Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Nie wiem czemu nikt nie pomyslał dlaczego ta sunia zachowywałała się w taki sposób?
jej zachowanie wcale nie musiało wynikać z choroby i złego stanu ale z przerażenia. to zwierzątko w ciągu kilku dni straciło dom, który znało, zawalił się jej świat, trafiła do schronu a następnie do innego domu, w którym były psy nieprzychylnie do niej nastawione. Ta sunia stareńka, ślepa, głucha i z przytępionym węchem była przerażona. Wszystko było nowe, nieznane, obce a psiaki domowe zareagowały na nią wrogością. Wykazały normalny instynkt stadny, chciały wyeliminowac słabego. A sunia nie potrafiąc odczytać ich ostrzegawczych zachowań była tym wszystkim przerażona i zagubiona.
Nie chcę ani chwalić ani potępiać tego co się stało, mam nadzieję, że osoby które podjęły decyzję maja jakieś sumienie i ono je rozliczy. Sunia jest juz szczęśliwa za TM a one muszą tu żyć ze świadomością, że nie musiało się tak stać.
Ja nie potrafiła bym podjąć decyzji o eutanazji, nawet ewidentnie chorego zwierzaka po rozmowie z jednym tylko wetem. Musiałam uspić moją chorą na raka sukę, ale do dziś powraca do mnie pytanie czy dobrze zrobiłam, czy wykozystałam wszystkie możliwości?
Dla Babuni
[*] biegaj słoneczko szczęsliwa z naszymi psiakami :(

  • Replies 245
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Chciałam dodać,choć pewnie już to pisałam.....pies był oficjalnie wzięty ze schroniska na mnie....w papierach widniałam jako jego właścicielka,u Magdy pies był tylko na tymczasie,co chcialam zakończyć i przywieżć psiaka do mnie.O ile dobrze wiem domek tymczasowy nie ma prawa podejmować tak drastycznych decyzji odnośnie psa(tym bardziej po 3 dniach przebywania psa na tymczasie),a sprzeciw odnośnie eutanazji był z mojej strony jasny...pisałam od przedwczoraj do Magdy,że zabieram psa i ma go nie usypiać...ale ona pomimo mojego sprzeciwu podjęła własną decyzję...nie miała prawa tego zrobić...chciałam odebrać SWOJEGO PSA...ale niestety było już za późno...:shake:

DOMKI TYMCZASOWE NIE MAJA PRAWA USYPIAC NIE SWOICH PSOW!!!!!!!!!!!

Posted

Nie komentuje tych wszystkich postow, napisze tylko dla zastanowienia i przemyslenia moje uwagi.
Dwa miesiace temu przygarnelam Bunie, malutka starenka suczke z Tarnowa. Bunia jest kompletnie slepa i niedoslyszy. Na sutkach ma 2 guzy, ciezko oodycha, sadzilam ze pozyje moze kilka dni, tygodni....
Po przybyciu do mnie zalatwiala sie tam gdzie stala, siusiala na podloge, platala sie bezradnie po domu zahaczajac sprzety, i duzo spala.
Wizyta u lekarza rozpoczela sie slowami - Jezu a starszych nie bylo???
Oceniono ja na 16 lat.
Po badaniach okazalo sie ze ma powiekszona watrobe, powiekszone serce, niewydolnosc krazenia i przez to niedotlenienie, jedna nerka jest powiekszona znacznie wraz z zanikiem miedniczek nerkowych, ale wyniki badan morkologicznych sa niezle, organizm jakos sobie radzi. Operacja guzow ze wzgledu na obecny stan wykluczona.
Bunieczka jest pod moja troskliwa opieka, uspokoila sie, poznala mieszkanie (trwalo to troche) nadal szuka mnie stale, czesto trzymam ja na kolanach ale umie tez spedzac czas w kojcu gdy nie moge sie nia zajac.
Odkarmiam ja, pielegnuje, a przede wszystkim jestem z nia. Nie jest tak ze poswiecam jej 100% czasu, mam w sumie 4 psy, mam dziecko, mam 2 konie. Ale to co jej poswiecam wystarczylo, aby podczas ostatniej wizyty u weta uslyszec, ze stan jest bardzo stabilny, mimo powiekszonych organow pies sprawia bardzo dobre wrazenie ogolne, badania krwi super, a za miesiac tniemy guzy! I wet powiedzial:
Prosze pani przy pani ten pies mlodnieje w oczach, nie wiem jak to wytlumaczyc, ale jego stan nie budzi zastrzezen na dzis dzien! Prosze kochac, karmic, i przyniesc na zabieg.

