Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dorothy pewnie jesteś wykończona i masz dość:shake: Codziennie mam nadzieję,że jutro będzie lepiej.
Jestem myślami z Tobą .:-(

Kochani dogomaniacy może uda nam się pomóc choć troszkę!!

  • Replies 3.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

no coz, Morgan nadal ma cieczke i kibluje w domu,przy okazji ja wyczesalam, Bert demoluje drzwi wszelakie i piszczy i szczeka ktorys dzien z rzedu z milosci:p , Klusiek lezy i cierpi, na dworze 40 stopni...

Posted

Z tego wszystkiego zapomniałam , że Morgana ma cieczkę :shake:.Puniek też rozdrapał drzwi . No to masz całkiem przechlapane . Jako że gorzej już być nie może , trzymaj się , bo idzie ku lepszemu .

Posted

[quote name='Dorothy']ciocia figa33
:calus::calus::calus:
przyszla karma
DZIEKUJEMY NAJMOCNIEJ!!!



A to dobrze, to znaczy,że porządna firma.:lol: Daj znać , jak by Ci coś nie pasowało to do nich napiszę.

To teraz Bert zakochany:iloveyou: Matko kochana, to teraz masz gorzej, ale na szczęście nic nie trwa wiecznie..:razz:,miłość przeminie, bo inaczej:huh:
Szkoda Kluska.:shake: Nie widzi , o to takie ufne "szczenię", chyba 40kg ,tak?

Posted

Moja Frocia, te kilka kilo kości, po wyjściu ze schronu też zaczęła cieknąć....Zamykałam ją w pracowni i szopce.
A śp. jamnikowata Lula miała specjalne majty z dziurką, w które wkładałam jej podpaskę z skrzydełkami. Szwagier był oburzony - sucz nie pierwszej urody i w gaciach. Pod balkon w bloku - na parterze - podchodzili wielbiciele, a ona dostojnie w tych majtach patrzyła sobie na nich z góry :) Zrobiłam zdjęcie jednej z takich schadzek i wysłałam potem do gazety na najśmieszniejszą fotkę. Wygrałam normalnie torta ;)

Posted

Dorothy pewnie nie wie w co ręce włożyć a i upał niemiłosierny...

Kilka łap złamanych, jedna cieczka,mały kotek do opieki, i pewnie jeszcze parę innych rzeczy...:shake:

Posted

jakos dajemy rade, choc upal wykancza...:shake:
nie brakuje nam tez codzien rozrywek, o ktorych juz tu pisac nie chce zeby nie bylo ze tylko sie skarze, ale dla przykladu z najnowszych- o drugiej w nocy konie (wypyuszczone na noc na pastwisko bo w dzien upal i nie jedza) rozwalily ogrodzenie i poszly na wies. Gonilam je po ciemku w szlafroku i z wiaderkiem owsa, prowadzac po jednym do stajni po omacku, wpadajac w wadoly i dziury... a w ogole dzieki Bogu- obudzil mnie kwik trzask a potem podzwanianie kolek u kantarow gdzies niepokojaco z innej strony...

Co do Morgany to lekarz zarzadzil zdjecie opatrunku i chodzenie bez. Ma to na celu zapobieganie przykurczom, rzeczywiscie mimo braku gipsu od piatku Morgana nadal nie staje na tej lapie, nawet nie dotyka nia ziemi. Nauczyla sie tak i koniec. NIedlugo kontrolne zdjecie czy trzecia kostka sie zrosla, i co z czwarta.
Przydalaby sie rehabilitacja oslabionych miesni lapy,tak mi sie wydaje, czy ktos wie moze jak sie to robi?? Ja nie mam pojecia...:shake:

Posted

No i cóż tu powiedzieć ?
Nie znam się na rechabilitacji .
Słyszałam o elektrycznych pastuchach . Nie znam się , ale czy to tylko dla krów ?
W szlafroku nocą po łąkach :shake: .......... bardzo romantyczne :cool1:

Posted

alez ja mam pastuch wokol pastwiska.Ale Rudy kopal nowego i przeganial (cos mu odbilo znowu ostatnie 2 dni) i zlamlal po prostu slupki ogrodzenia,,,
pastuch poszedl na ziemie i konie wyszly.

Nie wiem czy to bylo romatyczne, wsciekla rozczochrana zmora w szlafroku snujaca sie noca po pastwiskach i polach z wiaderkiem owsa i latarka...
mamroczaca pod nosem przeklenstwa i snujaca plany produkcji kabanosow...
mam niejakie watpliwosci co do tego romatyzmu:shake:

Posted

Wróciłam :lol: wieczorkiem uzupęłnię lekture obowiązkową ;)

Przydalaby sie rehabilitacja oslabionych miesni lapy,tak mi sie wydaje, czy ktos wie moze jak sie to robi?? Ja nie mam pojecia...:shake:

Troche sie znam :eviltong:
Narazie poszukaj zbiornika wodnego i dużo pływania.
Jezeli ją ta kosć niezrośnietego paliczka uraża to nie bedzie opierac sie na łapce.

