Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

AgataP napisał(a):
co do jamników, to marzy mi się za kilkanaście lat :) (...)
ale baaardzo chciałabym mieć kiedyś jamnika ;)


Wybaczam Ci, gdyż nie wiesz co mówisz :evil_lol:

Posted

Hihi, ja też zawsze się stresuje przy gotowaniu ryżu, dlatego dla psa kupowałam w woreczkach... Natomiast ludzki ryż wolę sypany. Moja mama umie ugotować go pięknie, natomiast ja i tak później zawszę muszę moczyć gar w wodzie z płynem, żeby resztki odeszły od dna :eviltong:

A Bora co teraz podjada jeśli można wiedzieć?
Ja zawsze o nim zapominam. Przypomina mi ktoś z rodziny "Magda! Ryż!!" ale wtedy już jest po ptokach hehe
Borczysława je RC hypo moderate + ryż. Trudno mi dobrać proporcje bo jak za dużo dam karmy to ma sraczki, jak za mało - łazi głodna - czym ludzi doprowadza do szału. Poza tym tyje - po ryżu - a ma ruchu dość sporo (jak na kulawego psa).

Posted

Amber napisał(a):
Ale statystki są nieubłagane, 8 letni pies tej rasy to staruszek. Serce, nowotwory i skręty, to najczęstsza przyczyna zgonów. Zbyt częsta.


Tak samo rottki :shake:

Posted

Naklejka napisał(a):
Wychodzi na to, że MT długowieczne są... Babcia Jetsana odeszła niedawno w wieku 12lat i 5msc....


A ukochana rottweilerka Iwana w wieku 14 i to z powodu choroby, bo wieku nic a nic po niej widać nie było. Ale patrząc dalej jednak widać tą krótkowieczność.

Posted

Zaraz 12 lat to krótko ? Na dużego, szybko rosnącego psa? To ile psy wg was powinny żyć? 20lat ? ale jako ślepe, głuche, bezzębne i nie mogące się swobodnie poruszać ?

Dogi niemieckie żyją jeszcze krócej - u nich 8lat to sporo, 12lat to dla dużego psa piękny wiek.

Posted

Wilczarze irlandzkie, żyją jeszcze krócej....
Dla mnie 12 lat jak na olbrzyma to dużo. Moja pseudo DONka odeszła w wieku 11 lat i nigdy nie chorowała... Odeszła nagle, a sekcji nie zrobiliśmy :(

Posted

bazylowa napisał(a):
Rany, ja z tymi jamnikami to mam tak samo. Zarzekam się, że po moim trupie, ale jak przeglądam adopcje.... sama wiesz.
Co do pasji, to jamnika i wyżła niema co porównywać. Zupełnie inne przeznaczenie, zupełnie inny styl pracy, zupełnie inne charaktery. Jamnik ma być samodzielny, wyżeł już nie tak bardzo. Dlatego z wyżłem dobrze się pracuje, można wypracować posłuszeństwo na fantastycznym poziomie. A z jamnikiem to sama wiesz jak to jest ;)
Licytacja, która rasa bardziej szajbnięta i nie do zajechana jest lekko durnowata ;) Znam asty i staffiki - prawdziwe torpedy. Skacze toto, biega niczym pocisk, na oponach się wiesza... Ogólny szał. Wyżła niekoniecznie ten sport kręci, ale już pół dnia w pełnym galopie okładać pola, wystawiać ptactwo i aportować z wody i lądu? Tylko zabierz go na taki wypad :D
Jednym słowem, zależy kto co lubi.

Hm, dobrze wiedzieć, że wyżły nie są aż tak "myśliwskie" jak jamniki. Kolejne słowo od którego dostaje dreszczy to "niezależny charakter" :evil_lol: Kocham psy ślepo wpatrzone w człowieka, a nie podejmujące decyzje na własną łapę. Ogólnie jak piszesz, kto co lubi. Mnie nigdy nie pasjonowało ani tropienie na farbie, norowanie i reszta "leśnego" świata, za to zwykłe posłuszeństwo czy obrona jak najbardziej. No i jak najbardziej wpatrzony w człowieka charakter. Doberman oprócz obrony swojego pana nie miał innych zadań, jak już choćby owczarki, które mogą mieć zapędy do pasienia itp. W ten sposób mam psa 100% skoncentrowanego na mnie.
AgataP napisał(a):
na filmie widać, że Jari tez lubi gadać, nawet bez przerwy, zupełnie jak mój sweter ;) a w swoim świecie :evil_lol:
co do jamników, to marzy mi się za kilkanaście lat :) nie wiem, czy dobrze planuję,a czytając Wasze wypowiedzi, to chyba nie za bardzo:diabloti: ale baaardzo chciałabym mieć kiedyś jamnika ;)


