Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 07/29/22 in all areas
-
Dziękuję Wam za opinie o preparatach, sama mam za każdym razem zgryz jak mam coś podać psu U Pręguska też trzeba ostrożnie, bo to starszy psiak i chyba niestety dość schorowany. Na razie nic mu nie podajemy, kupy z dziś, jutra i pojutrza p.Kasi zawiezie w poniedziałek do badania, a na kleszcze też jeszcze chwilę się wstrzymamy, bo za 2-3 dni będzie próba wykąpania psinka i zmycia syfu i smrodu schroniskowego. Na razie jeszcze p. Kasia nie chce go stresować, niech się trochę przyzwyczai do niej i miejsca. I wieści z dzisiaj są takie, że Pręgusek jest coraz śmielszy, coraz chętniej wychodzi na spacery, jest coraz ciekawszy otoczenia, nabiera chyba chęci do życia Pani Kasia twierdzi, że był na pewno kiedyś w domu, przy człowieku. Ładnie idzie przy nodze, zatrzymuje się gdy p. Kasia się zatrzyma. A dzisiaj na spacerze nawet brodził w strumyku Fajnie słucha się tych relacji. Piesio chyba powoli rozumie, że jego sytuacja się zmieniła5 points
-
Nawet jak u dwóch wciąż się waham czy bardziej kocha mnie, czy jedzenie Pochłania wszystko w mgnieniu oka, skuteczność miski spowalniającej to urban legend .... Wciąż pełna energii i radości. Pracujemy nad nadpobudliwością, na spacerach chodzi już bardzo ładnie, choć widać że jednak miasto to nie jej klimaty, boi się obcych, staje, czeka aż przejdą. Za to w domu nie boi się niczego Adaptil od wtorku włączony, podsuwam jej też lick matę - bardzo ją lubi dopóki jest na niej jedzenie i ja jestem w pobliżu, a gdy zaczyna mnie lizać po rękach czy nogach zasłaniam się lick matą, ale ona usilnie stara się ją ominąć, a ja ciągle jej ją podtykam, liczę, że w końcu załapie ... Dalej jest zafiksowana na moim punkcie, nic jej nie przechodzi, choć minęły już trzy tygodnie. Dobra wiadomość jest taka, że już nie płacze gdy wychodzę do pracy, jest cichutko, chyba zrozumiała że zawsze do niej wracam. Kolejne badanie krwi mamy za tydzień w czwartek. Pomijając dietę i leki, na razie życie Nuukusi toczy się tak, jakby była zdrowa - z wszystkiego się cieszy, biega, bawi się, przytula, nic jej boli się, tak bym chciała żeby tak zostało...5 points
-
3 points
-
Bezsprzecznie dziecięca gwiazdą jest tez Missi. Dla mnie nie ma urody szczeniaczka, ale jest zachwycająca. Bystrzacha, chyba jeszcze wieksza, niż Marvel. Bardzo kontaktowa, zrównoważona. Sunia doskonała. Niczego się nie boi, jest bardzo ciekawa świata. Ciut mniej dzielna, ale tak samo sympatyczna jest Mona. Jest też troszkę wieksza od siostry i tez bardzo garnie się do ludzi. Masumi jest największą histeryczką. Trochę się boi, ale głównie jej rozterki słychać zdecydowanie powinna trafić do domu, gdzie nie będzie musiała być długo sama i najlepiej bez małych dzieci, żeby jej ułatwić początek samodzielnego życia. Mikuś jest najbardziej lękliwym z całego miotu. Nie jest głośny, jak Masumi, ale po prostu wycofuje się i dystansuje. Zdjecia ma fajne, bo nie ucieka z rąk i siedzi cierpliwie. Jednak luzem widać różnicę, bo sam nie podejdzie. Odbiega i przycupniety trosze dalej czeka co będzie. Tez sugerowałabym spokojny dom bez małych dzieci. Stadem oczywiście sa jak szarancza, nie do zatrzymania2 points
