Jump to content
Dogomania

wawer

Members
  • Content Count

    3,577
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

wawer last won the day on March 4 2018

wawer had the most liked content!

1 Follower

About wawer

  • Rank
    Advanced Member

Profile Information

  • Gender
    Not Telling

Converted

  • Location
    Warszawa

Recent Profile Visitors

665 profile views
  1. Ładny psiaczek i na zdjęciach na takiego strachliwego nie wygląda. Przynajmniej nie z mordki, bo że się wcisnął, to fakt. A może Bobikiem go nazwać dla odmiany?
  2. No tak, nie odzywam się ;). Ale śledzę to i owo z ukrycia. Nawet próbowałam Waszą nową psinę "sprzedać", ale się nie udało, bo chętni są, tylko dopiero się wprowadzają, kończą lokum i jeszcze nie są gotowi na zwierzaczka, bo całymi dniami nie ma ich w domu. A u nas, jak wszędzie. Grunt, że psiaki zdrowe. Karuś ma zdjęcia, ale w zasadzie takie same jak poprzednie, bo uwielbia spać w jednym koszyczku z Pikusiem, więc duplikatów nie zamieszczam. No i Twój poprzedni wpis był taki akurat na wyciszenie wątku ;). Koparki wciąż się starają, jeśli tylko znajdą kawałek wolnej ziemi. Utwardzamy stopniowo kratkami, a one łapeczką, łapeczką, chociaż małą dziureczkę w tej kratce muszą podkopać. Karusek przytył sobie na zimę i w ogóle, bo uwielbia jeść, a raczej wciągać na bezdechu wszystko, co jadalne. Dupinkę ma niczym prosiaczek, ale nawet mu do pyszczka z tą dupinką (o ile jedno może być do drugiego ;)). Mizia się, przytula, najchętniej nie wychodziłby z domu, głównie z kuchni, bo tam jest tyle dobrego i zawsze coś do pyszczka wpadnie. Kocha wylizywać różne pudełeczka po serkach, jogurtach i cokolwiek po czymkolwiek. Wciąż jedzenie jest priorytetem i wciąż trzeba izolować inne psy przy jedzeniu, bo bez pardonu wpycha pyszczydło "na dzierżawę" do cudzej miski po wciągnięciu swojego. Ale uczy się już rozumieć, dlaczego ta izolacja i nawet zdarza mu się zachować dystans. Dzielnie broni terytorium przed intruzami zza płotu, ale na ogół wtedy, gdy Laseczka to robi. Sam się raczej nie wychyla, spokojnie czeka na hasło do boju. No, chyba, że to ukochany przez Laseczkę listonosz czy kurier, którzy jej rzucają podany patyk. A Karuś też by chciał i nie dostaje, więc się wkurza. No i tyle, dzień za dniem...
  3. No, do budy to ta "rasa" mało się nadaje. Na siłę, to i mrówkę pewnie by uwiązał, ale te "Pikusie grójeckie mazowieckie", jak ja je nazywam, to psy-podróżnicy, biegające, tropiące i raczej ucieczkowe. Muszą mieć swobodę biegania nawet po mniejszej przestrzeni, inaczej chyba szybko więdną :(. Tak mi się wydaje. Uwiązać takiego Pikusia czy Karusia to po prostu sadyzm.
  4. Oj, to, to! Inspekcja i to przelotna. Bo gdyby mu się zachciało jakąś dokładną zrobić, to nie wiadomo, do jakich wniosków by doszedł ;). Jak zdążyłam przez lata zauważyć, kopania przyczyn tyle, co typów psów i nigdy do końca nie wiadomo, co to za typy, czemu i po co kopią ;). W dodatku dół dołkowi nierówny, bo cele różne ;). Wcześniejsze, już za TM, nasze pieski, podkopywały drzewa i krzaki. Niewiele większy od Karusia Pet tak skutecznie podkopał nam wielki świerk, że drzewo się przechyliło i dopiero po paru latach górą rosło prosto, ale dół pozostał krzywy. Dopiero położenie opon pod świerkiem pomogło. Laska kopie doły głębokości połowy dorosłego mężczyzny i szerokości leja po bombie. Trzeba było podjazd utwardzić betonem, nic nie pomagało, bo kratki betonowe też podkopywała. Dzielnie pomagał jej w tym Pikuś, dopóki czuł się bezpieczny na głębokość, potem wychodził i kopał obok