Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Się robi pani kerowniczko :smokin:

To może zmienię temat, bo to moja galeria i mi wolno :p Eee... Tylko o czym mam niby pisać? :eviltong:

Jari jest, łapa się nie goi (od świat BN), jamniki są, grube, a i owszem. Ogólnie nie dzieje się NIC.

Oprócz tego, że miałam dziś jechać na konsultację tej łapy, ale mnie dłużej zatrzymali na uczelni i nic z tego nie wyszło. Moi weci są bardzo śmieszni jeśli o nią chodzi, bo jeden mówi, że rana wygląda dobrze, a drugi, że paskudnie i szczerze mówiąc to nie wiem jak jest :p

Dobrze też było kilka dni temu jak się mu coś zrobiło na drugiej przedniej łapie, bąbel z wysiękiem. Oczywiście zawał serca, że to autoimmunologiczne i niedługo cały się pokryje ranami, ale całe szczęście po smarowaniu Tridermem jakoś się wchłonęło.

No i leczymy zapalenie spojówek też. Ogólnie przestałam już pisać o jego chorobach, bo uznałam, że jak pies jest w trakcie leczenia całe swoje życie, to traci to na znaczeniu i staje się nudne... :p

Posted

Masz w domu kurę znoszącą złote jaja i narzekasz ? :diabloti: rasowy , chorowity - MARZENIE :loveu:


PS może powiedz wetom , że to Twój prywatny pies i leczysz go za swoje własne pieniądze :evil_lol:

Posted

Haha oni dobrze wiedzą o tym, bo kwękam o kasie co wizytę :diabloti:. Pewnie zostawiłam tam tyle, że mogliby sobie kupić tomograf. Ostatnio już nic ode mnie nie biorą, jak im zabroniłam robić swoje opatrunki. Mówię, że mam własne bandaże w torebce i założę je, jak wyjdę z gabinetu :evil_lol: Na początku trochę się dziwili, ale chyba działa, bo biorą już tylko za leki :evil_lol:

Inna sprawa, że po 2,5 miesiąca codziennego (a czasem i po 2-3x dziennie jak ma piesek gorszy dzień i ściąga opatrunek) bandażowania, naprawdę nie muszą się wysilać i go zakładać, bo mam taką wprawę, że robię to z zamkniętymi oczami, a czasem i przez sen :p

Posted

Ja pierdziu, podziwiam samozaparcie, ja bym go dawno sprzedała,n ie niszczy o Twojej pasji do rasy? :diabloti:

A tak serio, ja póki co raz tylko jeden miałam styczność z raczyskiem jelita grubego. Koszmar, kasa w tym wszystkim to był pikuś. Najgorsze były takie skoki-raz juz super dobrze, za chwile fatalnie. I tak w kółko przez 2 lata. :shake: Pies był tak masakrycznie chudy, że 4 letniego rotka mogłam niesc w jednej rece...koszmar. Nikomu nigdy, nie życzę chorego psa.

I powiem szczerze, jak zaczynam czytac o perypetiach zdrowotnych rasowców, to boję się myśleć, że mogę sama na takiego trafić...

A tak poza tym wczoraj moja suka zyskała miano psa obronnego, bo postraszyła swiadków jehowy. Moja kochana13 miesieczna suka, która kocha cały świat pierwszy raz wyjechała z warkotem i zębami pod bramę :loveu: prawda, że mądry zwierz?

Posted

asiak_kasia napisał(a):

A tak poza tym wczoraj moja suka zyskała miano psa obronnego, bo postraszyła swiadków jehowy. Moja kochana13 miesieczna suka, która kocha cały świat pierwszy raz wyjechała z warkotem i zębami pod bramę :loveu: prawda, że mądry zwierz?


no, i taki powinien być pies... rasowy czy nie, ale łeb na karku jest:evil_lol:

Posted

Amber , ja wiem co to znaczy ..... dlatego staffik to rasa idealna.
Kano też tak raz miał rozwaloną łapę w przegubie ... nie wiem ile kasy poszło , 2-3 tysiące ? paprało się pół roku - masakra.
Dla kontrastu , Rekin w zeszłym tygodniu bardzo podobnie sobie rozwaliła łapę , nie wiem czy nie głębiej. Lekko przemyte manusanem i w ten weekend śladu po ranie nie było :) I tak mi Rafał przypomniał o ranach Kano i kosztach leczenia.

