Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

majqa napisał(a):
Nie masz pojęcia jak się cieszę i... jakiego mam doła, że nie mam już wolnego pokoju. Porwałabym tego psiaka i już. Jest cudny, po prostu cudny i strasznie biedny. :-(
Nie mogłam się powstrzymać od obcałowywania go, tulenia, on też się cudnie wtulał. On jest taki "do zakochania na śmierć"...
Jezu, Jezu! Siedze i wyję. Nie mogę sie powstrzymać. Przeczytałam tytuł wątku i spojrzałam na ostatni post, widzę majqa,a wcześniej tu nie było ,więc pomyslałam z ulga, że to nie nasz wątek.Pobiegłam szukac wątku Frania naszego.Nie ma, wracam, i boję się otwierać.
Nie wiem co mam napisać,bo jestem i przerażona i szczęsliwa. A te opisy majqi dotyczące Frania wyciskają mi strumienie łez. Kanapowy pies przytulak i chyba kolejny już raz prawie w ostatniej chwili wyrwany niemal śmierci?Pewnie z tymi chorobami, Franio juz długo by nie pożyl:shake: Ale teraz już jestem pewna, że Będzie żył Franio, zobaczycie i będzie szczęśliwy i zdrowy!
Miałyście wspaniałą intuicję dziewczyny! Aż dziw bierze. Wielki podziw w Waszą stronę i wielkie DZIEKUJĘ:loveu:

  • Replies 3.5k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

kazik132 napisał(a):
(...) spojrzałam na ostatni post, widzę majqa,a wcześniej tu nie było ,więc pomyslałam z ulga, że to nie nasz wątek. (...)

Taaa, no jasne, bo gdzie się tu majqa wcięła. :evil_lol:

A na poważnie, on naprawdę, naprawdę jest absolutnie niezwykły. Taki słodziak, tylko pod kocyczek, łepinek na podunię i sycić wzrok. Boże jak bardzo bym chciała, żeby mu się poszczęściło, tak na amen, docelowo.
Jak zobaczyłam ząbki, a raczej to, co kiedyś nimi było... :-( I to żałosne kołysanie, skręcanie, zataczanie się, przechylanie główki, podglądanie człowieka w tej karykaturalnej pozycji... nic tylko go nosić i bronić przed tym zasr... światem. :angryy:

Wiem, wiem... zdaję sobie sprawę, jakie pierdoły wypisuję ale jednocześnie, cóż, piszę, co czuję.

Rozsypana jestem na cacy. :-(

Posted

majqa napisał(a):
Taaa, no jasne, bo gdzie się tu majqa wcięła. :evil_lol:

A na poważnie, on naprawdę, naprawdę jest absolutnie niezwykły. Taki słodziak, tylko pod kocyczek, łepinek na podunię i sycić wzrok. Boże jak bardzo bym chciała, żeby mu się poszczęściło, tak na amen, docelowo.
Jak zobaczyłam ząbki, a raczej to, co kiedyś nimi było... :-( I to żałosne kołysanie, skręcanie, zataczanie się, przechylanie główki, podglądanie człowieka w tej karykaturalnej pozycji... nic tylko go nosić i bronić przed tym zasr... światem. :angryy:

Wiem, wiem... zdaję sobie sprawę, jakie pierdoły wypisuję ale jednocześnie, cóż, piszę, co czuję.

Rozsypana jestem na cacy. :-(
Nie, no jak to wcięła. Ja też tu spadłam z nieba kilka dni temu, zaproszona na watek. Ale tytuł tak mnie wystraszył,że znalazłam sobie na szybko wytłumaczenie.
Jak tu weszlam, poczytałam trochę, Franio od razu zawładnął moim sercem, ale jak Ty majqa o nim piszesz, to ja nie moge się powstrzymać od łez wzruszenia, bo moja wyobraźnia pracuje i głowa paruje. Takiego Frania ja po prostu do dziś nie znałam:( Ale teraz to już na pewno bedzie mi się śnił pół nocy.
Będzie dobrze, bedzie dobrze!

Posted

Musi być dobrze. Wiesz, mam szmergla na punkcie zwierząt w ogóle, żadna tam ze mnie typowa psiara (aktualnie dopieszczam ropuchę w ogródku) ale już nie raz się przekonałam, że są psy i... psy... a on jest Tym Psem.

