Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ludzie mnie zadziwiają. Ale te komentarze rządzą:

dużo tu na Biskupinie takich bab co pod pretekstem głaskania psa szukają faceta do łóżka .... Sam mam takie przypadki gdy spaceruję z psem alejką.

W sumie to zrobił kobiecie przysługę, może teraz się nauczy, żeby nie głaskać obcych psów.

Na pewno właściciel amstaffa, bullteriera, boksera, doga albo innej rasy wielbionej przez społeczny margines.

Acha teraz wiemy, że miłośnicy ttb etc. to margines :D

No, ale z drugiej strony nie powinna się pchać do cudzego psa, co nie oznacza, że takie oszołomy mają prawo wchodzić między ludzi.

Posted

To ja przytoczę historyjkę z wczoraj;)
Jesteśmy sobie na socjalizacyjnym spacerku... w składzie haszczak Shira(lat 2) mały kundlisz Nero(lat...nie pamiętam:P ale jakoś 3;)) i onek Barsa (4 misiące)

Psy ułożone, ludzi mają w tyłkach, gonią siebie i patyka;).
Barsa mimo młodziutkiego wieku jest bardzo ułożona (bardzo dużo hodowca z nia zrobił) chodzi na kontakcie, nie opuszcza pani, na każde zawolanie jest przy nodze, żadne miejsce jej nie jest straszne...wszędzie wyluzowana. Szczeniak ideał;)

No i idzie sobie kilkuosobowa rodzina (dzieciaki już duże..żadne maleństwa) idą chodnikiem więc rzucam w dół (na łąkę) psiakom badyla niech sobie familia przejdzie... po co robić zamieszanie..zbierać psy, kiedy mogą sobie iść po prostu...pieski wracają szybciej więc wołamy je.
Nero i Shira biegną łąka (nieopodal chodnika) celnie do nas a biedna Barsa się gubi i idzie za rodziną...:P Nie te nogi;) Jak owieczka zbaraniała gdy się zorientowała więc zostaje odwołana... zgubił się nasz szczeniak;) ale wraca zadowolony od razu że pańcia jednak jest.
Wraca...śmiejemy się z niej. Na co ni stąd ni zowąd słyszymy "3 psy bez smyczy to już przesada!"
Nasunęła mi sie myśl "czy jeden agresywny, rzucający się na nich był by ok?"

Posted

Sybel napisał(a):
sbd - chyba imputuje. Amputuje się rękę z gangreną ;) To taki offtop osoby, która dziś co 3 godziny przez całą noc latała z psami po dworze, bo MUSZĄ. Czymś mi się cholery struły i nifuroksazyd poszedł w ruch.



sybel, dlatego napisałam italiką, to żart był z ta amputacją... bynajmniej ;-).
------
ktoś już sie zapoznał z singerem i jego poglądami na zoofilię, zeby sobie wyrobić własne zdanie?

------

Arwila - rozumiesz, ale cwaniakujesz - jestem rozczarowana. albo uczciwie sie "gra" z innymi w dyskusję, albo jest się szulerem. to może być efektowne i zdawać egzamin, ale ja w tym udziału brać nie będę.

nie uważam, że jakiś gatunek ma zawsze i wszędzie pierwszeństwo. Ani ludzki, ani krowi. To znaczy, że w pewnych sytuacjach jeden gatunek będzie ważniejszy, a w innych - tego pierwszeństwa nie będzie miał.
dlatego najpierw uratuję dziecko arwili, a potem moją sucz, jak sie będą topić w jakims pożarze ;-). A dopiero potem 90latka podłączonego od miesięcy do respiratora. arwila może wygarnąć mi to draństwo tuląc do piersi swoje dziecię, które w przyszłości będzie słynnym onkologiem.

eot.


Dorota - dajesz, dajesz :evil_lol:!

Posted

sleepingbyday napisał(a):


------

Arwila - rozumiesz, ale cwaniakujesz - jestem rozczarowana. albo uczciwie sie "gra" z innymi w dyskusję, albo jest się szulerem. to może być efektowne i zdawać egzamin, ale ja w tym udziału brać nie będę.


Staram się dostosować do poziomu...
Przykro mi, że Cię rozczarowałam... ;)

W zasadzie Filodendron powiedziała już wszystko co mogłabym powiedzieć i ja...
Szczególnie ten cytat jest mi bliski...

Raz jeszcze zacytuję Katza: "Straciliśmy dystans moralny, jeżeli nie widzimy, że prawa i dobro dzieci mają pierwszeństwo nawet przed najukochańszymi czworonożnymi pupilami.". Że system wartości, w którym życie/zdrowie zwierzęcia można stawiać nad ludzkie może być powszechny, to się dowiedziałam z tego wątku - dlatego zaczęłam pytać o kompetencje i testy psychiczne dogoterapeutów. Wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, żeby się tym martwić w takim kontekście. Myślę też, że to kolejny powód, dla którego ogół nieupsionego społeczeństwa wyraża się o psiarzach z brakiem szacunku, a nawet podstawowego zrozumienia - bo to trudno zrozumieć.
Dla mnie, nie wdając się w scenariusze, które chwilami balansowały na krawędzi absurdu, naturalną koleją rzeczy jest stopniowanie:
- ludzie mi bliscy,
- ludzie mi obcy,
- zwierzaki mi bliskie,
- zwierzaki mi obce...

A ten cytat:

Gdyby moja córka wyciągnęła z samochodowej kraksy naszego psa i pognałaby z nim do weta zamiast udzielić pomocy koleżance z klasy, której nawet nie lubi, to uznałabym to za swoją wychowawczą i przerażającą porażkę.
...najbardziej przeraża... bo dla wielu tutaj takie zachowanie byłoby naturalne i godne pochwały...
Przecież dziewczynka uratowałaby swoje ukochane zwierzę... z którym jest emocjonalnie związana...

Kiedyś wdałam się w dysputę... a nawet dość ostry spór z kolegą, który próbował mi udowodnić, że psiarze to fanatyczne, potencjalnie niebezpieczne dla społeczeństwa jednostki, przedkładające wartość życia zwierzęcia, nad życie ludzkie...
Pamiętam jak dziś, że starałam mu się udowodnić, że tak nie jest...
Teraz do mnie dociera, że mógł mieć rację...