W życiu nie było by mnie stać , na utrzymanie 8 dobermanów :evil_lol: Już nie w kwestii jedzenia , a wetów.

bo niby skąd ja znam tylu wetów ? i wiem który godny polecenia ? no chyba nie przez rasę która idzie do weta na szczepienia ;)

Nie powiem , nieraz moje psy mają jakieś zadrapania , rany ... to od leżenia na kanapie ;) ale wystarczy domowym sposobem , że tak powiem. Domowe sposoby też poznałam dzięki mojej czarnej bestii. Ale teraz te sposoby działają. Na księcia czarnego , mało co działało. Szczególnie że miał zero krzepliwości krwi.

Zwykła kastracja , to była wala o życie :) zwykły katar , przeistaczał się w zapalenie płuc z komplikacjami. Wieczne sraczki - ja teraz nie wiem co to sraczka. Ciągle coś było , ciągle nerwy , ciągle weci i kasa.


Masakra jednym słowem.

Posted

Wiem, że może nie powinnam tak pisać, ale żyjąc z psem, który jest tykającą bombą powoli, ale skutecznie zaczynam sobie uzmysławiać, że jego kiedyś zabraknie. Że będzie to szybciej niż myślę. I nie w stylu, że zaśnie i się nie obudzi. Ale, że czeka nas walka, długa, bolesna ale już ostatnia i bez szans.

Jari kończy dopiero 3 lata w marcu, a przeszedł już więcej niż niejeden "biedak" w schronisku. Bo to się tak mówi. Ale mieć przez 2 lata sraczkę z bólami brzucha, ropień wielkości pomarańczy na głowie albo teraz, niegojącą się 2,5 miesiąca ranę na łapie - to nie są przyjemne rzeczy. Człowiek to by pewnie wył do księżyca przy każdej zmianie opatrunku.

Moja matka cały czas powtarza, że gdyby Jari nie trafił do nas, to już by nie żył. A miał trafić wiadomo gdzie... Nie twierdzę, że jesteśmy aniołami, ale myślę, że nie każdemu by się chciało... Bo nawet ja czasem już nie mogę się na to wszystko patrzeć, na tę łapę, na tę sierść, na kupę - a jaka dziś będzie? Wczoraj mi zwymiotował czymś to zaraz zawał serca... Ciężko się żyje z takim hipochondrykiem, bo do końca nie można się psem cieszyć tak naprawdę. Są chwile dobre, ale zwykle to jest strach "a co będzie dalej?" A dalej nie będzie lepiej, bo starość nikomu dobrze nie robi.

Posted

Brutus od 2 dni kuleje na przednią łapę bo mu się jakiś nakostniak zrobił i już mnie zaczyna to drażnić...na razie tego nie tykam, ale gdybym miała takiego choruska to nie wiem jakby to było....

Posted

Od zdrowia Jariego chyba jeszcze tylko bardziej mniej drażni moja kochana uczelnia :loveu: Właśnie na nią jadę (ponownie), do przemiłej pani z dziekanatu (per - ja nie jestem od udzielania informacji! A niby k.... KTO? :diabloti:) złożyć setne już podanie w mojej zawiłej sprawie :diabloti: Tym razem do pani prodziekan. Ach, zachciało się studiować :p

Posted

Na ten temat co chcemy gadać to nie możemy, tak więc została tylko śmierć i choroby :eviltong:

Łojezu wróciłam z wojaży... Kocham most Północny, dojeżdżam nim pod prawie samo osiedle, like a Boss :loveu: :evil_lol:

A Jari oczywiście w czasie mojej nieobecności zeżarł bandaż, tak więc dziś już 2 razy zawijałam :loveu:

Posted

No wiem, ja też nie mogę przez to spać nocami :eviltong:

Ale jestem głodna... Nie ma to jak śledzik w śmietanie o wpół do drugiej :loveu: :evil_lol:

Posted

Nie mam kabanosów i chyba nawet pomarańczy... :(

Ale mam paróweczki z indyka :loveu: Dzisas jak sie dorwę do lodówki w nocy to nie ma przebacz. Następnie chyba sobie zrobię płatki czekoladowe z mlekiem :eviltong:

Btw jakie masz kabanosy? ;)

Posted

Nie jadłam chyba. Jestem fanką kabanosów, ale to co się kupuje często i gęsto w sklepie nie ma nic wspólnego z kabanosem. Dla mnie musi być cienki i suchy, nie znoszę takich tłustych, grubych parówek. No i kminku :eviltong: Mam swoje ulubione, które kupuję w Selgrosie. Długo nie leżą w lodówce nigdy :lol:

Z tą lodówką w nocy to normalnie mam jak bulimiczka jakaś. Tylko ja jestem zdrowa, bo się napcham ale wcale nie mam ochoty tego zwracać :evil_lol:

Mam w ogóle swoją teorię dlaczego w nocy wszystko lepiej smakuje, ale nie wiem czy ma ona jakikolwiek sens :eviltong: Dla mojego dobra, wierzę, że ma :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...