Marysia R. Posted January 20, 2015 Author Posted January 20, 2015 Rudzik nie próbuje już uciekać przez furtkę więc wychodzi bez smyczy :) Dzisiaj rano napadało trochę śniegu a ja szłam później na uczelnię i wykorzystałam sytuację, żeby zrobić trochę "spacerowych" zdjęć, zaraz zaprezentuję efekt. Mam też dwa filmiki jak Rudzik gania się po ogrodzi z Cziką :) Wczoraj go odpchliłam więc mam nadzieję, że nie mamy już pasażerów na gapę. Zapłaciła za Frontline 29,90zł (paragon jest na większą kwotę ale "rudzikowe" jest tylko to zaznaczone na zielono: https://lh5.googleusercontent.com/-9RC3xxgpluQ/VL53AFn6-NI/AAAAAAAABko/oeci5V9xego/s512/zdj%25C4%2599cie-15.JPG). Niestety chłopak pogryzł wczoraj szelki, które kupiła mu konfirm :unsure: To w dużej mierze moja wina bo zdjęłam mu je, położyłam z boku na podłodze i zapomniałam podnieść kiedy szłam na górę do łazienki a on w tym czasie pociął je na kawałki. Dzisiejsze zdjęcia na śniegu :) Tak się śmiesznie tarzał ;) Quote
konfirm31 Posted January 20, 2015 Posted January 20, 2015 Widać, że mu u Ciebie dobrze i wkrótce zapomni o swoim życiu podbalkonowym :) Quote
Mattilu Posted January 20, 2015 Posted January 20, 2015 Zosia stwierdziła, że on jest naprawdę bardzo ładny :) Quote
konfirm31 Posted January 20, 2015 Posted January 20, 2015 Wcale się Zosi nie dziwię :). Rudzik, to rzeczywiście ładny psiak :). Ma w sobie "to coś" ;) Quote
jotpeg Posted January 20, 2015 Posted January 20, 2015 ale mu do twarzy w szeleczkach! :) Rudzik wygląda teraz jak całkiem cywilizowany psiak, a nie bezdomniak! :) Quote
malagos Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Bardzo mnie wzruszyła historia z Zosią, te Twoje dzieciaki są niesamowite, takie wrażliwe i czułe...! A co do małego móżdżku, to przypomina mi się rysunek (Mleczki?....) jak to żona patrząc na nagiego męża mówi: "Pobory też masz małe...." Quote
konfirm31 Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Bardzo mnie wzruszyła historia z Zosią, te Twoje dzieciaki są niesamowite, takie wrażliwe i czułe...!A co do małego móżdżku, to przypomina mi się rysunek (Mleczki?....) jak to żona patrząc na nagiego męża mówi: "Pobory też masz małe...." :D Quote
Nutusia Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Byliśmy wczoraj w lecznicy. Otóż uprzejmie donoszę, że z Rudka jest samochodowy pasażer IDEALNY! Marysia się śmiała, że gdyby wiedziała, że tak będzie i gdybyśmy nie wzięły sobie do serca ostrzeżeń Krysi, spokojnie mogła jechać z nim sama :) Co prawda miał opory przed wsiadaniem, ale jechał u Marysi na kolanach bardzo grzecznie i spokojnie. Dawał mi się głaskać i był bardzo uprzejmy. Do poczekalni wszedł bez większych kłopotów, ale do gabinetu już nie - nawet chwilę histeryzował i w końcu został wniesiony na rączkach. Za to w gabinecie sprawował się wzorowo. Nasz Doktor udał się na tygodniowy urlop, więc przyjął nas dr Hubert. Ocenił Rudolfa na max. 1,5 roku. Po pogryzieniu i "guli" nie ma śladu - zagoiło się jak na psie, więc i antybiotyk nie został przedłużony. Żeby nasza wyprawa nie poszła na marne ;), Marysia zdecydowała zaczipować Rudzielca. Zaszczepić go bowiem na wirusówki jeszcze nie można było, bo trzeba odczekać po anybiotyku. Wstępnie umówiłyśmy się na kastrację Rudka i sterylkę Soni na 29go stycznia. Przynajmniej nam będzie "raźniej" ;) Po wyjściu z lecznicy okazało się, że nasza wyprawa nie poszła na marne jeszcze z jednego powodu... Na parkingu zauważyłyśmy biegnącego kurcgalopkiem w kierunku ruchliwej obwodnicy niewielkiego pieska. Wyskoczyłam z auta i próbowałam go zatrzymać, albo przynajmniej zawrócić. Gdy do niego podbiegłam zauważyłam, że jest prawie zupełnie łysy, a między nóżkami dźwiga wielki balon zamiast jąder :( Dotknęłam go, spojrzał