Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

No wiesz, widzę różnicę w tym, że nikt się nie dziwił kiedy w wieku 15, 16 czy 17 lat zajmowałm sie umierającą babcią i w tym, że BYŁAM przygotowana doprowadzenia domu samodzielnie, a tym że widzę dzisiaj dziewczyny po 18-20 lat, które nie maja zielonego pojęcia gdzie się płąci rachunki... ;) Albo tym, że naszej forumowej koleżance rodzice nakazują, zakazują i traktują ja jak dzieciaka, chociaż właśnie zdała maturę, a tym, że jednak ludzi z mojej klasy maturalnej traktowano jak dorosłych, albo przynajmniej wkraczających w dorosość.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ludzie zawsze byli tacy i tacy, czyli różni. Taki świat ;)
Co do wyprowadzania psów przez dzieci to jest jak ze wszystkim - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jak w wątku prawniczym był przypadek maltańczyka zagryzionego przez amstafa na klatce schodowej, to w obronie ogólnie-i-szczególnie-nękanej-rasy dogomaniacy zrobili kosmiczną awanturę o to, jak to możliwe, że maltańczyk był pod opieką nastolatki.

Posted

Ja wiem, to straszne, ale naprawde tak jest. Moja mama od wielu lat wykłada na uniwerku. Mówi, że teraz jest naprawde gorzej. Na zajęcia z grupy 30 osób przychiodzą 2-3. Nie moze polać całego roku, choć by chciała, bo przeciez tak nie mozna po prostu. Ludzie mają coraz mniejszą wiedzę - ostatnio tłumaczyła ludziom, co to znaczy "kontrowersyjny", "amfora". Poza tym wiedza ogólna, historyczna - dramat po prostu. Mama musiała tłumaczyć, o co chodzi z murem berlińskim, co to była noc kryształowa i wiele innych. No obłęd... Mówi, że dawniej nie było aż tak źle.

Siostra mojego TZ ma 23 lata i też siedzi pod butem rodziców, jak jest w Poslce. Jeździ po świecie, nie ma jej miesiącami, wraca do domu i nie moze sama nic zrobić.

Posted

Sybel napisał(a):
Ja wiem, to straszne, ale naprawde tak jest. Moja mama od wielu lat wykłada na uniwerku. Mówi, że teraz jest naprawde gorzej.

Nie, naprawdę tak nie jest :) Świat się zmienia, zmieniają się priorytety i paradygmaty, ale to nie znaczy, że staje się gorszy. Dla nas staje się gorszy, bo przemijamy, bo się starzejemy, świat pędzi do przodu i już się w nim nie potrafimy odnaleźć tak, jak w młodości.
Już w starożytności sądzono, że świat chyli się ku upadkowi. I tak się chyli, i chyli kolejne tysiąclecia i jakoś upaść nie może :D

Posted

A ja uważam, że dzieci z psami wychodzić nie powinny i koniec. Odpowiedzialności i samodzielności można uczyć na wiele innych sposobów niż puszczając dziecko z psem na spacer. Przecież logiczne jest, że taki np. 12latek nie ma ani odpowiednio wykształconej wyobraźni, żeby przewidywać zagrożenia, ani fizycznych możliwości, żeby nad dużym psem zapanować.
Kiedyś idąc sobie z psem po osiedlu usłyszałam z tyłu krzyk dzieci. Odwracam się, a tu biegnie na nas ON ciągnąc za sobą smycz, a za nim dwóch chłopców 11-12 lat. Myślę, że to w pewnym sensie była dla dzieci trauma, bo mój tego psa złapał, tamten skowytał, oczywiście problem z rozdzieleniem, a dzieci w histerii pchające się żeby psu pomóc, trzeba było je trzymać, żeby jeszcze im w tej całej sytuacji krzywda się nie stała.
Oczywiście później miałam w domu wizytę mamusi z pretensjami i roszczeniami o zwrot kosztów za wizytę u weterynarza. Mamusia jednak szybko podkuliła ogon, jak mąż wyczuł od niej alkohol i postraszył policją o niedopilnowanie dzieci i narażenie ich na niebezpieczeństwo, podczas gdy ona sobie "balowała".

