Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

 

To że 50kg psa nie chodziło na szkolenie a jego właścicielka sama nie umie go ogarnąć to nie mój problem i nie problem mojego psa i nie mam zamiaru kolejny raz patrzeć jak moja mała robi pod siebie ze strachu. Jak pies uciekł, to jej zasranym obowiązkiem było ruszyć za nim tyłek i go zabrać zanim drugi pies dostanie zawału. Każdy opiekun powinien pilnować swojej pociechy i dbać o jej bezpieczeństwo. W tym przypadku ja powinnam dbać o bezpieczeństwo swojej małej i stanąć psu na drodze zanim do niej dobiegnie, choćbym miała mu po oczach gazem psiknąć czy wcisnąć go łokciem w trawnik. A o to, żebym ja nie skrzywdziła drugiego psa, powinien dbać opiekun tego drugiego, nie dając mi okazji do ratowania swojej suni.

To że Twój pies histerycznie boi się drugiego psa ( a zdaje się, że boi sie także frunącego liścia) to JEST WYŁĄCZNIE TWÓJ PROBLEM.  A  nie problem innych. I inni wcale nie muszą sie nim przejmowac. 

Widzisz - kazdy kij ma dwa końce. Albo zachowujesz się w porządku i stosujesz metode choćby zaproponowaną przez spike'a (czyli rozsadek i zrozumienie, odrobina empatii) i zyje sie wszystkim łatwiej, radośniej i lepiej. 

Albo stoisz przy swoim... tamten pies to nie Twój problem. Twój pies nie jest także problemem dla tamtej kobiety. Przy czym jak się z boku przyjrzeć... dla niej problemem nie jest ani Twój pies, ani jej pies, ani zaden inny pies. Dla Ciebie problemem jest całe otoczenie i wszystkie psy tego świata (czekam z utesknienien na opis problematycznych liści - bo jak one moga tak fruwac i przestraszać doprowadzając do zawału Twojego psa!)

 

Ja rozumiałabym - podbiegł, rzucił sie, poranił, ryczał i temu podobne. Ale on podszedł i zachecał do zabawy... to Twój pies zachowywał się jak psychol, a Ty niestety razem z nim. Bardzo częsty widok, niemal codzienny.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

To wniosek jest jaki? Że lękliwe psy nie mają prawa się czuć bezpiecznie nawet przy swoim właścicielu, bo ktoś sobie puści luzem wielkiego nieokrzesanego psa i ma wszystko w dupie? Polska dla Polaków, ziemia dla ziemniaków, a lękliwe psy na księżyc?

  • Upvote 1
Posted

spike, to tak nie wygląda.

Jako opiekun psa, który kocha 98% ludzi, najchętniej zalizałby dzieci na amen, uwielbia małe pieski bardzo uważam i konsekwentnie pracowałam na to, by nie podbiegała go każdego się przywitać. Lilo jest dość wysoka jak na swoją wagę i nawet biegnąc z merdającym ogonem może wystraszyć. 

 

Skoro ja, dbam o to by mój pies się mnie pilnował ( ba, nawet udało mi się dokonać niemożliwego, nauczyć ją chodzić grzecznie bez smyczy - to u nas na osiedlu jest jakimś fenomenem -.- ), by nie zaczepiał ludzi i psów bez mojego pozwolenia, wymagam tego samego od innych opiekunów. Nie mam najmniejszego zamiaru nosić smaczków ani zabawek dla innego psa. Jego właścicielka doskonale wie, że ja sobie nie życzę by jej pies napastował moją sunię i dlatego właśnie więcej jej takiego zachowania nie popuszczę. Bo ja nie mam zamiaru prosić więcej niż raz.

 

Pracujemy z nią w określony sposób. Postępy są powolne, ale są więc to jak pracujemy wydaje się skuteczne. Praca z jej lękiem nie zakłada że z kompletnych ciemności wyskakuje na nią ogromny pies, dlatego zachowała się jak zachowała. Mogłam ją puścić, ale co bym zrobiła gdyby uciekła na ulicę, albo jeszcze gorzej uznała że teraz to ja jestem zagrożona i zaatakowała olbrzyma ? To jest jeszcze głupawe szczenie, dające się ponieść emocjom i właśnie w takich momentach najbardziej potrzebowała mojej kontroli. 

Nie mam najmniejszej ochoty przeprowadzać na niej terapii szokowej tylko dlatego że komuś się psa upilnować nie chce. Gdybym to ja bała się psów a nie mój pies, to taki kolega już dawno dostałby kopa w pysk, należy uwzględnić że nie każdy sobie życzy by pies czy duży, czy mały podbiegał do niego bez jakiejkolwiek kontroli... bo ludzie różnie reagują. Jeden zacznie krzyczeć a inny zwyczajnie psa skrzywdzi. Wykładać tego tej pani nie mam zamiaru, ale jeśli znów dopuści do takiej sytuacji to stanę w obronie swojej suni. Myślę że jeśli ona uzna, że ją obronię w razie konieczności to łatwiej jej będzie zaufać psom, które próbuję z nią zapoznać i pokazuję jej że są bezpieczne. 

 

czarnykapturek, u nas to jest ciut bardziej skomplikowane. Nigdy nie brałam jej na ręce widząc innego psa. Nie zwracam uwagi na obce, duże psy i staram się by Lilo to zauważyła. Niestety to że ja się nie boję, serio mało daje i każda konfrontacja jest dla niej trudna. 

 

Udało nam się poznać 2 labradory których wcześniej się panicznie bała. Ostatnio zapoznała ciut większego od siebie, czarnego kundelka ( czarne jest gorsze ).. ale zapoznania takie nie są łatwe, ani dla niej ani dla mnie. Nie wystarczy nie okazywać strachu.

