foty "obrabiam" więc w IrfanView, a raczej jak piszę kadruje i wyostrzam. Z drugiej strony to nadaje im realizmu :evil_lol: (się trzeba jakoś pocieszyć ;) )

Dzięki za życzenia, teraz na antybiotyku to już z górki całe szczęście :)

Posted

Amber napisał(a):

.. Ale ja mam swój własny świat z łaciatymi dobkami i kopiowanymi dalmatyńczykami jak widać, więc proszę się nie przejmować :evil_lol:

Zdjęć nie mam, mam za to anginę ropną i -15 ma dworze :eviltong: Dziś jest pierwszy dzień, jak cokolwiek lepiej kontaktuje. W ogóle poszłam do lekarza idioty :diabloti: i mu mówię, że mój brat był wcześniej chory na anginę i pewnie od niego podłapałam, a co on, że na pewno nie, bo przy anginie nie ma kataru i gardło też ok. Nie chciał mi wypisać antybiotyku, ale się uparłam, bo siebie znam. Każdą infekcję przechodzę dokładnie identiko. Zaczyna się od koszmarnego bólu gardła, potem katar jak... :diabloti: głowa odpada i czuje się jakby mnie ktoś otruł. Nie inaczej było tym razem. Wstaję na drugi dzień, i czuje, że jakieś farfocle odkrztuszam. Otwieram buzię przed lustrem, a tam wszędzie biało... Klasyczna angina :p Normalnie poszłabym do tego konowała i mu to pokazała... jakbym miała siłę oczywiście :eviltong: Anginy się bez antybiotyku nie wyleczy więc biorę już prawie 3 dzień Augumentin i trochę mi lepiej, przynajmniej gardło... Jeszcze 2 dni i będę myśleć jak wcześniej ;).

ej kopiowane dalmaty byłyby świetne! :lol: to nie taki zły pomysł by był :diabloti:
życzę zdrowia! niestety pogoda nie rozpieszcza .:roll:

Posted

FredziaFredzia napisał(a):
Mnie kiedyś babka leczyła na angine, a skończyło sie to na wylądowaniu nieprzytomna w szpitalu z zapaleniem płuc i 40 stopni gorączki. Kto takiej osobie uprawnienia daje?

Zdrowiej Amber!

Taaa chyba każdy z nas miał co najmniej jedno "cudowne" spotkanie ze służbą zdrowia :diabloti: U mnie zdecydowanym hitem było pójście świeżo po wypadku z kolanem na ostry dyżur do państwowego szpitala... Zrobili mi jedno zdjęcie 60 letnim rentgenem, na którym "o dziwo" nie załapały się 2 ciała wolne (odłupane fragmenty kości pływające sobie w stawie kolanowym), więc genialny ortopeda kazał mi pokazać jak mi się chodzi (!) po gabinecie. Oczywiście powiedziałam, że chodzić to ja mogę na jednej nodze, na to on, żebym nie robiła histerii, że nic mi nie jest i mam wracać do domu i normalnie stawać na tym kolanie :diabloti:

Po weekendzie pojechałam do kliniki ortopedycznej, gdzie mi zrobili full RTG - kilka zdjęć w różnych pozycjach cyfrowym sprzętem, na którym widać było wszystko jak na dłoni + MR na którym wyszła reszta czyli pozrywane wiązadła, dysplazja i skierowanie na jak najszybszą operację, bo kolano jest w dramatycznym stanie. I tym sposobem uratowali mi wiązadła, które przytwierdzili z powrotem zanim porobiły mi się zrosty, wyjęli ciała wolne i ustawili prawidło dysplastyczną rzepkę. Gdybym natomiast posłuchała "ortopedy" ze szpitala to w najlepszym wypadku chodziłabym (a raczej kuśtykała z niestabilną rzepką) nadal z kością w kolanie, a w najgorszym, te odłamki uszkodziłyby mi resztę stawu. Wtedy czekałaby mnie dużo poważniejsza operacja.

