Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 725
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

ojoj , jakie dobre wieści!!:loveu::loveu:

a pani z Wiednia , czyli prawdopodobnie gdzieś z Polski może adoptować najwyżej pasikonika ....e nieee ... pluszowego misia...e nieee.. patyczka ...trawkę może:errrr:
spadówa stąd:boom:, kretynka jedna ....:zly7:

Posted

nie wiem jak tam Myszka teraz , i chciałam jeszcze troszkę o niej
tak sobie myślałam co z zrobić i uważam ,ze NIC
zostawić ją w spokoju , niech się sama oswaja , jak nie chce wychodzić niech nie wychodzi , jak nie lubi głaskania nie głaskać , pieszczotliwie , delikatnie przemawiać
przygarnęłam dawno temu małego kotka dzikuska , zrobiliśmy mu posłanie w łazience , szkoda mi jej było , bo nie wychodziła , sikała na własne posłanie ( wyobrażacie sobie kota ,który sika do własnego łóżka:-o)
wiele dni minęło ,aż któregoś dnia zmywam naczynia i czuję ,ze mała siedzi mi między nogami , po prostu , od tego dnia nastąpił przełom , ale nigdy nie był to kotek-przytulanka , ale była bardzo z nami zżyta.
Możliwe ,że Myszka nigdy się nie otworzy do końca i będzie żyć we własnym świecie , trzeba megacierpliwośći i spokoju , niech się grzeje w domowym ciepełku , niech żyje w domowym stadle tak jak chce, nic na siłę, nie wiadomo co przeszła i jaką ma traumę.
dobrze ,ze trafiła na taki fajny domek:loveu:
małe toto , wiele jej nie trzeba , tylko duuuużo miłości
ale się rozpisałam:oops:

Posted

U Myszki niestety nic sie nie zmienia... Umówiłam sie z Pania behawiorystka na srodę przed poludniem, bo wczesniej sie nie dalo. Sunia stacjonuje pod stolem, wyprowadzana (na sile) zalatwia sie na polu. Na spacerze idzie obok nogi, ale przy pierwszej nadarzajacej sie okazji biegnie do drzwi klatki. Po spacerze chowa sie za firanka i dobra godzine zajmuje jej przedostanie sie do legowiska, ktore jest toz obok. Nie je karmy calm... Kochany pies, bardzo skrzywdzony... Przez kilka dni wetka zalecila, zeby jej podawac tabletki przeciwbolowe, chciala sprawdzic czy to nie jakas dolegliwosc ja tak paralizuje, ale to nie to... Mam nadzieje, ze wizyta psychologa choc troszeczke nam pomoze.
Trzymajcie za Myszeczke kciuki! Jeszcze raz bardzo bardzo dziekuje Wam za rady!:) To wielka pomoc!

Posted

Trzymamy kciuki.Mała musi wreszcie zrozumiec,ze trafiła do Ludzi z ogromnym serduchem i warto do nich podejśc.Ciekawe jak oceni to behawiorystka i jakie da rady.Napisz nam,to kiedys innym moze sie przydac,a jej mam nadzieje pomoze.Wiem,ze ciezko patrzec na sunie w takim stanie psychicznym,ale jest przynajmniej bezpieczna,moze sie choc troche otworzy....a te nocne naloty na dywan sie skonczyły?

Posted

Tak włąśnie dzis mocno rozmyśłałm o Myszce czy choć troche lepiej.....:shake: Trzymam kciuki za wizytę pani behawiorystki.

Postaram sie tez dziś do Pigwy zadzwonić.

