Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 03/10/18 in Posts
-
Jest bardzo dobrze :) Mamy zielone światło od wizytującej Agi. Dom być może niedoświadczony, ale bardzo zaangażowany. Za tydzień w sobotę Pan Tadeusz przyjedzie do hoteliku poznać chłopaka i zabrać ze sobą do DOMU :) :) Będę pilotować tę adopcję, bo jest wiele niewiadomych związanych z zachowaniem Kraba w wielkim mieście, w mieszkaniu, ale warto dać szansę tej adopcji. WARTO!7 points
-
Malwinka i jej cudna rodzinka <36 points
-
O jaka ciekawa dyskusja, fobie i inne ;), każdy jakieś ma :))) Mimiśka pozdrawia weekendowo :) Panikara ma się dobrze, strach nam towarzyszy non stop, Mimiśka preferuje człowieka bez rąk i bez nóg, sam kadłub, to jest to! Chociaż nie do końca, bo ręce miziające kiedy kadłub jest w pozycji horyzontalnej to nawet są pożądane, a nogi? Cóż, może ja jestem trochę dziwna ale na krześle siedzę "po turecku", tak mi wygodnie a i zwierzaki bardzo to lubią ;). Siedzę więc sobie po turecku z Myszkinem na kolanach, a Mimiska skacze łapami na mnie, podgryza w stopę wystającą z krzesła, po rękach. W końcu załapałam o co "kaman", zdjęłąm Myszkina z kolan i.......Mimi wskoczyła mi na kolana, sama, z nieprzymuszonej woli :). Miałam zaszczyt trzy razy gościć ją na kolanach, pobiegała też po parapecie, bo siedzimy obok okna z widokiem na karmniki. Noooo... zalety kuchni już poznała i bardzo lubi tą cześć mieszkania. Dzisiaj wypchała koty z miski i zjadła im papu. Ze zwierzakami się dogaduje, tylko człowiek jest potworem/horrorem. Co prawda mam u niej fory ale może 5% ze 100. Mimisia potrafi szczekać w domu, szczeka na koty, szczeka na psy, szczeka na kocyki i dywaniki, i na człowieka też szczeka i warczy, ale całkiem inaczej, człowiek to zło konieczne. Zmęcona jestem strasnie a ty babo mi tu pstrykas po ocach.3 points
-
Tymczasem Homerek już przeprowadzony:) Wczoraj piesio miał szczepienie p/wściekliżnie - Homerek ukłucia nawet nie poczuł, ale p. weterynarz bardzo długo masował i masował miejsce po wkłuciu;) Więź dr Kuby i Homerka jest widoczna, dzisiaj pożegnanie tez było czułe, ale przecież nie na długo - wracamy w piątek na kastrację:)2 points
-
Wreszcie i psiaki dostały jeść, każde w innym kątku. Karusek w kuchni. Swoje chrupki zjadł z szybkością błyskawicy, po czym ruszył jak torpeda do misek kolegów. Laska była totalnie skonsternowana, a Pikuś uciekł na swoje posłanie, kiedy dosłownie wydzierałam małemu kolejne miski z kołnierza, bo wciągnąłby wszystko. "Walka" była tak - nomen omen :) -"zażarta", że wyszłam z nim na podwórko, żeby reszta towarzystwa mogła spokojnie się najeść. Były w szoku, więc tylko dziabnęły i po powrocie małemu znów trzeba było łapać miski sprzed pyska. Podwórko mu się spodobało, tylko małe było, więc próbował kołnierzem stratować płoty odgradzające ogródek od części wolnej (Laska i Pikuś to kopary przemysłowe, ich doły sięgają do pasa dorosłemu mężczyźnie, więc musiałam wygrodzić ogród od reszty i niewiele psom zostało). Po podwórku znów było pićku, próba znaczenia, którą od razu skrzyczałam tak, że psiak uciekł na półpiętro (chciał wyżej, tylko chyba bał się ciemnych schodów). Ale zaraz zszedł i poszedł na posłanie obok Pikusia (Karusek jest w kołnierzu, na dalszym planie). Nota bene, było to akurat posłanie Pikusia, ale ten zwyczajowo i po psiemu zamienia się z kolegami legowiskiem