Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

kolejne wieści od Zosi:
"W oczekiwaniu na zdjęcia (pewnie Azzie nie ma w domu jeszcze) posłuchajcie pierwszej z historyjek.
Otóż przedwczoraj musiałam pojechać po jakieś zakupy. Od garażu do bramy wyjazdowej mam ok. 100 m. I tak myślę sobie, że nie będę zamykać Liska w domu, bo zdążę dojechać, otworzyć, wyjechać i zamknąć zanim on dokuśtyka. Wsiadając do samochodu - Lisek stał obok i patrzył i smutno skomlał - mówię mu: chłopie, zaraz wrócę, przywiozę coś dobrego. Ruszyłam ostro, raz dwa otworzyłam bramę, wyjechałam i już miałam zamykać - patrzę a tu coś galopuje (dosłownie). Zanim się spostrzegłam to Lis już był "poza". Zachował się klasycznie jak każdy pies, który "zwieje". Czyli "nie widzi, nie słyszy, nie reaguje", Pani go już nie obchodzi, bo jest "na wolności". Gnałam za nim jak szalona i w końcu go dopadłam. Ponieważ nie miałam smyczy to nie pozostawało mi nic innego jak "wziąć go za frak" czyli dosłownie za skórę na karku i ciupasem odstawić do domu. Widok musiał być przekomiczny jak tak szliśmy. Był bardzo niezadowolony z takiego obrotu sprawy (jednak ma chłop charakter - ten schron nie wszystko w nim zniszczył).
Ale mimo wszystko tym galopem mi zaimponował no i tym, że "miał coś do powiedzenia".Mówiłam, że będzie jeszcze z niego fajny facet :) No i jest :)"

  • Replies 892
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ania-Sonia napisał(a):
Lisek jest fenomenem :loveu: I Pani Zofia - też :loveu:
Dla mnie to najpiękniejsza tu historia. Przywraca Nadzieję.
Dużo zdrowia dla Obojga :lol:

nic dodac nic ująć.:multi:

Posted

widok rewelacyjny, zwłaszcza z kocinką, chyba już przywykł, bo przedtem dawał nogę na widok rudzielca. Zosia, ja Cię proszę, Ty się sklonuj :evil_lol:

Posted

Oj tak, kocinka "przywykł" do Liska. Może dlatego, że psiuras go po prostu ignoruje, co najwyżej podejdzie i powącha go. A co do Lisa: rzeczywiście już mniej szczeka w domu. No, to poranne "darcie pyska" było z lekka irytujące. Ja myślę, że on chciał koniecznie zwrócić na siebie uwagę, że myślał może, że jak leżę w łóżku i mam zamknięte oczy to go już nie chcę. Od jakichś dwóch tygodni jest coraz ciszej. No i jeszcze coś miłego. Kilka dni temu jak go rano wypuściłam na ogród, a później ubrałam się i wyszłam zobaczyć moje roślinki, to Lis stał przy wybiegu dla moich suk i witał się z nimi. Zobaczył mnie z daleka, a jako, że słabo widzi to podszedł parę kroków i poznawszy mnie po raz pierwszy radośnie zamerdał ogonem. Aż się wzruszyłam. Do tej pory nie widziałam u niego żadnych oznak psiego cieszenia się. Nawet jak wracałam po kilku godzinach do domu, to nie było żadnej reakcji. Czułam, że jest szczęśliwy, że wróciłam ale nie cieszył się tak jak to robią inne psy, nie merdał i nie był bardziej ożywiony. A tu taka niespodzianka, kochany Lisunio, a gdzież on miał się tego nauczyć no i przede wszystkim z czego niby w dotychczasowym życiu miał się cieszyć.

