Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Niestety Luśka ma lęk przed dziećmi. Kiedy miała 5 miesięcy i chodziła po trawce na smyczy , a ja się na chwilę obróciłam bo musiałam coś wziąć ,podbiegł do niej syn sąsiadów i chwycił ją za szelki i skórę, a następnie podniósł .Były to dosłownie sekundy, a jak usłyszałam pisk Lusi natychmiast się obróciłam i odepchnęłam lekko tego bachora . Ogarnęła mnie wściekłość , kiedy zobaczyłam ojca tego dziecka , który stoi na chodniku i się śmieje . Próbujemy jakoś Luśkę przekonać do małych dzieci i jakieś efekty są , ale bardzo małe . Jak dobrze , że teraz mam lubiących psy sąsiadów , którzy mają małe dziecko i uczą je jak głaskać psa itp . To dzięki nim Luśka się powoli przekonuje :)

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Tatuś byłby wtedy wielce oburzony , ale siostra tego chłopca boi się psów i matka od najmłodszych lat uczy ją , żeby nie głaskać ani nie podchodzić do żadnego psa , nawet jak właściciel mówi , że nie jest groźny to i tak każdy pies to wcielenie szatana ( według niej psy w każdej chwili mogą cie ugryźć itp.) . Rozumiem , że trzeba przy psach być ostrożnym , ale wmawiać dla dziecka , że pies to samo zło?? Ta dziewczynka ma teraz 8 lat i panicznie boi się psów :(

Posted

evel napisał(a):
Czy strażnicy w rzeczywistości sprawdzają, czy ktoś panuje nad psem? Co musiałabym zrobić, żeby im udowodnić, że mój pies nie jest wielbłądem i mam nad nim kontrolę?


Spotkałam się z sytuacją, że sprawdzają. :cool3: Ale pies faktycznie był nieźle wyszkolony. Wszelkie komendy z radością wykonywał. I straż miejska odpuściła mimo, że pies był bez kagańca i nie na smyczy. Ale już dość wiekowy był psiak (golden).

Posted

Nie no kurde mać, trzymajcie mnie!
Skończyłam lekcje i postanowiłam pojechać do domu mojego chłopaka po Iwana, zabrać go na spacer i pójść po niego do szkoły, ponieważ kończył dwie godziny później niż ja. Tak też zrobiłam. Fajne słoneczko, chodziliśmy parkami z Iwankiem, wszystko super. Gdy przystanęliśmy na chwilę na takim zielonym placu, gdzie się spuszcza psy, podszedł do nas jakiś straszy facet i pyta się, czy te psy to groźne są, bo na jego drodze do pracy rano psy biegają i on się boi, że go pogryzą, a tak to się na psa rzucą, a nie na niego. Rozmowa trwała, próbowałam do rozumu przemówić, a on się tylko patrzył na Iwana.
Nagle pyta, czy zapnę Iwana na smycz a on go TROCHĘ PODRAŻNI, żeby zobaczyć jak Iwan reaguje na takie rzeczy. Na początku uznałam, że on żartuje i powiedziałam, że nie radzę. Okazało się jednak, że on tak na serio.. Szczena mi opadła i nie wytrzymałam. Powiedziałam mu, że powinien się leczyć, zawołałam Iwana i poszłam. Krzyczał coś później, że i tak sobie takiego kupi itd. ale uznałam, że nie będę się nawet obracać.

Takich ludzi to kastrować tylko..

Posted

Dziś na spacerze podbiegł do Jaskiera jakiś taki młody shih tzu. Bez smyczy rzecz jasna. Niby nic, pełno tu takich historii, ale głupota ludzi mnie poraża. Nie jestem w stanie pojąć, jak można puścić nieodwoływalnego psa luzem, blisko ulicy. I nawet nie ruszyć tyłeczka, kiedy ten pies podbiega nie tylko do małego Jaskiera, ale też do ONka koleżanki, który nie wiadomo, jak się zachowa.

btw niedaleko mnie, na bardzo mało ruchliwej ulicy (no ale jednak ulicy..) dwa yorki mają otwartą bramę i biegają sobie po tej ulicy. Od pewnego czasu widuję tylko jednego z nich. Dziś się dowiedziałam, że drugiego potrącił samochód i prawdopodobnie nie żyje. I nawet to nie potrafiło nauczyć ludzi myślenia i jeden z psów dalej biega luzem.

