Jump to content
Dogomania

Search the Community

Showing results for tags 'wycie'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Ogólne
    • REGULAMIN FORUM
    • DOGOMANIA ON FACEBOOK
    • Wszystko o psach
    • Hodowla
    • Media
    • Pielęgnacja
    • Prawo
    • Sprzęt i akcesoria
    • Weterynaria
    • Wychowanie
    • Wypoczynek
    • Wystawy
    • ZKwP
    • Żywienie
    • Tęczowy Most
    • Foto Blogi
    • Off Topic
    • Administracja
  • Psy w potrzebie
  • Sport - praca
  • Rasy
  • Inne zwierzęta
  • Dogomania.com

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Location


Interests


Biography


Location


Interests


Occupation

Found 17 results

  1. Mam pieska po przejściach (komplikacje pooperacyjne), od 2,5 roku ma układ pokarmowy w stanie zapalenia przewlekłego, problemy z trzustką. Jest na karmie trzustkowej. To już starsza psina. Dwa tygodnie temu nagle zaczęła się gorzej czuć - była niespokojna, mlaskała więcej (niestety ma tak z uwagi na problemy gastro, na leki źle reaguje więc dostaje tylko siemię lniane i baryt), zmieniała stale miejsce, miała wzmożoną wokalizację i wyła często. Badania niczego nie wykazały (bez zmian, zrobiony szeroki panel geriatryczny w IDEXXie). Pogoda była wtedy niepokojąca (nagłe pogorszenie, grad itp), po kilku dniach się poprawiło. Niestety jednak znów wróciło wczoraj wieczorem (znów było pogorszenie pogody, ale dzisiaj już jest pogoda lepsza), dzisiaj wycie co chwila, niepokój, mlaskanie. Umawiam ją znów na usg układu pokarmowego plus znów na konsultację wet, ale chciałabym dopytać czy ktoś z Was zna może takie objawy z zachowania swojego psa?
  2. Witam. Jestem tu nowa i jeśli pisze, gdzie nie trzeba, przepraszam i proszę o przeniesienie ;) Zanim napisałam, przejrzałam oczywiście forum i podobne tematy, ale nie bardzo one pokrywają się z naszym, a mianowicie: Od kilku dni jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami 10tyg suczki - kundelka. Jej mama wraz z 5 jej rodzeństwa zostały znalezione w lesie i trafiły pod opiekę stowarzyszenia i dalej do domu tymczasowego, a następnie do nas. Jesteśmy 5 osobową rodziną (w tym 3 dzieci). Zanim Sabina się u nas pojawiła przygotowałam jej kojec (łóżeczko turystyczne po dzieciach sprawdza się znakomicie), legowisko (budka), zabawki, smakołyki, termofor i nawet poprosiłam o rzecz pachnąca matką. Mała jest urocza, pokochała szybko wszystkich członków rodziny, a i wszyscy ją. Bawimy się z nią, sprzątamy i dbamy ( z czystością jest już super). Na drzemki wkładam ją do kojca, ma tam legowisko, matę (na wpadki) i zabawki, sama się do niego pcha jak jest zmęczona. Kojec stoi w salonie, gdzie głównie przebywamy, śpimy w swoich pokojach. Pierwsza noc była koszmarna. Wyła, a kiedy ją głaskałam - uspokajała się ;) Przeniosłam się na noc do salonu, by móc ją uspokoić w razie konieczności. Czytałam, że trzeba podchodzić i głaskać, kiedy jest cicho ( nie piszczy), tak robiłam, kolejne noce już tylko popiskiwała ;) Problem jest niestety w ciągu dnia! Kiedy jest śpiąca, sama pcha się do kojca, ale kiedy się obudzi, a mnie nie ma na horyzoncie - wyje i nie przestaje, nie ma nawet opcji poczekać na pauzę, żeby wejść w trakcie ciszy, a nie podczas wycia, żeby nie utrwalać złych zachowań :( Mówiłam też to dzieciom. Wczoraj wyszłam na 10 min żeby zejść mężowi pomóc z zakupami...słychać ją było na parterze (mieszkamy na 4). Kiedy jest poza kojcem dużo się bawi, leży u nas na kolanach, ale też piszczy, a to podczas zabawy, a to jedzenia, podczas spacerów cały czas chce być na rękach, jak idzie - piszczy, jakby się bała? Swoją drogą od czasu zabrania jej z lasu pierwszy raz wychodzi na dwór. Czytałam też o ekscytacji, piszczenie podczas zabawy, to byłoby to. próbowałam odwrócić jej uwagę w tych chwilach poprzez klaśnięcie, delikatne klepnięcie w bok i działa znakomicie, piszczy już mniej, ale martwi mnie te piszczenie/wycie separacyjne i na spacerze. Niebawem będę do południa poza domem (2-3godz), to czas kiedy będzie sama, co robić, aż się boję reakcji sąsiadów? Mam już pokupowane wędzone kostki (gryzaki), świńskie uszy itp., to dobre żeby ją zająć na chwilę, ale jakoś muszę ja oduczyć tego wycia, nauki pozostawania w samotności, jako nic strasznego! Proszę o radę ;)
  3. Witam , Od niedawna jesteśmy szczęśliwymi właścicielami pieska Yorshire Terrier. Przez tydzień szczeniak miał czas żeby się z Nami zapoznać , z nowym miejscem zamieszkania, staraliśmy się też uczyć go samodzielności oraz zostawania samego. Oczywiście nie spodziewaliśmy się , ze będzie super grzeczny , ale nie sądziliśmy , że taki mały piesek w tak ogromnym stopniu może cierpieć kiedy zostaje sam. Po tygodniu niestety czas wracać do pracy , a niestety nasz mały Idefix strasznie zniósł rozłąkę, piszczał, skomlał, szczekał. Zdaje sobię sprawę , że tydzień to mało czasu aby nauczyć go pewnych zachowań , nie mniej jednak zgłaszam się z prośbą o rady dotyczące odpowiedniego pokierowania szczeniakiem. Przezytałam sporo artykułów , książek , wzmianek w tym temacie. Proszę jednak o informacje jakie Wy macie doświadczenia z pieskami i jak radzicie sobie z tym problemem . Dzięki !
