Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 04/02/19 in Posts
-
Chyba nawet zajęcie transporterka przez Tanię Fado wyszło na lepsze. Początkowo był zdezorientowany. W nocy był z naszymi psami, bo Tania uparcie odmawia opuszczenia schronienia. Jak chodziłam do toalety, to nie zrwał się jak szalony. Przechodziłam koło niego i nawet spał i nie reagował. Kiedy stale kręcą się przy nim psy, to przestał tak się przejmować każdym kontaktem i dźwiękiem. Nawet go raz pogłaskałam po grzbiecie i nie uciekł.9 points
-
Abi robi postępy, krok po kroczku, bardzo maleńkie ale ważne dla nie j i Opiekunki. Przesypia wszystkie noce w domu. W niedzielę po raz pierwszy nasiusiała na dywan mimo, że wieczorem biegała po ogrodzie. Wchodzenie do domu to cała ceremonia, zagląda, cofa się i potem wiele razy jeszcze zaglądnie i w końcu wejście. Zgodnie z zaleceniami Abi wieczorem na smyczy wychodzi na spacer po ogrodzie, Opiekunka przygotowuje ją do wychodzenia na zewnątrz. Zapięta na smyczy, najpierw się cofa , delikatny nacisk i zachęta powoduje, że wychodzi. Zeszły i ten tydzień jest bardzo ważny, bo zostały odstawione lekarstwa uspakajające i wyciszające. Abi reaguje dużym lękiem na odgłosy hałasu i wszelkie gwałtowne ruchy. Teraz ma się nauczyć, ze hałas nie stanowi zagrożenia. Abi już nie je tak chętnie jak wcześniej. Opiekunkę martwi brak apetytu, podaje je minerały i witaminy. Myślę, że Abi rozpieszczona różnymi pokarmami po prostu stała się wybredna.3 points
-
Tosia już we własnym domu :) Przywiózł ją mąż Anecik pod moją pracę. Przyjechała przerażona, nie chciała wyjść, więc wyniosłam ją z samochodu, wsadziłam do swojego i zawiozłam do pana Leszka. W czasie drogi (prawie godzinnej) leżała grzecznie z tyłu na siedzeniu i ciekawie się rozglądała. Poczuła się na tyle dobrze i bezpiecznie, że znowu nie chciała wysiáść i trzeba było bidulkę wyniešć. Czekała tam też już znajoma pana Leszka. Pan Leszek wyszedł z domu na podwórko przywitać Toskę. Od razu zaczął ją głaskać i przytulać, a potem na rękach zaniósł do domu. I Toska się nie bała go specjalnie. W każdym razie nie bardziej niż nas. W domu wypiła całą miskę wody i dość spokojnie zwiedzała pokój. A jak już wróciłam do pracy, miałam telefon po jakiejś godzinie, że Toska już spała na łóżku, a teraz szykowany jest obiad. :) Wieczorem jeszcze zadzwonię i dopytam się jak udał się pierwszy spacer. Mam nadziejé, że wszystko się ułoży szybko, bo chyba całkiem oboje sobie przypadli do gustu ;)3 points
-
Trójglicerydy są za wysokie.Potrzeba chudego jedzonka,za dużo tłuszczu w jedzonku. Cieszę się,że mocznik spadł to jest bardzo dobra wiadomość.Trzeba będzie powtórzyć badania jeszcze raz przed zabiegiem kastracji. Pekinki takie są,bardzo przyjazne,wesołe,uwielbiają zabaweczki.Czym starsze tym są mądrzejsze,sporo słów rozumieją.Jednym słowem psiaki do towarzystwa jak są określane i to się potwierdza.Kiedyś natknęłam się na apel o zabranie dwóch pekińczyków z budy,z łańcucha na Podkarpaciu (nie wiem jak się to skończyło).W każdym razie one absolutnie nie nadają się do samotności.Potrzebują człowieka jak roślinność wody.2 points
-
