Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

mru napisał(a):
w razie co do mnie dane masz :)

do hotelu by było o tyle fajniej ze od razu mógłby jeść
ja bywam w hotelu co tydzień i mogłabym podjechać w tygodniu tylko nie wiem czy Beata mnie przyjmie :P

dobrze czekam na namiary hotelu, musze jeszcze zrobic przelew to wszystko sie wydluza ale ok do hotelu.
Czekam na namiary:)

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

mru napisał(a):
do hotelu w Konstancinie pod Warszawą :)

będzie miał super nowy kojec z wybiegiem i częscią zadaszoną i oslonioną i ciepłą budę. Dodatkowo będziemy u niego bywali i z nim pracowali, co jest bardzo ważne.



Ooo to chyba bedzie w tym samym co "moj" stary corso Lord:loveu:
Hotelik jest rewelacyjny:multi:

Posted

Hej :)
Kąsek dał się zaszczepić, wyjąć sobie wenflon, założyć i zdjąć kaganiec, przypiąć smycz, wsadzić do samochodu, odprowadzić do boksu hotelu :)

Krew się dzisiaj NIE lała, choć zapomniałam rękawiczek :)

Posted

omar napisał(a):
Hej :)
Kąsek dał się zaszczepić, wyjąć sobie wenflon, założyć i zdjąć kaganiec, przypiąć smycz, wsadzić do samochodu, odprowadzić do boksu hotelu :)

Krew się dzisiaj NIE lała, choć zapomniałam rękawiczek :)


Super, oby tak dalej :)

Posted

Ale co mam wam więcej napisać?

Nie chciał wyjść z boksu, siedział smutny, z wenflonem w łapce i w kagańcu. Nie dał go sobie zdjąć, bo uciekał dziewczynom ze szpitalika jak tylko podchodziły (uciekał, czyli chował się w ką, doopką do świata, nie było jak podejść). Chyba mnie poznał, bo jak go zawołałam to przysunął się do krat i patrzył na mnie z miną mówiącą "gdzie żeś była małpo? Po co żeś mnie tu przywiozła? Czemu mam to coś na ryju?"
Otworzyłam mu klatkę i usiadłam pod ścianą. Węszył, wystawiał głowę, ale nie chciał wyjść. Prosiłam dobre 15 minut. Wywabianie go na karmę nie miało sensu, bo miał namordnik na paszczy. Po 15 - 20 minutach moja cierpliwość dobiegła końca (tarasowałam sobą drzwi do szpitala, nikt nie mógł wejść, bo jak ktokolwiek się pojawiał, to się znowu odwracał doopką i guzik było ze współpracy). Wzięłam do ręki smycz i mu powiedziałam, że jak nie wylezie sam, to go zostawię w tym namordniku i będzie wstyd na cały szpital ;) Odwróciłam się i poszłam w najdalszy kąt szpitala. Podziałało :) Wyszedł z klatki jak tylko zaczęłam mu znikać z oczu. Poszedł za mną. Podeszłam, przypięłam mu smycz, pogłaskałam, dziewczyny zrobiły mu zastrzyk i wyjęły wenflon, wyprowadziłam go z lecznicy, wsadziłam do samochodu, ruszyłam i ... zdałam sobie sprawę, że NIE zdjęłam mu kagańca!! Awaryjne, hamulec, zdjęłam kaganiec, dałam kiełbasy, pogłaskałam. Pod hotelem otworzyłam auto, zawołałam, wysiadł, dał się pogłaskać i grzecznie, bez szarpania poszedł do kojca. Zwiedził kojec, obwąchał, zjadł kolację, popił i poszedł do budy
Koniec :)

Posted

No, cześć! Wróciłam pół godziny temu od psiaków. Po 22 rozmawiałam jeszcze z Beatą - chłopina śpi cichutko.
Omar prowadziła go wzdłuż kojców z psami, nie robiło to na nim wrażenia - to tez pocieszające.
Przepraszam, że zawaliłam z danymi hotelu - wysłałam za późno, tak?
Mru dostanie przepustkę i zawiezie;-) Do tego czasu Kąsek będzie na Acanie i syropie dla wątrobowców.
Omar, jak ja żyłam, zanim Ciebie poznałam?:p

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...