Posted

ja również uważam , że dzieci nie powinny wychodzić z psami
u nas na osiedlu jest masa takich przypadków , 7 latek wychodzący z agresywnym szit su , 2 razy widziałam jak chłopak nie mógł rozdzielić dwóch gryzących się max 10kg psów .
10 latka z wielkim bokserem który też lubi wszczynać bójki i ciągnie ją bez najmniejszego problemu wszędzie .
i mogę tak wymieniać długo , sama gdy rodzice kupili pierwszego psa miałam 6 lat , ale pierwszy raz z nim wyszłam jako może 11-12 latka , tzn pierwszy raz wyszłam całkiem sama do parku (wcześniej chodziłam z nim do parku z bratem lub mamą) , nie dlatego że rodzice byli za bardzo opiekuńczy tylko dlatego że dopiero w tym wieku byłam na tyle odpowiedzialna i wiedziałam że dam sobie radę jakby coś się działo , a ten pies to 6kg pudelek ;)
teraz mam 17kg sukę i niewyobrażam sobie żadnego dziecka z nią na spacerze , to by było zbyt niebezpieczne

przedwczorajsza sytuacja , wracam z suka z polany koło 21, moja na smyczy krótkiej , kaganiec mam w ręku (ściągam najczęściej gdy biorę ją na smycz) wychodzę za róg , idzie sąsiadka z 16letnia suczką spaniela , moja nigdy nie wykazała agresji do starych psów mijaliśmy się nie raz i było ok, więc spokojnie mijam , rozmawiałam może 10sec z sąsiadką jak jej suczka podeszła do mojej (jej zawsze bez smyczy, jest stara , łagodna) , to była sekunda , żadnego warknięcia, zjeżenia się , nic , odciągałam moją dobre 15sec , myślałam że zapadnę się pod ziemię ze wstydu , mimo że moja była na smyczy a jej nie ,uważam że to moja wina po trochu bo nie wyczułam żadnego napięcia i nie przewidziałam ataku . było trochę krwi , na szczęście nic poważnego i wyobraźmy sobie teraz, że taka sytuacja spotyka dziecko , nie było by wstanie odciągnąć psa tak szybko i mogłaby się stać tragedia.
nie było w tej sytuacji chamstwa, było jedynie brak wyobraźni także z mojej strony .

Posted

Problem agresywnych psów to problem pleniących się pseudohodowli i wprowadzania nowych, nieznanych dotąd ras, o których większość ludzi nie ma pojęcia (vide: "to york! a nie jakis tam terier."). Moi rodzice, wówczas w okolicach 70-tki sprawili sobie bigla (rodowodowy, kilkakrotnie wystawiany) "bo taki ładny" - efekt: pies wyprowadzany na 15-minutowe spacerki 3 razy dziennie, na wakacjach uciekający do suk, bez jakiejkolwiek kontroli. Zaproponowałam kastrację - "nie bo kastrowane nie trzymają moczu!" eh...

Posted

stroosia83 napisał(a):
Przecież logiczne jest, że taki np. 12latek nie ma ani odpowiednio wykształconej wyobraźni, żeby przewidywać zagrożenia, ani fizycznych możliwości, żeby nad dużym psem zapanować.

