Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 245
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Quetzalcoatl napisał(a):
Koniec.
Drodzy dogomaniacy, pies cierpi, przydusza się, nie ma szans na zapewnienie mu należytej opieki. Biorę za to odpowiedzialność. Żegnam was.



................................................................... nie powiem Ci nic..choć tak wiele słów mi się ciśnie..........

Posted

To bardzo smutny dzień, Babulko- jeszcze wczoraj przepełniała mnie radość, że los i dziewczyny o wielkiej wrażliwości dały ci szansę, a dzisiaj wielki żal- nie komentuję wiecej, choć nie sądziłam, ze coś takiego może zrobić jedna z nas:grab:

Posted

Ja też nie rozumiem- sunia była ślepa i głucha, ale nie była mocno chora:shake: Dlaczego nikt nie skontaktował się z Morią?:angryy: Trzymałam Babunię na kolanach kiedy jechałyśmy ze schroniska, wciąż nie mogę zrozumieć, ze tej ufnej istotki juz nie ma...

Posted

biegaj sobie, maleńka, za TM. Już wszystko widzisz i słyszysz i na pewno nie cierpisz maluszku [']['][']['][']

O Boże, co za dzień :placz: :placz: :placz: :placz:
Mam nadzieję, że ktoś od nas na koniec ją utulił i suńka w spokoju odeszła od nas :placz: :placz: :placz: :placz:

Posted

[quote name='saskia']Ja też nie rozumiem- sunia była ślepa i głucha, ale nie była mocno chora:shake: Dlaczego nikt nie skontaktował się z Morią?:angryy: Trzymałam Babunię na kolanach kiedy jechałyśmy ze schroniska, wciąż nie mogę zrozumieć, ze tej ufnej istotki juz nie ma...

Skad to wiesz, zrobilas suni badania?!! Mialas kiedykolwiek psa tak chorego na serce, ze sie dusi i to go wlasnie udusi, pomalu, na smierc. Czy mialas psa z niewydolnoscia nerek, ktorej nie da sie odworcic i pies z dnia na dzien, ma zatruwany organizm, przestaje w ogole jesc, slania sie na nogach, sika co krok i czuje sie sam tym zestresowany bo pies NORMALNIE w domu sie nie zalatwi!

I niech malutka biega teraz sobie juz szczesliwie i radosnie z moja Ziutka co odeszla z powodu wlasnie serca i Sara z powodu nowotowu ale glownie nerki siadly: :(:(

Posted

Tak Arko miałam. I zrobiłam mojej Soni wszystkie badania zanim podjęłam decyzję, ze trzaba pomóc jej odejść. Konsultowałam jej stan z dziesiątkami lekarzy. Nie widzisz różnicy?

Obecnie też mam starą sunię, którą ktoś rok temu wyrzucił zimą. Pojechałam z nią w nocy do kliniki- diagnoza, zalane płuca, serce w tragicznym stanie, uśpić. Nie zgodziłam się na to. Kafka żyje do dziś, biega w lesie jak szalona. Codziennie dostaje lekarstwo na serce. I żyje...

CZy Ty naprawdę uważasz, ze jedna wizyta u weta bez żadnych badań może dać jakokolwiek miarodajny obraz zdrowia?

Posted

Dziewczyny...suńka odeszła więc proszę nie rozpoczynajmy dyskusji bo teraz to nie ma większego sensu...wiem jedno...decyzja była za szybka...babulinka mogła żyć..wet.powiedział żeby uśpić to uśpiono bez żadnych konsultacji z kimś innym...nie mówiąc o tym że miałam psiaka odebrać i domek był...

uśpijmy wszystkie chore psiaki na forum...Mikusie ...przecież też chora...cierpi..nie leczmy ...uśpijmy...:shake:

Pies miał zostać uśpiony w momencie kiedy zacznie ją boleć...jeszcze nie bolało...

