Jump to content
Dogomania

limio

Members
  • Posts

    3
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by limio

  1. Widzę że nadal nie rozumiecie sytuacji. Więc powtórzę. Na decyzję o uśpieniu nie wpłynęły problemy z zajmowaniem się zwierzęciem, choć było to bardzo uciążliwe i stresujące. Pies nie rejestrował żadnych bodźców z otoczenia. Nie miał węchu wcale, wbrew temu, co ktoś tu napisał. Nie mógł spać, także w nocy. Ciągle chodził po domu. Nie wiedział gdzie jest. Męczył się. Został uśpiony bezboleśnie. Po drugie. Koleżanka Moriaaa została poinformowana o tej decyzji. Przez telefon. Poza tym bardzo mnie dziwi, że rości sobie prawa do psa, którego zabrała ze schroniska, ale nie do swojego domu, a teraz płacze za zwierzęciem, którego faktycznego stanu nigdy nie widziała. Poza tym robi to w sposób ewidentnie napiętnowujący, nie przyjmując do wiadomości własnej nieodpowiedzialności. Nie rozumiem waszego systemu, w którym o psie decyduje osoba, która zajmuje się tylko przewożeniem go i znajdowaniem mu miejsca pobytu, a sama się nim nie zajmuje, więc nie odczuwa na własnej skórze stanu zwierzęcia. Od razu powtórzę, że nie chodzi już o problemy z opieką nad nim, tylko o patrzenie, jak się męczy. Chyba że ktoś czerpie jakąś perwersyjną przyjemność z tego, że przedłuża psu życie. To że zwierzę nie wydaje dźwięków z siebie nie znaczy przecież, że nie cierpi. Mój pies został jakiś czas temu uśpiony, i cieszę się z tego, bo nie musiał znosic swojego bólu dla mojej przyjemności, a cierpiał i wiadomo było, że niedługo umrze. Oczywiście, że podjęta decyzja była obciążajaca psychicznie, dużo łatwiej byłoby oddać psa, niechby się męczył dalej. A my nie musiałybyśmy na to patrzeć. Ale koleżanka Moriaaa też nie. Ja się nie usprawiedliwiam i nie próbuję uspokoić sumienia, bo jest spokojne. Zarejestrowałam się tu, bo chciałam sprostować pewne rzeczy, ale mam wrażenie, że niektórzy wiedzą lepiej, chociaż psa na oczy nie widziały. To jest mój ostatni post, bo nic więcej do powiedzenia nie mam, nie angażuję się w pomaganie zwierzętom, więc raczej juz tu nie zajrzę. Wy osądziłyście nas, a my was. Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba.:eviltong:
  2. Wygląda na to, że niektórzy albo nie czytają dokładnie, albo nie potrafią dobrze przemysleć tego, co chca napisać. Droga lupe, to, że piszę duzymi literami, oznacza jedynie, że chcę zwrócić szczególną uwagę na coś. Mój ton nie jest histeryczny, tylko rzeczowy, jeśli potrafisz mi udowodnić, że jest inaczej, to czekam;) A może Wam przeszkadza, że opisuję rzeczy, jakie są, a nie nakręcam się i zarzekam, czego to ja bym nie zrobiła. Poza tym Moriaaa miała kontakt z Magdą i została poinformowana o tym, co nastąpi. Oktawio8, czy zabierałabyś pieska ze sobą do szkoły czy pracy?Czy może poświęciłąbyć się dla niego całkowicie?Łatwo jest wpadać w heroiczny ton, obiecując to i owo, ale to wszystko, co tak zwane "dobre dziewczyny" uczyniły. Żadna z nich psa nie wzięła, zrobiła to Magda, i zapłaciła za to swoją cenę, między innymi na tym forum. Żadna z tych, która tak żarliwie broniła prawa psa do życia, nie zaoferowała mu własnej opieki. A jedna z osób, która wcześniej zaoferowała się wziąć psa, zrezygnowała po poście Magdy o jego stanie, i w zupełności ją rozumiem. Moje zdanie jest takie, i mam do niego prawo, że Moriaaa naginała fakty i nie mówiła potencjalnym opiekunom całej prawdy, bo jak inaczej wytłumaczyć zmianę zdania tamtej koleżanki? Magdzie też nie powiedziała jaki jest faktyczny stan zwierzęcia, wtedy byc może nie wiedziała, ale później opis otrzymała dokładny. Aha, jeszcze mam takie przemyślenie, że piesek chciał być na rękach nie dlatego, że przeczuwał śmierć itd. ale z tego powodu, iż puszczony swobodnie czuł sie jak w ciemnym głębokim rowie pełnym niezidentyfikowanych przedmiotów, w dodatku z zaklejonymi uszami i nosem, a ludzkie ręce były jedynym znanym mu źródłem bodźców.