bazylowa napisał(a):
Wybaczam Ci, gdyż nie wiesz co mówisz :evil_lol:

Haha dokładnie. Jamnik to jest jamnik. IV grupa FCI po coś została przypisana im i tylko im, bo te stworki nie przypominają w niczym innych psów. Można powiedzieć, że mają wszystkie złe cechy :evil_lol: Z drugiej strony są hipnotyzujące. No ja przynajmniej wymiękam. Mogą zrobić ze mną wszystko, a na końcu i tak machnę ręką ;).

A na serio, jamniki mają po prostu bardzo niezależny, mocny charakter, są nieziemsko inteligentne, ale jw wykorzystują ten spryt na własny użytek. Są wielkimi przytulasami i żarłokami, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że ta sama parówka za którą w domu zrobiły by wszystko, a spacerze w twoim ręku będzie go mniej interesowała niż jakieś spleśniałe próchno na trawniku po którym zarzyga pół mieszkania ;). Są bardzo wesołe, wytrzymałe, w końcu myśliwskie, potrafią przebyć długie dystanse na swoich krótkich łapkach no i jest to bardzo zdrowa i długowieczna rasa. Oprócz problemów z kręgosłupem, które jednak coraz rzadziej występują i skłonności do otyłości, nic tych choler za bardzo nie bierze ;). Sporo dożywa 14-16 lat i jest to normalne. Myślę, że jeżeli ktoś ma łeb na karku i nie chce mieć ślepo wpatrzonego w siebie psa, to jamnik jest jak najbardziej dla niego. Mały, kompaktowy, potrafi być szczekliwy, jednak nie narzuca się aż tak ze swoją obecnością (jak doberman np. ;) ), potrafi się zająć sobą, może być mocno nieufny do obcych. Akurat mam 2 skrajne przypadku u siebie, bo Finka kocha wszystkich, natomiast Cortina nie. Średnia pobudliwość na co dzień, jak dla mnie to są aż flegmatyczne, no ale mam jeszcze dobka, co nieco wypacza spojrzenie na tę kwestię (coś jak Vectra i jej budlożki z ADHD :evil_lol:) - ogólnie, myślę, że na tle innych małych ras (jork, cziłała, szitsu ;) ) wypada bardzo przyzwoicie.

Migori napisał(a):
Ja zawsze o nim zapominam. Przypomina mi ktoś z rodziny "Magda! Ryż!!" ale wtedy już jest po ptokach hehe
Borczysława je RC hypo moderate + ryż. Trudno mi dobrać proporcje bo jak za dużo dam karmy to ma sraczki, jak za mało - łazi głodna - czym ludzi doprowadza do szału. Poza tym tyje - po ryżu - a ma ruchu dość sporo (jak na kulawego psa).

Taaa u Jariego niby nie ma już biegunek i nieco przytył, ale gruby to on nigdy nie będzie. Mamy problemy z wchłanianiem. Kupa zamiast 2-3 członów, ma 4-5 i jest po prostu duża. Całe szczęście robi ją 2 x dziennie, a nie 4-5, to już niesamowity skok jakościowy. Ryżu nie dodaje, bo jako, że kupa ma niezłą konsystencję, nie potrzebuje jej zagęszczać, a ryż i tak był wydalany prawie w całości i rozpychał niepotrzebie żołądek, który i tak jest rozpychany tym beznadziejnym dawkowaniem.

FredziaFredzia napisał(a):
"Jamnik. To jest jamnik. A to jest doberman. "
Hahahahaha :lol:

Komentarze TŻ proszę pomijać ;)

Migori napisał(a):
Zaraz 12 lat to krótko ? Na dużego, szybko rosnącego psa? To ile psy wg was powinny żyć? 20lat ? ale jako ślepe, głuche, bezzębne i nie mogące się swobodnie poruszać ?

