motyleqq Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 anka11 napisał(a):Oczywiście to nic, że właśnie jej piesek zrobił goowno pod moim balkonem :) i oczywiście pani nie posprzątała? ;) Quote
Gosia9712P Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 ewunian napisał(a):a co ty jakieś fanaberie wygadujesz -psy na wsi na smyczach prowadzić? No kto to widział! Paniusia się znalazła! (to bez uszczypliwości, z żartem, zaczerpnięte od stałego repertuaru z moich rodzinnych, sielsko-wiejskich stron).... "kto na wsi psy na spacer wyprowadza", "pies jest od pilnowania, nie od bawienia", "wieś to nie miasto"... No dokładnie! Jak jeżdżę czasem do dziadków na wieś, to mój pies na smyczy furorę robi. I ludzie gadają do siebie "Widzisz, widziiisz, taki to na sznurku musi być wyprowadzany, coby nie 'łudziek'(uciekł)". Albo lepsze "łolaboga, co te miastowe znów powymyślały, psa zabawkę kupili" :lol: A jak idę z psem na boisko i się z nim bawię, to już w ogóle tak się gapią, jakbym z innej planety była ;) Quote
anka11 Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 motyleqq napisał(a):i oczywiście pani nie posprzątała? ;) oczywiście, że nie :) Quote
anorektyczna.nerka Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 Motyleq i jeszcze się dopytujesz? A ja dzisiaj się dowiedziałam, że jestem modną paniusią i mam husky bo taka moda >.> Założyłam sobie buty na wysokim obcasie, żeby je rozchodzić i od razu zostałam tak oceniona. Co najlepsze dowiedziałam się tego od dresiary z przetłuszczonymi włosami i okroszczoną twarzą, która prowadziła jakiegoś labopodobnego psa. Ja nie wiem, cyz jets jakiś rozdział, że na specary mam chodzić jak fleja a do ludzi mogę się ubierać jak chcę? I od kiedy ubranie roi ze mnie kretynkę kupującą psa pod kolor. Quote
motyleqq Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 może zazdrościła Ci wyglądu :evil_lol: ja zazdroszczę, nie mogę się doczekać momentu, w którym Etna będzie tak ładnie chodzić na smyczy, że spacer na obcasach nie skończyłby się jakimś wypadkiem :D Quote
Sybel Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 Niby moi panowie grzeczni, a Felek chodzi luzem (bo się pilnuje, 5 metrów odejdzie i wpada bohatyr w panikę), ale nie odważyła bym się obcasów założyć... Raz założyłam i musiałam akurat skręcić, bo pies szedł - buty po kostki w błocie... Oł jeee... Quote
Martens Posted March 29, 2011 Posted March 29, 2011 Dla mnie i bez psa chodzenie w obcasach to zagrożenie zdrowia (i życia :evil_lol) pomijając, że ze swoim wzrostem i w szpilach wyglądałabym jak wieża Eiffla :lol: Buc też nie grzeszy delikatnością, pewnie jeden jego żywiołowy odpał i bym leżała ;) Quote
zaba14 Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 Pies i obcasy? To wszystko zależy jeśli ma się bardzo grzecznego psa, lub bardzo małego to spoko, ale jak chodzi się rzadko w obcasach (ja :D ) i ma się rozbrykanego stwora (mam :D ) to to może skończyć się tragicznie :D raz po imprezie ją wzięłam, ale że był środek nocy to bez smyczy bo wolałabym być cała :D Quote
motyleqq Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 wiecie, ja widziałam raz dziewczynę na obcasach z chow-chow'em i szli razem tak elegancko, że aż im pozazdrościłam :razz: ale to jest najpowolniejszy i najmniej energiczny pies jakiego poznałam ;) Quote
corrida Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 Jeśli by tak pomyśleć, to biorąc po uwagę moje bezpieczeństwo jest dla mnie bez różnicy, czy założę obcasy czy buty na płaskiej. Dostałam od losu taki zapas wdzięku i gracji, że nawet idąc po równej powierzchni w adidasach potrafiłam sobie skręcić kostkę ;). Niemniej jednak na spacer z psem szpilek nie odważyłabym się włożyć. Raz, że przy moich uciągowcach (obecnym i byłym) to wręcz proszenie się o klopoty. Idzie sobie takie mini bydle niby spokojnie i grzecznie, a tu nagle jak szarpnie, to ręka prawie z barku wyrwana ;) Warto więc mieć solidne oparcie w butach. Dwa, że biorąc pod uwagę trasę moich spacerów (zwłaszcza tych dłuższych) zwyczajnie w świecie szkoda mi butów (reszty ubrań również). Quote