Szczerze mowiac poczatki z Bunia byly bardzo ciezkie, roznie bylo z akceptacja psow, z sikaniem w domu, z roznymi rzeczami,
i wiem, ze moze byc gorzej, i moze w przypadku tej suczki bylo gorzej, i wiem ze to moze przerosnac czlowieka.
Trzeba duzo czasu, cierpliwosci a czasem desperacji, zeby pomoc. Ja nie robilam niczego na sile, uznalam ze jesli przezyje - bylo jej to pisane, jesli odejdzie - odejdzie przy mnie. Nie odeszla, poprawilo sie, choc nie musialo tak byc...
Jednak nam sie udalo, przetrwalam, a teraz nie oddalabym jej nikomu, jak raodsnie macha ogonkiem znalazlszy moja noge, tego nie da sie zamienic na inne uczucie.
Ale jesli komus sie nie udalo, nie moge tego oceniac... jedyne co mysle to to, ze zbyt malo czasu babuni dano....zbyt malo.:-(
I przez to - nie dano jej szansy, byc moze szansy na ZYCIE.

Posted

uważam, że Magda podjęłą słuszną decyzję, oszczędzając mu na starość tułaczki i ciągłego strachu. Nie macie prawa skazywać psa na takie życie;


to jest oburzające- skazywac psa na takie życie- na jakie??? na STAROŚĆ???- tak wygląda życie i psow i ludzi- w szpitalach, przytułkach, hospicjach- bo brudzą, bo cierpią, bo sa śmierdzący, i odrażajacy, bo trzeba patrzeć jak po woli umierają!!! Umieranie jest normą- czy tego limio nie rozumiesz i starość też!!! Wszystkich nas to czeka- bezradność, ułomności, niesamodzielność- i oby wtedy były przy nas czyjeś ręce, czuły dotyk dający otuchę. Temu pieskowi tylko to pozostało, tak niewiele....
Zabawiłyście się w Pana Boga, a miałyście dac jej szansę. Nie wy miałyście prawo podejmowac decyzję o uśpieniu- to chyba jest bez dyskusji.

