Jump to content
Dogomania

zeldo

Members
  • Content Count

    25
  • Joined

  • Last visited

About zeldo

  • Rank
    Member

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. zeldo

    Pies nie chodzi i nie widzi po sterylizacji

    O Boże, jaka biedna! Jak wygląda sytuacja, czy coś się poprawiło?
  2. Nie wchodziłam tutaj dawno i nie widziałam, że pojawiły się tu informacje o kolejnych psinkach. Bardzo mi przykro, że Poluni także się to przydarzyło. Moja Esme nadal nie słyszy, nic się nie zmieniło pod tym względem. Do głuchoty się przyzwyczaiła, większy kłopot mamy z trzustką, nerkami i układem pokarmowym (w stanie przewlekłym zapalnym), co jest skutkiem nieprawidłowego leczenia po zabiegu. Zdecydowałam się napisać teraz, bo przeczytałam, że rozważacie psiego towarzysza. U nas się to bardzo sprawdza. Esme nie przepada za innymi psami (nie jest wroga, po prostu mało który pies jej pasuje do bliższego kontaktu). Od dłuższego czasu staram się spędzać więcej czasu w domu rodzinnym, nawet pracuję w większości zdalnie i przez to mała ma więcej okazji do kontaktu z sunią mojej mamy (słyszącą). Bardzo dobrze to na nią wpływa. Zauważyłam, ze czujnie ją obserwuje i jest mocno wyczulona na wszelkie jej sygnały i reaguje wtedy tak, jak ona (np. biegnie do drzwi itp.), Czuje się o wiele pewniej np. wychodzi z nią sama do ogrodu, nie boi się z nią zostawać sama. Naprawdę funkcjonuje o wiele lepiej (raźniej, weselej) niż wtedy, gdy jesteśmy same. Od wypadku stała się spora przylepą, nie czuje się pewnie beze mnie, a tutaj, z drugim psem, pozwala sobie na więcej swobody. Trzymajcie się ciepło!
  3. Dziękuję. Dzwoniłam do nich, umówiłam się na wolny termin w przyszłym tygodniu. Badanie przebiega pod znieczuleniem (ale nie ogólnym) i trochę się boję interakcji z lekami, które mała bierze teraz. Mam przesłać do centrum diagnostyki słuchu wyniki badań serca, a lekarz zdecyduje czy mała kwalifikuje się do badania. Napiszę może, jak u nas wygląda teraz sytuacja, bo być może kiedyś komuś się to przyda: Zaczęła się 4 doba po zabiegu. 1. Od wczoraj lekarz zdecydował o odstawieniu antybiotyki Stomorgyl (podobno są jakieś przypadki pogorszenia słuchu u ludzi po nim, ale to chyba nie jest nasz przypadek, bo słuchu nie było prawdopodobnie już od wybudzenia z narkozy). 2. Od wczoraj przyjmuje lek przeciwzapalny DEXAVEN (zastrzyk co drugi dzień) i lek poprawiający krążenie w naczyniach mózgowych (KARSIVAN) codziennie. 3. Przeprowadzone w klinice badanie otoskopowe nie wykazało nieprawidłowości. 4. Doktor Sparks napisała mi, że istnieje możliwość, iż doszło do podrażnienia i spuchnięcia trąbki słuchowej. Jeśli tak, to gdy minie obrzęk słuch powinien zacząć powracać. Ciągle mam nadzieję, że to może być nasz przypadek. Na razie nie widzę poprawy.
  4. Dziękuję za odpowiedź. Tak zrobię. Jeśli chodzi o stan zębów: z wcześniejszych konsultacji wynikało, że ma jedynie "mierny kamień nazębny", ale w trakcie zabiegu nagle okazało się, że trzeba wyrwać aż cztery zęby, co lekarz zrobił. Było to dla nas zaskoczeniem, bo czyścimy jej zęby, dostaje tez gryzaki, a kontrole stomatologiczne miała w tym roku aż cztery (raz przy okazji badań kontrolnych, raz u okulisty i dwa razy w tej klinice przez zabiegiem) i za każdym razem wydawało się, że nie jest wcale tak źle. Najwidoczniej jednak było niedobrze, a i ból po wyrwaniu zębów jest nieznośny. Mała jest już starszym pieskiem, ma ponad 10 lat (nie wiemy dokładnie, 3 lata temu ją adoptowaliśmy), ale nie miała problemów ze słuchem ani z uszami. Jedyne zdiagnozowane dolegliwości to choroba zwyrodnieniowa zastawek o lekkim nasileniu i starcze rogowacenie soczewki oraz niskie ciśnienie oczne i łzawiące oczy. Ma też chorobę lokomocyjną. Nie wiem jednak czy to może mieć jakiś związek. Na szczęście kilka komend ćwiczyliśmy od razu w wersji słowo-gest (aby było łatwiej, gdy się zestarzeje) więc nie startujemy całkiem z niczym.