No bez przesady, wszystko zależy od dzieciaka. Gdy pierwszy boxer wywalił moją mame, tylnymi łapami prawie rozdrapując jej twarz, bo chciał rotweillera dostać, to nie moja ciotka pierwsza zareagowała, a ja, rzuciłam się psa trzymać przy okazji zarzucając mu kurtke na pysk, a miałam wtedy ile? jakieś 9-10lat. To ja i moja siostra z psem wychodziłyśmy i nie raz rozdzielałyśmy bójki z dobrym skutkiem (a jak pisałam pies ważył 42 kilo), to ja jako dziecko wracając ze szkoły dostawałam palpitacji widząc mojego ojca który beztrosko puszczał psa na luźnej flexi na ulice. To moja siostra mając ok13 lat szkoliła tego psa, m.in. testowała na pozorancie, gdy mój ojciec potężny chłop raz jedyny wszedł z psem na plac i został kilka metrów przeciągnięty po błocku. Tamten pies był dla mnie najzaje**** psem na świecie, drugiego takiego nie będzie. Cudownie ułożony, (nieraz ze mną lub z siostrą chodził luzem po osiedlu nosząc swój kaganiec nie na pysku a w pysku (co niesamowicie rozśmieszało ludzi) a ile miałyśmy? naście lat ) gdy się buzował można było go utrzymać jednym palcem, a wychowany był przez dzieci. Nie róbcie z dzieci jakiś upośledzonych istot, jasne są istotki kompletnie nieporadne mam kilka takich na osiedle np. dziewczynka której notorycznie wysmykuje się smycz z ręki i pies daje noge, nie raz go łapałam, mając w jednej ręce moją próbującą go zamordować suke, a w drugiej jego, ale że trafiła się jedna taka ofiara losu nie znaczy że wszystkie dzieci są bez wyobraźni, czasami potrafią zaskoczyć i zachowywać się doroślej niż niejedna stara baba:cool3:

Posted

No niby od dzieciaka zależy, ale zdania chyba nie zmienię, mimo tego, że sama w wieku ok 7 lat dostałam psa (kundelek 15kg) i do jego śmierci byłam jego panią i przewodnikiem. Chodziłam na spacery, karmiłam, kąpałam i szkoliłam z niezłym skutkiem, a i rozdzielać moją sucz z suką sąsiadki na klatce mi się zdarzyło. Był to jednak piesek mały. Jeśli chodzi o duże psy, to jak by nie był wyszkolony, to nie jest to kompan do spacerów dla dziecka. Moje dziecko narazie w planach, ale na chwilę obecną stoję na stanowisku, że nawet z małym psem na spacer wychodzić nie będzie:cool3:

Posted

stroosia83 napisał(a):
Moje dziecko narazie w planach, ale na chwilę obecną stoję na stanowisku, że nawet z małym psem na spacer wychodzić nie będzie:cool3:

W sumie pewnie masz racje, lepiej dmuchać na zimne. Ja jako dziecko znałam swoje reacje, mimo, że nikt mnie nie uczył co i jak potrafiłam się zachować, ale czy zaufałabym innemu dziecku i dała np. moją suke na spacer... hmm no nie wiem:evil_lol:

Edit: Jeszcze tylko dodam, że to w dużej mierze też pewnie kwestia zaufania, np. z moim psem nikt nie wychodzi oprócz mnie ew. moja mama schodzi z nią na siku, gdy jestem na uczelni, a tak to tylko ja, bo ja znam jej reakcje, przyzwyczajenia, wiem kiedy się szykuje np. do udziabania, znam jej zachowania itp.

Posted

To ja też jeszcze dodam:evil_lol: Piszesz, że rozdzielałaś psy i mi też się to zdarzyło, ale czy taka sytuacja powinna mieć miejsce?? No nie powinna, bo gdyby coś poszło nie tak, zostałybyśmy pogryzione, to tragedia gotowa, a odpowiedzialność i konsekwencje poniosą rodzice i właściciel drugiego psa (o ile to też nie będzie dziecko).

Posted

Dorosłemu człowiekowi wyprowadzającemu psa też się może zdarzyć sytuacja, w której jego pies pogryzie się z innym. Ryzyko można minimalizować, ale nie da się go w 100 % wyeliminować. Czasami jak czytam to forum, to mam wrażenie, że wszystkie psy są w absolutnie odwoływalne, nigdy nie podbiegają, nie szczekają, zawsze i wszędzie wykonują każda komendę, a niedługo zaczną same po sobie sprzątać :diabloti:

O dziwo na spacerach takich super grzecznych idealnie ułożonych psów nie widuje :evil_lol:

Posted

stroosia83 napisał(a):
To ja też jeszcze dodam:evil_lol: Piszesz, że rozdzielałaś psy i mi też się to zdarzyło, ale czy taka sytuacja powinna mieć miejsce?? No nie powinna, bo gdyby coś poszło nie tak, zostałybyśmy pogryzione, to tragedia gotowa, a odpowiedzialność i konsekwencje poniosą rodzice i właściciel drugiego psa (o ile to też nie będzie dziecko).

