Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 06/19/21 in all areas

  1. u Marcelka wstawiłam,ale i tu wstawię,bo może niektórzy tam nie zaglądają,a fajne ujęcie dziś udało się złapać dwójki blondasków:)
    8 points
  2. Przesadzacie na mój temat ogromnie:(,ale faktem jest,że Suvi przyjąć z kilku powodów niestety nie mogę. Pozwolę sobie jednak na małą sugestię odnośnie zmiany miejsca. Gdyby znalazł się ktoś,kto zna się na rzeczy i mógłby indywidualnie z sunią pracować,dużo czasu jej poświęcić,to bym przeniosła,natomiast nie przenosiłabym do żadnego innego hotelu.Każdy hotel ma ograniczony czas i możliwości żeby zajmować się tylko jednym psem,a w wielu jest brak chęci na jakąkolwiek pracę,nawet podstawową. Suvi niebawem doceni, że ma warunki lepsze niż w schronie,a jak na hotelik uważam ,że u Jaaga ma wyśmienite! Jest lato i Jaaga więcej czasu będzie się "przewijać" wokół zagrody Suvi i spokojnie będą wzajemnie poznawać. Jaaga ma doświadczenie z trudniejszymi psami i "ciepło w sobie",które przy takim psie zaprocentuje. Moja intuicja mi mówi,że będzie dobrze i jeszcze Suvi na kanapach u Jaaga zobaczycie:)
    5 points
  3. dla cioteczek, Kasia napisała,że noc spokojna, Papiś super pies,a jamniś Lolek zakręcony,Kasia napisała,mój geriartyk jamniś się zafiksofał,zakochał w Papisiu. Relacje pozytywne, Pozdrawiam,pa
    4 points
  4. Ależ ja się nie załamuję. Po prostu nie chcę, żeby ktoś miał poczucie, że gdzie indziej byłoby lepiej Suvi i mogłaby robić szybkie postepy, jestem więc otwarta na sugestie o zmianie miejsca. Mam akurat teraz ograniczone mozliwości przez problemy z dzieckiem i większosć czasu Suvi opiekuje się mój mąż, a ona znacznie gorzej reaguje na mężczyzn. Ja będę dyspozycyjna dopiero po zakończeniu roku szkolnego, czyli za tydzień. Dlatego jestem otwarta na chęć zmiany miejsca do kogoś, kto ma więcej czasu, mozliwości i doświadczenia. Tym bardziej, ze pobyt u nas jest płatny, wiec rozumiem, że brak postepów może rodzić zniecierpliwienie. Raczej nikt nie spodziewał się, że będzie aż tak zdystansowana. Ja widziałabym ją u WiosnaA, bo zauważam, jakie są zmiany u psów, które ma i uważam, że ma rewelacyjną intuicję. Natomiast wiem już od opiekunki Suvi, że WiosnaA jej nie weźmie. Sama mam dzikiego Jimmiego, który jest u nas już kilka lat. Normalnie funkcjonuje w domu, przechodzi koło nas, reaguje na imię, tylko nie daje się dotykać. Jest to mozliwe jedynie w aucie. Tam moge go wyczesać, lekarz przebadać, zaszczepić. Jimmi jest wszędzie obecny, ale przez te lata u nas nie cieszy sie na nasz widok, nie podbiega do ręki, nie macha ogonem. Jest zawsze pare kroków za innymi psami i obserwuje. To po prostu zwierze, które pierwsze lata życia spędziło bez kontaktu z człowiekiem, a kolejne 6 lat w schronisku czlowiek kojarzył się źle. Wczoraj nie miałam czasu tu napisać, ale przyjechałam do domu i znowu otworzyłam Suvi wybieg. Wyszła z niego, ale tylko na parę metrów przed. Wszystko obwachała, w jakichś chwastach wytarła boki głowy. Chodziła powoli i nie wyglądała na spłoszoną czy zaniepokojoną. Kiedy mnie zobaczyła, nie uciekła, więc to dla mnie sukces.Nie reagowała na inne psy, ani one na nią. Dziś od rana jej otworzyłam furtkę. Znowu wyszła przed wybieg. Jednak była na wózku Linda i ją oszczekała. Linda jest bardzo zaborcza. Zabrałam ją teraz do domu i zobaczymy, czy bez niej Suvi bardziej się ośmieli. Dla mnie sukcesem jest to, że nie uciekła na mój widok, mimo ze akurat miałam waż ogrodowy w ręce i podlewałam, a on dobrze schroniskowcom się nie kojarzy. Drugim sukcesem jest to, że Suvi spokojnie wyszła i tak samo wróciła na swoje włości, czyli uznaje wybieg i kojec za swoje schronienie. Nie próbowała gdzies się schować, odbiec, nie wpadła w panikę. Ona zachowuje się tak, jak odłowiony piwniczny kot, ze dobrze czuje się na mniejszej, znanej powierzchni. Niestety, zapomniałam torby z aparatem i zanim przeszukałam manatki i pobiegłam po tel, to Suvi już podeszła do wybiegu, więc tylko takie udało mi się zrobić jej zdjecie.