na mnie przez moment, jakby chciał się odwinąć zębami i znów obrał kierunek obwodnica. Bez smyczy nie miałam szans. W tym czasie Marysia zdążyła wysiąść z samochodu z Rudkiem. Ja pobiegłam do lecznicy po jakąś smycz, a Marysia patrzyła gdzie pobiegnie piesek. Na szczęście bezpiecznie przeszedł przez obwodnicę (było zielone światło dla pieszych). Wsiadłyśmy w samochód i za nim! Wyprzedziłyśmy go i zjechałam w taki zjazd. Ale zanim wysiadłam, on już znowu był przede mną. Za nim szła dość szybkim krokiem kobieta, a on jakby przed nią uciekał. Zapytałam czy to jej pies. "Nie, myślałam, że jest pani!" Ona już szła za psem, zanim ten przeszedł przez jezdnię! Poprosiłam, żeby się na chwilę zatrzymała, bo pies czuje się goniony, ale powiedziała, że nie może, bo się śpieszy na ćwiczenia!!! Marysia znowu wysiadła z Rudym i patrzyła gdzie się piesek skieruje - ja wróciłam do samochodu i znów w pogoń. Na szczęście piesek skręcił w pierwszą uliczkę - już mniej ruchliwą niż obwodnica, a potem w jeszcze mniejszą. Marysia go śledziła i była coraz bliżej. W końcu piesek zwolnił, bo coraz bardziej opadał z sił. Odwrócił się, zauważył Rudka i się nim zainteresował. Marynia wykorzystała moment i capnęła go, robiąc pętlę z drugiego końca smyczy Rudzika! Podjechałam samochodem - piesek nie chciał się na tej smyczy ruszyć ani o krok. Na szczęście miałam w samochodzie matę ochronną. Zarzuciłam ją na psinę, wzięłam na ręce i wpakowałam na tylne siedzenie. Wróciłyśmy do lecznicy... Okazało się, że psiaka dr Hubert widział już w niedzielę, ale nie dał rady go złapać. Guz jąder gigantyczny - jak moje dwie pięści razem! Wielki, czerwony i gorący... Wisiał ten balon na skórze, która wyglądała jak rozciągnięta gruba guma do majtek :( Do tego guz wielkości moreli na dolnej wardze z boku. Wyłysienia z powodu guza jąder, rany na skórze i wypasione pchły. Do tego ślepe jedno oczko - drugie ledwo widzące :( Doktor go osłuchał - w serduszku jeden wielki szmer. Guz mało operacyjny - w każdym razie musielibyśmy czekać do poniedziałku na dr Traczyka, bo nikt inny nie podjąłby się go tknąć. Hubert pobrał mu krew i czekając na wyniki ustaliliśmy, że na noc piesio będzie mógł zostać w lecznicowej klatce, a my z Marysią COŚ wymyślimy... Wyniki krwi okazały się tragiczne - wszystkie możliwe normy przekroczone kilku lub nawet kilkunastokrotnie :( Umówiliśmy się, że zrobią mu jeszcze USG i RTG i zaczekamy z decyzjami do dzisiejszego ranka. My już dłużej nie mogłyśmy czekać, bo byłam umówiona z panią w sprawie adopcji Imki. Wróciłam do domu i niedługo potem dostałam telefon od dr Huberta, że jednak podjęli decyzję o eutanazji. Przerzuty do płuc były tak rozległe, że kwestią dni, może tygodnia była śmierć w strasznych męczarniach na skutek uduszenia :( Chwilę wcześniej dowiedziałam się, że ten psiak należał do pewnej "nadużywającej" pani. Trochę go karmiła, trochę się dożywiał w śmietnikach, całe życie "latał po mieście" i był bardzo wiekowy. Życie miał ciężkie, ale przynajmniej śmierć lekką... :( Quote
Mazowszanka13 Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Brawo Dziewczyny !! Pomogłyście mu godnie umrzeć, to bardzo dużo :) A adopcja Imki to brzmi ciekawie :) Quote
konfirm31 Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Myślę tak samo, jak malagos. Dobra śmierć, jest często równie ważna jak dobre życie. Dobrego życia, pewnie biedak nie miał, więc chociaż odszedł dzięki Wam bez cierpień . Quote
zachary Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Dobrze Nutusiu,że go złapałyscie, poswięcając na to duzo sił i czasu. Smierć miałby straszną...Dlaczego jest tak mało ludzinormalnie czujących i postępujących???....bo dla mnie to, co zrobiłyście z Marysią jest normalne, chociaż wiem,że dla wielu ludzi to tylko pies..... Quote