  4. Witam. Pozwolę sobie przedstawić swój problem. Liczę na Waszą pomoc. Problem dotyczy 2-letniej suczki rasy Akita Inu. Zacznę od początku od czasów szczenięcych. Shila była wychowywana przez moją dziewczynę, jej siostre i matke. Uważam, że została przez nie bardzo rozpieszczona i w ogóle się nie słucha. Pozwalały psu na o wiele za dużo - spanie w łóżku, leżenie wszędzie gdzie akita chciała, dawanie jedzenia przy stole. Jednak z perspektywy czasu najbardziej martwi mnie to, że stała się dla nich takim "przytulakiem". Była pieszczona i głaskana kilkanaście razy dziennie bez żadnego powodu. Dodatkowo przy każdym wyjściu i wejściu do mieszkania była bardzo wylewnie witana i żegnana. Ale nie chodzi tutaj o to żeby wytykać im błędy, ale zobrazować Wam jak takie wychowanie mogło wpłynąć na taką rasę jaką jest akita. Problem z Shilą stał się widoczny w momencie przeprowadzki. Postanowiliśmy, że pies będzie mieszkał na zmianę w starym domu i u nas w nowym mieszkaniu. Zmiany będziemy przeprowadzać co 1-2 tyg. Wiem, że przeprowadzka i nowe miejsce dla psa jest bardzo stresującą sytuacją. Dlatego chciałbym się przede wszystkim dowiedzieć czy jest to dobry pomysł i czy pies będzie w stanie się do takiej sytuacji przyzwyczaić? Ważniejszy problem dotyczy zostawiania suczki samej w nowym mieszkaniu. Podejrzewamy lęk separacyjny :( Kiedy zauważyliśmy, że po wyjściu Shila szaleje - szczeka, drapie drzwi, wyje, zaczęliśmy pracować nad przyzwyczajeniem jej do naszych wyjść ponieważ nie jesteśmy w stanie tego uniknąć. Najpierw zamykanie się w innych pokojach na coraz dłużej, później przyzwyczajanie do tego, że zakładamy buty, kurtki itp. Krokiem dalej było otwieranie drzwi wejściowych i zamykanie. Później wyjścia na klatkę - najpierw na minutę, dwie, pięć, aż do dwudziestu. Osiągnęliśmy efekt taki, że już nie drapie drzwi i nie szczeka, ale za to wyje. Nagraliśmy dwa filmiki kiedy Shila zostaje w domu sama na około godzinę. W jednym przypadku była przez 40 min spokojna, a później wyła 15 min do naszego przyjścia. W drugim przypadku przez większość czasu wyła. Z przerwami po 5 min. Wiem, że ten proces będzie trwał długo i potrzeba cierpliwości, ale chciałbym wiedzieć przynajmniej czy wszystko dobrze robimy. Drugą sprawą jest jej strachliwość. Wiadomo, że w nowym miejscu nie czuje się jeszcze swobodnie i widać to po niej. Przed wyjściem z osiedla jest budka ochroniarza od której ucieka z daleka. Nie ma mowy o tym aby podejść bliżej, nie chcę jej ciągnąć na siłę wychodząc za każdym razem z osiedla. Jak ją z tym oswoić? Zaczęła dużo więcej szczekać. Każdy szmer na klatce wywołuje u niej reakcje. Każdy przechodzący człowiek na terenie zamkniętego osiedla też jest obszczekiwany. Co ciekawe jak już wyjdziemy z zamkniętego osiedla zachowuje się normalnie. Spacerujemy całkiem normalnie, nie szczeka na ludzi, ma swój świat :) Na koniec dodam, jeżeli ma to jakieś znaczenie, że kiedyś była na wakacjach przez miesiąc w innym mieście. Po pierwszym tygodniu się przyzwyczaiła do nowego domu i zachowywała się normalnie. Proszę o rady i liczę na waszą pomoc, bardzo nam zależy na Shili i chcemy dla niej jak najlepiej.