Posted

Jenyś jeszcze Wam się temat nie znudził? jedni mają takie zdanie i inni takie i wsio, o czym tu jeszcze dyskutować? Biadoląc że kogoś to przeraża nie sprawicie, że ktoś zmieni zdanie, każdy ma swoją hierarhie wartości, ja np. nie rozumiem jak można ratować kogoś obcego tylko dlatego, że jest człowiekiem, niż swojego ukochanego psa, który jest cześcią rodziny, ale nie przeszkadza mi to, nie rozumiem owszem, ale każdy robi jak mu sumienie podpowiada i wsio, o czym tu dyskutować? Tymbardziej że temat jest o czym innym :evil_lol:

P.S. No i poleci mi ktoś jakiś gaz? ;)

Posted

kiłi, sprawdzałam ceny taserów, ech ech, conajmniej ok 10 000 zł, a zazwyczaj ze dwa razy tyle!
tak sobie myślę, nie wiem, może mam farta, ale super niebezpieczne sytuacje są sporadyczne. oczy dookoła głowy i przewidywanie róznych sytuacji to chyba najlepszy z legalnych (i osiągalnych cenowo ;-) ) sposobów na swoje, swoich bliskich i swoich psów bezpieczeństwo.

mój przyjaciel prowadził z kolegą kursy samoobrony dla kobiet, w jednym brałam udział. owszem, uczyli nas technik obrony itd, al największy nacisk kładli na naukę takiego świadomego zachowania, które wyklucza cię z grupy potencjalnych ofiar. trochę z tego mozna zastosować do róznych psich historii, a zwłaszcza do rozmów z opiekunami psów, których spotykamy na spacerach.

uważam, ze na nas spoczywa obowiązek oświaty tych psiarzy, którzy kynologicznie sa "gorsi" od nas (odwieczny przykład - alez on chce sie tylko pobawić!). my też z ta wiedzą się nie urodzilismy, no nie?

ale też rozumiem, ze nerwy puszczają, zwłaszcza tym krewkim. sama aniołkiem nie jestem, mimo pracy nad sobą - czasem mi wychodzi, czasem nie.
tak naprawdę te historyjki z psami sa tym samym, co historyjki bez psów, opowiadające, jacy jesteśmy wobec siebie na ulicy.
w polsce dobrze pod tym względem nie jest, niestety. zastanawiam się, co się złożyło na to, że jako społeczeństwo nie jesteśmy zbyt przyjaźni względem siebie, wyrozumiali, że nie patrzymy dalej, niż czubek swego i swego psa/dziecka nosa? jak to możliwe, że dzieci mojej siostry wzbudzają zachywty tym, ze przepuszczają dorosłych w drzwiach, mówią dzień dbry na podwórku i dziękuje? kiedys z siostrą o tym rozmawiałysmy i przyznaję, ze wiało grozą? jak zwykła grzeczność, naprawdę nic specjalnego, jak rany, może wzbudzać zachwyt i podziw??
na psim podwórku - dlaczego ludzie oddający psa do schronu wymagają uzznania za ich niebywałą zasługę, ze nie przywiązali psa w lesie (takie teksty każdy pewnie słyszał, to nie jest wyjatkowe)?

nie jest dobrze i jestem więcej niz przekonana, że każdy z nas ma jakieś poletko nad którym powinien popracować.

Posted

Wycieczki osobiste I nie wnoszące nic do sprawy komentarze ignoruję.

Arwilla napisał(a):
Więc skoro odpowiedź Twoja była szczera, to dlaczego na moje pytanie radzisz mi zapoznać się ze słowem "ironia"?
Może jednak odpowiesz więc szczerze i na moje?
Kavala pytała o złodzieja, ja pytałam o zabicie psa... dla przypomnienia...
Na które pytanie? Konwersacja dość skomplikowana, mogłam zgubić. Powtórzysz?

Arwilla napisał(a):
I zanim powielisz swoją wypowiedź o znęcaniu się, przypominam Ci o genetycznym szowinizmie...
No, chyba, że Twój pies też żywi się sałatą... :D
Mój pies żywi się głównie mięsem, koty prawie wyłącznie mięsem. I nie widzę w tym szowinizmu, tak jak nie widzę szowinizmu w upolowaniu przez lisa kuropatwy. Bo nie odmawiam krowom prawa do życia, nie mówię, że są gorsze od mojego psa czy kotów. Tak samo nie mówię, że są - lisy, kuropatwy, krowy, psy, koty - gorsze od ludzi.

Arwilla napisał(a):
Gdyby strażak ratował zamiast człowieka psa - poszedłby siedzieć...
Widzisz, takie paskudne, niesprawiedliwe Twoim zdaniem prawo, które życie ludzkie traktuje priorytetowo...
Zdecyduj się: chodzi o sumienie czy o prawo? O sumieniu odpowiedziałam, że ratując jedno życie, a nie będąc w stanie ocalić drugiego, mam sumienie tak czyste jak strażak w identycznej sytuacji. Bo dla mnie żadne z tych żyć nie jest obiektywnie bardziej wartościowe od drugiego.

O prawie trąbię od dłuższego czasu, że nie nakazuje narażać życia dla kogokolwiek. Ani nie karze za niepodjęcie ryzyka. Nie wiadomo też, czy strażak poszedłby siedzieć - chyba nie było takiej sytuacji, więc brakuje materiału badawczego...

Nie skarżę się, że prawo jest paskudne. To ludzkie prawo. Nic dziwnego, że dba właściwie wyłącznie o ludzi. To naturalny przejaw zdrowego egoizmu.

Arwilla napisał(a):
O pedofilu gwałcącym moje dziecko też było?
Przepraszam, wśród ilości tych scenariuszy dziwnej treści, gdzieś mi umknęło... :D
Było. Dwukrotnie. Nie odpowiadasz. W sumie się nie dziwię.

Arwilla napisał(a):
Ludzkiego nie miałam na szczęście okazji ratować...
To nie kwestia doświadczeń, tylko podejścia do ludzkiego życia...
Tylko że doświadczenia wpływają na poglądy. Vide: rodzicielstwo (hormony, imperatyw biologiczny, instynkt opieki nad potomkiem, te sprawy).

To nie znaczy, że osoba, która nigdy nie uratowała życia, nie ma prawa wypowiadać się moralnie w tej kwestii. Ma. Ale myślę, że doświadczenie tego uczucia mocno zmienia perspektywę. Wiem, że dla mnie zmieniło.

Arwilla napisał(a):
Napisałam to już wcześniej, nie musisz tak tego podkreślać...
Nawet nie musisz odpowiadać na moje posty, skoro obie doszłyśmy do wspólnego wniosku, że nie warto...
Ja akurat zawsze uważam, że dyskusja ma sens i warto ją prowadzić. Rezygnacja z wymiany poglądów prowadzi do nietolerancji, nienawiści i podobnych atrakcji. Więc już naprawdę gryzę się w język i nie odpowiadam na złośliwości.