  5. Dzień dobry, wiem, że to stary post i piesek musiałby mieć bardzo dużo szczęścia, aby nadal być z Tobą, ale chciałam zapytać czy udało się poprawić stan pieska? Niestety mam nieco podobną sytuację - mój starszy piesek stracił słuch po operacji pod narkozą (zabieg stomatologiczny) i staram się znaleźć pomoc, a weterynarze niestety nie wiedzą, co się mogło stać.
  6. Dzień dobry, czy jest na forum ktoś, kto zetknął się z przypadkiem utraty u psa słuchu po leczeniu stomatologicznym pod narkozą? Niestety takie coś zdarzyło się mojej psince i nie wiemy, co robić, a W poniedziałek miała operację w warszawskiej klinice, oczyszczono jej zęby pod narkozą, kilka wyrwano, do tego wycięto brodawkę na skórze. W zabiegu asystował anestezjolog, powiedziano nam, że wszystko poszło dobrze. W poniedziałek i we wtorek dochodziła do siebie, była obolała i wycofana, prawdopodobnie już wtedy nie słyszała (nie reagowała na dzwonek, po operacji nie zareagowała na imię, ale kładłam to na karb efektów narkozy/leków przeciwbólowych i samego bólu). Drugą dobę po zabiegu zaczęła czuć się lepiej, więcej wstawać, wtedy zauważyliśmy, że nie reaguje na imię ani komendy. Niestety, okazało się, że nie słyszy nic za wyjątkiem dźwięku uderzających o siebie kluczy (piszę to, bo wciąż mam nadzieję, że skoro cokolwiek słyszy, to nie wszystko stracone). W klinice nikt nie wie, co się mogło stać. Nigdy nie zdarzył im się taki przypadek. Podobno bywa tak u kotów, gdy stosowany jest rozwieracz stomatologiczny, ale oni takiego nie stosują. Na polskich stronach internetowych nie znalazłam niczego, znalazłam jednak artykuł amerykańskich lekarzy, w którym przedstawiono takie przypadki. Niestety utrata słuchu jest w takim przypadku nieodwracalna. To ten tekst: Stevens‐Sparks, C. K., & Strain, G. M. (2010). Post‐anesthesia deafness in dogs and cats following dental and ear cleaning procedures. Veterinary anaesthesia and analgesia, 37(4), 347-351. Skontaktowałam się z doktor Sparks i wygląda na to, że pieskowi trzeba byłoby przeprowadzić test BAER. W lecznicy, w której leczymy psiaka nie przeprowadzają badań słuchu, podobno w całej Warszawie nie ma żadnego weterynarza specjalizującego się w laryngologii. Dostaliśmy dla małej zastrzyki przeciwzapalne i lek poprawiający krążenie krwi w naczyniach mózgowych, ale chciałabym poszukać innej pomocy. Patrząc na mojego smutnego, przestraszonego psa, którego świat stracił nagle jeden wymiar, trudno mi zachować bierność. Być może jest tu ktoś, kto słyszał o podobnym przypadku i mógłby coś doradzić?
  7. Dzień dobry, to mój pierwszy post na forum, choć nie pierwsza wizyta u Was. Obawiam się, że potrzebuję wsparcia... Nie chcę zanudzać Was całą historią, ale pisząc w skrócie: Kilka miesięcy temu przez przypadek zobaczyłam ogłoszenie pieska ze schroniska i choć w najbliższych latach nie planowałam podejmowania się opieki nad zwierzakiem (miałam ambitne plany życiowe) cos się we mnie uruchomiło i nie mogłam jej tak zostawić. Nie mogłam sama adoptować psinki (mieszkałam głównie za granicą, pracowałam w 3 różnych miastach i żyłam na walizkach) więc szukałam dla niej domu. Niestety różne ogłoszenia nic nie dały więc znalazłam pracę w Polsce, przeprowadziłam się i adoptowałam psinę. Mała jest u mnie od niecałego tygodnia, powoli się poznajemy i wyznaczamy