i uwalił się w koszyku podróżnym imigranta, żeby mu pokazać, kto tu rządzi. Co w niczym nie przeszkodziło w krótkiej drzemce, po której Karusek z łomotem rzucił ciałkiem o podłogę i rozwalił się - już u siebie! Teraz śpi jeszcze kawałek dalej, pod moim krzesłem. Musiałam zmienić Karusiowi kołnierz na większy, bo ten jego był jednak za krótki i pies bez problemu wylizywał sobie szwy i co tylko chciał. Na razie mu to nie przeszkadza, ale na spacer może będziemy mu zmieniać, żeby nie zaczepiał o wszystko po drodze, bo uwielbia wtykać nos, gdzie tylko się da. Na dziś tyle. Zdjęcia wieczorne u mnie w domu kiepsko wychodzą, bo światła mało i aparat jest, jaki jest. Ale widać chyba wszystko, co trzeba. Dobrej nocy!2 points
-
Karuś dojechał cały i od razu się zadomowił. Ale po kolei. Najpierw zapoznaliśmy się ze sporą ludzko-psio-kocią rodzinką Malagosów. Otrzymaliśmy relację z leczenia Karusia i dokumentację, puszki z karmą na początek oraz porcję leków na powtórkę odrobaczania. Samego pieska zobaczyliśmy przed wyjazdem, bo nie mieszkał w domu i najpierw odbywał spacer z Tomkiem. Od razu się do nas przykleił (Karuś, ma się rozumieć) i chętnie zaakceptował szeleczki, a potem legowisko w samochodzie. Cichaczem chciała wskoczyć też Tosia, ale jej nie dali ;). Tak wyglądał na podwórku u malagos przed wyjazdem. Po drodze do Warszawy zatrzymywaliśmy się kilka razy, bo piesek bardzo się kręcił i stanowczo mu się nudziło. W końcu to ponad 100 km, bo panu zachciało się jechać tym razem dłuższą drogą ;). Niedaleko Warszawy wyszedł na dłużej i zrobił kupę - przyzwoicie normalną, czyli że brzuszek pracuje już dobrze. Bardzo się ożywił niedaleko za Makowem, w Dzierżanowie. Piszczał, dreptał i gdyby mógł, wyskoczyłby z auta. Może tam był jego dom? Także na Pułtusk reagował z ożywieniem. Ale najbardziej ożywił się przed naszym domem. Chyba zrozumiał, że to koniec podróży. Zaraz wyskoczył z samochodu i poszedł w pojedynkę z panem na obchód okolicy. W tym czasie Laska z Pikusiem były na podwórku i tam, już po spacerze Karuska, zapoznały się z nim. Potem psiak wszedł do domu, a one jeszcze zostały. Zaczął od napicia się wody, potem zrobił szybki obchód i ostatecznie zadomowił się w kuchni, a jakże! Sprawdził zawartość śmietnika, do którego coś akurat wyrzucałam, pozbierał kruszynki z podłogi, usiadł na dywaniku i uznał, że jest na swoim. Dostał kawałek smaczka i jeszcze bardziej się udomowił. Potem przyszło koleżeństwo i zapoznało się z nim domowo. Żadnej agresji. Pikuś - etatowy tchórz domowy - szybciej wypadł z kuchni, niż wpadł do niej, za to Laska z ciekawością, ale z szacunkiem i dystansem obwąchała kolegę. Pan usiadł sobie coś przekąsić, a maluch myk pod stołek i tam się zadekował, od czasu do czasu wymownie patrząc na pana, żeby też mu coś dał szamnąć.2 points
-
2 points
-
Tak jak myślałam bez niespodzianek :) Wczoraj pojadl, popił, zaznaczył swój teren w kuchni :), na kanapę na razie nie ma ochoty wskakiwać - ulokował się koło łóżka Pani. Dziś pospacerował, pojadł i walczy z kosteczką ....no i miodzio :)2 points
-