Nie ma nic gorszego niż konowały, które myślą, że pozjadały wszystkie rozumy, a ludzie z ostrego dyżuru to symulanci, bo jak nie ma krwi i kości nie przebiły skóry to nic się nie dzieje :p

gops napisał(a):
ej kopiowane dalmaty byłyby świetne! :lol: to nie taki zły pomysł by był :diabloti:
życzę zdrowia! niestety pogoda nie rozpieszcza .:roll:

O, więc jednak nie jestem do końca taka nienormalna jak myślałam ;) Lubię po prostu kopiowane uszy, w przeciwieństwie do naleśników... :eviltong:

Naklejka napisał(a):

No dziś już się czuję prawie dobrze ;). Fajne kolorki na zdjęciu, ja tak nie umiem ;). Z drugiej strony gdybym miała tak picować każdą fotę z osobna to by mi dnia nie starczyło jak np. mam do wrzucenia 60 zdjęć ;). A co nie tak ze szkoleniowcem?

Nie mam ładnych fotek, tylko takie jakieś z tel. od mamy jak robiła rano na spacerach teraz, ale chyba lepsze takie niż żadne (chyba) ;) Wisła zamarzła :shake:











Posted

Amber napisał(a):

Fajne kolorki na zdjęciu, ja tak nie umiem ;). Z drugiej strony gdybym miała tak picować każdą fotę z osobna to by mi dnia nie starczyło jak np. mam do wrzucenia 60 zdjęć ;). A co nie tak ze szkoleniowcem?

Dlatego ja też nie obrabiam fot, jedynie je zmniejszam i wyostrzam :grins: Tylko te lepsze obrabiam, a mam ich w znikomych ilościach...
Nie wiem gdzie iść, a ponad godzinna jazda autobusem na szkolenie mnie przeraża...
U nas w mieście nie ma nic ciekawego, pastel i progresja... :roll: w Gliwicach wesoła łapka :cool3: W rudzie śląskiej M. Fryc (a te ceny... :roll:) Prestor w Katowicach i wiele innych, i bądź tu człowieku mądry :p

Posted

W temacie PSa polecam to:



Bardzo fajna przystępnie napisana książeczka. Nastawiona raczej na efekty niż obróbkę zdjęć samych w sobie, ale i tak warto ją mieć.
A co do obróbki zdjęć, to najlepiej cykać RAWy, wtedy możliwości obróbki zdecydowanie większe, a i jakość zdjęcia nieporównywalnie lepsza. Tylko komu by się chciało z tym cackać heheh.

EDIT: Anginy serdecznie współczuję. Nie napiszę, że wiem co czujesz, bo w życiu anginy nie miałam, jakoś się mnie te konkretne bakcyle nie imają i całe szczęście uff!

Posted

Naklejka napisał(a):
W rudzie śląskiej M. Fryc (a te ceny... :roll:)

Ja chodzę z małym do przedszkola do Fryca i bardzo sobie chwalę :) Racja, ceny zwalają z nóg, ale ja zbierając na psa, od razu zbierałam na szkolenie w tej wybranej szkole, więc byłam przygotowana.
Niestety na dalsze etapy już mnie nie stać, więc będę musiała poprzestać na przedszkolu, choć bardzo bym chciała dalej się tam szkolić z małym.

Posted

Wiem, ze chodzisz do Fryca. Gdzieś o tym czytałam :P
Odkładałam kasę na lustro, ale zrezygnowałam w ostatniej chwili, więc i na to szkolenie mam, ale jednak wydaje mi się to za drogie... Zastanawia mnie czy kiedyś pracował z molosem :D

Posted

Jeśli masz jakieś wątpliwości, to zawsze można zadzwonić, zapytać :) Ja tam jakiejś reklamy robić nie zamierzam, bo mi za to nie płacą, rozumiem też, że dla kogoś może być za drogo, bo to jest fakt - ceny mają kosmiczne ;)