filodendron Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 A ja ufryzowałam sobie "pundla" na lwa i tak nam podskoczył współczynnik wgapialności na spacerach, że aż mnie kusi, żeby szpilki założyć do kompletu :D Tylko, że nie mam ani jednej pary, niestety :) Quote
gops Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 ja rowniez nie zaryzykowalabym spaceru w szpilkach i moja suka na smyczy :lol: juz sobie to wyobrazam.. ja z psem na dlugi spacer chodze ubrana inaczej (dres albo bojowki i luzna bluza), bo wiem jak to sie konczy gdy ubiore sie normalnie ;) wystarczy 15min zeby cale spodnie miec w blocie bo pies skacze na mnie z rozbiegu w przyplywie radosci , tak samo psa ubieram inaczej na dlugi spacer po parku niz w miasto (w miasto obowiazkowo kagan,kolce i krotka smycz) z chamskich sytuacji ubieglego tygodnia napisze tylko jedna bo bym musiala z 5 postow zajac :roll: wracam z suka z rynku z zakupow , juz pod samym blokiem rozejzalam sie i chcialam ja puscic zeby sie zalatwila bo nie widzialam nigdzie zadnego psa ale mialam jakies zle przeczuce od rana i jednak nie zrobilam tego , chodzac po trawniku pod blokiem i pozwalalam suce wachac nagle widze jak drzwi z klatki naprzeciwko otwieraja sie, wybiega na oko 30kg pudlica krolewska biala i leci prosto na nas z zebami na wierzchu ! znam ja to nasza sasiadka , nie lubia sie z moja suka, i zawsze ja puszczaja bez smyczy chociaz nie raz im zwracalam uwage , pudlica dobiegla , moja sie odrazu odwrocila i zaczely sie kotlowac , bylam sama , wlasciciel sobie spokojnie wrocil do domu nie czekal nawet na psa w klatce.. po jakis 20sec pudlica zaskowyczala i uciekla za blok , obejzalam moja procz powyrywanej siersci i malej ranki byla cala , ale na szyi zobaczylam krew , krew pudlicy, moja byla w kolczatce akurat bo wrocilysmy prosto z miasta wiec napewno pudlica pokaleczyla sobie morde o kolce , i moze dzieki temu moja suka nie ma wiekszych obrazen , a zeby bylo jeszcze lepiej wrocilam do domu a pod wieczor wyszlam z suka na dluzszy spacer na pola , pod blokiem jak wyszlam z klatki zaczepil mnie wlasciel pudlicy ze on wszystko widzial przez okno i ja mu bd peniadze oddawac za weterynarza bo jego suka ma rany na pysku i szyi ( na szyi pewnie moja ja zlapala) oczywiscie wysmialam go i powiedzialam ze nastepnym razem to ja nagram jak jego pies bez smyczy i nawet obrozy biga po osiedlu i dostanie mandat, troche sie poklocilismy i poszlam , jak wracalam pod blokiem widze tego samego faceta z pudlica znowu bez smyczy ! na szczescie facet ma refleks i zdazyl psa zlapac za skore ;) przez ponad 2 lata od kiedy mam sucz spotkalam ich moze z 5 razy w zyciu bo zawsze zanim wyjde z domu wygladam przez okno czy nic bez smyczy nie biega po osiedlu co moze podbiec , i wszystkie 5 razy ta suka podbiegla do nas w celu zagryzienia mojej ( dobrze ze to duzy pudel a nie jakis ttb bo pewnie mialabym juz po psie) ;) Quote
corrida Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 filodendron napisał(a):A ja ufryzowałam sobie "pundla" na lwa i tak nam podskoczył współczynnik wgapialności na spacerach, że aż mnie kusi, żeby szpilki założyć do kompletu :D Tylko, że nie mam ani jednej pary, niestety :) zawsze możesz sobie sprawić jedną parę na takie 'wyjścia' :cool3: Najlepiej pod kolor obróżki. ( Ja mam amarantowe kalosze w panterkę - w tej samej tonacji co smycz mojej małej :evil_lol:. Chociaż to akurat przypadek, bo w momencie kiedy na szybko szukałam obuwia na mokre dni i bagniste tereny znalazłam tylko takie) Quote
motyleqq Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 ja mam szelki w tym samym kolorze co moje torebki :D tylko, że zwykle nie biorę torebki na spacer;) Quote