Posted

Cóż, ja ostatnio łapałam młodego posokowca, bo pańcio go wypuścił luzem z klatki... Traf chciał, że młody zobaczył kawkę na środku parkingu i zaczął do niej galopować a w tym samym czasie na parking wjeżdżały rozpędzone samochody. Głupota ludzka nie zna granic...

Posted

A mnie zawsze szokują właściciele, któzy nic a nic nie boją się o swoje psiaki. Idę sobie z Larym przy stawach, kawał bydlaka jest, po zimie jeszcze mu się przytyło więc wygląda jak labradoro-hipopotan no i podbiega do nas młody samiec beagl. Lary ma 2,5 roku, burzę hormonów i chce każdej suce i psu udowodnić swoją siłę, potęgę i męskość mimo że żaden z niego macho. Podbiega mały pierdelek, trochę się wystraszyłam bo wiem ze beagle lubią czasem obwarczeć mi psa ale ten był jeszcze głupiutki. Smycz poluzowałam by napięcia nie powodować i dać sygnał LAremu że jest ok, młody nie był pewny więc LAry to wykorzystał, najerzył się, napuszył, ogon na maxa podniósł i trach go między łapy, mały leżał na plecach z podlulonym ogonem, raczej niezadowolony z sytuacji w jakiej się znalazł a Lary obwąchując go koniecznie musiał podbudować sobie w ten sposób ego. A pańcia tego pieska co? no nic, nawet nie zwracała na niego uwagi. Nie mówię tu o histerycznym zabieraniu psa i uciekania ale chociaż kontroli by jednak nic złego mu się nie stało, jaką miała pewność że LAry go nie zagryzie a ja nie jestem psychopatką któej sprawi radochę widok walczących psów?

Posted

czytam Wasze historie to zaczynam się bać wychodzić, chociaż mnie właściwie nic złego póki co nie spotkało;) oprócz pewnej pani, nie było to wprawdzie nic strasznego, ale nerwowa jestem i nie lubię jak ktoś mi się wtrąca. z Etną chodzę zawsze na smyczy, bez wyjątku, zresztą uważam to za normalne skoro dopiero co pies się u mnie pojawił, czasem reaguje na imię, czasem nie, i jest rozbrykanym szczeniakiem. ale owa pani, przez kilka minut zabawy ze swoim psem mocno sugerowała mi, że krzywdzę psa, skoro go nie puszczam do zabawy i biegania... a wiedziała, że to schroniskowe, dopiero co wzięte szczenię. oczywiście, kiedy szła do domu, jej luźno biegający piesek w ogóle nie reagował na wołanie ;]

Posted

Skąd ja znam takie komentarze...Mój pies na osiedlu zawsze jest na smyczy i jeszcze mi się chyba nie zdarzyło przejść spokojnie, bez podbiegaczy...Czasami się spieszę i naprawdę nie mam ochoty stawać co 5 sekund, bo jakiś piesek podbiegł i koniecznie chce się obwąchać. A jak pies zaczyna skakać, zachęcać do zabawy, to oczywiście stała gadka jest: "Pani go puści, pobawią się". Zawsze odpowiadam, że na osiedlu psa nie spuszczam, i bardzo często słyszę, że przecież goldeny to dużo ruchu potrzebują itd. Owszem, zdaję sobie z tego sprawę i dlatego chodzę z psem na łąkę czy do lasu. Pewna pani powiedziała mi kiedyś, że krzywdzę psa zabierając go do lasu, bo na pewno złapie tam kleszcza, który doprowadzi do jego śmierci...