  3. Musze powiedzieć, że niesamowite jest to, co się tutaj dzieje. Z całym szacunkiem i za przeproszeniem, LUDZIE CO WY DO LICHA WYGADUJECIE??? Większości z was chyba przydałby się kubeł zimnej wody na przebudzenie. Żadna z was, drogie Panie, nie miała okazji pomieszkać z tym pieskiem. NIE MACIE ZIELONEGO POJĘCIA, W JAKIM BYŁ STANIE I JAK SIĘ ZACHOWYWAŁ. On nie biegał wesolutko po domu. Przez cały dzień, a także w nocy, chodził nerwowo po mieszkaniu obijając się o wszystko, co napotkał, szukając czegoś przypominającego ludzką nogę, od której można było domagać się wzięcia na ręce. Kiedy przez kilkadziesiąt minut nie natrafiał na coś takiego, zaczynał wydawać z siebie przeraźliwe dźwięki, które trudno nazwać szczekaniem czy piszczeniem. Nie było więc mowy, żeby gdziekolwiek go zostawić samego, trudno tez było skupić się na robieniu czegokolwiek. Pies żył w niemalże absolutnej próżni, i jak można się domyślać, był tym nieźle zestresowany. Spróbujcie sobie wyobrazić, że nic nie widzicie, nie słyszycie i nie czujecie żadnych zapachów, że wokół was jest kompletna pustka. Pies nie wiedział nawet, gdzie się znajduje, więc załatwiał się, tam, gdzie stał. Do tego dochodzą wiadome już problemy z płucami; z daleka było słychać, jak oddycha,a raczej sapie,i co parę chwil zaczyna charczeć, próbuje coś odkrztusić. Znikome uzębienie (jakieś trzy sztuki) w koszmarnym stanie. Teraz pomyślcie: macie takiego psa w domu i co robicie? Wyjścia są dwa: albo trzymacie go na rękach BEZ PRZERWY, a on regularnie krztusi się i pluje, tudzież załatwia swoje potrzeby fizjologiczne; albo zostawiacie go samemu sobie, żeby non stop chodził przerażony i obijał się o sprzęty, a także skowyczał, kiedy przez jakiś czas nie czuje człowieka. Czy któras z Pań, gdyby nie miała już swoich zwierzątek, podjęła by się czegos takiego? Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się. Prawdopodoby scenariusz dla psa byłby taki, że zabrany od nas, tułałby się od domu do domu, bo po dłuższym z nim przebywaniu człowiek miał nerwy w strzępach, męcząc się razem ze zwierzęciem. Bo mimo iż niektóre narzady wewnętrzne mógł mieć zdrowe, PIES CIERPIAŁ, wystarczyło dłużej go poobserwować, żeby to zrozumieć. Histeryczny ton koleżanki Moriii wydaje mi się po prostu śmieszny i zupełnie nie na miejscu, ona go tylko do nas przywiozła, nie widziała,jak zaplątany między meblami ciągle uderza się w głowę, próbując wydostać się z pułapki; może wtedy naprawdę by nad nim zapłakała. Psu nie mozna było pomóc i dla mnie to było oczywiste, nic nie wróciłoby mu zmysłów, dlatego uważam, że Magda podjęłą słuszną decyzję, oszczędzając mu na starość tułaczki i ciągłego strachu. Nie macie prawa skazywać psa na takie życie; wasze wypowiedzi sprawiają wrażenie, jakbyście chciały tylko zaspokoić swoją przerośniętą ambicję pomagania za wszelką cenę. W dodatku ferujecie wyrokami nie znając kompletnie sytuacji, i tego, koleżanki, POWINNYŚCIE SIĘ WSTYDZIĆ. Takie jest moje zdanie, a z psem mieszkałam, patrzyłam jak się męczy i razem z Magdą poszłam go uśpić. Chciałabym jeszcze dodać, że moja wypowiedź nie dotyczy tych nielicznych osób, które wykazały zdrowy rozsądek i wstrzemięźliwość od wydawania ocen w swoich postach, nie ulegając zbiorowej histerii i dzikim lamentom. Bo łatwo jest obwiniać innych, tym łatwiej, im mniej się ma do czynienia z daną sytuacją.
×
×
  • Create New...