AAA... pan Lucjan z Przemyśla zabrał wczoraj już do siebie Margolcię, ma za parę dni zadzwonić i poopowiadac jak sobie radzą;)

Posted

będzie dobrze , czasu trzeba i spokoju , będzie dobrze :glaszcze:
na pewno
wyobrażam sobie Wasz niepokój o Myszkę , ale mam nadzieję ,że fachowiec Was uspokoi :kciuki:

Posted

Też trzymamy mocno kciuki za Myszkę. Alinko, napewno będzie dobrze tylko potrzeba odpowiedniego postępowania i czasu-może nawet dużo.Moja Perełka zachowywała się dokładnie tak samo, siedziała albo za tapczanem albo uciekała za zasłonę, była sparaliżowana strachem.Dzisiaj, po roku, jest dobrze.Wprawdzie nie przepada za głaskaniem ale przychodzi gdy ja wołam, siada obok na kanapie ( ale byle nie głaskać ), przychodzi żebrać koło stołu, i chętnie wraca do domu.Pomogły cenne rady behawiorystki i wspomaganie lekami p/lękowymi.Ale pomogło i cieszę sie, ze piesek żyje komfortowo.Życzę tego też małej Myszce o której często myślę bo wiem przez co przechodzi ona i Wy z nią.Cierpliwości i czasu - będzie dobrze, napewno.

Posted

majuska napisał(a):

AAA... pan Lucjan z Przemyśla zabrał wczoraj już do siebie Margolcię, ma za parę dni zadzwonić i poopowiadac jak sobie radzą;)

Cieszę się, że Margolcia trafiła do domu. A biorąc pod uwagę jej spojrzenie, życzę panu Lucjanowi wielkich pokładów anielskiej cierpliwości.
A za Myszkę nieustająco trzymam kciuki.

Posted

U Myszki była dzisiaj Pani psycholog, behawiorystka. Fajna, widać, ze z sercem i powołaniem, psiara straszna. Obserwowała ją w różnych sytuacjach, wypytywała duzo, spedziła z nami prawie 2 godziny. Zmarwiła sie troszeczkę, chyba przypuszczała, że sunia jest lepsza niz jest... Od razu stwierdziła, że Myszka jest typowym psem, który był bity, uważa, ze stąd jej kalectwo i zwierze ma syndrom stresu pourazowego i dlatego jest kompletnie skostniała strachem. Pani przypuszcza, że krzywdził ją mężczyzna, gdyż mężczyzn jeszcze bardziej sie boi. Niestety bez lekarstw się nie obędzie. Potrzeba jej pół roku, po tym czasie powinna dojśc do siebie, ale mamy się spodziewać psa kanapowego, o delikatnej konstrukcji psychicznej, wycofanego, który za wszelka cene unika nowych bodźców.
Myszkę mam kilkakrotnie w ciągu dnia nosić na rekach po mieszkaniu, w tym czasie smarować jej pyszczek serkiem bądź pasztetem, żeby mogła sie oblizywać, bo to ją uspokaja. Mam ją przegłodzic, a nastepnie przesunąć miseczke z jedzeniem za stół. Co jakis czas mam ją zabierac na 4 minutowy spacer w inne miejsce, niz podwórko. Kiedy siedzę spokojnie mam brać sunie na kolana, a Krystian ma jej dawać maleńki kawałek szyneczki, nastepnie trzeba sunie połozyć na dywanie i odwrócic wzrok. Mam również stosowac bardzo prosty masaż relaksacyjny, najpierw łopatka, potem udo, a na samym końcu szyjka.
Uczyła mnie takze mowy ciała Myszki, jak rozpoznac przerazenie, a jak zainteresowanie. Ona w ogole nie uzewnetrznia zadnych emocji, jest porazona lekiem, wiec zrozumienie jej uczuc wydaje mi sie bardzo trudne...:(
Pani behawiorystka, tak samo jak wetka, stwirrdziła, ze łapkę bedzie trzeba amputowac. Ma w niej zanik mięśni, łapka jest taka malutka, nie spełnia ponoć zadnej funkcji i przeszkadza psy w poruszaniu się.
Następna wizyta za 3 tyg.
Jestem mega zdołowana, że zwierzęta musza przechodzic przez takie piekło. Przecież one niczemu nie winne. Bardzo bolesne. Zebym tylko potrafila jej wynagrodzic te krzywdy, ktorych doznala. A ile takich niemych nieszczęść, o ktorych sie nigdy nikt nie dowie... eh...