Też się cieszę :) Bardzo różnie z tym jest. Te obecne dorosłe... nie mam pojęcia. Moja koleżanka miała tam podejść i dopytać o dorosłe psiaczki. I porobić zdjęcia. Jeszcze jakieś 3 tygodnie - generalnie maluchy zaczynają jeść samodzielnie... co prawda bardziej się w jedzeniu taplają :) ale coś zaczynają jeść same. Dobrze by było, dla ich rozwoju aby były do tego 7tyg. życia z mamą. Wiadomo, u hodowcy czy w domowych warunkach powinny być jakieś 10-12tygodni, ale tutaj ograniczona możliwość socjalizacji, więc 7tyg to tak optymalnie dla ich rozwoju... jakoś na dniach będą mieć robione zdjęcia pod ogłoszenia i ruszę z nimi ;). A u Figuni super :) Właściciele mocno zachwyceni. Sunia najchętniej bawi się z najmłodszą koteczką, sunia rezydentka powoli się od-obraża :)2 points
-
2 points
-
Dziękujemy :). Dzisiaj zostały zakupione szelki dla Mufci . I pani Ewa napisała że sunia robi się zazdrosna o nią, ale jest grzeczna. A taka jestem piękna :). I słodka :D. I naprawdę nie mam się z czego odchudzać. Ale przyjemne to słoneczko :)!2 points
-
Trzy tygodnie minęły i wygląda na to, że Teo znalazł swoich ludzi i swoje miejsce na stałe. Ma 3 silnych mężczyzn, na których polecenia reaguje i którzy starają się organizować mu zajęcia na miarę jego potrzeb i inteligencji. Chodzi na bardzo długie zajęcia terenowe, po których wraca wymęczony, ale szczęśliwy:) Dzisiaj podobno po 2 godzinach spedzonych ze starszym z synów dosłownie "padł" i nie chciał nawet bawic się w ogrodzie. Zdarzają się incydenty, które każą pamietać, że Teo wciąż bada, z kim i na ile może sobie pozwoilić na łamanie zasad, ale takie zachowanie jest od razu korygowane ( warknął na syna przy próbie zabrania piłki). Wiadomo już, że Najważniejszy Pancio jest jeden i Teo słucha go bezgranicznie. Reszta przyjdzie z czasem, bo rodzina wciąż uczy się siebie nawzajem, ale myślę, ze tak jak wcześniej napisała Sowa - ten dom jest dla Teo najlepszym z możliwych.1 point
-
Dokładnie , warto było czekać , nie jest sztuką znaleźć jakiś dom , dom musi być szyty na miarę dla psa nie odwrotnie1 point
-
Czyli że Dragon jedzie do rodzinki, kyóra zajęła się Radżą, dobrze rozumiem? No fantastycznie trafił chłopak, długo czekał na domek i proszę warto było poczekać :)1 point
-
1 point
-
Również jestem za. I bardzo się cieszę, że Dragon pojedzie do domku, który zaopiekował się Radżą.1 point
-
Tu nie ma żadnej mojej zasługi to ludzie od Radży są cudowni , to Ania mi dziś popołudniu powiedziała żebym dała szybko kogoś do kochania na miejsce Radży bo nie umieją sobie dać rady bez niego , to im się należą wszystkie brawa :)1 point
-
I tutaj się ogromnie cieszę, nie tylko na fb :). Dużo szczęścia w nowym życiu, Smoku :). Będę o Tobie pamiętać. Super, że spotkałeś Marzenę :)1 point
-
Dziś około godziny 19 Dragon rusza w nową drogę po nowe życie w okolice Wrocławia . Koszt transportu to 300 zł + koszty leczenia ponieważ to obiecałam , mam nadzieje że nie pozostawicie Dragona , dom jest tymczasowy z opcją stałego po wyleczeniu . Cieszycie się i pomożecie w wyleczeniu Draga do końca ? Klinika jest we Wrocławiu , jest droga ale bardzo dobra i myślę że tu w końcu doprowadzą te uszyska do porządku . wpłaty tytułem " psy Marzeny - Dragon " Fundacja Nasze Bezdomniaki Wykno 2a 97-225 Ujazd konto do wpłat PKOBP 63102039160000050202422111 Kod BIC (Swift): BPKOPLPW paypal [email protected] Dziękuje wszystkim za pamięć o nim , lepszego domu nie mogłabym wymarzyć choćbym długo marzyła .1 point
-
Benia, Ty słodziaku :) Znajdziesz swój domek. :)1 point
-