awaria Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 Odkąd moje psiska podrosły (mają już ok roku) i nabrały masy to też wzbudzam nie lada sensacje kiedy wyprowadzam je sama :cool3: Na smyczach chodzą bardzo grzecznie, nie fruwam za nimi, czasami młody szarpnie, żeby coś powąchać, ale nie wyrywa mi przy tym ręki ze stawu, z psami mijamy się w kontrolowanej ekscytacji :p Jednym problemem są podbiegacze, te przyjazne, zapraszające do zabawy, bo po 0,5 s mam już węzeł gordyjski na smyczach. ... a i tak słyszę komentarze, że jak będą chciały kogoś ugryźć/zabić, to ich nie utrzymam, że na pewno ważą więcej ode mnie, że kto to widział, żeby dziecko (mam 24 lata) z takimi psami puszczać :p I z reguły mówią to ludzie, których super grzeczny labek ciąga po krzakach, tudzież równie ogarnięty hasior wywleka na środek jezdni :razz: Quote
Bastylia Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 To ja kiedyś wyprowadziłm sąsiadki psa w typie wyrośniętego DONK'a, w kagańcu i na smyczy. (była chora więc poszłam na spacer) Szłam jeszcze z koleżanką. Pies sobie węszy spokojnie, widziałam już, że zbliża się Beagle i jest bez smyczy i kagańca. Zrobi coś czy nie - nie ważne, ważne, że "nasz" pies nie lubi innych psów na spacerze i się rzuca (tak, jest nie wychowany) niezależnie od ich płci. Już widzę, że nasz Donk się przyczaił i nic dookoła go nie interesuje tylko owy Beagle. Za Beaglem szła młoda dziewczyna, która miała w "łapie" smycz i chyba rozmyślała o nieb.migdałach. Ja już cała w nerwach bo kundel jej biega luźno, koleżanka też cała wkurzona, podlatuje Beagle i coś burczy, szczeka, ja ledwo utrzymuję 45kg psisko i krzyczę do "paniusi" "że psy to się na smyczy wyprowadza, weź go!", a ona "no właśnie!", ja mówię "NO WŁAŚNIE , zabieraj go i to już!". Generalnie nie wiem co to miało znaczyć z jej strony "no właśnie"... żaden konkretny argument na obronę... Bezmyślność ludzka nie zna granic... Quote
Saththa Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 [quote name='Bastylia']To ja kiedyś wyprowadziłm sąsiadki psa w typie wyrośniętego DONK'a, w kagańcu i na smyczy. (była chora więc poszłam na spacer) Szłam jeszcze z koleżanką. Pies sobie węszy spokojnie, widziałam już, że zbliża się Beagle i jest bez smyczy i kagańca. Zrobi coś czy nie - nie ważne, ważne, że "nasz" pies nie lubi innych psów na spacerze i się rzuca (tak, jest nie wychowany) niezależnie od ich płci. Już widzę, że nasz Donk się przyczaił i nic dookoła go nie interesuje tylko owy Beagle. Za Beaglem szła młoda dziewczyna, która miała w "łapie" smycz i chyba rozmyślała o nieb.migdałach. Ja już cała w nerwach bo kundel jej biega luźno, koleżanka też cała wkurzona, podlatuje Beagle i coś burczy, szczeka, ja ledwo utrzymuję 45kg psisko i krzyczę do "paniusi" "że psy to się na smyczy wyprowadza, weź go!", a ona "no właśnie!", ja mówię "NO WŁAŚNIE , zabieraj go i to już!". Generalnie nie wiem co to miało znaczyć z jej strony "no właśnie"... żaden konkretny argument na obronę... Bezmyślność ludzka nie zna granic... Może szła i myślała ale nie o niebieskich migdałach tylko, ze czegos nie zrobiła :D Twój argument: że psy to się na smyczy wyprowadza, weź goUzmysłowił jej o czym zapomniała i stąd reakcja: no właśnie :D Przepraszam nie mogłam się powstrzymać ale teraz to ma trochę sensu :evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol: Quote
Amber Posted March 31, 2011 Posted March 31, 2011 Dzisiaj to się wkurzyłam. Idę na łączkę, przez małą polankę, a potem wąską ścieżką. Pies na smyczy. Zza krzaków widzę, że idzie jakaś babka z wielkim kundlem na smyczy w kolczatce (ale bez kagańca), więc asekuracyjnie przepinam Jariego na kantar... no i idziemy dalej. Babka nas zobaczyła i stanęła, więc i ja stanęłam, odsuwając się na bok ścieżki i mówiąc: niech pani przejdzie. A babka do mnie tekst, który mi krew w żyłach zagotował "pani to się cofnąć musi, bo ja swojego nie utrzymam" :diabloti: Nie będę dyskutować o bezcelowości prowadzania na spacery psa, którego nie można utrzymać i to jeszcze bez kagańca, więc mówię do niej już mniej grzecznie "ja