Jeszcze jedno chciałam serdecznie podziękować wszystikim.naprawdę nie spodziewałam się ,że dziewczynka tak bardzo trafi w serducha...ale trafiła i do końca nie została sama...dzięki za piękny bannerek...i za domki...

SPIJ SPKOJNIE MALEńSWO...MAM NADZIEJE ,ZE WIDZISZ ,SLYSZYSZ I CHOC TROSZKE ROZUMIESZ CO TU SIE STALO.....

Posted

saskia napisał(a):
Tak Arko miałam. I zrobiłam mojej Soni wszystkie badania zanim podjęłam decyzję, ze trzaba pomóc jej odejść. Konsultowałam jej stan z dziesiątkami lekarzy. Nie widzisz różnicy?

Obecnie też mam starą sunię, którą ktoś rok temu wyrzucił zimą. Pojechałam z nią w nocy do kliniki- diagnoza, zalane płuca, serce w tragicznym stanie, uśpić. Nie zgodziłam się na to. Kafka żyje do dziś, biega w lesie jak szalona. Codziennie dostaje lekarstwo na serce. I żyje...

CZy Ty naprawdę uważasz, ze jedna wizyta u weta bez żadnych badań może dać jakokolwiek miarodajny obraz zdrowia?


Nie, nie uwazam i dlatego pisalam o BADANIACH, aby mozna bylo sobie tez powiedziec. Chcialam zrobic wszystko co mozliwe ale sie nie dalo. Samo podjecie decyzji o eutanazji, jest strasznie obciazajaca decyzja, przynajmniej dla mnie. I nigdy, nawet majac w reku TRAGICZNE wyniki, nie wie sie do konca czy to juz byl ten moment obecny, czy jeszcze nie.
Moriaa ja nie wiem, tak naprawde, kiedy psa boli ja jedynie moge powiedziec-to co sama widzialam i mialam..ze moje psy i kot poprostu odchodzily..odchodzily......

Uwazam, ze moze warto o tym pisac, dyskutowac, to nie jest taka latwa decyzja psychiczna. Branie psiaka, ktory jest staruszkiem i byc moze wlasnie dni ma policzone. Ja, przez sekunde zastanawialam sie nad sunia ale...nie jestem jeszcze psychicznie gotowa aby przezywac odejscie nastepnego psiaka. Podjecie decyzji o eutanazji, zakonczenie cierpienia, odebranie zycia jest to, najtrudniejsza i najbolesniejsza decyzja, prawie nie do wytrzymania i ktorej nie da sie odwrocic!!! To pozostaje na naszym sumieniu, nikogo innego.

Posted

Bo to się nie da zrozumieć ,może podjęcie takiej decyzji przychodzi łatwiej jak nie jest się z psem związanym emocjonalnie , ale ..........................nie chcę tego dalej komentować :placz: :placz: :placz: :placz:

Posted

może inny wet powiedziałby to samo, może jeszcze inny też ale nie sprawdziłysmy tego i będziemy sobie to wypominać i będzie nas to boleć. Jednak my w większość nie widziałysmy suńci, nie wiemy w jakim stanie była faktycznie, może pogorszyło jej się z dnia na dzień. Czy mamy prawo osądzać kogoś kto wykonał (w sensie decyzyjnym) wyrok i musi teraz z tym żyć? To są zawsze bardzo dramatyczne chwile i tak trudno przez nie przejść, w dodatku z poczuciem niepewności co do słuszności tak trudnej decyzji.
Dla Babuni ['] ['] ['] ['] [']