Arwilla napisał(a):
Hallo... człowiek kontra zwierzę...
Wróćmy do sedna, nie twórzmy scenariuszy...
A człowiek to czym niby jest? Drzewem? Paprocią? Kamieniem?

Arwilla napisał(a):
Twoja postawa jest niebezpieczna...
Moja nie... i tym się różnimy...
Moja postawa jest niebezpieczna dla każdego, kto krzywdzi bez uzasadnionej przyczyny. Nikomu innemu nie zamierzam zrobić kuku, więc komu poza sadystami jakoby zagrażam?

Arwilla napisał(a):
Widać jesteś bardziej tolerancyjna ode mnie... zaakceptuj więc również mój brak akceptacji... ;)
Znaczy ja, jako jednostka, której zarzuca się wypaczony system wartości, chorą miłość i w ogóle sianie rożnistych plag egipskich, mam się zachować bardziej społecznie od Ciebie? No już się zachowuję... Ale istnieje granica. Nie zaakceptuję radośnie braku tolerancji, tak samo jak nie zaakceptuję zadawania krzywdy (komukolwiek, żeby nie było) bez potrzeby.

Arwilla napisał(a):
Miałam sobie darować, ale odpowiem pytaniem na pytanie...
Dlaczego opłacasz internet, skoro za te pieniądze możesz uratować więcej zwierzaków?
Dlaczego kupujesz sobie ubrania, skoro możesz się skórami okryć (choćby z bananów) a zaoszczędzone pieniądze wydać na karmę dla bezdomnych kotów?
Dlaczego wydajesz pieniądze na edukację, skoro kotom obojętne w jakim języku się do nich zwracasz i jaki masz poziom wykształcenia?
Dlaczego kupujesz nową smycz dla tymczasa, skoro psu obojętne czy chodzi na skórze, czy na sznurku?
Tylko że tu akurat w ogóle nie było pytania :lol:. Ale że sama zadajesz pytania - jak twierdzisz, głupie - to co mi tam.

Żadnemu tymczasowi nie kupiłam nowej smyczy; internet akurat spełnia u mnie funkcję narzędzia m.in. do pomagania; nie potrafię szyć z bananowych skórek, zresztą w szkockim klimacie chyba by się nie sprawdziły; edukacja była dla mnie, nie dla kotów.

To tak szczegółowo, natomiast zasadnicza odpowiedź na wydźwięk tych pytań (poza: "Przestań wreszcie wpychać nos i buty w życie innych ludzi, a zajmij się dla odmiany swoim" ;-)) brzmi: Bo staram się zachować względną równowagę. Chcę pomagać, ale chcę też żyć (w sensie nie tylko trwać, ale i doświadczać); zresztą mam tę podstawową wiedzę o zarządzaniu zasobami ludzkimi, że zdaję sobie sprawę z praktycznej roli przyjemności. Skrajny asceta nigdy nie będzie tak efektywny w swojej pracy (tu: pomaganiu) jak umiarkowany sybaryta :eviltong:

Natomiast owszem, źle bym się ze sobą czuła, płacąc pieniądze za wymarzonego psa, np. rasowego. Przyjemnościami, które pomagają mi utrzymać się w rozsądnej kondycji psychicznej i dzięki temu robić coś sensownego ze swoim życiem, są książki, układanki, piwo :lol: etc. Tym niemniej pojmuję, że ten wymarzony pies może być przyjemnością dla człowieka o odmiennym zestawie priorytetów. Jego prawo.

Inna historia, że na mojego drugiego psa, którego jeszcze nawet nie widziałam na żywo, już wydałam więcej niż na świetnie zapowiadającego się szczeniaka po championach :evil_lol:. No, ale to jest trójłapy schroniskowy padaczkowiec, więc oddzielny temat.

Arwilla napisał(a):
Głupie pytania?
No, na Twoim poziomie... ;-)

Tak na marginesie - psa ani nie ubieram, ani do snu nie układam, ale rozumiem, że każdy mierzy własną miarą... :-D
Komentować nie zamierzam - bo niby jak? tak żenujące, że zęby bolą :roll:. Cytuję tylko do ew. interwencji moda.


A propos interwencji moda: Z racji gigantycznego off topu, a przy tym wyraźnie trudnej dyskusji, może nie od czapy byłoby rzeczywiście wydzielić wątek na ten temat?

Posted

filodendron napisał(a):
Post 6113 został napisany w ramach wymiany zdań na temat zacytowanych przeze mnie fragmentów książki Jona Katza.
Napisałaś dokładnie:
filodendron napisał(a):
(...) Twój system wartości jest rzeczywiście przerażający i przy takim podejściu nie ma żadnego znaczenia, czy ten hipotetyczny pies jest samosiewny czy nie - ważne, że jest psem - to jest sprawa priorytetowa. A czy kogoś zabije, czy nie zabije to kwestia okoliczności:
To jest naprawdę BARDZO krzywdzące twierdzenie. No dobra, mnie się przykro nie robi - bo po prostu olewam, co nieznani ludzie myślą na mój temat. Ale też właśnie dlatego nie lubię większości ludzi. Nie znają, a chcą krzywdzić. Dla frajdy? :roll:

filodendron napisał(a):
Min. "Dużo, o wiele za dużo psiarzy bagatelizuje fakty - albo oskarżając ofiary, albo szukając usprawiedliwienia w okolicznościach". Twoje wypowiedzi postrzegam w tych kategoriach - odnoszę wrażenie, że to że dziecko zginęło/zostało poważnie pogryzione ma dla Ciebie znacznie drugorzędne. Przede wszystkim liczą się okoliczności i ewentualna wina ofiary, bo jeśli pies był agresywny, to pewnie ktoś go katował, głodził, więził na łańcuchu i dlatego. Jeśli nie był agresywny, to może polował i upolował. A jeśli ani nie był agresywny, ani nie polował, to znaczy, że pewnie dziecko włożyło mu palec do oka. A nawet jeśli nie włożyło, to w ogóle tam było - a więc wina matki. Winne są okoliczności - jakby okoliczności nie nastąpiły, to może by nie zabił/pogryzł. I zdecydowanie mniej ważne, że tego psa tam po prostu nie powinno być, ale był - hipotetycznie na przykład wprowadzony w samosiewny obieg przez dogomaniaków - liczy się to, że świat zaatakował psa okolicznościami.
Skoro już przypisujesz mi takie doprawdy abstrakcyjne poglądy, wypadałoby swoje wnioski podeprzeć choćby drobnym konkretem. Na jakiej podstawie odnosisz takie wrażenie?