    4 points
  5. Maluchy zostały dzis odrobaczone - ja kusiłam jedzeniem, by powychodziły zza budy, a Tomek przechwycił każdego po kolei, i potem dostały kolację :)
    3 points
  6. Ja też myślę, że przerzucanie jej z miejsca na miejsce to nie jest najlepszy pomysł (zwłaszcza, że nie ma gdzie). Ona musi powolutku w swoim tempie. Jaaga stworzyła jej super warunki, adekwatne do jej aktualnych potrzeb. I tyle. Teraz trzeba troszkę poczekać.
    3 points
  7. Prawda?...,aż tak lżej na duszy jak spojrzy na takie zdjęcie psów po przejściach:) Tylko,że trochę to jest zdjęcie "przypadku" i rzeczywistość jest, by nie powiedzieć lekko inna:) Psiaki cudne,radosne,zrelaksowane,i nawet ten najmniejszy "kosmita" się uśmiecha:)- ależ miło było móc patrzeć na żywo! Przerażenia żadnego rzecz jasna nie ma,wyglądają na najnormalniejsze w świecie, i nikt z boku by nie powiedział,że mają jakiekolwiek problemy,czy że jest im źle. Najgorzej może nie mają,ale te uśmiechy to nie są szczere z wielkiego zadowolenia bo np.mnie mają z boku:), na mój widok żaden z blondasków nie ucieszył się jeszcze nigdy (maluch zaczyna na wózek ,a delikatnie Lumi na widok smyczy zaczyna). Przy mnie jeszcze tylko w niektórych sytuacjach oboje są wyluzowani i nie jest to na porządku dziennym ,ani żadną normą. W sumie to pierwszy raz,że się tak wszyscy mocno "stłoczyli" do kąta i wyglądają jak zgrana paka,a przyjaźni pomiędzy wszystkimi też jeszcze nie ma- jedynie tolerują i akceptują wzajemnie. Powodem tego "szczęścia" na pyszczkach był oczywiście upał......a relaks prawdziwy,bo ja w drugim kącie siedziałam zajęta swoimi sprawami dłuższą chwilę bez ruchu. Przez upał każdy bez sił i chciał w cień na piach w jamy, gdzie Lumi sobie zrobiła,najpierw przetasowywali się i jakoś poukładali sobie. Ale ciekawe ujęcie raczej mi się udało uchwycić i życzyłabym sobie,żeby takie uśmiechy móc oglądać przy różnych zwykłych okazjach jak najszybciej. Psiaki oddajemy do hoteli,dt,w różne miejsca i chcę Was bardzo mocno uczulić,żeby po kilku wstawionych zdjęciach nie oceniać czy psu w danym miejscu jest dobrze,czy jest tam szczęśliwy,zadbany,czy wybiegany.Proście o dłuższe filmy,zwracajcie uwagę na drobne szczegóły i wówczas ocenę łatwiej wyciągnąć,bo jak widać po tym zdjęciu łatwo o przynajmniej częściową zmyłkę tego "szczęścia" na pyszczku ,zwłaszcza latem.