Posted

Musze powiedzieć, że niesamowite jest to, co się tutaj dzieje. Z całym szacunkiem i za przeproszeniem, LUDZIE CO WY DO LICHA WYGADUJECIE??? Większości z was chyba przydałby się kubeł zimnej wody na przebudzenie. Żadna z was, drogie Panie, nie miała okazji pomieszkać z tym pieskiem. NIE MACIE ZIELONEGO POJĘCIA, W JAKIM BYŁ STANIE I JAK SIĘ ZACHOWYWAŁ. On nie biegał wesolutko po domu. Przez cały dzień, a także w nocy, chodził nerwowo po mieszkaniu obijając się o wszystko, co napotkał, szukając czegoś przypominającego ludzką nogę, od której można było domagać się wzięcia na ręce. Kiedy przez kilkadziesiąt minut nie natrafiał na coś takiego, zaczynał wydawać z siebie przeraźliwe dźwięki, które trudno nazwać szczekaniem czy piszczeniem. Nie było więc mowy, żeby gdziekolwiek go zostawić samego, trudno tez było skupić się na robieniu czegokolwiek. Pies żył w niemalże absolutnej próżni, i jak można się domyślać, był tym nieźle zestresowany. Spróbujcie sobie wyobrazić, że nic nie widzicie, nie słyszycie i nie czujecie żadnych zapachów, że wokół was jest kompletna pustka. Pies nie wiedział nawet, gdzie się znajduje, więc załatwiał się, tam, gdzie stał. Do tego dochodzą wiadome już problemy z płucami; z daleka było słychać, jak oddycha,a raczej sapie,i co parę chwil zaczyna charczeć, próbuje coś odkrztusić. Znikome uzębienie (jakieś trzy sztuki) w koszmarnym stanie. Teraz pomyślcie: macie takiego psa w domu i co robicie? Wyjścia są dwa: albo trzymacie go na rękach BEZ PRZERWY, a on regularnie krztusi się i pluje, tudzież załatwia swoje potrzeby fizjologiczne; albo zostawiacie go samemu sobie, żeby non stop chodził przerażony i obijał się o sprzęty, a także skowyczał, kiedy przez jakiś czas nie czuje człowieka. Czy któras z Pań, gdyby nie miała już swoich zwierzątek, podjęła by się czegos takiego? Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się. Prawdopodoby scenariusz dla psa byłby taki, że zabrany od nas, tułałby się od domu do domu, bo po dłuższym z nim przebywaniu człowiek miał nerwy w strzępach, męcząc się razem ze zwierzęciem. Bo mimo iż niektóre narzady wewnętrzne mógł mieć zdrowe, PIES CIERPIAŁ, wystarczyło dłużej go poobserwować, żeby to zrozumieć. Histeryczny ton koleżanki Moriii wydaje mi się po prostu śmieszny i zupełnie nie na miejscu, ona go tylko do nas przywiozła, nie widziała,jak zaplątany między meblami ciągle uderza się w głowę, próbując wydostać się z pułapki; może wtedy naprawdę by nad nim zapłakała. Psu nie mozna było pomóc i dla mnie to było oczywiste, nic nie wróciłoby mu zmysłów, dlatego uważam, że Magda podjęłą słuszną decyzję, oszczędzając mu na starość tułaczki i ciągłego strachu. Nie macie prawa skazywać psa na takie życie; wasze wypowiedzi sprawiają wrażenie, jakbyście chciały tylko zaspokoić swoją przerośniętą ambicję pomagania za wszelką cenę. W dodatku ferujecie wyrokami nie znając kompletnie sytuacji, i tego, koleżanki, POWINNYŚCIE SIĘ WSTYDZIĆ. Takie jest moje zdanie, a z psem mieszkałam, patrzyłam jak się męczy i razem z Magdą poszłam go uśpić.
Chciałabym jeszcze dodać, że moja wypowiedź nie dotyczy tych nielicznych osób, które wykazały zdrowy rozsądek i wstrzemięźliwość od wydawania ocen w swoich postach, nie ulegając zbiorowej histerii i dzikim lamentom. Bo łatwo jest obwiniać innych, tym łatwiej, im mniej się ma do czynienia z daną sytuacją.