  5. Witam, pojawił się problem z moją sunią ma ona około 5/6 lat ja ją mam ze schroniska brałam ją kiedy miała około roku, od początku nie było większych problemów, pojawiało sie sporadyczne szczekanie i wycie wieczorami w ciągu dnia bardzo mało kiedy nie było większych problemów. Żyła ona z kotem w domu lecz kot w grudniu 2016 r. zdechł i od stycznia zaczęło sie wszystko szczekanie i wycie przy każdym wyjściu z domu nie ważne czy to dzień czy wieczór, niestety nie zawsze można z nią być w domu, próbowaliśmy wszystkiego, zostawiania zabawek, kości w sumie wszystkiego czym moze sie zająć lecz to nie wychodziło, wiemy bo nagrywaliśmy wszystko, sąsiedzi zaczęli zwracać uwagę wiec kupiliśmy obroże antyszczekową ktora tez reaguje na wycie, uzywamy jej 3 dzien lecz efektów nie widac na nagraniach pies wchodzi na łózko zeby byc wyżej i daje koncert, damy jeszcze troche czasu dla tej obroży ale jeśli to nie zadziała to nie wiemy co zrobić, nie chcemy jej oddawać bo to juz członek rodziny ale powoli wszyscy wysiadamy z sił. Proszę o pomoc !!
  6. Witajcie :) Postanowiłam poradzić się kogoś w sprawie mojej suczki. Padło na to forum. Mam nadzieję[COLOR=#3E3E3E], że znajdę osoby[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], które miały podobną sytuację albo jakoś postarają mi się pomóc. Zacznijmy od początku. Majka jest w naszym domu od ponad tygodnia. Wcześniej od dwóch lat przebywała na warszawskim Paluchu. Była w klatce z dwoma innymi psami. Początkowo wyglądała okropnie - jest odrobinę podobna do polskiego owczarka nizinnego - brudna[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], śmierdząca z posklejaną sierścią. Nie wiem z jakiego powodu wybór padł akurat na nią. W przeciwieństwie do innych psiaków siedziała bardzo spokojnie i była jakby odcięta od tego wszystkiego. Okazało się[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], że to 10 letnia suczka[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], która została znaleziona w centrum miasta. Po kilku godzinach suczka była już w naszym domu. Szybka kąpiel[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], po której pies poczuł się od razu lepiej. Dostała jakby takiej dodatkowej energii. Jednak oprócz tego Majka żyła sobie swoim życiem i kompletnie nie zwracała na nas uwagi. Jedynie chodziła po mieszkaniu. Nie reagowała na żadne wołania itp. Przez trzy dni nic się nie zmieniało. Chodziłyśmy na spacery[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], suczka miała nas w nosie i tak sobie żyliśmy. Aż do pewnego poranka[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], kiedy mała zaczęła przeraźliwie wyć/piszczeć/skomleć. Nawet nie potrafię opisać tych dźwięków. Szybkie ubieranie się i spacer[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], który nic nie pomógł. Po pół godzinie następny[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], bo może coś jednak chce. Później zaczęło się gotowanie jedzenia (bo suczka wcześniej mało jadła)[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], jednak to też nie to. Po jakimś czasie przeszło. Od tej pory Majka w ten sposób sygnalizuje[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], że chce iść na spacer albo inne rzeczy[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], o których do końca nie wiemy o co jej chodzi. Najgorsze są te poranne pobudki. Niestety jej pisk bardzo nosi się w cichym domu. Co z tym zrobić? I o co jej tak naprawdę może chodzić? Oprócz tego kontakt z Majką jest trochę "dziwny". Nieraz nawet mam wrażenie[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], że suczka ma problemy ze słuchem. Nie reaguje[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], kiedy się ją woła lub coś do niej mówi. Podczas spacerów tylko kilka razy zareagowała na inne psy[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], a zazwyczaj przechodzi koło nich obojętnie. Jednak[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], gdy leciał samolot czy przejeżdżał pociąg to słyszała i jakoś zareagowała. Czyli pies po prostu się mnie słucha i nas ignoruje? Mimo tego[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], że psiak niezbyt reaguje na wołania i nie słucha się to "wypracowałyśmy" spacery bez smyczy[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], kiedy to biega i wszystko sobie wącha. Wówczas odwraca się[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], co jakiś czas[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], żeby sprawdzić czy na pewno idę. Kiedy chce wrócić muszę poczekać na jej kontakt wzrokowy i wtedy pokazać[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], że wracamy. Oczywiście biegnie do mnie. Na szczęście mieszkam przy bardzo spokojnej ulicy[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], więc nie muszę martwić się o samochody[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], a Majka nie ma gdzie zwiać. Pomimo tych jej 10 lat bardzo się cieszy i biega. Jak ją nauczyć reagowania na mię? A może pies naprawdę ma problemy ze słuchem i nie słyszy? Dodam[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], że te spacery wyglądają tak tylko ze mną[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], bo z innymi członkami rodziny wychodzi na smyczy (i robi to niechętnie). Napiałam dość chaotycznie... jednak chciałam[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], żebyście poznali w miarę dużo szczegółów[/COLOR][COLOR=#3E3E3E], żeby jakoś mi pomóc. Czy pies po prostu się jeszcze do nas nie przyzwyczaił i dlatego często nas ignoruje czy taka już jej natura? No i co zrobić z tym skomleniem? Jak ją tego oduczyć?[/COLOR]
  7. Witajcie! :) Otóż nasza Ursa, nie słucha się partnera, nie załatwia swoich potrzeb z nim na spacerze, tylko po powrocie na matę w domu, ze mną wszystko robi jak należy, nawet gdy jesteśmy razem w domu mała prosi na dwór, z nim tak nie postępuje, nie chce tez chodzić z nikim na smyczy tylko ze mną, gdy wychodzę do pracy psinka strasznie płacze i wyje, a nie zostaje sama.. Zapomniałam dopisać że jest to ponad 9 tygodniowy owczarek niemiecki. Partner bawi się z mała, dba o nią, karmi ją podczas gdy jestem w pracy-jednym określeniem: zwariował na jej punkcie, tylko nie rozumie dlaczego dzieje się tak nie inaczej, załamuje się. Od połowy kwietnia mamy zacząć psie przedszkole, jednak do tego czasu jest trochę czasu.. Mieliście podobne sytuacje? Pisałam do Pani behawiorystki z mojej miejscowości, ale wiadomość odczytana bez odpowiedzi, a prosiłam o spotkanie.