 

 

Choć oczywiście z tą reakcją właściciela macie rację. Mamy u nas małego psiaka, który od początku bardzo chciał się z Lilo bawić. Bawiły się ładnie, ale opiekunka uznała że Lilo go "zgniecie", "zdepcze", "przegryzie w pół" i w ogóle cuda na kiju, bo Lilo jest większa to nie umie się zachować :roll: . Pani uznała że będzie bronić bezpieczeństwa malucha, biorąc go na ręce zawsze gdy chciał podejść do większego psa... i tak, obecnie ten maluch się już dużych psów boi. 

Niestety gdyby w przypadku Lilo to było takie proste, to problemu by już nie było. 

Posted

chounapa, a gdybys jednak zwracala uwage na duze, obce psy? chodzi mi o to, ze jesli widzisz takiego pieska, ktory idzie na smyczy, zmniejszyla odleglosc miedzy nim o twoim pieskiem? nie na sile, ale zdecydowanie podejsc te pare krokow blizej? Z moich obserwacji: jesli pokierujesz psem na "niebezpieczenstwo", bedac blisko, zeby pies wiedzial ze masz kontrole, pies sie "poddaje" twojej woli, widzac ze nie taki diabel straszny. Nie mowie o wrzuceniu na gleboka wode, dlatego drugi piesek powinnien byc kontrolowany przez wlasciciela, ale zmniejszyc dystans, bez zatrzymywania sie, bez checi poznania jednego psa z drugim. Przejsc obok jakby nigdy nic. Ale pewnie i spokojnie.

 

Edit: ja nie pozwalam Sarze bawic sie z malymi pieskami, tzn.pozwalam, ale jak widze ze zaczynaja sie scigac, odwoluje. Sara to olbrzym, boje sie ze swoja waga moglaby zrobic krzywde maluszkowi. Znamy taka pania, ma pieska mini-mini, taki szczurek, i ten piesek jest bardzo przyjazny. Chce sie bawic, ale jest tyci. Pani nauczyla pieska chamowac w swoim zapedzie, na rozkaz piesek "pada na ziemie", wtedy drugi "podkrecony" zabawa pies staje z mina: WTF?

Posted

"to Twój pies zachowywał się jak psychol, a Ty niestety razem z nim. Bardzo częsty widok, niemal codzienny."

 

Tak, właśnie to dokładnie napisałam i fajnie że dobrze zinterpretowałaś mój opis sytuacji i mojej reakcji. 

 

 

Jak się przyjrzeć z boku to sytuacja wyglądała tak:

Z kompletnej ciemności wybiegł na nas ogromny pies, który zerwał się ze smyczy swojej właścicielce 300 metrów dalej. <- Tu jestem pełna zrozumienia, póki wiem że nie puściła go na nas bez pytania celowo.

 

Na ogromnego psa, sunącego z ciemności Lilo zareagowała paniką.

 

Właścicielka ogromnego psa, plotkując po drodze z koleżanką idzie sobie spacerkiem ( bardzo wolnym ) te 300 metrów nie próbując nawet wołać psa ( zakładam że wie że to nic nie da ), nie przyśpiesza mimo że słyszy reakcję mojego psa, z daleka w ciemności nie widzi co się dzieje i nic jej to nie obchodzi. Gdy łaskawie znalazła się na miejscu, wzięła psa i ze śmiechem powiedziała że "spełnił swe marzenie" <- to już jest dla mnie problem. Bo pies jak się zerwał, to trudno dopóki nikogo nie chce krzywdzić, ale w takiej sytuacji Pani powinna przyśpieszyć i zrobić wszystko by swojego psa jak najszybciej zabrać. 

Prawda jest taka, że nie narzekam na inne psy i innych ludzi, bo nawet jak ktoś ją wystraszy niechcący, robi co może żeby nad psem zapanować. Należy szanować innych psiarzy, w tym potrzeby innych psów. Potrzebą mojej suni jest to, by żaden olbrzym na nią nie wbiegał i biorąc pod uwagę zarówno kulturę jak i przepisy, moja sunia ma do tego pełne prawo. 

Posted

 

 

Spike, bez jaj. Nie bede nosic na spacer dodatkowych psich obiadów, ani tez wychowywac czy zabawiac obcych psow

 

Ja się dziwię. Bo ja sto razy bardziej wolę właśnie "oswoić" przestraszonego, obcego psa niż mieć z nim jakieś przeboje albo stać i domagać się od właściciela żeby go zabrał.

Szczególnie że jeszcze dochodzi do sytuacji kuriozalnej, jak ta opisywana przez ciebie, że właścicielka "atakującego" przestraszonego knypka boi się podejść do twoich większych i groźniej wyglądających psów które się na knypka rozszczekały.

Tak, oczywiście, "wina" leży po stronie tej kobiety. Ale czy nie lepiej zamiast szukać winnego i potem opisywać na forum sytuację w topiku "chamstwo innych psiarzy" po prostu ją szybko i "na bieżąco" rozwiązać?

 

 

 

 Nie dociera do takich postaci, ze pracujesz z psem, ze naprawiasz bledy. Bo jego pies przeciez NIC NIE ROBI, co nie?

 

tak jak pisze isabelle, spójrz na sprawę z drugiej strony. jeżeli evel stoi na stanowisku: "właściciel którego pies podbiegł powinien go natychmiast zabrać i nie ma zamiaru zrobić nic żeby sytuację załagodzić", choć z łatwością by mogła to dlaczego oczekujecie od właściciela psa który chce się bawić że on się będzie zastanawiał czy ty "pracujesz z psem"?

jego pies jest spokojny, nieagresywny, a że chce się pobawić to zwyczajna psia rzecz. nie robi nic co by wymagało jego reakcji wg oceny większości ludzi. większość by ci powiedziała "przestań panikować".

choć to się odnosi raczej nie do sytuacji evel tylko tej małej lilo.

a w sytuacji evel raczej chodzi o nie eskalowanie psiego konfliktu i nie przenoszenie go jeszcze na poziom ludzi tylko dlatego żeby pokazać, że ma się rację. kobita się przestraszyła i tyle. czemu jej nie pomóc zapanować nad sytuacją?