    3 points
  8. Kurcze, zapomniałam wziąć z Katowic aparatu, wzięłam sam kabelek. Telefonem nie nadążam za Ritą. O ile Mimi jest mega fotogeniczna, to Rita wychodzi na zdjeciach jak Margo; nijako. Zdjęcia są rozmazane lub prześwietlone. Domowe pewnie wyjdą jeszcze gorzej, niż ogrodowe, bo nie ogarnę jej w bezruchu. Chyba lepiej zostawić ogłoszenia Mimi i mówić o Ricie.
    3 points
  9. Zabieg usunięcia listwy z guzami będzie można połączyć ze sterylizacją, ale wet zaleca poczekać aż przejdą upały. Przed zabiegiem będzie zrobione RTG - jeśli (mam nadzieję, że nie..) pokażą się jakieś przerzuty to nie będzie sensu usuwać listwy mlecznej. 22 czerwca kończy się ważność wścieklizny suni i teraz moje pytanie czy ją szczepić czy czekamy na ochłodzenie i robimy zabieg. Jeśli ją zaszczepimy, trzeba będzie będzie czekać minimum 2 tygodnie na operację. Sunia ma jeszcze sporo lęków, ale i tak jest dobrze jak na całe niemal życie spędzone w schronisku. Jak idzie na smyczy, to często nagle robi zwrot i idzie w w przeciwną stronę, jeśli następuje opór to jest lekka panika. Na początku pozwalałam się jej prowadzić, bo zależało mi, żeby przyzwyczaiła się w ogóle do smycz i człowieka na drugim końcu. Ale skutek tego był taki, że często chodziłyśmy w te i z powrotem przez parę metrów. Teraz staram się trzymać wytyczonej trasy i nie ulegać nagłej zmianie suni. Trzeba dużo przy tym cierpliwości i spokoju, ale dajemy radę. Sunia jest też bardzo wrażliwa; czasem niechcący wejdzie mi pod nogi, uderzy się o moją nogę, stuknie trzonek miotły, którą zamiatam boks - i od razu panika i strach. Na szczęście chwilka głasków i już jest ok. Ale odruch ma taki, jakby nie raz oberwała:( Problem jest tylko taki, że sunia w ogóle nie załatwia się na spacerach. Na szczęście przestała już popuszczać i załatwiać się w budzie, robi to poza nią w boksie. Te początkowe koopki i siku w biegu to był zapewne wynik stresu związany ze smyczą. Zależy mi, żeby Shila opanowała czystość, bo chciałabym ją przenieść do domu. Zwłaszcza jakby była po operacji usunięcia listwy to wolałabym ją mieć na oku w domu.
    3 points
  10. "oba psiaki są dzisiaj na długich linkach, bo jest dużo ludzi. Zwiększymy czas spacerów, żeby nie były pokrzywdzone. Linki są długie i mogą beż problemu wchodzic do wody."
    2 points
  11. "po spacerze i śniadaniu całe towarzystwo poszło spać. Ja wreszcie mogę poczytać. Luka wyszła dzisiaj sama do mnie i do sąsiadki, która przyszła porozmawiać. Zgodnie z uwagami behawiorystki nie zwracała ba Luka uwagi i nie patrzyła jej w oczy. Luka stała ko mnie spokojnie. Za to Baloo pogonił małego yorczka, który przyszedł w odwiedziny. Skorygowany natychmiast odpuścił i uśmiechał się tymi pięknymi ząbkami "
    2 points
  12. Dałam jej Borysa na wybieg, bo musimy jechać na zakupy. On najwięcej do ni9ej chodzi, bo zawsze wyjada jej niezjedzone żarełko.