  8. We ecześniejszym wątku użalałam się nad soba, mieszkaniem i psem. Dokłądnie: zjedzona kanapa, wycie w samotności, wściekłośc sąsiadów. Cytałam posty, porady, książki. Naprawdę starałam się zapanować nad psem ale byłam kłękbiem nerwów bo nie wychodzilam z domu by pies nie przeszkadzał sąsiadom. Bylo przyzwyczajanie po 3, 5 10min i wydłużałam czas ale nic nei dawało rady. Tak jak wył, tak wył dalej. Cudownym rozwiązamien okazała się KASTRACJA. Wiem że nei których to przeraża ale u mnie pomogło i jak ręką odją!! Spokojny na spacerach, sam w domu wie że ma być cichutko a najlepiej spać a jak wrócę to znów będzie wspaniale. Miałam róże myśli zastanawiałam się nad klatką. Nie wiedziałam jak mam sobie poradzić z kochanym pupilem. Nie wiem czy ten wątek pomoże ale wiem że coś takiego może pomóc w decyzji. Powiem jeszcze jedno, Mały jest po kastracji nie całe 3 tyg i juz sąsiedzi zadowoleni, spacer stał się przyjemnością i wychodzienie na uczelnię, imprezy nie stanowi problemu :) Pozdrawiam
  9. Witam od jakiegoś czasu wraz z chłopakiem postanowiliśmy mieć psa. Piesek jest młody ma około 9 miesięcy, adoptowaliśmy go z fundacji, która zajęła się naszym wtedy bezdomnym psem, nie znamy jego wcześniejszej historii, pies po odłapaniu przez fundacje przebywał miesiąc czasu w domu zastępczym nie zaznał schroniska, jest ciekawski, bardzo energiczny, jednak mamy z nim wiele problemów, które bardzo trudno jest nam skorygować, piesek biegał przez około miesiąca na wsi w woj, zachodniopomorskim, był dokarmiany dlatego też sądzimy że to miało wpływ na to że pies, którego nazywamy Łobuz cieszy się do każdego nawet obcego człowieka, nie w tym rzecz, w domu ogółem zachowuje się grzecznie, jednak nie do końca oboje pracujemy więc nie ma nas przez te minimum 8-9 godzin dziennie. Przeważnie jest grzeczny w mieszkaniu ale coraz częściej urządza nam demolkę, gryzie buty, potrafił nawet z uchylonej szuflady wyciągnąć dokumenty i je doszczętnie pogryźć, zniszczył własne szelki, wyciąga kwiaty z wazonu i również je gryzie, zerwał nam tapety ze ścian w korytarzu... podsumowując nie możemy zostawić jakich kolwiek rzeczy nawet na stole, są dla niego miejsca trudno dostępne lecz on daje rade, sądziliśmy że brakuje mu ruchu albo robi tak z tęsknoty, lecz to również nie ma sensu, dziś zdemolował mieszkanie podczas gdy byłam w domu, co prawda spałam ale to nie zmienia faktu że pies wiedział o obecności swojego człowieka. Zawsze gdy któreś z nas go złapie na gorącym uczynku pies zostaje skarcony widać że wie że źle zrobił, Jednak po chwili spokoju sytuacja się po pewnym czasie powtarza, to jest pierwszy z naszych problemów. Drugi zaś jest na spacerach, pies strasznie wyje i wokalizuje na widok innego psa, kota a czasem zwykłego gołębia, Łobuz prowadzony jest na lince, która ma z 4-5 m więc w parku ma swobodę ruchu, wyprowadzamy go minimum 3-4 razy dziennie rano przed pracą około 7:00 po pracy około 15:00 o 19:00 i gdzieś koło 22:00 23:00 spacer o 19:00 jest zazwyczaj tym spacerem, który jest dla niego najdłuższym od 30 minut do godziny czasu, reszta to jakieś 20 minut i do domu, jednak to świadczy o tym że problem ma inne podłoże, na prawdę gdy pies widzi innego psa jest nie do opanowania, nie zwraca na nas uwagi liczy się tylko on i inny pies i to jak bardzo chce do niego podbiec, przeważnie pies cieszy się na widok innych psów, nie przejawia jakiejkolwiek agresji no chyba że inny pies warknie pierwszy, również chce biec do psa, który widać definitywnie warczy i by go zjadł jednak on się cieszy na widok nawet agresywnego psa, często jest tak że gdy już mijamy się na ulicy z innym właścicielem psa wystarczy że obcego psa obwącha jeden warknie na drugiego ustalają miedzy sobą hierarchie i na tym koniec, wycie