Jump to content
Dogomania

Search the Community

Showing results for tags 'lęk separacyjny'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Ogólne
    • REGULAMIN FORUM
    • DOGOMANIA ON FACEBOOK
    • Wszystko o psach
    • Hodowla
    • Media
    • Pielęgnacja
    • Prawo
    • Sprzęt i akcesoria
    • Weterynaria
    • Wychowanie
    • Wypoczynek
    • Wystawy
    • ZKwP
    • Żywienie
    • Tęczowy Most
    • Foto Blogi
    • Off Topic
    • Administracja
  • Psy w potrzebie
  • Sport - praca
  • Rasy
  • Inne zwierzęta
  • Dogomania.com

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Location


Interests


Biography


Location


Interests


Occupation

Found 14 results

  1. Postanowiłam założyć własny temat. ;) Zacznę od tego, że jestem nowa na Dogomanii, ale dogomaniaczką jestem od zawsze ;-) Mam suczkę, 7miesięcznego mieszańca miniaturowego(?) pudla. Nadia ma 35cm w kłębie. Niestety mamy problem z lękiem separacyjnym, mała jest w nas po prostu zakochana, zresztą to chyba cecha pudla, bo wcześniej miałam sunię mieszańca pudla średniego i problem był ten sam... Pudliczki chyba takie są- wrażliwce ;-) Ale do rzeczy... Chcę kupić klatkę kennelową do domu i powolutku ją przyzwyczajać do niej oraz klatkę transportową(w której mogłaby przebywać nawet kilka godzin, ponieważ dużo podróżujemy za granicę, a chcę żeby miała komfort w podróży), niekoniecznie plastikową, czy metalową ale może materiałową. Zastanawiam się jakich rozmiarów miałyby być klatka kennelowa dla psiny rozmiarów mojej suni i jaki duży powinien być ten transporter (i czy metalowy/plastikowy/materiałowy) i jeszcze najważniejsze czy ona nie jest już za "stara" na uczenie w przebywanie w klatce? Dodam tylko tyle, że mam dużo czasu na ucznie, ponieważ jestem mamą pracującą w domu. :smile:
  2. Witam Mam pytanie jak oduczyć psa wycia jak zostaje sam w domu (1,5h w godzinach po południowych i tylko przez 5 dni w miesiącu), 3 godzinny spacer plus zabawa nie skutkują, obroża anty szczękowa też nie, smakołyki działają tylko na raz później zaczyna się odnowa. Jedyne co udało się wypracować to, że nie niszczy niczego i nie sika. W ciągu dnia jak jesteśmy w domu pies zachowuje się jakby w ogóle go nie było i szczeka sporadycznie jak usłyszy kogoś obcego na klace. Problem polega na tym, że do sąsiadów nie dociera, że praca nad psem to czasochłonny proces i żadne tłumaczenia nic nie dają. A mam dość mi grożenia i tekstów typu proszę oddać psa do schroniska..
  3. Hej, od niedawna mieszkam w Łodzi z moim 8letnim jamnikiem. Szukam dobrego behawiorysty, który powalczy z jego silnym lękiem separacyjnym i wprowadzi kennel (aktualnie pies w nim sypia, więc z tym nie ma problemu) jako miejsce do wyciszenia i zostawania w nim podczas mojej nieobecności. Niestety najlepsza krakowska behawiorystka na tym poległa (wtedy jeszcze próbowałam bez kennela) Dzięki za wszelkie sugestie!