Posted

 

"to Twój pies zachowywał się jak psychol, a Ty niestety razem z nim. Bardzo częsty widok, niemal codzienny."

 

Tak, właśnie to dokładnie napisałam i fajnie że dobrze zinterpretowałaś mój opis sytuacji i mojej reakcji. 

 

 

Jak się przyjrzeć z boku to sytuacja wyglądała tak:

Z kompletnej ciemności wybiegł na nas ogromny pies, który zerwał się ze smyczy swojej właścicielce 300 metrów dalej. <- Tu jestem pełna zrozumienia, póki wiem że nie puściła go na nas bez pytania celowo.

 

Na ogromnego psa, sunącego z ciemności Lilo zareagowała paniką.

 

Właścicielka ogromnego psa, plotkując po drodze z koleżanką idzie sobie spacerkiem ( bardzo wolnym ) te 300 metrów nie próbując nawet wołać psa ( zakładam że wie że to nic nie da ), nie przyśpiesza mimo że słyszy reakcję mojego psa, z daleka w ciemności nie widzi co się dzieje i nic jej to nie obchodzi. Gdy łaskawie znalazła się na miejscu, wzięła psa i ze śmiechem powiedziała że "spełnił swe marzenie" <- to już jest dla mnie problem. Bo pies jak się zerwał, to trudno dopóki nikogo nie chce krzywdzić, ale w takiej sytuacji Pani powinna przyśpieszyć i zrobić wszystko by swojego psa jak najszybciej zabrać. 

Prawda jest taka, że nie narzekam na inne psy i innych ludzi, bo nawet jak ktoś ją wystraszy niechcący, robi co może żeby nad psem zapanować. Należy szanować innych psiarzy, w tym potrzeby innych psów. Potrzebą mojej suni jest to, by żaden olbrzym na nią nie wbiegał i biorąc pod uwagę zarówno kulturę jak i przepisy, moja sunia ma do tego pełne prawo. 

 

Fajnie, że opisałas to dokładniej. 

Natomiast ja się przyczepiłam akurat do stwierdzenia "to nie mój problem, tamto nie mój problem" I odniosłam to do tamtej kobiety - bo skoro jej zerwał sie pies i to nie twój problem (choć jest w tym momencie bardziej twój niż jej), to z jej strony wyglada to dokładnie tak samo... lęki Twojego psa nie są jej problemem. I tak naprawde nie są.

Zupełnie zrozumiałe jest że w tym monecie człowiek zaczyna panikowac, denerwowac się a po fakcie zaczyna sobie samemu wmawiac - nastepnym razem to zrobię to czy tamto, mogłam zrobić to czy tamto. I zupełnie normalnym jest że w tym owymn robieniu tego czy tamtego ani jedna pozycja nie jest zrobieniem czegos logicznego i konstruktywnego.

 

Nie wiem czy mi  wyszło to zrozumiale... obawiam się, że jeszcze jest zbyt rano... 

 

Odnośnie zachowań silnie lękowych... tak, są one psychopatyczne. I nie używam tego słowa w jakims pogardliwym tonie. Po prostu stwierdzam fakt. sama mam dwa psy. Jeden jest duzy i choć nie wypada z nagła z krzaków na psy - często jego pojawienie się horyzoncie wywołuje atak histerii, awantury i cholera wie co ( żeby było smieszniej - jest to golden, który głęboko pod ogonem ma małe, obce piesełki, drace japę). Znam sytuacje doskonale... ktoś drze morde na temat tego co ja powinnam... a ja podobnie jak mój pies - pełna zlewka bo wiem że choćby tamten pies stanął na rzęsach i płetwami zaklaskał - mój pies nie bedzie nim zaiteresowany. Innymi słowy mówiąc - ktos sie piłuje i MA PROBLEM, który próbuje zrzucic na mnie. Nie... to NIE JEST MÓJ PROBLEM i nic z tym nie zamierzam robić.

Mam także szczeniaka - w tej chwili 4.5 mca. I bardzo od samego poczatku dbałam o to by nie był strachliwy. Nie było kwarantanny... miał 8 tyg i 4 dni gdy zaczął normalnie zyć wsród dużych psów, szczekających psów, biegających psów. W wieku 9 tygodni dostał pierwsze w swoim zyciu wciry od dużego bo wlazł mu do miski.

Po prostu - zero cackania = pies stabilny.

I mam porównanie... pies kolezanki - 3 tygodnie młodszy, pełna kwarantanna, do tej pory kontakt z bardzo wybranymi psami, ochrona i ceregiele. Ten pies zaczyna się zachowywac jak psychol... i będzie sie to tylko pogłębiac niestety.

 

Pracuj z psem. Obserwuj ludzi i psy w okolicy. zaczepiaj tych "normalnych", tłumacz o co Ci chodzi. Umawiaj się na spacery. Często własne leki łatwiej pokonuje się u boku dużego przyjaciela, a ten który z nagła wypada zza krzaka może stac się sojusznikiem na cały zywot.

Po prostu - stawiaj się czasem po drugiej stronie i gdy ten drugi człowiek wypowiada słowa które w jego mniemaniu mają rozładowac atmosferę - doceń to. I wykorzystaj... 

zamiast na nią bluzgac - mogłas powiedzieć - mam problem z jej lękami. Czy mogłaby pani przytrzymac swojego psa aby i moja mogła spełnić swoje zyczenie? I uspokoiwszy z odległości małą zacząć powoli zbliżać i pokazując że wilk nie taki straszny.