Posted

chirurg powiedzial ze ta lapa sklada sie z sciegien i kosteczek, miesni tam nie ma, i istnieje obawa,ze zostana te sciegna urazone podczas operacji lub tez przez zamontwane gwozdziki- potem w trakcie gojenia po operacji.
I ze mam sie zastanowic czy sobie tej operacji zycze.
ja chyba oszaleje!!!:placz:
skad ja do diabla mam wiedziec czy sobie zycze??
mam sobie zyczyc? a potem bedzie na mnie?
Laluna jesli te kostki sa z przemieszczeniem to istnieje mozliwosc ze ja uraza. To co , nigdy na niej nie stanie i zawsze bedzie urazac? Nie wytworzy sie tam jakis niby-staw albo torebka co by to ochranialal??
Przeciez ja nie jestem lekarzem:placz:
a bardzo chce zeby Mordzian chodzila...

Inna sprawa- na operacje nie mam kasy, wplynelo bardzo nieduzo...:-(

juz za Klusia mam dlug 400...

Posted

To ja się wtracę:oops: ...
Z tego co zrozumiałem to sunia i tak póki co nie staje na tą łapkę...
I nie sądzę, żeby ta sytuacja się z czasem zmieniła... chyba że jest inaczej, bo nie pamiętam sugestii veta...
Dlatego jestem za operacją, bo czy będzie dobrze, czy źle to przynajmniej jest świadomość, że się zrobiło wszystko co możliwe...
Super by było, jakby można skonsultować diagnozę z innym chirurgiem, albo poszukać jakiegoś super magika od skalpela i wtedy operację zrobić, bo jak ten nie jest przekonany, że da radę to szkoda zachodu..
a pieniądze się prędzej czy później nazbierają...
Ja też coś wyskrobię...
Głowa do góry... czas najwyższy żeby było wreszcie lepiej...

Posted

I jeszcze jedno:razz: ...
Teksty w stylu... czy sobie tej operacji życzę... też mnie bardzo drażnią:angryy: szczególnie że często odnoszę wrażenie, że veci zastanawiają się poprostu, czy mnie na to stać...
Niech ich o to głowa nie boli, to już i tak mój problem...
A ja potrzebuje od nich porady jak najlepiej pomóc mojemu psu...
Parę lat temu miałem psa bardzo chorego na wątrobe... garście leków codziennie, co trzy miesiące kontolne pobieranie krwi i wyniki, które nie zawsze wychodziły, bo krew hemolizowała i przynajmniej co pół roku wenflon i podawanie codzinnie kilku strzykawek dożylnie, kto to robił to wie o czym mówię... ile to razem kosztowało jeden Bóg raczy wiedzieć... oprócz tego na dłuższych spacerach nosiłem ją na rekach, bo jak wątroba sobie nie radziła to sunia dostawała takich pseudopadaczkowych ataków... sama wiedziała kiedy to się zbliża i przychodziła, żeby ją brać na ręce... po lekach w zasadzie ustały, ale jak się meczyła to i tak przychodziła, bo był to pies pasterski i rozejrzenie się po okolicy z pańskiego karku to nie lada gratka, ale pies żył i miał się nie najgorzej jeszcze dobrych kilka lat... dopiero z nowotworem nie daliśmy rady wygrać...
I te kilka lat, mimo problemów były warte tych zachodów i tych pieniędzy... a nie wszyscy to rozumieli...

Posted

Wydaje mi się, ze musisz skonsultować to z dobrym chirurgiem ortopedą?
Może telefonicznie , może faksem przesłać wyniki?

Może ktoś na forum zna dobrego lekarza o tej specjalności.
Trudno żebyś Ty sama podjęła taka decyzję.

Przelałam trochę kasy dla Ciebie.

Posted

jesli ktos zna takiego lekarza ktory powiedzialby cos na podstawie zdjecia to ja moge rtg poslac mailem...wraz z opisem sytuacji/...