reguły, ale niestety nie jest dobrze. Spodziewałam się różnych kłopotów ze zdrowiem, zważywszy na to, że suczka ma już około 7 lat i spędził w schronisku ponad 6 miesięcy, ale niestety okazało się, że jest naprawdę niedobrze. Wyczułam u Esme (tak ją nazwałam) guzy na listwie mlecznej. Udało nam się wczoraj wcisnąć na konsultację do doktora Jagielskiego i wiemy, że guzów jest aż 8 :( Niestety z uwagi na to, że była w sierpniu sterylizowana, a obecnie ma też inne kłopoty ze zdrowiem (wyłysienia ze zmianami skóry - czekam na wyniki badań; podejrzenie choroby układu moczowego - popuszcza trochę w domu i posikuje partiami na spacerach, tak po troszeczku, nawet pierwsze poranne oddawanie moczu jest skąpe i składa się z 3-5 posikiwań; do tego świąd, zgrubienia w różnych miejscach, łzawienie i katar oraz zły stan zębów) musimy czekać z zabiegiem. Mamy leczyć inne rzeczy i zgłosić się za miesiąc - wtedy dopiero zrobią jej RTG i sprawdzą czy nie ma przerzutów, a do tego inne badania i jeśli będzie się kwalifikowała na zabieg (oby tak było!) czeka ją wycięcie chyba wszystkich sutków (1 albo 2 zabiegi). Jest mi jej tak bardzo szkoda, widzę jak powoli zaczyna cieszyć się życiem, jak lubi spacery, szaleje z zabawkami i jak się otwiera przede mną i daje poznać. Czuję się bezsilna i przerażona. Staram się ją traktować jakby nic się nie działo i myśleć optymistycznie. Szkolę ją i wychowuję, wyznaczam też zasady i szukam dobrej karmy (różnie reaguje na jedzenie, ma sporo gazów i bulgotów w brzuchu po wszystkim), a do tego staram się zanadto nie uzależniać od siebie, co przychodzi mi z trudem. Ona pokazał mi za to np., że umie aportować :) Pewnie gdyby nie to, że mam ogólnie kiepski okres życiowy, dałabym sobie jakoś radę i po prostu starała się cieszyć tym, że mogę Esme dać lepsze życie i dobrą opiekę weterynaryjną, której nie miałaby w schronisku, ale niestety tak się składa, że psują się chyba wszystkie sfery mojego życia i po prostu jestem u progu załamania ze stresu. Dopiero od tygodnia mieszkam w Warszawie i nie mam tu żadnych bliskich ludzi (mam kilku znajomych, ale nie jestem w stanie się z nimi spotykać, bo musiałabym udawać, że mam się dobrze i wszystko jest ok), w nowej pracy mi się za bardzo nie układa, w rodzinie się nie układa, niespodziewane wysokie wydatki weterynaryjne znacznie mnie obciążyły, a do tego jestem tuż przed obroną doktoratu i powinnam tylko siedzieć i się uczyć, a nie dość, że od 2 tygodni nie mogę ustalić terminów egzaminów doktorskich (jest to trudne, bo mieszkam kilkaset kilometrów od mojej uczelni, a profesorowie mi nie odpisują), to jeszcze w każdej chwili mogę dostać drugą recenzję rozprawy i wyznaczą mi termin ostatniego egzaminu i obrony, a na naukę nie mam już ani czasu, ani sił. Poza tym nie wiem, na kiedy zapisać Esme na następną wizytę u doktora Jagielskiego (powinnam to zrobić jak najszybciej, bo potem nie ma terminów), bo nie znam terminu obrony (po prostu mi ją wyznaczą i nie będę miała wpływu na dzień ani godzinę). Nie mówiąc już o tym, że nie wiem, jak dam sobie radę z pracą i opieką nad Esme po zabiegu - nikt niestety nie da mi urlopu na opiekę nad psem, a obawiam się, że zabiegi pochłoną resztę moich oszczędności i na petsittera nie będzie mnie już stać. No to pomarudziłam ;) Wiem, że mam teraz chwilowe załamanie, bo zmagam się z tym wszystkim sama i jeśli coś się poprawi, to łatwiej mi będzie radzić sobie z resztą. Patrzę teraz na Esme machającą do mnie radośnie ogonkiem i chce mi się płakać, jak myślę o tym, co ją czeka :( Czy ktoś z Was słyszał a ogóle o tym, aby piesek z aż 8 guzami na sutkach przeżył?
×