Posted

 

 

Skoro ja, dbam o to by mój pies się mnie pilnował ( ba, nawet udało mi się dokonać niemożliwego, nauczyć ją chodzić grzecznie bez smyczy - to u nas na osiedlu jest jakimś fenomenem -.- ), by nie zaczepiał ludzi i psów bez mojego pozwolenia, wymagam tego samego od innych opiekunów

 

ej dajże spokój. gdybym ja liczył na to że inne psy będą się zachowywać tak jak mój, przybiegać na każde zawołanie, ignorować szczekające na niego inne psy, nie być nachalnymi dominującym w zabawach to bym chyba w ogóle na spacery nie wychodził. I bynajmniej nie mówię że to dlatego że jestem taki nie wiadomo jaki super i tak go ekstra wychowuję. Mój pies od samego początku, jak go tylko wziąłem ze schroniska był łagodny wobec innych psów, tak mi się trafiło. Jest duży i wygląda groźnie więc często na jego widok inne reagują strachem i właśnie szczekaniem, niedawno został ugryziony przez sukę która wyrwała się właścicielce (w ogóle się tym nie przejął, na początku uciekł ale potem to był taki zadowolony jakby to on kogoś ugryzł).

Nie ma co stawiać ludziom zbyt dużych oczekiwań, większość nie ma żadnego pojęcia na temat wychowywania psów dlaczego więc nie ułatwić sobie i im życia pomagając trochę w sytuacjach konfliktowych a nie uparcie "mieć słuszność" a potem warczeć na nich na forum?

Posted

Isabelle, ale ja serio nie mam żalu do ludzi za to że mają duże psy. Mam żal tylko wtedy, gdy nie próbują ich kontrolować. Gdyby wpadł na moją córkę i ją wywrócił, bo chce się bawić, to czyj to by był problem ? Też mój, ale chamstwo wciąż stałoby po stronie osoby która na to pozwala i nie reaguje w żaden sposób. 

 

To jest jeden jedyny pies na osiedlu, nad którym nie ma żadnej kontroli. Co z tego że jest przyjazny skoro jest kompletnie nieokrzesany? Może też nie do końca rozumiem zachowania psów, ale niezbyt przyjazne wydaje mi się skakanie nad psem który daje wyraźne sygnały że tego nie chce. Lilo jak chciała się bawić z malcem który ją oszczekał odpuściła od razu. Mamy w bloku psa który waży 1,5kg ... Co gdyby chciał się bawić z nim i zrobiłby mu krzywdę niechcący ? Czyj to był by problem ?

 

Lilo nie była sama, jej koleżanka nawet próbowała się z nim pobawić ( ona się dużych psów nie boi ). Nie wiem co się stało, ale usłyszałam pisk i koleżanka znikła pędem biegnąc w kierunku domu. Wtedy ten wrócił skakać nad nami. To nie jest normalne ani kulturalne.... 

 

Psa uspokajałam później dobre kilka minut zanim zaczęła normalnie oddychać, w domu długo była zestresowana, a następnego dnia uważała na strachy czające się w ciemności. Źle to przeżyła i nie było szans tego dnia i  z tym psem spróbować jej zapoznać.

 

Lilo nie miała tego szczęścia i nikt jej nie socjalizował na początku. Jestem przekonana że chowała się w piwnicy z dala od jakichkolwiek bodźców, dlatego miała tyle problemów i dlatego część z nich wciąż ją prześladuje. Robimy co możemy, robimy co działa ale na taką niespodziankę gotowa nie była. Chciałabym by właścicielka tego psa okazała odrobinę kultury i spróbowała chociaż zapanować nad psem. Boję się że następnym razem Lilo może go zaatakować, jeśli dojdzie do takiej konfrontacji, nie będzie czasu na to, żeby Pani sobie spacerkiem te 300 metrów doszła. 

Mamy tu 2 duże labki. Ich też Lilo bardzo się bała. Teraz się świetnie razem dogadują ... ale zapoznanie nie polegało na tym, żeby psy ją obskoczyły i wbiły w podłogę. Lilo sama do nich podeszła kiedy poczuła się gotowa. Mamy dużego goldena, którego Lilo wręcz kocha. Z daleka jak się widzą, piszczą z radości. Zapoznanie ich również nie polegało na zagonieniu Lilo w kąt i zabraniu możliwości ucieczki. Ostatnio pierwszy raz podeszła do większego od siebie czarnego psa ( ciemne są gorsze ).

Posted

Jakim tokiem rozumowania Wy idziecie? Że co, jak komuś się zerwie albo puści niewychowanego psa, to JA mam się nim zająć, bo to DO MNIE podbiegł? WTF? I mam mu dawać smaczki za to, że zaczepia obcych ludzi i psy? Na pewno zadziała to bardzo wychowawczo, nagradzać za złe zachowanie ;)

Naprawdę czasem warto postawić się w sytuacji drugiej osoby i jak normalny człowiek ZAPYTAĆ, czy psy mogą się przywitać i ew. pobawić. Bo drugi pies może być lękliwy, agresywny, mieć cieczkę albo być w trakcie leczenia. Tego wymaga kultura osobista, która niektórych niestety przerasta.

  • Upvote 1
Posted

Nie Rashelek - nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie.

Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu. Po to w końcu psa posiada. I nie musi sie zastanawiac że ktos ma psa lekliwego/agresywnego/chorego/kalekiego/z cieczką/ krostą na nosie/ odpowiednie wstaw w miejsce wielokropka... Bo to NIE JEST JEGO PROBLEM, i przesadą z Twojej strony jest przerzucanie swojego problemu na otoczenie.