Na pewno jest sznaucer olbrzym, nie wiem czy boksia nie ma jakiegoś, no a oprócz tego to wiadomo - dużo owczarków, samoyed, akita, foks :evil_lol: Tyle widziałam, pewnie jest więcej :)

Posted

Vailet napisał(a):

No, mówiłam, że duży z niego chłop :lol:

dOgLoV napisał(a):

Akurat znam piękniejsze jego ujęcia w obiektywie, ale fakt, sam Jari jest niezmiennie piękny :evil_lol:

Naklejka napisał(a):
Dlatego ja też nie obrabiam fot, jedynie je zmniejszam i wyostrzam :grins: Tylko te lepsze obrabiam, a mam ich w znikomych ilościach...
Nie wiem gdzie iść, a ponad godzinna jazda autobusem na szkolenie mnie przeraża...
U nas w mieście nie ma nic ciekawego, pastel i progresja... :roll: w Gliwicach wesoła łapka :cool3: W rudzie śląskiej M. Fryc (a te ceny... :roll:) Prestor w Katowicach i wiele innych, i bądź tu człowieku mądry :p

No niestety ceny są porażające wszędzie, ale lepiej zapłacić więcej i mieć szkoleniowca z prawdziwego zdarzenia.

FredziaFredzia napisał(a):
Jari wygląda groźnie w tym kagańcu! ;)

Też mi się tak wydaje, ale to dla dobra wszystkich ;) Po osiedlu teraz nie ma bata w ogóle, żeby chodził bez :shake: Dzięki niemu już kilka piesków-podbiegaczy nie straciło życia :p

bazylowa napisał(a):
W temacie PSa polecam to:

Bardzo fajna przystępnie napisana książeczka. Nastawiona raczej na efekty niż obróbkę zdjęć samych w sobie, ale i tak warto ją mieć.
A co do obróbki zdjęć, to najlepiej cykać RAWy, wtedy możliwości obróbki zdecydowanie większe, a i jakość zdjęcia nieporównywalnie lepsza. Tylko komu by się chciało z tym cackać heheh.

EDIT: Anginy serdecznie współczuję. Nie napiszę, że wiem co czujesz, bo w życiu anginy nie miałam, jakoś się mnie te konkretne bakcyle nie imają i całe szczęście uff!

Taaaak z pewnością kiedyś znajdę czas i przysiądę do PSa po raz któryś z rzędu i pobawię się. Zdjęcia w RAWach tez pocykam... Jakoś na wiosnę ;)

Ja anginy częściej miałam jako dziecko, teraz gdyby jej brat skądś nie przywlókł to pewnie skończyłoby się na zwykłym przeziębieniu. U mnie czynnikiem zapalnym zawsze jest gardło - nigdy nie chorowałam tak aby mnie ekstremalnie nie bolało. No i bez litrów kataru... Teraz już mi praktycznie tylko on został i kaszel, ale myślę, że z tymi przypadłościami to się jeszcze kilka tyg. będę bujać.

Zresztą nic, nic z takich chorób na które można zachorować i się wyleczyć ;) nie pobije grypy żołądkowej :grab: Kto miał ten wie o czym pisze :evil_lol: Kto nie miał niech dziękuje niebiosom :lol: Kto nie wie czy miał, nie miał na pewno, gdyż grypy żołądkowej nie da się pomylić lub zapomnieć ;). Zawsze mam ją na uwadze gdy choruje na gardło i się pocieszam, że mogło być znacznie... znacznie gorzej :evil_lol:

A tak to nic nowego, dziś po raz pierwszy wyszłam na spacer po chorobie i jakoś nie bardzo mnie to ucieszyło :lol: Kupiłam też całej ferajnie obróżki na taksowym bazarku. Tak, żeby samej zamówić, dobrać wzory itp. to chyba nigdy bym się nie zebrała, a tu już były gotowe i uszyte, więc łatwiej było się zdecydować ;).