Posted

witamy kochaną Zosieńkę w naszych skromnych progach :loveu: :multi: :loveu: :multi:
Jak to miło, że w końcu jestes tu z nami "ciałem" a nie tylko "duchem" i moimi wstawkami o Twoim Lisie-łobuzie :cool3:

Posted

No właśnie - udało się i już jestem z Wami. Tweety mam prośbę - wklej jeszcze tylko o Lisie-złodzieju, bo znowu "gmerałam" w swoim outlooku i poszło w powietrze. Ostatni raz :)

Posted

no to wklejam opowieść o Lisie-złodziejaszku, pies zadomowił sie juz pełną gębą, jakby całe życie mieszkał w domu:
"A poza tym to muszę przyznać, że Lis coraz bardziej staje się normalnym domowym psem. Tydzień temu w piękny słoneczny poranek zrobiłam sobie śniadanie, zaniosłam na stół do ogrodu (chciałam zjeść podziwiając rozkwitającą wiosnę), poszłam do domu przynieść jeszcze kawę i jak wróciłam to... śniadania już nie było :).
Obok stał Lichol, oblizywał się i ciekawie patrzył cóż tam jeszcze dobrego przyniosłam. Taki miał łobuzerski "wyraz twarzy", że śmiać mi się zachciało, tak jakby chciał powiedzieć: było pyszne, przyniosłaś coś jeszcze ?
No i od tego dnia się zaczęło. A to mi w kuchni bułkę ukradł, a to schabowego przygotowanego do smażenia a to coś tam jeszcze. Już mnie nauczył, że na blacie kuchennym nic nie mogę zostawiać bliżej brzegu, bo skubany wspina się przednimi łapami na tenże blat i cap co sie da. Kotu też kradnie żarcie. No jednym słowem "zepsułam" psa :)."
No to Zosia rozpuściła go jak dziadowski bicz :cool3:

Posted

Ale święto! :multi: Kochana Zosia się tu pojawiła we własnej Osobie :loveu:
Witamy i czekamy na świeżutkie relacje i fotki :lol: :multi: :multi: :multi:
Jej, jak się wzruszyłam czytając o tej radości Liska z powrotu Pańci do domu. Dobrze, że poznał w końcu to uczucie...

Posted

O tak - mnie zaskakuje codziennie. Czasem żałuję, że "fotografa przy tym nie było". No cóż musiałabym chodzić cały czas z aparatem, żeby uchwycić "scenki rodzajowe" jedyne w swojej wymowie.
Tak sobie myślę czasem: przesadziłam stare drzewo (nawet bardzo) a ono puszcza młode listki i wbrew upływajacemu czasowi młodnieje. To takie radosne patrzeć na Liska i odkrywać codziennie jego nowe - domowe zachowania. Jednak mimo tych 20 lat w schronie był zdolny przystosować się do nowej sytuacji. I na dodatek jest szczęśliwy.
Nowe zdjęcia wkrótce. Jutro będę czatować z aparatem na ciekawe ujęcia.