 

Chounapa - wypadki w kontaktach miedzy psich zawsze się moga zdazyć... 

Mój wazy 40kg. Maltańczyk sasiadów - jakieś 2?

Nigdy żadnego problemu. Brutus zawsze delikatny a mały sprytny... witali się wiec bez obaw. Do czasu gdy mały wlazł dużemu pod brzuch a Brutus tego nie zauważył. Ruszył tylna nogą bo chciał zrobic krok. Spokojny krok... kopnął małego. Pisk, wrzask... mały wygiety pod kątem prostym, łapa wyprostowana , zero możliwości poruszania się. Na szczęście tylko uderzenie i przykurcz mięśni... rozmasowany pobiegł dalej. 

Nie da się tego uniknąć... 

Nie da się uniknąć wypadków... 

Posted

Ja się dziwię. Bo ja sto razy bardziej wolę właśnie "oswoić" przestraszonego, obcego psa niż mieć z nim jakieś przeboje albo stać i domagać się od właściciela żeby go zabrał.

Szczególnie że jeszcze dochodzi do sytuacji kuriozalnej, jak ta opisywana przez ciebie, że właścicielka "atakującego" przestraszonego knypka boi się podejść do twoich większych i groźniej wyglądających psów które się na knypka rozszczekały.

Tak, oczywiście, "wina" leży po stronie tej kobiety. Ale czy nie lepiej zamiast szukać winnego i potem opisywać na forum sytuację w topiku "chamstwo innych psiarzy" po prostu ją szybko i "na bieżąco" rozwiązać?

 

 

tak jak pisze isabelle, spójrz na sprawę z drugiej strony. jeżeli evel stoi na stanowisku: "właściciel którego pies podbiegł powinien go natychmiast zabrać i nie ma zamiaru zrobić nic żeby sytuację załagodzić", choć z łatwością by mogła to dlaczego oczekujecie od właściciela psa który chce się bawić że on się będzie zastanawiał czy ty "pracujesz z psem"?

jego pies jest spokojny, nieagresywny, a że chce się pobawić to zwyczajna psia rzecz. nie robi nic co by wymagało jego reakcji wg oceny większości ludzi. większość by ci powiedziała "przestań panikować".

choć to się odnosi raczej nie do sytuacji evel tylko tej małej lilo.

a w sytuacji evel raczej chodzi o nie eskalowanie psiego konfliktu i nie przenoszenie go jeszcze na poziom ludzi tylko dlatego żeby pokazać, że ma się rację. kobita się przestraszyła i tyle. czemu jej nie pomóc zapanować nad sytuacją?

 

To nie był przestraszony pies. To był pies, który leciał do moich suk z dużej odległości mimo wołania właścicielki z zębami na wierzchu i wrzaskiem. I chyba musiałabym upaść na głowę, żeby w takiej sytuacji jeszcze mu rozsypywać gdzieś kiełbaski dookoła. 

 

Moje psy są tak groźne, że zabijają wręcz wzrokiem, jak bazyliszek, zwłaszcza ten z zabandażowaną łapą: https://scontent-a-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/10522666_710832285666411_2661539939596463379_n.jpg?oh=612f5bb2704212bb1588eb3a19945c5a&oe=54E198D6

 

Baba powinna psa zabrać i bez komentarza, a nie pieprzyć, że ona się boi (stojąc kilka kroków od psów, wystarczyło, żeby ręką sięgnęła po swojego), że pan (czyli mój TŻ) ma się odsunąć (!!!) - ta, najlepiej jeszcze teleportować do domu, bo oto idzie dama z psem, który ma ją totalnie w dupie, a smyczą jest nieskalany, bo to uwłacza jego godności. 

 

Ale spoko. Jeśli ja ją spotkam to po prostu poinformuję kobietę, że w tym momencie zaczynam nagrywać telefonem film dla SM, że jej pies jest totalnie poza kontrolą i przypuszcza atak na moje zasmyczowane psy. Jak nie boi się puszczać luzem psa to powinna brać pod uwagę, że różnie sytuacja się może rozwinąć, bo sama w mieście nie jest. A jak pani na grzeczną prośbę o zabranie psa zaczyna wykrzykiwać jakieś idiotyzmy, które za chwilę przechodzą w słownictwo rodem z rynsztoka to co, jej też mam dać ciastko? Czy zaprosić na kawę?

 

Jeśli coś do nas podbiega i jest to pies normalny i przyjazny to ja nie przeżywam tego przez miesiąc, bo takie rzeczy się zdarzają. Moje suki się z takim przywitają, starsza coś tam sobie burknie pod nosem, towarzystwo się rozchodzi w swoje strony. Ale wybacz, od wychowywania niezrównoważonych obcych psów są ich właściciele a ja nie zamierzam każdego niewychowanego burka częstować ciasteczkami, żeby łaskawie dał mi normalnie przejść po ścieżce. Jak ktoś ma problem z uciekającym psem - to jego problem właśnie. I od tego mamy smycze, linki, różne inne akcesoria, a wreszcie nawet możliwość udania się do szkoleniowca. 

Posted

Ja tam nie wiem czy wy tak serio... Ale jakiś kundel atakuje mi psa a ja mam mu dać cukierka i ponuniać pewnie jeszcze? Super metoda, na pewno tym pomogę w wychowywaniu tego psa i w ogóle wszyscy będą mili i szczęśliwi. A mój pies to przeżyje w pełnym zdrowiu, jeżeli trafi mi się agresor, który ciastka akurat odmówi.

Evel napisała, że jej psy też sobie tam poszczekały, to pewnie powinna 15kg karmy rozsypać całej 3 w tym lesie, może by się uspokoiły.