Może mnie z kimś mylisz... O sprawie pisałam m.in., że NIC nie usprawiedliwia opiekunów psów, powtarzałam wielokrotnie, że powinni oni ponieść surową karę zarówno za pozostawienie psów bez opieki, jak i za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka; że psy (niestety) przy obecnych realiach trzeba zabić; że współczuję bardzo dziecku, które zginęło straszną śmiercią. NIGDY nie użyłam sformułowania typu "wina ofiary" ani nawet nie sugerowałam, że dziecko cokolwiek sprowokowało, nie pisałam też, że psy pewnie były bite, głodzone, trzymane na łańcuchu; nigdy też nie wpadło mi do głowy pisanie o psach "zaatakowanych okolicznościami" przez świat.

To, co mi zarzucasz, brzmi w kontekście tych wypowiedzi naprawdę groteskowo. O co Ci chodzi, jedyną słuszną postawą byłoby coś w rodzaju "Trzeba natychmiast ukatrupić te krwiożercze bydlęta, ukamienować najlepiej!"? :roll: A jak ktoś nie załamuje rąk, nie wyzywa psów i psiarzy, nie wstawia płaczących emotek, to znaczy, że śmierć dziecka go nie rusza lub słabo rusza? :shake:

filodendron napisał(a):
Tak to widzę - jako pewną trudną dla mnie do przyjęcia hierarchię ważności (wpisuje się w nią także bagatelizowanie liczby zagryzień/pogryzień w zestawieniu z zabójstwami ludzi przez ludzi -może zamiast statystyk policyjnych należałoby się przyjrzeć dokumentacji dziecięcych oddziałów traumatologii) a nie jako oskarżenie, że w zasadzie jest Ci to całkowicie obojętne, czy ktoś zginie czy nie (to jednak nie jedno i to samo).
Teraz jeszcze wmawiasz mi bagatelizowanie... :shake:
Otóż nie, nie bagatelizuję. Może i nie podchodzę do sprawy tak emocjonalnie jak Ty, tylko bardziej analitycznie. Ja WIEM, że za każdą liczbą w policyjnych zestawieniach kryje się dramat. Ale to nie znaczy, że większa liczba jest mniej ważna... Bo co? Bo te dramaty są pospolite, więc w sumie ok?
Cóż, może i Remarque miał rację, choć mnie to stwierdzenie zawsze wydaje się nie fair. "Jedna śmierć to tragedia, milion - to już tylko statystyka".

filodendron napisał(a):
A to, że przeraża mnie stawianie życia/zdrowia zwierzęcia nad życie człowieka to już wałkowałyśmy przez tyle stron, że nie będę się powtarzać. (...) Myślę też, że to kolejny powód, dla którego ogół nieupsionego społeczeństwa wyraża się o psiarzach z brakiem szacunku, a nawet podstawowego zrozumienia - bo to trudno zrozumieć.
Wiem, że przeraża. Nie wytłumaczyłaś co prawda, dlaczego przeraża (poza tym, że inny), ale przecież nie masz obowiązku.

Natomiast zauważ, że nikt Ci nie zabrania stawiania życia pedofila ponad życie psa terapeuty czy ratownika; nikt nawet nie krytykuje, a tym bardziej nie obraża Twojego podejścia. Ty, razem z Arwillą i w paru momentach jeszcze kilkoma innymi osobami, praktycznie "zabraniasz" - nie dosłownie, tylko w formie... ja wiem, po trosze zaszczuwania, obelg, wytykania braku Jedynej Słusznej Racji - posiadania innego zdania.

I TO jest problem. Nie różnice poglądów (te zawsze będą istnieć, gdy spotkają się różni ludzie), ale fakt, że nie możesz zaakceptować tych różnic, nie potrafisz przyznać mi równego prawa do posiadania swoich poglądów.

Co do odbioru psiarzy przez resztę świata: Jeżeli "ogół społeczeństwa" nie potrafi tolerować inności, to jeszcze nie powód, by ludzie o innych od większości poglądach dostosowali się do tłumu ze strachu przed brakiem akceptacji. Zresztą z własnego doświadczenia widzę, że można cenić życie psa na równi z życiem człowieka - i istnieć sobie pokojowo z otoczeniem. Niezależnie od animozji w kierunku homo sapiens oraz miłości do moich zwierząt jestem pozytywnie odbierana przez niepsiarzy. Bo futra nikomu nie przeszkadzają, nie wchodzą w drogę, nie hałasują, nie zaczepiają. Bo jestem na tyle społecznie przystosowana, by stosować kulturę w codziennych relacjach (pod warunkiem, że jest to kultura obustronna). Da się. Tylko to wymaga tolerancji. Wzajemnej.

Posted

sleepingbyday napisał(a):
iii tam, nie ma sensu ciagnąć tematu. to nie jest brak zrozumienia, tylko iście w zaparte.
Wiem. Nawet nie usiłuję przekonywać. Ale taka jawna nietolerancja dla czegokolwiek innego jest naprawdę niebezpieczna.

Inna rzecz, że te rozważania naprawdę lepiej by się miały w oddzielnym wątku ;)

sleepingbyday napisał(a):
tak naprawdę te historyjki z psami sa tym samym, co historyjki bez psów, opowiadające, jacy jesteśmy wobec siebie na ulicy.
w polsce dobrze pod tym względem nie jest, niestety. zastanawiam się, co się złożyło na to, że jako społeczeństwo nie jesteśmy zbyt przyjaźni względem siebie, wyrozumiali, że nie patrzymy dalej, niż czubek swego i swego psa/dziecka nosa?
Dokładnie, też odnoszę takie wrażenie. Chamski człowiek z psem będzie mia pretensje, że nasz brudny kundel denerwuje jego Pimpusia, chamski człowiek bez psa zacznie pyskówkę o cokolwiek innego.

I naprawdę widzę różnicę z brytyjskim społeczeństwem. To nie jest inny wszechświat, ale mimo wszystko... Więcej ludzi wykazuje się normalną, naturalną grzecznością (to słychać choćby w języku, używanych sformułowaniach).