-
2 points
-
Dżekunio był pieskiem mocno skrzywdzonym ... nie był nawet przeznaczony do adopcji, uparłam się na niego bo aż mnie w gardle ścisnęło jak zobaczyłam jego małe ciałko wbite w kąt ogrodzenia pyszczkiem do krat ... Długo był obojętny na nasze wysiłki by nas pokochał, nie chciał jeść, bardzo się bał wszystkiego - aż sikał ze strachu... ale udało się, po roku tak się rozwydrzył, że ustawiał nas po kątach Pokochałam go od pierwszej chwili, teraz to już staruszek, a że każdym dniem kocham go bardziej to wyobraź sobie ogrom tego uczucia2 points
-
1 point
-
Przed wczoraj jeździłam do Krynek po 4 koty (kotka i trójka podrostków). Fajnie było przejechać - 122km a nie tylko sklep - dom, lecznica - dom Koty zostały zabrane od starszej Pani..., opieka przerosła jej możliwości. Mieszkanie w bloku (2 piętro) przesiąknięte odorem moczu. Niezabezpieczone okna nie były otwierane, mieszkanie niewietrzone. W miarę możliwości dbała o koty - socjalizowane, odkarmione, futerka ładne ale też przesiąknięte odorkiem. Samochód wietrzyłam. Pani mieszka sama i też potrzebuje pomocy (demencja)- lekarza, pracownika socjalnego.... Koty odwiozłam do lecznicy w Białym..., po zabiegach, przeglądach trafią do kocich DT. Koty bardzo ładne, szybko znajdą DS1 point
-
I taka jest. To maly żywioł . Wlasnie pojechala na kontrolę brzucha, bo dalej , mimo leków, jest stan zapalny i widac wewnętrzne szwy. Mam nadzieję, że nie będzie jednak potrzebny drugi zabieg.1 point
-
Zanim zaczęłam pisać do Was dzisiejszy przedpołudniowy post , poszłam zajrzeć do Shili - leżała w korytarzu, ostatnio często się tam kładła, chociaż nigdy wcześniej tego nie robiła, jedynym i ulubionym miejscem, było jej osobiste legowisko . Leżała spokojnie, wszystko było jak każdego innego razu, kiedy do niej przychodziłam. Wróciłam do domu i zabrałam się za wklejenie zdjęć i napisanie do Was powyższej wiadomości . Kiedy skończyłam, naszykowałam zastrzyk przeciwbólowy , płynną mokrą karmę ze strzykawką i poszłam do domku, zamierzałam nakarmić Shilunie trochę. Tym razem nie było jej już w korytarzu, była w swoim pokoiku, leżała na legowisku, tylko dupka zwisała poza - nie dała rady podciągnąć się mocniej , kiedy weszłam to patrzyła na mnie takim wzrokiem, którego nigdy się nie zapomina.... W tym momencie jeszcze nie wiedziałam co się za chwilę stanie, pochyliłam się nad nią i zdążyłam ją poprawić/podciągnąć dupke na legowisko, w następnej sekundzie coś się zmieniło, Shila ułłożyła się na boku , zmienił się oddech, nie na gorszy czy lepszy, po prostu inny.... Tuliłam ją, głaskałam, po kilkunastu sekundach, a może tylko kilku - wszystko stało się błyskawicznie, zatrzymało się serce . O godzinie 11.20 umarła z głową wtuloną w moje ręce , odeszła spokojnie . Przed 18 tą , pojechałam do weterynarz Anity, chciałam osobiście opowiedzieć co się stało. Kiedy weszłam do gabinetu, zapytała jak się Shila czuje, w pierwszym momencie źle mnie zrozumiała , myślała że Shila czuje się gorzej, w to , że umarła, ciężko było uwierzyć , dopiero co wczoraj długo rozmawiałyśmy przez telefon, miałam dziś przyjechać po