Dogi niemieckie żyją jeszcze krócej - u nich 8lat to sporo, 12lat to dla dużego psa piękny wiek.

12 lat to dobry wiek dla dużego psa, ale baaardzo mało dobermanów go dożywa. Kiedyś było to normalne, teraz 8 letni pies to staruszek, a najczęściej odchodzą osobniki 6 letnie. I to nie naturalnie, ale na skręty, serce, nowotwory. To nie jest normalne.

catie napisał(a):
Znalazłam taki preparat (a raczej jego opis w necie) i pomyślałam o Was więc wrzucam: http://www.vetfood.pl/pl/oferta/dla_psa/alergia_i_nadwrazliwosc_pokarmowa/Amylactiv_Balance/
Nie stosowałam tego więc nie wiem jak ze skutecznością, ale być może pomógłby w problemach jelitowych Jariego

Taaa enzymy. Jari przyjmował już Kreon 2500 i Amylan, bez rezultatów. Z cPL wyszło mu nawet, że trzustkę ma lekko nadczynną więc kolejne porcje enzymów są mu zbędne. Apropo od kilku dni wlewam mu do karmy ze 2 łyzeczki oliwy, do tego cały czas podaje suplementy i jak na razie kupa się nie pogorszyła :). Jestem happy ;).

Dziś byliśmy wszyscy nad Wisłą. Pogoda koszmarna, odwilż, śnieg z błotem. Chwała Bogu można nosić teraz porządne buty więc aż tak bardzo defekty gruntu nie przeszkadzają. Przy tej okazji coraz bardziej się zastanawiam co to będzie niedługo, bo Cortina była zadowolona ze spacerku, natomiast Finka wyraźnie nie ;) dawała sobie radę, ale ich potrzeby spacerowe coraz bardziej od siebie odbiegają. Z drugiej strony średnio sobie wyobrażam wspólne spacery z Jarim i Cortiną :lol: Ale na 3 razy też nie zamierzam z nimi wychodzić, bo to już paranoja. Coś będę musiała wymyślić.









Posted (edited)

"A na serio, jamniki mają po prostu bardzo niezależny, mocny charakter, są nieziemsko inteligentne, ale jw wykorzystują ten spryt na własny użytek. Są wielkimi przytulasami i żarłokami, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że ta sama parówka za którą w domu zrobiły by wszystko, a spacerze w twoim ręku będzie go mniej interesowała niż jakieś spleśniałe próchno na trawniku po którym zarzyga pół mieszkania ;-)."

Ojej, kiedy poznałaś mojego Precla?? Ja bym dodała,że zarzyga pół mieszkania koniecznie około 4 nad ranem robiąc co na tyle głośno, żeby wyrwać Cię z najgłębszego snu.
Precel wyrzygał kiedyś coś co miało futro ;| A smród był z tego nieprzeciętny. Wszyscy zwiali w sekundzie z kuchni, bo zrobił to w kuchni pod stołem.

EDIT: Szczerze podziwiam, że masz w domu dwa takie potwory ;) Bo o Preclu i jego wyczynach można napisać książkę. Ostatnio poszedł mi w długą na spacerze i zanim ogarnełam dwa wyżły i wózek, żeby za nim lecieć to przepadł jak kamień w wodę. 5 godzin go szukaliśmy, a ten gnojek grzał zadek u jakichś ludzi i żarł kabanoski.Jak TZ po niego poszedł, to był wręcz niezadowolony, że go na tą ciemnice i mróz ciągnie. Bo już zdążyło się ściemnić i zimno zrobić.

Edited by bazylowa
Posted

Widzę, że jak wstawiam jamnice to nikt fotek nie komentuje... hm...? :hmmmm: :evil_lol:

dOgLoV napisał(a):


Aleksandra95 napisał(a):
super jamnisie :loveu: i doberek :loveu:

Dziękujemy ;)

bazylowa napisał(a):
"A na serio, jamniki mają po prostu bardzo niezależny, mocny charakter, są nieziemsko inteligentne, ale jw wykorzystują ten spryt na własny użytek. Są wielkimi przytulasami i żarłokami, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że ta sama parówka za którą w domu zrobiły by wszystko, a spacerze w twoim ręku będzie go mniej interesowała niż jakieś spleśniałe próchno na trawniku po którym zarzyga pół mieszkania ;-)."