Ale nie martw się, to podlega ewolucji w kierunku takim samym, jak w Polsce :shake:. Nastolatki i dzieciaki najczęściej zachowują się zupełnie inaczej niż ludzie starsi, w pewnym wieku, a nawet ledwie dorośli. Brak wychowania, bo rodzice nie mają czasu + konsumpcyjny styl życia + promowane ze wszystkich stron roszczeniowe postawy = chamstwo. Psiarzy, antypsiarzy, rodziców... akurat pod tym względem wszystkie obozy potrafią się dogadać :eviltong:

Posted

Kiłi napisał(a):
Jenyś jeszcze Wam się temat nie znudził? jedni mają takie zdanie i inni takie i wsio, o czym tu jeszcze dyskutować? Biadoląc że kogoś to przeraża nie sprawicie, że ktoś zmieni zdanie, każdy ma swoją hierarhie wartości, ja np. nie rozumiem jak można ratować kogoś obcego tylko dlatego, że jest człowiekiem, niż swojego ukochanego psa, który jest cześcią rodziny, ale nie przeszkadza mi to, nie rozumiem owszem, ale każdy robi jak mu sumienie podpowiada i wsio, o czym tu dyskutować? Tymbardziej że temat jest o czym innym :evil_lol:

Dokładnie- prosto i na temat ;)
Ja również- chociaż szczerze mówiąc starałabym się uratować jedno i drugie- to szczerze mówiąc: człowieka ratowałabym bo "tak trzeba", nauczono mnie cenić życie ludzkie, ale jednak nie potrafiłabym patrzeć jak cierpi kochany przeze mnie którykolwiek z moich psów...bo nauczono mnie również że zwierzęta mają takie samo prawo do życia jak ludzie.
Co dziwne, mam wrażenie, że duża większość osób które piszą że najpierw ratowałaby człowieka, pisze to dlatego że... tak trzeba- nie kierując się uczuciami. Ile razy jednak rozum mówi co innego a robimy coś co podpowiada serce? Ciężko naprawdę jest to uogólniać- bardzo dużo dla mnie by znaczyło kim byłby ten hipotetyczny człowiek- nawet jeżeli bym go znała, nie muszę go przecież lubić? A jeżeli jest to np jeden z tzw. ludzi z mojej "czarnej listy"? Prosty wybór raczej, bo człowiek, aby zasłużyć by nazywano go Człowiekiem, też powinien mieć szereg cech takich jak min:zasady moralne, honor, dobre serce-dla zwierząt i ludzi (dziwne że najczęściej idzie to w parze- przecież większość morderców czy gwałcicieli, pedofili, zaczynało od znęcania się nad kotkiem sąsiada)...

Ale BTW (jak to piszą z angielska) temat zrobił się już po prostu zwykłym sporem pomiędzy ludźmi, którzy nie mogą zgodzić się że ktoś może- i będzie- myślał inaczej. I pisaniną się tego się nie zmieni- czy naprawdę tak trudno uszanować zdanie może nie nie zgadzające się z naszym kodeksem moralnym- ale ile ludzi na świecie, tyle rodzajów "moralności" ;). Bo dla jednego to jest "mniejsze zło", dla drugiego co innego... Nauczmy się żyć obok siebie- w końcu wojny też wybuchały z powodu "różnicy zdań";)...

Aha- chętnych do oceniania konkretnego przypadku- psa który ugryzł dziecko- zapraszam na wątek Kodiego- już od dwóch tyg. tam nie zaglądam, ale zapewne dyskusja toczy się dalej. Tam nie ma hipotytecznej sytuacji- jest pies z którym nie wiadomo co zrobić (tzn czy eutanazja czy praca nad nim z pomocą fachowców), jest pogryzione dziecko którego ojciec nie dopilnował najwyraźniej agresywnego psa ( dodam tylko, że w mieszkaniu w którym było dziecko, był też pies zamykany...w łazience i szkolony na agresję- pies w typie amstaffa, u których to agresji nie powinno się rozbudzać). Ojciec, który swoją nieodpowiedzialnością doprowadził do tragedii, pozostaje bezkarny. Swoje słowa kieruję min do Filadendron, która z tego co pamiętam była obecna na tamtym wątku. Naprawdę i w tamtym przypadku nie uważasz że winy- czy uzasadnienia- należałoby szukać w człowieku, który był odpowiedzialny za psa i za dziecko? Czy aż tak mało miał "ów pan" wyobraźni jak się może zakończyć jego "tresura"?

Posted

ojasia napisał(a):
Nie jest konieczne przedstawienie się przy zgłoszeniu. Dyżurny ma obowiązek zgłoszenie przyjąć, wysłać patrol, który (w porozumieniu z oficerem dyżurnym) zdecyduje, co dalej robić.
Skargę należy złożyć na piśmie, koniecznie z podaniem daty i najlepiej godziny zgłoszenia. Ja bym nie odopuszczała.

Przy zgłaszaniu spraw do "Straży Dla Zwierząt" warto również zapytać o nazwisko przyjmującego zgłoszenie... Czuje się wtedy- wiadomo- bardziej odpowiedzialny za podjęcie odpowiednich działań.
Dwa razy miałam do czynienia z EKO-patrolem (to chyba to samo co Straż Dla Zwierząt, po prostu ładniejsza nazwa): raz znalazłam psa- latał po ulicy po środku Bródna- dokładnie przy samym Szpitalu Bródnowskim- wyraźnie zagubiony, ale nie bezdomny... Wzięłam psa do domu- drugi koniec W-wy- i wezwałam w/w organizację. Po dwóch godzinach przyjechali... Pies na szczęście miał chipa, zawieźli go do domu.
Druga sytuacja- bardziej nerwowa- na stacji metra trzyłapy kundelek usiłuje pokryć starą sukę w typie wyżła... Dzwoniłam ja, dzwonili inni. Przez ponad dwie godziny nic... W końcu, do czasu gdy przyjechali, psy uciekły..Mogły wpaść pod pociąg- nie wspomnę już o wypuszczaniu suki w cieczce samej z domu. Psy są w domach, co sama ustalałam.
O co mi chodzi? Na całą W-wę są tylko trzy załogi EKO-patrolu- czy też Straży Dla Zwierząt- podjeżdża ta sama ekipa.
Po wielokrotnym olewaniu dzwoniącego wzięłam nazwisko dyspozytora- zadziałało...

Posted

arielka186 napisał(a):

Co dziwne, mam wrażenie, że duża większość osób które piszą że najpierw ratowałaby człowieka, pisze to dlatego że... tak trzeba- nie kierując się uczuciami.