i cała wokalizacja odchodzi a Łobuz już w ogóle nie interesuje się tym psem. To jest utrapienie gdyż ludzie, którzy go słysza sądzą że bijemy naszego psa, pies w ogóle nie szczeka tylko piszczy i wyje. Omijanie psa i uspokajanie go za pomocą smakołyku nie pomaga, póki nie szarpniemy za linke i nie skrócimy mu jej tak by szedł przy nodze również jest uciążliwe, Jednak pies jest bardzo kumaty szybko nauczył się podstawowych komend typu siad, leżeć, jednak na zewnątrz to nie działa, Czesto się z nim bawimy gdyż w domu zastępczym mieszkał z dwoma innymi psami z którymi się bawił. Nauczyliśmy go podczas wychodzenia z domu że my jako właściciele wychodzimy pierwsi a on czeka na pozwolenie przekroczenia progu domu, Wie że my jesteśmy góra definitywnie, ale na dworze zapomina o tym. Z racji tego że piesek nie ma jeszcze roku czekamy z zabiegiem sterylizacji, na prawdę boimy się ze kiedyś nam ucieknie bo pobiegnie za innym psem, taka sytuacja też miała miejsce jednak wyrwał się i wypiął z szelek i pogonił za kotem, cudem że go złapałam, wiemy ze z racji tego że biegał swobodnie tam gdzie chce, nie jest jeszcze nam wierny, mieszkamy w mieście więc w 90 % przypadków pies zawsze chodzi o lince, nie możemy go puścić w parku luzem bo już do nas nie wróci. Gdy wyjeżdżamy na wieś puszczany jest wolno na podwórku oczywiście ogrodzonym, po paru godzinach biegania wąchania pies zaczął reagować na komendę "Do mnie" Gdy jest na dworze wszystko strasznie go rozprasza, nie wiemy co z tym zrobić na prawdę próbowaliśmy już wielu sposobów, dostaliśmy już wiele rad od ludzi, którzy opiekują się nad psami ciężkimi do ułożenia, Z góry dzięki za odpowiedzi :) Dodam jeszcze że staramy się go wychować bezstresowo zamiast bić go bierzemy gazetę i uderzamy o blat. Zastanawiam się jak działałaby kara typu odizolowanie go na 10 minut w osobnym pomieszczeniu, czy ktoś już ma taki etap za sobą ??? Pomocy :( A oto cały Łobuz
  10. Witajcie, mam suczkę w wieku 10 miesięcy. Pies z pseudohodowli w którą zagłębiać się nie będę, bo szkoda słów. Mamy problem z lękiem separacyjnym. Młoda wyje równo godzinę od naszego wyjścia z domu. Nieistotne czy wychodzimy do sklepu, wynieść śmieci czy do pracy. Pies wyje. Sąsiedzi się skarżą, odgrażają, wzywają policję. Nie pomagają zabawki typu Kong, rozsypana karma, zmęczenie przed wyjściem. Po godzinie wycia pies się uspokaja i dopiero wtedy zajmuję się sobą. Niestety na chwilę obecną mam słabą sytuację materialną, czeka mnie remont i wyprowadzka, więc nie jestem w stanie wydać miesięcznie kilkuset złotych na profesjonalnego behawiorystę. Mam w planach zbudować jej kennel i zobaczyć czy ta metoda da radę. Za wszelkie rady i sugestie gorąco dziękuję. Pozdrawiam. :)
  11. Witam Jestem posiadaczka upartej 8-mio miesięcznej pomki. Problemów nigdy z nią nie miałam do teraz . Od jakis dwóch tygodni w nocy nie chce spac . Nasz rytuał w niczym sie nie zmienił - w tych samych godzinach chodzimy spac , w tych samych godzinach chodzimy na spacer.... ale ... ostatnio ( na noc zamykana od początku jest w kuchni ) w nocy pare razy sie budzi i drapie w drzwi zeby ją wypuścić- nie chodzi tu ani o załatwianie się ani zeby z nami leżała w łożku - poprostu wstaje o 1 , o 3 , o 5 w nocy zeby sie ze mną bawić . Wcześniej cała noc przespała . Drugi problem - nie chce spac w swoim legowisku - w pierwszych dniach spała bez problemu ale jednego wieczoru cos sie jej odmieniło i stwierdziła ze nie chce juz swojego legowiska . Zamiast legowiska dałam jej kołdrę i jest to samo . Na łożku z nami spała pare razy po tym incydencie ale jest to samo - w nocy sie budzi i szczeka . Jest ze mną juz 5 miesięcy i uczę ja cały czas spania , nagradzam , chwale ale nic to nie daje .Miał ktoś podobna sytuacje ?