  4. Dzien dobry/Dobry wieczór, Historia moja i Kluski, ale takze szukanie rozwiazania problemu (jak w tagach) Jestem włascicielem suni schroniskowej. Wzielam ja do siebie w 2009 roku, od samego poczatku nie moglam przyzwyczaic jej do zostawania samej w domu. Szczekanie, niszczenie, generalnie panika. Przez 3 lata mieszakalysmy w Polsce. Nie wiem dokladnie, ale wydaje mi sie, ze prawo jest bardziej po stronie wlascicieli psow z problemami niz sasiadow... W 2012 roku wyjechalysmy do Danii, gdzie przez pierwsze ok. 1,5 roku bylam w domu i moglam pracowac z problemem. Wtedy mieszkalysmy z jeszcze innym psem, bardzo spokojnym pozostawionym w domu. To odrobine zmniejszylo problem, ale nigdy go nie zlikwidowalo. Ten inny pies to pies mojego bylego chlopaka, z ktorym sie rozstalam ewentualnie w grudniu 2015 roku. Jeszcze przed rozstaniem zaczelam poszukiwania miejsca dla mnie i Kluski. W Danii jest prawie niemozliwoscia znalezenia mieszkania badz pokoju "przyjaznego zwierzetom". Przez 8 miesiecy, szukalam domu dla nas obu, ale stracilam nadzieje, i postanowilam zawiezc Kluske do mojej Mamy, do Warszawy. Bylo ciezko, ale mam byla juz na czesciowej emeryturze i jakos sobie radzila z Kluska. Czasem tez przychodzila Babcia , zeby z nia pobyc pod nieobecnosc mojej Mamy. Po powrocie do Danii dostalam wiadomosc, ze jest dla mieszkanie, ale tylko dla mnie. To mieszkania studenckie, gdzie nie mozna trzymac zwierzat. Mama w tym roku szkolnym przeszla na emeryture, zeby zajmowac sie moja okolo roczna siostrzenica. Od pazdziernika 2016 przychodzi z Kluska do mojej siotry i opiekuje sie swoja wnuczka. Na poczatku, niewielkie objawy alergii, jakas wysypka u siostrzenicy, od Nowego roku cieknacy katar i tarcie oczu. Byl to akurat czas ferii, przyjechalam do Polski, wziac Kluske w gory. Wszystkie objawy alergii zniknely. Poniewaz testy na alergie u malej byly ujemne na psy, postanowilismy zrobic jeszcze jedna probe. Mam przez 3 dni brala Kluske do siostrzenicy. Alergia wrocila.... Jak wyzej napisalam, nie mam mozliwosci zabrania Kluski do Danii. W zwiazku z tym (z rozdartym sercem) szukam rozwiazania problemu, lacznie z rzuceniem studiow i mojego zycia w Danii i powrotu do Polski. Tylko zdaje sobie sprawe, ze to nie rozwiaze problemu, bo tak jak kazdy czlowiek, musialabym pracowac, co wiazaloby sie z zostawianiem Kluski w domu. W zwazku z tym szukam jakichkolwiek wskazowek. Czego probowalysmy: podstawowe szkolenie psow konsultacje z behawiorystami (kilkoma) konsultacje z psim psychologiem klatka obroza antyszczekowa spray'owa "medykamenty", obroza uspokajajaca, feromony... Pare slow o Klusce: kundelek, ktory trafil do schorniska w stanie skrajnego wycieczenia, majac ok. 1 miesiaca. Prawdopodobnie zostala zbyt wczesnie odizolowana od matki. Do mnie trafila w wieku ok. 3,5 miesieca. ok. 8 lat 24 kg (siaga do kolana) bardzo aktywna, uwielbia wszelkiego rodzaju zabawy biega przy rowerze ignoruje dzieci, tzn. nie przepada za nimi, ale tez nigdy nie robi krzywdy swietnie dogaduje sie z innymi (bezproblemowa w tej kwestii) kiedys bala sie kotow, natomiast kiedy odszedl najstarszy kot mojej siostry, krol zwierzecej swory, zmienila sie dynamika w domu. Kluska zaczela wykazywac nieco obsesyjne nastawienie do jednego kota, natomiast szanujac przestrzen drugiego. nie wykazuje agresji do zadnych zywych istot (chowala sie ze szczurami przez pierwsze 4 lata swojego zycia) zdjecia Bede wdzieczna za kazda pomoc.
  5. Witajcie! :) Otóż nasza Ursa, nie słucha się partnera, nie załatwia swoich potrzeb z nim na spacerze, tylko po powrocie na matę w domu, ze mną wszystko robi jak należy, nawet gdy jesteśmy razem w domu mała prosi na dwór, z nim tak nie postępuje, nie chce tez chodzić z nikim na smyczy tylko ze mną, gdy wychodzę do pracy psinka strasznie płacze i wyje, a nie zostaje sama.. Zapomniałam dopisać że jest to ponad 9 tygodniowy owczarek niemiecki. Partner bawi się z mała, dba o nią, karmi ją podczas gdy jestem w pracy-jednym określeniem: zwariował na jej punkcie, tylko nie rozumie dlaczego dzieje się tak nie inaczej, załamuje się. Od połowy kwietnia mamy zacząć psie przedszkole, jednak do tego czasu jest trochę czasu.. Mieliście podobne sytuacje? Pisałam do Pani behawiorystki z mojej miejscowości, ale wiadomość odczytana bez odpowiedzi, a prosiłam o spotkanie.