Jestem tak zabiegana m.in. organizacją wyjazdu ( przeprowadzki "na raty" to mój osobisty koszmar), że nie zdążyłam napisać. Toffik spotkał się wczoraj z moimi rodzicami i Kenyą u wetki. Fantastyczny kudłatek, prosił się o głaski i zachęcał małe tornado do zabawy :)) A mordka już zupełnie inna niż na wcześniejszych zdjęciach. Niestety nie miałam jak zrobić zdjęć, bo miałam ręce pełne szczeniąt.2 points
-
Wszystko w porządku. Bardzo martwimy się, jak ona zareaguje na zmianę. Ustaliliśmy z Andrzejem, że nie będzie teraz już taki wylewny dla Mysi. Dla jej dobra. Trudno praktykować taką obojętność, jak ona stale tańczy wokół niego, domaga się brania na ręcę, chce dawać całuski. Każdy jego przyjazd to cały rytuał powitania, a wyjazd to odprowadzenie do bramy i czuwanie do powrotu. Jednak chyba lepiej jej nie nakręcać, bo będzie bardziej cierpieć. Nowi opiekunowie muszą dać jej wiele czułości, ona jest taka delikatna.2 points
-
To przywitamy się we wtorek z zaczarowanym psiakiem. Chyba trzeba wymienić wróżki na jakiś lepszy model. Może ktoś ma pomysł gdzie takowe znaleźć?2 points
-
Dramat, widok dla mnie jest jednoznaczny - taki, jak i przemysłowych ferm zwierzęcych, i ma swoje korzenie w obrazach z wojny i krajów totalitarnych.2 points
-
Nawet nie pomyślałam, że już dzusiaj Tosienka wyjedzie. Powodzenia mądra psinko, masz dobrego Pana, swojego Pana... niekończącej się miłości i zdrowia dla Ciebie i Twojego Człowieka. Cieszę się, Tosiula wyjechała na swoje...1 point
-
Nadziejkowo dla Neluni malutkiej i dla Blekunia Olenkowego-zapraszam Dobreduszki do 16 kwietnia po roznosci! serduchem calem zapraszam wyczarowalalm kramik dla Neluni i Blekunia1 point
-
Tak, była zmęczona došć. Ale bardzo spokojna i łagodna. To naprawdę kochana sunia. Spędziłam z nią ok. 2 godzin i już mi serce skradła..1 point
-
1 point
-
Super wieści o Michasiu/Maksie. Lata po działce , nie ucieka na zewnątrz. Zaprzyjaźnił się z ciocią i wujkiem gospodarza, którzy mieszkają obok i w ten sposób korzysta z dwóch misek. Zrobił się gruby, aż Opiekun obawia się czy Max zmieści się w szelki. Max ma obrożę przeciw kleszczom z zeszłego roku, ale teraz otrzyma nową obrożę Foresto lub tabletki Bravecto. Mama Opiekuna ma też pieska więc oba pieski zostaną wyposażone.1 point
-
Małgoniu, tulę mocno Ciebie i Tomka. Trzymajcie się w tej trudnej chwili.1 point
-
Jestem po rozmowie wieczornej. Tosia zjadła trochę suchej karmy, wypiła znowu miskę wody, a potem porwała ze stołu kanapkę pana :D Był spacerek, Toska była bardzo grzeczna, pilnowała się blisko pana. W ogóle chodzi za nim krok w krok. A jak dzwoniłam, to Tosia już spała na łóżku pana zmęczona długim dniem pełnym wrażeń. Pan z radošcią poonformował mnie, że ogonek dwa razy (!) delikatnie już zamerdał. :D Cieszy mnie i ta jego radość z Tosi.1 point
-