    2 points
  13. Trochę się zasiedziały Kaktus, Róża i Jagoda. Wszystkie kotki zdrowe i mają się świetnie. Kaktus się zrobił pewniak i trochę się oswaja. Można go już np. pogłaskać jak gdzieś leży w jakimś schowanku, np. budce w drapaku. Mam wrażenie, że się powoli przyzwyczaja do głasków. Nie boi się obecności człowieka i często nawet nie raczy się ruszyć z podłogi, tylko się wyleguje i trzeba nad nim przestawiać nogi. A ja będę miała do Was znów prośbę o ogłaszanie dla moich znalezisk (oczywiście jak znaleziska będą gotowe do adopcji). Te trzy kociaczki wczoraj TZ znalazł na dużej wierzbie na terenie zakładu, gdzie pracuje. Na pewno same tam nie weszły i kotka chyba ich tam też nie zaniosła... skąd się tam mogły wziąć, na wysokości ok. 2 metrów? Może ktoś je tam ulokował dla żartu... Chyba, że kotka okociła się w jakieś dziupli i może coś się jej stało, że kociaki wyszły, bo były głodne. W każdym razie maluchy darły się w niebogłosy i nie radziły sobie zupełnie, dwa spadły, a jednego TZ wraz ze współpracownikiem zdjęli. Kociaki były bardzo wygłodzone i garnęły się do ludzi. Dziś byłam z nimi u weta, mają 4-5 tygodni, wążą po 250 g. Totalne mikroskopki:) Jeszcze nie bardzo same jedzą, więc kupiłam im mleko dla kociaków i podkarmiam je strzykawką. Jeden kotek ma zaropiałe oczko, ale to chyba nie koci katar tylko jakiś uraz. Dostał już kropelki i oczko wygląda dużo lepiej. Kotki zupełnie nie wyglądają na dzikie, lgną do ludzi, uwielbiają się przytulać, już nawet mruczą:)
    2 points
  14. Bardzo wielką!...ale to zasługa wprowadzonych leków i dzięki nim powoli można cokolwiek z Marcelkiem robić. Zmiany są spore,ale jednocześnie jeszcze dalekie do normalności i stałej stabilizacji,bo Marcel jest chwiejny. Jesteśmy cały czas na początku terapii i stabilizujemy system nerwowy poprzez ustawienie odpowiednich dawek leku,a zmian tych leków nie można wprowadzać z dnia na dzień. Dopasowanie leków robi się poprzez OBSERWACJĘ zachowania psa,i to bardzo dokładną! obserwację, co też czynię od samego początku. Bo np. zbyt duże dawki Afobamu mogą zadziałać w odwrotną stronę od oczekiwanej. P.Magda bardzo rozważnie i rozsądnie podchodzi do leków,do problemów Marcelka i Jej pomoc jest nam nieoceniona. Jeśli kiedyś uda się Marcelka wyciągnąć z jego traum i doprowadzić do normalności,to będzie zasługa p.Magdy!! ...ja jestem tylko przystawką, woźną co klucze zbiera od szatni,czasem okno otworzy klasę wywietrzyć,poda kredę...choć nie ukrywam,że ciężka ta kreda... Dobrze,że Tyle Kochanych Cioć ma Marcelek przy sobie!... ciągle mu powtarzam,że świat nie jest straszny,że da radę, że Ciocie trzymają kciuki za Ciebie.,,,czasem już słucha tych moich różnych "bajek" i niby nawet uważnie, patrząc tymi ślicznymi guziczkami:)
    2 points
  15. Wygląda na to, że to jest szczęśliwy wątek:). Rio już od ubiegłego tygodnia ma swój własny, stały dom. Mieszka we Wrocławiu, u młodych ludzi, dla których jest pierwszym psem. Ponieważ jego ludzie pracują w domu, nie jest sam, co dla takiego uczuciowego psa jest bardzo ważne. Jak słyszałam, Ryjek jest bardzo dzielny i grzeczny, tylko pierwszego dnia był trochę smutny, ale teraz już wszystko dobrze. To było moje pierwsze doświadczenie z ogłaszaniem psiaka na olx i kilka razy się bardzo zdziwiłam; np. jak przy rozmowie z miłą panią, która chciała adoptować Ryjka i nie dała się przekonać, że wyprowadzenie psa dwa razy dziennie (tj. rano i wieczorem) to za mało. Cudownie, że kolejne pieski dostały szansę.
    2 points
  16. Wicek to kolejny szczeniak z ukraińskiego schroniska w Dniepropietrowsku, który pokona ok 1700 km, aby mieć szansę na szczęśliwe życie i kochający dom. Właściwie to miał przejechać poprzednim transportem, ale coś poszło nie tak i został na Ukrainie; myślałam, że już nie ma dla niego szansy... Aż tu nagle tel. od Jagny, że jest kolejny transport i to do szafirki - jamnikowaty maluch może jechać, tylko potrzebny opiekun. Ponieważ Ola zgodziła się pokryć koszt przejazdu szczeniaka, Wicuś już podobno stroi na granicy - jutro ma być w hoteliku u szafirki.