  6. Witajcie, mam suczkę w wieku 10 miesięcy. Pies z pseudohodowli w którą zagłębiać się nie będę, bo szkoda słów. Mamy problem z lękiem separacyjnym. Młoda wyje równo godzinę od naszego wyjścia z domu. Nieistotne czy wychodzimy do sklepu, wynieść śmieci czy do pracy. Pies wyje. Sąsiedzi się skarżą, odgrażają, wzywają policję. Nie pomagają zabawki typu Kong, rozsypana karma, zmęczenie przed wyjściem. Po godzinie wycia pies się uspokaja i dopiero wtedy zajmuję się sobą. Niestety na chwilę obecną mam słabą sytuację materialną, czeka mnie remont i wyprowadzka, więc nie jestem w stanie wydać miesięcznie kilkuset złotych na profesjonalnego behawiorystę. Mam w planach zbudować jej kennel i zobaczyć czy ta metoda da radę. Za wszelkie rady i sugestie gorąco dziękuję. Pozdrawiam. :)
  7. Witam Szanownych Forumowiczów, :) jestem wolontariuszką współpracującą z OTOZ w Świdnicy. Pod moją opiekę trafił psiak (mix Owczarza Irlandzkiego), który został odebrany podczas interwencji. Psiak mieszkał z parą nadużywającą alkoholu w bardzo małej kawalerce. Po kilku latach jego właściciel zmarł. Psem miała zająć się konkubina zmarłego. Niestety... podczas kontroli okazało się, że pies jest niedożywiony, ma świerzba (obecnie jest leczony). A żeby tego wszystkiego było mało to był przywiązany do kaloryfera w domu, niekarmiony, z przerośniętymi kilkucentymetrowymi pazurami. Najprawdopodobniej był wyprowadzany jedynie, aby załatwiać swoje potrzeby poza domem. Tarzan (bo takie imię otrzymał) jest średniej wielkości, jego wiek został określony na 4-5 lata. Jest bardzo przyjacielski w stosunku do ludzi i toleruje inne zwierzaki np. nie poluje na koty. Psiak chodzi za człowiekiem jak cień. Nie brudzi w domu i nie niszczy sprzętów, gdy zostaje sam. Niestety okropnie wyje, gdy zostaje sam w pomieszczeniu, w którym nie ma ludzi. Dodatkowo Już po tygodniu zmienił rozkład sił w domu i przegania rezydentkę (suczkę owczarka niemieckiego, 8 lat, spokojna, przyjacielska) w obecnym DT. Wystarczy pogłaskać suczkę, żeby usłyszeć warczenie Tarzana. Natomiast bez kłopotu razem wychodzą na spacery bez smyczy (mam sporo pól za domem) i bawią się jak szczenięta. W domu jest za to tragedia, wieczne utarczki i warczenie. Czy jego wycie i dreptanie za człowiekiem to objawy lęku separacyjnego? Jak radzić sobie z utarczkami w domu? Od czego zacząć?
  8. Witajcie, Sprowadziła mnie do was desperacja. Moja historia jest następująca: Od 2 miesięcy wychowuję 4-miesięcznego szczeniaka mix jack russell terrier. Pies nie pochodzi z hodowli, urodziła się na wsi i pierwsze 6 tygodni spędziła z mamą i rodzeństwem. Sunia jest bardzo pojętna, szybko załapała o co chodzi z zachowaniem czystości w domu, jest posłuszna i nauczyła się już wielu komend, także sztuczek. Problem polega na głęboko zakorzenionym w niej lęku separacyjnym. Mam ją odkąd skończyła 1,5 miesiąca, przez pierwszy miesiąc byłam z nią w domu i od początku uczyłam ją bycia samą, nie pozwalałam wszędzie łazić za sobą, ignorowałam piski pod drzwiami łazienki. Jednocześnie poświęcałam jej dużo "zdrowej" uwagi - szkoliłam , trenowałam, wszystko w formie zabawy i zgodnie z zasadami szkolenia przez pozytywne wzmocnienia. Zostawiałam ją samą na 5, 10, 15, 30 minut i stopniowo wydłużałam ten czas. Nagrywałam ją: przez cały ten czas wyła, tropiła mój zapach w całym mieszkaniu, ujadała. Nie interesowały ją zabawki, które zostawiałam ani poukrywane smakołyki, kongi itd. Problem zaczął się w momencie, gdy musiałam już normalnie wyjść do pracy. Na początku na 4, 5 godzin. Wracałam i zastawałam prawdziwy sajgon w moim 34-metrowym mieszkaniu: pozrywane tapety, pogryzione nogi łóżka, poprute