  12. Witajcie, Sprowadziła mnie do was desperacja. Moja historia jest następująca: Od 2 miesięcy wychowuję 4-miesięcznego szczeniaka mix jack russell terrier. Pies nie pochodzi z hodowli, urodziła się na wsi i pierwsze 6 tygodni spędziła z mamą i rodzeństwem. Sunia jest bardzo pojętna, szybko załapała o co chodzi z zachowaniem czystości w domu, jest posłuszna i nauczyła się już wielu komend, także sztuczek. Problem polega na głęboko zakorzenionym w niej lęku separacyjnym. Mam ją odkąd skończyła 1,5 miesiąca, przez pierwszy miesiąc byłam z nią w domu i od początku uczyłam ją bycia samą, nie pozwalałam wszędzie łazić za sobą, ignorowałam piski pod drzwiami łazienki. Jednocześnie poświęcałam jej dużo "zdrowej" uwagi - szkoliłam , trenowałam, wszystko w formie zabawy i zgodnie z zasadami szkolenia przez pozytywne wzmocnienia. Zostawiałam ją samą na 5, 10, 15, 30 minut i stopniowo wydłużałam ten czas. Nagrywałam ją: przez cały ten czas wyła, tropiła mój zapach w całym mieszkaniu, ujadała. Nie interesowały ją zabawki, które zostawiałam ani poukrywane smakołyki, kongi itd. Problem zaczął się w momencie, gdy musiałam już normalnie wyjść do pracy. Na początku na 4, 5 godzin. Wracałam i zastawałam prawdziwy sajgon w moim 34-metrowym mieszkaniu: pozrywane tapety, pogryzione nogi łóżka, poprute legowisko... codziennie nowe straty. Doświadczony z psami kolega przywiózł mi klatkę (sporą, 100 x 120 cm) i pouczył co i jak. Psinka na początku bardzo ją polubiła, spała i jadła w niej od pierwszego dnia i na początku bez problemu dawała się w niej zamykać. Z nagrań wynika, że zaczynała świrować po ok. 5 minutach od mojego wyjścia. Rzucała się w niej, wylewała wodę (jedzenia jej nie zostawiam, tylko zabawki i kość), po zabezpieczeniu miski z wodą potrafiła umoczyć w niej kocyk i być bez dostępu do picia przez parę godzin. Po moim powrocie, mimo że zachowuję dystans sunia bardzo długo uspokaja się, dyszy jak opętana, popiskuje, ja czekam zawsze aż przestaje - wtedy otwieram klatkę i daję smakołyk i szykuję smycz z szelkami na spacer. Ostatnio sytuacja się pogorszyła - pies nie chce wchodzić dobrowolnie do klatki rano, nic nie pomaga - wrzucam żwacze, gęsie szyjki, na nic - nie chce wejść. Wkładaj ją więc delikatnie, nie żegnam się, wszystko robię na chłodno, pies skomle jakby działa mu się krzywda. Potrafi tak piszczeć przez połowę czasu kiedy jest sama, jak wracam to wnioskuję że spała bo ziewa i się przeciąga jak już się uspokoi. Od 2 tygodni podaję jej co rano do pyska Kalm Aid, jak na razie nie widzę poprawy... Co więcej, ona potrafi już wskakiwać na moje łóżko i za nic w świecie nie chce spać w klatce na swoim ukochanym posłaniu... powoli wątpię w skuteczność i sens klatki, z drugiej strony zniszczenia w domu rozstrajają mnie nerwowo. Czasem zabieram ją ze sobą do pracy, żeby oszczędzić nam nerwów (mam taką możliwość), pies przesypia wtedy ten czas - tylko czy dobrze robię? Czy ten lęk minie sam? Czy robię coś nie tak? Pomóżcie! Dzięki
  13. Witam, niestety jak widać środa to pechowy dzień mojego psa. Mam "uprzejmą" sąsiadkę:evil_lol: która mówi że pies wyje całymi dniami ale tylko we środy widzę efekty męczącego wycia (pogryziona kanapa). Przed wakacjami byl nauczony pozostawania w domu; po wakacjach wszystko się zmieniło. już nie wiem co mam robić:placz:. Rasa: mieszaniec z huskim. ma prawie rok. spacery po 4,5h dziennie z czego przed wyjściem ma 1,5h spacer z bieganiem, zabawą z psem, jednym słowem nie nudzi się na spacerach... martwi mnie to już coraz bardziej,a te babsko wręcz wnerwia niesamowicie. Nie wychodzę na długo 4-5h, ale tylko we środy dzieje się cała szopka... Może ktoś ma jakies pomysły lub borykał sie z takim problemem?:-(
  14. Witam! Od kilku lat jestem posiadaczką 2 dużych psów (suczka z hodowli i piesek mieszaniec ze schroniska). W tej chwili przebywają z moim tatą w naszym dawnym mieszkaniu za miastem, cała trójka przyjedzie tu za kilka dni. Pare dni temu przygarnęłam malutkiego, niewidomego pieska w dośc podeszłym wieku. Psiak przez kilka lat przebywał w schronisku (a raczej pseudoschronisku), gdzie był źle traktowany, zaszczuwany i gryziony przez inne psy. Z racji swego kalectwa i malutkich rozmiarów nie był w stanie się bronić. Potem przebywał przez kilkanaście miesięcy w domu tymczasowym, jednak osoba która zapewniła mu dom tymczasowy bardzo chciała znaleźć da niego lepszy dom, gdyż mieszkała w bloku (na wysokim piętrze, co nie ułatwiało życia niewidomemu maluchowi) i pracowała po wiele godzin dziennie. Piesek mimo to jest samodzielny, załatwia się na dworze i świetnie sobie radzi, bo ma doskonały węch i słuch. Mieszkam w domku jednorodzinnym z dużym