Posted

Nie ma co stawiać ludziom zbyt dużych oczekiwań, większość nie ma żadnego pojęcia na temat wychowywania psów dlaczego więc nie ułatwić sobie i im życia pomagając trochę w sytuacjach konfliktowych a nie uparcie "mieć słuszność" a potem warczeć na nich na forum?

 

Nie ma przymusu posiadania psa. Szkółek jest full, nawet kompletny laik pod okiem fachowca jest w stanie ułozyć psa na tyle, aby dałoby się z nim żyć w normalnych stosunkach z otoczeniem. Wybacz, ale jesli ktoś jest kompletnym idiotą, to niech hoduje sobie chomiki, rybki, czy nawet koty. Jezeli coś leci na mojego psa z chęią zaatakowania, to obrywa, chyba że ma kaganiec wtedy go przechwytuję i oddaję włascicielowi. Nie chcę aby później mój pies reagował z agresją na inne psy lub co gorsza został przez nie pogryziony.

Na miejscu evel jeśli ma często takie problemy kupiłabum starter lub paralizator i zastosowała raz i drugi, zapewniam, że na przyszłość paniusia wraz z psem omijałaby ją szerokim łukiem. Co do takich ludzi to są oni niereformowalni, sama parokrotnie proponowałam takim osobom pomoc, wspólne spacery aby ich psy oswoiły się z innymi (w większości to agresja ze strachu) ale ludziom się nie chce włożyć minimum wysiłku, wolą to zrzucić na innych właścicieli psów.

Ostatnio w drodze na plac szkoleniowy trafiam na młodego mixa ON-ka, za pierwszym razem go pogoniłam, bez przemocy, samym głosem i postawą ciała, facet nieudolnie próbował go odwołać w tempie ślimaka winniczka, tłumaczac że pies młody, no fajnie tylko dlaczego nie na lince, za drugim razem nawet nie próbował go odwołać. Za jakieś pół roku ten pies będzie już atakował na serio, a nie tylko agresywnie wymuszał zabawę, pewnie dopiero wówczas facet się obudzi. Tylko to co teraz zajęłoby parę dni pracy, za pół roku będzie wymagało paru miesięcy.

Posted

Jestem nowa w temacie spacerów z psem więc pytam znawców tematu.

Jak reagować? I czy w ogóle reagować?

Sytuacja z przedwczoraj; wychodzę z bloku, moja suka (3,5 miesiąca) od razu na pobliski trawnik na siku leci. Stoję więc i czekam aż zrobi. Jest ulica, chodnik z obu stron ale żadnego "odgałęzienia" więc nie mam możliwości skręcić/schować się/uciec. Muszę iść wzdłuż tej ulicy, nie mam wyjścia. Jest późny wieczór, w tym miejscu nie ma latarni więc ciemno jak w  ...... Widzę idących dwóch chłopców, idą tą samą stroną chodnika w moim kierunku. Jeden ma z 1,2m wzrostu, drugi jest większy ale z całą pewnością jest to dziecko (podrostek ale stawiam po głosie że nie starszy niż 13-14 lat). Widzę że zbliżają się, zwalniają ewidentnie żeby do mnie nie podejść. Większy chłopiec ma na smyczy olbrzymiego przypominającego dobermana psa (swoją drogą pięknego), nie mam pewności oczywiście, poznaję po kształcie i sylwetce bo ciemno. W związku z tym ściągam psinę swoją na chodnik i zaczynam dość energicznie iść żeby chłopaki mogły swobodnie podążać za mną (nie ma pasów ani gdzie skręcić). Po jakiś 20m moja psina staje, odwraca się i gapi na dużego psa. Pozwalam jej obejrzeć przez jakieś 5 sekund i każę iść. Pies idzie ale dość wolno. 

I w tym momencie zaczyna się polka:) Pies duży dostaje świra i próbuje się wyrwać, szczeka i wydaje koszmarne odgłosy. Chłopak widać przyzwyczajony i z refleksem, zapiera się, ostatkiem sił trzyma psa. Na szczęście jest dość masywny (nie napiszę że gruby:) i energiczny więc się to udaje (ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu). Ja cały czas swoją psinę holuję w wyznaczonym kierunku z nadzieją że skręcę już za jakieś 30m. Pies się opiera, więc faktycznie idę ale nie wlekę go biegiem po betonie (nie chcę żeby załapała ze duży to trzeba spierdzielać). Boję się oczywiście ale staram się zachować spokój i opanowanie żeby nie przekazywać małej. To się akurat udaje. 

No ale niestety młody człowiek nie wytrzymuje i drze się na mnie..... "Spier...... z tym psem, idź stąd ty taka i owaka(@#$$%%), won ty (^$%$#%)" Żeby było ciekawiej to zaczyna popuszczać psa i nas straszyć. Ja cały czas idę jak mogę najszybciej ale nie będę przecież uciekała przed dzieciakiem:) Po kolejnej wiązance robię się sama agresywna, staję, odwracam się do chłopaka i mówię mu żeby się tak nie podniecał i wziął się w garść. Oczywiście dalej popuszcza psa. Faktycznie dzieciak się zapędził i widzę że za chwilę puści tego biedaka więc w końcu udaje mi się skręcić i "zwiać".

Gdybym była sama, to nie ukrywam zachowałabym się inaczej ale jak wiadomo, dla dobra psychicznego mojej psicy nie mogłam. Olałabym już nawet psie sprawy ale nie dam się wyzywać jakiemuś gimnazjaliście od k... pod własnym blokiem więc istnieje prawdopodobieństwo że sama odgryzłabym mu nogę:) Mam 30 lat, fakt jestem niewielka i chuda, było ciemno ale zakładam że nie zachował się tak bo myślał że jestem jego rówieśnikiem:)

 

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

Posted

Wychowywanie obcych psów to żaden nasz obowiązek, ale u mnie też czasem wyskakują akcje pt. "zrób coś wbrew sobie", wczoraj mój kundel (w pocie czoła od półtora roku socjalizowany, karcony za wyskoki i uczony spokoju przy psach, pokazujący postępy) biegał sobie z psią koleżanką po łące, wszystko zajebiście, do momentu aż z naprzeciwka zaczął cwałować olbrzymi mix boksera i jakiegoś mastifa.