Posted

Rady pani behawiorystki brzmią mądrze.
Jak to dobrze, że Myszka trafiła właśnie na Was ! Wiele osób pewnie oczekiwałoby od psa w takiej sytuacji, że będzie wdzięczny za wyciągnięcie ze schroniska i potrafi to okazać. Jak to dobrze, że chcecie z Myszką pracować i pomóc jej zapomnieć o traumatycznej przeszłości. Z całego serca życzę powodzenia - Wam i Myszce.

Posted

Nikt z nas sie tu chyba nie spodziewał, że Myszka jest aż tak zastraszona i że aż tyle czasu będzie potrzebowała.
Tymbardziej miała dziewczynka ogromne szczęście, że trafiła na Was - na ludzi, którzy ją kochają taką, jaka jest, rozumieją jej przerażenie i chcą jej pomóc. Jesteście wspaniali, naprawdę.
I wierzę, że z takim nastawieniem, jakie macie, z takimi ogromnymi pokładami zrozumienia, cierpliwości i współczucia, dacie radę Myszkę wyprostować.
I jeszcze szepnę, że ten wycofany kanapowy pies o delikatnej konstrukcji psychicznej, którym Myszka ma zostać, z czasem może się zmienić w psa normalnego...
Mieliśmy taką sukę - znajdę. Nie była sparaliżowana strachem jak Myszka, ale bała się. Najpierw wszystkiego, potem tylko kija od miotły, odkurzacza, ludzi a szczególnie mężczyzn... z czasem oswoiła się z domownikami ale długo jeszcze jak ktoś do nas przychodził - psa nie było. Stopniowo, powoli, powoli to się zmieniało. W ostatnich latach życia była już zupełnie innym psem. W niczym nie przypominała tej znajdy. Kompletnie wyluzowana, ufna, spokojna, wszędzie ją można było zabrać. Nadrabiała zaległości i ku zdumieniu całej rodziny zaczęła dużo szczekać.
Więc - nie ma rzeczy niemożliwych.
Trzymam za Was kciuki i czekam na dalsze wieści!

Posted

Alinko, ja Wam bardzo, bardzo dziękuje za całą ogromną pracę, za wielkie serce, niesamowitą troskę, dla Was takie zachowanie jest normalne, ale ogromna większośc nie poradziłaby sobie z tak trudnym psem i po prostu zrezygnowałaby z niej, jestem Tobie i Twojemu mężowi bardzo bardzo wdzięczna, trzymam mocno kciuki za Myszkę i za Was wszystkich i zarazem przepraszam, że nie potrafiłam przewidzieć, że będzie to taka trudna, ciężka sytuacja, na pewno nie byliście przygotowani, aż na taki ogrom pracy, ale jak widze Wasze poświęcenie to po prostu nie wiem jak dziękować.
Alinko gdybym tylko mogła w jakikolwiek sposób pomóc to dawaj natychmiast znać

Posted

A ja mam jeszcze pytanie takie, bo mnie ciekawość zżera ( zwyczajnie chce wiedzieć, czy moja intuicja ma pokrycie w opiniach biegłych)... Czy Pani psycholog nie mówiła, że Myszce przydałoby się towarzystwo spokojnego opanowanego i zrównoważonego psa?

Posted

Ja też o tym myślę. Po pierwsze - ta suka, o której Dzika_Figa wspomniała - była uczona normalnego życia przez mojego psa. Sam się tej roli podjął i działał na własną "rękę". Suka bała się podejść do jedzenia - on wtedy zapędzał ją do miski i stał obok, póki nie zjadła. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa i uczył, że ludzie nie są zagrożeniem. To miało ogromne znaczenie.
Po drugie - Myszka chyba była nieco odważniejsza przy Pigwie, może rzeczywiście pies - terapeuta?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...