kroplówki, po rozmowie z Onna miałam kupić mleczko royal recovery , i chociaż przeczucie podpowidało swoje, to wszyscy mieliśmy jeszcze mikro nadzieje... Strasznie mi przykro robaczku, że tak krótko byłaś z nami. Przepraszam, że nie udało mi się więcej dla Ciebie zrobić . Wiedziałam, że jesteś chora, z nowotworem, ale nie myślałam, że tak bardzo krótko będziesz cieszyła Nas swoją obecnością, kochana suniu.... To jedno z ostatnich zdjęć, z wczorajszego późnego wieczoru. Na koniec, chciałam napisać o pożegnaniu Shili. Shila w tej chwili jest tam gdzie była - leży w swoim pokoiku . Niektórzy z Was bywają na wątku moich psów, prowadzonym przez Iwonke/Iwna i wiedzą że moje i "moje" psy , w swoją ostatnią drogę, odprowadzam na cmentarz dla zwierząt. Mam wielką nadzieję, że wyrazicie zgodę , aby Shilunia została również tam pochowana , z szacunkiem i godnością . Dzwoniłam dziś zapytać o terminy i koszta, pochówki odbywają się we wtorki i piątki i właśnie we wtorek jest wolny czas/jeden wolny pochówek. Koszta niestety rosną tak jak szaleńczo rosną wszystkie ceny i pełen koszt to obecnie 490 zł . Jutro musiałabym pojechać , żeby załatwić formalności- wypełnić stosowny formularz i uiścić opłate. Następnie mogę zawieźć Shilunie tam, gdzie zostawia się zwierzaka w odpowiednich warunkach, aż do dnia pochówku. We wtorek o wyznaczonej godzinie, jadę na cmentarz aby być przy Shili do samego końca - tak to będzie wyglądać , jeśli tylko napiszecie, żeby tak właśnie było1 point
-
Około miesiąc temu dowiedziałam się o 3 szczeniakach-suniach zabranych z działki w lesie pod Biłgorajem, woj.lubelskie przez starszą kobietę. Ich matka jest dzika, ma kilka lat i rodzi niestety ile się da, a pieski umierają w cierpieniach. .Te ostatnie miały więcej szczęścia, chociaż trafiły do pani chore (cheyleteilla). Obecnie są już wyleczone, zostały też dzisiaj zaszczepione od wirusówek. Chcę bardzo podziękować Jaaga, że chce je przyjąć do siebie oraz Aska7 za przewiezienie ich w następnym tygodniu przy okazji transportu innych psów z Zamościa . Przez cały miesiąc szukałam dla nich pomocy, pisałam, dzwoniłam i nie udało się, a kobieta nie miała siły dłużej zajmować się nimi. Brała nawet pod uwagę oddanie ich do zamojskiego schroniska, już rozmawiała z wójtem, ale uprosiłam ją, żeby wstrzymała się jeszcze, że w końcu coś się znajdzie. I udało się Dotychczasowe koszty weterynaryjne i szczepienie ogarnęłam sama. Jutro skontaktuję się z gminą, może wójt zgodzi się przelać jakąś kwotę na hotelik i dalszą profilaktykę. Sunie są rozkoszne, jak to szczeniaczki Mam nadzieję, że szybko znajdą domki.1 point
-
Bardzo serdecznie dziękuję Aniu Pani Kasia powiedziała, że przyjmie sunię w pakiecie z Kudłaczkiem, ale powiedziała też, że liczy na finansowanie opieki weterynaryjnej dla suni. Jest to tak wielka ulga w płaceniu, że nie można było powiedzieć, że nie będziemy finansować weta. Będę prosić o deklaracje, o bazarki i sama też będę je robiła. Sunia jest młoda, już wysterylizowana więc liczę, że tej opieki weterynaryjnej nie będzie potrzebowała wiele.1 point
-
Cała Dogomania skurczyła się do kilkunastu osób i wyciąga psy z Zamościa1 point