legowisko... codziennie nowe straty. Doświadczony z psami kolega przywiózł mi klatkę (sporą, 100 x 120 cm) i pouczył co i jak. Psinka na początku bardzo ją polubiła, spała i jadła w niej od pierwszego dnia i na początku bez problemu dawała się w niej zamykać. Z nagrań wynika, że zaczynała świrować po ok. 5 minutach od mojego wyjścia. Rzucała się w niej, wylewała wodę (jedzenia jej nie zostawiam, tylko zabawki i kość), po zabezpieczeniu miski z wodą potrafiła umoczyć w niej kocyk i być bez dostępu do picia przez parę godzin. Po moim powrocie, mimo że zachowuję dystans sunia bardzo długo uspokaja się, dyszy jak opętana, popiskuje, ja czekam zawsze aż przestaje - wtedy otwieram klatkę i daję smakołyk i szykuję smycz z szelkami na spacer. Ostatnio sytuacja się pogorszyła - pies nie chce wchodzić dobrowolnie do klatki rano, nic nie pomaga - wrzucam żwacze, gęsie szyjki, na nic - nie chce wejść. Wkładaj ją więc delikatnie, nie żegnam się, wszystko robię na chłodno, pies skomle jakby działa mu się krzywda. Potrafi tak piszczeć przez połowę czasu kiedy jest sama, jak wracam to wnioskuję że spała bo ziewa i się przeciąga jak już się uspokoi. Od 2 tygodni podaję jej co rano do pyska Kalm Aid, jak na razie nie widzę poprawy... Co więcej, ona potrafi już wskakiwać na moje łóżko i za nic w świecie nie chce spać w klatce na swoim ukochanym posłaniu... powoli wątpię w skuteczność i sens klatki, z drugiej strony zniszczenia w domu rozstrajają mnie nerwowo. Czasem zabieram ją ze sobą do pracy, żeby oszczędzić nam nerwów (mam taką możliwość), pies przesypia wtedy ten czas - tylko czy dobrze robię? Czy ten lęk minie sam? Czy robię coś nie tak? Pomóżcie! Dzięki
  9. Witam! Od kilku lat jestem posiadaczką 2 dużych psów (suczka z hodowli i piesek mieszaniec ze schroniska). W tej chwili przebywają z moim tatą w naszym dawnym mieszkaniu za miastem, cała trójka przyjedzie tu za kilka dni. Pare dni temu przygarnęłam malutkiego, niewidomego pieska w dośc podeszłym wieku. Psiak przez kilka lat przebywał w schronisku (a raczej pseudoschronisku), gdzie był źle traktowany, zaszczuwany i gryziony przez inne psy. Z racji swego kalectwa i malutkich rozmiarów nie był w stanie się bronić. Potem przebywał przez kilkanaście miesięcy w domu tymczasowym, jednak osoba która zapewniła mu dom tymczasowy bardzo chciała znaleźć da niego lepszy dom, gdyż mieszkała w bloku (na wysokim piętrze, co nie ułatwiało życia niewidomemu maluchowi) i pracowała po wiele godzin dziennie. Piesek mimo to jest samodzielny, załatwia się na dworze i świetnie sobie radzi, bo ma doskonały węch i słuch. Mieszkam w domku jednorodzinnym z dużym ogrodem. Dół domu zajmują moi rodzice, a ja mieszkam na piętrze. W grudniu biorę ślub i narzeczony ma niebawem zamieszkać ze mną. Problem jest taki, że maluch źle znosi samotność. Wszystko wskazuje na to, że z całą pewnością powodem nie jest nuda tylko potrzeba bliskości człowieka. Niestety problem jest uciążliwy nie tylko wtedy, kiedy nikogo z ludzi nie ma w domu (taka sytuacja zdarza się raczej rzadko, bo ja jak na razie nie pracuję zawodowo, tylko zajmuje się domem). Chodzi głownie o sytuację, kiedy przebywam na górze. Piesek nie ma wstępu na schody, podobnie jak moje pozostałe psy. Zasady są takie, że "zwierzyniec" przebywa na dole ;) I nie chcę robić żadnych wyjątków, bo w moim domu wszystkie zwierzęta są traktowane jednakowo i sprawiedliwie, żeby nie doprowadzić do zazdrości itp. Poza tym dla niewidomego pieska schody są dość niebezpieczne. Póki co, żeby oduczyć go wchodzenia na górę, kłade na dole schodów "przeszkodę". Tak się złożyło, że już pierwszego dnia maluch bardzo się prezywiązał