Nutusia Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Dziękujemy. Dla nas też to było normalne i naturalne. I nawet Marysia w pewnym momencie się głośno zastanowiła dlaczego to akurat na nas trafiło, dlaczego akurat my go zauważyłyśmy. I zaraz sama sobie odpowiedziała, że musiały go widzieć dziesiątki ludzi. Takich ludzi jak ta pani, która się śpieszyła na ćwiczenia... Quote
Mattilu Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Dobra, choć bardzo trudna decyzja. Dobrze, że Rudzik zdrowy i zaopiekowany. Będę pamiętała o kastracji 29.01. Quote
Marysia R. Posted January 21, 2015 Author Posted January 21, 2015 Dzięki Nutusiu za opisanie naszej smutnej przygody. Przynajmniej psina miała godną śmierć, w tej sytuacji uśpienie było jedyną rzeczą którą można było dla niego zrobić. Śpij spokojnie piesku [*]. Tak jak napisała Nutusia Rudzik jest już w pełni zagojony, antybiotyku już nie bierzemy, na 29.01 wstępnie umówiona kastracja. Doktor ocenił go na max. 1,5 roku a waga w poczekalni pokazała... tylko 12kg ;) Zaczipowałam chłopaka - koszt 40zł (https://lh3.googleusercontent.com/-5liaol-bOfw/VL-6Z0Iwd1I/AAAAAAAABlg/n8N30WfUYF8/s640/zdj%25C4%2599cie-17.JPG), szczepienie na wirusy zrobimy po kastracji. Chyba powoli zacznę myśleć nad tekstem do ogłoszeń :) Quote
Mazowszanka13 Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Jaka piękna psina ! Gdyby był w swoim życiu odpowiednio zaopiekowany na pewno by jeszcze śmigał po tym świecie. Quote
Nutusia Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 No, to się poryczałam... Taki z niego mój Lesio był :( Quote
konfirm31 Posted January 21, 2015 Posted January 21, 2015 Dzięki Nutusiu za opisanie naszej smutnej przygody. Przynajmniej psina miała godną śmierć, w tej sytuacji uśpienie było jedyną rzeczą którą można było dla niego zrobić. Śpij spokojnie piesku [*]. Tak jak napisała Nutusia Rudzik jest już w pełni zagojony, antybiotyku już nie bierzemy, na 29.01 wstępnie umówiona kastracja. Doktor ocenił go na max. 1,5 roku a waga w poczekalni pokazała... tylko 12kg ;) Zaczipowałam chłopaka - koszt 40zł (https://lh3.googleusercontent.com/-5liaol-bOfw/VL-6Z0Iwd1I/AAAAAAAABlg/n8N30WfUYF8/s640/zdj%25C4%2599cie-17.JPG), szczepienie na wirusy zrobimy po kastracji. Chyba powoli zacznę myśleć nad tekstem do ogłoszeń :) Biedulek :(. Niech śpi spokojnie........ Na, a dla mnie Rudzik to był 20 kg pies. W samochodzie ;). A to - chudzinka ;) Quote
Marysia R. Posted January 21, 2015 Author Posted January 21, 2015 Tym razem w samochodzie zachowywał się jak aniołek :) Quote
Grażyna49 Posted January 22, 2015 Posted January 22, 2015 Boziu,jaki słodziak. Biegaj szczęśliwie po zielonych łąkach za TM kruszynko. Dobrze się stało ,że p.doktór podjął taką decyzję. Już się nie męczy. Wizja następnych dni,przerażająca. Quote
Nutusia Posted January 22, 2015 Posted January 22, 2015 RATUNKUUUUUU!!!!!!! Marysia siedzi w samochodzie z OGROMNYM, pięknym, młodym ONkiem!!!!! Stał na środku trasy i ani myślał zejść. Dopiero gdy przed nim zatrzymał się TIR, łaskawie zszedł na brzeg drogi (pobocza tam nie ma). Marysia jechała na uczelnię, ale cóż było robić :( Podjechała z nim do lecznicy - chipa nie ma... Teraz wiezie go do Łomianek, do znajomego znajomej, ale może u niego zostać tylko do wieczora. CO ROBIĆ!?!?!?!?!?!? Quote
Mazowszanka13 Posted January 22, 2015 Posted January 22, 2015 Serdecznie zapraszam na wielki bazar z przetworami, z którego część utargu przeznaczona zostanie na Rudzika :) http://www.dogomania...lutego-do-2100/ Quote
konfirm31 Posted January 22, 2015 Posted January 22, 2015 Jesteś bardzo dzielną Dziewczyną, Marysiu :). Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.