ogrodem. Dół domu zajmują moi rodzice, a ja mieszkam na piętrze. W grudniu biorę ślub i narzeczony ma niebawem zamieszkać ze mną. Problem jest taki, że maluch źle znosi samotność. Wszystko wskazuje na to, że z całą pewnością powodem nie jest nuda tylko potrzeba bliskości człowieka. Niestety problem jest uciążliwy nie tylko wtedy, kiedy nikogo z ludzi nie ma w domu (taka sytuacja zdarza się raczej rzadko, bo ja jak na razie nie pracuję zawodowo, tylko zajmuje się domem). Chodzi głownie o sytuację, kiedy przebywam na górze. Piesek nie ma wstępu na schody, podobnie jak moje pozostałe psy. Zasady są takie, że "zwierzyniec" przebywa na dole ;) I nie chcę robić żadnych wyjątków, bo w moim domu wszystkie zwierzęta są traktowane jednakowo i sprawiedliwie, żeby nie doprowadzić do zazdrości itp. Poza tym dla niewidomego pieska schody są dość niebezpieczne. Póki co, żeby oduczyć go wchodzenia na górę, kłade na dole schodów "przeszkodę". Tak się złożyło, że już pierwszego dnia maluch bardzo się prezywiązał szczególnie do mnie. Pierwszą noc spędził spokojnie na dole z moją mamą, ale przez później leżał w nocy już pod schodami i rozpaczliwie szczekał i piszał z tęsknoty za mną. Udało mu się nawet sforsować raz przeszkodę, jaką zablokowałam wejście na schody i wszedł na górę pod drzwi mojej sypialni. W ciągu dnia, kiedy jestem na dole, maluch przez większość czasu chodzi za mną, a kiedy siedzę i czytam, pracuje na komputerze lub oglądam tv, idzie do swojego legowiska i spokojnie w nim leży. Jednak mimo to jest bardzo czujny i wystarczy, że wstanę, a on już podnosi łebek albo wychodzi z legowiska i idzie za mną. Niestety maluch rozpaczliwie szczeka i piszczy stojąc pod schodami, kiedy ja przebywam na piętrze, także w dzień. Chwilami się uspokaja, potem zaczyna od nowa. Trochę mnie to przeraża, sądziłam, że kiedy na dole będzie przebywała z nim w nocy moja mama czy tato, nie będzie już czuł się taki samotny. Jednak on szczególnie upodobał sobie mnie. Kiedy schodzę na dół zawsze wita mnie niesamowitym piskiem, radosnym głośnym szczekaniem, machaniem ogona itp. Zachowuje się jakby szalał z radości, mimo, że np. nie było mnie tylko przez 5 minut. Z jednej strony bardzo mi go żal, ale z drugiej wiem, że nie mogę siedzieć z nim przez cały czas, zbyt wylewnie się z nim witać i poświęcać mu uwagę przez cały dzień, bo nigdy się tego nie oduczy :( Nie miał okazji jeszcze zapoznać się z moimi dwoma psami, ale nie wydaje mi się, żeby ich towarzystwo sprawiło, że zmieni swoje zachowanie. W domu tymczasowym też były inne pieski, jednak on szczekał z tęsknoty za opiekunką, kiedy ta wychodziła do pracy. Widzę, że przywiązany jest szczególnie do ludzi, a raczej do konkretnych osób. Chciałabym znaleźć jak najlepsze wyjście z tej sytuacji, bo moja mama ma bardzo ciężką pracę, wcześnie wstaje i nie może nawet w nocy się wyspać przez piski psiaka :( Póki co jakoś to znosi, ale widzę, że na dłuższą metę będzie ją to bardzo męczyć. Podobnie narzeczony - lubi zwierzęta, ale nie do tego stopnia co ja. Jest zwolennikiem umiaru i w takich sprawach przemawia przez niego rozsądek, a ja podchodzę bardziej emocjonalnie do krzywdy zwierząt i jakoś tak mi było żal tego maleństwa, że po prostu chciałam po tych wszystkich latach cierpień dać mu kochający dom i zapewnić spokojną starość. Narzeczony był przeciwny przygarnianiu tego malucha, uważał, że to kłopot przygarniać kolejnego psa i "robić z domu zoo", jednak zostawił mi wolną rękę. On rownież ma ciężką i odpowiedzialną pracę (zawodowy kierowca) i potrzebuje w nocy trochę się wyspać, a boję się, że przez pieska to będzie trudne i wkrótce moja rodzina zacznie mieć dosyć tego biedaka. Nie chcę go oddawać, bo pies to nie zabawka i jeśli już się go przygarnęło, to trzeba zachowywać się odpowiedzialnie i ponosić konsekwencje swojej decyzji. Poza tym pokochałam go niemal od pierwszego wejrzenia i jak widzę jak to biedactwo okazuje wdzięczność za każdy est zainteresowania to łzy mi się cisną do oczu i nie potrafię sobie wyobrazić, że mogła by go spotkać jeszcze jakaś krzywda. Bardzo prosiłabym o jakieś porady - czy jest szansa zmienić zachowanie niemłodego już pieska po przejściach? Jeśli ktoś z Was kochani wie jak go trochę odzwyczaić od takich zachowań i sprawić, żeby nie czuł się tak mocno przywiązany, a wręcz uzależniony od mojej obecności i żeby nie szczekał i nie wył kiedy przebywam na górze, to będę bardzo wdzięczna za pomoc. Oczywiście wszelkie drastyczne metody typu obroże przeciwszczekowe na ultradzwięki czy impulsy elektryczne nie wchodzą w gre - piesek już wystarczająco dużo złego przeżył i jest wystarczająco przerażony, żeby mu jeszcze dokłądać bólu i stresu.