Ponieważ jestem jedną z tak piszących, powiem tylko, że nie do końca jest jak piszesz...
Powody dla których powinno się ratować najpierw człowieka, a potem psa, pojawiały się kolejno, ponieważ druga strona nie rozumie dlaczego tak właśnie powinno się postąpić...
Dla mnie są one tak oczywiste, a zastanawianie się nad kolejnością tak absurdalna, że chyba napiszę do kolegi i przeproszę go, że nie przyznałam mu racji...
W głowie mi się nie mieściło, że ktoś może mieć takie poglądy...

Ja już swoje powiedziałam, nie zamierzam kręcić się za swoim ogonem w kółko...

Behemotko - tak pięknie cytujesz - jestem pełna podziwu, musisz mieć wiele wolnego czasu, pomimo tych tymczasowiczów, których ja, niegodna, materialistyczna świnia, nie wzięłam, natomiast wolałam kupić sobie psa z papierami, zapewne po to, żeby się na forum chwalić :lol: - że jestem pewna, iż dokładnie wiesz, o które pytanie mi chodziło, tylko odpowiedź mogłaby być niewygodna...

Daruj sobie też tych gwałcicieli, pedofilów i inne jednostki, już napisałam o co lata w tej całej dyskusji, a cytat Katza wrzucę sobie w podpis... tak pięknie oddaje to co myślę... :roll:

Posted

behemotka napisał(a):


Tylko że doświadczenia wpływają na poglądy. Vide: rodzicielstwo (hormony, imperatyw biologiczny, instynkt opieki nad potomkiem, te sprawy).


Już kilkukrotnie pisałam, że hormony nie mają z tym nic wspólnego, co potwierdzają wypowiedzi osób bezdzietnych...
To kwestia kręgosłupa moralnego, który kształtuje się od dziecka... i który pomaga nam odróżniać dobro od zła...


Więc już naprawdę gryzę się w język i nie odpowiadam na złośliwości.
Trudno mi w to uwierzyć, ale postaram się...

A człowiek to czym niby jest? Drzewem? Paprocią? Kamieniem?
No i postanowienie diabli wzięli... :roll:


Tylko że tu akurat w ogóle nie było pytania :lol:. Ale że sama zadajesz pytania - jak twierdzisz, głupie - to co mi tam.
A ty z rozkoszą podpinasz się pod cudze, ironizując i ciągnąć temat...
Generalnie wolę jak mi ktoś prosto "w oczy" (przez monitor chyba raczej ;) ) powie to i owo, niż takie owijanie goowna w papierek...

Natomiast nie bardzo rozumiem, jak to:
To tak szczegółowo, natomiast zasadnicza odpowiedź na wydźwięk tych pytań (poza: "Przestań wreszcie wpychać nos i buty w życie innych ludzi, a zajmij się dla odmiany swoim" ;-))
ma się do tego:
Natomiast owszem, źle bym się ze sobą czuła, płacąc pieniądze za wymarzonego psa, np. rasowego. Przyjemnościami, które pomagają mi utrzymać się w rozsądnej kondycji psychicznej i dzięki temu robić coś sensownego ze swoim życiem, są książki, układanki, piwo :lol: etc. Tym niemniej pojmuję, że ten wymarzony pies może być przyjemnością dla człowieka o odmiennym zestawie priorytetów. Jego prawo.
To jakieś "inne wtrącanie się"? Czy też jednym wolno, a innym nie?


Komentować nie zamierzam - bo niby jak? tak żenujące, że zęby bolą :roll:. Cytuję tylko do ew. interwencji moda.
Współczuję moderatorom, jeśli mają kilkanaście takich zgłoszeń dziennie...
Mnie się nie chce, Twoje chamskie komentarze starannie ignoruję...

Posted

arielka186 napisał(a):

Aha- chętnych do oceniania konkretnego przypadku- psa który ugryzł dziecko- zapraszam na wątek Kodiego- już od dwóch tyg. tam nie zaglądam, ale zapewne dyskusja toczy się dalej. Tam nie ma hipotytecznej sytuacji- jest pies z którym nie wiadomo co zrobić (tzn czy eutanazja czy praca nad nim z pomocą fachowców), jest pogryzione dziecko którego ojciec nie dopilnował najwyraźniej agresywnego psa ( dodam tylko, że w mieszkaniu w którym było dziecko, był też pies zamykany...w łazience i szkolony na agresję- pies w typie amstaffa, u których to agresji nie powinno się rozbudzać). Ojciec, który swoją nieodpowiedzialnością doprowadził do tragedii, pozostaje bezkarny. Swoje słowa kieruję min do Filadendron, która z tego co pamiętam była obecna na tamtym wątku. Naprawdę i w tamtym przypadku nie uważasz że winy- czy uzasadnienia- należałoby szukać w człowieku, który był odpowiedzialny za psa i za dziecko? Czy aż tak mało miał "ów pan" wyobraźni jak się może zakończyć jego "tresura"?

Nie kojarzę tego wątku - to jakaś świeża sprawa czy stary wątek? Oczywiście, że jeśli rodzic pozostawia dziecko z agresywnym psem to znaczy, że ma nie do końca równo pod sufitem. Samo szkolenie amstafa w kierunku agresji na to wskazuje. Co nie zmienia faktu, że jestem za usypianiem psów, które dotkliwie pogryzły (abstrahując od ich winy, której nie ma).

behemotka napisał(a):

Skoro już przypisujesz mi takie doprawdy abstrakcyjne poglądy, wypadałoby swoje wnioski podeprzeć choćby drobnym konkretem. Na jakiej podstawie odnosisz takie wrażenie?