Posted

O rany. No to piszę jak jest "zapotrzebowanie". Napiszę teraz o tym jak Lis rozpoczyna dzień. Wstaje między 5.00 a 6.00 rano (na początku bywało też, że około 4.00 ale teraz raczej później - co mnie bardzo cieszy). Słyszę jak coś pomrukuje wiec szybko hyc z łóżka i otwieram balkon. Pierwsze dni to wyglądało tak, że wychodził ostrożnie na taras i kuśtykał sobie pomalutku po ogrodzie, teraz wychodzi i od razu bieg do płotu. Jego ulubiona trasa to przejście całego ogrodzonego terenu tuż przy ogrodzeniu. A więc kolejno: przebiegnięcie sporego trawnika, dotarcie do ogrodzenia i potem wędrówka dostojnym krokiem naokoło, czyli po drodze znika mi z oczu w małym lasku, wychodzi z lasku koło bramy wyjściowej, pokręci się przy bramie, idzie dalej przy płocie, gdzie sąsiad ma dwa malusieńkie ale niezwykle piskliwie ujadające na Lisa piesulki, pomruczy trochę do nich i popatrzy z wyższością, potem wkracza do sadu, który też przemierzy przy ogrodzeniu, przechodzi koło garażu (jak jest na zewnątrz jakiś obcy samochód, tzn. wystarczy, że nie jest mój to już jest obcy, to go obsika :)) dalej wkracza na teren graniczący z innym sąsiadem, który ma aż trzy psy (w zależności od tego, które są na dworze to go intensywnie obszczekają, jeden waży 60 kg, drugi 1,5 kg !!! a trzeci to jamnik) - też spojrzy na to towarzystwo z góry ew. trochę pomruczy do nich, nasika im przez płot i kieruje się w stronę warzywnika, okrąża go i idzie dalej gdzie moje suki mają wybieg. Tu następuje obustronne niuchanie nosami i merdanie ogonami (to piękny widok - muszę to jutro uchwycić), okrąża wybieg, a one z nim ale od środka, idzie dalej obok starych grusz, kieruje się w stronę ogniska i wraca pod drzwi balkonowe. Trwa to mniej więcej ok. 20 do 30 min. Tu pod drzwiami jak usłyszę, że coś mruczy - to go wpuszczam. Jeszcze z 10 dni temu rozpoczynał koncert i szczekał, szczekał też po wejściu do domu. Było to bardzo
denerwujące, bo "szczek" ma taki "ochrypło-basowo-głośny". Szczekał też na każdego domownika, który wstał "a nie był mną". Stał przy delikwencie, chodził za nim i szczekał nie wiedzieć czemu. Nie przeczę - było to dość irytujące. Więc wychodziłam z nim czym prędzej znowu na ogród, żeby dać spokojnie domownikowi uszykować się do pracy i zjeść śniadanie w spokoju.
Od jakiegoś czasu jest lepiej, chyba pomału się docieramy wszyscy. Więc teraz jak wraca z pierwszej przechadzki to czeka na niego micha z pysznościami. Je bardzo małe porcyjki, za to częściej (w ogóle mało je, no chyba, że dorwie się do kociej michy albo coś ukradnie - widać cudze albo zdobyczne lepsze :)) Zaraz ponownie zapada w drzemkę (chrapie jak nie przymierzając mój mąż, nieraz nie mogę rozróżnić, który to chrapie). Wstaje, pomruczy, znów podrzemie - ale na szczęście już nie szczeka. Potem znów na spacerek, no i tak się robi 7.00 - 7.30.
No i tak wygląda "rano" Liska.

Posted

O rety:eek2: -przeczytałam od pierwszej strony do ostatniej-Temat był nazwany LISEK-ja znam tę imię od roku-widziałam go na stronie tego schroniska w Milanówku pod Warszawą-nie wierzyłam, że ktoś go weźmie i tylko cichaczem popłakałam się jak go tam zobaczyłam-z opisem 19 lat w schronisku a wówczas nawet nie wiedziałam o istnieniu Dogomanii z całym szacunkiem-wszystkim znajomym mówiłam o nim, że to pies, który powinien być w Księdze Guinessa-teraz napewno powinien się znaleźć w różnych gazetach o psach "Mój Pies lub "Przyjaciel Pies", itp.-ze względu na tę historie-nieprawdopodobną-tak niesamowitą, że cała Polska powinna go poznać-no może puszczam wodze fantazji ale on już jest sławny-ja jego nie zapomniałam od tamtego roku-nie sądziłam, że nawet jeszcze żyje. Ta Pani Zosia-Boże-to następne szczęście dla Liska-to zaszczyt mieć takiego psa i dla niego zaszczyt mieć taką Właścicielkę!
To naprawdę cud nad Wisłą, piękne nowe zdjęcia-bo jak go widziałm w schronisku na stronie internetowej to stał sobie bokiem z lekko opuszczoną głową. Teraz jest na podusiach:sleep2: i jest tulony:calus: , pozdrawiam Panią Zosię:bye: -a Pani 160 cm to naprawdę coś wielkiego-ma Pani w sobie coś genialnego-naprawdę jest niewiele takich ludzi-proszę mi wierzyć-powiem coś jeszcze-to właśnie "niewysocy" odcisnęli się w historii ludzkości-i cieszę się, że mogę Panią do nich porównać:Rose: :Rose: :Rose:
Tak, tak i nie ma co się dziwić, że makijaż się rozmazuje jak ten wątek się czyta-jego się nie czyta jego się czuje i dlatego tak się dzieje...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...