I to pozostanie cała prawda o Radży: Grz DG Radża odszedł przez ludzi .... najpierw przez człowieka jeśli tak tego kogoś można nazwać który go porzucił a później przez weterynarza kogoś kto ma obowiązek pomagać zwierzakom a po wizycie w lutym pomimo takiego stanu zalecił kontrole dopiero po 2 tygodniach .... zero antybiotyku pomimo wykrycia choroby.... nie wiemy czy te dwa tygodnie miały znaczenie ale wystarczyło dać psu szanse i zacząć go leczyć jak należy ! To był cudowny pies szybko stał się członkiem naszej rodziny i na zawsze pozostanie w naszej pamięci!!! ŻEGNAJ PIESKU KOCHANY.TAK NIE MIAŁO BYĆ.POZOSTANIESZ W SERCACH LUDZI,KTÓRZY WALCZYLI O CIEBIE.ZA [TM*] BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWSZY NIŻ NA ZIEMI.1 point
-
To prawda, domek rewelacja :). Karolina -DZIĘKUJĘ Los Malwince wynagrodził tę całą poniewierkę, Radysy, nietrafioną adopcję. To jeszcze trochę Malwy i jej cudownych psich przyjaciół:1 point
-
1 point
-
Eliku, ja też jestem zachwycona. Fotkami, zachowaniem Beni i tym, co robi pani Ewa. Dobrze, że Beniusia jest taka poręczna...1 point
-
Plecki nie swędzą, za to uszka - i owszem. Samanta zauważyła w czwartek, że krasnal trochę sie po nich nadmiernie czochra, więc w piątek poszła do weta. W uszkach, które chyba nigdy nie były czyszczone, było nie za ładnie - błotko i grzybek :/ Wet wyczyścił uchole i dał lek do zakraplania. Za wizytę zapłaciliśmy 75 zł (sam lek to koszt 50 zł). Krótka relacja z wizyty jest na fb profilu DT Tobiego:1 point
-
Powoli robi się jasno, a ja zaglądam na miły wątek Beni. I dobrej soboty Wam życzę.1 point
-
Zapalenie płuc to poważna sprawa, człowiek odkrzsztusza wydzielinę na zewnątrz, pies połyka, nie wzywa pomocy i tylko można domyślać się, że coś jest nie tak , obserwując go . Bardzo czujni Ci państwo, mają głowy na karku, jak to się mówi. Czyli wszystko pod kontrolą. Śpij biedaczku, tyle wrażeń i choroba też osłabia.1 point
-
Masz jak w banku Eluś! :D Pani Ewo dziękujemy i pozdrawiamy! :D1 point
-
Patmol, jeszcze raz pieknie dziękuję za wizytę. Dzwoniłam do Pani Agnieszki po naszej rozmowie. Zadałam jeszcze kilka pytań, pani do mnie miała tez pytania. Najważniejsze z nich to takie, czy aby na pewno domek tymczasowy nie zechce zostawić sobie suni...Zapewniłam, że nie, Dobrusia od poczatku jest do adopcji! Po raz kolejny uczuliłam na niespuszczanie suczki, adresatkę. Rodzinka cierpliwie bedzie czekała na sunię. Teraz poszukujemy transportu Zamość - Wrocław. Pani jest w stanie wyjechać do Wrocławia.1 point
-
Wygląda na to, że..... DOBRUSIA MA DOM!!! Wizyta wypadła pozytywnie!!!!!. Domek spokojny, przygotowany na przyjęcie spokojnej, nieśmiałej suni. Pani powiedziała, że da suni tyle czasu, ile potrzeba. Według Patmol, to spokojna rodzinka, nie będzie wymuszała na Dobrusi czegoś, na co nie będzie gotowa. Rodzinka już zakupiła miseczki, posłanko, chociaż sunia ma i tak spać w łózku...Pani Agnieszka chciałaby, aby miała na imię Inka! Myślę, że Patmol dopisze, jeśli coś pominęłam. Patmol, pięknie dziękujemy za wizytę!!1 point
-
1 point
-