szczególnie do mnie. Pierwszą noc spędził spokojnie na dole z moją mamą, ale przez później leżał w nocy już pod schodami i rozpaczliwie szczekał i piszał z tęsknoty za mną. Udało mu się nawet sforsować raz przeszkodę, jaką zablokowałam wejście na schody i wszedł na górę pod drzwi mojej sypialni. W ciągu dnia, kiedy jestem na dole, maluch przez większość czasu chodzi za mną, a kiedy siedzę i czytam, pracuje na komputerze lub oglądam tv, idzie do swojego legowiska i spokojnie w nim leży. Jednak mimo to jest bardzo czujny i wystarczy, że wstanę, a on już podnosi łebek albo wychodzi z legowiska i idzie za mną. Niestety maluch rozpaczliwie szczeka i piszczy stojąc pod schodami, kiedy ja przebywam na piętrze, także w dzień. Chwilami się uspokaja, potem zaczyna od nowa. Trochę mnie to przeraża, sądziłam, że kiedy na dole będzie przebywała z nim w nocy moja mama czy tato, nie będzie już czuł się taki samotny. Jednak on szczególnie upodobał sobie mnie. Kiedy schodzę na dół zawsze wita mnie niesamowitym piskiem, radosnym głośnym szczekaniem, machaniem ogona itp. Zachowuje się jakby szalał z radości, mimo, że np. nie było mnie tylko przez 5 minut. Z jednej strony bardzo mi go żal, ale z drugiej wiem, że nie mogę siedzieć z nim przez cały czas, zbyt wylewnie się z nim witać i poświęcać mu uwagę przez cały dzień, bo nigdy się tego nie oduczy :( Nie miał okazji jeszcze zapoznać się z moimi dwoma psami, ale nie wydaje mi się, żeby ich towarzystwo sprawiło, że zmieni swoje zachowanie. W domu tymczasowym też były inne pieski, jednak on szczekał z tęsknoty za opiekunką, kiedy ta wychodziła do pracy. Widzę, że przywiązany jest szczególnie do ludzi, a raczej do konkretnych osób. Chciałabym znaleźć jak najlepsze wyjście z tej sytuacji, bo moja mama ma bardzo ciężką pracę, wcześnie wstaje i nie może nawet w nocy się wyspać przez piski psiaka :( Póki co jakoś to znosi, ale widzę, że na dłuższą metę będzie ją to bardzo męczyć. Podobnie narzeczony - lubi zwierzęta, ale nie do tego stopnia co ja. Jest zwolennikiem umiaru i w takich sprawach przemawia przez niego rozsądek, a ja podchodzę bardziej emocjonalnie do krzywdy zwierząt i jakoś tak mi było żal tego maleństwa, że po prostu chciałam po tych wszystkich latach cierpień dać mu kochający dom i zapewnić spokojną starość. Narzeczony był przeciwny przygarnianiu tego malucha, uważał, że to kłopot przygarniać kolejnego psa i "robić z domu zoo", jednak zostawił mi wolną rękę. On rownież ma ciężką i odpowiedzialną pracę (zawodowy kierowca) i potrzebuje w nocy trochę się wyspać, a boję się, że przez pieska to będzie trudne i wkrótce moja rodzina zacznie mieć dosyć tego biedaka. Nie chcę go oddawać, bo pies to nie zabawka i jeśli już się go przygarnęło, to trzeba zachowywać się odpowiedzialnie i ponosić konsekwencje swojej decyzji. Poza tym pokochałam go niemal od pierwszego wejrzenia i jak widzę jak to biedactwo okazuje wdzięczność za każdy est zainteresowania to łzy mi się cisną do oczu i nie potrafię sobie wyobrazić, że mogła by go spotkać jeszcze jakaś krzywda. Bardzo prosiłabym o jakieś porady - czy jest szansa zmienić zachowanie niemłodego już pieska po przejściach? Jeśli ktoś z Was kochani wie jak go trochę odzwyczaić od takich zachowań i sprawić, żeby nie czuł się tak mocno przywiązany, a wręcz uzależniony od mojej obecności i żeby nie szczekał i nie wył kiedy przebywam na górze, to będę bardzo wdzięczna za pomoc. Oczywiście wszelkie drastyczne metody typu obroże przeciwszczekowe na ultradzwięki czy impulsy elektryczne nie wchodzą w gre - piesek już wystarczająco dużo złego przeżył i jest wystarczająco przerażony, żeby mu jeszcze dokłądać bólu i stresu.