Ojej, kiedy poznałaś mojego Precla?? Ja bym dodała,że zarzyga pół mieszkania koniecznie około 4 nad ranem robiąc co na tyle głośno, żeby wyrwać Cię z najgłębszego snu.
Precel wyrzygał kiedyś coś co miało futro ;| A smród był z tego nieprzeciętny. Wszyscy zwiali w sekundzie z kuchni, bo zrobił to w kuchni pod stołem.

EDIT: Szczerze podziwiam, że masz w domu dwa takie potwory ;) Bo o Preclu i jego wyczynach można napisać książkę. Ostatnio poszedł mi w długą na spacerze i zanim ogarnełam dwa wyżły i wózek, żeby za nim lecieć to przepadł jak kamień w wodę. 5 godzin go szukaliśmy, a ten gnojek grzał zadek u jakichś ludzi i żarł kabanoski.Jak TZ po niego poszedł, to był wręcz niezadowolony, że go na tą ciemnice i mróz ciągnie. Bo już zdążyło się ściemnić i zimno zrobić.

Finka raz zarzygała narożnik w salonie. Oczywiście między 4 i 6 rano. Ona trawi wszystko na suchy wiór, ale widocznie spleśniałego śledzia z kawałkami żyłki (!) nie potrafiła. Zapach był nie do opisania... :evil_lol:

O jej zdolnościach wycieczkowych kiedyś już pisałam np.:
Mam za to opowieść o Fince. Bo tak tylko wiecznie Jari i Jari, a ja mam w domu naprawdę niezwykłego psa. Finka się nie słucha. Finka jest kompletnie głucha, ale nie fizycznie ;-). Finka nie podąża tylko chadza własnymi ścieżkami. Ogólnie nie ma co spuszczać jej z flexi bo po prostu sobie pójdzie w długą i nawet tego nie zauważysz jak jej nie ma. Przy obroży ma na stałe zamontowany odblask. Ale to za mało. Ostatnio poszliśmy z TŻ i kompletem psów na nocny spacer po 0:00 na mały sralnik. Jest tam ciemno jak w grobowcu więc Finka dodatkowo miała założoną odblaskową opaskę z diodami led. Nie sposób było jej nie zauważyć. W teorii znaczy się. Puściliśmy wszystkie psy ze smyczy, bo w nocy tam nikt nie chodzi. Nagle słyszę, że Cortina coś wyżera, więc idę ją pogonić. Straciliśmy uwagę na może 1 min. Patrzymy, nie ma Finki... Ale nie ma nigdzie! Nic się nawet nie świeci, a te czerwone diody led są naprawdę dobrze widoczne. Gdzie ona mogła pójść na tych krótkich łapkach? Chodzimy, wołamy (taaa Finkę do se można wołać :lol:), rozdzieliliśmy się, ja w jedną, TŻ w drugą stronę. Chodzę, chodzę... dobrą chwilę, zdążyłam zrobić 2 kółka, nagle widzę jest! Czerwona poświata. A za nią TŻ z Jarim. I gdzie była Finka? TŻ chodził i szukał aż spotkał panów z piwkiem, więc się ich pyta czy widzieli jamnika z diodami led, na to oni, "taak, tam jest taki sklep całodobowy Miś, byliśmy po piwo tam przed chwilą to on tam właśnie siedział pod ladą i karmili go kiełbasą" :evil_lol:. No faktycznie jest sklep... jakieś 300 m od miejsca z którego była początkowo. NIE WIEM jak ona się tam znalazła w tak krótkim czasie i... po co? :lol: Tj. po co to wiem, po kiełbasę :cool3: ale jak i dlaczego tak szybko to do tej pory nie wiem... Mam psa geniusza. Doprawdy :evil_lol:

Inna to jak poszła na stację benzynową i wsiadła obcym ludziom do samochodu :p A my ganialiśmy z TŻ jak głupi po jakiś bagnach i rwałam włosy z głowy, że się utopiła. Jeszcze innym razem wyskoczyła nam z samochodu jak się pakowaliśmy na mazury. Nie zauważyliśmy tego i 60 km za Warszawą dostaję tel. że jakiś jamnik siedzi pod klatką i przeraźliwie wyje. Czy to mój :evil_lol: No mój, mój... Finki i jej wyczynów się nie da pomylić. W jej przypadku adresówka przy obroży okazuje się sprzętem niezbędnym :p

Cortina mimo, że też jest wrednym jamnikiem dużo bardziej się jednak pilnuje (jednak słuchać, a pilnować, to też 2 różne rzeczy :evil_lol:), natomiast jest za to (pseudo)agresywna do innych psów i ludzi (typowy szczekacz-podbiegacz) trzeba bardzo pilnować jak się np. wyjmuje ją z samochodu. Szybko zapiąć na smycz. Bo jak wyskoczy bez niczego to idzie w długą i zaczyna oszczekiwać pierwsze co zobaczy. Całe szczęście, jako, że jest 7 kg jamnikiem częściej wzbudza śmiech niż strach, ale zawsze się piekle, że robi obciach na osiedlu :eviltong: Co ciekawe jak jest sama, tj. bez Finki, a już zdecydowanie bez Jariego, to nie jest taka odważna :p Ale co ja piszę, to normalne... u jamnika, 200% wredności ot co ;).

Posted

Haha z opowieści Finka przypomina mi suczkę mojego dziadka Funię. Miałam ją za dzieciaka, 20lat temu dobre. Można powiedzieć że była pseudo jamnikiem szorstkowłosym. Czarna podpalana, a tak skubana cwana że pojęcia brak. Łaziła po osiedlu bez smyczy, pilnowała się człowieka , ale właziła do każdego sklepiku na straganach się przywitać, dostawała kiełbasę czy tam coś i zasuwała do kiosku ruchu powiedzieć cześć pani sprzedawczyni. Teraz, patrząc tak wstecz to była psem idealnym, silnie dominująca wobec psów, ale nie agresywna - taka siła spokoju, siła spojrzenia. Wszystko załatwiała spojrzeniem i mową ciała. Nie żarła się z żadnym psem, dyplomatycznie z każdym postępowała - dosłownie taki burek osiedlowy - łazęga. Nie raz nawiała mojemu dziadkowi to siadała pod klatką i czekała na fochu "bo dziadek się zgubił! Jak mógł w ogóle?" Taka gwiazda osiedla, każda sąsiadka ją znała. Jadąc windą udawała arystokratkę, siadała, dziób w ciup, mina z serii "od wszystkiego mam ludzi", jak winda stawała na parterze, wstawała i zadzierając kitę wysiadała. Jak tylko ktoś był na dole w klatce to śmigiem jej drzwi otwierał bo przecież Funia idzie.
Jak teraz o tym pomyśle to śmiać mi się chce, patrząc na to jak ludzie zachowują się obecnie, wobec mojego psa ;)

Posted

Precel swego czasu bardzo często jeździł z moim ojcem samochodem. Rodzice mieli sklepy odzieżowe i Precel po tych sklepach robił objazd.
W któreś wakacje tato i pies zostali sami. Wracając ze sklepów tato podjechał po coś tam do dziadka (jakieś 1,5km od naszego domu), oczywiście z Preclem. Dziadek akurat wędził z sąsiadem kiełbachę, a że ani babci w domu nie było, ani sąsiadki, to wędzenie zakrapiane było. Tato załatwił z dziadkiem co miał załatwić, zapakował psa i pojechał do domu. Pod domem wypuścił psa z auta i poszedł po coś do bagażnika :evil_lol:
Oczywiście psa już nie było. Biedny tato łaził i szukał do nocy, nie znalazł. Już myślał jak nam powie, że psa zgubił.
Rano telefon - dzwoni dziadek - przyjedź po psa. Precel się na wędzenie wkręcił, ojciec go odbierał okrągłego jak balon. Dziadek: "tylko nie mów babci, ze spał ze mną w łóżku". :evil_lol:

A co do przygody Finki z kiełbasą... Precel nawiewał nam z ogródka prosto do restauracji po drugiej stronie ulicy. Takiej małej restauracyjki. Jak drzwi były zamknięte to leciał do tylnego wyjścia.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...