Na podstawie lektury Twoich wypowiedzi oczywiście, bo niby skąd? Przykro mi, ale tak to odbieram. Nie podoba mi się postulat karania rodziców dziecka nie tylko dlatego, że już ponieśli najwyższą karę. Również dlatego, że wina obu stron jest niewspółmierna. Każdy luzem biegający pies stanowi zagrożenie - to drapieżne zwierzę. 5-letnie dziecko nie stanowi żadnego zagrożenia, chyba że dla samego siebie. Ty uważasz, że obie strony poniosły winę w tym samym stopniu. Gdybym spuściła ze smyczy lamparta, też Twoim zdaniem byłaby taka sama po obu stronach. Gdybym nosiła nabitą broń, podeszło by dziecko i pociągnęło cyngiel to chyba też, skoro uważasz, że dziecko, które podejdzie do psa, dotknie go i zostanie ugryzione to powód, żeby się powoływać na artykuł 78 kw. Przecież to absurd jakiś. Pies to pies. Tylko pies - drapieżnik, w którego zupełnie naturalnym systemie komunikacji leżą także zachowania agresywne. Nie rozumiem, jak trzy wałęsające się po wsi psy mogą być stawiane na tym samym poziomie winy/zagrożenia, co dziecko na placu zabaw. Policja też widać nie rozumie, skoro nie postawiono rodzicom zarzutów. Tak jak nie postawiono zarzutów rodzicom Noemi - wtedy też połowa forumowiczów uderzała w takie tony - że jak to możliwe, żeby pięcioletnie dziecko w restauracji samo poszło do toalety. A gdy w Łęcznej przywiązany pod sklepem pies pogryzł trzylatka, to też była wina matki - za blisko przechodziła. O ile wiem, jej też nie postawiono zarzutów. Miejsca publiczne mają być wolne od niepilnowanych psów - całkowicie i bezwarunkowo.
A nade wszystko nie podoba mi się stawianie życia/zdrowia psa nad życie/zdrowie człowieka. I przeraża. I nie wiem, jak Ci wytłumaczyć dlaczego - skoro mój system wartości daj się podciągnąć pod szowinizm gatunkowy, to widocznie nie da się tego wytłumaczyć. Skoro etyka, wartość wsobna człowieka i sumienie stają się pojęciami rozciągliwymi niczym przysłowiowa guma od majtek, to już tylko pozostaje mi powiedzieć, że chyba jestem atawistyczną samicą, która - w stanie ogólnie pojętego dobrobytu - troszczy się nie tylko o swoje, ale także o potomstwo innych matek. Na to wychodzi. Nie rozumiem i nie akceptuję stawiania zwierząt ponad człowieka, dziecko zwłaszcza, ani nawet nie akceptuję zrównania wobec prawa jeśli chodzi o odpowiedzialność w omawianym tu przypadku - w żadnym wypadku, w którym zagrożone jest życie lub zdrowie człowieka. Trudno - jakoś musisz sobie z tym poradzić.
Jeśli o mnie chodzi, to odpinanie tej części wątku w osobny wątek nie jest konieczne (chyba że dla uporządkowania), bo ja już skończyłam. Zresztą dla mnie to wcale nie jest aż taki off top. Za każdym razem, gdy do nas podbiega niepilnowany pies, za każdym razem gdy przyatakuje nam psa jakiś taki podbiegacz i za każdym razem, gdy czyjeś dziecko zostanie skrzywdzone przez cudzego psa, można się zastanawiać, czy to chamstwo czy bezmyślność i czy bezmyślność nie jest pewnego rodzaju chamstwem a chamstwo - bezmyślnością i brakiem empatii.

Posted

Arwilla napisał(a):
Nie wiem, jak z postępowaniem, ale na interwencję mają zakichany obowiązek przyjechać, nawet jeśli dzwoni osoba anonimowa...
Inaczej jest to odmowa przyjęcia interwencji...zgłosiłabym to wyżej...


Z tego co wiem, policja przynajmniej raz przyjechała, pouczała. Czy dali mandat nie wiem; tak czy siak efekt interwencji jest zerowy.

ojasia napisał(a):
Nie jest konieczne przedstawienie się przy zgłoszeniu. Dyżurny ma obowiązek zgłoszenie przyjąć, wysłać patrol, który (w porozumieniu z oficerem dyżurnym) zdecyduje, co dalej robić.
Skargę należy złożyć na piśmie, koniecznie z podaniem daty i najlepiej godziny zgłoszenia. Ja bym nie odopuszczała.

arielka186 napisał(a):
Przy zgłaszaniu spraw do "Straży Dla Zwierząt" warto również zapytać o nazwisko przyjmującego zgłoszenie... Czuje się wtedy- wiadomo- bardziej odpowiedzialny za podjęcie odpowiednich działań.


Przekażę i dziękuję. Moja matka raczej nie odpuści, bo ona niestety boi się obcych psów, a w tym momencie ma duszę na ramieniu za każdym razem kiedy wraca do domu z zakupami, choć akurat jej jeszcze ta suka nie zaatakowała...

arielka186 napisał(a):

Aha- chętnych do oceniania konkretnego przypadku- psa który ugryzł dziecko- zapraszam na wątek Kodiego- już od dwóch tyg. tam nie zaglądam, ale zapewne dyskusja toczy się dalej. Tam nie ma hipotytecznej sytuacji- jest pies z którym nie wiadomo co zrobić (tzn czy eutanazja czy praca nad nim z pomocą fachowców), jest pogryzione dziecko którego ojciec nie dopilnował najwyraźniej agresywnego psa ( dodam tylko, że w mieszkaniu w którym było dziecko, był też pies zamykany...w łazience i szkolony na agresję- pies w typie amstaffa, u których to agresji nie powinno się rozbudzać). Ojciec, który swoją nieodpowiedzialnością doprowadził do tragedii, pozostaje bezkarny. Swoje słowa kieruję min do Filadendron, która z tego co pamiętam była obecna na tamtym wątku. Naprawdę i w tamtym przypadku nie uważasz że winy- czy uzasadnienia- należałoby szukać w człowieku, który był odpowiedzialny za psa i za dziecko? Czy aż tak mało miał "ów pan" wyobraźni jak się może zakończyć jego "tresura"?


Czytam ten wątek od początku i nie zauważyłam ANI JEDNEGO posta, w którym ktokolwiek choćby zasugerował winę psa w zaistniałej sytuacji. To oczywiste, że osoba która doprowadziła do sytuacji powinna zostać ukarana - a wg mnie pies uśpiony, ale nie dlatego, żeby go ukarać czy dlatego że był winny - ale dlatego, że zawsze będzie stanowił zagrożenie dla otoczenia. I to nie tylko moja opinia...

Posted

Martens- nie chodziło mi o szukanie winy w psie. Chciałam tylko napisać, że tutaj ludzie rozważają wymyślone scenariusze i mają b. dużo do powiedzenia nt. etyki, moralności. Może na tamtym wątku-mając przed sobą konkretny przypadek- "wnieśliby coś do sprawy"? Chodziło mi tylko o to, reszta to już mój osobisty komentarz...

Posted

filodendron napisał(a):
Nie kojarzę tego wątku - to jakaś świeża sprawa czy stary wątek? Oczywiście, że jeśli rodzic pozostawia dziecko z agresywnym psem to znaczy, że ma nie do końca równo pod sufitem. Samo szkolenie amstafa w kierunku agresji na to wskazuje. Co nie zmienia faktu, że jestem za usypianiem psów, które dotkliwie pogryzły (abstrahując od ich winy, której nie ma).