  10. Od wczoraj nasz pies zaczął źle reagować na nasze wyjścia z domu. Zacznę od tego, że jest to młody mix husky (8 miesięcy), adoptowany. Jesteśmy po podstawowym szkoleniu posłuszeństwa i regularnie socjalizujemy psa pod okiem behawiorysty. Pies ma zapewnioną codzienną dawkę ruchu – zabawy na łące z aportem oraz codziennie biega z nami rekreacyjnie, interwałowo, od 2 do 5 km. Biegi są na tyle intensywne, że pies wraca zmęczony, ale tempo dostosowujemy do jego możliwości. Oprócz tego uczymy go codziennie nowych sztuczek, wprowadzamy zabawy węchowe. Kastracja planowana jest na koniec września. Pracuję z domu więc pies zostaje sam okazjonalnie, gdy wychodzimy do sąsiadów lub na zakupy. Zostaje sam na max 3 godziny. Do tej pory nie miał żadnych problemów z zostawaniem, bo zawsze na czas wyjścia dostawał od nas konga wypełnionego smakołykami, ulubione gryzaki, prasowane kostki itd. Nie żegnamy i nie witamy psa od razu po powrocie. Problem pojawił się wczoraj, bo nasz milusiński zorientował się, że potrafi... wyć. I dosłownie z dnia na dzień zaczął reagować na nasze wyjścia wyciem. Wiemy, bo do tej pory kontrolowaliśmy go za pomocą aplikacji i zawsze po ok 10 minutach lizania konga szedł spać. Wczoraj kompletnie stracił zainteresowanie zabawkami, nie skusił go nawet ulubiony kurczak! Dziś sytuacja się powtórzyła i musieliśmy szybko wracać do domu. Być może jest to objaw lęku separacyjnego. Jak reagować?
  11. Wiem, że wątek był już poruszany, ale jednak piszę bo nie wiem co robić lub czego nie robić. Ok. dwa tyg temu zaadoptowałam ok. 4 miesięczną suczkę ze schroniska. Sunia była odebrana jakiejś rodzinie w wieku ok 2 miesiące. Pozostałe dwa spędzi Problem z nią był od początku. Krok w krok chodziła za mną, nic nie mogłam zrobić bez niej. Gdy próbowałam zostawić ją samą to wyła. Widząc problem poczytałam trochę na ten temat i zaczęłam treningi. Robiłam to co mądre książki radzą. Czyli wychodzenie na chwilkę, wracanie i nagradzanie za grzeczność. Nie wracanie na szczekanie i skomlenie. Były efekty i to dosyć szybko. Potrafiła po spacerze i jedzeniu zostać sama na pół godz. Poszła w tym czasie spać. W samochodzie to już w ogóle. Bardzo dobrze się czuła i spała czekając na mnie. Od 3 - 4 dni jest tak jakbyśmy się cofnęli do pierwszego dnia. Pilnuje mnie, chodzi krok w krok. Jak tylko się zamknę w pokoju to biega nerwowo i piszczy. Jak się zamknę w łazience to niemal zawsze czeka na mnie siusiu w pokoju. Jak już nawet się czymś zajmie w innym pokoju niż ja jestem to co jakiś czas i tak musi przyjść np do kuchni i sprawdzić czy tam jestem. Nieraz tak się skrada, że nawet nie wiem że stoi za mną podczas gdy coś gotuję. Widzę jak nie raz nerwowo biega po domu. Dzisiaj musiałam coś załatwić, więc zabrałam ją ze sobą i zostawiłam w aucie. Widziałam jak wariuje i piszczy. Dodam, że problem był na spacerach również. Bała się ludzi i psów. Więc zabrałam ja na spacer do parku miejskiego, sporo się działo, sporo psów sporo ludzi. Raz się wystraszyła czegoś innym razem nie, a to pomnik obszczekała a to człowieka. Ale nie jest taka, że się nie chce przekonać. Po oswojeniu z innym psiakiem, chętna do zabawy. Ale piszę konkretnie o tym wyjściu, bo coś mi się wydaję, że właśnie od tego wyjścia zaczęła się tak znowu zachowywać. Ale nie mam pewności. Próbuję znaleźć przyczynę tego zachowania i naprawdę nie wiem. Może przedobrzyłam z treningami. Kurczę, bardzo proszę o jakieś rady co mam robić bo idzie zwariować. Bardzo się z partnerem stresujemy tą sytuacją i już nie wiemy co robić. Gdzie ustawiać jej posłanie, czy w sypialni z nami czy w pokoju dziennym gdzie spędzamy wiadomo większość wolnego dnia. Gdzie ma spać? Pierwszego dnia tylko pozwoliliśmy jej spać u nas, nie miała wówczas swojego kojca. Następnej nocy, postawiłam kojec przy naszym łóżku i grzecznie ją tam odstawiam przy próbach spania z nami. Czasem robi to tak cicho i sprytnie, że nie zawsze budzę się jak próbuje do nas wskakiwać i czasem uda jej się z nami spać. A może ja zbyt wiele od niej wymagam, może jest jeszcze za mała i to wszystko minie z wiekiem, a może się tylko pogłębi? Błagam o porady i rozwianie moich wątpliwości. Niunia jest długo wyczekanym psiakiem. Nie mieliśmy żadnych oczekiwań co do psa. Chcieliśmy po prostu by miał 4 łapy, merdający ogon i zimny nos, ale problem jaki narasta zaczyna mnie przerastać. Pozdrawiam