Posted

limio napisał(a):
Musze powiedzieć, że niesamowite jest to, co się tutaj dzieje. Z całym szacunkiem i za przeproszeniem, LUDZIE CO WY DO LICHA WYGADUJECIE??? Większości z was chyba przydałby się kubeł zimnej wody na przebudzenie. Żadna z was, drogie Panie, nie miała okazji pomieszkać z tym pieskiem. NIE MACIE ZIELONEGO POJĘCIA, W JAKIM BYŁ STANIE I JAK SIĘ ZACHOWYWAŁ. On nie biegał wesolutko po domu. Przez cały dzień, a także w nocy, chodził nerwowo po mieszkaniu obijając się o wszystko, co napotkał, szukając czegoś przypominającego ludzką nogę, od której można było domagać się wzięcia na ręce. Kiedy przez kilkadziesiąt minut nie natrafiał na coś takiego, zaczynał wydawać z siebie przeraźliwe dźwięki, które trudno nazwać szczekaniem czy piszczeniem. Nie było więc mowy, żeby gdziekolwiek go zostawić samego, trudno tez było skupić się na robieniu czegokolwiek. Pies żył w niemalże absolutnej próżni, i jak można się domyślać, był tym nieźle zestresowany. Spróbujcie sobie wyobrazić, że nic nie widzicie, nie słyszycie i nie czujecie żadnych zapachów, że wokół was jest kompletna pustka. Pies nie wiedział nawet, gdzie się znajduje, więc załatwiał się, tam, gdzie stał. Do tego dochodzą wiadome już problemy z płucami; z daleka było słychać, jak oddycha,a raczej sapie,i co parę chwil zaczyna charczeć, próbuje coś odkrztusić. Znikome uzębienie (jakieś trzy sztuki) w koszmarnym stanie. Teraz pomyślcie: macie takiego psa w domu i co robicie? Wyjścia są dwa: albo trzymacie go na rękach BEZ PRZERWY, a on regularnie krztusi się i pluje, tudzież załatwia swoje potrzeby fizjologiczne; albo zostawiacie go samemu sobie, żeby non stop chodził przerażony i obijał się o sprzęty, a także skowyczał, kiedy przez jakiś czas nie czuje człowieka. Czy któras z Pań, gdyby nie miała już swoich zwierzątek, podjęła by się czegos takiego? Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się. Prawdopodoby scenariusz dla psa byłby taki, że zabrany od nas, tułałby się od domu do domu, bo po dłuższym z nim przebywaniu człowiek miał nerwy w strzępach, męcząc się razem ze zwierzęciem. Bo mimo iż niektóre narzady wewnętrzne mógł mieć zdrowe, PIES CIERPIAŁ, wystarczyło dłużej go poobserwować, żeby to zrozumieć. Histeryczny ton koleżanki Moriii wydaje mi się po prostu śmieszny i zupełnie nie na miejscu, ona go tylko do nas przywiozła, nie widziała,jak zaplątany między meblami ciągle uderza się w głowę, próbując wydostać się z pułapki; może wtedy naprawdę by nad nim zapłakała. Psu nie mozna było pomóc i dla mnie to było oczywiste, nic nie wróciłoby mu zmysłów, dlatego uważam, że Magda podjęłą słuszną decyzję, oszczędzając mu na starość tułaczki i ciągłego strachu. Nie macie prawa skazywać psa na takie życie; wasze wypowiedzi sprawiają wrażenie, jakbyście chciały tylko zaspokoić swoją przerośniętą ambicję pomagania za wszelką cenę. W dodatku ferujecie wyrokami nie znając kompletnie sytuacji, i tego, koleżanki, POWINNYŚCIE SIĘ WSTYDZIĆ. Takie jest moje zdanie, a z psem mieszkałam, patrzyłam jak się męczy i razem z Magdą poszłam go uśpić.
Chciałabym jeszcze dodać, że moja wypowiedź nie dotyczy tych nielicznych osób, które wykazały zdrowy rozsądek i wstrzemięźliwość od wydawania ocen w swoich postach, nie ulegając zbiorowej histerii i dzikim lamentom. Bo łatwo jest obwiniać innych, tym łatwiej, im mniej się ma do czynienia z daną sytuacją.


Nie zrobiłyście żadnych badań, nie wiedziałyście jak mu ulżyć w cierpieniu. Uważam, że "umyście ręce" bo za dużo szczała, i za dużo chciała czułości i jak tu sobie z tym poradzić???
I noie wyjeżdżać mi z "ty nie miałaś" "ty nie wiesz". Bo miałam, mam. I walczę do końca. I ścierałam siki i ścieram dale. I nie spałam tygodniami. I co dwa tygodnie robie badania, i ustalam leczenia i Qrqwa nie pieprzyć głupot, że się dla psa lepiej. przerzucany z miejsca na miejsce i na koniec strzał - mam nadzieję iż przynajmniej pod narkozą.
Tyle. Zgroza!!!

Posted

Jeśli nie mogłyście, nie chciałyście, nie dawałyście rady .... rozumiem, ale może trochę za szybko, bez wiedzy osób, które powinny o tym wiedzieć...