Jednak gabinet był czynny dziś. Rudolf Agrest został zbadany za pomocą USG - nie ma płynu w brzuchu, pani wetka łamie sobie głowę, skąd ta duża liczba leukocytów. Może od kociego kataru. Rudolf jeszcze kicha, ale niestety "sprzedał" zarazek Koloratce, która ma wyciek ropy z oka. Czyli teraz będę serwowała antybiotyk obu kotom. Kocisko poczuło się lepiej - przytył przez ten tydzień 800 g! - i od razu zaczął pokazywać humory. Już mu się pani Magda tak nie podoba, jak na początku. No bo kto to słyszał, żeby zdrowemu kotu wsadzać w pupę termometr? Golić brzucho? Mazać to brzucho jakimś glutem obziedliwym, a potem jeździć po nim jakąś wstrętną, twardą gałką? Wyrywał się nam Rudolf, zwiewał, chował za kaloryfer lub pod półki, nabiegałyśmy się za nim nieźle. (Abstrahuję od faktu, że podróż zaczął od uwalenia kupy w aucie). No ale bardzo obie byłyśmy zadowolone z rezultatów. Poprosiłam o przycięcie pazurków, bo były bardzo długie i wydawało mi się, że trudno mu się przez to chodzi, ale okazało się, że to poduszeczki u łapek są bardzo biedne: wyglądają jak poparzone, albo odmrożone, mam je smarować wazeliną, albo jakąś maścią z witaminami. No i za tydzień drugi akt odrobaczania. W domu Rudolf jest już całkowicie u siebie. Śpię teraz z dwoma psami i kotem, przy czym ten ostatni w ogóle nie przeszkadza, czego nie mogę powiedzieć o Juce, która z uporem maniaka kładzie mi się na nogach, a nie należy do sylfid, tak więc jest mi bardzo niewygodnie. Między psami i kotem totalna komitywa. Nawet Koloratka jakby nieco bardziej odważna. Wczoraj odbyły się jakieś kocie wrzaski w kuchni, podejrzewam, że doszło do bezpośredniego kontaktu Rudolfa i Koloratki (na ogół jedno jest w kuchni, drugie w pokoju), ale psy uznały tę sytuację za wesoły początek gonitwy i pognały za Koloratką, w związku z czym nie było żadnej poważnej kociej awantury. Póki nie ma szalonej Stokroty od myśliwego, wszystko jest ok, bo Koloratka ucieka na myśliwską działkę, gdzie moje psy nie mają wstępu. O przyszłość będę się martwić jutro (Jak Scarlet O'Hara, pamiętacie?)1 point
-
Pani Ewo, jeśli tak, to ja też serdecznie Panią pozdrawiam.1 point
-
Dzień dobry :). Miłego dnia Wszystkim życzę :). I nowe wyróżnione ogłoszenie dla Mufci - tytuł zainspirowany słowami Gusiaczek :) https://www.olx.pl/oferta/ogrom-wdzieku-na-jamniczych-lapenkach-szuka-nowego-domku-CID103-IDsEip7.html dzisiaj 56602843 Odświeżanie codziennie przez 7 dni do 6 kwi Ogrom wdzięku na jamniczych łapeńkach - szuka nowego domku. -6 zł wczoraj 56518587 Pakiet promowań Maxi do 8 kwi Ogrom wdzięku na jamniczych łapeńkach - szuka nowego domku. -12,72 zł1 point
-
Zabrakło mi wczoraj czasu na komputer, przepraszam i już donoszę: Karutek dzielny chłopak - oznaczył na dzień dobry gabinet pani doktor. Po godzinie juz się wybudzał - oprócz kastracji ma też ogarniętą tę przepuklinę i 3 szwy na brzuszku. W samochodzie już był całkiem przytomny, na spacerku zrobił siusiu i ubrany w kołnierz powędrował do naszego gabinetu. Tak wracaliśmy...1 point
-
Urocza jest ! ogrom wdzięku na jamniczych łapeńkach <31 point
-
Dzień dobry, Beniu. Tak sobie myślę po tym, co napisała Tysia o swoim Psiaku... Moja sunia jest nieśmiała, ale nie ma takich lęków jak Benia. Bardzo lubi ludzi. Ale jak pójdę z nią do kogoś, to też cały czas siedzi przylepiona do mnie i zagląda mi w oczy. Jest podekscytowana tylko na początku, bo na początku wizyty jest psi przysmak. A potem, jak już zjedzony, to "wracajmy do Domku". Trzymam kciuki za wizytę i naszą Beniusię. Dobrego piątku dla nas wszystkich.1 point
-
Cudne zdjęcia. Mufka daje nam tu tyle radości. A ile radości będzie miał z Mufką jej Domek... Musi tylko swoją Mufcię znależć. I znajdzie. Dobrego piątku.1 point
-
Mufka jest prześliczna. Zakochałam się po uszy :))1 point