  12. Wiem, że wątek był już poruszany, ale jednak piszę bo nie wiem co robić lub czego nie robić. Ok. dwa tyg temu zaadoptowałam ok. 4 miesięczną suczkę ze schroniska. Sunia była odebrana jakiejś rodzinie w wieku ok 2 miesiące. Pozostałe dwa spędzi Problem z nią był od początku. Krok w krok chodziła za mną, nic nie mogłam zrobić bez niej. Gdy próbowałam zostawić ją samą to wyła. Widząc problem poczytałam trochę na ten temat i zaczęłam treningi. Robiłam to co mądre książki radzą. Czyli wychodzenie na chwilkę, wracanie i nagradzanie za grzeczność. Nie wracanie na szczekanie i skomlenie. Były efekty i to dosyć szybko. Potrafiła po spacerze i jedzeniu zostać sama na pół godz. Poszła w tym czasie spać. W samochodzie to już w ogóle. Bardzo dobrze się czuła i spała czekając na mnie. Od 3 - 4 dni jest tak jakbyśmy się cofnęli do pierwszego dnia. Pilnuje mnie, chodzi krok w krok. Jak tylko się zamknę w pokoju to biega nerwowo i piszczy. Jak się zamknę w łazience to niemal zawsze czeka na mnie siusiu w pokoju. Jak już nawet się czymś zajmie w innym pokoju niż ja jestem to co jakiś czas i tak musi przyjść np do kuchni i sprawdzić czy tam jestem. Nieraz tak się skrada, że nawet nie wiem że stoi za mną podczas gdy coś gotuję. Widzę jak nie raz nerwowo biega po domu. Dzisiaj musiałam coś załatwić, więc zabrałam ją ze sobą i zostawiłam w aucie. Widziałam jak wariuje i piszczy. Dodam, że problem był na spacerach również. Bała się ludzi i psów. Więc zabrałam ja na spacer do parku miejskiego, sporo się działo, sporo psów sporo ludzi. Raz się wystraszyła czegoś innym razem nie, a to pomnik obszczekała a to człowieka. Ale nie jest taka, że się nie chce przekonać. Po oswojeniu z innym psiakiem, chętna do zabawy. Ale piszę konkretnie o tym wyjściu, bo coś mi się wydaję, że właśnie od tego wyjścia zaczęła się tak znowu zachowywać. Ale nie mam pewności. Próbuję znaleźć przyczynę tego zachowania i naprawdę nie wiem. Może przedobrzyłam z treningami. Kurczę, bardzo proszę o jakieś rady co mam robić bo idzie zwariować. Bardzo się z partnerem stresujemy tą sytuacją i już nie wiemy co robić. Gdzie ustawiać jej posłanie, czy w sypialni z nami czy w pokoju dziennym gdzie spędzamy wiadomo większość wolnego dnia. Gdzie ma spać? Pierwszego dnia tylko pozwoliliśmy jej spać u nas, nie miała wówczas swojego kojca. Następnej nocy, postawiłam kojec przy naszym łóżku i grzecznie ją tam odstawiam przy próbach spania z nami. Czasem robi to tak cicho i sprytnie, że nie zawsze budzę się jak próbuje do nas wskakiwać i czasem uda jej się z nami spać. A może ja zbyt wiele od niej wymagam, może jest jeszcze za mała i to wszystko minie z wiekiem, a może się tylko pogłębi? Błagam o porady i rozwianie moich wątpliwości. Niunia jest długo wyczekanym psiakiem. Nie mieliśmy żadnych oczekiwań co do psa. Chcieliśmy po prostu by miał 4 łapy, merdający ogon i zimny nos, ale problem jaki narasta zaczyna mnie przerastać. Pozdrawiam
  13. Drodzy Forumowicze. W ub. sobotę zostałam szczęśliwą opiekunką 7 miesięcznego psiaka kundelka, którego przygarnęłam ze schroniska. Przebywał tam ok 2 tygodni. Nie wiem jakie życie miał wcześniej. Na pewno nie był zabrany podczas interwencji, tylko po prostu błąkał się samopas po mieście. Na początku Ringo (bo o nim mowa;) ) był dość zagubiony i nieśmiały. Jedyne co chciał to non stop się przytulać. Jednak już po dwóch dobach zaczął się ładnie bawić, jadł bez namawiania i spał dzielnie na swoim posłaniu. Powiem szczerze - pies ideał:loveu: Schody zaczęły się gdy po dwóch dniach postanowiłam nauczyć go powolutku zostawania samemu w domu. Oczywiście czas wydłużałam stopniowo, codziennie dodając go więcej. Na początku było to kilkanaście minut, zaś później godzina, dwie...aż wczoraj dobiłam do 5h. Przed wyjściem z domu obowiązkowo spacer - niezbyt długi, bo pies nabawił się w schroniska zapalenia płuc i obecnie podawany ma antybiotyk. Żadnego wylewnego żegnania się przed moim wyjściem. Krótkie dotknięcie łebka, słowo "zostań" i wyjście z domu. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem (miałam owczarka niszczyciela ;)) postanowiłam nagrywać Ringo pod moją nieobecność. Niestety mam możliwość jedynie godzinnego nagrywania, ale pracuję nad tym aby mój sprzęt mógł więcej:p. Pies tuż po moim wyjściu stoi pod drzwiami i wyje ok. dwóch minut. Potem idzie obejść mieszkanie (ma dostęp do wszystkich pomieszczeń), wchodzi na kanapę, zagląda do szafki ze smyczą i wraca pod drzwi. Posiedzi chwilkę, po czym kładzie się na jakieś 5-7 minut i znów wstaje i wycie. Nie jest ono długie, znów trwa kilka minut - max 4-5. Później replay - czyli rundka po domu, położenie się pod drzwiami, poleżenie kilka minut i koncert. Pies na pewno boi się że nie wrócimy. Starałam się zapobiec lękowi separacyjnemu. Nie przytulam Ringo za każdym razem gdy tego chce, zamykam drzwi od łazienki gdy tam jestem (to jedyne pomieszczenie z drzwiami), nie reaguję na jego niekończące się zaczepki do zabawy (pobawimy się kilka-kilkanaście minut i koniec). Proszę o rady jak zapobiec napadom wycia. Zostawiać włączone radio? Kupić zabawki typu kongo lub kula smakula? Pomoże coś na ten jego po schroniskowy lęk? Za dwa dni muszę go zostawić na 9h, a nie mam niestety głuchych sąsiadów. Czekam na Wasze porady:roll:
  14. Chciałabym podjąć kontynuację tego wątku adopcyjnego i poadopcyjnego, jako że już poznaliśmy się z sierotą o wiele lepiej, wiele się pozmieniało, wiele się okazało i wiele wylazlo na wierzch. W ogromnym skrócie: w lutym tego roku adoptowałam z gdyńskiego "Ciapkowa" dwuipółletniego pseudohodowlanego samca malinois, oddanego do schroniska przez właścicielkę z powodu pogryzienia. Tutaj można znaleźć wątek sprzed roku, na którym znajoma byłej właścicielki awaryjnie szukała dla psa domu tuż przed oddaniem.   Nie proszę o żadne interwencyjne rady wychowawcze, bo sprawa jest zbyt poważna. Jesteśmy pod stałą opieką specjalistki.   Piszę, bo wątek założony przeze mnie skończył się w kilka tygodni po adopcji, kiedy wydawało się, że lęk separacyjny jest opanowany, a agresja odeszła w siną dal i nie wróci. Jedno i drugie okazało się kolosalną bzdurą, efektem przypadkowego splotu okoliczności. Dlatego też podejmuję temat z dwóch powodów - po pierwsze, żeby z mojego przykładu nikt nie wyciągnął fałszywych super-hiper-optymistycznych wniosków, że:  A) byle dureń (np. ja) i amator (np. też ja) może sobie wziąć świra po przejściach i wyprowadzić go na psy, B ) pies może się groźnie zachowywać w schronisku, bo to schronisko, ale w ciepłym i kochającym domku od razu rozkwitnie, C) pies może się źle zachowywał w poprzednim domu, ale to na pewno wina durnych właścicieli, na pewno znęcali się nad nim, a w mądrych rękach to zupełnie co innego.   Po drugie, zakładam ten wątek, ponieważ szukam dodatkowych danych. Nigdzie - z ręką na sercu, przekopałam cały Internet - NIGDZIE nie znalazłam żadnego case study, który sygnalizowałby, że gdzieś jeszcze na świecie istnieje podobny psi przypadek. I tak mi przyszło do głowy, że może ktoś coś takiego przeżywa/przeżywał/słyszał, ale niby po co ma pisać o tym na forum internetowym?   Jeśli więc masz psa, który się Ciebie nie boi i nie lekceważy, i dogadujecie się dobrze, ale który atakuje Cię zawsze, kiedy targają nim silne emocje (złość, frustracja, histeria, podniecenie), nie da się go w żaden sposób "wytrącić" z ataku, a kąsając i szarpiąc nakręca coraz bardziej... I powiedzmy, że wolałbyś go nie usypiać...   ...to nie jesteś sam. Odezwij się do mnie.     PS Malibu zmienił imię już dawno temu. Nowe życie, nowe imię; teraz nazywa się Duma. PS 2 Berek ma rację, głupsze fragmenty zostały wyedytowane.
×
×
  • Create New...