O 17.00 zadzwonił telefon.
Taki, na który się czeka. Ja czekam już czwarty miesiąc.
Przede wszystkim na początku pani się przedstawiła, a to ogromny plus. Potem się rozgadałyśmy, jakbyśmy się znały od lat. Pani z Otwocka, ma ma psa ze schroniska w Celestynowie, przekonuje męża do wzięcia drugiego. Bo psiaczek jest lękliwy, boi się wszystkiego, opiekuje się nim behawiorystka. I pani myśli o Amisi jako towarzyszce psiaka. Ale pani chciałaby poznać oba psy ze sobą, zobaczyć, jak rezydent zareaguje. I jak zawsze - ta odległość, bo państwo dopiero uczą pieska jazdy samochodem, codziennie po kilka minut, na razie nie przyjadą tak daleko. Rozmawiałyśmy długo, aż nagle pani padła komórka....
Mało nie płakałam, cholerka....
Zadzwoniłam wieczorem, abonent niedostępny.
Napisałam sms z prośbą o kontakt.
Cholera, a ja w niedzielę już na wylocie na wczasy, nie będzie nas 8 dni, za 3 kolejne ja wyjeżdżam do Krynicy...
Szkoda, bardzo szkoda.
Ostatecznie mogę jadąc w niedzielę do Warszawy zabrać Amiśke i zawieźć pani, ale co zrobić, jak się psiaki nie polubią? Nie zdążę odwieźć Ami do Sielca, a do Grecji też nie weźmiemy...