Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Wybaczam ale tylko dlatego, że już wcześniej coś podobnego powiedziała mi Jola od Jadzi. :eviltong: Nie zacytuję dosłownie ale chodziło to, żebym na okoliczność wypatrzenia "czegoś" przechodziła na drugą stronę i od razu odwracała głowę. :roll: Ja naprawdę boję się już wychodzić z domu. :shake:

Posted

majqa napisał(a):
Ja naprawdę boję się już wychodzić z domu. :shake:


Mam to samo...
Tylko że ja w odróżnieniu od Ciebie majquś wszędzie kocie bidy znajduje... :roll:

Posted

Nika, błagam Cię Ty już nic o kotach mi nie mów- ostatnio znowu się gdzieś okociły u sąsiadów. Już długo ich nie widziałam, miałam zabrać do schronu. Pewnie deb*il im coś zrobił... :-(

Posted

Niukuniu, Kamilko, baaardzo współczuję i...łączę się w bólu. :roll: W Łodzi 2, poza Łodzią 3 ekhm...normalne, udomowione, 4 "zniewolone - zaopiekowane", odżywione ale częściowo dzikie (próba wzięcia na ręce jednego z nich = dziury w moim brzuchu, koszulka w strzępach) więc...że znajdę kota tego też się obawiam :-(, bo nie ma ich już gdzie upchnąć, a tak łatwo się nie dają dołączyć do stada. Całe szczęście, że te na moim osiedlu to odpicowane tłuścioszki, efekt dbałości starszych pań.

Posted

kamilawa napisał(a):
Nika, błagam Cię Ty już nic o kotach mi nie mów- ostatnio znowu się gdzieś okociły u sąsiadów. Już długo ich nie widziałam, miałam zabrać do schronu. Pewnie deb*il im coś zrobił... :-(


A nie da się tym sąsiadom kotki wykraść na sterylkę ? Ja jestem chora na tym punkcie...
Przepraszam Jadziu że na twoim wątku rozmowy o kotach, ale cóż... :oops:
U mnie też na osiedlu tłuściochy same. Na szczęście ;)

Posted

Ostatnio zabrałam mamusię z dwoma maluchami. Jeden maluch mi uciekł - powiedziałam sąsiadowi, że jakby go gdzieś widział to ma mi powiedzieć. Myślicie, że powiedział? Nie- schował przede mną. A teraz kota wywalił z domu. Zaczyna się od początku - dokarmianie, powolne oswajanie i złapanie. Później schron - bo ja kota mieć nie mogę, po pierwsze uczulenie, po drugie pies, który nienawidzi kotów. Moja sunia polubiła jedynie małego, tygodniowego kota, który był u mnie na wykarmieniu ( niestety odszedł...).
Mieszkam w domku jednorodzinnym. Naokoło sąsiedzi. Niektórzy ok, niektórzy kompletni kretyni, przepraszam, ale inaczej tego nazwać nie można.
Po zaproponowaniu sterylki (jakoś by się fundusze zebrało) powiedział, że jestem chora i on kota nie będzie okaleczał. No jasne, lepiej mieć setki kociaków. Wszystkie straszne dzikusy, a już mała gromadka jest.
Nic tylko się pochlastać.

Jadziu, ja też przepraszam, że na twoim wątku :oops:

Tym jakże miłym akcentem żegnam się na dziś. Idę spać, za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Trzymajcie się, miłej nocy, papa.