Posted

Ewa&Duffel napisał(a):
Pewna pani powiedziała mi kiedyś, że krzywdzę psa zabierając go do lasu, bo na pewno złapie tam kleszcza, który doprowadzi do jego śmierci...

skoro osiedle to zapewne niedaleko ulicy? mogłaś pani powiedzieć, że tu prędzej mógł by go zabić samochód niż kleszcz bo od kleszczy pewnie jest zabezpieczony
moja Nuka też zawsze na osiedlu jest na smyczy, a na łące ją puszczam z linką bo jeszcze nie jest odwoływalna w 100% (czasami ucieka do psów) i nadal ją tego uczę by reagowała na każde moje wołanie

Posted

vege* napisał(a):
skoro osiedle to zapewne niedaleko ulicy? mogłaś pani powiedzieć, że tu prędzej mógł by go zabić samochód niż kleszcz bo od kleszczy pewnie jest zabezpieczony
moja Nuka też zawsze na osiedlu jest na smyczy, a na łące ją puszczam z linką bo jeszcze nie jest odwoływalna w 100% (czasami ucieka do psów) i nadal ją tego uczę by reagowała na każde moje wołanie

Tak, blisko ulicy. Kiedyś jak szłam z Dufflem (pies na smyczy, przy nodze, wlókł się powoli bo był już zmęczony) to jakaś mała sunia tak się go przestraszyła że wybiegła na ulicę, całe szczęście akurat nic nie jechało, ale głupota właścicielki porażająca...Co jakiś czas ją widuję i suczka zawsze jak się czegoś przestraszy wylatuje na ulicę :shake:
Oczywiście, że jest zabezpieczony od kleszczy, ale teraz przecież kleszcze są wszędzie, minęły czasy, że były tylko w lesie...na osiedlowym trawniku pies też może go złapać.
Duffel jest odwoływalny, ale na osiedlu jest na smyczy, wiem, że to duży pies i niektórzy mogą się bać. Poza tym pod blokami jest pełno wywalonego jedzenia "dla ptaszków i kotków"...

Posted

Ja dzisiaj tak nie o innych psiarzach ale strasznie się zdenerwowałam. Szłam z psem przez zamknięty dzisiaj rynek i jest tak że ejst chodnik od strony sklepów, miejsce na postój dla samochodów i za nim też chodnik. I stały samochody ięc spokojnie idę i kiedy byłam z psem za jednym z samochodów pan zacząl cofać, biegiem odskoczyłam bo palant najechał mi na psa! jeszcze chwila a mogłoby się mu coś stać, byłam 0,5 metra od auta i nagle auto przycisnęło mi psa do nóg. Wyprułam się jak głupia, wyzwałam od najgorszych a pan nic sobie nie robił tylko wyjechał i tyle go widziałam.

Posted

no teraz taki wysyp kleszczy, że szok nuka ma dla bezpieczeństwa i obrożę i kropelki
west cioci we własnym ogródku kleszcza złapał i to zarażonego i teraz ciągle na kroplówkach leci

EDIT: trzeba było mu z pięści w tył samochodu pierdyknąć i wgnieść blachę :eviltong:

Posted

Fauka napisał(a):
Ja dzisiaj tak nie o innych psiarzach ale strasznie się zdenerwowałam. Szłam z psem przez zamknięty dzisiaj rynek i jest tak że ejst chodnik od strony sklepów, miejsce na postój dla samochodów i za nim też chodnik. I stały samochody ięc spokojnie idę i kiedy byłam z psem za jednym z samochodów pan zacząl cofać, biegiem odskoczyłam bo palant najechał mi na psa! jeszcze chwila a mogłoby się mu coś stać, byłam 0,5 metra od auta i nagle auto przycisnęło mi psa do nóg. Wyprułam się jak głupia, wyzwałam od najgorszych a pan nic sobie nie robił tylko wyjechał i tyle go widziałam.


Moja koleżanka miała dokładnie to samo... i to taxówkarz:| walnęła mu z flexi w bagażnik...