  15. Od wczoraj nasz pies zaczął źle reagować na nasze wyjścia z domu. Zacznę od tego, że jest to młody mix husky (8 miesięcy), adoptowany. Jesteśmy po podstawowym szkoleniu posłuszeństwa i regularnie socjalizujemy psa pod okiem behawiorysty. Pies ma zapewnioną codzienną dawkę ruchu – zabawy na łące z aportem oraz codziennie biega z nami rekreacyjnie, interwałowo, od 2 do 5 km. Biegi są na tyle intensywne, że pies wraca zmęczony, ale tempo dostosowujemy do jego możliwości. Oprócz tego uczymy go codziennie nowych sztuczek, wprowadzamy zabawy węchowe. Kastracja planowana jest na koniec września. Pracuję z domu więc pies zostaje sam okazjonalnie, gdy wychodzimy do sąsiadów lub na zakupy. Zostaje sam na max 3 godziny. Do tej pory nie miał żadnych problemów z zostawaniem, bo zawsze na czas wyjścia dostawał od nas konga wypełnionego smakołykami, ulubione gryzaki, prasowane kostki itd. Nie żegnamy i nie witamy psa od razu po powrocie. Problem pojawił się wczoraj, bo nasz milusiński zorientował się, że potrafi... wyć. I dosłownie z dnia na dzień zaczął reagować na nasze wyjścia wyciem. Wiemy, bo do tej pory kontrolowaliśmy go za pomocą aplikacji i zawsze po ok 10 minutach lizania konga szedł spać. Wczoraj kompletnie stracił zainteresowanie zabawkami, nie skusił go nawet ulubiony kurczak! Dziś sytuacja się powtórzyła i musieliśmy szybko wracać do domu. Być może jest to objaw lęku separacyjnego. Jak reagować?
  16. Witam , Od niedawna jesteśmy szczęśliwymi właścicielami pieska Yorshire Terrier. Przez tydzień szczeniak miał czas żeby się z Nami zapoznać , z nowym miejscem zamieszkania, staraliśmy się też uczyć go samodzielności oraz zostawania samego. Oczywiście nie spodziewaliśmy się , ze będzie super grzeczny , ale nie sądziliśmy , że taki mały piesek w tak ogromnym stopniu może cierpieć kiedy zostaje sam. Po tygodniu niestety czas wracać do pracy , a niestety nasz mały Idefix strasznie zniósł rozłąkę, piszczał, skomlał, szczekał. Zdaje sobię sprawę , że tydzień to mało czasu aby nauczyć go pewnych zachowań , nie mniej jednak zgłaszam się z prośbą o rady dotyczące odpowiedniego pokierowania szczeniakiem. Przezytałam sporo artykułów , książek , wzmianek w tym temacie. Proszę jednak o informacje jakie Wy macie doświadczenia z pieskami i jak radzicie sobie z tym problemem . Dzięki !
  17. Drodzy Forumowicze. W ub. sobotę zostałam szczęśliwą opiekunką 7 miesięcznego psiaka kundelka, którego przygarnęłam ze schroniska. Przebywał tam ok 2 tygodni. Nie wiem jakie życie miał wcześniej. Na pewno nie był zabrany podczas interwencji, tylko po prostu błąkał się samopas po mieście. Na początku Ringo (bo o nim mowa;) ) był dość zagubiony i nieśmiały. Jedyne co chciał to non stop się przytulać. Jednak już po dwóch dobach zaczął się ładnie bawić, jadł bez namawiania i spał dzielnie na swoim posłaniu. Powiem szczerze - pies ideał:loveu: Schody zaczęły się gdy po dwóch dniach postanowiłam nauczyć go powolutku zostawania samemu w domu. Oczywiście czas wydłużałam stopniowo, codziennie dodając go więcej. Na początku było to kilkanaście minut, zaś później godzina, dwie...aż wczoraj dobiłam do 5h. Przed wyjściem z domu obowiązkowo spacer - niezbyt długi, bo pies nabawił się w schroniska zapalenia płuc i obecnie podawany ma antybiotyk. Żadnego wylewnego żegnania się przed moim wyjściem. Krótkie dotknięcie łebka, słowo "zostań" i wyjście z domu. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem (miałam owczarka niszczyciela ;)) postanowiłam nagrywać Ringo pod moją nieobecność. Niestety mam możliwość jedynie godzinnego nagrywania, ale pracuję nad tym aby mój sprzęt mógł więcej:p. Pies tuż po moim wyjściu stoi pod drzwiami i wyje ok. dwóch minut. Potem idzie obejść mieszkanie (ma dostęp do wszystkich pomieszczeń), wchodzi na kanapę, zagląda do szafki ze smyczą i wraca pod drzwi. Posiedzi chwilkę, po czym kładzie się na jakieś 5-7 minut i znów wstaje i wycie. Nie jest ono długie, znów trwa kilka minut - max 4-5. Później replay - czyli rundka po domu, położenie się pod drzwiami, poleżenie kilka minut i koncert. Pies na pewno boi się że nie wrócimy. Starałam się zapobiec lękowi separacyjnemu. Nie przytulam Ringo za każdym razem gdy tego chce, zamykam drzwi od łazienki gdy tam jestem (to jedyne pomieszczenie z drzwiami), nie reaguję na jego niekończące się zaczepki do zabawy (pobawimy się kilka-kilkanaście minut i koniec). Proszę o rady jak zapobiec napadom wycia. Zostawiać włączone radio? Kupić zabawki typu kongo lub kula smakula? Pomoże coś na ten jego po schroniskowy lęk? Za dwa dni muszę go zostawić na 9h, a nie mam niestety głuchych sąsiadów. Czekam na Wasze porady:roll:
×
×
  • Create New...