Moriaaa raczej nie histeryzuje, a psom oddaje się bez granic ...

Zamknijmy ten wątek - jest po fakcie i skupmy się na tym ,którym można jeszcze pomóc.

Posted

...tak, za mało czasu jej dano by mogła pokazać, że chce żyć,
ale stało się i nic tego nie zmieni... trzeba iść do przodu, będzie dobrze...

Posted

Cholernie boli.W momencie gdy miala mozliwosc dozyc swoich dni w kochajacym domu:-(
Wierze ze nie bylo wam latwo dziewczyny,pewnie,bylo nawet cholernie ciezko-wierze-ale dopoki ją nie bolalo,dopoki nie plakala z bolu,mogla zyc.Taka jest starosc.Czy ja mam uspic swoją 95 letnią babcie dlatego ze zalatwia sie pod siebie,ze nie kontaktuje,ze ma chore nerki i serce???Nie,bo ją kocham...Rozumiem ze sytuacja was przerosla ale czekaly 4 domy tymczasowe.....boli jak diabli:-(

(*) spij spokojnie Babuleńko

Posted

W pełni zgadzam się z mar.gajko!!! :angryy: I też mam niejakie pojęcie na temat opieki nad zwierzakami "problemowymi" (miałam kolejno dwójkę takich lejących płaczących staruszków - w tym Matołek był również niewidomy, w dodatku po wypadku i był znacznie większy- czytaj lał też więceeej!!!) A teraz mam Aksę... :diabloti:
A przede wszystkim- taki pośpiech mi się nie podoba... jak i fakt, że nie pozwoliłyście działać osobom zaangażowanym w sprawę!!!:mad: A już nie uprzedzenie Moriaa o zamiarze uśpienia psinki uważam za najordynarniejsze chamstwo:angryy: :angryy: :angryy:

Biegaj szczęśliwa psineczko za TM [']['][']

Posted

Dokładnie Mysiu, jestem daleka od oceniania kogokolwiek, więc tylko zapalę świeczuszkę ['] sunia i tak dozyła pięknego wieku, oby wszystkie pieski tak długo mogły życ... a teraz cóż... trzeba pomagać innym, w tym też starownikom - zapraszam do wypełniania formluarzy [str 23 podklejonego watku "SZANSA DLA STARYCH I KALEKICH"] :]

Posted

nie wolno nam też przechodzić nad tym.... milczeniem...trzeba powiedzieć co czujemy, co uważamy, po to też istnieje forum i może inną starownikę uratujemy...nie dam niemego przyzwolenia na zabijanie....nie dołączę do tych ludzi co udają, że nic nie widzą....bo jeśli kiedyś zacznę milczeć to wtedy będę wiedziała, że już nie godna jestem być dogomaniakiem.....i jestem taka jak inni "ludzie"........a jedno wiem....TEJ ŚMIERCI NIE ZROZUMIEM NIGDY....(nie po 3 dniach opieki nad maleństwem, które potrzebowało człowieka..echhhh...straszny grzech popełniło, że szukało miłości). Do dziś szukam swojego 17 letniego psa, który mi obsikiwał kąty, nie widział, nie słyszał, wchodził pod nogi, nieraz człowiek się wywrócił....echhhhhhhhhhhhhhh..........[`][`][`]