Posted

[quote name='malibo57']Szukajmy BDT, bo deklaracji to Franiowi na karmę i leki ledwie wystarczy.
Domowy DT. Po ostatniej akcji z niemożliwym, czyli ze znalezieniem BDT, domowego, dla dużego, ślepego psiaka zaczęłam się skłaniać ku przekonaniu, że cuda jednak się zdarzają. Wspomniany psiak kwitnie właśnie w takim domu.

Posted

magdus84 napisał(a):
Franiu puściłam jedyne środki na + jakie mam obecnie na koncie - 56 zł. Deklaruję więc stałe 50zł - chłopak zasługuje na GODNE życie!

I przed snem kolejny Dobry Człowiek przyszedł do Tego Psa. Mogę iść spokojniej spać! Nie mam wątpliwości, że Franiowi nie pozwolimy zginąć. Dziękujemy magdus!

Posted

Jestem na zaproszenie Moniki. bardzo chętnie bym pomogła, ale nie mam możliwości :(:(:( Sama mam Rudzielca na utrzymaniu bez żadnej stałej deklaracji :(:(:( (ratuję się jednorazowymi póki co), a niestety do połowy czerwca jestem na urlopie bezpłatnym :(:(:( Bardzo mi przykro, ale finansowo nie pomogę :(

Posted

Matko Franeczku....Jaki ty biedny jesteś....
Nasz Skarbuś miał też przedsionkowy ale w ciągu tygodnia dzięki wspaniałym wetom internistom i neurologowi wyszedł z tego w tydzień...Neurolog nam powiedział że jeśli zespół nie przeszedłby w 2 tygodnie to wskazana jest tomografia głowy żeby sprawdzic czy nie ma jakiegoś guza w mózgu....

Posted

Majga to powiedz....jak to dokładniej wygląda?
Franek oprócz skręconej głowy ma jakieś objawy inne neurologiczne -zaburzenia równowagi.plączące się nogi,przewraca się ??
Wydaje się ,że to chyba jest największy problem obecnie ,bo będzie miało to wpływ na decyzję w sumie o kastracji (konkretnie
możliwości narkozy psa)

Sierść wypadająca,matowa może jak najbardziej być związana ze zmianami w tym jądrze powiększonym.

Posted

hebanowa napisał(a):
Majga to powiedz....jak to dokładniej wygląda?
Franek oprócz skręconej głowy ma jakieś objawy inne neurologiczne -zaburzenia równowagi.plączące się nogi,przewraca się ??
Wydaje się ,że to chyba jest największy problem obecnie ,bo będzie miało to wpływ na decyzję w sumie o kastracji (konkretnie
możliwości narkozy psa)

Sierść wypadająca,matowa może jak najbardziej być związana ze zmianami w tym jądrze powiększonym.

Jego znosi na jedną stronę jak marynarza po solidnej dawce rumu w trakcie sztormu.
Plączą mu się łapki, potyka się (oczywiście nie każdorazowo). Widziałam jak radzi sobie ze schodami. Schodził i wchodził ale ja raczej bym mu oszczędziła tej atrakcji, wolałabym go znieść i wnieść. Co prawda, dla oddania sprawiedliwości, Franek był na obróżce, lepiej poszłoby w szelkach.

Czy na 100% się przewróci nie wiem ale szanse są duże, kwestia rozmachu zatoczenia się. Matowa sierść itd... może mieć wiele przyczyn - tu konieczne są badania: morfologia i biochemia, a na kanwie ich wyników inne szczegółowe, co zawsze wychodzi w praniu.

Narkoza. Układ oddechowy wytrzyma. Serce raczej również. Wet nie widział problemu w serduszku, a taki pierwszy trop przyjęliśmy przy tym dziwnym oddychaniu.
Oczywiście, oczywiście, strzeżonego Pan Bóg itd...
Co radził na teraz, a raczej na wczoraj w kwestii podejrzeń raka, ów wet. Badania, o których wspomniałam, odżywienie psa, obserwacja jąder. Jeden sygnał, że coś się powiększa lub konkretna wola właściciela i natychmiast ciąć, czyli iść tropem mniejszego zła.