mniejszy dół. Niestety, nie widzę, kiedy one kopią, bo z wysokiego okna domu nie widać połowy ogrodu, a i ja nie spędzam czasu przy psach, tylko w domu albo w tej części ogrodu, w której psów nie widzę i nie mają do niej dostępu. Po wielu różnych zabezpieczeniach, po których mój mały, kręty i wąski ogródek wygląda jak pole bitwy w zasiekach, koparki kopią chyba z chęci poznawczej dostania się do tego, co zakazane. Gdy im się uda, od razu sadzą wielkie kupy (nie wiem, skąd one biorą tyle zapasów :)) i kopią kolejne doły. Żeby wychować koparkę metodą zakazów, jak radzi słusznie konfirm, trzeba być z nią cały czas i reagować na bieżąco. U mnie to niewykonalne, a i tak zakazany owoc kusi ;). Pozostaje więc tylko cierpliwe zakopywanie i kolejne zabezpieczanie gleby ;).
  5. Ten nowy bardzo podobny do mojego Pikusia... i innych jemu podobnych ;).
  6. Nasz medalista był wczoraj na kolejnych szczepieniach i czyszczeniu podogonia. Nabył też drogą kupna swoją, pewnie pierwszą w życiu, obrożę na insekty, drogą, ale na cały sezon. Okazało się, że przyjmujący go w tym dniu, wcześniej nieznany mi, pan doktor Tadeusz Bagan, jest kolegą z grupy Tomka malagos. Jaki ten świat jest mały :)! A w nim, jeszcze mniejszy, kochany Karusek. Piesek ma już zaliczoną pierwszą wycieczkę-ucieczkę. Mignął mi między nogami, kiedy otwierałam furtkę, chociaż robiłam to bardzo uważnie. Celowo nie reagował na wołanie, tylko machał ogonkiem i radośnie podsikując kolejne krzaczki osiedlowe, podążył dalej, nad bliski kanał. Wawer to lasy i wieś, tu nie ma sensu gonić psa, a ja i tak biegać nie mogę, nawet chodzić szybciej. Pies albo się gubi, albo sam wraca po wycieczce. Byłam załamana. Karuś od początku reaguje na swoje imię, może ma takie od początku. Chętnie i radośnie przybiega za każdym razem, z zawadiackim uśmiechem na pysku i w oczkach. Tym razem olał mnie zupełnie, pobiegł sobie i już. Jedyną pociechą i nadzieją, że się odnajdzie, były te jego medaliki z czipem i z adresem. Ale on nie zna okolic i jest tak miły, że ktoś może go sobie po prostu wziąć! To ostatnie akurat nie byłoby najgorszym rozwiązaniem, o ile nie byłby to jakiś sadysta, bo piesek jest naprawdę uległy. Ale nic, to były przemyślenia załamanej pani. Schowałam Pikusia w domu, bo też ma skłonności do ucieczek i już raz go nam straż miejska przywiozła z całkiem odległego Międzylesia (kto zna miasto, ten wie, że to kilka wsi wawerskich dalej, w dodatku z drugiej strony torów kolejowych!) i po kilku minutach wróciłam za furtkę z nadzieją, że Karuś nie jest daleko i może usłyszy wołanie, że zareaguje. Patrzę, a on jest obok, przy posesji sąsiadki, która go zagaduje i w naszą stronę prowadzi, a Karuś, cały szczęśliwy, wywija do niej ogonkiem! Zawołałam, przybiegł galopem i bardzo się cieszył, że jest w domu. To znaczy, że zrobił sobie tylko bliską wycieczkę obok osiedla i zaraz wrócił. Jest nadzieja, że nowe stado więcej dla niego znaczy od wcześniejszej wolności, ale dobrze, że nie poszedł dalej, na ruchliwy trakt przelotowy, że nie wpadł pod samochód, bo tu inny ruch, niż ten mu znany i można się zgubić. A co do koleżeństwa, to już się poukładał, tzn. dalej chce być pierwszy i najmilejszy, podgryza Laskę i wylizuje Pikusia, gdy chcą się pomiziać, ale też bawi się z nimi. Laska jest układowa, nie niszczy maluchów, woli ustąpić. Tylko gdy za mocno kolega ją potraktuje, to używa głosu albo kłapnie w jego stronę, nie robiąc krzywdy. Pikuś jest niegroźny, wycofał się na korzyść kolegi, ale tylko trochę, dalej razem sypiają i bawią się zgodnie. Minus (dla nas) taki, że wszystkie trzy są koparami, że Karuś razem z koleżeństwem kopie doły i dołki i znów musimy zainwestować w zabezpieczenia ogrodzenia i ogrodu, który chyba nie ma szans być skończony, bo kolejne inwestycje zabezpieczające psy i przed psami pochłaniają budżet przeznaczony na sam ogród. Ale cóż, kto ma dzieci, ten ma miód, a kto ma koparki, musi sam stać się zakopywarką...;), czyli widziały gały, co brały, a w każdym razie mogły się tego spodziewać ;). Przed chwilą piesek miał pierwszą u nas kąpiel. Chyba pierwszą w życiu, bo spanikowany wybiegł z łazienki, tupiąc przy tym jak koń. Chyba myślał, że pan chce go utopić ;). Dostał smaczek na pociechę i dalej urządza gonitwy po całym domu. Jak szczeniak, nawet pan doktor sądzi, że on nie ma jeszcze czterech lat. Moim zdaniem też jest na to zbyt żywiołowy i ma typowo szczeniackie zapędy. Ale z kolei jest naprawdę mądrym kundelkiem, w lot chwyta nowe zwyczaje i tylko ta wycieczka... No to mamy już Karusia w pełni. Wyposażony, zaopiekowany medycznie, domowy, nasz. Zwykłe psie życie, jakich wiele, więc i karuskowe opowieści będą już rzadkie, bo nie brak potrzebujących na tym forum i to im trzeba poświęcić czas na czytanie. Oby tylko dobrze się chował i nie uciekał więcej!
  7. Już idziemy wspólną drogą zgodnie, łapa w nogę i noga w łapę, a na końcu ogon ;). Karuś ma już własne medaliki i nikt nie ma prawa go ich pozbawić!
  8. No i super! Jak widać, warszawiak nie taki straszny, a zwierzaki lubi nawet wiejskie i nawet na wsi :). Co przygarnięte, nasze jest i kochane. Tinek też może znaleźć domek, Małgosia ma dobrą łapkę do adopcji, tylko może jeszcze jego człowiek nie wie o nim albo myśli i się nie odzywa. Ale jak już się odezwie, to będzie bomba atomowa!
  9. Byliśmy w sobotę u weta. Na przywitanie młody nasiusiał trochę na podłogę. Został zaczipowany i obejrzany. Uszy czyste, zęby w porządku, nadziąślaków nie ma, ale ma takie wargi, które zawijają się między zęby i z daleka wyglądają jak nadziąślaki. Gruczoły oczyszczone. W kwietniu powtórka i przy okazji szczepienia. Pan doktor powiedział pieskowi, że jest ładny. Karuś był bardzo uległy i grzeczny, ale radośnie opuścił miejsce "kaźni". Pooglądał okolice, pomachał ogonkiem i nie miał nic przeciwko chodzeniu w szelkach. Nawet spokojnie chodzi, trochę przebiega drogę z prawa na lewo, ale to normalne. Przecież musi wszystko posprawdzać, a świat zaczyna się na końcu nosa. Poza tym, co złego jest w takim nieszkodliwym plątaniu się panu pod nogami? Niech uważa, jak chodzi, nie!
  10. A zdjątko jest, świeżutkie i na dowód! Tak sobie z Pikusiem komarujemy... Na czarno, bo dzisiaj Czarny Protest. Wprawdzie ten protest to wbrew naszym interesom byłby, ale niech tam! Pies czarny, drugi pies czarny i posłanko czarne... więc my sobie protestujemy na czarno przeciw czarnej, psiej bezdomności! A co! I kto zgaduj-zgadula, który z nas jest który, ha!
  11. Bo mam zimno w domu (gaz drogi) i baterie w aparacie się wyczerpują ;). Wiesz, człowiek i pies wytrzyma, ale bateria niekoniecznie ;).
  12. Buda i kojec... jak sobie przypomnę moją Laskę, kiedy wyszła na nas z lasu... a teraz! Przytulanka taka, kochana. I żadnej budy ani kojca sobie dla niej nie wyobrażam! Wiem, taki los wiejskich "burków". Ale ta jasna psina bardzo mi przypomina naszego Astro, też przyszedł sam do nas pod dom i został... 12 lat. Też był taki jasny z ciemnym pyszczydłem, kochany taki... A co do sanatorium... przemyśl, czy aby nie chciałabyś tam zabrać Tomka, psy i koty :). Co Ty tam będziesz bez nich robić, kobieto!
×