Jeenyyy napisałam taki długi post i mnie wylogowało:angryy::angryy: A teraz nie chce mi się na nowo pisać:evil_lol: więc w skrócie
Piszesz co gdyby... ale gdybać można non stop, równie dobrze moge teraz gdybać co gdybym wyszła z suką, a jakiś pies by mnie pogryzł, co gdyby na przystanku pies wżarł mi się w gardło, co gdyby samolot na mnie spadł, jakbym tak ze wszystkich stron wypatrywała niebezpieczeństwa to bym się bała nos z domu wyściubić:evil_lol:
Ale nie pogryzł mnie żaden pies, głównie dlatego, że też miałam troche oleju w głowie i nie pchałam łap w żrące się psy, a czekałam na odpowiedni moment, a jakby mnie pogryzł... no to bym była pewnie pogryziona, zdarza się, teraz też może mnie coś użreć. Równie dobrze bez psa mogłam jako dziecko spotkać agresora, jak byłam mała rzucił mi się do gardła rotweiller tylko dlatego że sobie stałam i czekałam na koleżanke, w kagańcu, ale łupnął w krtań i też bolało, a byłam bez psa. Jedyne co mnie to nauczyło, że psy mają różne reakcje i należy do nich z respektem podchodzić.

Nie chodzi mi o to, że od razu wszyscy mają wypuszczać dzieci z psami, ale po prostu stwierdzenie że dzieciaki nie mają wyobraźni i siły i wrzucanie wszystkich do jednego worka jest w pewien sposób krzywdzące dla tych dzieciaków które potrafią się zachować, które mają siłe i zdolności by nad psem zapanować, bo nie chce mi się wierzyć, że większość dzisiejszych dzieciaków to rozlazłe kluchy bez krzty oleju w głowie, na pewno znajdzie się nie jeden który potrafi lepiej psa opanować niż powiedzmy jakiś rosły 40latek ;)

Posted

Bez przesady, wg mnie wszystko zależy od tego, jakie jest dziecko. Nie mówię o wyprowadzaniu przez np. 10 latków wielkich psów, nad którymi fizycznie nie są w stanie zapanować. ALE. Ja mam 14 lat, od prawie dwóch lat mam psa, tylko ja z nim chodzę na spacery (rodzice wychodzą tylko wtedy, kiedy jestem chora, nie ma mnie w domu itp), szkolę go, zajmuję się pielęgnacją. Łażę z Jaskierem kilka godzin po lasach, łąkach, jeżdżę z nim autobusem po całym mieście.
Jasne, że są sytuacje, gdzie podbiegną jakieś psy, nawet agresywne, ale co w takiej sytuacji zrobiłaby więcej ode mnie moja mama? Ja się staram dowiadywać jak najwięcej o psach, a moja mama wie tyle, co jej czasem powiem. Więc miałaby wiedzieć, jak się zachować tylko dlatego, że jest dorosła? Nie sądzę...
A mnie równie dobrze może pies zagryźć jak będę szła do koleżanki...

Posted

Przepraszam, ale mówimy o dzieciach, czy nastolatkach? 14lat to dla mnie już nastolatek, a nie dziecko. Ale przykład 12latka z psem na spacerze, bodajże z goldenem, który był na poprzedniej stronie jest dla mnie wyrazem nieodpowiedzialności ze strony rodziców. Jest to zbyt małe dziecko chociażby fizycznie, aby takiego psa samodzielnie wyprowadzać.
A gdybać oczywiście sobie można, ale nie o to tutaj chodzi. Podobno i tak najwięcej wypadków dzieje się w domu:evil_lol:

Posted

stroosia83 napisał(a):
Przepraszam, ale mówimy o dzieciach, czy nastolatkach? 14lat to dla mnie już nastolatek, a nie dziecko. Ale przykład 12latka z psem na spacerze, bodajże z goldenem, który był na poprzedniej stronie jest dla mnie wyrazem nieodpowiedzialności ze strony rodziców. Jest to zbyt małe dziecko chociażby fizycznie, aby takiego psa samodzielnie wyprowadzać.
A gdybać oczywiście sobie można, ale nie o to tutaj chodzi. Podobno i tak najwięcej wypadków dzieje się w domu:evil_lol:


To jest chyba o mnie, więc czuję się wywołana do tablicy :) 12 latka to już całkiem poważna osóbka, za rok będzie już w gimnazjum, jeśli chodzi o wzrost, to tylko kilka cm niższa ode mnie, na tyle silna, że zatrzyma wyrywającego się szczeniaka. Potrafi również uczyć go chodzenia na luźnej smyczy, metodą której nauczyliśmy się w psim przedszkolu. Sprząta po psie, nosi woreczki ze sobą. Naprawdę nie boję się ją puścić 100 metrów od domu. Co będzie jak pies urośnie? Jeszcze nie wiem, pożyjemy i zobaczymy jaki będzie pies i jaka będzie córka za te kilka miesięcy. Na razie widzę, że sobie świetnie z nim radzi.

Posted

Jesli dzieciak sobie radzi to ok...
Gorzej gdy np widze wyrywajacego sie sznupa mini a na drugim koncu smyczy 6-7 letnie dziecko ktore wogole nad psem nie panuje...Wtedy to jest wkurzajace...
Ja tez mialam po 10 lat i wychodzilam z kundelkiem srednej wielkosci ale jakos zawsze udalo mi sie psa utrzymac...
Nw moze ja jakas silna bylam albo pies normalny;p

Posted

Ostatnio pewna Pani 'ratowała' swojego yorka przed moją 'bestią' w typie west'a. wyglądało to komicznie - mój pies idzie przy nodze, a pani widząc nas rzuca zakupy w bok i zakrywa swojego terriera ciałem rzucając się dosłownie na kolana i prawie, że kładąc się na tym psie O-O Dodam jeszcze, że gabarytowa różnica pomiędzy moim a jej psem wynosiła może ze 3 kg?

Posted

a takie cudaki to ja tez znam...Ukrywaja yorusie na rekach bo przeciez spaniel to mutant nie z tej ziemi i jedyny jego cel zyciowy to zagryzac i zjadac szczury w dlugiej siersci:diabloti::evil_lol:
(taki sarkazm oczywiscie,nic nie mam do yorkow dobrze wychowanych i traktowanych jak psy)

Posted

drachena napisał(a):
Ostatnio pewna Pani 'ratowała' swojego yorka przed moją 'bestią' w typie west'a. wyglądało to komicznie - mój pies idzie przy nodze, a pani widząc nas rzuca zakupy w bok i zakrywa swojego terriera ciałem rzucając się dosłownie na kolana i prawie, że kładąc się na tym psie O-O Dodam jeszcze, że gabarytowa różnica pomiędzy moim a jej psem wynosiła może ze 3 kg?

A może powodem jest to, że może to te Yorki są cięte i nieobliczalne i właściciele profilaktycznie je wolą odizolować od większego psa, żeby York go nie zaczepił a potem sam nie oberwał?

Posted

Ale bez przesady żeby się od razu na psie kłaść :lol:
Raz jak szłam chodnikiem z moim psem, to jedna pani też 'ratowała' swojego yorka, od razu biorąc go na ręce i oddalając się

Posted

Ja mam coś z cyklu: "małe kudłate na flexi". Idę sobie po parku z wózkiem, nagle z bocznej alejki wypada takie coś małe kudłate na flexi, z prędkością światła pakuje mi się pod koła i skacze po wózku, a jego pańca krzyczy do mnie z drugiego końca smyczy: uważaj bo mi psa rozjedziesz! W pierwszym momencie mnie zatkało, ale potem powiedziałam co myślę.

Inne przypadki zachowania .... poniżej krytyki: pies, który zawsze, ale to zawsze leje mi na płot (pies chodzi z pańcią na smyczy), jak tylko to widzę to zwracam uwagę, ale nic nie pomaga. Cholera mnie strzela, bo mam drewniany płot i zaczyna gnić w tym miejscu.