Biorąc pod uwagę skalę zaniedbania zwierzęcia, jaką widziałam wczoraj (widziałam, przerzucając strony, że toczyła się tu jakaś dyskusja ale przepraszam, że się w nią nie wczytam, raz, że brak czasu, dwa - uważam, że należy się skupić na stanie obecnym Franka), zrobiłabym poza badaniami krwi, ich oceną, USG. Czy mój wet proponował USG. Na wczoraj nie, bo to nie typ naciągacza, który zaciera ręce, bo trafił się jeleń do przydojenia z kasy. Moje stanowisko z kolei wynika tu z doświadczenia z przygarnianymi zwierzakami w stanie podobnym, gorszym, lepszym, porównywalnym z Frankowym.

Pamiętajmy o jednym, co też już przerobiłam. Jeśli jest zaniedbany pies i ma raka (przerzutów nie da się wykluczyć) to jakoś życie się w nim kołacze. Z chwilą gdy następuje skok i poprawa jego warunków bytowych, w tym dobrze go odżywiamy, rak rusza do ataku. Też mam to już za sobą.

Oczywiście, może te jądra to nie rak ale na ten moment nie przychodzi mi do głowy nic innego, inna przyczyna.

Posted

No czyli neurologicznie z Frankiem jest fatalnie,to sie nadaje do wizyty u psiego neurologa.
Macie kogoś takiego w Łodzi?
Ile taka wizyta może kosztować?

Co do jądra powiększonego to może być też zapalenie i wtedy podaje się antybiotyk.
Może być to też zwyczajnie nowotwór -zmiana łagodna (ale to też trzeba usunąć)
Na ogół robi się usg jądra i można mniej wyznaczyć dalsze postępowanie.
Jakieś niepokojące zmiany w usg od razu nasuwają konieczność kastracji ,a usg jamy brzusznej pozwala zobaczyć czy węzły chłonne nie są powiększone ,co wskazywałoby na przerzuty.

Posted

Jak już wspomniałam, w środę ciągniemy dalszą diagnostykę.
Szelki dla Frania zamówiłam. Z tym, że raczej nie oszczędzałabym mu wchodzenia i schodzenia po schodach - on się nie przewraca, dobrze sobie radzi. Nawet jeśli jest neurologicznie zakłócony, to nie nalezy mu oszczędzać bodźców, a wręcz przeciwnie. Życie to potwierdza, bo Franio chłonie je wszystkimi zmysłami, to nie jest pies, który siedzi w kącie. A schodki powinien ćwiczyć, on bardzo ładnie chodzi na smyczy i ogólnie orientacje ma niezłą, jak na swój stan i wiek.

Posted

hebanowa napisał(a):
Monika to zapisz mnie ,że przeznaczę 100 zł na wizytę u neurologa .


Dziękuję Ci serdecznie!!!
Po południu zrobię taki spis wszystkich obietnic dogomaniaków w poście numer 4 (kochani! przypominam, że post numer 4 jest także postem rozliczeniowym - tam sprawdzajcie swoje wpłaty).

Posted

[quote name='hebanowa']No czyli neurologicznie z Frankiem jest fatalnie,to sie nadaje do wizyty u psiego neurologa.
Macie kogoś takiego w Łodzi?
Ile taka wizyta może kosztować? (...).
O typowym neurologu w Łodzi nie słyszałam, co nie znaczy, że takiego nie ma, przy czym... Jestem po rozmowie z wetem sprzed paru miesięcy o specjalizacjach i neurologii jako takiej nie ma na gruncie polskim. Zerknijcie zresztą sami w ofertę podyplomówek dla wetów.

O neurologu psim mówi się, kiedy mamy na myśli normalnego weta, który z racji bycia na uczelni, dostępu do nowości diagnostycznych i lekowych, ścieżki rozwoju naukowego (może i zagranicznego) + prywatna praktyka + jego chęci własne wgryzł się w temat i neurologia stała się jego konikiem.
Tu rozważcie jedno... Czy i co zmieni tak rozumiany neurolog. Czy diagnostyka zmieni sposób leczenia? Tu nie będzie leczenia operacyjnego (mam na myśli o objawy neurologiczne) a lekowe i preparatowe zachowawcze. Z tak rozumianym poradzi sobie każdy wet, który... chce, potrafi i... myśli.