Posted

Ja dzisiaj szłam po wałach z Lucy bez smyczy(10 kg psa) i widze z przeciwka szła kobitka z labradorka suczka. Jak nas zobaczyla ta suka to zaczela ciagnac ta kobitke z calych swoich sil, a ta nie mogla jej utrzymac i musiala biec za psem zapierajac sie jakos i uchraniajac przed przewroceniem. Masakra. Oczywiscie krzyczala z daleka, ze jej suka lagodna i tylko chce sie pobawic. Lucy szla caly czas za mna przy nodze. Na szczescie ta labradorka byla w miare rozumna i jak juz przyciagnela swoja pania do nas to zrozumiala, ze Lucy nie ma ochoty na blizszy kontakt i nie zaczepaila jej na sile. Ale nie wiem co by bylo jakbym byla z moimi dwoma haszczakami.

Posted

Yhhh a ja już mam dość mojego osiedla i różnych dziwnych rzeczy, które mam okazje widzieć na co dzień :roll: Już psy, które szarpią swoich właścicieli na smyczy, widać, że nie wybiegane, nie socjalizowane (no CHYBA, w końcu może być wiele powodów...) i dlatego za każdym razem wyrywające się do moich jakby chciały je co najmniej pożreć na miejscu. Oczywiście mam prawdziwą listę ślicznych, kolorowych 'ras'. Oczywiście należą do nich laby szorujące brzuchem ziemię, beagle, których właściciele panikują bardziej na widok innych psów niż one same, mamy nawet mieszankę ttb, która bawi się ze swoją właścicielką chyba w jakieś 'human pulling', na spacerze on dusi się na obroży a kobieta jedzie za nim na swoich trampkach ;)

Ale dzisiaj już mi słów zabrakło jak wracając ze spaceru ze swoją dwójką zauważyłam pięknego, czarnego szczeniaka, który biegał chyba obok swojego domu, a widząc moje psy widocznie się zaciekawił. Widziałam już go wcześniej będąc kiedyś w parku i myślałam, że to gronek, ale teraz bardziej mi przypominał bordera, był taki typowo łysy, szczuplutki, do tego cały czarny, no i po prostu IDEALNY. Oczywiście pewnie wyrośnie na kundla, no ale trochę się tak rozmarzyłam patrząc na niego :p Maluch widocznie chciał, choć bał się podejść do moich, dlatego ja zachowałam się może trochę niepoprawnie względem właścicieli, no bo po co głupia małolata ma wtrącać nos w nie swoje sprawy i jeszcze interesować się cudzymi psami. No ale trudno, jestem chyba wścibska z natury, więc zatrzymałam się i chwilę poobserwowałam malucha, który skradał się nadal do moich, niestety jednak bał się tak samo ich jak i mnie (też mam bardzo ciekawskie psy i jak one robiły krok do niego to ten odskakiwał na trzy :p). Mam różne wielkościowo psy, więc zabrałam na bok tego większego, a wtedy mały przestał się bać i zaczął wąchać się z tym moim mniejszym. Po chwili też przekonał się do większej suki, nawet trochę do niej poskakał, pozapraszali się wspólnie do zabawy a ja nadal nie mogłam odkleić wzroku od tej czarnej cudowności. No a potem zrozumiałam, że bardzo głupio zrobiłam wgl się tam zatrzymując i tego teraz strasznie żałuje. Otóż po chwili wyszedł właścicieli, najpierw z drzwi zaczął wołać na malucha, który niestety nie wiele sobie z tego zrobił, bo cieszył się z kontaktu z moimi psami. Widząc już wcześniej tego mężczyznę i myśląc, że jest z niego normalny i raczej rozsądny gość, zbliżyłam się do niego z psami, aby mógł małego w razie czego złapać. Oczywiście tak się nie stało, facet zaczął okropnie krzyczeć (niestety nie na mnie, a na psa), stwierdził do swojej żony, który powiedziała, że ma go złapać, że nie, to on, aktywny, ciekawski, najprawdopodobniej jeszcze niewychowany szczeniak, który zauważył, że 'o ja cię, inne psy to nie są jednak straszne potwory, które zjadają' ma sam podejść do niego. Ma podejść do faceta, który stał na chodniku i krzyczał 'chodź tu, chodź tu, chodź tu, CHODŹ TU!!!' (i tak w kółko), na dodatek takim głosem, że nawet ja się przestraszyłam. Pies oczywiście przyjął postawę bardzo zestresowaną, jednak nadal kręcił się przy moich, a gdy w końcu postanowił ostrożnie podejść, to... dostał kilkakrotnie po plerach, aż uciekł pod samochód. Faceta na prawdę się przestraszyłam, więc nie zareagowałam, a teraz okropnie tego żałuje... Chociaż właściwie to co by to dało? Podarłby się jeszcze na mnie i przez to wkurzył jeszcze bardziej na małego. Jak wracałam to słyszałam jeszcze jak jego żona krzyczy, że ma go już zostawić, bo on się boi i że ze strachu sika pod siebie...

