Musze powiedzieć, że niesamowite jest to, co się tutaj dzieje. Z całym szacunkiem i za przeproszeniem, LUDZIE CO WY DO LICHA WYGADUJECIE??? Większości z was chyba przydałby się kubeł zimnej wody na przebudzenie. Żadna z was, drogie Panie, nie miała okazji pomieszkać z tym pieskiem. NIE MACIE ZIELONEGO POJĘCIA, W JAKIM BYŁ STANIE I JAK SIĘ ZACHOWYWAŁ. On nie biegał wesolutko po domu. Przez cały dzień, a także w nocy, chodził nerwowo po mieszkaniu obijając się o wszystko, co napotkał, szukając czegoś przypominającego ludzką nogę, od której można było domagać się wzięcia na ręce. Kiedy przez kilkadziesiąt minut nie natrafiał na coś takiego, zaczynał wydawać z siebie przeraźliwe dźwięki, które trudno nazwać szczekaniem czy piszczeniem. Nie było więc mowy, żeby gdziekolwiek go zostawić samego, trudno tez było skupić się na robieniu czegokolwiek. Pies żył w niemalże absolutnej próżni, i jak można się domyślać, był tym nieźle zestresowany. Spróbujcie sobie wyobrazić, że nic nie widzicie, nie słyszycie i nie czujecie żadnych zapachów, że wokół was jest kompletna pustka. Pies nie wiedział nawet, gdzie się znajduje, więc załatwiał się, tam, gdzie stał. Do tego dochodzą wiadome już problemy z płucami; z daleka było słychać, jak oddycha,a raczej sapie,i co parę chwil zaczyna charczeć, próbuje coś odkrztusić. Znikome uzębienie (jakieś trzy sztuki) w koszmarnym stanie. Teraz pomyślcie: macie takiego psa w domu i co robicie? Wyjścia są dwa: albo trzymacie go na rękach BEZ PRZERWY, a on regularnie krztusi się i pluje, tudzież załatwia swoje potrzeby fizjologiczne; albo zostawiacie go samemu sobie, żeby non stop chodził przerażony i obijał się o sprzęty, a także skowyczał, kiedy przez jakiś czas nie czuje człowieka. Czy któras z Pań, gdyby nie miała już swoich zwierzątek, podjęła by się czegos takiego? Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się. Prawdopodoby scenariusz dla psa byłby taki, że zabrany od nas, tułałby się od domu do domu, bo po dłuższym z nim przebywaniu człowiek miał nerwy w strzępach, męcząc się razem ze zwierzęciem. Bo mimo iż niektóre narzady wewnętrzne mógł mieć zdrowe, PIES CIERPIAŁ, wystarczyło dłużej go poobserwować, żeby to zrozumieć. Histeryczny ton koleżanki Moriii wydaje mi się po prostu śmieszny i zupełnie nie na miejscu, ona go tylko do nas przywiozła, nie widziała,jak zaplątany między meblami ciągle uderza się w głowę, próbując wydostać się z pułapki; może wtedy naprawdę by nad nim zapłakała. Psu nie mozna było pomóc i dla mnie to było oczywiste, nic nie wróciłoby mu zmysłów, dlatego uważam, że Magda podjęłą słuszną decyzję, oszczędzając mu na starość tułaczki i ciągłego strachu. Nie macie prawa skazywać psa na takie życie; wasze wypowiedzi sprawiają wrażenie, jakbyście chciały tylko zaspokoić swoją przerośniętą ambicję pomagania za wszelką cenę. W dodatku ferujecie wyrokami nie znając kompletnie sytuacji, i tego, koleżanki, POWINNYŚCIE SIĘ WSTYDZIĆ. Takie jest moje zdanie, a z psem mieszkałam, patrzyłam jak się męczy i razem z Magdą poszłam go uśpić.
Chciałabym jeszcze dodać, że moja wypowiedź nie dotyczy tych nielicznych osób, które wykazały zdrowy rozsądek i wstrzemięźliwość od wydawania ocen w swoich postach, nie ulegając zbiorowej histerii i dzikim lamentom. Bo łatwo jest obwiniać innych, tym łatwiej, im mniej się ma do czynienia z daną sytuacją.