Posted

Rozumiem emocje wszystkich na tym wątku. Wyraziłam swoją bezradność i smutek, bo w tym samym dniu śmierć Babulinki zbiegła się z innymi sprawami....ale nie mam zamiaru poddawac w wątpliwość oceny weterynarza ani osób, które psem sie zajmowały.
Niemniej, Limio, niezależnie kogo dotyczy Twoja wypowiedź, nie podoba mi się jej ton, nawiasem mówiąc również dość histeryczny i wielką czcionką krzyczacy.

Z tego co tu czytałam, Moria ma po prostu żal, że nie zostala powiadomiona o Waszej decyzji i uważam, że skoro mamy XXI wiek i telefony komórkowe, nic nie stało na przeszkodzie by ją powiadomić.
Tymczasem nagle ni stąd ni z owąd ukazał sie post z tekstem Koniec i Żegnam, co nie było ani grzeczne ani jasne.
Po co zatem cale zamieszanie, skoro nagle wszystkie tu zostałyśmy potraktowane jako zbędne ?


Ale dajmy już pokój. Szkoda na śmierci biednego stworzenia budować konflikty. To nie uchodzi. Żywe psy czekają, szkoda energię tracić na coś co się nie odstanie i co być może było jedynym wyjściem.

Tez miałam sunię staruszkę.

Posted

przerośniętą ambicję pomagania za wszelką cenę. W dodatku ferujecie wyrokami nie znając kompletnie sytuacji, i tego, koleżanki, POWINNYŚCIE SIĘ WSTYDZIĆ.

Ja jednak widzę, że te dziewczyny są bardzo dobre i osobiście nawet powiem, że chciałabym otaczać się na co dzień takimi ludźmi - i mnie nie podoba mi się również ton tego listu-jako osobie postronnej--------tak trzymałabym na rękach non stop.................................................bo to jest ze strachu przed zbliżającą się śmiercią i pies to wyczuwa dlatego chce bliskośći:angryy:

Posted

Wygląda na to, że niektórzy albo nie czytają dokładnie, albo nie potrafią dobrze przemysleć tego, co chca napisać. Droga lupe, to, że piszę duzymi literami, oznacza jedynie, że chcę zwrócić szczególną uwagę na coś. Mój ton nie jest histeryczny, tylko rzeczowy, jeśli potrafisz mi udowodnić, że jest inaczej, to czekam;) A może Wam przeszkadza, że opisuję rzeczy, jakie są, a nie nakręcam się i zarzekam, czego to ja bym nie zrobiła. Poza tym Moriaaa miała kontakt z Magdą i została poinformowana o tym, co nastąpi. Oktawio8, czy zabierałabyś pieska ze sobą do szkoły czy pracy?Czy może poświęciłąbyć się dla niego całkowicie?Łatwo jest wpadać w heroiczny ton, obiecując to i owo, ale to wszystko, co tak zwane "dobre dziewczyny" uczyniły. Żadna z nich psa nie wzięła, zrobiła to Magda, i zapłaciła za to swoją cenę, między innymi na tym forum. Żadna z tych, która tak żarliwie broniła prawa psa do życia, nie zaoferowała mu własnej opieki. A jedna z osób, która wcześniej zaoferowała się wziąć psa, zrezygnowała po poście Magdy o jego stanie, i w zupełności ją rozumiem. Moje zdanie jest takie, i mam do niego prawo, że Moriaaa naginała fakty i nie mówiła potencjalnym opiekunom całej prawdy, bo jak inaczej wytłumaczyć zmianę zdania tamtej koleżanki? Magdzie też nie powiedziała jaki jest faktyczny stan zwierzęcia, wtedy byc może nie wiedziała, ale później opis otrzymała dokładny. Aha, jeszcze mam takie przemyślenie, że piesek chciał być na rękach nie dlatego, że przeczuwał śmierć itd. ale z tego powodu, iż puszczony swobodnie czuł sie jak w ciemnym głębokim rowie pełnym niezidentyfikowanych przedmiotów, w dodatku z zaklejonymi uszami i nosem, a ludzkie ręce były jedynym znanym mu źródłem bodźców.