Moment- po pierwsze przepraszam za pomyłkę, bo wydawało mi się, że właśnie z tamtego wątku Cię kojarzę. Za chwilę Ci go podlinkuję.
Jeżeli poniższe słowa kierujesz do mnie, to bez obaw- mam podobne zdanie- tzn też boję się niebezpiecznych psów biegających luzem, takie rzeczy nie powinny się dziać. I to nie boję się o siebie, ale o bliskich- o dzieci z mojej rodziny, o moje psy- bo mam staffordkę ale raczej "kluskowatą" a do tego 3 małe psy.
Jednak jeżeli chodzi o tamto zdarzenie- czy można nazwać odpowiedzialnym RODZICA, który w mieszkaniu, gdzie są małe dzieci, trzyma mieszańca amstaffa szczutego na ludzi i kierowanego na agresywne zachowanie? Pies całymi dniami siedział w łazience. Co do policji- facet pewnie poniesie jednek jakieś konsekwencje, jednak sprawa jest w toku i nie ujawnia się publicznie szczegółów więc na tę chwilę nic nie wiadomo-podobno ma jednak stanąć przed sądem. W zw ze zdarzeniem możnaby uznać go za mającego mocne problemy z oceną sytuacji- co pewnie będzie okolicznością łagodzącą.
Tamta tragedia- straszne pogryzienie 4-ro latka- rozegrała się w domu- bo żona "pana" nieopatrznie wypuściła psa z łazienki w której siedział zamknięty cały czas... Nie znajduję na to słów, emocje na tamtym wątku były bardzo silne, tak bardzo, że w końcu szczerze mówiąc- przerosło mnie to psychicznie (chodziło o to, żeby grupa dogomaniaków decydowała, czy pies-Kodi, ma dostać morbital, czy dożywotnie miejsce w "hoteliku")... Nie chcę wracać do tej dyskusji- moim zdaniem nie my- jako grupa ludzi zalogowanych na jednym forum- powinniśmy podejmować takie decyzje! Poszperam chwilę w komputerze i wkleję link.
www.dogomania.pl/threads/207610-Kodi.-Zastrzyk-%C5%9Bmierci-ju%C5%BC-na-niego-czeka.-Ratujmy-Go!-Zbieramy-deklaracje-na-hotel.?highlight=KODI
edit: Może tylko sprostuję jeszcze, że wklejając tu ten link, bynajmniej nie jestem za tym, żeby grupa ludzi -Dogomaniaków- decydowała o tym, jak powinny się potoczyć losy psa... Ale ja już swoją opinię napisałam na tamtym wątku- wklejam go, bo może niektórych zainteresować...

Posted

dorosły człowiek tym różni sie od niedorosłego, że, przemyśliwuje czy nie ew. konsekwencje własnych czynów, to te konsekwencje ponosi.

ludziska wiedza tyle, że ttb sa silne i "bojowe", więc sobie myślą, aha, bojowy, to ja go wytresuję na groźnego. ten facet to gówniarz, niebezpieczny gówniarz - bo &***&^R wiedział o rasie, a jeszcze mniej o tym, jak się szkoli psa. taki człowiek nie umie wnioskować - dla niego pies jest pies, tyle że jeden bardziej silny - jaka tam psychika, jakie predyspozycje, panie, toż to jakieś głupie gadki idiotów są, pies, jaki jest, każdy widzi. co gorsze, facet hazardował tu bezpieczeństwem własnej rodziny. oh tak, pewnie to dziecko bardzo kocha, ale jednoczesnie jest totalnie nieodpowiedzialny. powinien ponieść konsekwencje, co tu duzo kombinować. niemniej jednak łatwo sobie wyobrazić sytuację (wyparcie), że cała rodzina pomniejszy jego odpowiedzialność za stworzenie psa, który atakuje własnego domownika, w dodatku szczeniaka.

co do losu kodiego - ktoś sensownie napisał, że to przeogromna odpowiedzialność obserwacja i wydanie wyroku - jakiegokolwiek.
niemniej jednak - ile w polsce jest bezdomnych bez takiej karty, jak kodi? któryś z nich nie dostanie domu, bo poświęcimy dużo sił dla kodiego. nie wiem, czy w obecnej sytuacji stac nas na takie gesty, niestety.

beznadziejnie jest na tej planecie pourządzane. za łatwo się godzimy na sytuacje, w których ogromna odpowiedzialność psiego opiekuna za wyrządzone przez psa szkody jest kwitowana praktycznie niczym. przecież to kolejna taka historia i nie następuje żadne wnioskowanie, że halo, coś tu jest nie tak z ludźmi, jeśli nie potrafią wyuczyć posłuszeństwa zwykłego, udomowionego ssaka. kto tu jest "naczelnym"??
ile psów jest genetycznie bardzo agresywnych, bardzo niebezpiecznych, szalonych? to my tworzymy te potwory. nikt nie wpada na pomysł, że zle traktowanie, a i nieodpowiednie traktowanie skrzywia zdrowe psychicznie psy. i dalej, kto żyw na giełdę po amstaffa z domowej hodowli. a państwo wniosków też nie wyciagnie, nie ureguluje spraw hodowli, nie ureguluje spraw związanych z dostępnością psów dla każdego, z łańcuchem na każdej psiej szyi na polskiej wsi. a potem przypadek, pies po latach zerwie się z łańcucha i dawaj, terroryzowac wieś. szaleniec, potwór! urodził się taki?

nie łudźmy się, nic się nie zmieni, skoro nikt nie widzi związku pomiędzy traktowaniem przez ludzi swoich własnych zwierząt i ludzkimi tragediami przez skrzywione zwierzęta powodowanymi. fakt i superekspres zrobia poczytną wierszówkę raz na jakiś czas i tyle, jeśli chodzi o dziennikarstwo.
a potwory potem są zabijane.
tak, tak, powinny, bo nie da się ich w wielu przypadkach naprawić, wiem - ale czy to czyści nasze sumienia?

Posted

http://hejter.eu/moj-kotek-jest-taki-slodki/

W Polsce jest zajebiste prawo, że można strzelać do tych szkodników jeżeli są dalej niż 100m od domów. Często z kumplem jedziemy gdzieś pod miasto polować na psy i koty, które s*******iły właścicielom. Zajebiście potem się patrzy jak posiadacze tego ścierwa rozpaczają To dużo lepsze niż strzelanie do jakichś sarenek czy dzików. Fajniej poluje się tylko na czarnuchy, ale po to trzeba zapierdalać do Afryki bo u nas niestety to na razie nielegalne.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...