    1 point
  17. Ojj ,Marcelkowi bardzo Wielki:) Dziś było wąchanie calutkiej działki wzdłuż (tam jest ponad 100m) najpierw z jednej strony,a później z drugiej."Upił" się zapachami:),uciekać nie próbował,nie w siłach był ogarnąć wszystkiego nowego dookoła:).Jest spokojniejszy ostatnio,jedynie jakby się wystraszył czegoś,to jeszcze może wpaść w panikę,bo leki nie mają pełnego działania i niedawno modyfikowaliśmy. Jeszcze ze dwa-trzy tygodnie dobrze by było poczekać na lepsze efekty,no ale lato minie i szkoda mi jego :(.W obecnym jego stanie uznałam,że mogę podjąć ryzyko.Mam nadzieję,że Jamora ściągać nie będę musiała i będzie już tylko lepiej. Witaj Aniu :)..do domu niestety będzie musiał dalej jeździć w klatce:) Na części posesji przy domu jedna część ogrodzenia jest słaba,dziury i nie ma podmurówki .Marcel szybko to wyczai ,a jest ciekawski i zechce zobaczyć co tam po drugiej stronie.Ta część działki z drogą do domu będzie mu niedostępna niestety :(...podmurówkę trzeba robić,ale na ten rok w planach nie jest to ogrodzenie:( Bardzo nam miło i za cichutkie trzymanie kciuków dziękujemy:) Odwiedzaj nas,Marcelek zaprasza:)
    1 point
  18. Dziękuję za ten wpis :) Zastanawiałam się , czy pisać tu jeszcze cokolwiek, bo jakbym sama do siebie pisała, tak tu pusto i cicho , tym bardziej bardzo mi miło . Ledwo żyjemy, jak pewnie większość ludzi i zwierząt a i tak nie powinniśmy narzekać, bo mnóstwo zieleni, drzew i cienia dookoła. Głowę mam pełną psów cierpiących katusze na łańcuchach, w mikro kojcach, betonowych więzieniach w pseudo schroniskach :(:( Jej mi strasznie żal i to nie dlatego, że takie upały, że szczególnie mnie urzekła - nic z tych rzeczy. Jest oceniona na 18 lat... ile ma przed sobą życia ?. Mania z tego samego schroniska miała rzekomo lat 16 , dawno jej z nami nie ma :( Funia otwiera na stronie tego schroniska... "kącik adopcyjny" rocznik 2002 , została tylko ona, jeszcze do niedawna był razem z nią jeden staruszek :( , było sporo bied rok 2003, 2004 - szybko znika życie podpięte pod te najniższe roczniki ... https://schronisko-grudziadz.pl/funia-505-15/ A to nasza Misia , dotarła pociągiem z Wrocławia na wakacje :)
    1 point
  19. Dobry dzień wszystkim, gorący i senny. Śpimy wszyscy na potęgę. Nikt nam nie przeszkadza, czekamy na choć trochę chłodu. Bo na dworze nie da się ani siedzieć,ani chodzić. Ares chyba jeszcze najwięcej włóczy się po dworze, dziewczyny tylko załatwią to co jest najpilniejsze i od razu zmykają do domu. A on jednak trochę spaceruje, oczywiście w swoim własnym tempie.
    1 point
  20. Nesia już dziś miała pobrana krew. Tym razem było w miarę spokojnie, później była kroplówka a na końcu ciapnięcie pazurków. Tym razem musieliśmy trochę poczekać ale na szczęście przed południem przed lecznicą jest cień. Biedaczka, nawet z domu nie chciała wyjść. Dobrze wiedziała jaki będzie kierunek. Ale już po wszystkim a z gabinetu wychodziła mega szczęśliwa i rwała do przodu jak parowóz. Dzień przesypiamy praktycznie wszyscy. Dobrze, że mam taką możliwość, pracować będę późnym wieczorem. Teraz czekamy na wynik badań, zobaczymy co poniedziałek przyniesie. Trzymajcie kciuki!