Posted

Ogromnie żal nam tego maleństwa, jednak nie moge oceniać słuszności samej decyzji, bo nie byłam przy tym i nie jestem weterynarzem. Budzi moje ogromne watpliwości fakt ( wspomnialam już chyba o tym ), że stalo sie to w domku tymczasowym, bez konsultacji z osobą adoptującą i po dziwnym pożegnaniu na forum przez jedną z Pań.
Nie bedę więc wypowiadac się o stronie medycznej. Napisałam w poprzednim poście, że nie mogę poddawac w wątpliwośc decyzji weta....no nie mogę niestety, bo nie znam sie na tym i muszę przyjąć, że zrobił co uznal za sluszne....Sama mialam sunię, która dożyła 14 lat, byla już bardzo chora, nie jadla, nie trzymała moczu i nie tylko, czasy były inne , wterynaria dla małych zwierzat w naszym kraju istniala chyba tylko w filmach...tak isę zlożyło, że podczas mojej nieobecności ( wakacje ) rodzice musieli podjąć tę decyzję. Nie wiem na ile ówczesny wet ( znajomy ) mógł pomóc mojej suni, nie wiem czy dziś ( przy obecnym stanie medycyny weterynaryjnej ) nie pożyłaby dlużej i nigdy się nie dowiem.
[SIZE=2]
Natomiast zgadzam się, że nie mozna przejść jednak nad tym do porządku dziennego, ale wlaśnie ze względu na aspekt statusu domu tymczasowego, który nie byl adoptującym i jego relacji z adoptującym.
Takie rzeczy po prostu nie mogą mieć miejsca w przyszłości.
Chyba po to jest dogo, żeby wszystko było jasne i konkretne. Inaczej tego nie widzę.
Nie może być samowolki.
Moriaa powinna była zostać powiadomiona o pogorszeniu ( jeśli mialo to miejsce ) stanu zdrowia suni.
Potwornie mi przykro z powodu Babulinki.

Zapytam przy okazji z glupia frant....czy gdzies są okreslone zasady domków tymczasowych ? wiem, ze nie ma czegoś takiego w sensie prawnym, pytam o regulamin dogomaniacki....


Posted

Widzę że nadal nie rozumiecie sytuacji. Więc powtórzę. Na decyzję o uśpieniu nie wpłynęły problemy z zajmowaniem się zwierzęciem, choć było to bardzo uciążliwe i stresujące. Pies nie rejestrował żadnych bodźców z otoczenia. Nie miał węchu wcale, wbrew temu, co ktoś tu napisał. Nie mógł spać, także w nocy. Ciągle chodził po domu. Nie wiedział gdzie jest. Męczył się. Został uśpiony bezboleśnie.
Po drugie. Koleżanka Moriaaa została poinformowana o tej decyzji. Przez telefon. Poza tym bardzo mnie dziwi, że rości sobie prawa do psa, którego zabrała ze schroniska, ale nie do swojego domu, a teraz płacze za zwierzęciem, którego faktycznego stanu nigdy nie widziała. Poza tym robi to w sposób ewidentnie napiętnowujący, nie przyjmując do wiadomości własnej nieodpowiedzialności. Nie rozumiem waszego systemu, w którym o psie decyduje osoba, która zajmuje się tylko przewożeniem go i znajdowaniem mu miejsca pobytu, a sama się nim nie zajmuje, więc nie odczuwa na własnej skórze stanu zwierzęcia. Od razu powtórzę, że nie chodzi już o problemy z opieką nad nim, tylko o patrzenie, jak się męczy. Chyba że ktoś czerpie jakąś perwersyjną przyjemność z tego, że przedłuża psu życie. To że zwierzę nie wydaje dźwięków z siebie nie znaczy przecież, że nie cierpi. Mój pies został jakiś czas temu uśpiony, i cieszę się z tego, bo nie musiał znosic swojego bólu dla mojej przyjemności, a cierpiał i wiadomo było, że niedługo umrze.
Oczywiście, że podjęta decyzja była obciążajaca psychicznie, dużo łatwiej byłoby oddać psa, niechby się męczył dalej. A my nie musiałybyśmy na to patrzeć. Ale koleżanka Moriaaa też nie.
Ja się nie usprawiedliwiam i nie próbuję uspokoić sumienia, bo jest spokojne. Zarejestrowałam się tu, bo chciałam sprostować pewne rzeczy, ale mam wrażenie, że niektórzy wiedzą lepiej, chociaż psa na oczy nie widziały. To jest mój ostatni post, bo nic więcej do powiedzenia nie mam, nie angażuję się w pomaganie zwierzętom, więc raczej juz tu nie zajrzę. Wy osądziłyście nas, a my was. Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba.:eviltong:

Posted

[quote name='limio']Widzę że nadal nie rozumiecie sytuacji. Więc powtórzę. Na decyzję o uśpieniu nie wpłynęły problemy z zajmowaniem się zwierzęciem, choć było to bardzo uciążliwe i stresujące. Pies nie rejestrował żadnych bodźców z otoczenia. Nie miał węchu wcale, wbrew temu, co ktoś tu napisał. Nie mógł spać, także w nocy. Ciągle chodził po domu. Nie wiedział gdzie jest. Męczył się. Został uśpiony bezboleśnie.
Po drugie. Koleżanka Moriaaa została poinformowana o tej decyzji. Przez telefon. Poza tym bardzo mnie dziwi, że rości sobie prawa do psa, którego zabrała ze schroniska, ale nie do swojego domu, a teraz płacze za zwierzęciem, którego faktycznego stanu nigdy nie widziała. Poza tym robi to w sposób ewidentnie napiętnowujący, nie przyjmując do wiadomości własnej nieodpowiedzialności. Nie rozumiem waszego systemu, w którym o psie decyduje osoba, która zajmuje się tylko przewożeniem go i znajdowaniem mu miejsca pobytu, a sama się nim nie zajmuje, więc nie odczuwa na własnej skórze stanu zwierzęcia. Od razu powtórzę, że nie chodzi już o problemy z opieką nad nim, tylko o patrzenie, jak się męczy. Chyba że ktoś czerpie jakąś perwersyjną przyjemność z tego, że przedłuża psu życie. To że zwierzę nie wydaje dźwięków z siebie nie znaczy przecież, że nie cierpi. Mój pies został jakiś czas temu uśpiony, i cieszę się z tego, bo nie musiał znosic swojego bólu dla mojej przyjemności, a cierpiał i wiadomo było, że niedługo umrze.
Oczywiście, że podjęta decyzja była obciążajaca psychicznie, dużo łatwiej byłoby oddać psa, niechby się męczył dalej. A my nie musiałybyśmy na to patrzeć. Ale koleżanka Moriaaa też nie.
Ja się nie usprawiedliwiam i nie próbuję uspokoić sumienia, bo jest spokojne. Zarejestrowałam się tu, bo chciałam sprostować pewne rzeczy, ale mam wrażenie, że niektórzy wiedzą lepiej, chociaż psa na oczy nie widziały. To jest mój ostatni post, bo nic więcej do powiedzenia nie mam, nie angażuję się w pomaganie zwierzętom, więc raczej juz tu nie zajrzę. Wy osądziłyście nas, a my was. Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba.:eviltong:


No i się zaczyna....dziewczyno kiedy ja zostałam poinformowana o decyzji????????????????????Dlaczego tak perfidnie kłamiesz????? Sumienie ruszyło:angryy:

Pisałam do Magdy żeby psiaka nie usypiać....zresztą jak chcesz mogę tu wkleić jej PW....
O uśpieniu suczki dowiedziałam się już po fakcie w momencie kiedy Magda do mnie oddzwoniła...bo moich tel. nie odbierałą.....

Posted

limio napisał(a):
Wy osądziłyście nas, a my was. Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba.:eviltong:


To dla mnie naprawdę bardzo smutne wydarzenie a twój dość ironiczny i zabawowy ton wypowiedzi boli jeszcze bardziej.....

Posted

Kobieto psiaka koleżanka (zresztą twoja żadna koleżanka) Moriaaa miała odebrać w dzień kiedy suńka została uśpiona ale nie było z Magda żadnego kontaktu:angryy::angryy::angryy:

Posted

nie angażuję się w pomaganie zwierzętom, więc raczej juz tu nie zajrzę
- no właśnie; Moriaa komuś ty tego psa oddała pod opiekę??!!