się nie będę specjalnie cofać kawał drogi na polankę, bo pani swojego psa nie może utrzymać" i schodzę jeszcze bardziej na bok, stojąc po kolana w suchych, kujących krzaczorach. Jari wyczuł moje zdenerwowanie i zaczyna się kręcić, a babka do mnie "a pani to też swojego przecież nie utrzyma" :diabloti: przy czym trzymam smycz w 1 ręce, pies na kantarze przy mnie, mówię do niej "ja go jak pani widzi jedną ręką trzymam, jest w kantarze, niech już pani idzie". Baba w końcu zapierając się poszła sobie środeczkiem ścieżki. Jak wylazłam z tych krzaczorów to zobaczyłam na łące znajomą z Cane Corso i jej mówię całą historię, a ona, że tą babę zna, że pies jest ekstremalnie agresywny, zaczepia i jej pies miał z tamtym zderzenie, całe szczęście przez płot. Okej, rozumiem, można mieć agresywnego psa, ale nie powinno się o to mieć pretensji do całego świata i zmuszać innych do ustępowania drogi. Quote
Bastylia Posted March 31, 2011 Posted March 31, 2011 a pani to też swojego przecież nie utrzyma" Ja nie wiem skąd te babki wszystkie takie pewne, że się własnego psa nie utrzyma... wszechwiedzące kurde! I jeszcze trzeba im się cofnąć bo sobie z własnym psem nie radzą... Oj wiecie co, ja to jakieś kropelki uspokajające bym musiała brać przed spacerkiem z psem ;) heh. Quote
motyleqq Posted March 31, 2011 Posted March 31, 2011 ja się wczoraj dowiedziałam, że ponoć jakieś babki na trawniki zatrute mięso rzucają... jakiś pies już po operacji:shake: a Etna wszystko zbiera co się da... Quote
Litterka Posted March 31, 2011 Posted March 31, 2011 motyleqq napisał(a):ja się wczoraj dowiedziałam, że ponoć jakieś babki na trawniki zatrute mięso rzucają... jakiś pies już po operacji:shake: a Etna wszystko zbiera co się da... Pozostaje kaganiec i niespuszczanie psa z oka:( Współczuję:( Quote
Merrick Posted March 31, 2011 Posted March 31, 2011 Dzisiaj byłam na spacerze w parku z samym Baldurem. Ja sobie spokojnie szłam a on biegał wokoło mnie i cały czas patrzył czy przypadkiem mu nie znikam z oczu ;). Doszliśmy na łąkę, a tam stał młody mężczyzna i obserwował swojego psa, który szalał po trawie. Baldur uradowany podbiegł do pieska. Piesek był średniej wielkości, trochę mniejszy od Baldura, biały i lokaty. Baldur położył przednie łapki przed siebie i zaczął woofać, żeby skłonić kolegę ( okazało się, że jednak koleżankę ) do zabawy. Facet krzyknął do mnie że mój pies zaraz zaatakuje jego bo na niego warczy. Odpowiedziałam, że Baldur ma cztery miesiące i chce się pobawić, że to wcale nie jest warczenie, tylko zaczepka żeby suczka się włączyła do zabawy. Suczka odszczeknęła się Baldiemu i zaczęli się gonić. Najpierw to ona biegła za nim, a on uciekał slalomem. Potem rolę się zmieniły i Baldur pognał za suczką. Wtedy facet porwał na ręce swojego psa i powiedział że on wie lepiej, że ten ''kundel'' zaraz dziabnie jego psa, tak się dokładnie wyraził. Popukałam się w czoło i poszłam. Na szczęście parę minut później spotkaliśmy 5-miesięcznego rottweilera, z którym Baldur szalał przez następną godzinę :). Niektórzy ludzie to naprawdę kretyni... Quote
puchu Posted March 31, 2011 Posted March 31, 2011 Dzisiaj się dowiedziałam, że to że spasiony golden chce zgwałcić moją kilku kilową sunię, która z piskiem przed nim zwiewała to nic takiego, bo on łagodny i nic nie zrobi... Reakcji psa na wołanie właściciela oczywiście brak. Quote
evel Posted April 1, 2011 Posted April 1, 2011 puchu napisał(a):Dzisiaj się dowiedziałam, że to że spasiony golden chce zgwałcić moją kilku kilową sunię, która z piskiem przed nim zwiewała to nic takiego, bo on łagodny i nic nie zrobi... Reakcji psa na wołanie właściciela oczywiście brak. Aaaaa, bo widzisz, taki to na pewno nic nie zrobi. Ja tam w takiej sytuacji biorę psa za szmaty i odrzucam do właścicieli - miny bezcenne :diabloti: Ale mój pies waży 10kg, a tamte zazwyczaj około 40, bo zwykle to labradory z jądrami zamiast mózgów... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.