    1 point
  21. Fajne imiona. Dobrze, że nie będą duże, bo wtedy łatwiej domki znaleźć.
    1 point
  22. No właśnie, nikt nie dzwoni, totalny przestój :( Pani, która chciała adoptować Kaktusa już się więcej nie odezwała :( Byłam natomiast parę dni temu na wizycie poadopcyjnej u Poziomki, siostrzyczki Róży i Kaktusa - kicia ma się świetnie, wszędzie jej pełno, i na wysokości, i w kwiatkach na balkonie (osiatkowanym!), żyje w wielkiej przyjaźni ze swoim "braciszkiem" trójłapkiem :)
    1 point
  23. Muszę napisać, że oglądam filmiki z wielkim uśmiechem Cieszy ,że psiaki tak dobrze dzięki Wam już radzą sobie ze światem, którego nie znały.
    1 point
  24. Bemolek to po prostu cudo i już zazdroszczę potencjalnemu domkowi. Chłopak jest przyjazny nawet dla muszek :) w zabawie z innymi psiakami uległy. W przyszłym tygodniu zaszczepimy Bemolka na choroby zakaźne i będziemy wstępnie czekać na kastrację. Nasi weci obiecali, że spróbują go wcisnąć gdzieś w terminarz. A może wykastruje go już nowy domek? Okaże się :)
    1 point
  25. Zdjęcia wstawiłam wyżej - cóż, jakoś się przekreciły... Maluszki do miski wyszły po kolei, oprócz ostatniej suni, strachajło. Ten energiczny czarny psiak, to facet. Pokazał brzuszek i dał się posmyrać po głowie. Jest największy, ale generalnie to będą takie psy 10-12 kg. Reszty nie udało mi się dotknąć, ale wg poprzednich właścicieli to powinny być suczki. Dwie brązowe i jedna czarna. Suczynki malutkie, uśmiechnięte, ogonki rozmachane :). Ale rozszczekane! Jak podchodziłam do kojca, to taki jazgot zrobiły! No i do naszych suczek, szczekały jak stare :)
    1 point
  26. Cudna wiadomość, ale podkreślę: po trzech latach! Też mam "bezdotykowca" Morelkę...już prawie 9 lat - kocham ją i akceptuję taką, jaka jest. Nic więcej zrobić nie mogę, bo to akurat wynik choroby lub urazu. W przypadku Suvi wciąż jest nadzieja, tylko czasu dużo trzeba. Abi była w schronisku niedługo, poza schroniskiem prawie trzy lata... Suvi - odwrotnie: w schronisku bardzo długo, na wolności dopiero dwa miesiące. Czas i cierpliwość przyniosą efekty, a my poczekamy tyle, ile będzie trzeba :) Jaaga - nie czuj się w żaden sposób "popędzana", naciskana...zrobiłaś i robisz tak dużo dla Suvi, że tylko wdzięczność od nas wszystkich Ci się należy, nie nacisk i oczekiwanie szybkiego efektu. Lumi jest inna, Suvi inna - nie będzie tak samo i nikt tego nie oczekuje. Cieszymy się z każdego drobnego postępu i wiemy, że jeśli postępy będą, to właśnie takie drobne i w większych odstępach czasowych. Piszę to, bo mam wrażenie, jakbyś uważała, że "wina" leży po Twojej stronie i ktoś inny zdziała cuda....prawdziwa wina leży po stronie człowieka dzięki któremu Suvi do schroniska trafiła, a obecny powód braku szybkich postępów tkwi w Suvi, nie w Tobie. I choćby to trwało 3 lata - warto czekać!!!
    1 point
  27. Bardzo cieszę się, że pomoc tak sprawnie idzie. Wczoraj bez perspektywy został szczeniaczek jamnikowaty. Transport tez nie doszedłby raczej do skutku, bo musiałoby być 5 psiaków, a brakowało. Ola zgodziła się opłacić transport dorosłego małego pieska, którego tu pokazywalam. Aż tu w rozmowie z Olą okazało się, że pozostale psiaki z tego transportu jadą właśnie do Szafirki. Zadzwoniłam szybko do Toli i zgodziła się go wziąć na siebie, a Ola zgodziła się pokryć koszt jego przyjazdu do Polski. Tym sposobem skompletowała się ekipa do wyjazdu i 5 psów opusci schronisko.
    1 point
×
×
  • Create New...