Szkoda sunieczki, jej już życia nie wrócimy:-( , ale może dzięki tym wydarzeniom nigdy więcej taka historia się na dogo nie zdarzy.:shake:

Posted

lupe napisał(a):
Zapytam przy okazji z glupia frant....czy gdzies są okreslone zasady domków tymczasowych ? wiem, ze nie ma czegoś takiego w sensie prawnym, pytam o regulamin dogomaniacki....


Nie ma takich zasad, a ja się już nauczyłam, że na domek tymczasowy biorę tylko i wyłącznie psy które sama odbieram ze schroniska. Patrząc na te wszystkie awantury uważam, że zdecydowanie lepiej jeżeli tylko jedna osoba jest za psa odpowiedzialna.

Posted

Dziewczyna udzielała się na forum,a ja w .życiu nie podejrzewałam ,że ktoś stąd mógłby coś takiego zrobić...no tak naiwna jetsem....:placz:

Dziewczyna chciała dwa szczeniaki z Łodzi(chore o czym wiedziała)....ciekawe czy też skończyłyby jak Babulinka....

Głupia ja....głupia ja...głupia ja.......:placz:

Posted

Jestem wstrząśnieta !!! :angryy: :angryy: :angryy:
Jak łatwo niektórym przychodzi decydować o czyimś życiu. Bez badań bez diagnostyki .. ot tak na oko. Stara, leje , sra ... a co tam uspie.
W takim tempie uspić psa i jeszcze pyszczysz do tego :angryy:
Może ciężko Ci to zrozumieć, ale są tu ludzie, którzy opiekują się takimi zwierzakami. Którzy z pełną świadomością adoptują takie zwierzęta!!!
Kochają je, dbają o nie!
A ty nawet nie potrafisz się przyznać, że sytuacja cie przerosla, ze nie dalas rady, nie poradzilas sobie i ze ....
NIE DAŁYŚCIE JEJ ŻADNEJ SZANSY!!! :-( :-( :-(

Posted

[quote name='Quetzalcoatl']Koniec.
Drodzy dogomaniacy, pies cierpi, przydusza się, nie ma szans na zapewnienie mu należytej opieki. Biorę za to odpowiedzialność. Żegnam was.

KONIEC.
odebralam to wtedy jak ciecie skalpelem.. jak przeciecie wrzodu, ciarki po plecach przeszly...wtedy poczulam ten KONIEC, choc nie wierzylam...
i wraca on do mnie uporczywie,
zwlaszcza w obliczu tego co sie stalo....
ten KONIEC...
pogrzebal stworzone, dla tej konkretnej sytuacji, w ciagu kilku godzin szanse, i z tym trudno mi sie pogodzic
...na dogo, szanse rodza sie nawet na kamieniu,
...na dogo, niemozliwe staje sie mozliwe,
...na dogo nasz zryw, nasze nadzieje..
az tu nagle, bez dyskusji, kiedy byla to juz wspolna sprawa, ktos zarzadzil...LOSEM...
jakiz ciezar ma ta poniesiona ODPOWIEDZIALNOSC?
zastanawiam sie...
Czy gdybysmy na dogo w chwili desperacji uslyszeli, bo ulomnymi ludzmi jestesmy: Blagam pomozcie! juz nie podolam! ktos w ciagu godziny musi ode mnie zabrac sunie, inaczej zabije ja! nie wyroslaby sztafeta pomocy, zwlaszcza, ze domki juz byly...i o takie wolanie nikt, z pewnoscia, nie mialby zalu..

tak sobie od wczoraj o tym rozmyslam, bo w sercu,jednak smutek...

tuptaj, tuptaj babulenko za TM i nie mysl o nas zle...
jak widac bedziesz dla nas przykladem,
jak nalezalo postapic,
uwierz, ze jedni i drudzy dzialali w dobrej wierze,
jestesmy wszak rodzina dogomaniakow
poroznil nas tylko KONIEC

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...