A najfajniesza jest babcia z bokserowatym psiakiem. Pierwszy raz, jak przechodziłam z moją suką obok niej (tzn. drugą stroną ulicy), to rzucił się na nas z takim warczeniem, że aż podskoczyłam do góry ze strachu. Moja psina nie reaguje na takie zaczepki, ewentualnie spojrzy w stronę agresora, ale wystarczy powiedzieć "naprzód" i idzie spokojnie dalej. A babcia (taka prawdziwa babcia, siwiutka), jak na mnie nie huknie, że chodzę po jej trasie spacerowej, denerwuję jej psa i gdzie do cholery mój pies ma kaganiec (boksio był bez). Nic nie odpowiedziałam z szacunku do jej siwych włosów. A cisneły mi się tylko mocno nieparlamentarne słowa.

Posted

Cockermaniaczka napisał(a):
a takie cudaki to ja tez znam...Ukrywaja yorusie na rekach bo przeciez spaniel to mutant nie z tej ziemi i jedyny jego cel zyciowy to zagryzac i zjadac szczury w dlugiej siersci:diabloti::evil_lol:
(taki sarkazm oczywiscie,nic nie mam do yorkow dobrze wychowanych i traktowanych jak psy)

Kiedyś przez nastolatki (coś ok gimnazjum?) moje 8,5 kg i 37 w kłębie zostało nazwene dużym psem, przed którym trzeba było uratować dwa yorki :evil_lol:

Posted

A moja sąsiadka dalej dziecku, którym się opiekuje, mówi, że Nuka to monstrum, że jest ogromna itd (przypominam, że Nuka jest jak shar-pei :p). Ja się tylko z siostrą śmieję, co by sąsiadka powiedziała, jakbym miała doga niemieckiego arlekina, pewnie jej reakcja by była "co za nienormalni ludzie, krowę w domu trzymają" :evil_lol:

Posted

moja sąsiadka na widok mojej suki biegającej bez smyczy ale w kagańcu (oczywiście odwoływalna) bierze na ręce swoją suczkę która waży na pewno jakieś 15kg , nie wiem skąd ten strach , moja suka nigdy do nich nie podbiegła, owszem na smyczy jak tamta się rzucała moja tez wyraźiła swoje zdanie ale sama nigdy nie podeszła.
a co lepsze to tamta zawsze szczeka na moją i podbiega jak nie zdąża jej złapać.

z yorkami również mam takie sytuację , tylko ludzie od yorków nas nie znają więc pewnie reagują tak na każdego większego psa od ich yorka.

ale największym zdziwieniem moim było gdy czekałam u weta w poczekalni z suką , wiadomo moja w kagańcu na krótkiej smyczy , i naprzeciwko nas usiadł mężczyzna młody koło 30stki ze swoim wielkim donkiem na flexi , pies merdał ogonem ciągle do mojej suki i popiskiwał wesoło , moja też nie wykazała żadnej agresji więc popuściłam trochę smycz żeby mogły się powąchać , reakcja tego mężczyzny była conajmiej dziwna , zaczął krzyczeć żebym zabrała tego agresywnego psa, bo zrobi jego psu krzywdę itd ....
moja suka była jak połowa tamtego psa na dodatek w kagańcu (nie warknęła na tego psa merdała ogonem też) i wyglądem nie przypomina żadnej "groźnej" rasy , no ale cóż ..
w każdym razie jak właściciel tamtego psa zaczął tak krzyczeć że zdenerwował moją sukę i wtedy naprawdę była agresywna ale nie do psa tylko do właściciela.
wiem ,że mogłam sobie darować te witanie , ale rzadko się zdarza tak przyjazny donek (szczeniak ok 40kg) i coś mnie podkusiło .
teraz zawsze pytam czy psy mogą się przywitać w poczekalni , ale moja suka po tamtej akcji w poczekalni zrobiła się agresywna , wydaję mi się ,że właśnie przez tamtą sytuację .
i wiem ,że to też moja wina bo mogłam spytać .

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...