Miałam przyjemność rozmawiać z CzesiaLew i jej córką i jestem przekonana, że Ala123 znalazła dla Czesi najlepszy dom. Obie opiekunki włożyły mnóstwo pracy, zaangażowania (nie mówiąc już o finansach) w polepszenie zdrowia Czesi. Dzięki ich ciężkiej pracy dziś Czesia cieszy się dobrym zdrowiem. Przecież, gdy Czesia do nich trafiła, to nawet nie było pewne czy w ogóle łapka się wygoi. Tylko determinacja Opiekunek spowodowała, że dziś Czesia tak świetnie wygląda i tak dobrze się czuje. Dla mnie, po rozmowie sytuacja jest klarowna. Opiekunki skupiły się na rehabilitacji, urojona ciąża Czesi spowodowała przesunięcie terminu sterylki na marzec. Niestety, w marcu w terminie sterylki Czesia dostała cieczki. Opiekunki natychmiast podjęły działania i Czesia została przeniesiona do CzesiaLew. Za dwa miesiące będzie sterylka. Tak sobie przejrzałam wątek i to pierwsze zdjęcie pokazuje jak wiele szczęścia miała Czesia trafiając na tak wspaniałe osoby.1 point
-
Za transport zapłaciłam 300 zł, znajoma pana Leszka zwróciła mi 200 zł.1 point
-
Taki ma styl, że lubi być na plecach :) jest uległa, spokojna, ale ostatnio potrafi już odszczeknąć jak szczeniaki przesadzają.1 point
-
No kofana jest. Smutno jej jak nie ma ludzi, to wyładowuje frustrację. Niestety...Nasza Mia nie była lepsza. Teraz mimo 8 miesięcy u nas,gdy się spóźniamy do domku, to potrafi podrasować wnętrze ;) Może uda się znaleźć kogoś ,kto nie pracuje, lub pracuje w domu. Byłby to idealny domek. Z czasem na pewno Nelka nabierze ogłady i.Jest piękna, a człek zakochany dużo wybaczy przy takim spojrzeniu;)1 point
-
Znam to niestety. Brak czasu to frustrujący stan. Życzę zdrowia i lepszej kondycji czasowej :)1 point
-
Witaj Tobisiu , życzę wszystkim miłego dnia1 point
-
Iza, miód na moje serce. Są jednak wójtowie, którzy poważnie traktują swoje obowiązki i dla których kwestia bezdomności to nie jest luksus i fanaberia. Mam nadzieję, że to sie będzie zmieniało. Przecież Kori tez miał zaświadczenie o chipie, a chipa nie było. To tak jak rozmawiałysmy - najlepiej "zahaczyć" temat konkretnym przepisem i wykazać, ze schronisko nie wywiązuje się z podpisanych umów. No i jest pierwszy przypadek. Oby za nim poszły inne. Dzisiaj wyślę ten link do naszych władz gminy. Z tego, co wiem, nasze psiaki tez były odsyłane do Radys. Wprawdzie teraz jest nowy burmistrz i on bardziej się zaangazował w walką z bezdomnością, np. są przytuliska przy gabinetach weterynaryjnych, rozmawia z miejscową fundacją, ale podejrzewam, że wszystkich piesków w ten sposób nie zagospodarowali. A Korcio - najwspanialszy:)1 point
-
Przytulam Malagosku i Ciebie i Tomka. Oby udało się z tym domkiem od Asi dla szczeniaków. Może tak zareagowały na niedawne szczepienie wirusówek?1 point
-
Przytulam Cię mocno, ale w żaden sposób nie mogę pomóc, a Ty potrzebujesz realnej pomcy na już :(.1 point
-
1 point
-
Dzięki. Piesio już po operacji usunięcia drzazgi z kości kurczka wbitej w przełyk. Wydawało mi się, że dobrze go pilnuję, ale jednak znalazł chwilę na spacerze, żeby chwycić świństwo wyrzucone przez jakichś "cywilizowanych" ludzi :( Trzy dni jeżdżenia po klinikach i - niestety - głupich wetach, z których każdy miał jakąś swoją bzdurną teorię na temat chorób mojego psa. Przez zapalenie żołądka, trzustki, tarczycy po kaszel kennelowy. Gdybym dziś nie zmusiła kolejnego weta, żeby sprawdzić krtań psa na prześwietleniu, opuściłabym kolejną "świetną" lecznicę z jakimś antybiotykiem, lekiem przeciwbólowym czy inną cholerą. A pies by dalej cierpiał i nie mógł jeść. Nie wiadomo czym by się to wszystko skończyło :( Szlag mnie trafia. Wygląda na to, że wielu weterynarzy swoją ignorancją i nieuctwem, brakiem myślenia i zdolnością wyciągania kasy, dorównuje ludzkim lekarzom. Przepraszam, że tak mi się ulało na wątku Fado, ale trzesie mnie, jak o tym wszystkim myślę.1 point