Sytuacja niby nie taka niezwykła, w końcu to nic dziwnego, wielu ludzi przecież bije swoje zwierzęta. Ale ten szczeniak był taki piękny, taki cudowny, taki idealny, że teraz gdy o tym myślę, to mam ochotę wrócić tam i go ukraść. Zdenerwowała mnie okropnie ta sytuacja, teraz wiem, że zrobiłam źle, zatrzymując się i dając trochę socjalizacji szczeniakowi, ale zatrzymując się wtedy na prawdę myślałam, że nie robię nic złego. Nie rozumiem podejścia ludzi, ich rozumowania, nie wiem skąd biorą im się te myśli, że to siłą tylko i wyłącznie można zapanować nad psem i że psy to mają być jak niewolnicy, zawsze na każde nasze najcichsze wezwanie, bo inaczej to przecież coś złego, jak można podważyć autorytet człowieka...

Przepraszam, że takie długie i nie wiem czy to chamstwo, czy brak rozumu, czy jeszcze co innego, mnie to niezwykle poruszyło, ale może ja przewrażliwiona jestem na punkcie skulonych przed własnym właścicielem psów, a tym bardziej psich dzieci... :roll:

Posted

Ja Cię doskonale rozumiem... Widziałam też parę razy jak szczeniak dostał wpierdziel po tyłku, bo zainteresował się moimi psami, czy jakiś większy pies burę od dresa, bo... wystraszył się innego psa :roll:
I wiem, że czasami naprawdę strach komentować.

Posted

Martens napisał(a):
Ja Cię doskonale rozumiem... Widziałam też parę razy jak szczeniak dostał wpierdziel po tyłku, bo zainteresował się moimi psami, czy jakiś większy pies burę od dresa, bo... wystraszył się innego psa :roll:
I wiem, że czasami naprawdę strach komentować.

dokładnie ..
miałam kiedyś taką sytuacje mieszkając jeszcze w PL i z poprzednim psiakiem, idąc wieczorem na spacer podbiegł do nas młody Onek w kagańcu i fakt przestraszył mi psa nieźle, ale facet podbiegł i zlał psa smyczą po plecach :o byłam w szoku, zwróciłam uwagę że tym to on nic nie wskóra... odpowiedział, że inaczej to pies nic nei zrozumieje i co? puścił psa z smyczy i ten znów mu uciekł... ah.. świetne wychowanie..

Posted

ja raz jak z rodzicami wyjeżdżałam samochodem z podwórka to jeden facet puścił spaniela wiedząc, że ten nie przychodzi na zawołanie i spaniel pobiegł się pobawić z takim śmiesznym pieskiem, który przypomina liska, po kilku wołaniach i szukaniu spaniela, spaniel szczęśliwy wyszedł do właściciela, a ten wziął smycz i walnął spaniela kilka razy po plecach, aż ten się skulił, zapiął go na smycz i tak go szarpnął do góry, że pies był i w powietrzu i uderzył o beton, moi rodzice nie wytrzymali, moja mama otworzyła drzwi i zaczęła się kłócić z facetem (na pewno nie miał więcej jak 30 lat), że zadzwoni po policję itd. facet zaczął się drzeć, że to jego pies i będzie z nim robił co będzie chciał, ale jak zobaczył, że mój tata wychodzi z samochodu to się szybko zwinął :evil_lol: a znając mojego tatę na pewno za coś takiego by facet dostał po ryju :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...