Posted

Kłopotów i zmartwień jeszcze nie koniec... :-(
Jakiej decyzji, w porozumieniu z doktorem bym nie podjęła, mogę żałować do końca życia i tkwić w przekonaniu, że ta druga mogła być lepsza. Chce mi się wyć, nie chce mi się nawet pisać tego, co teraz płodzę. Jestem na świeżo po odejściu kolejnego psiaka (serduszko; dołączył do tegorocznej, czarnej serii; niech ten zasrany rok już się skończy), a tu problemom nie ma końca...
W pt. przewisiałam kupę czasu na tel. z doktorem. Odczytał mi wynik histopatologii Jadzi...i dupa. :-( Jak będę go miała w ręce, wpiszę dokładne rozpoznanie. Postaram się je pewno mało udolnie teraz powtórzyć (błędy sprostuję, jak będę miała kartkę w ręce).
Wpis dr nauk. med./ osoby badającej na wyniku brzmi + - zmiany przypominające (tu cholercia było inne słowo niż przypominające :roll:), czy też noszące znamiona cech zmian złośliwych...czy jakoś tak. Chodzi o to, że ta osoba badająca sama nie do końca była pewna, co widzi. Taki opis jest rzadkością, to samo lab. badało wycinek mojego boksia i co do wyroku (do tego niestety trafionego) nie było wątpliwości. Bóg jeden raczy wiedzieć, czemu tu nie ma takiej pewności.
Pytanie, co dalej. Ruszać to, czyli wycinać całe listwy, czy nie (a to jest solidne rozpłatanie sunieczki). Dla samego doktora jest to zagwozdka. Na ruszanie mamy jeszcze czas, Jadzia musi dojść do siebie po ostatnim zabiegu. Sęk w tym, czy w ogóle to robić. Gdyby rozpoznanie było jednoznaczne, doktor byłby pewien, że ciąć, choć oczywiście, nikt nie da gwarancji, że w innych narządach nie ma przerzutów, czyli robimy sztukę dla sztuki. Może być i tak, że skoro badający nie był pewny, mogła zajść pomyłka. Jadzia jest starszą sunią, do tego serduszko, choć nie powiększone, słabe. :-( Zabieg wspomniany jest zabiegiem poważnym (na szczupłej bidzie byłby to b.duży ubytek skóry, mocne ściągnięcie i wpisane w ryzyko, do opanowania lekami bóle). Czy i jak Jadzia zniosłaby zabieg, nie wiemy. Wolę nie myśleć, że nie daj Boże mogło by się coś stać w trakcie zabiegu i... :roll:
Możliwość decyzji jest więc taka:
1. ciąć - przy szczęśliwym przebiegu sunia przetrwa zabieg, nie będzie przerzutów, a kiedyś odejdzie na coś zupełnie innego; przy złym obrocie spraw - suni może coś się stać w trakcie zabiegu lub nie stanie się nic ale i tak odejdzie na raka, bo są przerzuty na narządy nie do wycięcia.
2. nie ciąć - badający mógł popełnić błąd i nie będzie żadnego nawrotu, badający się nie pomylił i nastąpi za jakiś czas nawrót ( w sutkach lub w innym narządzie te zmiany się odezwą).

Tak źle i tak do pipla. :-( Zapytałam, czy doktor, gdyby to była jego własna sunia w stanie zdrowia Jadzi, operowałby. To szczery do bólu człowiek i odpowiedział mi, że na ten moment nie wie. Daliśmy sobie jeszcze trochę czasu na przespanie się z problemem (bo i tak Jadzia musi złapać trochę oddechu od ostatniego zabiegu) i decyzją.


Sama Jadzia natomiast... Niczego nieświadoma, chodzi ponoć jak rakieta. Bierze zakręty na ostatni moment przed przeszkodami (jak kamikadze), ma niesamowity power. Zadowolona, szczęśliwa, w nastroju wygłupowym, czyli całkowite przeciwieństwo mnie samej.

Posted

Majguś, ja też szczera do bólu powiem, że ja bym nie operowała ze względu na jej serduszko i wiek... Nie narażałabym jej na nieunikniony ból w obliczu nieznanych rezultatów.

Posted

Właśnie to samo mi po głowie chodzi Goniu.
Z kolei, nie wdając się w szczegóły pod nazwą mój doktor powiem tyle, że akurat o jego radę, jeśli takowa, jednoznaczna się pojawi, jestem spokojna. To coraz rzadszy gatunek człowieka, który nie idzie drogą kasy, ma serce i kieruje się dobrem, w tym przypadku zwierzęcia.

Posted

Ja bym też nie cięła Izuniu, ale USG by się przydało, żeby sprawdzić, co tam w środku siedzi:shake:. I z własnego podwórka polecam dietę.
Zero wypełniaczy: kaszy, makaronu czy ryżu. Pies je tylko mięso z warzywami.
[FONT=Verdana]Może faktycznie powinnaś Izuś wcześniej niż inni zakończyć ten rok?[/FONT]
[FONT=Verdana]Może 30 listopada? [/FONT]
[FONT=Verdana]Moim zdaniem wyczerpałaś już dawno limit nieszczęść:-(.[/FONT]
[FONT=Verdana] [/FONT]

Posted

irenaka napisał(a):
I z własnego podwórka polecam dietę.
Zero wypełniaczy: kaszy, makaronu czy ryżu. Pies je tylko mięso z warzywami.

Irenko na co się taką dietę stosuje?

Posted

Ajula napisał(a):
Irenko na co się taką dietę stosuje?


Mam taką dietę zaleconą przez wetkę dla mojej Dianki.
Ona ma niestety raka z przerzutami:-(.
Pies spada z wagi, ale kondycyjnie jest świetnie i nie ma dalszych przerzutów. Choć pewnie nie tylko diecie to zawdzięczamy.
Może w przypadku Jadzi nie ma co siać paniki, skoro osoba która badanie robiła nie jest pewna swojej diagnozy?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...