-
Przykro, że tak się ułożyło, na co chorują maluszki? Mam nadzieję, że to nic poważnego.1 point
-
Twoja Seniorkja ma problemy najpewniej z krążeniem (niewydolny układ krązeniowy),albo jakiś problem neurologiczny.Na początek MUSI mieć zrobione echo serca,trzeba sie pospieszyć,,bo jeśli jest tak jak podejrzewam,to jest to sytuacja zagrażająca życiu.Jeśli to problem neurologiczny,to i tak na początek trzeba wykluczyć chorobę serca.Poza tym - może podawanie odpowiednich leków postawi ją na łapki. Gdzie mieszkasz,napisz,może będzie mozna polecić Ci sprawdzonego weta.1 point
-
Z daleka Ci Państwo przyjechali? Pytam, bo czy nie mogli spróbować jeszcze raz? Nie chcieli? To tak szybko zrezygnowali? Pani się tak szybko "odkochała"? To moźe jednak Blekuś miał rację?1 point
-
Piękny widok :-) Tolu, bardzo dziękuję! :-) Misiu, bardzo się cieszę, trzymaj się!1 point
-
Tysiu, czy ktoś mógłby przywieźć Tysię do Warszawy lub Skierniewic? Umieściłabym ją w hoteliku gdzie był Zefirek. Ale nie mam jak wyrwać się teraz z Warszawy, a jeszcze od piątku mam kłopot z moim psem, właśnie wróciłam z nim z kolejnej lecznicy :( Nie wiadomo co mu jest :(1 point
-
Jestem.... Podróż minęła spokojnie. Zwierzaki jechały cichutko, zestresowane, nie wiedząc co ich czeka... Tak jak napisała Tola..Serce się kraje, jak się patrzy na te istoty...One nie rozumieją, że to dla ich dobra...Trzymałam się w miare dobrze do chwili przyjazdu rodzny Wioli. Oni przyjachali pierwsi..Pani z córką..wspaniałe, wrażliwe osoby. Jestem przekonana, że Wiola, teraz Mia bedzię tam miała bardzo dobrze...Panie obiecały, że dadzą suni tyle czasu na aklimatyzację ile bedzie potrzebowała. A Wiola? Przerażona całą sytuacją, nie chciała wyjść z kontenerka...kiedy ją wyjmowałam załatwiła sie pod siebie...Pani nie były przerazone...Łzy płynęły po policzkach, jak patrzyły na tą skrzywdzoną sunię. Potem przyjechała rodzinka ze Skawiny po szczeniaczka. Sunia lekko zestresowana, ale jak to szczeniak, szybciutko pzylgnęla do dziewczynki i pojechała po nowe życie do swojej rodziny. Została Tania i Nowinka...Tania mega przerażona, trzęsąca się, leżąca nieruchomo w kontenerku.. TZ Jaaga podjął próbe wyjęcia suni z kontenerka, ale niestety, nie udało się. Sunia była przerażona..aby nie stresować jej dodatkowo zdecydowaliśmy, że pojedzie w tym kontenerku do Jaaga. Nowinka cudna, przytulaśna, grzeczna, co prawda ogonek pod brzusiem, ale to sama słodycz. Koteczka Lunka została dostarczona do pani Laury na końcu. Kiedy ostatni zwierzak został pzekazany, wtedy już nerwy puściły....Łzy polały się ciurkiem... Pani Julia wtedy powiedziała, żebym sie nie martwiła, że jak tylko bedzie coś nie tak, to wsiadamy w auto i przyjeżdżamy po psiaki i kota!! Pani Julio, piekne dzięki za ogromne serce i wrażliwość oraz za zwspólnie przejechane 700 km...1 point
-
1 point