Posted

Wybacz Limio ale tak-mój pies jak był chory to na ciągłych wizytach i ślęczeniu po nocy na ostrym dyrzurze właśnie jako histeryczka go trzymałam na rękach-jak mi powiedzieli, że do rana zostaje to ja że mogę spać przy nim nawet na podłodze, jak się później okazało, że ma Nicienie po nocach wymiotując samą żółcią i mój drugi pies też (wygląda jak cienki makaron) człowiek też może się zarazić Toxocarozą mimo że one już miały i ja z mężem Lambliozę i Drożdżycę to nie zaprzestanę mu dawać buzi dlatego, że jest większe ryzyko-te wszystkie pasożyty przenoszą się na inne psy jeśli są w dłuższym kontakcie jak również na ludzi-powiem jeszcze raz widziałam zwierzę przed śmiercią i te ostatnie chwile właśnie nosiłabym na rękach i głaskała jeśli by to była męczarnia dla psa to niestety zdecydowałabym pozwolić mu odejść w humanitarny sposób
Jestem histeryczką, wpadam w żałosne tony i nie jestem rzeczowa

Oktawio8, czy zabierałabyś pieska ze sobą do szkoły czy pracy?Czy może poświęciłąbyć się dla niego całkowicie?Łatwo jest wpadać w heroiczny ton, obiecując to i owo, ale to wszystko, co tak zwane "dobre dziewczyny" uczyniły.

Posted

limio napisał(a):
Wygląda na to, że niektórzy albo nie czytają dokładnie, albo nie potrafią dobrze przemysleć tego, co chca napisać.

Limio, kimkolwiek jesteś (bo po dwóch postach naprawdę trudno cokolwiek na Twój temat myśleć), zastanów się - nie nad tym, co piszesz, ale w jaki sposób to robisz. Forum rządzi się swoimi prawami i niestety, niezależnie od Twoich intencji, Twoje słowa brzmią histerycznie, a przede wszystkim napastliwie.

Mam nieodparte wrażenie, że to co napisałaś świadczy o tym, że po podjęciu takiej, a nie innej decyzji odnośnie psa, czujecie... nazwijmy to... dyskomfort. Bo Twoje słowa brzmią jak odpór ataku, którego wg mnie - osoby postronnej, jedynie wzruszonej historią i zdjęciem psa, uważającej jednocześnie, że eutanazja może być darem - nie było.
Było raczej zdziwienie. Szok. Zastanawianie się, czy decyzja nie została podjęta pochopnie - jednak przy założeniu, że to osoba opiekująca się w tamtym momencie psem jest w stanie ocenić sytuację najlepiej.

Tak to już jest niestety, że pies, który pojawi się na PWP staje się w pewnym sensie "naszym" psem. Ktoś, kto dodaje kilka swoich słów do wątku, deklaruje jednocześnie, że los danego psa nie jest mu obojętny, że czuje się współodpowiedzialny.
Dlatego podjęcie samodzielnie ostatecznej decyzji przez osobę, która deklarowała pomoc jako dom tymczasowy może wzbudzać protesty. Protesty osób, które płakały nad losem psa, nie mogąc zaoferować niczego - w moim przypadku na przykład z powodu obecności w domu pięciu psów i niespełna pięcioletniego dziecka.

Możliwe, że decyzja o uśpieniu była jedyną słuszną decyzją. Możliwe. Powiedziałam to już i powtórzę - kochać to także pozwolić odejść.
Mimo to uważam, że dla kogoś, kto nie śledził wątku zaglądając na niego co kwadrans, decyzja została podjęta za szybko. Błyskawicznie.
Przez to długo jeszcze będą nam się kołatały po głowie zdania zaczynające się od słów "A może..."

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...