 

najpierw dotarł do suki mojej znajomej, która nie jest uległa, a przed nim wywaliła brzuch w sekundę, pies z jajami, postawa kozaka, wypięta klata, 50kg jak nic. 

 

było kilka opcji - odwołać mojego psa, który żarł patyka kawałek dalej, biec w panice żeby zapiąć go na smycz albo drzeć się za właścicielem samca.

 

mój pies wyczaił, że nadchodzi boruta więc radośnie cwałował w moim kierunku, obok mnie stał bokser, wypiął klatę, najeżył się i...no cóż, zatitałam, poklaskałam, wyciągnęłam chrupka z saszetki, pies zmienił postawę, położył uszy, wypiął dupę, ucieszył się i spotkanie z moim przebiegło bezkonfliktowo, bo wpadł na boksa rozanielony, zadowolony i radośnie pokicały w cholerę.

 

jakby bokser się nie wyluzował, to byłaby chryja na 100%. właściciel był kilometr dalej, zanim przyszedł, to psy już zdążyły wywalić jęzory ze zmęczenia.

Posted

KapustaPusta - wiem, że w takiej sytuacji trudno o wysoki poziom skoordynowania ;), ale może po prostu trzeba wyjąć telefon i poinformować, że w związku z groźbami dzwonisz po SM.

Nieletni na dźwięk słowa "policja" zazwyczaj szybciutko miękną.

Posted

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

 

Dziś każda komórka ma foto, większość dyktafon, wystarczy przed spacerem sprawdzic w której kieszeni i który guzik nacisąć, a następnie telefon do Straży Miejskiej lub na Policję. Starzy zapłacą mandat, zaczną sami wychodzić z psem a nie wyręczać się gówniarzem. Swoją drogą, rozumiem co mogło go wnerwić. Takie zatrzymywanie się Twojego psa i wpatrywanie się w psa idącego z tyłu, na dużą częśc osobników żle wpływa, mówiąc wprost strasznie je nakręca. Ja wolę odczekać niz iść za taką osobą jak Ty, ale czasem człowiek się spieszy, a ktoś idzie powoli, daje się psu ogladać, dużo psów, nie szczeniaków jak Twój tylko starszych kombinuje wtedy, że chce sikać i podnosi łape co parę metrów, Pańciostwo daje się nabierać i staje co parę kroków, nie ma jak ich wyminąć, a pies przed nami co chwila się zatrzymuje i wlepia gały w mojego, wtedy muszę przejść w typowe obiedencowe równanie, gdzie pies musi mieć ze mną kontakt wzrokowy.  

Powinnaś popracować na tym aby szczeniak nawiazywł kontakt wzrokowy z Tobą, nie innym psem, wtedy duzo łatwiej się wyminąć nawet na wąskiej drodze.

Tak więc wina troszkę leży i po Twojej stronie, tylko, że jakby ten chłopak nie spotkał Ciebie, tylko kogoś z równie pobudliwym psem, to czy by dałby radę go utrzymać ?

Posted

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

 

Dziś każda komórka ma foto, większość dyktafon, wystarczy przed spacerem sprawdzic w której kieszeni i który guzik nacisąć, a następnie telefon do Straży Miejskiej lub na Policję. Starzy zapłacą mandat, zaczną sami wychodzić z psem a nie wyręczać się gówniarzem. Swoją drogą, rozumiem co mogło go wnerwić. Takie zatrzymywanie się Twojego psa i wpatrywanie się w psa idącego z tyłu, na dużą częśc osobników żle wpływa, mówiąc wprost strasznie je nakręca. Ja wolę odczekać niz iść za taką osobą jak Ty, ale czasem człowiek się spieszy, a ktoś idzie powoli, daje się psu ogladać, dużo psów, nie szczeniaków jak Twój tylko starszych kombinuje wtedy, że chce sikać i podnosi łape co parę metrów, Pańciostwo daje się nabierać i staje co parę kroków, nie ma jak ich wyminąć, a pies przed nami co chwila się zatrzymuje i wlepia gały w mojego, wtedy muszę przejść w typowe obiedencowe równanie, gdzie pies musi mieć ze mną kontakt wzrokowy.  

Powinnaś popracować na tym aby szczeniak nawiazywł kontakt wzrokowy z Tobą, nie innym psem, wtedy duzo łatwiej się wyminąć nawet na wąskiej drodze.

Tak więc wina troszkę leży i po Twojej stronie, tylko, że jakby ten chłopak nie spotkał Ciebie, tylko kogoś z równie pobudliwym psem, to czy by dałby radę go utrzymać ?

Posted

Naprawdę mój pies zrobił szybko i szybko szliśmy. Raz się obejrzał i staną ale dałam mu tak stać 5 sekund.... W międzyczasie szybko szłam więc dystans był już przeze mnie zachowany.

Tym bardziej że jak wyszłam z bloku i zluzowałam psa na trawniku to ich nie widziałam, oni mnie pewnie tak. Mieli szanse jeszcze przejść przez ulice bo tam jest przejście. Naprawdę starałam się zrobić to sprawnie i z sensem. I wiem że mi się udało. To że dziecko było walnięte to już nie moja wina:)

Nie było możliwości wyminięcia, stanięcia z boku niech idą. Chodnik ma z 1,5metra, obok trawniczek pewnie z metr, ulica i płot. 