Podam przykład nie wchodząc w zbędne szczegóły. Mam ciężko chory kręgosłup. Przeszłam wszelką kolędę diagnostyczną, wybór był jeden: skalpel (podziękowałam z racji z kolei swojej wiedzy rehabilitacyjnej i dostępu do lekarzy, z którymi zupełnie inaczej rozmawia się gabinetowo a i inaczej na niwie prywatnej) lub leki. Co ciekawe, z idealnym leczeniem, top lekami - nowościami, poradził sobie mój (nieżyjący już) tato - internista, a dooopy dali i potraktowali mnie tak, że nikomu nie życzę, lekarze specjaliści. Mój tato mówił mi, gdy miałam stan ostry, taki, że nie chciałam już żyć i wgryzałam zęby w ścianę z bólu: Proszę, wytrwaj. Dasz radę. Z lekami sobie poradzimy. Skalpel to ostateczność. Nie leczy się wyników tylko pacjenta, a skoro nie idziemy tropem cięcia to kolejne diagnostyki nie zmienią sposobu leczenia zachowawczego, zasilą tylko segregator z wynikami. Wytrwałam, tato miał rację.

Wracając więc do Franka... Nie usiłuję tu uszczęśliwić Was własnym punktem widzenia, choć nim się z Wami dzielę. Staram się, pomimo emocji, jakie Franek we mnie wyzwolił, na zimno ocenić sytuację.
Czy jest sens inwestować w Łodzi, czy poza Łodzią np. w W-wie w psiego neurologa, który skasuje solidną forsę i... no właśnie... Zaproponuje jakieś novum? Coś o czym wie tylko on, a nie wiedzą inni? Czy jest sens płacić za tytuł, markę, opinię i wiedzę czy może nie lepiej za wiedzę?
Czy usiłuję tym samym przeforsować trzymanie się akurat moich wetów? A w życiu, bo boję się jak ognia polecania tych i tylko tych. Doradzam natomiast, jeśli już, w 100% ucelowaną, dodatkową konsultację tych neurologicznych spraw u nie koniecznie psiego neurologa ale łebskiego, sprawdzonego, poleconego weta. W moim odczuciu z tego będzie większy pożytek. Jeśli np. zdarzy się cud, posypie się kasa, dopnie się a bodaj i tomografu głowy i... np. wyjdzie guz czaszki. Kto nastoletniemu (w ocenie mojego weta Franek ma lekko, mocno lekko licząc z 14/15 lat) psu zoperuje guza mózgu? Radioterapia i chemia - tym można mu tylko z racji wieku i wyniszczenia skrócić życie ale to oczywiście moje zdanie.

Nie chciałabym, by wątek przerodził się w dyskusję o wyższości jednych świąt nad drugimi. Nie będę więc usilnie polemizować z Waszym, innym od mojego stanowiskiem.
Podzieliłam się z Wami smutnym kawałkiem własnej prywatności, swoje z kolei z ciężkimi, psimi przypadkami też przeszłam. Brnięcie natomiast w polemikę minie się z sensem (forum to nie spowiednica), a dodatkowo zamuli wątek. ;)

Będę sobie więc na wątku, starając się dopomóc Frankowi na ile jestem w stanie, niestety możliwości mam żałosne. Oczywiście też pewno gremialnie podjętą decyzję przyjmę do wiadomości i już. Nawet jeśli nie będzie po mojej myśli. Ot, takie życie. ;)

Posted

Monisiu ale masz skład na wątku!!! super podaj konto narazie skromnie się dorzucę, pózniej się poprawię!!!!! MONICZKO NIE ZNASZ KOGOŚ KTO PORUSZA SIE NA TRASIE KATOWICE GLIWICE REGULARNIE???? TO BARDZO PILNE !!!! potrzebny do ratowania bezwładnych łapek psika!!!

Posted

Majqa, z doświadczenia wiem, że masz rację, zarówno co do praktyki "neurologicznej", jak i procedur specjalizacyjnych.
Sądzę, że darujemy Franiowi i sobie pozornych ruchów, na razie obserwujemy psa. Jeśli chodzi o objawy neurologiczne, jego stan raczej się poprawił od tego sprzed 16 miesięcy. Dajmy mu czas, sensowną karmę, zadbajmy pod względem emocjonalnym, wspomóżmy dobrymi suplementami i...dajmy mu żyć.
Proponuję dla Frania Brain Balance oraz Cardioforce Vetfooda na początek - karmy testujemy i czekamy na wyniki badania krwi. Na razie ma w zasięgu Vitake Adult i Senior.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...