Ciociu Figo, jak mam Ci dziekowac za nieustanna pomoc to ja juz nie wiem...:oops:

Posted

chirurg powiedzial ze ta lapa sklada sie z sciegien i kosteczek, miesni tam nie ma, i istnieje obawa,ze zostana te sciegna urazone podczas operacji lub tez przez zamontwane gwozdziki- potem w trakcie gojenia po operacji.
I ze mam sie zastanowic czy sobie tej operacji zycze.
ja chyba oszaleje!!!:placz:
skad ja do diabla mam wiedziec czy sobie zycze??
mam sobie zyczyc? a potem bedzie na mnie?
Laluna jesli te kostki sa z przemieszczeniem to istnieje mozliwosc ze ja uraza. To co , nigdy na niej nie stanie i zawsze bedzie urazac? Nie wytworzy sie tam jakis niby-staw albo torebka co by to ochranialal??
Przeciez ja nie jestem lekarzem:placz:
a bardzo chce zeby Mordzian chodzila...


Mozemy załozyć ze jest takie ryzyko. Ja sie nie znam. Ale jaka jest szansa że będzie sie opierac gdy zostawisz to jak jest. Jezeli nie bedzie chodzic na lapce bo ją bedzie bolec to po pierwsze mieśnie całkowicie zanikną, a sciegna zaczna sie przykurczać i zrobią przykurcze. I co dalej ?
We Wrocławiu mam tego swojego chirurga co do neigo chodze młody, ma specjalizacje chirurg. dobry i uczciwy. Dr W Bernacki : www.bernacki.pl I jest też drugi ten ma sławe na całą Polske dr Bieżyński i do tej kontuzji byłby taka ostatnią szansa. Albo wóz albo przewóz. I jezeli sie nie uda, to znaczy ze nikt nie mógłby pomóc. I jezeli bedzie uwazac ze operacja nie daje zadnej szansy na poprawe wtedy nawet jak bedziesz chciała to nie zrobi. Jakby co słuze telefonem. Ale musisz sie zastanowic co dalej. Bo nawet jezeli on powie ze operowac to weterynarz który nie ma do tego przekonania widocznie nie ma takiego doświadczenia i jezeli zlecisz innemu to moze faktycznie poprzecinać sciegna. Jeszcze pytanie czy podczas tego zeskoku nie walnęły ściegna i dlatego też nie chodzi. Nie kazdy wet jest w stanie zuważyć ze sciegno przerwane i wsadza do gipsu a to i tak nic nie daje. Ale jak jest przerwane to po mniesiacu bedzie trudno cokolwiek zrobić. Ściegno się kurczy. Musisz wiec zastanowic sie czy chcesz konsultacji i jak bedzie pozytywna i weterynarz z przekonaniem czy dasz rade skorzystac z tych namiarów. To w końcu 3-4 godziny jazdy. Chociaż znam i takiego co przyjechał ze swoim bulem do Bieżyńskiego na operacje z Lublina i mimo iż inny chirurg wydał wyrok, Bieżyński dał mu szanse. No i nie jest jak na taką sławe drogi, ceny zaskakujaco przyjazne wiec moze nie wyjdzie az tak duża róznica. Tylko ze tu też dużą rolę gra czas. Zastanów się i rozważ wszystkie za i przeciw.

Posted

Inna sprawa- na operacje nie mam kasy, wplynelo bardzo nieduzo...:-(

juz za Klusia mam dlug 400...[/quote]


dorothy - ja nie chciałam wczesniej tu pisac zanim wszystkiego nie ogarne i nie powysyłam fantów bazarkowych, ale ja dla morganki z bazarków i wpłat bede dla Ciebie miała troszke pieniedzy..Dokładnie 192 złWieczorem napisze szczegółowe rozliczenie..

Posted

dorota-a ja nie podjelam sie zoperowania lapy Demi....wet tez powiedzial- ma pani wybor-ani zostawianie jej ani operacja nie jest lepsze...

i wiesz-dobrze ze nie operowalam- bylo tyle problemow z jej pozniejszymi opatrunkami-gips spadal srednio co 3 dni- owszem Demi tez sama z siebie na lapie sie nie opierala ale jak miala gips to uzywala lapki niczym 'laski'...

po przejsciach wet powiedzial ze jakby byly druty- to pewnie powylazilyby z kosci- zlamana kosc srodrecza z przemieszczeniem-ona nie chce sie zrosnac- i lapa bylaby do amputacji...

konsultowalismy to...operacja mialaby sens zaraz po wypadku-jesli juz pojawiaja sie zrosty- to lepiej poczekac- moze natura sama zaradzi...

w najgorszym wypadku- operacja odbedzie sie pozniej...

sama nie wiem-nie wiem jak to dokladnie wyglada...my juz 2miesiac w gipsie walczymy...i jeszcze odlezyny-a to gorsze niz samo zlamania:( grrr

ale nie drutowalam i ciesze sie- przy drobnych kosciach zawsze jest ryzyko...

a koszt-porownywalny ostatecznie- bo nowe opatrunki co pare dni-tez nie malo kosztowaly:(

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...