Mysia, czyli nasza Szara Kota, odeszła cichutko 7 lipca [*]
Tak spokojnie, jak żyła.
Bardzo, bardzo jej brak - tak wspaniałego kota już nigdy w życiu nie spotkamy.
Czekaj tam na nas, Szareńko, do zobaczenia.
To tak jak zostawić zaklejony karton an poboczu drogi przez las z trzema kociętami. Całe szczęście, że moja znajoma jechała rowerem, zaciekawiło ją to pudełko...zabrała maluszki w ostatniej chwili, ale już są odkarmione i zadbane.
No właśnie....
Z cudaczkiem poszłyśmy wczoraj na długi spacer po polach, fajnie chodzi na smyczy, nie ogląda się za samochodami i rowerzystami - a na początku tymczasowania owszem. interesują ja kretowiska, nos wsadza tak głęboko we wszelkie norki, ze tylko tył głowy jej widać. ale da się odwołać, nie kopie jak niektóre z zapamiętaniem.
Ewciu, ona i ma super charakter. Żadnej traumy, lęków - podchodzi do ludzi z merdającym się ogonem, uśmiechniętą paszczą.
Przynosi zabawkę, prosi, by jej rzucić, taki rozkoszny dzieciak.
Ja niestety w sobotę 25 lipca jeszcze będę "spływać" i poznawać Narew, wiec nie mogę pomóc.
super, że tak się uda połączyć i sterylkę, i serce.
Konfirm wznawia ogłaszanie Lerki - na tym zadupiu ma kłopot z zasięgiem.