Dla Finki:



Dla Cortiny:



I miałam nie kupować, ale nie mogłam się powstrzymać, dla Jariego ;)



To moro to za mną chodzi od naprawdę dawna, więc jestem usprawiedliwiona :evil_lol: Poza tym jestem ciekawa jak będzie wyglądał w 4 cm :)

Posted

Na pewno zrobię :). Choć jak sobie wyobrażam to mi się słabo robi na taką sesyjkę... jeszcze Jari pół biedy, ale jamnice :mdleje:Trzeba będzie kogoś z parówkami skombinować, nie ma innej rady :diabloti:

Te obróżki dla jamnic to nie są jakieś extra wyśnione przeze mnie ;). Dla Finki mogłaby być bardziej niebieska, a dla Cortiny zielona, ale jak piszę - sama to nigdy bym się nie zdecydowała na wzorki. A ta krateczka, niczego sobie :) No i cena też kusząca, tutaj mam 2 obroże w cenie jednej, bo taki wyśniony przeze mnie activedog kosztuje więcej niż nawet te 2 ;). No, z obrożą Jariego rachunek się dopełnia :evil_lol: Dla niego taks specjalnie ją trochę skróci, bo nieco za długa w obwodzie - była też 3 cm ale już ktoś kupił... Z drugiej strony nie mamy żadnej 4 cm i takiego zacisku, więc czekam z niecierpliwością na te cudeńka ;)

Posted

Jari i tak ma te obroże tylko dla ozdoby, chodzenie na takiej szerokiej "bez niczego" to jak samobójstwo :evil_lol: Zacisk czy nie zacisk, to dla niego żadna różnica ;) Jego tylko kolce (i to jeszcze jedynie zapięte za uszami) stawiają do pionu... On nie ciągnie, ale gdyby coś zobaczył to poleciałabym za nim jak wystrzelona z katapulty ;)

Za to może Cortinę trochę przystopuje, bo ona w ogóle ciągnie jak głupia jak nie jest na flexi :shake: Oczywiście mało to przeszkadza w ogólnym rozrachunku, 7 kg ręki nie wyrwie, ale czasem bywa irytujące.

Posted

Amber napisał(a):

Za to może Cortinę trochę przystopuje, bo ona w ogóle ciągnie jak głupia jak nie jest na flexi :shake: Oczywiście mało to przeszkadza w ogólnym rozrachunku, 7 kg ręki nie wyrwie, ale czasem bywa irytujące.

ja mam z gramem to samo, generalnie mi to nie przeszkadza, ale odkąd muszę czasem wyjść z nim i ze szczeniakiem na rękach trzymając smycz w tej samej ręce co szczeniaka to mam ochotę go ukatrupić na miejscu :roll:

Posted

Widzę, że zaczynasz odkrywać uroki posiadania dwóch psów... to dopiero początki :evil_lol: A na serio, 2 jeszcze zbliżone gabarytowo i charakterem w sumie nie robią większej różnicy niż 1. Zabawa zaczyna się przy 3... niezbliżonych charakterem i gabarytem :lol: Ach, z pewnym rozrzewnieniem wspominam czasy gdy wierzyłam, że dane mi będą beztroskie spacerki z całą trójką na raz... Z tych marzeń zostały mi skrawki koszmarnych wspomnień, gdy z ów trójką przekradałam się z duszą na ramieniu późną porą chodnikiem, modląc się, żeby nikogo nie napotkać :evil_lol:

Wracając jednak do małych parowozów, to ten moment irytacji zaczyna wzrastać właśnie gdy wykonujemy jakieś czynności, które zakłócają nam codzienny rytuał. Jak np. idziemy na spacer wszyscy razem tj. Jari + TŻ i ja + jamnice to wtedy Jari idzie na flexi, a ja żeby się towarzystwo nie plątało za bardzo, biorę jamnice na zwykłe smycze. Związałam je rączkami "dla wygody" i mam po prostu jeden długi sznurek, który na obu końcach ma karabińczyki. Jak one się zaprą i zaczną obie ciągnąć to naprawdę tu czuć. Szczególnie gdy w jednej ręce trzymam smycz, a w drugiej papierosa ;). I obie chcą iść w różnych kierunkach... Czasem mam wrażenie, że wygodniej byłoby mi trzymać Jariego na tych spacerach niż te dwie cholery :diabloti: Najczęściej jest jednak tak, że ciągnie tylko Cortina, którą muszę wiecznie przyciągać do siebie. Irytujące. Naprawdę. Natomiast jak obie są na flexi i mam dwie ręce wolne to luzik... Tak jest zdecydowanie najczęściej, dlatego jeszcze tu siedzę i piszę, a nie przebywam w wariatkowie :lol:

Posted

Flexi nienawidzę ... długo mi się goiła ręka .... Kano zobaczył kotecka :evilbat:

a co do PSa , to polecam kursy multimedialne , wymagają mniej czasu na naukę , no i widzą gały co i jak robić ;)
Ja kupowałam na allegro różne , jakieś grosze to kosztuje. Można też znaleźć sporo w sieci ;)

Posted

Flexi nienawidzę ... długo mi się goiła ręka .... Kano zobaczył kotecka :evilbat:
Przy flexi trzeba mieć oczy dookoła głowy i żelazną zasadę - nigdy nie łapać na linkę ;). Ja tam uwielbiam tę smycz, bardzo ułatwia mi osiedlowe spacerki. Nigdy też nie miałam odruchu łapania za linkę, za to myślę, że dość sprawnie się nią posługuję - kilka lat wprawy z 2 małymi flexi robi swoje i spokojnie teraz sobie spaceruje na niej z Jarim. Specjalnie kupiłam krótszą wersję 5 m, a nie 8, bo 8 może już zrobić krzywdę nawet najlepszym ;). Jak idziemy po osiedlu to ją blokuje na krótko, tak, że pies idzie przy nodze. Na sralniku odblokowuje ale staram się nigdy nie rozciągać na 5 m. Jak widzę, że coś się zaczyna dziać, od razu ściągam itp. No kwestia wprawy - na pewno nie polecałabym tej smyczy świeżakowi dla dużego psa, bo to faktycznie, może się skończyć źle. Najlepiej zawczasu potrenować na jakimś jamniku :lol:

Co do kotecka to Jari jest strasznym lamusem w tych sprawach... albo ja jestem zbyt spostrzegawcza... Ogólnie, wszystkie koteczki, lisy, zające itp. zdążę wypatrzeć przed nim ;). Czasem jak chodzimy po wale późnym wieczorem i kręci się mnóstwo zwierzyny po krzakach, to wygląda to tak, że Jari daje nura w jeden krzak, lis wybiega z drugiego, a ta łamaga nawet tego nie widzi :evil_lol: Mama za to ma tam już legendarne spotkania z sarną... której osobiście nigdy nie udało mi się spotkać. Raz im przegalopowała przed nosem, Jari za nią, ale on jest taki, że pobiegnie kawałek, ale zaraz wróci - pilnowanie swojego pana przekłada nad instynkt myśliwski, który, no muszę powiedzieć, akurat u niego naprawdę mocno kuleje :lol:. Nawet wczoraj mama mi mówiła, że szła niedawno z nim tam wieczorem i zobaczyła tę sarnę śpiącą w liściach. Ten głupek biegał, biegał, ale ani jej nie zwęszył, ani nie zobaczył... Dodam, że moja mama niedowidzi na jedno oko, a sarnę widziała jak na dłoni :evil_lol: On się zachowuje tak, że niby coś tam czuje, ale nie jest to jego priorytetem. Głównym zadaniem jest pilnowanie swojego pana - na tym jest skoncentrowany w 100%. Jak traci mnie czy mamę z oczu, od razu przerywa czynność która go od tego odwiodła. Nie muszę mówić jak bardzo mi to pasuje i jak kocham u niego tę cechę :p

Acha, nigdy nie chodzę tam z jamnicami wieczorem - nigdy :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...