 

Ja mam w d...psa:) Nie chcę go wychowywać bo mnie nie interesuje zupełnie (tym bardziej że pewnie był dużo lepiej wychowany niż właściciel).

Raczej chciałabym porozmawiać z młodym człowiekiem i przekonać go że w ten sposób zachowują się tylko gamonie. Bez związku z psem.

Sama mam dzieci i nie chciałabym żeby taka sytuacja wydarzyła się przy nich.

 

Niestety chyba nie jest to uregulowane prawnie. Dzieci z potężnym, agresywnym psem same na spacerze?

Pomijając już nawet oczywisty fakt że jakiemuś psu może stać się krzywda, taka sytuacja stwarza zagrożenie dla ludzi. 

Posted

Jak wiesz czyje to dzieci, powiadom rodziców - niech sobie sami radzą. Jak nic nie zrobią, no coż ludzi się nie zmieni, mówi się trudno. Jeżeli z nimi sama porozmawiasz (tj z tymi dzieciakami) i tak pewnie nie posłuchają.

Jak pies był agresywny i nie miał kagańca to mandacik się chyba należy (?)

Posted

Nie Rashelek - nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie.

Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu. Po to w końcu psa posiada. I nie musi sie zastanawiac że ktos ma psa lekliwego/agresywnego/chorego/kalekiego/z cieczką/ krostą na nosie/ odpowiednie wstaw w miejsce wielokropka... Bo to NIE JEST JEGO PROBLEM, i przesadą z Twojej strony jest przerzucanie swojego problemu na otoczenie.

 

Widocznie jestem nazbyt zadufana w sobie i zapatrzona w swojego psa, bo wychodzę z założenia, że pies luzem = pies wychowany.

I to jest WŁAŚCICIELA PROBLEM, że nie potrafi kundla odwołać. Jeśli przerastają go podstawy, to niech psa nie spuszcza ze smyczy, to aż tak dużo? Ja się nie czaję non stop, ale jeżeli jakiś burak podbiega mi z warkotem do psa to go odpycham, jeżeli chce mi psa zgwałcić, to dostaje kopa. I to nie jest mój problem, że posiadacz takiego pieseczka nie rozumie słów "proszę zabrać psa".

A jeżeli stawiacie cudze psy ponad swojego pupila (i dajecie im cukiereczki, bo was nie zeżarły), jego zdrowie i komfort psychiczny, to pozostaje tylko współczuć.

Posted

Mój pies a przy okazji ja sama zostaliśmy dwa razy pogryzieni przez wolno biegające, posiadające właścieli psy, pies który ugryzł biegał spuszczony ze smyczy, włascicel nawet nie próbował go odwołać, mój pies szedł grzecznie przy nodze na smyczy, bez rzucania się na drugiego psa bez warczenia i oznak ataku. Pani skomentowała wydarzenie, że pierwszy raz jej pies potężny azjata kogoś ugryzł, akurat juz ja w to wierzę. Jakim prawem azjata biega bez kagańca luzem po okolicy gdzie chodzą ludzie na spacery ze swoimi pupilami, młodziez w wieku gimnazjalnym z małymi pieseczkami. Przeżyłam chwilę stresujące, mój pies stracił zaufanie do dużych psów, teraz na ich idok cały się jeży i burczy. Czy ja ponoszę winę i przenoszę swoje napięcie na psa podczas spaceru a i owszem a jak mam się czuć na widok luźno biegającego psa wielkości kucyka. Teraz zawsze mam przy sobie gaz pieprzowy, krzywdy nie zrobi a odstraszy i pomoże w ewentualnym rozdzieleniu psów. A tłumaczenie, że mój pies jeszcze nigdy nikogo nie ugryzł można włożyc między wiersze pies zawsze pozostanie psem nawet wyszkolony. W końcu istnieje przepis dotyczący sposobu wyprowadzania psów i tego neleży sie trzymać nie puszczać psy luzem od tego są psie parki. 

Posted

Widocznie jestem nazbyt zadufana w sobie i zapatrzona w swojego psa, bo wychodzę z założenia, że pies luzem = pies wychowany.

I to jest WŁAŚCICIELA PROBLEM, że nie potrafi kundla odwołać. Jeśli przerastają go podstawy, to niech psa nie spuszcza ze smyczy, to aż tak dużo? Ja się nie czaję non stop, ale jeżeli jakiś burak podbiega mi z warkotem do psa to go odpycham, jeżeli chce mi psa zgwałcić, to dostaje kopa. I to nie jest mój problem, że posiadacz takiego pieseczka nie rozumie słów "proszę zabrać psa".

A jeżeli stawiacie cudze psy ponad swojego pupila (i dajecie im cukiereczki, bo was nie zeżarły), jego zdrowie i komfort psychiczny, to pozostaje tylko współczuć.

rashelek - czytanie ze zrozumieniem (albo inaczej - rozumienie czytanego tekstu) nie jest twoja mocna stroną, jak widzę...

Jeżeli chcesz az tak bardzo interpretowac co autor miał na mysli (przekazując te mysli jezykiem prpstym jak budowa cepa po to aby uniknąć interpretacji) to zachowaj to proszę dla siebie.

 

I pokaz mi tak doskonakle wychowanego psa który nigdy w życiu i pod żadnym pozorem komendy nie wyłamie...

A co jezeli ten wychowany pies ma gdzies ciebie i twojego burka ale idzie w twoją strone bo tam jest to jedno jedyne źdźbło trawy zasługujace na osikanie?

Tez dostanie z buta? Albo gazem po ochach, pałka po grzbiecie... i temu podobne?

 

btw... jak zycie pokazuje ... ci co najgłosniej krzycza spieprzają w takiej sytuacji najszybciej podrzucajac swoje histeryczne pieseczki na smyczkach na dwa metry nad ziemię.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...